Lekko zaległa relacja z ostatniego weekendu. Ukochana mnie opuściła. Stwierdziłem, że jest okazja do spontanicznego dwudniowego wyjazdu. Niestety plany chciała pokrzyżować pogoda. W sobotę miał przechodzić front z dużą ilością opadów. Z tego powodu uznałem, że nie będę się wygłupiał ze spaniem na dziko, tylko skorzystam z dobrodziejstw cywilizacji.
Pojechałem do Wisły i zacząłem od zdobycia Stożka. Pogoda jak zwykle oszukała, miało być pełne zachmurzenie, były przebłyski słońca.
Efekty niedawnych przymrozków.
Chodzę trochę na dziko, żeby było atrakcyjniej.
Skałki na Krykawicy.
Tobi ma okazję się wykazać przeciskając się przez okno.
Widok ze Stożka na czeską stronę - nieznane dla mnie tereny. Jutro mam zamiar się tam zapuścić.
Pogoda się psuje, na horyzoncie czarne chmury. Jednak o dziwo zapowiadane załamanie miało bardzo łagodny przebieg. A pod Cieślarówką pokaz rolnictwa tradycyjnego ![]()
Trafiłem na jakąś grupę z gitarami i śpiewaniem, więc planu, żeby wyruszyć o wschodzie nie udało się zrealizować, ale nie żałuję
Poranek w górach - cudna sprawa ![]()
Na niedzielę pogoda żyleta. Objadłem się na śniadanie i ruszam w drogę. Zieleń zabija ![]()
Najpierw Soszów, a potem Czechy i bezszlakowy grzbiet. Po lewej Mionší gdzie idę, po prawej Czantoria.
Mionší to już dzikość. Wyjście jeszcze jako tako, ale zejście na drugą stronę - piękne chaszczowanie.
Z ulgą przywitałem dno doliny na przedmieściach Nydka.
A potem bezszlakowo w górę, ale już fajną drogą.
Ciekawa górka - Polední. Jest tu jakiś pomnik i dziwne budowle.
Jest też kopczyk z pomalowanymi kamieniami.
Trochę widoków. Ostrý vrch i obie Czantorie.
Wciąż w górę. Słońce operuje intensywnie, ale podmuchy wiatru bardzo rześkie. Fajna pogoda do intensywnego chodzenia.
Beskid Śląsko-Morawski. Po lewej Ostrý - byłem tam niedawno. Popularna nazwa szczytu jak widać.
Loučka - czyli Łączka. Jak widać nazwa pasuje do tego co jest w rzeczywistości.
Jest krzyż. W tle Javorový.
Uczta na Filipce. Utopenec przypomniał stare czasy ![]()
Pora na dalszą wędrówkę.
Ale pięknie się ktoś wkomponował.
Idę szlakiem czerwonym. Najbardziej zielona zieleń jaką można sobie wyobrazić. Ważna jest też pozycja słońca, które jest coraz niżej.
Przerzucam się na niebieski, żeby wrócić do Polski. Ostatnie podejście. Zmęczenie już duże.
W dół dalej niebieskim - jest najkrótszy, a chcę zdążyć przed końcem dnia.
Sielskie widoczki na koniec ![]()
Taka to była nietypowa wycieczka ![]()