Ostatnio poruszony został temat schodzenia ze szlaków, czyli popularnego wśród nas chaszczingu. Co prawda post został usunięty z powodu złamania regulaminu, jednak temat wydaje się ciekawy.
Może nie do końca w temacie, ale w związku z nieszczęsnym postem chciałbym sprostować nieprawdziwe informacje tam zawarte otóż na Wielkiej Przehybie nie ma żadnego rezerwatu ani ostoi zwierząt, nie wspominam już o Parku Narodowym, bo takowego, z tego co wiem, w ogóle nie ma w Beskidzie Sądeckim, natomiast sam szczyt znajduje się oczywiście poza szlakiem.
Osobiście mam zdecydowanie negatywny stosunek do zamykania gór (i udostępniania ich wybranym, czytaj: posiadającym odpowiednie fundusze, bo tak to potem w praktyce wygląda - vide: Slowackie Tatry, ale też Himalaje, Karakorum itp., gdzie sowicie płatne "pozwolenia" stały się całkiem dochodową dziedziną gospodarki). Pisałem już o tym nieraz, więc nie chcę tutaj rozwijać tego tematu. Natomiast uważam, że las, góry itp. miejsca powinniśmy zostawiać w takim stanie, w jakim je zastaliśmy i tej zasady staram się z reguły trzymać.
Jeszcze jedna refleksja - w Niżnych Tatrach na Słowacji nawet wiele szlaków to prawdziwy chaszczing i polecam te rejony wszystkim tym, którzy chcieliby zobaczyć góry nienaruszone działalnością turystyczną. Mam w szczególności na myśli wschodnią ich część (pasmo Kralovej Holi, okolice Velkej Vapenicy, Homolki itp.), aczkolwiek nie tylko, bo dzikie ostępy znajdziemy też np. między Poludnicą i Krakovą holą, na Demianovskiej horze (przedzieranie się przez powalone drzewa na zboczach tej góry to prawdziwa akrobatyka sportowa), w rejonie Vlk. Boku itp.