Ponieważ nasze Forum po długiej przerwie spowodowanej jakąś awarią na nowo odżyło, z czego się ogromnie cieszę, wrzucam zaległą relację z tegorocznej majówki …
****** Od jakiegoś czasu moim marzeniem było zobaczyć Bagna Biebrzańskie wiosną, kiedy ptaki wracają z dalekich krajów na żerowiska i lęgi, kwitnie knieć błotna. Z powodu pandemii wyjazd opóźnił się o cały rok. Miałam zarezerwowane miejsce u Pani Eli w Klimaszewnicy. W tym roku postanowiłam nie czekać i pojechać.
Wyciągnęłam Stacha w długi majowy weekend nad Biebrzę. Prognozy pogody na weekendowe dni nie były niestety optymistyczne, za to mój plan czterodniowej wycieczki po Biebrzańskim PN bardzo ambitny.
Wyruszyliśmy w drogę w czwartek, po pracy, tak, żeby nie tracić piątku na dojazd. Do Klimaszewnicy, gdzie nocowaliśmy, dotarliśmy po północy. Pomimo późnej pory ciepło przywitała nas Pani Ela - właścicielka gospodarstwa „Agroturystyka nad Biebrzą”. Ponieważ musiała na nas długo tego dnia czekać, zaczęła się martwić, że zabłądziliśmy. Ubolewała nad tym, że jej gospodarstwo znajduje się w takim miejscu, że nie jest łatwo do niego trafić, dlatego zawsze przed gości wychodzi z latarką … Polecam bardzo to miejsce (strona po kliknięciu na zdjęcie).
DZIEŃ 1
Kolejnego dnia, zaraz po śniadaniu, udaliśmy się z polecenia Pani Eli do Białego Grądu w miejscowości Mścichy. To tylko 4,5 km od Klimaszewnicy. Miejsce to jest szczególnie lubiane i odwiedzane przez ornitologów. Pogoda tego dnia była słoneczna, jednak spacer uprzykrzał nam trochę silnie wiejący wiatr, który był zapowiedzią rychłej zmiany pogody. Do grądu prowadziła pośród bagiennych łąk ok. 6,5 kilometrowa ścieżka przyrodnicza.
Tu wszędzie spotkać można ptaki, które żerują, tokują, zakładają gniazda. Trzeba tylko mieć dobrą lornetkę, czas do obserwacji i profesjonalny aparat fotograficzny . Moja „małpka” oddała niewiele z tego co widzieliśmy.
Na końcu ścieżki znajdowała się drewniana wieża widokowa i pole namiotowe. Nam jednak nie udało się do niej dotrzeć z powodu wysokiego stanu wody. Zabraliśmy ze sobą kalosze, ale o tej porze roku nad Biebrzą odpowiednie by były bardziej wodery .
Co rusz spotykaliśmy rozmaite ptaki wodno-błotne. Zaraz na początku drogi przywitał nas bocian biały, który przyglądał się nam z zaciekawieniem. Fajne te nasze boćki .
Wiosną bagienne łąki wyglądają szczególnie urokliwie, ponieważ całymi łanami kwitną na nich żółte kaczeńce i grążele.
Końcem kwietnia zaczynają się toki batalionów, herbowych ptaków Biebrzańskiego PN. W Polsce są obecnie bardzo nielicznym gatunkiem lęgowym. Ich liczba zmniejszyła się bardzo z powodu zarastania łąk spowodowanym zaprzestaniem wypasu zwierząt gospodarskich, a także osuszania terenów podmokłych. Na Podlasiu można je spotkać głównie nad Biebrzą i Narwią. Częściej można je obserwować podczas przelotów. Te, które u nas mają toki wiosną, to ptaki wędrowne, które przemieszczają się na północ. U nas zostaje ich bardzo niewielka liczba. Zazdroszczę tym, którzy mieszkają nad Biebrzą i mogą codziennie tu być i obserwować przyrodę.
Sprawne oko ornitologa wypatrzy wśród traw i wodnych zarośli również żurawie, biegusy, kszyki, bąki, czaple, rybitwy białoskrzydłe, różne gatunki kaczek, gęsi, łabędzie, bociany i wiele innych ciekawych gatunków ptactwa wodnego i błotnego. Przydaje się bardzo lornetka.
Jest to najrzadszy i jedyny globalnie zagrożony gatunek ptaka z rzędu wróblowych. W Polsce żyje ok. 25 % całej światowej populacji wodniczki. Nie udało nam się jej zobaczyć, ale z pewnością gdzieś w Białym Grądzie była . Za to wypatrzyłam na źdźble trawy potrzosa, małego ptaszka z rodziny trznadli.
Dla spacerowiczów i obserwatorów zamontowano wzdłuż ścieżki ławeczki. Można spocząć i obserwować życie ptaków. Spotkaliśmy tu sporą ilość fotografów z profesjonalnym sprzętem. Żeby zrobić unikalne zdjęcia, wstają nawet o trzeciej nad ranem i udają się w teren. To się nazywa motywacja . Biały Grąd to piękne, spokojne miejsce, tętniące ptasim życiem, idealne na skołatane nerwy . Aż się nie chciało stąd odchodzić.
Korzystając z pięknej pogody postanowiliśmy w tym dniu przejechać jeszcze odcinek Carskiej Drogi od Osowca do Strękowej Góry zaliczając przyrodnicze atrakcje tych miejsc.
Ponieważ nie udało nam się dojść do wieży na Białym Grądzie, postanowiliśmy podjechać od drugiej strony rzeki do Orlego Grądu. Po drodze zatrzymaliśmy się przy Kanale Rudzkim. Kanał jest przedłużeniem rzeki Ełk łączącym ją z Biebrzą. Spotkaliśmy tu kilku wędkarzy. Woda w kanale jest bardzo czysta i obfituje w szczupaki, klenie, jazie, liny oraz bolenie.
Weszliśmy na wieżę widokową skąd rozciąga się widok na bagna, szuwary, turzycowiska, mechowiska i naturalny ols.
Przy odrobinie szczęścia można wypatrzyć z niej łosia. Nam się nie udało, za to obejrzeliśmy z bliska pozostałości polskiego schronu, wysadzonego w tym miejscu podczas II wojny światowej.
W drodze do Orlego Grądu postanowiliśmy zatrzymać się jeszcze przy Forcie III „Szwedzkim” i Forcie IV „Nowym”, które wchodzą w skład Twierdzy Osowiec. W skład twierdzy wchodziły 4 forty: Centralny – fort nr 1, Zarzeczny – fort nr 2, Szwedzki – fort nr 3 i Nowy – fort nr 4. Fort III okazał się punktem całkowicie już zarośniętym, więc nie było sensu zapuszczać się dalej. Z kolei Fort IV zapowiadał się z opisu na parkingu ciekawie.
Weszliśmy w las, przeszliśmy piaszczystą ścieżką kawałek drogi, ale znaki nam się nagle urwały … , napotkani w lesie ludzie nie za bardzo wiedzieli o co nam chodzi, gdy zapytaliśmy o Fort IV, końcem końców postanowiliśmy zawrócić i jechać dalej. Ścieżka do Fortu IV miała długość ok. 4 km, a na jej przejście trzeba było przeznaczyć ok. 2-3 godziny. Trochę za dużo, ponieważ mieliśmy w planach na dzisiejszy dzień jeszcze trochę przyrodniczych atrakcji, szkoda nam było czasu, a było już popołudnie. Pozostanie na kolejna wycieczkę .
Za drogowskazem Orli Grąd, wjechaliśmy w jakąś leśną drogę, która ciągnęła się przez kilka kilometrów i dojechaliśmy do małego osiedla, składającego się z kilku budynków mieszkalnych.
Zapytaliśmy jednego z mieszkańców o uroczysko, wskazał nam ścieżkę, polecił miejsce, że tam ładnie i mało kto zagląda, warto zobaczyć. Przy okazji wyżalił się przed nami na sąsiada. No cóż … komuś trzeba … . Idziemy. Ścieżka wiodła przez grąd, w którym o tej porze obficie kwitły zawilce i śledziennice.
Uroczysko okazało się średnio urocze i niestety, żeby dojść do miejsca, na którym nam zależało, czyli do tego, które dzieliło z Białym Grądem, a więc do Biebrzy, trzeba było pokonać sporą drogę przez bagna i mokradła . Rozlewiska Biebrzy to nie są byle podmokłe łączki . Tak więc pokonani przez przyrodę wróciliśmy do samochodu i na Carską Drogę.
To może szlak Gugny - Barwik …., studiując w samochodzie mapę, znalazłam takie miejsce. To ponoć najtrudniejszy i najdłuższy szlak w BPN.
Ok. godz. 17.00 zostawiamy samochód na parkingu. Trzeba przyznać, że miejsca parkingowe w BPN są naprawdę bardzo dobrze przygotowane dla turystów, czyste, zadbane, wyposażone w WC, stoliki i ławeczki, starannie wykonane tablice informacyjne, opisy ścieżek. Wszystkie, na których się zatrzymywaliśmy były bezpłatne. W pędzie wrzuciliśmy coś do żołądka i ruszyliśmy czerwonym szlakiem.
Wiedzieliśmy, że zrobimy tylko ścieżkę przyrodniczą „Barwik”, wytyczoną wzdłuż czerwonego szlaku, licząca ok. 1 km długości. Przy majowej długości dnia, oraz bez odpowiednich butów, nie udałoby się zrobić całego szlaku, który kończy się w miejscowości Gugny. Szlak wiedzie nie tylko przez bagna i mokradła, ale również przez torfowiska niskie, trzeba również przekroczyć rzeczkę Kosódkę. Wiosna tego roku nie była zbyt mokra, dlatego ścieżką można było bez problemu w wielu miejscach przejść w trekkingach, ale bywają lata, kiedy niektóre części szlaku są całkowicie zalane i bez przygotowania zwykłemu przyjezdnemu turyście nie uda się go pokonać.
Zarośla wierzbowe - przykład sukcesji wtórnej.
Wierzba szara ( łoza )
Na mokrych siedliskach, głównie młakach turzycowych rośnie m.in. turzyca błotna (Carex acutiformis) z charakterystycznymi czarnymi kwiatostanami.
Na platformie widokowej w Grądach, z której, wg opisów na tablicy informacyjnej na 100 % można zobaczyć łosia, po raz pierwszy na żywo, z dosyć dużej odległości (ale miałam lornetkę ), obserwowałam w szuwarach nad Biebrzą pasącą się klępę .
Widok z platformy
Doszliśmy do rzeki Kosódki, która jest dopływem Biebrzy. Dalszy marsz z powodu mocno bagnistego i częściowo zalanego terenu, był już niestety niemożliwy.
Ścieżką „Barwik” jestem zachwycona. Zapewne cały czerwony szlak jest wart przejścia. To idealne miejsce dla ludzi spragnionych bezpośredniego kontaktu z naturą, szukających spokoju i ucieczki od codziennego zgiełku i obowiązków. O tej porze dnia, minęliśmy może kilka osób. W czasie wędrówki słuchaliśmy śpiewów i przyglądaliśmy się lotom godowym ptaków m.in. kszyków. Godowe krzyki kszyków słychać było cały czas. A są to naprawdę ciekawe odgłosy. Polecam posłuchać.
Wróciliśmy do samochodu w cieple promieni zachodzącego słońca, ze świadomością tego, ileż tu jeszcze ciekawych przyrodniczych scen musiało się rozgrywać po zmroku .
Niestety na dalsze zwiedzanie atrakcji Carskiej Drogi zabrakło nam już dnia, ale pędząc w stronę Strękowej Góry zahaczyliśmy na koniec o ścieżkę „Bagno Ławki”. Przeszliśmy przez 400 metrową kładkę „Długa Luka”. Ścieżka ta jest szczególnie popularna przez swoją dostępność oraz częste występowanie łosi, które upodobały sobie szczególnie ten rejon. Na końcu kładki znajduje się platforma widokowa, z której można oglądać florę i faunę otaczających torfowisk. Na platformę razem z nami podążała spora ilość fotografów ze swoim specjalistycznym sprzętem, przygotowując się do sesji zdjęciowych. Gdzieś w oddali słychać było głośny żabi koncert. To zapewne były żaby zielone, moczarowe i ropuchy . Ech! … Gdyby tylko człowiek miał więcej czasu … .
Bywały lata, że drewniana kładka wiosną była całkowicie pod wodą i nie było możliwości po niej przejść, ostatnimi czasy, z powodu obniżania się poziomu wód gruntowych, to się niestety zmienia.
Oprócz łosi spotkać tu można gronostaje, lisy, wilki, jenoty, żurawie i mnóstwo innego ptactwa. Wszyscy wiemy, że obserwacje przyrodnicze wymagają czasu, cierpliwości i wytrwałości. Oni tam zostali i czekali, my musieliśmy niestety wracać już do Klimaszewnicy.
DZIEŃ 2
Chcąc wykorzystać ostatni dzień bezdeszczowej pogody, wyruszamy 1 maja do Rezerwatu „Czerwone Bagno”. Samochód zostawimy na bezpłatnym parkingu w Grzędach przy leśniczówce i Ośrodku Hodowli Zachowawczej Konika Polskiego i Rehabilitacji Zwierząt. Tu również znajduje się punkt IT.
Leśniczówka w Grzędach
Obowiązkowo zatrzymujemy się przy uroczych konikach polskich, a następnie ruszamy czerwonym szlakiem tj. leśną ścieżką przyrodniczą „Czerwone Bagno”, która ma długość ok. 3,8 km.
Opis ścieżki.
Barć
Obficie kwitnące w runie leśnym zawilce gajowe, białe i żółte
Miejsce pamięci poległych w czasie II wojny światowej podczas Akcji „Burza”
Na jednym z rozdroży, żeby uniknąć tłumów, zeszliśmy z czerwonego szlaku, na niebieski, podążając praktycznie samotnie przez las. Spokój i wrażenia z trasy zdecydowanie lepsze, niż ze żwirowej utwardzonej drogi.
Na trasie natknęliśmy się kilka razy na ślady łosia, w postaci odchodów i sierści. Jak widać nie tak łatwo spotkać się „oko w oko” z takim zwierzem.
Wracając przechodziliśmy kładką przez bór bagienny. Z powodu uszkodzeń kładek wiele odcinków jest wykluczonych dla turystów. Nie wszyscy jednak przestrzegali zakazów. Przyznam, że my też się nie dostosowaliśmy i przeszliśmy na skróty jedną z uszkodzonych kładek (miała parę większych dziur, które można było jednym sprawnym krokiem ominąć . No cóż, turyści są różni, ale wiadomo, bezpieczeństwo najważniejsze więc trzeba dmuchać na zimne.
Dominującą formacją roślinną w borze bagiennym jest mszar czyli torfowisko wysokie, a drzewem, mało wymagająca sosna pospolita. Rośliny mszaru mają małe wymagania co do podłoża, mogą rosnąć w glebie silnie zakwaszonej i słabo zmineralizowanej. Są nimi np.: wełnianka pochwowata, borówka bagienna zwana pijanicą, mech torfowiec, bagno zwyczajne czy modrzewnica zwyczajna.
Doszliśmy do szlaku czerwonego, którym zaczęliśmy wędrówkę. W tym miejscu zapadła decyzja, żeby iść jeszcze dalej szlakiem niebieskim, później czarnym, a następnie jeśli się uda, wrócić czerwonym na parking w Grzędach. Ścieżka biegnie przez las. Miejscami widać pozostałości po walkach partyzantów w czasie II wojny światowej.
Mijamy ciekawe Uroczysko „Kapli Dołek”.
Część szlaku czarnego biegnie po piaszczystych wydmach porośniętych brzezinami.
Ślady wilków i owocniki purchawicy olbrzymiej, z których wysypały się już zarodniki.
Przeszliśmy spory kawałek drogi i przy końcu szlaku czarnego okazało że dalsza wędrówka przez zabagniony las nie wchodzi w grę, ponieważ w butach trekkingowych nie pokonamy tego terenu. Nie dało się nic zrobić. Jedyne wyjście to zawrócić. Przyznam, że w tym momencie się wkurzyliśmy. Raz, że parkowcy wiedząc, że dalsza część jest nie do przejścia, mogli chociaż zamontować w paru miejscach jakieś tabliczki przypominające o zamknięciu szlaku, dwa na siebie, że nie doczytaliśmy, że szlak czerwony jest zamknięty od 15 marca do 31 sierpnia , a trzy, że zrobiliśmy kawał drogi i trzeba będzie zawracać (strata sił i cennego czasu). Nie byliśmy jedynymi, którzy wybrali tę trasę. Chciałam w jak najkrótszym czasie wrócić, dlatego ruszyłam szybkim krokiem z powrotem. W jakąś godzinę byliśmy na parkingu w Grzędach. Rezerwat „Czerwone Bagno” zajął nam praktycznie cały dzień, dlatego na jego zakończenie w drodze powrotnej odwiedziliśmy wieś położoną nad Biebrzą - Dolistowo Stare.. Dolistowo jest najstarszą mazowiecką osadą ludzką leżącą nad rzeką Biebrzą, u ujścia rzeki Netty. W średniowieczu tereny te należały do Jaćwingów. Późniejszy okres w historii mówi, że na obszarze dzisiejszego Dolistowa stał jeden z zamków krzyżackich – Mathenburg.
We wsi i okolicy zachowały się liczne przykłady architektury drewnianej. Są to m.in. stare domy z ozdobnymi okiennicami, krzyże i kapliczki.
Ciekawym obiektem jest Kościół pw. św. Wawrzyńca, stojący w centrum wsi ufundowany przez Izabellę z Poniatowskich Branicką pod koniec XVIII w. W ołtarzu głównym wielką czcią otoczony jest Krucyfiks pochodzący z XVIII wieku. Jest on symbolem misyjnym. Według miejscowej legendy barokową Pasję wyłowiono z Biebrzy. Pod krzyżem znajduje się równie cenny obraz Matki Bożej Pocieszenia z wieku XVIII. Nie mogłam zrobić zdjęć kościoła od środka, ponieważ w tym czasie, w którym akurat byliśmy, odprawiana była Msza św.
Obok kościoła stoi kamienna dzwonnica z 1803 r.
Na samym końcu wsi znajduje się elektryczny młyn holenderski zbudowany na przełomie XIX wieku. Do dnia dzisiejszego zachowała się w nim podłoga zbita drewnianymi gwoźdźmi. Obecnie młyn należy do rodziny Kolendrów. Nie udało nam się jednak zwiedzić go od środka.
Wyjeżdżających z Dolistowa Starego lub do niego wjeżdżających żegna bądź wita ciekawy stary, drewniany krzyż.
DZIEŃ 3
Drugiego maja pogoda zaczęła się niestety psuć. W związku z tym postanowiliśmy w tym dniu zainteresować się historycznymi pamiątkami regionu. Pojechaliśmy z samego rana do Twierdzy Osowiec. Od rana niebo zasnuło się chmurami, ale jeszcze nie padało. Zaczęliśmy od Fortu II „Zarzecznego”. Znajduje się tu kilka bunkrów, do niektórych można wejść, inne są częściowo zawalone. W środku śmieci i smród. Od razu widać kto w nich najczęściej bytuje … .
Charakterystyczna czerwonawa skała w murach, to granit rapakiwi - skała magmowa przywleczona tu przez lądolód skandynawski. Ponieważ było jej na tym terenie dużo, wykorzystano ją do budowy bunkrów.
Następnie, niestety już w deszczu, pojechaliśmy do centralnego Fortu I. I tu odbiliśmy się od drzwi. Żeby zwiedzić Fort Centralny trzeba się wcześniej telefonicznie umówić z przewodnikiem i grupa musi być też odpowiednio liczna. W niedzielę było to niestety niemożliwe, bowiem zwiedzanie odbywa się tylko od poniedziałku do piątku między 9:00 a 13:00. Dodam, że w forcie stacjonuje na co dzień jednostka Wojska Polskiego.
Zaczęło mocno padać, dlatego postanowiliśmy uciec od deszczu bardziej na południowy zachód, a mianowicie w stronę Łomży. W Piątnicy Poduchownej, wsi pod Łomżą, znajdują się trzy potężne forty połączone systemem potężnych wałów i fos Twierdzy Łomża. Jest to najlepiej zachowany i najbardziej rozwinięty przyczółek mostowy na Narwi, gdzie 3 forty połączone są podziemnymi korytarzami. Mówi się też o niezbadanym dotychczas tunelu biegnącym pod rzeką Narwią i łączącym forty z klasztorem ojców kapucynów w Łomży. W czasach stalinowskich woj. łomżyńskie było rejonem o najsilniej rozwiniętej partyzantce antykomunistycznej. Złapanych przez UB partyzantów mordowano, zaś miejsca pochówku zmarłych do dziś pozostają nieznane. W miejscowości tej znajduje się znana z produktów mlecznych Okręgowa Spółdzielnia Mleczarska - Piątnica.
Carską Twierdzę Łomża wybudowano w latach 1897 - 1909 jako ochronę terenów graniczących z Prusami Wschodnimi i strzegących przeprawy przez Narew i Łomżę – ówczesną stolicę guberni, przez którą przebiegały ważne szlaki komunikacyjne.
Twierdza miała stać się jednym z punktów rozległego rejonu wypadowego zawartego między liniami: Modlin-Warszawa-Dęblin; Dęblin-linia Wieprza-Płock- Włodawa i Modlin-Zegrze-Pułtusk-Różan-Ostrołęka-Łomża-Osowiec. W deszczu dotarliśmy do Łomży, a następnie odnaleźliśmy poszczególne forty w Piątnicy, które udało nam się w przerwach między obfitymi opadami zobaczyć.
Ich zwiedzanie było bardziej ekscytujące niż Twierdzy Osowiec, a tak mało się o nich słyszy. Do zwiedzania udostępniono tylko jeden fort, w którym jest muzeum. Trzeba się jednak umówić na nie z przewodnikiem.
Reszta fortów jest otwarta, ale stoi przed nimi tablica, że nie powinno się do nich wchodzić bez przewodnika. Do jednego weszliśmy … . Ja się troszkę bałam … . Na starość zaczynam cierpieć na klaustrofobię
Długie, podziemne betonowe tunele sprawiają ponure wrażenie. Niestety ze względu na ogólną dostępność jest w nich pełno śmieci. Niektóre pomieszczenia są zawalone gruzem lub zalane wodą.
Pochodziliśmy trochę po fortyfikacjach, a następnie zjechaliśmy do Łomży, ponieważ chciałam zajrzeć do Hanki Bielickiej. Spotkałam ją na ławeczce łomżyńskiego rynku .
Rozlało się na dobre, więc stwierdziliśmy, że nie zdołamy już dziś nic zobaczyć, trzeba było wracać do Klimaszewnicy. W drodze powrotnej sfotografowałam kilka eratyków, bardzo licznych w tej części Polski.
Eratyki, inaczej głazy narzutowe lub narzutniki, to fragmenty litej skały przywleczonej i pozostawionej przez lądolód skandynawski. Zbudowane są przeważnie z granitów, amfibolitów, gnejsów, migmatytów, porfirów czy kwarcytów. Często zbierane są na polach. Najwięcej można ich spotkać w woj. mazowieckim, pomorskim i warmińsko-mazurskim.
DZIEŃ 4
W dniu powrotu do domu, mocno deszczowym, a na dodatek zimnym i wietrznym, zatrzymaliśmy się na chwilę w Tykocinie, zwanym „Kazimierzem Dolnym Podlasia” przy Zamku Królewskim z XV w..
Podsumowując:
Doliny Biebrzy i Narwi nie da się zwiedzić w ciągu 3-4 dni. To wspaniałe miejsce na dłuższy urlop. Dla przyrodników, szczególnie ornitologów to raj na Ziemi.
Niegdyś żyjący na tych ziemiach ludzie utrzymywali się głównie z rolnictwa, regularnie wykaszali Bagna Biebrzańskie i wypasali na nich zwierzęta. Przyczyniali się w ten sposób do powstawania rozległych torfowisk porośniętych niską roślinnością bagienną, które z kolei stawały się doskonałymi siedliskami dla wielu rzadkich gatunków ptaków. Dziś się wszystko zmieniło. Wsie się wyludniają, nikt już nie chce gospodarować na podmokłych terenach. Z roku na rok zmniejsza się obszar biebrzańskich i narwiańskich rozlewisk, łąk bagiennych i torfowisk z powodu zaprzestania na nich gospodarowania i przeprowadzania zabiegów melioracyjnych skutkujących odwodnieniem terenów m.in. poprzez budowanie grobli i kanałów, oraz na skutek wtórnej sukcesji polegającej na zarastaniu ptasich siedlisk wierzbami, olchami, brzozami i trzciną.
To wszystko przyczynia się do stopniowego zmniejszenia bioróżnorodności na tych obszarach. W celu ochrony cennych przyrodniczo Bagien Biebrzańskich BPN stosuje czynną ochroną polegającą m.in. na usuwaniu zakrzaczeń i koszeniu torfowisk. Wiele z tych zabiegów, z racji niedogodnego terenu, trzeba wykonywać ręcznie. Gmina Trzcianne wraz z Biebrzańskim PN organizuje nawet co roku Mistrzostwa Polski w Koszeniu Bagiennych Łąk dla Przyrody. W zawodach biorą udział mieszkańcy biebrzańskich miejscowości, pracownicy parku , kosiarze z całej Polski, a nawet z zagranicy.
******
Z powodu pogody nie udało nam się niestety zobaczyć wszystkiego, co zaplanowałam, a jest na Ziemi Łomżyńskiej oraz na terenie BPN jeszcze dużo atrakcji przyrodniczych, kulturowych i historycznych. Zdecydowanie warto tu przyjechać wiosną, ale chętnie wybrałabym się raz jeszcze na bagna biebrzańskie latem. Zresztą tu przez cały rok się dużo dzieje . Warto odwiedzić Biały Grąd, ale nie mając dobrego sprzętu fotograficznego, oraz lornetki, woderów lub bardzo wysokich kaloszy - dużo tracimy.
Dziękuję Stachowi za towarzystwo, za to, że ze mną te 4 dni wytrzymał i dowiózł mnie w całości do domu … .
Bardzo późną wiosnę mamy w tym roku, ale krokusy, a tym bardziej przebiśniegi i to w takich ilościach to niespotykane zjawisko o tej porze . No cóż, w wyższych partiach gór jest dopiero przedwiośnie. Pięknie !
Tak ogólnie to paprotnika szczecinkozębnego szukałem w Polsce od wielu lat lecz bezskutecznie [...] No i tak przeczesując kolejne kamieniołomy niespodziewanie natrafiłem na okaz paprotnika o bardzo długim ogonku liściowym i szerokiej nasadzie blaszki liściowej która była miękka i jasnozielona. Już wtedy wiedziałem że to musi być paprotnik szczecinkozębny.
Darek jesteś niesamowity ! Jak Ty znalazłeś ten jeden osobnik w lesie wśród tylu innych paproci i pozostałych roślin ? Gratuluję sukcesu, oraz okrągłej 40 - stej publikacji naukowej ! BRAWO !!!
W poniedziałek śnieg wszystko pewnie poukrywał i kto wie kiedy to się zmieni...
Dokładnie Jolu, już niestety w niedzielę w nocy zima wróciła. Udało Ci się jeszcze złapać trochę słoneczka, dużo wiosennych kwiatuszków i pięknych widoczków .
Jakieś 150 lat temu zrealizowaliśmy szalony pomysł. Zawieźliśmy rowery pociągiem do Wałbrzycha i "wracaliśmy" do domu.
No to musiało być super ciekawie i zapewne też intensywnie ! Rower przynajmniej nie potrzebuje parkingu. Można dojechać wszędzie i zostawić jak coś pod drzewem .
Jolanta napisał/a:
Największe wrażenie zrobiła na nas oczywiście Jaskinia Niedźwiedzia i chyba Osówka
Na mnie również. Dołożyłabym tu jeszcze te Kopaliny.
Jolanta napisał/a:
Rzadko wybieram się w tamte strony, takie tam wszystko ucywilizowane ale może kiedyś...
Trochę drogi jednak jest. Ucywilizowane, ale w małych miasteczkach i wsiach jakby się czas zatrzymał. Dużo pustostanów na sprzedaż, zapuszczone domy i ogrody, sklepy pamiętające czasy PRL-u, obskurne blokowiska, nikt nic nie remontuje, miejscami widać biedę. Naprawdę smutne obrazki. Ludzie stąd raczej wyjeżdżają.
DZIEŃ 4 – SREBRNA GÓRA i GŁUSZYCA (PODZIEMNE MIASTO OSÓWKA)
W poniedziałek po śniadaniu wyruszyliśmy w stronę Srebrnej Góry.
Po 1742 r. (I wojna śląska) część śląskich ziem trafiła w posiadanie Prus. Armia i żołnierze stacjonujący na tych terenach potrzebowali odpowiedniego schronienia oraz strategicznych punktów, które miały im służyć do obrony zajętych ziem. W latach 1765 -1777 na Przełęczy Srebrnej (568 m n.p.m.) Prusacy wybudowali ogromną twierdzę. Najbardziej zaangażował się w jej budowę król pruski Fryderyk II Wielki. Twierdza miała bronić Śląska zdobytego przez Prusy w 1740 roku przed wojskami austriackimi. Budowało ja przez 12 lat prawie 4 tys. ludzi. Niektórzy pracowali pod przymusem. Warownia miała pomieścić nawet 3,5 tysiąca żołnierzy.
Twierdza zbudowana jest z 4 potężnych bastionów, które tworzą tzw. donjon [donżon]. Zalicza się go do jednych z większych tego typu obiektów na naszym kontynencie. W ogóle srebrnogórska twierdza uważana jest za największą górską twierdzę w Europie. Bastiony uzupełnia 6 fortów, które rozlokowane są w pobliżu obiektu oraz po drugiej stronie przełęczy.
Po twierdzy oprowadza przewodnik w stroju pruskiego żołnierza, który w interesujący sposób przedstawia historię i ciekawostki związane z warownią. Można zobaczyć kazamaty, podziemne ujęcie wody wraz z wykutą w skale studnią (53 m głębokości) i mechanizm jej poboru, podziemny most zwodzony, broń i artylerię forteczną używaną do obrony twierdzy, dowiedzieć się jak wyglądało codzienne życie żołnierzy w forcie, poznać wachlarz kar stosowanych za nieposłuszeństwo. Twierdza miała być samowystarczalna dlatego znajdowały się tu magazyny z żywnością i opałem, kaplica, szpital, więzienie, warsztaty rzemieślnicze piekarnia, browar, prochownia i zbrojownia.
Na koniec oprowadzania można usłyszeć i poczuć zapach prochu podczas pokazu strzelania z broni czarnoprochowej.
Twierdza Srebrna Góra jako jedyna na Śląsku nigdy nie została zdobyta. W 1807 roku wytrzymała oblężenie wojsk napoleońskich. Została rozbrojona w 1816 r. Opuszczona przez wojsko po 1867 r. służyła jako pruskie więzienie polityczne i kryminalne.
W czasie II wojny światowej Niemcy utworzyli w niej karny obóz jeniecki o zaostrzonym rygorze. Jeńcy wiezieni byli w fortach Ostróg (Spitzberg) i Wysoka Skała (Hohenstein). Przebywali tu polscy oficerowie wzięci do niewoli w 1939 roku. Od 1941 roku przetrzymywani byli tu żołnierze różnych narodowości: polscy, radzieccy, belgijscy, francuscy, greccy, fińscy. Słynna była ucieczka 10 polskich oficerów, z których 7 schwytano, a trzem udało się dotrzeć do ośrodków formowania armii polskiej na Bliskim Wschodzie. Jednym z oficerów był Jędrzej Giertych, dziadek Romana Giertycha.
W 2004 roku uznano Twierdzę Srebrnogórską za pomnik historii jako nowatorskie dzieło XVIII-wiecznego pruskiego fortyfikatora i wyjątkowy w skali Europy zabytek architektury militarnej.
Warto również przejść wokół całego obiektu. Z murów obronnych i bastionów rozciąga się piękna panorama na okolicę.
Bilet do twierdzy kosztuje 25 zł. Samochód zostawiliśmy na parkingu na przełęczy ( płatny - 10 zł ). Twierdzę można w określone dni zwiedzać również nocą. Jest to ciekawy i unikatowy obiekt, przewodnicy opowiadają z pasją, warto odwiedzić to miejsce.
Opuszczając Srebrna Górę kierujemy się na północny zachód do Głuszycy.
Jakiś kilometr od tej miejscowości, we wsi Sierpnica, znajduje się podziemny Kompleks „Osówka”, jeden z 7 podziemnych kompleksów drążonych w czasie II wojny światowej przez hitlerowskie Niemcy.
Prace rozpoczęły się tu w 1943 r. Całe przedsięwzięcie nosiło nazwę „Riese” czyli „Olbrzym”. Jego cel był utrzymywany w ścisłej tajemnicy. Jedni uważali, że miała tu być tajna kwatera Hitlera, inni, że budowano tutaj hale dla podziemnych fabryk broni, albo laboratoriów atomowych. Być może w Góry Sowie miała zostać przeniesiona z Peenemünde produkcja rakiet V-1 i V-2.
Do dziś nie wiadomo po co Niemcy zbudowali gigantyczny system podziemnych betonowych hal i korytarzy. Przypuszcza się, że w halach, których część po kapitulacji zawalili, może być ukryte złoto lub skradzione dzieła sztuki. Cóż, na razie nikt niczego tu nie znalazł.
Dla turystów udostępnione są trzy obiekty: Podziemne Miasto „Osówka” w Głuszycy, Podziemne Sztolnie Walimia – Kompleks „Rzeczka”, oraz Centrum Muzealno - Turystyczne Kompleks „Włodarz”.
Tego dnia udało nam się zwiedzić tylko trasę historyczną „Osówki”, najciekawszego i najdłuższego kompleksu oraz podjechać pod sztolnie w Walimiu. Zabrakło nam ok. dwóch godzin, żeby załapać się na ostatnie wejście. Sztolnie w Walimiu znajdują się tuż przy drodze, dlatego łatwo jest się przy nich zatrzymać.
Po obiekcie oprowadził nas przewodnik, młody chłopak, pasjonat historii, szczególnie tego miejsca. Zwiedzaniu towarzyszą multimedialne przystanki.
Wydrążone w bardzo twardej skale albo zalane żelbetonem ogromne hale, stropy, rury wentylacyjne, przewody kominowe zrobiły na mnie ponure wrażenie. Momentami ciarki przechodziły mi po skórze. Nie do pomyślenia, że ręce ludzkie były w stanie coś takiego wykonać. A pracowali tu robotnicy i więźniowie z obozu koncentracyjnego Gross-Rosen, jednego z najcięższych niemieckich obozów. Dodatkowo myśl o możliwym przeznaczeniu tego obiektu na fabrykę broni atomowej, przeraża.
Więźniowie musieli kuć korytarze w bardzo twardej skale prymitywnymi narzędziami, a potem wywozić ją na ciężkich wózkach na zewnątrz.
Pomiędzy Rzeczką a Walimiem, w zboczach góry Ostra znajduje się militarny Kompleks „Rzeczka”. Znajdują się tu sztolnie podziemnej fabryki hitlerowskiej. W drodze do domu zatrzymaliśmy się przy nim.
Na takich wózkach więźniowie wywozili ze sztolni skalny urobek, pchając je po szynach.
Smutnym akcentem zakończyliśmy ten dzień, ale dla równowagi Przedgórze Sudeckie ze Ślężą pożegnało nas pięknym zachodem słońca.
Podsumowując, pogoda, oprócz epizodu z burzą , dopisała. Udało się zrealizować prawie wszystkie punkty programu naszego krótkiego wyjazdu. Pozostało jednak w tych stronach jeszcze wiele niezwykłych miejsc na kolejne wycieczki. .