co to za góra na wprost?

Nie jesteś zalogowany. Proszę się zalogować lub zarejestrować.
Forum Beskidu Małego » Posty przez sprocket73
co to za góra na wprost?

zdjecie nr 4 - 3 p
zdjecie nr 6 - 2 p
zdjecie nr 2 - 1 p
nr 1
Czy to jest kaskada na Pracicy w pobliżu czarnego szlaku na Czarny Groń ?
Canon 60D i obiektyw Canon 70-300 IS, zdjęcie wycięte w ten sposób, aby księżyc wypełnił kadr. Nie jest to sprzęt do "dalekich obserwacji" czy do "polowań" na ptaki lub dzikie zwierzęta. Stąd moje lekkie zdziwienie, że księżyc nawet nie najgorzej wyszedł.
Ja również coś dzisiaj znalazłem. Wygląda na to, że w końcu grzyby pojawiły się masowo ![]()
Tak, to ostatnie zdjęcie bardzo jesienne.
Jesień idzie, nie ma na to rady! ![]()
Kiedyś tam byłem. Szlaku nie gubiłem, więc chyba nie jest z oznakowaniem najgorzej.
Byłem też przy formacjach skalnych i jaskini - one nie są na szlaku, najlepiej są dostępne ze ścieżki, która wiedzie dołem (pod górą) wzdłuż koryta Skawy. Jaskinia jest albo z tych "ciasnych", albo nie znalazłem własciwego wejścia ![]()
Byłem tam niedawno.
Bardzo kiepsko wspominam knajpę na górze rynku... miały być "placki po węgersku", a była mrożonka z konserwą.
Poza tym fajna miejscowość i Lanckorońska Góra ciekawa do eksplorowania.
Co Wy tu takie starocie wyciągacie ![]()
Ale trzeba przyznać, ładna jest zima. Ju mi sie trochę za nią tęskni... ale jeszcze jesień po drodze ![]()
Pstryknąłem sobie ot tak z ręki księżyc... nie wiedziałem, że te kratery są aż tak widoczne.

4 - 3pkt
3 - 2pkt
2 - 1pkt
Zaczęła się jesień, więc rozpoczęliśmy jej poszukiwania. Były już przymrozki, były szare deszczowe dni, dzisiaj dla odmiany słońce, ale to jeszcze nie złota polska jesień - za dużo zieleni.
Podjechaliśmy do Radwanowic i poszliśy w kierunku Doliny Będkowskiej. Stanęliśmy nad jej początkiem na górze Wietrznik i wyłonił się taki oto widok na Górę Żarnową i Skałę Cebulową -spontanicznie postanowiłem ją zdobyć.

Zdobywanie było czystą przyjemnością, pod górę prowadziła wąska ścieżka.
Widok na początek Doliny Bolechowickiej z drugiej strony równie ładny, albo i ładniejszy.

Patrząc w głąb doliny, wyglądało to tak:

Następnie z lekkimi problemami (prowadziła Ukochana) zeszliśmy na drugą stronę na dół i kontynuowaliśmy spacer dnem doliny. Niestety nie było fajnie. Wyasfaltowanie drogi idącej dnem spowodowało, że mimo zakazu ruchu auta jeżdżą jedno za drugim. Do tego spory ruch rowerowy i pieszy. Szkoda, bo jak droga była gruntowa, to chodziło się dużo przyjemniej, a auta prawie nie jeździły.
Na zdjęciu wodospad na Będkówce.

Chcieliśmy jeszcze zaliczyć kolejny punkt widokowy - Pytajnik. W tym celu odbiliśmy żółtym szlakiem w kierunku Będkowic i tam zrobiłem to wiosenne zdjęcie. Wiosenne, bo widać uschnietą trawę (jakby po zimie), przez nią przebija się świeża zielona, a igły modrzewia wyglądają jakby dopiero wyszły z pąków. Wygląda na to, że po ostatnich deszczach przyroda się odżwieżyła.

Jesteśmy na Pytajniku. Niestety nie udało się tu dojść starą ścieżką - zarosła zupełnie gęstymi młodymi drzewami. Już ostatnio, rok temu na wiosnę, ledwie się udało przedrzeć, teraz poszukaliśmy innego dojścia, niestety trochę naokoło.
Na zdjęciu widok w kierunku początku doliny.

A na koniec kapliczka w Sokolicy.

Od Sokolicy wracaliśmy do Radwanowic żółtym i czarnym szlakiem. Grzybów przy ścieżce nie znaleźliśmy, ale widzieliśny paru miejscowych z przyzwoitym zbiorem.
Właśnie wróciłem z lasu jaworznickiego i nie znalazłem nic... wielkie wypasione ZERO grzybów ![]()
Macieks, a widziałeś zdjęcia ? Wszystko we mgle, jedynie na dole trochę widać wzdłuż dolin.
Kiedyś jak tam jeszcze będę i będą warunki to na pewno Gachowiznę zaliczę ![]()
A co do liska, po podwórku tego domu biegał pies myśliwski. Nie zdziwiłbym się jakby to był myśliwy.
Jola, określenie "dobre towarzystwo" miało odnosić się do większej grupy. Bo w grupie zawsze raźniej, szczególnie jak pogoda nie idealna ![]()
Ale w sumie nie ma co marudzić, mgły i wilgotny las mają swój urok, a nie padało ani razu przez te 3 dni, wieczory były na tyle ciepłe, że fajnie siedziało się przy ognisku, więc narzekanie na pogodę nie jest do końca uzasadnione.
Kiedyś grałem w internetową grę OGAME. We wrześniu 7 lat temu szef sojuszu zarządził zlot w Zawoi. Było fajnie - chodzenie po górach i imprezowanie. Jesienne zloty powtarzamy co roku i nic nie szkodzi, że nikt nie gra już w tą grę... znajomości pozostały. Parę dni temu miało miejsce nasze siódme spotkanie.
W drodze na zlot, postanowiłem zdobyć szczyt Baków (Czeretnik) - 766 w paśmie Pewelskim. Pogodę zapowiadali nieco lepszą, ale cóż... nie zawsze trafia się na słońce, a w górach jest pięknie przy każdej pogodzie. Auto zostawiliśmy na Przełęczy Rychwałdzkiej i bezszlakowo ruszyliśmy grzbietem przez Grodzisko (z nadajnikiem widocznym na zdjęciu), a Baków jest we mgle po lewej na ostatnim planie.

Grzbiet jest mocno widokowy, ale że aura nie sprzyjała, to starałem się dostrzec piękno w tym co było bliżej. Nie padało, ale wilgotność była maksymalna. Każde żdziebełko trawy było oblepione kropelkami.
Przy okazji testowaliśmy nowe buty - przemokły, ale dopiero na sam koniec.

W tamtych stronach są niesamowite kapliczki. Ta znajduje sie na Grodzisku i jest nowa. Urządzona z rozmachem. Jedyne co mi się w niej nie podoba, to że została ufundowana z okazji rocznicy powstania kółka myśliwskiego. Nie lubię tych co zabijają zwierzęta dla przyjemności.

A ta kapliczka znajduje się w pobliżu osady Na Groń (całkiem blisko żółtego szlaku na Baków) i bardzo mnie urzekła. Z zewnątrz prezentuje sie tak:

A w środku tak:

Na jednej łączce zebraliśmy całą reklamówkę kań. Pierwsze grzyby w tym roku. Trochę nie podobały mi się te kanie, jakoś dziwnie pachniały (nie kaniowato), ale to chyba od wilgoci, były mokre jak gąbka. Zjedliśmy je potem w 10-cio osobowym towarzystwie, minęły 3 dni i wszyscy żyją... więc chyba żadna nie była sromotnikiem.

Następnie przeszliśmy żółtym szlakiem do Janikowej Grapy i dalej bezszlakowo zahaczając o skraj Mutnego i Bidaszowskiego Gronia zeszliśmy do asfaltu. Do tej pory prowadziłem idealnie. Pozostał tylko krótki odcinek do auta, ale że nie lubie chodzić asfaltem próbowałem znaleźć jakąś leśną drogę przez Barutkę. Niestety wybrana droga skończyła się szybko na domie, przy którym w małej klatce siedział przestraszony lisek. Przykro nam sie zrobiło widząc to wystraszone śliczne zwierzątko w takich warunkach.

Ale wkrótce i nasz los stał się godny pożałowania, bo przyszło chaszczować w mokrych krzakach i to dośc spory kawałek. Możecie sobie wyobrazić co na to Ukochana (ja wolę sobie nie przypominać).
Za to wieczorem, już wszyscy razem bawiliśmy się przy dużym ognisku popijając różne różności.

Drugiego dnia miała być już piękna słoneczna pogoda. Niestety prognozy się nie sprawdziły, ale i tak było fajnie. Poszlśmy sobie na Pilsko.

Po drodze mijając "piękny" element krajonrazu na Hali Miziowej, który zbojkotowałem, niestety wszyscy pozostali weszli do środka i dali zarobić.

Potem zdobylismy Pilsko. Na górze było +3 stopnie i gęsta mgła, więc bez rewelacji.
Zeszliśmy w stronę przełęczy Glinne i aby uniknąć asfaltowania do Korbielowa poszliśmy kawałek dalej szlakiem czerwonym i przed Beskidem Korbielowskim trawersowaliśmy bezszlaku na Górny Korbielów.

Znów były jakieś grzybki, całkiem smacznie wyglądały, ale tym razem nie skosztowaliśmy ![]()

Przed dojściem do żółtego szlaku w Górnym Korbielowie droga zaczęła dziwnie kręcić, na szczeście tym razem mieliśmy pełne zaplecze techniczne - GPS, GoogleMaps, widok z satelity, znaliśmy swoją pozycję z dokładnością do kilku metrów i... wleźliśmy w jakieś bagniste łąki i wąwozy. Ale że prowadził szef sojuszu, a nie ja, to Ukochana tym razem nie miała większych zastrzeżeń - dziwne są kobiety.

A wieczorem znów impreza, tym razem opanowaliśy altankę, grilowaliśmy i nierozsądnie mieszaliśmy alkohole (poszło między innymi moje 15-letnie wino domowe ze śliwek węgierek). Męczący wyjazd...
Ostatniego dnia w połowicznym składzie (5 osób) poszliśmy sobie na Rysiankę. Pogoda miała być cudowna... ale znów się nie sprawdziła
Przy niebieskiem szlaku od Sopotni jest tak biedna kaplisia, że nawet Jezus uciekł z krzyża.

Romanka jak zawsze jest dla mnie miejscem pełnym magii i uroku.

Kiedykolwiek tam jestem, pochłania mnie klimat tego miejsca... i potem muszę gonić resztę grupy.

Przy schronisku nadciągnęły czarne chmury ala armagedon. Myślałem, że sypnie gradem, ale tylko postraszyło. Na zdjęciu Wielki Chocz.

Nigdy nie schodziłem z Rysianki niebieskiem do Sopotni. Szlak mnie pozytywnie zaskoczył, bardzo ładny. Na koniec trochę asfaltu, ale mieliśmy zapewniony transport.

Ostatnio każdy wyjazd w góry dopasowujemy do pogody. Teraz terminu nie dało się przesunąć ze względu na większą ilość osób, ale potwierdziło się, że nawet jak nie ma dobrej pogody, to warto spędzić parę dni w górach ![]()
Nasz Strzępek został niedawno pomylony z Rysiem. Wprawił jedną rodzinkę w prawdziwą panikę, a potem skończyło się śmiechem. Jednak prawdziwego wilka spotkać, to nie jest śmieszna sytuacja. W nocy nawet świecące oczy sarenek mogą wystraszyć (prawie narobiłem w portki, jak te straszne sarny na nas polowały otaczając kręgiem).
Łysy, może jakaś podpowiedź ? ![]()
Wyglądają zupełnie jak Tatry Zachodnie, czyli pięknie ![]()
Ostatnio korci mnie pojechać w Niżne, już ponad 4 lata jak tam nie byłem.
5 - 3pkt
inne zdjęcia, które mi się podobają, niestety są mało zimowe...
Macieks, znam te tereny dość dobrze z racji bliskości. Na Jurę jeżdżę częściej niż w BM.
Korzystając z doskonałej pogody, która właśnie dzisiaj się skończyła, wzięliśmy dzień wolnego, aby miło spędzić czas w ładnym miejscu. Pojechaliśmy do mojej ulubionej Dolnki Bolechowickiej.
Jej dnem wiedzie tylko wąska ścieżka. Przy potoku wszystko pięknie zielone, jakbyśmy mieli pełnię wiosny, a nie koniec lata.

Wejście do Doliny otwiera Brama Bolechowicka tu jej ściana zachodnia.

A tu wschodnia.

I jeszcze raz wschodnia, tym razem z pod samych skał.

Ukochana urządziła sobie opalanie, a ja z psami poszliśmy się tochę powspinać ![]()

A potem udaliśmy się na spacer doliną aż do wodospadu na potoku Bolechówka.

I jeszcze dalej w głąb, aż doszliśmy do jej końca.
Jeszcze całkiem niedawno szlak prowadzł dnem dolinki aż do jej naturalnego zaniku. Jakoś tak z 2 lata temu ktoś zagrodził ją taką siatką z drutem kolczastym i otabliczkował, żeby się nawet nie zbliżać. Teraz tam wszystko zarasta.

Na koniec wróciliśmy do auta bezszlakowo odkrywając nowe ścieżki. W lesie było niesamowicie sucho. Dobrze, że teraz ma przez parę dni popadać.

I tyle, to była bardzo luzacka wycieczka... ale czasem takie też są fajne ![]()
2 - 3 pkt
12 - 2 pkt
3 -1 pkt
Nena - wycieczka była przedwczoraj. I w zasadzie to Zimowity już w większści przekwitają. W Małej Fatrze w 2008 roku spotkałem je 23 sierpnia, więc nie są one aż tak jesienne ![]()
Forum Beskidu Małego » Posty przez sprocket73
[ Wygenerowano w 0.066 sekund, wykonano 5 zapytań ]