
DZIEŃ 4 – Hafslo - Ålesund (ok. 360 km)
Po śniadaniu udaliśmy się do Parku Narodowego Jostedalsbreen. Utworzono go w 1991 r. m.in. w celu ochrony największego lodowca kontynentalnej Europy – Jostedalsbreen oraz przyrody otaczających go pięknych dolin.
Lodowiec Jostedalsbreen nie pozostał na Płw. Skandynawskim po epoce lodowcowej. Około 5 tys. lat temu stopniał całkowicie podczas globalnego ocieplenia, a następnie powoli się odrodził. Swoje największe rozmiary osiągnął podczas tzw. małej epoki lodowcowej, około 1750 r. Istnienie Jostedalsbreen, mimo niesprzyjających dodatnich temperatur, umożliwiają stałe i obfite opady śniegu. Części lodowca, które leżą nieco niżej, narażone są niestety na szybkie topnienie. W skutek ocieplenia klimatu opady śniegu nie są już w stanie pokryć szybszego od nich topnienia i od lat naukowcy odnotowują systematyczne cofanie się ramion lodowca. Jako najlepszy przykład podaje się często jęzor Briksdalbreen, który w roku 2006 cofnął się aż o 146 m.
Przypomnę, że lodowce skandynawskie tworzą odrębną grupę zwaną lodowcami fieldowymi. Zamiast typowego dla np. lodowców alpejskich pola firnowego, od którego odchodzi pojedynczy jęzor, lodowiec fieldowy składa się z ogromnej czaszy pokrywającej najczęściej wierzchołki górskich płaskowyżów (fieldów), od której odchodzą w różnych kierunkach ramiona (jęzory). Lodowce są w ciągłym ruchu, a ich ramiona ciągle się cofają. Niektóre w bardzo szybkim tempie. W każdej chwili może się oderwać od nich kilkumetrowa bryła lodu (udało nam się to spektakularne zjawisko podczas pobytu zobaczyć na własne oczy), dlatego zabronione jest zbyt bliskie podchodzenie i już tylko na nieliczne można się wspinać, korzystając oczywiście z usług wyspecjalizowanych firm i przewodników.
Powierzchnia Jostedalsbreen wraz z jęzorami wynosi 487 km², a jego czasza ma ponad 60 km długości. Z masywu lodowca spływają 22 jęzory lodowe. Tego dnia chcieliśmy zobaczyć z bliska kilka takich małych lodowych jęzorów gigantycznego Jostedalsbreen’a. Najbardziej znane to Nigardsbreen, Bergsetbreen, Austerdalsbreen i Briksdalbreen. Tak na marginesie, słowo „breen” po norwesku znaczy lodowiec. Jostedalsbreen mieni się niezliczonymi odcieniami błękitu, co sprawia, że można się nim zachwycać bez końca.
Podczas drogi do Briksdalbreen, jednego z najefektowniejszych jęzorów, przejeżdżaliśmy przez malowniczą górską dolinę - Myklebustdalen w regionie Sogn og Fjordane.
Górskie szczyty i turkusowa woda Jeziora Oldenvatnet.
W tej okolicy zatrzymaliśmy się na chwilę przy dwóch innych jęzorach: Boyabreen i Supphellebreen. To była zapowiedź tego, co na nas dopiero czekało
.
Boyabreen
Supphellebreen
Oba lodowce, jak widać, mocno się cofnęły.
Dojeżdżamy malowniczą trasą do końca drogi. Za szybą busa piękne U-kształtne doliny, jeziora i „dymiące” góry ![]()
Z parkingu ścieżką wśród wysokich skalnych ścian, huczących i pieniących wodospadów na rwącym potoku zasilanym wodami wypływającymi spod lodowca, wspinamy się pod lodowiec Briksdalbreen.
Ścieżka zatłoczona, ponieważ lodowiec chcą zobaczyć wszyscy. Turystów, którzy nie są w stanie wyjść o własnych siłach wywozi się elektrycznymi pojazdami zwanymi trollami lub wagonikami.
My jednak mimo wymyślnych udogodnień wybieramy spacer.
Kociołek wietrzeniowy – jest to jedna z form wietrzenia fizycznego płaskich powierzchni skalnych związana z zamarzaniem i rozmarzaniem wody (tzw. wietrzenie mrozowe).
Podczas spacerku przechodzi się przez kilka mostków i raz po raz mija wodospady. Najpiękniejszym i robiącym największe wrażenie jest wodospad Briksdalfossen.
Wierzba lapońska (Salix lapponum) jest rośliną z rodziny wierzbowatych. Występuje w rejonach alpejskich Europy, w Azji, na Półwyspie Skandynawskim oraz w okolicach koła podbiegunowego. W Polsce występuje tylko we wschodnich Karkonoszach, na Mazurach oraz na Wyżynie Lubelskiej. Jest pod ścisłą ochroną. Jest to relikt glacjalny, czyli gatunek pochodzący z okresu zlodowaceń.
Lodowiec Briksdalbreen w bardzo szybkim tempie topnieje.
U jego stóp jest płytkie jezioro zasilane wodą, która spod niego wypływa. Ma charakterystyczny mleczno-seledynowy kolor i zawiera masę drobinek minerałów niesionych z wodą spod lodowej czaszy. Woda w jeziorku nawet w największe upały jest bardzo zimna.
Po błękitnych lodowcach pora ruszyć w dalszą drogę.
Czekał już na nas prom w Geiranger.
Z pokładu, podczas prawie godzinnego rejsu, rozkoszowaliśmy się widokami Geirangerfjordu – najbardziej rozreklamowanego i ponoć najpiękniejszego norweskiego fiordu, zwanego „królem fiordów”. W 2005 r. został wpisany na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO. Ma długość 15 kilometrów. Mogą do niego wpływać nawet wielkie oceaniczne wycieczkowce. Jest to możliwe dzięki wyjątkowej głębokości fiordu, który w najgłębszych miejscach liczy aż 600-700 metrów.
Pogoda sprzyjała. Popołudniowa lekka mgiełka i chylące się ku zachodowi słońce muskało złocistymi promieniami wysokie skalne ściany z kaskadami wodospadów. Miód dla oczu. ![]()
Spośród wodospadów największe i najbardziej znane to De Syv søstrene -"Siedem Sióstr", Friaren -"Zalotnik" i Brudesløret -"Ślubny welon". Spadają wprost do fiordu z prawie 300 metrowych ścian.
Przed wojną wzdłuż stromych brzegów fiordu mieszkali ludzie na odizolowanych od świata farmach. Historie opowiadają o dzieciach przywiązywanych do palików, aby podczas zabawy nie spadły z urwiska oraz o farmerach blokujących głazami ścieżki by uniemożliwić przejście poborcom podatkowym. Ostatni mieszkańcy wyprowadzili się stąd dopiero w 1961 r. Do dzisiaj pozostały na brzegach opuszczone farmy. Dba o nie lokalne towarzystwo przyjaciół fiordu. Do jednej z nich – Skageflå można dotrzeć ścieżką z Geiranger, do pozostałych już tylko łodzią.
Po dotarciu do położonej po drugiej stronie fiordu niewielkiej miejscowości Hellesylt koniecznie trzeba było zobaczyć fiord z góry. Najlepsze widoki są z punktu widokowego na samym końcu malowniczej Drogi Orłów (Ørnevegen) .
Widok na Hellesylt i wznoszącą się serpentynami pod górę Drogę Orłów.
Jest z niej doskonały widok zarówno na fiord, jak i góry. Oczywiście super by było wspiąć się na jeden z otaczających fiord szczytów (prowadzą na nie ścieżki i szlaki) i stamtąd podziwiać widoki. Cóż, może innym razem … ?
.
Widok z platformy na szczycie Drogi Orłów – zdjęcia nie oddają niestety ogromu fiordu i jego niesamowitej urody.
Po tak fascynującym dniu czekała nas jeszcze prawie dwugodzinna malownicza trasa do portowego miasteczka Ålesund.
Mieliśmy w nim spędzić noc i cały kolejny dzień. ![]()
c.d.n.

