Przedwczoraj, wtorek, 22.08.17 r weszliśmy na Babia Górę trasą prawie tak jak tutaj opisała nena, z tym, że skrótami, wzdłuż telefonu i podziemnym kablem energetycznym, potem, poniżej schroniska skrótem na Górny Płaj i Akademicką Perć.

Za parkingiem 8 minut, już poza szlakiem, odwiedzenie stanowiska goryczki trojeściowej albinosa, które utrzymuje się tam od lat i ma pędy z 6 pąkami do zobaczenia rozwinięte jeszcze za dwa tygodnie.
Na Perci mgła, mokro, rękawiczki od skał i łańcuchów zupełnie mokre.

Na Czarnej Ściance, na klamrze dwa kółka, można je przestawiać. Wiszą tam już jeden 27 lat, drugi 21 lat. Jeden zawieszony 14 lipca 1989 roku z okazji 200 rocznicy Wielkiej Rewolucji Francuskiej, drugi w 1996 roku z okazji międzynarodowego wejścia na Babia Górę. Uczestnicy byli to Polonusi z Hong Kongu, Reno w stanie Utah w USA, Izraela i Francji. Do tego miejscowi krajanie w liczbie kilku.

Na szczycie temp. +4 st.C i silny północny wiatr. Na dojściu gorzej niż często w marcu. Noszę ze sobą zawsze przy plecaku termometr zdolny odczytać do 0,1 st. C tak że pomiary robię różne często, także dla napotkanych turystów.
Nie zwlekając idziemy do ruin schroniska niemieckiego. Jest to nasz stały punkt, także wyjściowy do wędrówek po południowych stokach Babiej Góry.
Przed źródłem Głodna Woda, po prawej, pamiątkowy kamień, wykuty w 1932 roku przez miejscowych, w miejscu śmierci żołnierza wracającego z Wielkiej Wojny / I wojny światowej /. Opisany jako nieznany, dzisiaj jego dane są już dość dawno odkryte.

Zaraz Głodna Woda. Opisana przez nenę 3,14 x oko, prawda jest taka: najwyższe źródło w Karpatach polskich poza Tatrami. Uchodzi w literaturze za stałe, choć raz w życiu widziałem je wyschnięte zupełnie. Niestety nie zanotowałem albo nie mogę odszukać roku. Niewątpliwie jest to widok unikalny.
Posiada dwa ujścia, jedno tuż przy ścieżce, niższe, idąc od góry wcześniejsze, zabudowane tak jak górne blaszanym wypływem, o znacznie mniejszej wydajności niż górne, ale wypływ liczy się razem.
Główna Głodna Woda, trochę niżej ścieżką, ale wyżej w stoku. Dojście po stoku skosem do góry w kilkanaście sekund.
Woda z tego źródła posiada stałą temperaturę +4 st. C. Jest to temperatura charakterystyczna dla najbardziej głębokich źródeł i wywierzysk. Identyczną temperaturę mają najsłynniejsze wywierzyska tatrzańskie, Bystra, pod Kalacką Turnią, przy drodze z Kalatówek w głąb Doliny Kondratowej, wywierzysko Olczyskie i inne w Tatrach Zachodnich. 
Temperatura wody +2 do +3 stopni C jest charakterystyczna dla wody z topniejącego śniegu i płytkich wycieków. W głębokich wyciekach, dla Głodnej Wody i wywierzysk tatrzańskich, woda objawia swoją wyjątkową naturę w przyrodzie, posiadając największą gęstość, czyli największy ciężar w temperaturze +4 st. C.
Taka woda najszybciej opada na dół. Wtedy ta woda, która ma w wyższej partii +2 lub +3 st. C, musi się ogrzać do +4 st C i dopiero wtedy uzyskuje możność szybkiego opadu do otworu i wydostania się na zewnątrz, gdyż robi się najcięższa. Taki stan odpowiada karpiom w stawach w zimie. Głodna Woda jest pokryta śniegiem kilka miesięcy w roku. Na wiosnę powoduje odtajanie śniegu i tworzy w śniegu tunel, do którego można wejść na kilka metrów.
Sama woda to w zasadzie deszczówka, jak pisze nena. Ma bardzo, bardzo słaby odczyn kwaśny. Praktyczna rada: Nabieranie tej wody do butelki plastikowej i włożenie do plecaka, w czasie dużego upału i dużej wilgotności, jest niebezpieczne. Skraplająca się w zimnie para wodna z atmosfery dosłownie zalewa wszystko w plecaku. Każdy po pierwszym razie myśli, że mu butelka z wodą pękła w plecaku. Taką butelkę trzeba włożyć do woreczka foliowego. Nie bardzo wiem czemu, ale reakcja skraplania pary wodnej znika zupełnie. Nazwa Głodna Woda jest prozaiczna zupełnie. Turyści schodząc z wierzchołka, nim doszli do schroniska pili tę wodę obficie w lecie. Dochodzą do schroniska byli głodni, to jest normalne. Jak popili wody to przyszli jeszcze bardziej głodni, bo to niewiele już ale trzeba przejść. No to nazwa gotowa, nie trzeba myśleć.
Źródło to było dawniej znacznie bardziej wydajne. Przed wojną, przed schroniskiem ustawiony był kran, pionowa rurka z kurkiem, skąd brało się wodę, myło się i garnki. Mycie dla odpornych na zimno.
Strumyk ze źródła jest dość obfity. Niżej, na wschód od schroniska, przy dawnej drodze dojazdowej i szlaku niemieckim czerwonym, niemieckim z Polhory, czynnej dla znających teren do dzisiaj, jest teren bagnisty, bogaty botanicznie. Jest tam największe stanowisko tojadu mocnego na Babiej Górze. Latoś przyroda na Babiej Górze marna. Tojad bardzo marny a wawrzynek wilczełyko w ogóle nie owocuje. Tego nie pamiętam w historii i odnotowuję w kronice.

Fragment drogi przy samym schronisku wyłożony jest płytą z nadproża ganku schroniska, z pięknie wyrytym rokiem budowy 1904.
Nawet najwięksi znawcy Babiej Góry nie wiedzą o tym.
Z ruin poszliśmy 8 minut na dół, do krzyża upamiętniającego największą tragedię na Babiej Górze. Polaków pochodzących z Beskidu Małego, Rodziny Frysiów i Towarzyszy. Tragedia ta została opisana bardzo dokładnie wiele razy.
Wróciliśmy do ruin i opisaną starą, nieużywana drogą, poziomo do granicy państwa, do schronu słowackiego, gdzie zawsze można siąść pod przykryciem, posilić się, i obejrzeć taki widok.
Zrobiło się trochę cieplej, opisane kiedyś stanowisko dzwonka karpackiego albinosa, ku naszemu zmartwieniu już nie istnieje. Poza tym nuda, jak mawiał klasyk.