Pogoda wciąż dobra, to już 7 weekend z rzędu ze słońcem. Wycieczka nr 13 od 26 września. Kolorowa jesień wygląda na zakończoną. Najwięcej słońca miało być na zachodzie i faktycznie cały dzień świeciło. Wybrałem się do Brennej, żeby połazić po mało znanych okolicach.
Najpierw uderzam bezszlakowo na Żar w "masywie" Równicy.
Piękne chaszczowanie już na samym początku ![]()
Są widoki jest dobrze ![]()
Z Żaru na Lipowski Groń.
Równica. Tam idę.
Piękne trawy na Równicy.
Schodzę zielonym w dół.
I wychodzę na grzbiet Horzelicy.
Jeszcze modrzewie robią kolory ![]()
Widok na Równicę.
Grzbiet Horzelicy jest bardzo ładny i widokowy, lubię go.
Miałem dojść do wieży na Starym Groniu, ale dzień się zaczął kończyć, więc już sobie darowałem. Znowu w dół, tym razem żółtym.
Bałem się, że już słońca nie zobaczę. Gnałem więc jak szalony na Orłową i zdążyłem na zachód.
A potem zaskoczyły mnie ciemności.
Przeszedłem Beskidek i Równicę. Plan przewidywał zejście bezszlakowe przez Kamionkę.
Na zejściu z Kamionki całkiem fajna droga została zawalona drzewami wycinanymi w ramach prac leśnych. Niech mi ktoś mądry powie, dlaczego zawalają tymi drzewami drogę? Ot tak mają w dupie gdzie to drzewko upadnie, czy jest w tym większy sens, którego w ciemnościach nie widziałem?
Potem dywanem szeleszczących lisci.
Na koniec przez krzoki. Jak już uznałem, że się zgubiłem, to prawie dobiłem do auta. Na dodatek mojego, ale niespodzianka ![]()
Wycieczka trochę męcząca. Trzy razy wychodziłem na grzbiet i schodziłem na sam dół. Górki niby małe, ale mnie sponiewierały. Dobrze, że Ukochanej nie było, bo miałbym przerąbane ![]()