Jak już wiadomo weekend był piękny 
Drugiego dnia, korzystając z tego, że niedziela nie była handlowa, również wybraliśmy się na wycieczkę.
Podjechaliśmy do Lubomierza i poszliśmy sobie rozległymi łąkami bezszlakowo w górę.
Pierwszym napotkanym kwiatkiem była stokrotka.
Były tez oczywiście krokusy. Te są trochę inne niż normalne - maja białe znamiona (to coś w samym środku pomiędzy pręcikami, zwykle koloru pomarańczowego.)
Pierwsza w tym roku prymulka (pierwiosnek).
W ten oto przyjemny sposób dotarliśmy na górkę Kobyla Głowa, gdzie odpoczęliśmy na krokusowej polance.
Potem był mniej ciekawy odcinek leśny. Jednak byłbym zwyrodnialcem, gdybym miał coś marudzić. Nastawiałem się na mocne chaszczowanie po stromych zboczach, a okazało się, że trafiliśmy na idealną drogę, która doprowadziła nas do żółtego szlaku w okolicach Jaworzynki.
W górze krokusów jeszcze więcej.
Nie jest ich tyle co w Chochołowskiej, ale jest wystarczająco dużo, nie ma tłumów, ani strażników wlepiających kary za schodzenie ze szlaku.
Polana Podskały.
Jest i to, czego nie ma w Chochołowskiej, ani nigdzie indziej - unikalne białe krokusy
Pojawia się śnieg. Za Gorcem Troszackim dodatkowo wiatr.
W lesie śniegu jest już całkiem sporo, ale jak widać niektórym jest gorąco.
Dochodzimy na polanę Pustak. Jakiś marny widok na Tatry.
Następnie wracamy kawałeczek na Kudłoń i wchodzimy czarnym szlakiem w dół. Północne stoki są mocno oblodzone, aż przydałyby się raki. Trochę niżej zaczynają się wychodnie skalne i jest już przyjemnie.
Kudłoński Baca.
Bacówki to jednak solidne konstrukcje. Dach wygląda jakby się miał zawalić lada moment... a utrzymał Tobiego.
W zacienionych miejscach krokusy idą już spać.
A my mamy jeszcze trochę ładnych widoków na górki po których chodziliśmy.
Cóż mogę napisać... bardzo fajna wycieczka. Jestem usatysfakcjonowany w pełni 