DZIEŃ 6 - Trollstigen (Droga Trolli) - Hjerkinn (ok. 265 km)
Za oknem deszcz i mgła. Hmm … niby nie powinno nas to w ogóle dziwić, przecież jesteśmy w Norwegii
, ale przyzwyczailiśmy się do pięknej pogody od samego początku i ciężko nam było pogodzić się z taką nagłą zmianą.
Pomimo deszczu, momentami ulewnego, musimy ruszać w dalszą drogę. W planie dnia jest jedna z największych atrakcji turystycznych Norwegii – Trollstigen czyli Droga Trolli, albo „Drabina Trolli”. Ponieważ jesteśmy grupą „niepoprawnych optymistów”
, do końca wierzymy, że poranne zamglenie i ulewy po dotarciu na miejsce ustąpią, wyjdzie słońce i uda nam się nacieszyć oko widokami na trakcie Trolli.
Droga Trolli to wąska i stroma szosa o nachyleniu 12%. Jest na niej 11 bardzo ostrych zakrętów. Większość pod kątem 180 stopni, które wiodą nad przepaściami. Na szczycie jest parking i punkt widokowy Utstiken, z którego rozciąga się urzekająca panorama na całą dolinę i otaczające szczyty górskie o wysokości 1500-1600 m. n.p.m. o ciekawych nazwach: Kongen (Król – 1614 m), Droningen (Królowa – 1544 m) i Bispen (Biskup – 1462 m). Drogę budowano 8 lat. Uroczyste otwarcie nastąpiło w 1936 r. przez króla Haakona VII. Zaczyna się łagodnym podjazdem z głębi Doliny Isterdalen. Następnie licznymi serpentynami trawersuje zbocze na wysokość 852 metrów n.p.m., aż do Przełęczy Alnesreset. Stąd rozpoczyna się ponownie łagodny zjazd do miejscowości Valldal nad Nordfjordem. Można również podjeżdżać z Valldal. Ciekawym przeżyciem jest zarówno wyjazd, jak i zjazd z góry. Na przełęczy znajduje się centrum turystyczne, gdzie można się m.in. zapoznać z historią Drogi Trolli. Droga jest otwarta tylko od połowy maja do października. Poza tym okresem jest całkowicie nieprzejezdna. W połowie trasy można się zatrzymać przy niedużym mostku. W tym miejscu spada z wysokości 180 metrów malowniczy wodospad Stigfossen.
Cóż, na nic zdaje się opisywanie czy czytanie, jeśli człowiek nie może zobaczyć tego na własne oczy … .
Z Ålesund jedziemy w kierunku miejscowości Valldal. Krótką przerwę, przy silnie padającym deszczu, zrobiliśmy przy Wąwozie Gudbrandsjuvet. Gudbrandsjuvet to potężny przełom na rzece Valldola River, przy drodze między Trollstigen a miejscowością Valldal. Stanowi go wąski na 5 metrów i głęboki na 20-25 m. wąwóz. Przepływająca rzeka utworzyła kompleks głębokich dziur i skomplikowanych formacji skalnych, w których powstaje imponujący system wirów. Nazwa wąwozu wywodzi się od osobnika o nazwisku Gudbrand, który wraz z porwaną narzeczoną w 1500 r. przeskoczył go w najwęższym miejscu. Nad wąwozem wybudowana jest platforma widokowa, stanowiąca sieć ogrodzonych kładek, miejscami wiszących bezpośrednio nad czeluścią spienionej wody, z których można bezpiecznie obserwować niesamowity spektakl potęgi przyrody.
Ogromna siła spienionej górskiej rzeki, przedzierającej się przez wąskie skalne gardło robi wrażenie
.
fot.AJ
fot.AJ
Padający deszcz nie pozwala niestety na dłuższy spacer. Uroku temu miejscu dodają kwitnące kwiaty, zwłaszcza fioletowo - różowe łubiny
.
Mgła gęsta jak mleko i nisko wiszące chmury sprawiły, że dalsza droga mijała nam raczej na słuchaniu muzyki, niż podziwianiu widoków. Chociaż trzeba przyznać mgliste obrazki też miały coś w sobie. Nadawały norweskiemu krajobrazowi melancholii, tajemniczości i mroczności.
Niestety nic nie wskazywało na to, żeby miało się to w najbliższych godzinach zmienić.
Jesteśmy w Valldal. Okolice Valldal i Romsdal słyną z łagodnego mikroklimatu, co wykorzystuje się do uprawy truskawek. Często nazywane są norweskim zagłębiem truskawkowym. Latem odbywa się tu Festiwal Truskawek. Norweskie truskawki są bardzo słodkie, soczyste i pachnące. Mieliśmy okazję popróbować pysznych „norske jordbær” w Hjerkinn.
Powoli zaczynamy wjeżdżać pod górę. Mgła całkowicie przysłania widoki.
Na szczycie nie ma nic lepiej.
I to by było na tyle….
Szkoda, wielka szkoda, trochę podłamani zjeżdżamy z góry i kierujemy się do miejscowości Hjerkinn. No cóż Trolle chyba nas nie polubiły…
Przed nami jakieś 145 km drogi.
Do Hjerkinn dotarliśmy po południu. Jeszcze siąpiło, ale pojawiały się od czasu do czasu okna pogodowe, miejscami nawet słońce nieśmiało wyglądało zza chmur.
Hjerkinn przywitało nas tak:
Na pierwszy rzut oka ciężko było powiedzieć co nas na takim ogromnym „bezludziu” czeka, ale okolica i ranczo Hjerkinn Fjellstue, na którym mieliśmy spędzić dwa dni, były niesamowite !
.
Ranczo w Hjerkinn to bardzo klimatyczne i ciepłe miejsce, z prawdziwie domową atmosferą i pysznym regionalnym jedzeniem
. Doskonałe dla amatorów jeździectwa, jazdy na rowerze, ale przede wszystkim miłośników pieszych wędrówek. Hoduje się tu konie rasy irlandzkiej.
Ale my przyjechaliśmy tu na woły piżmowe (Ovibos moschatus)
.
Hjerkinn to doskonała baza wypadowa do zwiedzania Parku Narodowego Dovrefjell.
Bardzo rozległy masyw górski Dovrefjell leży w samym sercu kraju i jest dumą Norwegów. Park narodowy założono tu w 1974 r. Jego powierzchnia liczy obecnie 4367 km ². Składa się z dwóch części, które dzieli droga. Chroni się w nim przede wszystkim unikatowy dziki krajobraz wysokogórski oraz florę i faunę, która nie występuje nigdzie indziej, albo jest zagrożona wymarciem. Na jego obszarze żyją zwierzęta typowe dla obszarów okołobiegunowych jak: dzikie renifery, lisy arktyczne, łosie, pardwy i sprowadzone tu w 1931 r. z Grenlandii piżmowoły, po norwesku „musky okse”. Stały się one symbolem parku. Wybierając się na wycieczkę po parku jest duża szansa spotkania z tymi zwierzętami. Najlepiej szukać ich z przewodnikiem na zorganizowanych wyprawach w teren. Tego typu atrakcja czekała na nas kolejnego dnia.
Po zakwaterowaniu udałyśmy się na mały rekonesans. Moją uwagę od samego początku przykuły jasne plamy porostów na wzgórzach. Obiecałam się im kolejnego dnia bliżej przyjrzeć. Tymczasem te i wiele innych ciekawych roślinek znalazłyśmy spacerując wieczorem po okolicy.
Dziewięciornik błotny (Parnassia palustri) zwany także wyrwitańcem lub poruchą. To roślinka górska, charakterystyczna dla podmokłych terenów: młak, torfowisk, wilgotnych skał. Można ją spotkać do wysokości 2500 m n.p.m. Rośnie także u nas. Jako ciekawostkę dodam, że według górali z okolic Nowego Targu noszenie kwitnącej rośliny sprzyja zaskarbieniu sobie miłości wybranego mężczyzny.
.
W Hjerkinn musieliśmy się niestety pożegnać z naszą przesympatyczną parą przewodników Benem i jego żoną Edel.
Tu kończyła się ich praca. Zastąpił ich kierowca - przewodnik, który towarzyszył nam już do samego końca podróży.
Wieczorne niebo wskazywało poprawę pogody. Pomimo porannego rozczarowania, poprawiły nam się teraz nieco humory i każdy z niecierpliwością oczekiwał dnia kolejnego …
.
c.d.n.






