Oczywiście na wschód. Nie wiem co mi się pokiełbasiło, chyba zbyt dawno mnie tam nie było, zapuszczam się coraz dalej od domu ![]()
Co to za budowla?
401 2023-10-20 18:30:24
Odp: Zgadnij, co to jest / gdzie to jest ? (7,768 odpowiedzi, napisanych Quizy i Konkursy)
402 2023-10-20 18:22:45
Odp: Mała Bukowa (2 odpowiedzi, napisanych Relacje z wycieczek po Beskidzie Małym)
Co to za wiosenna zieleń w samym środku jesieni? ![]()
Nadrabiasz zaległości na forum?
403 2023-10-20 18:19:43
Odp: Jak z Magurki wyszła Kiczera (6 odpowiedzi, napisanych Relacje z wycieczek po Beskidzie Małym)
A pamiętasz jakie widoki były kiedyś miedzy Gancarzem a Magurą? Jak ostatnio tam szedłem to już wszystko pozarastane nowymi drzewami.
404 2023-10-20 10:49:09
Temat: Banówka w niebanalny sposób na koniec tatrzańskiej jesieni (1 odpowiedzi, napisanych Tatry (polskie i słowackie))
Zachęcony relacją forumowicza Prezesa, którego zainspirowała relacja forumowicza 100, postanowiłem wybrać się na Banówkę. Pomysł średni, bo dojazd daleki, góry wysokie, zimno i w ogóle.
Kładąc się spać uczuliłem Tobiego, żeby nie budził przed 3:30. Niestety nie poskutkowało. 2:30 pies mnie trąca nosem, on chyba funkcjonuje w innej strefie czasowej. Skrytykowałem jego głupotę i kazałem wracać do siebie. To był największy błąd tego dnia. Zamknąłem oko i godzina minęła w momencie.
Jedziemy do Bobroveckiej Vápenicy. Po drodze miejscami mgły jak mleko. Trzeba objechać całe Tatry, przed 8:00 meldujemy się na miejscu. Słońce już wstało, ale wciąż nisko.
Mroźny poranek, Ukochana ubiera na siebie wszystko co ma.
Na szczęście szybko wchodzimy w strefę słońca i robi się przyjemnie.
Na podejście wybraliśmy wariant idący górą. Liczyłem na jakieś widoki i nie zawiodłem się.
Droga szeroka, dla pojazdów mechanicznych. Nabieranie wysokości szło sprawnie.
Mgiełki w dole utrzymywały się długo.
Niby jesteśmy tam gdzie chodzić nie wolno, a po drodze takie źródełka, tabliczki wskazujące kierunek... rozumiem, że to wszystko dla prawdziwych ludzi gór ![]()
Docieramy do chatki. Jest opanowana przez 2 rodziny, z 5 dzieci i psem. Częstujemy ich mini-pączkami, aby pomyśleli, że fajni są turyści z Polski. Potem oni w zamian częstują nas kiełbaską z ogniska. Miła atmosfera ![]()
Kosówkowym "premium duktem" wychodzimy na Trnác. Spójrzcie jakie nieprzebyte morze kosówki po prawej.
Pierwszy widok na nasz cel. Jest śnieg, a my nie mamy raczków!
Idziemy w górę. Piękne widoki wstecz, na zachód: Babki, Chocz, Mała Fatra.
Przed nami Ráztoka.
Wstecz, z Siwym po prawej.
Nasz cel, Banówka z lewej i Príslop z prawej.
Zaczyna się jakiś magiczny kolorkowy moment.
Obieramy kierunek północny, w kierunku głównej grani.
Po drodze zaliczamy wszystkie szczyty, nic nie obchodzimy bokiem. Widok z Jałowieckiej Kopy na Baraniec.
Schodzimy na Jałowiecką Przełęcz, gdzie dołącza szlak.
Potem straszne podejście. Na miejscu wydawało mi się, że to tylko takie złudzenie, ale teraz sprawdziłem, że ma prawie 300 metrów w pionie, więc ma prawo się dłużyć.
Widok na wschód. Ta najbardziej ośnieżona góra to Bystra.
Jeszcze kawałek do szczytu.
W dole dolina Parichvost - tamtędy będziemy schodzić.
Kozice zainteresowane Tobim. Kilka sekund później skoczyły w przepaść.
Ciekawy kadr na Rohacze.
Pachoł i Banówka.
W końcu szczytujemy. Podczas wędrówki nie śledziłem czasu. Tutaj Ukochana mnie zaalarmowała, że wg tego co jej obiecałem na dole powinniśmy już rozpocząć schodzenie z przełęczy. No cóż. Jak do tego doszło - nie wiem.
Widok w stronę Tatr Wysokich.
Bardzo ciekawy kadr. Na miejscu zidentyfikowałem, że to wielkie z prawej to Czerwone Wierchy, a to małe z lewej, które zlewa się z Giewontem to Wołowiec. W domu wpatrując się w to zdjęcie uznałem, że to jednak niemożliwe, żeby Wołowiec był taki malutki. A jednak po weryfikacji okazało się, że dobrze rozpoznałem za pierwszym razem.
Mamy do pokonania jeszcze trochę oblodzony najtrudniejszy technicznie odcinek do Banówki.
Oblodzone trawki.
Szczytujemy, w końcu. Tobi 5-ty raz na Banówce. Dzisiejszego dnia spotkaliśmy 2 psy na szlaku, oba szły luzem.
Schodzimy na przełęcz.
Przed nami mocno strome zejście do doliny.
Na szczęście szlak robi przyjemne zygzaki.
Obłędny kolor trawek.
W ogóle obłędne kolory.
Na koniec dnia słońce schowało się za rzadkimi chmurkami dając bardzo rozproszone światło.
A potem pozostał długi powrót doliną.
Niestety nie zapytałem na FB o której robi się ciemno i nas zaskoczyło.
Zaskoczyły nas też naprawdę niebanalne mostki.
Zrobiłem 423 zdjęcia - rekord ![]()
p.s.
A gdybyśmy posłuchali rano Tobiego i wstali godzinę wcześniej, to nie brakło by nam dnia, nawet mimo bardzo wolnego tempa ![]()
405 2023-10-20 10:48:04
Odp: Zgadnij, co to jest / gdzie to jest ? (7,768 odpowiedzi, napisanych Quizy i Konkursy)
Myślałem o tym drzewie kilka razy, wygląda dość charakterystycznie, jednak nie rozpoznałem.
Panoramka jest z Kiczery, widok na południe ![]()
406 2023-10-20 10:43:55
Odp: Jak z Magurki wyszła Kiczera (6 odpowiedzi, napisanych Relacje z wycieczek po Beskidzie Małym)
Ten remont wciąż trwa? To już kilka lat. Omijam tą drogę od dawna, bo parę razy wpakowałem się korki i zakazy ![]()
Czas płynie i znane szlaki się zmieniają. Przez 20 lat drzewa potrafią sporo urosnąć. Starzy już jesteśmy ![]()
407 2023-10-15 22:39:35
Odp: Nie ważne gdzie... ważne z kim :) (1,040 odpowiedzi, napisanych Wyprawy pozagórskie)
W dniu wyborów wybraliśmy się na pustynię. Przyszło ochłodzenie i to konkretne.
Chowając się przed wiatrem zahaczamy o las, a tam jakieś porosty.
I grzybki, bardzo śliczniusie ![]()
Mieliśmy już w tym roku nie zbierać, ale grzechem byłoby przejść obok.
Muchomorki też śliczniusie, ale tych nie jemy.
Wracamy na pustynię.
Można powiedzieć, że zarasta.
Małe drzewka chwyciły kolorki.
Biała Przemsza, która przepływa przez środek pustyni tworząc pas zieleni.
Drzew na pustyni też jakby coraz więcej. Zarasta zdecydowanie.
Na niebie cały czas dzieją się ciekawe rzeczy.
Poszliśmy jeszcze nad stawki.
Urokliwe.
Trzeba przyznać, że był klimacik.
A potem pora wracać na głosowanie. Pierwszy raz stałem w kolejce ![]()
408 2023-10-15 22:38:17
Odp: Nie ważne gdzie... ważne z kim :) (1,040 odpowiedzi, napisanych Wyprawy pozagórskie)
Pojechaliśmy na zlot forumowy w Chatce pod Skalanką. Byliśmy ciut wcześniej niż inni i rozpoczęliśmy od spaceru o poranku w kierunku Zwardonia. Piękny, ciepły jesienny dzień ![]()
Kanie kusiły, były ich dziesiątki na łąkach. Ostatecznie nie zbieraliśmy, trochę szkoda ![]()
Obok tej chatki polną drogą przejeżdżało granicę nielegalnie sporo słowackich samochodów. Normalna droga ze Skalitego zamknięta.
Pod kościołem spotykamy się z resztą grupy. Robią fotkę Ukochanej pod plakatami wyborczymi. Bohaterka drugiego planu, powykrzywiana jakby opętana przez szatana, czyżby prognoza przegranej? ![]()
Po degustacji różnych trunków ruszamy w góry. Jest ambitnie, stromo i ciężko.
Słowacja. Ale nie wolno!
Idziemy wzdłuż granicy na Kikulę.
Można pogadać po drodze.
Zaraz opanujemy ławeczkę ![]()
Tam też nie wolno! A szkoda, bo można byłoby fajną pętelką zrobić. Chociaż w sumie nikt nie ma nic przeciwko, żeby ten dzień był po prostu towarzyskim spotkaniem, a nie górskim wyzwaniem.
Wracamy. Tobi już niesie drewno na ognisko.
Granica jest mocno pilnowana. Dziwne uczucie. Żołnierze nawet nas się trochę czepiali, że od złej strony minęliśmy posterunek.
Infrastruktura kolejowa w Zwardoniu.
Jesienne drzewo, pominięte przez większość artystów fotografów - tak bardzo spieszyli się na obiad ![]()
Kolorki!
KOLORKI!!!
Specjalnie dla Dobromiła - KOOOLOOORKIII!!!!!
Potem podjechaliśmy pod chatkę i najpierw sobie siedzieliśmy towarzysko, potem rozpaliliśmy ognisko.
Ogień płonął, atmosfera robiła się coraz bardziej gorąca ![]()
Niestety chwilę później musiałem opuścić zlot i z powodów rodzinnych wracać do domu ![]()
409 2023-10-08 21:47:39
Odp: Nie ważne gdzie... ważne z kim :) (1,040 odpowiedzi, napisanych Wyprawy pozagórskie)
Weekend brzydki, ale w niedzielę jednak się rozpogodziło. Wykorzystujemy okazję na małą wycieczkę. Jedziemy na parking przy rezerwacie Pazurek i o dziwo, jest trochę jesiennie.
Drzewa wciąż zielone, ale część liści już na ziemi.
Idziemy w stronę Januszkowej Góry. Słonecznie, ale chłodno i wieje. Ukochana całą wycieczkę szła w kurtce i nawet w rękawiczkach. Moim zdaniem trochę przesadzała, ale polar i długie spodnie jak najbardziej wskazane.
Kiedyś na pewno byłem na Januszkowej Górze, ale musiało być to na tyle dawno, że zaskoczyły mnie rozbudowane formacje skalne.
Idziemy w kierunku Zamku Rabsztyn.
Dość pustawo. Ludzie chyba jednak przestraszyli się pogody.
Wykonujemy tradycyjne obejście zamku dookoła. Tu zaczyna się zabawa.
A tu jest istne szaleństwo - Rabsztyńska Orla Perć. Aż mnie dziwi, że wciąż tego nie pozagradzali.
Idziemy dalej, w kierunku Jaroszowca. W sumie piękna pogoda, ale wciąż bardzo chłodno. Niezaprzeczalnie idzie jesień.
Coś tam poczerwieniało.
Coś pożółkło.
Piękne dzwony w Jaroszowcu - mają imiona.
Tory mniej piękne - zabytkowe.
Dzień już krótki. Zaczyna go brakować nawet na małą wycieczkę. Pamietajcie, aby przed wyruszeniem w góry zadać pytanie na FB o której robi się ciemno ![]()
Fajnie było się przejść, a nie tylko siedzieć w domu i się obżerać ![]()
410 2023-10-04 12:39:26
Odp: Nie ważne gdzie... ważne z kim :) (1,040 odpowiedzi, napisanych Wyprawy pozagórskie)
Sporo się ostatnio najeździłem za granicę, aż podobno pozamykali przejścia.
W każdym razie wczoraj wybrałem się na wycieczkę krajową, w Gorce na Turbacz.
Zaparkowałem w Rdzawce przy zakopiance, na górce przed zjazdem do Klikuszowej. Takie znane charakterystyczne miejsce, z widokiem na Tatry, kilkoma punktami z "serkami", stacją benzynową, restauracją. Wiele razy jadąc tędy w porze wschodu słońca, myślałem sobie, żeby kiedyś tu zaparkować i zrobić wycieczkę, bo okolica wydaje się ciekawa.
Parkuję. Przechodzę jakieś 100 metrów i jestem w innym świecie, od razy na odludziu w górach ![]()
Mam fajny widok na Tatry, z resztką mgieł w Kotlinie Nowotarskiej.
Szlak jest bardzo przyjemny, widokowy na południową stronę, lekko pagórkowaty.
Widoki na Tatry otwierają cię co chwilę.
Dochodzę do schroniska na Starych Wierchach. Odbywają się tu jakieś rajdy szkolne. Dzieciaki rzucają się na Tobiego zbiorowo.
Idę dalej. Piękny dzień, przyjemne temperatury.
W parku sporo martwych drzew i dzikie młodniki.
Na Hali Turbacz piękny odbudowany ołtarz papieski. Wygląda bardzo solidnie.
Idę sobie jeszcze kawałek na Czoło Turbacza.
Widok w stronę Gorca.
A potem wracam się i wychodzę na Turbacz. Coś zaczyna się dziać w kolorach. Do traw dołączyły paprocie, ale drzewa jeszcze czekają.
Fotka szczytowa. Tobi za pozowanie zarobił kabanosa od jednej miłej pani. Byłem trochę zazdrosny i też dostałem. Potem przy schronisku Tobi jeszcze znalazł 3 kiełbaski z grilla, które już wszamał samodzielnie, więc bardzo udaną miał wycieczkę pod względem wyżywienia.
Widoki na Tatry z Turbacza. Pozytywna strona masowego wymierania drzew.
Wracamy szlakiem żółtym.
Rozglądam się za jesienią, ale wciąż słabo.
Następnie zmieniam na szlak czarny do Klikuszowej. Tu mi się bardziej podoba, robi się kameralnie. Do pełni szczęścia brakuje tylko kolorków.
Pod koniec porzucam szlak. Kamieniołom w Klikuszowej, a za nim grzbiet którym zaczynałem.
Światło na koniec dnia robi się fajne. Cieszę się, bo przede mną łąkowy odcinek.
Tobi w promieniach zachodzącego słońca.
Tatry ciut lepiej widać niż z Turbacza. Klikuszowa w dole.
Słońce chowa się, ale do auta już niedaleko.
Na koniec jeszcze Babia z chmurkami.
Bardzo przyjemna wycieczka. Początkowy i końcowy odcinek po nowych dla mnie terenach. Wydawało mi się, że sporo przeszedłem, ale nie zmęczyłem się w ogóle. Sprawdziłem, 28 km czyli całkiem sporo, ale tylko 700 metrów podejść. Przewyższenia faktycznie są zupełnie inne niż w Małej Fatrze ![]()
411 2023-10-01 08:52:21
Odp: Spontan w Taterki na jesienne kolorki (3 odpowiedzi, napisanych Tatry (polskie i słowackie))
Część IV - Kotłowa
Ostatniego dnia postanowiliśmy iść na Kotłową... czyli tam gdzie chciał iść Tobi jak schodziliśmy z Bystrej
Podjechaliśmy do Podbanské, tam o dziwo parking wciąż darmowy, ciekawe jak długo. Wyruszyliśmy magistralą w kierunku zachodnim. Po drodze oglądaliśmy jak wyglądają zbocza w stronę Kotłowej. Są to tereny pozbawione drzew, ale drogi zwózkowe już od paru lat zarastają. Stwierdziliśmy, że będzie pewniej wyjść na Kotłową szlakiem.
Wchodzimy więc normalnie do Doliny Bystrej.
Ukochana idzie z kijkami ekologicznymi
Moje kolano ma się lepiej. Ogólnie jeszcze nie umieramy.
Szlak jest wąską scieżką idącą długo dnem doliny wzdłuż strumienia.
Wyżej jeszcze kwitnie wierzbówka kiprzyca.
Wyłania się Niżnia Bystra.
Wychodzimy na wysokie piętro doliny.
Kawałek płaskiego. Przyjemny moment ![]()
Widok w stronę Bystrej.
Widok wstecz w stronę Jeżowej. Tym grzbietem szedłem.
Przed nami ostatnie bardzo strome podejście na grzbiet.
Widoczek w dół.
Jesteśmy na przełęczy. Widok na drugą stronę. Kamienista i grzbiet, którym kilka lat temu schodziłem. W oddali Tatry Wysokie.
Porzucamy szlak i idziemy na Kotłową.
Widok wstecz na Bystrą.
Przed nami Kotłowa. Jest to bardzo przyjemny i malowniczy odcinek.
Ponownie widok wstecz.
Już prawie na Kotłowej.
Ukochana szczytuje ![]()
Poszło łatwo, ale tego się spodziewaliśmy. Planujemy teraz zjeść i odpocząć, ale korci mnie zobaczyć jak dalej wygląda ścieżka. Widok na drugą stronę w kierunku Doliny Kamienistej.
Delikatną ścieżkę widać w trawach, ale w kosówkach żadnej. Zoomuję aparatem i przeszukuję morze kosówek. Wydaje mi się, że na środku jakby coś było. Uznaję, że będziemy próbować się przebijać.
Wracam na szczyt. Widok na Dolinę Kamienistą i Pyszniańską Przełęcz.
Parolotniarze latają.
Fajne to musi być tak sobie latać.
No nic, pora ruszać w dół. Ahoj przygodo ![]()
Dość szybko dochodzimy do granicy kosówki i nie ma przez nią luksusowej ścieżki.
To co jest, wygląda tak.
Ścieżka zarosła. Kosówka zdecydowanie wymaga poprzycinania. Jednak ślad widać, są stare przycięcia, decydujemy się napierać. Problem polega na tym, że pas kosówek jest naprawdę spory. Napieramy więc długo licząc, że będzie coraz lepiej, ale nie za bardzo widać tendencję do poprawy. Są odcinki dla piesków, czyli piesek idzie wygodnie, a ludzie pełzają.
Są odcinki lepsze, z polankami. Niestety czasem jest tak, że z polanki właściwa ścieżka schodzi w bok, ale wielu ludzi idzie i wydeptuje na wprost. Potem taka odnoga kończy się nagle w kosówce kilkoma ślepymi odgałęzieniami. Trzeba się wracać w górę i szukać właściwej drogi. Jest to wyczerpujące i stresujące. Im niżej się zeszło, tym gorsza perspektywa powrotu "po śladach". Chodzenie w kosówkach jest dla ludzi twardych.
Musiało być naprawdę ciężko, bo przeglądając zdjęcia mam sporą lukę. Po prostu przez jakiś czas ich nie robiłem, a zwykle robię w trybie ciągłym. W każdym razie doszliśmy do cywilizacji. Jest chatka, więc jesteśmy uratowani ![]()
Sporo mają tych chatek i wszystkie w bardzo dobrym stanie. Piwa nie było
Ale to chatka chyba dla prawdziwych koneserów, nie sądzę, żeby docierały tu tłumy. Natomiast okolica chatki bardzo ładnie zagospodarowana, nawet trawa na ścieżkach wykoszona.
Do chatki przyszliśmy od góry, do wyboru mieliśmy 3 ścieżki. Na pierwszy ogień poszła ścieżka prosto w dół. Skończyła się po 20 metrach ![]()
Wróciliśmy i poszliśmy w prawo. Ta ścieżka wyglądała najlepiej. Po kilkuset metrach miałem pewność, że to ta właściwa. Doskonale przetarta, nawet pnie zwalonych drzew poprzycinane. Jakież było zdziwienie, kiedy po 10 minutach doszliśmy do strumyka i dalej już nie było żadnej możliwości. To było tylko dojście do wody.
Wróciliśmy do chatki i poszliśmy ostatnią opcją. To była dobra droga.
Bez problemów zeszliśmy na dół.
Jeszcze na koniec 15 minut szlakiem i można wracać do domu ![]()
Zejście z Kotłowej bardzo fajne, wymagające, dla koneserów. Ta adrenalina podczas błądzenia w kosówkach jest jak narkotyk.
W drodze powrotnej zatrzymaliśmy się w Zubercu, gdzie dają najlepsze hamburgery na świecie. Nie żartuję, naprawdę najlepsze bezapelacyjnie!
Spontaniczny wyjazd w Tatry był bardzo udany. 4 solidne wycieczki, praktycznie wszystkie po nowych dla mnie terenach. To był ostatni niezeksplorowany przeze mnie rejon Tatr.
Ukochana bardzo dzielna. Mimo kontuzji, spowodowanej prawdopodobnie zbyt szybkim schodzeniem z Barańca, potem bardzo dzielnie walczyła w kolejnych dniach. Tobi również dzielny, choć na tym wyjeździe nie miał okazji żeby się jakoś specjalnie wykazywać. Myślę, że długotrwała kontuzja kolana się u mnie nie odnowiła, mogę zrobić przysiad ![]()
THE END
412 2023-10-01 08:51:19
Odp: Spontan w Taterki na jesienne kolorki (3 odpowiedzi, napisanych Tatry (polskie i słowackie))
Część III - Wołowiec
Znowu pospaliśmy długo i na szlak wyruszyliśmy o 8. U mnie wrócił nieprzyjemny ból kolana, odnowiła się kontuzja, która utrudniała mi życie przez ostatnie 2 lata. Ukochana czuła się lepiej, ale też bez rewelacji. Byliśmy więc zespołem pokręconych emerytów stękających przy każdym kroku ![]()
Zaproponowałem spokojne przejście Doliną Jamnicką nad jeziorka. Nie wspomniałem, że to spory kawałek ![]()
Po drodze duża wypasiona chatka. Nawet z gaśnicą. Przeszukałem ją dokładnie, ale sklepiku z piwem nie znalazłem ![]()
Do jeziorek jest daleko i są wysoko.
Widok wstecz na Otargańce.
Otwiera się Kocioł Jamnickich Stawów z charakterystycznym widokiem na Rohacz Ostry.
Po prawej trawy na Łopacie wręcz świecą.
Bardzo nam się tutaj spodobało.
Niżni Jamnicki Staw.
Ukochana odpoczywa, ja go sobie obchodzę dookoła.
Tobi wprowadza do stawu psie zarazki.
Widać jak od razu kijanki wiją się z bólu, niektóre już padły.
Postanawiamy iść dalej - na Wołowiec.
Jesienne kolorki ![]()
Kocioł z góry. Na wprost Łopata, obok Jarząbczy Wierch, z prawej Raczkowa Czuba.
Scieżka w górę. Taka w sam raz. Gdyby to było w Polsce, pewnie byłaby rozdeptana w szeroki chodnik.
Z tyłu zaczyna wystawać Starorobociański, a na prawo od Raczkowej Czuby pojawia się Wyżnia Magura.
Jest i Wyżni Jamnicki Staw.
Przed nami końcówka podejścia na Jamnicką Przełęcz.
A potem Wołowiec.
Widok wstecz na Grań Rohaczy.
Jamnicki staw z góry.
Schodzimy na drugą stronę Wołowca.
Przed nami trawers Łopaty.
Ale my nim już nie idziemy. Skręcamy w dół na bezszlakową scieżkę i robimy sobie mały popas.
Widok w stronę Wołowca.
Schodzimy nad Jamnicki Staw.
Ehh kolorki ![]()
Dla Tobiego nie miałem dzisiaj wody, więc wypuścił się przodem aby znowu napić się ze stawu, jednak cały czas patrzył, gdzie jesteśmy, żeby nas nie zgubić.
Rozpoczynamy zejście tym samym szlakiem, którym rano tu przysziśmy.
Oj dłużyło się zejście a nóżki bolały.
Taki to był dzień, nazwijmy go regeneracyjnym.
Kocioł Jamnickich Stawów - moim zdaniem najładniejsze miejsce z całego wyjazdu. Nie byłem tam nigdy wcześniej, zawsze oglądałem go tylko z góry.
C.D.N.
413 2023-10-01 08:50:08
Odp: Spontan w Taterki na jesienne kolorki (3 odpowiedzi, napisanych Tatry (polskie i słowackie))
Część II - Bystra
To był w zasadzie mój główny plan górski na ten rok. Wyjść na Bystrą, od południowej strony, grzbietem przez Jeżową Kopę i Zadnią Kopę. Czytałem relację, że to fajna przygoda, a i tu na forum polecono mi tą trasę.
Odsypiamy wczesne wstawanie w dniu dojazdu, wyruszamy na spokojnie o 8 rano. Jest rześko, słońce operuje intensywnie.
Kolorki mają się dobrze ![]()
Wstyd się przyznać, ale gubimy się na magistrali. Najpierw z powodu zwykłej niedbałości, nie patrzyłem gdzie idzie szlak, bo wydawało mi się, że tu się nie da zgubić. Potem zakładałem, że nie ma oznaczeń, bo ścięli drzewa, w końcu miałem nadzieję, że przecież i tak dojdziemy, najwyżej ciut inną drogą. Na koniec jak już nie było wyjścia zrobiłem skrót i prawie zginęliśmy w chaszczach.
Odnaleźliśmy się tracąc godzinę.
Takie chatki mają Słowacy pod Tatrami.
Niestety Ukochana oznajmiła, że ma kontuzję po wczorajszym schodzeniu z Barańca i robi sobie dzień wypoczynkowy. Rozstaliśmy się przy wejściu do Doliny Bystrej. Tak wygląda szlak idący doliną u jej wylotu.
A tak wygląda pozaszlak na Ježovą.
Najwyraźniej ktoś się tymi ścieżkami opiekuje.
W komfortowych warunkach nabieram wysokości i nawet trochę żałuję, że jest tak łatwo.
W pewnym momencie ścieżka przecina kawałek lasu i tu zaczynają się problemy. Rozdziela się na wiele podścieżek, z których każda kończy się ślepą uliczką w kosówce. Sprawdzam trzy warianty, potem się cofam, sprawdzam kolejne. Zgubiłem się i nawet nie wiem czy właściwa ścieżka jest z prawej, czy z lewej.
Dobrze, że Ukochana rozsądnie zrezygnowała już na wstępie, bo miałbym pozew rozwodowy w przygotowaniu
A ja cóż, walczę sobie z chaszczami, w końcu jestem w swoim żywiole
Wystarczy trochę determinacji i już się odnalazłem, na dodatek dość wysoko ![]()
Znowu jest luksusowa ścieżka w kosówkach.
Z góry obserwują mnie parolotniarze.
Dzikie zwierzęta, kiedy wyczują zapach Tobiego to pędzą na złamanie karku i giną w przepaściach, albo padają z wycieńczenia po kilkuset kilometrach.
Z ulgą wychodzę w obszar z trawkami. Teraz już tylko pyk i jestem na górze.
Idę, sapię, zmieniają się kolory. Oczywiście wiem, że to co wydaje się już szczytem to na pewno nim nie jest, bo szczyt się dopiero wyłania dalej. I tak się można zapętlić.
Idę a końca nie widać. Ileż można tych przedszczytków porobić?
W końcu jestem. Teraz pyk po płaskim i jestem na Bystrej. No może nie tak pyk, Bystra widoczna z prawej. Nižná Bystrá pośrodku. Między mną z Niżną jakaś góra, między Niżną a Bystrą też coś jest, nie do końca widać co.
Ale jest pięknie, idę. Patrzę w stronę Krywania.
Ewidentnie się zbliżam. Przewyższenia pomiędzy poszczególnymi szczytami jakby się powiększały.
Nižná Bystrá już blisko.
Widok na Bystrą. Jeszcze będzie do niej kawałek.
Szczytuję. Widok na Starorobociański.
Kominiarski, Ornak.
Zejście trochę mnie zaskakuje. Jest stromo, trzeba trochę kombinować. Szukać drogi.
Dobrze, ze mam Tobiego, jemu zawsze się chce gdzieś podskoczyć i zobaczyć co jest po drugiej stronie ![]()
Za nami stromy skalisty fragment trasy. Nie jakoś przesadnie trudno, ale nie nastawiałem się na takie "wspinanie". Czasu trochę zeszło.
A przede mną dalsze przygody. Jednak jest po drodze jeszcze coś do pokonania.
Zmęczenie narasta, ale jest pięknie. Są kolorki.
Są fajne widoki na boki. Na północy Kominiarski.
Na południu Kotłowa.
Widok wstecz. Dokładnie tędy przeszedłem.
Odpoczynek przed ostatnim podejściem.
Na Bystrej jestem 17:20, ponad 9 godzin zajęło dotarcie tutaj od wyjścia z kwatery.
Trzeba się sprężyć na powrocie.
Tobi spogląda na ciemną stronę.
Baraniec na ostatnim planie, Otargańce przed nim.
Tobi chce najwyraźniej wracać bezszlakowo przez Kotłową. Ja jednak odpuszczam i decyduję się zejść szlakiem. Choć widok ścieżki na Kotłową jest przecudny.
Bystra w zachodzącym słońcu.
Widok w dół, dolina już w całkowitym cieniu.
Pędzę w dół ile sił, ale Tobi i tak jest szybszy, co chwilę musi na mnie czekać ![]()
Docieram do wylotu doliny łapiąc poświatę zachodu na Krywaniu.
A potem magistralą na kwatery. Zejście z Bystrej i dojście magistralą do Doliny Raczkowej zajęło mi niecałe 3 godziny. Niezłe tempo jak na emeryta.
Plan na Bystrą zrealizowany. Radość jest wielka ![]()
C.D.N.
414 2023-10-01 08:49:00
Temat: Spontan w Taterki na jesienne kolorki (3 odpowiedzi, napisanych Tatry (polskie i słowackie))
Część I - Baraniec
Zrobił się ciepły i słoneczny koniec lata. Pomysł wyjazdu powstał nagle, z dnia na dzień. W środę musiałem iść na służbowe piwo w pracy, co trochę rozwalało tydzień, ale żal było nie skorzystać z takiej pogody. Wymyśliłem, żeby pojechać do Przybyliny w słowackie Tatry Zachodnie. To taki najbardziej odległy rejon Tatr od Jaworzna, w związku z tym najsłabiej przeze mnie poznany. Czas nadrobić zaległości ![]()
U wylotu Doliny Raczkowej jest parę pensjonatów, ale wszędzie mieli pełne obłożenie na weekend. Na szczęście udało się zakwaterować na "Autocamp Račkova dolina", gdzie standard turystyczny zatrzymał się 40 lat temu, za to było bardzo blisko na szlak i tanio ![]()
Pierwsza wycieczka na Baraniec. Wychodzimy późno, dopiero o 11, ale trasa krótka. Jest upalnie jak na wrzesień, a kolory traw są po prostu obłędne.
Drzew w dole nie ma, więc od razu są widoki. W oddali Zadnia Kopa (Nižná Bystrá) - pozaszlakowy szczyt, na który chodzić NIE WOLNO.
Napieramy stromo w górę. Kiedyś szło się tędy pewnie gęstym lasem. Teraz bez drzew jest dużo fajniej. Uwielbiam takie trawki. Nawet uschnięte drzewa ładnie mi się tu komponują.
Chatka przy szlaku. Malutka, otwarta, żeby wejść trzeba się mocno schylić.
W środku dobrze wyposażona, wysprzątana. W zasadzie 2 osobowa, choć kolejne 2 osoby jakoś zmieszczą się na pięterku. Są karimaty, koce, nawet śpiwory.
Jest sklepik samoobsługowy z magnesikami, pamiątkowymi obrazkami.
Kasa, ale czy fiskalna? ![]()
Na koniec zaglądam jeszcze na zaplecze chatki i prawie padłem. Kolejny sklep, spożywczy. Można sobie kupić coś do jedzenia, ale przede wszystkim jest piwo!
Słyszałem o takich wynalazkach, ale pierwszy raz zobaczyłem na żywo.
Idziemy dalej. Zaczynają się widoki.
Po prawej wystaje Krywań, a na wprost Boczny grzbiet Bystrej.
Przebijamy się przez kosówki. Po południowej stronie Tatr Zachodnich strefa kosówek jest bardzo rozległa.
Wraz ze wzrostem wysokości n.p.m. wysokość kosówek maleje, jest też coraz więcej miejsc odkrytych.
Widok wstecz.
Powoli opuszczamy kosówki.
Jagody i borówki na wypasie, można nieco podjeść, choć oczywiście NIE WOLNO.
Dolina Raczkowa z góry.
Widać już cel - Baraniec po lewej.
Zbliżamy się.
Widok wstecz.
Szczytujemy ![]()
Dalej szlak prowadzi na Rohacze.
Wyciągam po piwku. Ukochana nie wiedziała że mam ![]()
Od razu zapanowała radosna atmosfera ![]()
Pięknie jest. Widok w stronę Banówki.
Schodzimy innym grzbietem.
Ostatnie spojrzenia w kierunku Barńca.
Przed nami kosówki.
Widok na Niżne Tatry.
Na koniec strome zejście wśród traw.
Potem jeszcze godzinkę magistralą pod Tatrami w porze zachodu słońca.
Bardzo przyjemny i wyciszający odcinek.
Tak upłynął pierwszy dzień tego spontanicznego i niespodziewanego wyjazdu.
C.D.N.
415 2023-10-01 08:46:25
Odp: Nie ważne gdzie... ważne z kim :) (1,040 odpowiedzi, napisanych Wyprawy pozagórskie)
W związku z nasiloną presją migracyjną szlakiem bałkańskim, na wniosek premiera Mateusza Morawieckiego szef MSWiA Mariusz Kamiński przywraca kontrole na granicy ze Słowacją. Dodatkowo Niemcy wprowadzają kontrole na granicach z Polską i Czechami. Dzieje się! Podczas kiedy część forumowiczów jeździ beztrosko w góry, ja postanowiłem przeprowadzić inspekcję granic.
Parkuję przy przejściu granicznym z Czechami w Jasnowicach. Pograniczników nie widać, ale może dlatego, że wszyscy są w terenie i wyłapują uchodźców. Początkowo przechodzę żółtym szlakiem idącym wzdłuż granicy w kierunki Jaworzynki. Nie spotykam nikogo.
Przed Jaworzynką robi się więcej otwartych przestrzeni. Myślę sobie, że wiem już dlaczego Sokołowi tak się podobają te strony. Ładnie tu ![]()
Mocno pagórkowate tereny z zabudową. Mnóstwo nowych domów. Widać, że ostatnio w Polsce żyje się lepiej, nawet lepiej niż na emigracji. Nikt już z Polski nie wyjeżdża, a ci co wyjechali chcieliby wrócić.
Na wielu tych bardziej wypasionych domach plakaty ze sprawcami aktualnego stanu rzeczy. Ale nie tylko troska o dobrobyt Polek i Polaków liczy się dla tych wspaniałych ludzi. Liczy się też coś więcej - życie. Jak wiadomo przeciwna opcja jest za śmiercią.
Swoją drogą Beata nigdy nie wyglądała lepiej. Nie bójmy się użyć tego słowa - jest sexy.
Po drodze mijam dziwny pomnik. Nie do końca rozumiem wypisane tu hasła, szczególnie to drugie. Czy ono dalej jest aktualne w obliczu tego co się wydarzyło w Dąbrowie Górniczej? Może jednak troszkę się chwieje...? A może hasło ma to tylko odstraszać uchodźców? Chyba tak.
W Jaworzynce jest kluczowe miejsce dla problemu uchodźców - trójstyk granic. Tu jest im się najłatwiej przedrzeć. Po polskiej stronie ma ich zatrzymać zalew cepeliady i architektonicznego bałaganu. Milion wiatek, budek, tabliczek. Przybyszy witamy ostrzeżeniem "Zakaz spożywania alkoholu". Wiadomo, jeżeli trafi tu ktoś uciekający przed prohibicją z krajów islamskich, to na pewno chciałby się napić, a tu mu nie pozwolą.
Parę metrów obok czeski bar z lanym piwem. Oczywiście korzystam
Właściciel chce mnie oszukać na przelicznikach wołając 8 zł za piwo, daję mu 40 koron
Zimne dobre piwko wyostrza moje zmysły niczym wiedźmiński eliksir i będę mógł teraz łatwiej rozpoznawać uchodźców.
Następnie udaję się na stronę słowacką. W porównaniu z Polską jest tam nudno - dwie watki i nic poza tym. Wiadomo - Słowacja to biedny kraj w porównaniu z Polską.
Kiedy wracam jedna Słowaczka (albo Czeszka) pokazuje mi z mostku coś w dole i uradowana mówi "to je ten trojstyk". Orzesz, faktycznie, w dole coś jest. Założę się, że 99% ludzi przychodzących na Trójstyk nie widziało trójstyka. Co gorsza ścieżka od polskiej strony została zastawiona barierkami zrobionymi przez Tuska, żeby Polacy nie mieli dostępu od trójstyka. Na szczęście ścieżki od strony słowackiej i czeskiej jeszcze są dostępne, bo tam Tusk nie rządzi.
Tobi zdobywa Trójstyk - do korony trójstyków.
Pora wracać do pracy, czyli do inspekcji granic. Wyruszam granicą czesko-słowacką. Mam obawy, że ten asfalt może prowokować uchodźców.
I mam rację. Przechodzi obok mnie spora grupa kierują się prosto w stronę Polski.
Kawałek dalej na przejściu, którego nikt nie pilnuje widzę busa, którym prawdopodobnie przyjechali - to jest dowód.
Idę dalej i mijam kolejne grupy uchodźców. Może nie będę już wklejał kolejnych zdjęć, bo byłoby ich za dużo w relacji.
Nadgraniczna miejscowość w Czechach - Hrčava. Są różnice kulturowe. Nie wiem do końca o co chodzi, ale to prawdopodobnie jakieś niemieckie wpływy - symbole LGBTIQ.
Niech nikogo nie zmyli ten "ładny" domek. Rakotwórczy dach z azbestu, u nas to pozrywali wszystko 30 lat temu. Nie dziwię się, że ludzie stąd uciekają do lepszego życia.
Kawałek dalej cała prawda wychodzi na jaw. Denny bar. Reklamuje się ceną za dwudaniowy obiad - równowartość 15 zł. U nas za 15 zł możesz co najwyżej dostać 2 frytki (nie 2 porcje, tylko 2 sztuki). Oj biedne te Czechy, biedne jak ten denny bar.
Idę dalej. Trochę otwartych terenów nadgranicznych.
Jest i mur. Wygląda licho, ale jest pod prądem. Chciałbym zwrócić uwagę, że wroga propaganda oskarża Polski rząd i okrucieństwo z powodu muru na granicy z Białorusią. A tu mamy elektryczny mur i w mediach o tym cisza.
Zapuszczam się w głąb Słowacji. Pozornie nic się nie dzieje, ale jednak pojawiają się uchodźcy. Wyglądają na bardzo zmęczonych, prawdopodobnie od wielu dni w drodze. Idą w stronę elektrycznego muru.
Targany sprzecznymi uczuciami postanawiam zdobyć bezszlakowo Holý vrch, czyli Świętą Górę. Spodziewam się na szczycie co najmniej małego sanktuarium. Rozczarowanie jest ogromne, znajduje setki krowich placków i żadnego krzyża. Powiedzmy to wprost - na Słowacji wartości chrześcijańskie nie są szanowane. Żeby na Świętej Górze wypadać krowy? Wina Tuska!
Wracam do Czech. Idę zielonym szlakiem w stronę Girovej. Całkiem fajne widoki.
Odwiedzam schronisko i zgodnie z zasadą, że nie wsiadam za kierownicę po jednym piwie, kupuję drugie piwo ![]()
Skandal. Miejscowy wielki pies bez kagańca terroryzuje ludzi i inne zwierzęta. U nas nie do pomyślenia. Karać wysokimi mandatami za takie coś. Kiedy PiS przejmie władzę w sąsiednich krajach na pewno zrobi z tym porządek. Panie Zbigniewie, liczę na Pana.
W pobliżu chaty są zaznaczone jakieś skały. Odnajduję je i kolejny skandal - dziura nie zabezpieczona, można wpaść. Bardzo niebezpieczne. Karać!
Wychodzę na Girovą. Pomyśleć, że dzień wcześniej byłem w tych górkach na ostatnim planie
Pora wracać. Po drodze fajna miejscówka. Fajna dopóki nie zobaczyłem nazwy wypisanej na ławeczce - Komorovský Grúň, czyli Groń Komorowskiego - tego zdrajcy z PO, tego Szoguna z dysgrafią. Zdenerwowałem się. A dzwon pewnie ukradziony z polskiego kościoła.
Kolejne oznaki biedy. Nie ma co wlać do kubka, więc kubków używa się do zabezpieczania drewnianego płotu - straszna bieda.
W pewnym momencie widzę tablicę w języku polskim. Jak to, nie zauważyłem, że przeszedłem granicę? Nie. Wciąż jestem w Czechach. Tablica głosi, że tą drogę wybudował Tusk za niemieckie pieniądze w latach 2007-2013. Zagotowałem się. To polskie dzieci musiały brudzić trzewiki błotem, a Tusk w tym czasie budował drogi w Czechach. Na szczęście obecny rząd troszczy się o Polki i Polaków. Oby jak najdłużej.
Całkiem ładna końcówka dnia. Sporo widoków, odkryte tereny. Wcześniej myślałem, że będę szedł brzydką drogą asfaltową wśród zabudowań. Widać Niemcy wcale nie są tacy hojni i starczyło tylko na szutrówkę. Albo Tusk z Komorowskim ukradli część kasy.
Zbliżam się do granicy. Strzegą jej psy. Pewnie wypuszczają na noc, żeby polowały na uchodźców.
Na koniec, równo z zachodem, zapuszczam się w najbardziej wysunięty na wschód punkt Czech.
Groźne tablice. Czuję lęk.
Tak wygląda ten punkt. Nic szczególnego. Nawet krzyża nie ma.
Tobi chce wracać do Polski przez zieloną granicę. Ja nie jestem na to gotowy - nie widziałem jeszcze filmu instruktażowego dla uchodźców, który teraz jest w kinach. Wiem tylko, że finansował go Trzaskowski, a reżyserka jest z Hollandii, jakaś Agnieszka, która już w Polsce nie mieszka. Chcę się wrócić i iść normalnie przez przejście graniczne, ale Tobi uparł się, żeby na dziko.
Zaufałem mu i poprowadził idealnie.
Tak zakończyłem inspekcję granic. Jak widać zagrożeń jest wiele. Wkrótce wybory. Mam nadzieję, że zagłosujecie mądrze.
416 2023-09-29 11:17:19
Odp: Nie ważne gdzie... ważne z kim :) (1,040 odpowiedzi, napisanych Wyprawy pozagórskie)
Pogoda i urlop, rzut okiem na mapę, gdzie by tu pojechać - ot cała historia wyjazdu ![]()
Na Małym Krywaniu byłem już w tym roku, ale teraz trasa całkiem inna, tylko jeden punkt wspólny - Mały Krywań ![]()
Powtarza się historia z Tobim, który jak wyczai, że wieczorem robię przygotowania, to potem budzi w nocy. Tym razem pierwszy raz obudził o 2:15 i myślałem, że go oskóruję. Drugi raz przyszedł 3:35 i uznałem, niech mu będzie.
Podjeżdżam do miejscowości Krasňany i wyruszam na szlak żółty. Zaraz na początku rozpadający się mostek, a potem brak ścieżki, mokre trawy i łąki z ogrodzeniem elektrycznym. Szlak ten istnieje tylko na mapie i ma oznaczenia na drzewach, ale w terenie nie występuje.
Potem zmieniam na szlak zielony i już bez problemów nabieram wysokości.
Osiągam grzbiet. Mijam górą Chatę pod Suchym. Jest pięknie i zielono, aż za zielono jak na ostatnie dni września.
Nie wychodzę na Suchy czerwonym. Kiedyś już tak szedłem i pamiętam że jest bardzo stromo i w kosówkach. Tym razem omijam wierzchołek żółtym szlakiem od zachodniej strony. Wcześniej wyczaiłem, że może to być ciekawsza opcja. Idzie się najpierw lasem, a potem wychodzi się na coś takiego. Dalej szlak wiedzie na przełęcz po prawej stronie. Natomiast ja pomyślałem, żeby zrobić tutaj atak szczytowy na wprost.
Trawki są bardzo strome, na dodatek trzeba iść na skos. Obłędne te trawki, chyba nigdy wcześniej nie byłem tak blisko zsunięcia się. Zdjęcie kompletnie nie oddaje.
Tam gdzie trzeba było iść na wprost w górę wcale nie lepiej. Choć nachylenie nie jest bardzo duże (jak np. na Seklerskiej Górze w Rumunii), to tutaj jest po prostu jakoś ślisko. Ale co by nie mówić jest pięknie.
Tobi radzi sobie bardzo dobrze. Chyba jest nawet zdziwiony, że ja mam takie problemy.
Widok wstecz. Krótki odcinek, ale bardzo satysfakcjonujący ![]()
Widok z Suchego na Żylinę.
Dalej szlak idzie w kosówkach, choć kolejne szczyty są podobnej wysokości, to cały czas idzie się stromo w dół i stromo w górę, jakby zębami piły.
Teraz rozumiem, dlaczego można to obejść innymi szlakami z dwóch stron.
Niby tylko 2 szczyty po drodze (Biele Skaly i Stratenec), ale tych zejść i wyjść jest w sumie tak dużo, że można się tym nasycić, albo i nawet przesycić.
A potem wszystko się uspokaja i mamy piękny widok na Mały Krywań.
Podejście jest długie, ale przyjemne.
Na szlaku pustki. Temperatura zaskakująca, jest upalnie, nie spodziewałem się tego na tej wysokości.
Widok z Małego Krywania na południową stronę. Kiedyś muszę się tam zapuścić, wygląda miło.
Następnie wracam się kawałek "po śladach" na Sedlo Priehyb i rozpoczynam zejście szlakiem niebieskim.
Szlak najpierw idzie grzbietem, a potem schodzi w dolinę. Pierwotnie był pomysł, żeby kontynuować bezszlakowo grzbietem, ale kiedy przyglądałem mu się z rana z sąsiedniego grzbietu, to uznałem, że mógłbym tego żałować. I nie żałuję, że odpuściłem ![]()
Trwa rykowisko jeleni. Od rana było słychać te przerażające odgłosy. Pod wieczór to się jeszcze bardziej nasiliło. Wydaje się, że schodzimy wprost do nich. Tobi ma mocne obawy, wciąż nasłuchuje, opuszczony ogon świadczy, ze nie chciałby stanąć oko w oko z autorem tych dźwięków. Kiedyś dawno temu myślałem, że tak brzmi niedźwiedź. Wyobrażałem sobie, że to ryk ostrzegawczy walczących samców, albo ryk przedśmiertny pokonanego i konającego. Ewentualnie ryk w miłosnych uniesieniach. Potem jak już wiedziałem, ze to jelenie, to nie było to już tak przerażające. Jednak tutaj ilość i natężenie tych odgłosów z różnych stron wciąż działała na wyobraźnię.
Zejście szlakiem przekonywało jeszcze jednym argumentem. W pewnym momencie szlak przechodzi blisko urwisk skalnych. Widać je było z przeciwległego grzbietu. Postanowiłem ich poszukać. Byłem pewny, że będzie ścieżka.
Ścieżki nie było, ale miejsce znalazłem. Piękne widoki na koniec dnia.
Te urwiska gdzieś tu muszą być, pewnie niżej. Jest już za stromo, żeby zejść. Popchnąłem duży kamień. Najpierw toczył się powoli stopniowo nabierając prędkości. Dźwięk toczenia oddalał się i powoli zanikał z powodu odległości. W końcu umilkł. Nie byłem pewny, czy kamień się zatrzymał, czy jest już za daleko, żeby go usłyszeć. Poczekałem jeszcze chwilę. Cisza. Już miałem iść, kiedy dotarło do mnie uderzenie skały o skałę odbite od sąsiedniej ściany doliny. Czy to może być mój kamień? Po sekundzie wiele odgłosów kamiennej lawiny jakby zatrzymującej się na piargu. Ciekawe co jest tam w dole?
Wracamy na szlak. Bardzo fajne miejsce.
Na koniec stwierdziłem, że zrobię mały skrót i zejdę na wprost do doliny słonecznym stokiem, zamiast sporo dłuższym zacienionym szlakowym zejściem. Pomysł podobał mi się przez pierwsze 5 minut. Potem było 10 minut dla koneserów stromizn, na koniec 5 minut chaszczowego piekła ![]()
Taka to była wycieczka. W sumie bardzo fajna ![]()
Mała Fatra kolejny raz pokazała, że jest bardzo ciekawym i urozmaiconym pasmem. Szkoda tylko, że jest taka mała ![]()
417 2023-09-17 22:20:37
Odp: Nie ważne gdzie... ważne z kim :) (1,040 odpowiedzi, napisanych Wyprawy pozagórskie)
W sobotę wyszła nam całkiem spora Beskidzka wycieczka. Zaczęliśmy w Pcimiu.
Idziemy żółtym szlakiem na Kotoń.
Po drodze jakiś większy kamień.
Idzie sie głównie lasem, ale widoki się zdarzają.
Ciekawe mchy.
Szlak na Kotoniu omija wierzchołek.
Wypasiona miejscówka z sauną.
Widoki na Beskid Wyspowy - Szczebel.
Śliczny domek.
Schodzimy czarnym szlakiem do Tokarni. Najpierw lasem. Za miesiąc będą tu kolorki, na razie jeszcze za wcześnie.
Później pojawia się asfalt, ale droga jest bardzo widokowa. Przed nami Zębalowa.
Wkraczamy w Beskid Wyspowy.
Kalwaria Tokarska.
Widoki w stronę Beskidu Makowskiego.
Całkiem konkretne podejście pod Zębalową, po niedawnych Tatrach nie robi na nas wrażenia.
Bezszlakowe zejście w stromę Pcimia.
Na koniec jeszcze przejście przez bezszlakowy grzbiecik.
Natomiast dzisiaj (w niedzielę) tylko mały spacer do Doliny Białej Przemszy w Błędowie.
Mimo drugiej połowy września było jakoś tak upalnie i ciężko.
Tobi w swoim żywiole.
418 2023-09-05 22:59:27
Odp: Nie ważne gdzie... ważne z kim :) (1,040 odpowiedzi, napisanych Wyprawy pozagórskie)
Słowacja pełna jest fantastycznych gór, ale ma też takie mniej ciekawe - np. Jaworniki. Postanowiełm je odwiedzić. Zaczynam w Oszczadnicy we mgle.
Szybko pojawia się słońce i cóż, pierwsze wrażenie takie sobie. Mało widoków, nic ciekawego.
Na szczęście robi się ładniej. Pojawiają się żółte trawy.
Fajna wiata turystyczna, z miejscem do spania, a obok zabudowana studnia. Do tego w miejscu z widokami na Małą Fatrę.
Widać cel - Marťácky vrch z wieżą widokową.
Widoki robią się bardziej otwarte. Idzie się przyjemnie i spokojnie.
Wyleguję się na wielkich łąkach.
Wieża bardzo ciekawa. Murowana, pewnie postoi dłużej niż drewniane.
Bardzo zmyślnie zaprojektowana, wchody wyglądają jakby miały podświetlenie, a to słońce tak się przebija.
Widoki pierwsza klasa.
Idę dalej do Zakopcza. Zieleń świeża jak na wiosnę.
Wszędzie pełno kapliczek i krzyży, inaczej niż w innych miejscach na Słowacji.
Wchodzę w obszar zabudowany.
Na tą górę mam zamiar wyjść bezszlakowo.
Prowadzi mnie najpierw droga krzyżowa.
A potem wędruję wśród złotych traw...
Znowu na szlaku - wraca zieleń.
Kolejną nietypową rzeczą jak na Słowację są wysoko położone przysiółki.
Pozostało już tylko zejście do auta, w cieniu, więc nieciekawe.
Pierwsze spotkanie z Jawornikami było bardzo pozytywne - ładnie tam jest ![]()
419 2023-08-27 23:46:48
Odp: Nie ważne gdzie... ważne z kim :) (1,040 odpowiedzi, napisanych Wyprawy pozagórskie)
Na grzyby zawsze jeździmy w Beskid Mały w lasy nad Kozińcem.
A dzisiaj kolejna wycieczka ![]()
Już się bałem, że weekend będzie górsko zmarnowany, a tu w ostatnim momencie wyklarowały się prognozy na niedzielę. Padło na Veterný vrch w Magurze Spiskiej. Obiecałem Ukochanej, że będzie fajna wycieczka i ochoczo wzięła udział mimo zapowiadanych w tamtym rejonie 32 stopni.
Wczesna pobudka, długa jazda i jesteśmy na miejscu. Pierwsze widoki średnie. Bałagan z drewnem, rozjeżdżona droga, jakies małe leśna kopczyki. Ładniej jest w stronę Pienin, ale dzisiaj idziemy na południe w nieznane rejony.
Okazuje się, że lasu nie jest tak dużo jakby się człowiek spodziewał. Sporo łąk.
Można powiedzieć, że to góry leśno-łąkowe w równych proporcjach.
Wyżej młody las i dość dziko.
Jak to często na Słowacji, chatka myśliwska w lesie nie powinna dziwić.
Veterný vrch jest dobrym punktem widokowym na Tatry, pod warunkiem, że jest przejrzystość, a nie to co dzisiaj.
Pieniny są dużo bliżej i tu lepiej to wyglądało.
Szczytowy misiek z flagą robi wrażenie. Jest też najporządniejsza książka szczytowa jaką kiedykolwiek widziałem.
Następnie schodzimy nad jeziorko.
Super sprawa na upał. Tobi zadowolony.
Zdecydowałem się nieco popływać.
Genialna miejscówka. Całkowity brak ludzi.
Pora wracać w kierunku auta.
Jest trochę chaszczowania. Ukochana cały czas dawała mi "lajki", że jej się podoba moja autorska trasa ![]()
Trafiamy na znane łączki.
Zdobywamy ostatnią górkę.
Schodzimy na przełęcz mając piękny widok na Małe Pieniny.
Bardzo przyjemna wycieczka wyszła, nie spodziewałem się, że te okolice tak przypadną mi do gustu ![]()
420 2023-08-20 21:35:36
Odp: Nie ważne gdzie... ważne z kim :) (1,040 odpowiedzi, napisanych Wyprawy pozagórskie)
Upały atakują, ale w góry trzeba jeździć. Postanowiłem odwiedzić Lysą horę w Beskidzie Śląsko-Morawskim. Byłem tam raz, a Tobi jeszcze nigdy, więc będzie miał do korony. Ukochana tym razem nas olała - jej strata ![]()
Zaczynamy o 7 rano w Krásnej. Widok w kierunku celu.
Można powiedzieć, że jest poranny przymrozek, termometr w aucie pokazywał 19 stopni. Jednak czuć, że dzień będzie upalny. Idziemy szlakiem zielonym.
W pewnym momencie przy drodze stoi tajemniczy stragan.
Czy to jakieś stoisko samoobsługowe? Można sobie coś zabrać i dać dowolną zapłatę do słoika? Nie mam zielonego pojęcia jak to działa.
Długie podejście lasem, na grzbiet.
Widać cel. Jeszcze daleko i wysoko.
Kolejny dziwny obiekt - Mohyla Ivančena. Niby pomnik - miejsce pamięci pomordowanych harcerzy przez Nazistów. Tak doczytałem. Jednak na miejscu myślałem, że to jakiś cmentarz symboliczny. Sporo było kamieni/tabliczek poświęconych konkretnym ludziom z ich datą śmierci.
Trochę zbija z tropu, że kopiec jest usypany z kamieni z różnymi motywami. To chyba od naszego Sokoła? ![]()
A to? Jak to się ma do kontekstu? Nie łapię. Czyżbyśmy mieli różnice kulturowe z Czechami?
Idziemy dalej.
Końcowe metry podejścia.
Szczytujemy. Przejrzystość jak na Choczu - słaba.
Sam szczyt brzydki - jak Turbacz.
Na niebie dzieją się ciekawe rzeczy.
Okolice szczytu są mocno zabudowane. Najbardziej charakterystyczna jest wieża telewizyjna. Widać ją dobrze z naszych gór.
Jest kilka miejsc, gdzie można iść na piwko.
Wybieram ten przybytek.
Zastanawiam się, czemu u nas nie ma słabych piw, odpowiedników czeskich lub słowackich "dziesiątek". Przecież to jest doskonały wynalazek na upały. Wchodzi jak ambrozja.
Tak mi zasmakowało, że idę po kolejne
Jest powód do świętowania, bo pierwsze udało się kupić płacąc przeterminowanym banknotem 200-koronowym. Wiedzieliście, że Czesi od zeszłego roku nie przyjmują starych banknotów emitowanych w latach 90-tych? Można je wymienić tylko w banku.
Po dwóch lekkich piwkach zaległem na ławce w pełnym słońcu i film mi się urwał na 3 sekundy. A na niebie szaleństwo. Szybowce latają tuż nad głowami ludzi.
Ludzie też próbują latać.
Fajna stylówa.
I poleciał.
Pora wracać.
Schodzę szlakiem żółtym.
Idzie się głównie przez las, dopiero pod koniec są widoki.
Taka to była wycieczka ![]()
421 2023-08-19 20:05:36
Odp: Nie ważne gdzie... ważne z kim :) (1,040 odpowiedzi, napisanych Wyprawy pozagórskie)
Upalny dzień. Pojechaliśmy nad wodę, nad Jezioro Paprocańskie w Tychach. Nigdy tam nie byłem.
Spory akwen, zagospodarowany, żaglówek od groma.
Dla ludzi plaża.
Park wodny.
Poza jednym miejscem, gdzie są tłumy, reszta cicha i spokojna.
Na uboczu restauracja dla elit, w zameczku myśliwskim. Byłem świadkiem jak jedna parka studiowała menu i w końcu facet mówi "lepiej chodźmy na zapieksy przy plaży".
Obeszliśmy całe jezioro, trochę na to zeszło. Jest ścieżka rowerowo-spacerowa dookoła.
Potem poleżeliśmy i popływaliśmy. Ja i Tobi przepłynęliśmy na wyspę - 600 metrów.
Na koniec jeszcze jakiś koncert był, ale Tobiemu się nie podobała muzyka.
Bardzo fajne miejsce. Mimo cudnej pogody nie było tłoku. Miasto porobiło wystarczająco dużo darmowych parkingów. Jest cała potrzebna infrastruktura.
422 2023-08-18 13:45:14
Odp: Nie ważne gdzie... ważne z kim :) (1,040 odpowiedzi, napisanych Wyprawy pozagórskie)
Na koniec długiego weekendu robimy coś konkretniejszego - Wielki Chocz z Likavki.
Ukochana gest gotowa wstać wcześnie, ale ostro negocjuje, uzgadniamy 4:00. Idąc spać szepczę Tobiemu do ucha, że może nas obudzić wcześniej. Przychodzi do pokoju 3:20, ja udaję, że śpię, w końcu Ukochana lekko wkurzona wstaje 3:30, kochany piesek ![]()
Podjeżdżamy do Likavki ok. 7 rano. W górach poranek chłodniejszy, ale i tak czuć że będzie upalny dzień. Idziemy niebieskim szlakiem. Na łąkach wisi końcówka porannych mgieł.
Bociek je śniadanie ![]()
Idziemy sobie drogą. Widok wstecz na Wielka Fatrę na Šiprúň - byliśmy tam.
Przed nami Predný Choč, pięknie się prezentuje.
Odcinek łąkowy kończy się, widok w kierunku Niżnych Tatr na Salatín.
Potem sporo lasem w górę.
I już jesteśmy pod na rozległych podchoczańskich polanach.
Hotel Chocz.
W środku luksusy.
Wypoczywamy chwilę i ruszamy dalej.
Ładnie tutaj.
Podchodzimy szlakiem "letnim". Jest stromo.
Trochę skałek. Stok wyeksponowany idealnie do słońca podnosi temperaturę, kosówka nie daje cienia. Spotykamy się z hejtem - zostajemy skrytykowani na narażania psa na wysokie temperatury. Nic się nie odzywam, bo co mam powiedzieć, że na taką trasę nie zabieram mu nawet wody? Fakt, niektórzy ludzie nie radzą sobie z upałem, widzimy dziewczynę, która odpuściła. Myślę sobie tylko, że "co dla jednych jest sufitem, to dla innych jest podłogą" - taki cytat chyba z filmu ![]()
Szczytujemy ![]()
Przejrzystość fatalna, szkoda, bo panorama we wszystkie strony idealna.
Tobi lubi oglądać widoki.
Urocza polanka w dole.
Schodzimy dla odmiany szlakiem "zimowym".
Ostatnie spojrzenie na Chocza.
Wracamy do Likavki szlakiem czerwonym.
Odwiedzamy po drodze wszystkie punkty widokowe.
Prowadzą tam oznaczone odgałęzienia szlaku.
Schodzimy a dół.
Na koniec jeszcze mamy w planach zamek, ładnie wygląda z daleka.
Z bliska również.
Niestety okazuje się zamknięty. Wejście jest biletowane, ale już nieczynne. Trudno.
Była to nasza trzecia wycieczka na Chocz. Niewątpliwie fajna góra. Za każdym razem szliśmy inaczej. Szlak z Likavki warto wybrać, bo jest urozmaicony, ma część łąkową, punkty widokowe i praktycznie nie spotyka się innych ludzi (2x2 osoby przez cały dzień).
423 2023-08-17 19:07:00
Odp: Nie ważne gdzie... ważne z kim :) (1,040 odpowiedzi, napisanych Wyprawy pozagórskie)
W sobotni wieczór poszliśmy na huczną 50-tkę nie planując nic na dzień następny. W niedzielę pospaliśmy trochę za długo, żeby robić jakąś konkretną wycieczkę, zresztą nie było chęci. Leżeć nad wodą też nie było ochoty, bo na witowskich łąkach za bardzo przypiekło nas słońce. Z braku laku pojechaliśmy na grzyby.
Grzybki idealnie trafione, akurat wysypało młodymi, zdrowymi borowikami. Jak się trafiło miejsce, to Ukochana przynosiła mi całe naręcza do wstępnej obróbki.
Okazało się, że ilość nas trochę przerosła. Ciężko było donieść to do auta. Wyszło grzybobranie życia, zarówno pod względem ilościowym, jak i jakościowym.
Zwykle ludzie suszą grzyby, albo mrożą. My mamy odmienny sposób. Smażymy aby zmniejszyć objętość, następnie mrozimy.
Grzybki dzielimy na porcje. Tym razem wyszło nam 30 x 275g prawdziwków i 24 x 225g ceglaków. To daje ponad 13,5kg przetworzonych grzybów.
Z grzybami bawiłem się do 1 w nocy i jeszcze godzinka następnego dnia zeszła na porcjowanie.
Do szuflady w zamrażarce mieszczą się 3 warstwy. Kilka sztuk trzeba było upchać gdzie indziej. A jeszcze nam zostało parę z zeszłego roku. Masakra ![]()
Tak nas te grzyby wymęczyły, że następnego dnia robimy dzień wypoczynkowy nad wodą. Pojechaliśmy do Chrzanowa nad Chechło.
Wszystko tu jest, nawet mostek zakochanych.
Wieżyczki widokowe.
Woda oczywiście też.
Część bezludna.
Część plażowa.
Można sobie pospacerować.
Skorzystać z darmowej infrastruktury.
Plaża oficjalna, strzeżona.
Obok plaża dzika dla piesków.
Chechło jest super. Bardzo przyjemnie zagospodarowane, darmowe, z darmowym parkingiem, gastronomią, polem biwakowym, wypożyczalnią sprzętu wodnego. Mimo, że sam zbiornik jest dość mały, nie było tłumów. Wypoczęliśmy ![]()
424 2023-08-16 11:56:10
Odp: Nie ważne gdzie... ważne z kim :) (1,040 odpowiedzi, napisanych Wyprawy pozagórskie)
Od połowy lipca pogoda się popsuła, początek sierpnia był wręcz tragiczny. Na długi weekend się wypogodziło. W sobotę po południu mamy imprezę, ale na wycieczkę trzeba jechać. Wytypowałem Beskid Wyspowy, tereny łąkowe. Zaczynamy wcześnie rano w Łętowym i idziemy na Janie.
Łąki zaczynają się szybko. Najpierw jeden bezimienny pagórek.
A potem Janie.
Trafiamy na kanie. Były następnego dnia na śniadanie ![]()
Kolejny pagórek, za dolinką - Bucznik.
Ukochana na tle Lubogoszcza.
Bucznik przed nami.
Następnie przechodzimy Dolinę Mszanki i wychodzimy na drugą stronę na Kocią Górkę.
Łąkowy krajobraz towarzyszy nam cały czas. Podejścia są niewielkie, dno doliny na ok 450 m. a pagórki mają ok 600 m.
Grzbiet w stronę Witowa.
Ten grzbiet już znam. Łagodny, spokojny, w widokami we wszystkie strony na główne szczyty Beskidu Wyspowego. (np. tutaj Cwilin)
Jesteśmy na Witowie (720 m.) - najwyższy punkt wycieczki. Widok na południe. Tam mnie jeszcze nie było, tam idziemy.
Tam są dopiero łąki! W tle Gorce.
Rozległe jak na Słowacji.
Można było jeszcze dalej kontynuować na południe, ale chcemy wcześniej wrócić do domu. Zakręcamy więc z powrotem do doliny Mszanki.
Po przeciwnej stronie jeszcze swa boczne grzbiety do przejścia.
Tu już jest zabudowa, ale rzadka i ładnie komponująca się z otoczeniem.
Taka to była wycieczka. Całkowicie pozaszlakowa. Całkowicie łąkowa. Opalenizna z początku lipca już ustąpiła i spaliło mnie na raczka, jak na początku sezonu ![]()
425 2023-07-29 10:52:45
Odp: Rumuńskie minirelacje z okolic Rimetei (13 odpowiedzi, napisanych Karpaty (czeskie, słowackie, ukraińskie ect.))
XV - Pleșcioare
Nadszedł ostatni dzień wyjazdu. Miałem dylemat gdzie zaplanować wycieczkę. W głowie siedziało sporo pomysłów. Jeden z obligatoryjnych celów prawie do samego końca wydawał się murowanym faworytem przy dobrej pogodzie (a taka miała być). Chciałem podjechać w nieco wyższe partie Gór Apuseni - Muntele Mare (1826 m) i zobaczyć jak tam jest. Jednak jak przyszło co do czego, uznałem, że nie pasowałoby to do całej reszty. Najchętniej wyszedłbym z Rimetei na nogach i zahaczyłbym o pampasy, tam gdzie było już po zachodzie podczas najdłuższej wycieczki, aby teraz zobaczyć je w słońcu. Taką też trasę wymyśliłem.
Wyruszamy wcześnie, ok 6:30 naszą ulubioną drogą pod Seklerską Górą. Razem z nami ruszają 3 miejscowe psy, ale jak orientują się, że będziemy łazić po płaskim, to stopniowo się wykruszają.
Idziemy dalej niż zwykle, odkrywając nowe tereny. Seklerska Góra z każdej strony jest fajna.
Bardzo nam się podoba ta dolina.
Mak uprawny.
Znajome widoki. Wszystko dookoła już schodzone. Czuję się tu jak w domu.
Po 10 km chodzenia po płaskim, pora zacząć nabierać wysokości.
Całą naszą trasę mamy widoczną jak na dłoni.
Dochodzimy do szlaku, który poprowadzi nas w wyższe partie.
Charakterystyczny kamienny krzyż, sporo tu takich, ten jest datowany na 1846 rok.
Takimi łączkami sobie chodzimy.
Wygląda, że kiedyś był tu pożar lasu.
Następnie idziemy drogą, którą już znamy.
Są i pampasy.
Wychodzimy na Pleșcioare 1225 m, bo jakiś szczyt trzeba zaliczyć, szlak go oczywiście omija ![]()
Następnie idziemy szlakiem prowadzącym wprost do Rimetei.
Zastanawiamy się jak bardzo zejście z gór będzie zarośnięte. A tu niespodzianka, szeroka droga. Było to jedyne miejsce, gdzie widzieliśmy ślady działalności drwali. U nas takie ślady można spotkać na każdym kroku, wszędzie.
Rimetea jest jakby z boku i aby do niej dotrzeć trzeba jeszcze trochę podejść, aby przejść boczny grzbiet. Ostatnie podchodzenie, trochę mi smutno, już tęsknię za tymi górami.
W nagrodę piękne widoki. Wszędzie na tych skałach byliśmy.
Mocna wyraźna ścieżka. Dobrze przedeptany rumuński szlak.
Na koniec wymyślam jeszcze autorski powrót, przez cmentarną górkę. Spodziewam się z niej ciekawego widoku. Na lekkim zoomie Seklerska Góra wygląda niesamowicie jako tło.
Cmentarna górka to najlepszy punkt widokowy. Seklerska Góra jest jak na wyciągnięcie ręki. Tutaj zniekształcona obiektywem UWA (aby całą zmieścić w kadrze) wydaje się odległa, ale to tylko przekłamanie optyki. W dole Rimetea, 15 minut lekkiego podejścia, jednak nie chodzi tu prawie nikt. Ścieżkę w dół ledwie widać w trawie. Jest to dla mnie niepojęte, jak można omijać tak piękne miejsce? Z drugiej, to dobrze, że mamy je całe dla siebie.
Ostatnia wycieczka była idealna. Blisko 12 godzinne łażenie po samych fajnych terenach. Wieczorem pakowanie. Gospodarz tak się ucieszył, że go opuszczamy po 14 noclegach, że aż wyciągnął z tej okazji śliwowicę własnej produkcji, którą nazywał rakiją. Była inna niż nasza, dość delikatna w smaku, bardzo dobra.
Urlop dobiegł końca. Jak widać był mocno górski. Niby dużo połaziłem, ale spokojnie mógłbym jeszcze tydzień siedzieć i wymyślać wycieczki na nogach z Rimetei, a biorąc pod uwagę krótkie dojazdy, to i z 2 miesiące. Góry Trascău są super. Dużo skał, łąk i pastwisk, piękne dziewicze lasy, groty, jaskinie, wodospady. Ludzi praktycznie brak. Spotykaliśmy ich tylko na Seklerskiej Górze i w Wąwozie Turda. Cała reszta jakby nie istniała w turystycznej świadomości. Rewelacyjny urlop ![]()
Rumunia jako kraj bardzo przyjemny. Poziomem rozwoju (kwatery, drogi, sklepy) nie różni się niczym od np. Słowacji. Jest ciut taniej niż w Polsce. No i świetne są te górskie psy przyłączające się do ludzi, choć trochę szkoda, że nie mają swojego człowieka, pewnie by chciały.
THE END
p.s.
Magis, to wszystko dzięki Tobie, dziękuję! ![]()