Drugiego dnia zrobiliśmy klasyczną trasę po Sulowskich Skałach. Odległościowo jest to praktycznie spacer, przystosowany pod niedzielnych turystów. Mieliśmy więc komfort nieograniczonej ilości czasu, spokój ducha. Zapraszam.
część 2 - Sulowskie Skały klasycznie
Wyruszamy w gęstej mgle, w lesie w miarę nabierania wysokości zaczyna się przejaśniać. Mam nadzieję, że wyjdziemy ponad.
W okolicach Gotyckiej Bramy zaczyna się coś dziać.
Siedzimy i czekamy jak się sytuacja rozwinie. Wszystko zmienia się na naszych oczach.
Widmo Brockenu - pierwszy raz je widzę poza Tatrami.
Robimy obowiązkowe kółko wokół Gotyckiej Bramy.
Ruszamy dalej, zaliczając wszystkie punkty widokowe.
Z których widać, że mgły są coraz niżej.
Podchodzimy pod Sulowski Zamek (Súľovský hrad 660).
Znowu te mgiełki. Ale już coraz dalej i niżej.
Na Skały widok już czysty.
Kotlina Sulowska również już bez mgieł.
Jeszcze tylko w Dolinie Wagu się trzymają.
Schodzimy z zamku. Pamiętam, że Strzępek po tej drabinie nie dał rady, trzeba go było znieść... a Tobi sobie poradził.
Idziemy dalej. Czerwonym szlakiem, coraz wyżej.
Odpoczywamy pod okapem skalnym.
Od szlaku co chwilę odbijają oznakowane podejścia na punkty widokowe. Warto je zobaczyć wszystkie.
Poza tym nudy. Okolice południa, czyli światło do bani. Profesjonalni fotografowie robią zdjęcia tylko jak są "złote godziny". ale ja robię non-stop ![]()
Kolejny punkt widokowy. Najwyższa skała to Brada (816), kiedyś szukaliśmy na nią wejścia, ale jest to możliwe tylko dla prawdziwych skałkowych wspinaczy.
Grzbiet, który mamy już za sobą.
Inny piękny widok.
Idziemy dalej.
Cała kotlina Sulowska wzdłuż.
Pod tymi skałkami będziemy za chwilę schodzić w dół.
Gigantyczna brama skalna na zejściu żółtym szlakiem.
Kolory powinny być już lepsze... zbliża się "złota godzina" ![]()
Idziemy jeszcze do Jaskini Šarkania diera (Smocza Dziura). Ukochana pokazuje Tobiemu inną drogę niż po drabinie. Mógłby sobie nie poradzić, bo metalowa śliska i długa.
Widoki na podejściu do jaskini.
Smocza Dziura jest na tyle duża, że smok mógłby się zmieścić.
Zejścia trochę się obawiałem. Pamiętam, że Strzępek tutaj miał mały wypadek. Schodząc bokiem ześlizgnął się i spadł na dolną cześć drabinki, ale na szczęście nic mu się nie stało. Tobi poradził sobie bez problemu.
Zachód tym razem mieliśmy na dole.
Pyskata Kaczka - tam wczoraj siedzieliśmy o tej porze.
Podsumowując, kiepski dzień. Rano słaba widoczność, trasa zrobiona krótka, w żółwim tempie. W zasadzie żadnych atrakcji po drodze. Nie polecam Sulowskich Skał.
C.D.N.