
DZIEŃ 7 – Park Narodowy Dovrefjell
Obok Parku Narodowego Hardangervidda, a potem, jak się okaże, jeszcze Rondane, Park Narodowy Dovrefjell, to było miejsce, gdzie mogłabym wracać „bez końca”
.
Park Narodowy Dovrefjell jest parkiem od 1974. Obejmuje góry Dovre z unikalną rzeźbą polodowcową. Dolina Drivy (Drivdal) dzieli park na dwie części: wschodnią z płaskowyżem 1000-1300 m n.p.m. o wapiennym podłożu i znacznym bogactwie flory oraz zachodnią, bardziej górzystą, z najwyższym szczytem o nazwie Snöhetta o wysokości 2286 m n.p.m. Klimat parku jest kontynentalny. Ciekawostką jest, że występuje tu najbardziej na południe wysunięte stanowisko subarktycznego torfowiska typu palsa.
Palsa zwana również bugierem mrozowym to wg Wikipedii: „rodzaj niewielkiego, kopulastego pagóra mrozowego, występującego na obszarach tundrowych. Jego wysokość sięga 2-10 metrów. Zbudowany jest z jądra mineralnego (mułowego), mineralno-lodowego lub lodowego, powstającego w wyniku zamarzania gruntu zimą i zasysania wody z niezamarzniętej warstwy gruntu oraz z pokrywy torfowej, izolującej jądro, co umożliwia długotrwałe, nieprzerwane istnienie bugra z soczewkami lodowymi również na terenach poza strefą zalegania wieloletniej zmarzliny.
Miejsca, gdzie zalega/zalegała wieloletnia zmarzlina bardzo dobrze widać. O tej porze roku tworzą się tu podmokłe miejsca (bagna, młaki, torfowiska) albo małe bajorka lub jeziorka.










Palsę porasta niezliczona ilość porostów, najwięcej z rodziny chrobotkowatych.
Chrobotek reniferowy (Cladonia rangiferina) – to właśnie ten porost tworzy jasne plamy na wzgórzach. Przy bliskim kontakcie przypomina małe różyczki kalafiora.



Płucnica islandzka (Cetraria islandic)

Inne porosty z rodziny chrobotkowatych.


I nie tylko. 




Także mchy.


Możemy tu również spotkać ogromne ilości roślinności będącej reliktami glacjalnymi, czyli organizmami będącymi pozostałością z okresu lodowcowego np.:
brzozę karłowatą (Betula nana),

wierzbę lapońską (Salix lapponum),

malinę moroszkę (Rubus chamaemorus) – o tej porze roku pozostały po niej tylko wyschnięte owocostany.

bażynę czarną (Empetrum nigrum)

zimozioła północnego (Linnaea borealis), ponoć ulubioną roślinę Karola Linneusza, która otrzymała nazwę naukową na jego cześć i na jego własne życzenie. Zimoziół rośnie licznie w tundrze i tajdze i jako relikt glacjalny jest coraz rzadziej spotykany. Występuje również w Polsce i objęty jest u nas ochroną prawną. Gatunek jest charakterystyczny ze względu na swe efektowne, delikatne kwiaty i bywa czasem uprawiany jako roślina ozdobna.

Rosną tu również duże ilości jałowca pospolitego (Juniperus communis), rośliny charakterystycznej dla tundry górskiej, bo tak też określa się często formację roślinną związaną z klimatem górzystych terenów strefy borealnej.


Poza ciekawą roślinnością tundrową, dumą Parku Narodowego Dovrefjell są woły piżmowe i to one miały być tego dnia naszym głównym celem.


Po śniadaniu wyruszmy na całodzienną wyprawę górskimi bezdrożami parku w poszukiwaniu tych ciekawych zwierząt. Wg zapowiedzi…, ”jeśli będziemy mieli tego dnia szczęście możemy spotkać również łosie, daniele, jelenie, a nawet dzikie renifery”. Cóż, nie była to nieprawda. Tu jest dzika przyroda, nic nie jest na zamówienie.
Wszystko zależy od szczęścia. I bardzo dobrze ! 
Ok. godz. 9.00 ruszamy do Kongsvold Fjeldstue, gdzie spotykamy się z naszym lokalnym przewodnikiem, który ma nas wprowadzić w arkana tropienia piżmowołów
.



Przewodnik uświadamia nas na wstępie o wszelkich zagrożeniach, niedogodnościach i co tam jeszcze może nas na tej „trudnej” trasie przez bezkres parku Dovrefjell czekać. Nie wie tylko, że my raczej należymy do „zaprawionych w boju rycerzy”
. Ale wysłuchać i zakodować trzeba. ! Jedyną lekcją jaką wynieśliśmy z tego pouczającego wstępu to było – uczmy się języków obcych
– zwłaszcza tego wszędobylskiego angielskiego !


Informuje nas również jakie osobliwości przyrody możemy spotkać podczas safari (bo tak się taka zorganizowana impreza nazywa).


Po instrukcjach ruszamy na szlak, który mnie już od pierwszego kroku wciąga aż po samą szyję
. Czegoś tak ogromnego, niesamowitego w różnorodności i pięknie nigdy w życiu nie doświadczyłam. Zdjęcia nie oddają potęgi bezkresu ani różnorodności biologicznej tego obszaru, ale nic innego nie jestem Wam w stanie pokazać
. Jeśli będziecie kiedyś w Norwegii, nie omijajcie tego miejsca. Tu człowiek czuje się naprawdę wolny i zarazem bardzo „mały”. Tylko Ty i przyroda, nic więcej.
Cisza albo przenikliwy wiatr. Oba są jedynymi Twoimi towarzyszami.
Ruszamy ! 




Sierść piżmowołu !

Odchody !


Świeże ślady racic, to dobre znaki. Jest szansa, że uda nam się zobaczyć te zwierzęta. 



Po kilkugodzinnej wędrówce z przerwą na kawę i ciasteczka
udało się nam w końcu wytropić rodzinę piżmowołów: samicę z młodymi. To był niezapomniany widok
.




Podążając dalej wypatrzyliśmy także samotnego byka. Podczas obserwacji należy zachować ostrożność (co najmniej 200 m odległość), gdyż z natury spokojne piżmowoły potrafią w razie zagrożenia zaatakować i biec z prędkością nawet 60 km/h. Nie mielibyśmy wtedy szans. Obecnie liczebność stada w Parku Dovrefjell wynosi ok. 100 sztuk.

Obserwować woły piżmowe w ich naturalnym środowisku moglibyśmy bez końca
, jednak czas mieliśmy trochę ograniczony. Wracając natknęliśmy się jeszcze na pardwę mszarną (Lagopus lagopus), gatunek ptaka z rodziny kurowatych. Ptaki te zmieniają barwę upierzenia w zależności od pory roku. W zimie ich pióra są w większości białe.

i pięknie ubarwioną siewkę złotawą (Pluvialis fulva).

Nie udało nam się tego dnia zobaczyć stada dzikich reniferów, ani innych zapowiadanych atrakcji, ponieważ znajdowały się najprawdopodobniej po drugiej stronie wzniesienia. Niestety czas przeznaczony na nasze safari nie pozwolił nam na pokonanie takiego dystansu. Pomimo tego, wrażenia z tego dnia zostaną w mojej pamięci na zawsze. To była mega dawka pozytywnych przyrodniczych przeżyć
. To było to, co lubię najbardziej
.

Wróciliśmy na ranczo zmęczeni całodzienną wędrówką, ale naładowani do pełna pozytywną energią.
I co … ? W naszych głowach zaczął się rodzić istnie szalony pomysł … . Kolejny dzień zapowiadał się pod względem pogody równie piękny jak dzisiejszy – a co jakby tak wrócić na Drogę Trolli … ???
A co ? Podejmujemy przy kominku próbę pertraktacji z naszym nowym kierowcą
.
c.d.n.