Ciekawe, gdzie dokładnie był ten dom wczasowy?
Powyżej w poście 10 MF
Dla uzupełnienia podobny artykuł.
Nie jesteś zalogowany. Proszę się zalogować lub zarejestrować.
Forum Beskidu Małego » Posty przez nena
Ciekawe, gdzie dokładnie był ten dom wczasowy?
Powyżej w poście 10 MF
Dla uzupełnienia podobny artykuł.
Wygląda jak jakaś patelnia, tylko uchwytu brak
A może to jakiś gong ... ? ![]()
No masz …
, gdybym wiedziała, to bym go znalazła, a tak to ja właściwie do środka schronu nie wchodziłam. No nic, następnym razem go poszukam. ![]()
Tak, piękne foty, piękne
![]()
Przerażająca prawda. Aż nie chce się wierzyć jak można wyprać mózg człowiekowi i do jakich potworności są zdolni fanatycy. Ciekawy artykuł.
Piękna ta Wielka Racza. Na pewno kiedyś tam wrócę
.
Nie wiem, ile razy byłem na Wielkiej Raczy, ale jedno wiem - na pewno kiedyś tam wrócę
Chociażby dla samych widoków ...
O tak, każdy z nas ma takie miejsca, które miło i długo wspomina i chętnie do nich wraca. ![]()
nena napisał/a:Buki zaczynają się powoli przebarwiać.
No nie poganiaj tak tej jesieni!
Z tego co widzę, lata już niestety nie zatrzymam …
A strasznie mi żal, że tak szybko się kończy/a dla mnie praktycznie skończyło, buuuuuuuuu ![]()
Po tatrzańskich wędrówkach pora powrócić w Beskidy. Padło na Wielką Raczę. Nigdy na niej nie byłam i teraz wiem, że to był duży błąd i wstyd ...
![]()
Wyruszamy przedpołudniem do Rycerki Górnej. Parking przy leśniczówce jest już całkowicie zapchany. Zostawiamy więc auto na osiedlu Ciapków przy fajnym polu biwakowym.
Nie chce nam się wracać do parkingu, do szlaku żółtego. Idziemy więc wzdłuż potoku Ciapków, najpierw drogą asfaltową, która bardzo łagodnie pnie się w górę, później szutrową, a następnie będziemy się trochę wspinać do szlaku czerwonego. Jest to droga zwózki drzewa. Wzdłuż pełno więc ściętych drzew, przygotowanych do transportu. Nie spotkaliśmy tu żadnego turysty ...
.
W lesie przy drodze wypatrzyłam pięknego gałęziaka bladego (Ramaria pallida), zwanego także koralówką bladą. Grzybek rzadki, ale nie podlega ochronie.
Ostrożeń warzywny (Cirsium oleraceum), rośnie go tu bardzo dużo. Od innych ostrożeni wyróżnia się m.in. bladożółtymi kwiatami i niekłującymi liśćmi i łodygami. Ma właściwości lecznicze i sporo białka, wapnia, potasu, magnezu oraz wit. C. Jest wartościową paszą dla zwierząt. W Japonii i w Indiach jest uprawiany jako warzywo, stąd zapewne jego nazwa.
Rośliną porastającą latem przydrożne rowy jest wrotycz (Tanacetum vulgare). Ma bardzo intensywny, niezbyt przyjemny zapach. Roślina ma wszechstronne zastosowanie w ziołolecznictwie. Zawiera wiele cennych olejków, laktonów i terpenów.
Sadziec konopiasty (Eupatorium cannabinum) – kolejne cenne ziółko z przydrożnego rowu, pomocne w leczeniu m.in. chorób kobiecych i reumatycznych.
A poniżej barszcz zwyczajny (Heracleum sphondylium), często wykorzystywany w dawnej kuchni (stąd nazwa). Dzisiaj zapomniany i niedoceniany, a ze strachu przed pomyłką z innymi gatunkami np. barszczem Sosnowskiego, w ogóle omijany lub niszczony.
I tak sobie idąc wzdłuż drogi fociłam to z prawej to z lewej wszelakie zielsko, aż nas zastało południe
. Słońce prażyło niemiłosiernie. Momentami chmury próbowały przykryć całkiem niebo i straszyć burzą, ale prognozy na dzisiaj były przecież optymistyczne, więc się nie martwimy… . ![]()
Koniec łatwizny, teraz zaczyna się wspinanie pod górkę. Musimy wydrapać się do szlaku czerwonego.
Ale ładne widoczki nam to rekompensują.
)( Przegibek i schronisko
Buki zaczynają się powoli przebarwiać.
Wychodzimy na szlak i teraz dopiero widzimy turystów
i tak już będzie do samego szczytu Wielkiej Raczy. Do mojej kolekcji ziół dochodzą jeszcze goryczki trojeściowe. Rośne ich tu mnóstwo, tworzą niepowtarzalne szafirowe kompozycje kontrastujące z zielenią lasu i spalonymi słońcem trawami. ![]()
Na Hali Śrubita robimy sobie krótki odpoczynek. Słońce jeszcze całkiem wysoko. Jest przyjemnie ciepło. Aż by się chciało zostać w tych wysokich trawach
. Spotykam tu Pana Gienia
, z którym szłam 2 lata temu do Santiago de Compostela. Jakiż ten świat jest mały
! Wracał właśnie z Wielkiej Raczy.
Hala Śrubita
W tle – Bendoszka Wielka z Krzyżem Milenijnym
Im wyżej tym ładniej .
Widoczki z Hali na Małej Raczy - cudowne
W dali majaczy Mała Fatra z Wielkim Rozsutcem i Stohem.
W końcu docieramy do schroniska, jak dla mnie, bardzo brzydkiego. Trafiliśmy w sam raz na zachodzik. Kupujemy więc pifko i wychodzimy na platformę, co by się do końca dnia nacieszyć widoczkami
.
Dalekoooo – Beskid Mały ![]()
Mała Fatra
Schodzimy tradycyjnie, po ciemku,
żółtym szlakiem do Rycerki. Gdzieś przed Obłazem zachciało nam się zboczyć ze szlaku w jakąś leśną drogę zwózkową, prowadzącą do doliny, która najpierw zapowiadała się całkiem dobrze, a potem zamieniła się w szeroki błotnisty potok zawalony resztkami drzew …
. Masakra ! – brakowało tylko krokodyli.
Odwrotu nie było, bo szlak prowadził równolegle do niej, tyle że znacznie wyżej. Nikomu nie chciało się zawracać, ani tym bardziej przedzierać się o tej porze przez las i wspinać do góry.
Na szczęście feralny odcinek szybko się skończył wychodząc idealnie na drogę asfaltową prowadzącą w kierunku parkingu.
.
Uwieńczeniem dnia był ciepły posiłek i miłe rozmowy przy ognisku z nocującą na polu biwakowym młodzieżą. ![]()
Piękna ta Wielka Racza. Na pewno kiedyś tam wrócę
.
[…] i tak czekam i czekam, a lato się kończy
.
No właśnie. Tego lata nie dało się ani nic dłuższego zaplanować, ani na nic czekać, bo jest, a właściwie to było, bo już go niewiele zostało, nieprzewidywalne. Trzeba jechać w ślepo, a jak coś, to zawrócić
i wrócić zaś !
Gratuluję przede wszystkim wspaniałego poranka poza schroniskiem, takie przeżycia na zawsze pozostaną w pamięci!
Dzięki Jolu i zapraszam do wspólnej wędrówki !
:*
Widoczki rzeczywiście pozostaną na zawsze w pamięci, coś niesamowicie pięknego. Natomiast co do noclegu. Mieliśmy po prostu bardzo dużo szczęścia z pogodą (ciepła i bezwietrzna noc). W innym wypadku niestety trzeba by było glebić w schronisku za 11 Euro
.
Mówią, że Czerwona ławka jest gorsza od Orlej Perci. Prawda to?
Ja nie wiem łysy z łysiny, bo na Orlej nigdy nie byłam, ale z tego co mi mówili ci, co byli, to Orla trudniejsza
. Natomiast przy takiej pogodzie (lampa, sucho) to Czerwona Ławka jest spokojnie do przejścia. Kilkunastoletnie dzieci wspinają się na nią bez problemu. Sama widziałam. Jest naprawdę bardzo dobrze ubezpieczona. Jednak w zimie (zresztą ten szlak jest w zimie zamknięty), ale np. przy mokrych i śliskich skałach już tak łatwo by nie było i z takim obciążeniem bym sobie zapewne wtedy odpuściła.
Tak piękny kawałek Tatr, szkoda że nie dla mnie. Kilka lat temu schodząc w V,Rozsutca dowiedziałem się że nabawiłem się lęku wysokości.
Też do pewnego czasu myślałam, że wyżej niż Czerwone Wierchy to już chyba nie dam rady
.
Widziałam gościa na Czerwonej Ławce ze strasznym lękiem wysokości. Trząsł się jak galareta, ale wychodził. I wyszedł.
Ale wiadomo – nic na siłę
. Najważniejsze jest zdrowie i bezpieczeństwo. Ileż to pięknych miejsc jest w Tatrach, gdzie nie trzeba się w ogóle wspinać. Mirku, ta pierwsza trasa do Zielonego Stawu Kieżmarskiego jest naprawdę lajtowa. Zresztą dojście do Teryho Chaty praktycznie też nie wymaga żadnej wspinaczki. A widoki przepiękne.
Do tego wcale nie trzeba daleko jechać
. Naprawdę polecam ! ![]()
Jak na lato z nie najlepszą pogodą, udało się całkiem sporo takich jednodniówek ustrzelić.
I tylko niestety na takie jednodniówki można było liczyć. Od razu się robi cieplej od tego złota na Twoich fotkach
.
To jest siewka młodej jodły. Świerk ma nieco inną siewkę (delikatniejszą z większą ilością igiełek).
[…]Piszesz, że schodziliście percią... czyżby na żółtym dopuścili ruch w dwu kierunkach?
Ehmm… nie dopuścili Joluś … XD ![]()
[…] i widzę podobne foty zrobiliśmy
Ja byłam we wtorek kris_61. Szkoda, bo byśmy się może gdzieś na szlaku spotkali
! We wtorek było bardzo dużo ludzi.
Podobne nie znaczy takie same
, poza tym oko faceta widzi ponoć inaczej …
. Wiem, że masz dobre oko
. Wrzuć tu też coś swojego ! ![]()
No proszę, kolejna ciekawa izba regionalna do odwiedzenia. ![]()
Brawo sprocket73
Twoja kolej ! ![]()
156 - sprocket73
135 - kisiel
53 - jolanta
47 - Cyberniok
44,5 - Gustek
43,5 - baca
35,5 - nena
26 - MF
24,5 - Darek Tlałka,
22 - darkheush
19,5 - MK
19,0 - Tomrod
18,5 - łysy z łysiny
17,5 - rufi
15,5 - Bisqp
13 - tomkos
12,5 - harnaś wołoski
11,5 - 740715
11 - Karo
10,5 - Eugeniusz Kępiński
8 - bcFan
7- teksanski,mały pikuś
6,5 - Miluś, lowell79, Klimek, Staszek
5,5 - Skorpion
5 - Macieks,
4,5 - marekk500
4 - kruwad
3,5 - jardo
2,5 - wizjoner
1,5 - kris_61
1 - Inga, Paweł, piotr, jasiomateuszek
cieszę się, miałam okazję przechodzić obok tego źródełka w drodze na Jaworzynę (861 m). ![]()
Moja zagadka:
Taka Droga Krzyżowa. Szlak jest dwukolorowy. Na początku niebieski.
Pytanie dwuczłonowe: Od jakiego miejsca zmienia się kolor szlaku i na jaki i gdzie się kończy ta Droga Krzyżowa ?
To jest Źródełko ks. Józefa przy zielonym szlaku z Międzybrodzia Żywieckiego na Cisową Grapę Pn, )( Isepnicką lub Żar
Dziękuję Agorszczyk, naniosłam poprawkę
. Myślałam, że Sparassis nemecii to brat Sparassis brevipes . ![]()
Parę dni temu znalazłam w naszym Beskidzie siedzunia jodłowego (Sparassis nemecii), albo jak kto woli szmaciaka jodłowego. Jest grzybem jadalnym. Można go gotować suszyć, smażyć. Jest pasożytem korzeni drzew iglastych, najczęściej sosny pospolitej. Zawiera antybiotyk o nazwie sparassol. Substancja ta powoduje, że owocniki szmaciaka są mało podatne na procesy gnilne. Można je długo przechowywać. Do października 2014 r. podlegał ochronie prawnej. W nowej ustawie o ochronie grzybów podlega ochronie częściowej.
Na Babiej tego roku jeszcze nie byłam, więc postanowiłam nadrobić zaległości. W prognozach na wtorek deszczu ma nie być. Ruszamy tradycyjnie z Krowiarek.
Kontrowersyjny budynek prywatnego schroniska.
Chociaż jeszcze dużo zieleni to czuć już zbliżająca się jesień, a gdzieniegdzie już ją nawet widać. ![]()
Fajny schron ![]()
Widoczki z Sokolicy były całkiem ładne.
Z Kępy Tatr nie można było tego dnia podziwiać.
Widoki na Jezioro Orawskie i Orawę całkiem całkiem
.
Owocostany sasanki alpejskiej (Anemone alpina) i jeden uparciuch, który nie przestaje kwitnąć ! ![]()
Owoce borówki brusznicy (Vaccinium vitis-idaea)
Masa turystów tego dnia zmierzała w kierunku Diablaka. Sporo wśród nich było Słowaków. Na szczycie tradycyjnie mocno wieje, przy dłuższym postoju robi się zimno, trzeba założyć kurtkę, a nawet rękawiczki.
Owocujący wawrzynek wilczełyko (Daphne mezereum). Przypominam, że jego owoce i kora są silnie trujące. Zjedzenie 10-12 może spowodować śmierć dorosłego człowieka, a dziecka nawet 1-2 owoce. Lśniące wyglądają naprawdę kusząco.
Schodzimy percią, a potem pięknie przygotowanym szlakiem (prawie jak droga asfaltowa) do parkingu na Krowiarkach.
Chrobotek (Cladonia )
Tojad mocny (Aconitum firmum)
Fajnie było znowu odwiedzić Królową, tylko lata trochę żal … . ![]()
Bartosz napisał/a:Obecnie taras widokowy pod krzyżem jest zarośnięty iglakami. Zielona ściana blokuje jakikolwiek widok.
Chyba, że to nie taras widokowy tylko platforma do... nie wiem, tańczenia? Odprawiania mszy?Problem pozostał - podwyższyć czy ciąć?
Racja, fajnie by było, gdyby coś z tym zrobiono ...
CZWARTEK 4 sierpnia 2016
Wróciliśmy na szlak za tydzień. Wypatrzyłam w prognozach dwa dni, w których było najmniejsze prawdopodobieństwo na wystąpienie opadów. Niestety było bardzo gorąco, duszno, duża wilgotność. Wiedzieliśmy już co to oznacza – będziemy się szybko męczyć. Tym razem jedziemy samochodem do Starego Smokowca. Zostawiamy samochód na parkingu za małym białym kościółkiem, niedaleko stacji kolejki na Hrebienok. Wytargowaliśmy za dwa dni postoju – 6 Euro. ![]()
Chcąc zaoszczędzić nieco czasu na Hrebienok wyjeżdżamy kolejką naziemną. Przejazd trwa 7 minut. Pokonuje różnicę wysokości 255 m n.p.m. Na górze tłumy ludzi, coś ala Gubałówka. Staramy się je szybko ominąć i wejść na szlak.
Na szlaku ludzi wcale nie jest mniej. Pogoda sprzyja wędrówkom, więc całe rodziny wybrały najbliższą atrakcję – Wodospady Zimnej Wody.
Mijamy Bilíkovą Chatę (1255 m n.p.m. ) i schodzimy zielonym szlakiem w Dolinę Zimnej Wody podziwiając z innymi wodospady na potoku Mała Zimna Woda: Długi, Mały oraz Wielki. ![]()
Zatrzymujemy się na chwilę na Staroleśnej Polanie przy dawnym schronisku – Rainerowej Chatce (1301 m n.p.m.). Chatka w większości zbudowana jest z kamienia. Obecnie jest tu sklep z pamiątkami i muzeum tragarzy tatrzańskich oraz można tu też kupić coś do picia np. piwo.
.
Staroleśna Polana
Teraz szlak prowadzi dosyć ostro pod górę aż do najwyżej położonego Wodospadu Olbrzymiego (Obrovský vodopád). Ma on wysokość ok. 20 m. Tuż przy wodospadzie jest mostek, z którego można go oglądać w pełnej krasie. Mijamy tu nosicza. ![]()
Za Staroleśną Polaną szlaki się rozwidlają: niebieski odbija w lewo do Doliny Staroleśnej (nią będziemy następnego dnia wracać). My idziemy zielonym, Doliną Zimnej Wody do Teryho Chaty, gdzie mamy nocować.
Dolina Staroleśna
Po jakiejś pół godzinnej wędrówce zatrzymujemy się na chwilę przy Chacie Zamkovského na wysokości 1475 m .n.p.m. To było ostatnie miejsce tłumnie oblegane. Wyżej spotykaliśmy już tylko pojedyncze osoby.
Teraz szlak biegnie doliną, wzdłuż potoku, wśród kosówki. Po prawej szczyty Masywu Łomnicy, po lewej Pośredni Grzebień.
Kolejny nosicz – teraz schodzący
.
prosienicznik jednogłówkowy (Hypochaeris uniflora)
W końcowej części Doliny Zimnej Wody zwanej Wielkim Łomnickim Ogrodem, postanawiamy zjeść coś ciepłego. Piękne miejsce. Teren ten jest niemal płaski. Zalany jest wodą z płynących z gór potoków. Utworzyło się tu coś w rodzaju torfowiska z dużą ilością wilgociolubnych ziołorośli. Latem jest tu wyjątkowo kolorowo. Gdzieniegdzie rośną pojedyncze limby.
Teryho Chata z tego miejsca wydaje się nie do osiągnięcia.
Teryho Chata i Złota Siklawa
Dalej szlak prowadzi po piarżysku, wśród kolorowych pięknie pachnących ziołorośli, skąd widać wylot doliny, a daleko na horyzoncie miasto Poprad.
Góry z godziny na godzinę toną we mgle, wilgotność wzrasta do 100 %, jest niesamowicie duszno, idzie się bardzo ciężko.
Złota Siklawa
Już tylko „rzut beretem” … ![]()
W Chacie Teryho (2015 m n.p.m.) jesteśmy ok. 21:00. Jest już ciemno. Schronisko zapełnione. Miejsce do spania tylko na podłodze (koszt - 11 Euro) w bardzo ciasnej jadalni, w której do późna w nocy słychać było głośne rozmowy i bełkot nietrzeźwych turystów (nie wszystkich oczywiście). Nie za bardzo chce nam się tego słuchać i czekać, aż wszyscy ułożą się do snu, ponieważ naprawdę jesteśmy już zmęczeni. Początkowo myśleliśmy nocować na tarasie, ale przeszkadzało nam ciągłe chodzenie po nim pijanych z piwem i palenie papierosów.
Po toalecie (w schronisku jest tylko zimna woda w jednej umywalce) szybka decyzja – śpimy dziś pod gołym niebem. Przed chatą są fajne wygłady lodowcowe. Mamy ze sobą karimaty i ciepłe śpiwory. Noc zapowiada się ciepła, nie wieje, niebo pięknie usiane gwiazdami (zaczyna się właśnie pora na Perseidy) i na pewno będziemy mieli tu ciszę – czegóż chcieć więcej
! Jak się okazało nie tylko my wybraliśmy taki rodzaj noclegu
. I wcale się nie dziwię … .
PIĄTEK 5 sierpnia 2016
„ Niezapomnianych wrażeń krocie dały nam góry. Dały nam czarodziejski przepych swej niezrównanej piękności, spokój i powagę szczytów, dzikość i śmiałość fantastycznych grani, bajeczne bogactwo barw i światła, pozaziemski czar księżycowych nocy. W górach znaleźliśmy szczytną rozkosz walki i niepokojów, dziwny urok grozy i niebezpieczeństw, czar sięgania w niemożliwość, wspaniałą radość zwycięstwa. Toteż święte są dla nas góry, a wielkie są dni wśród nich spędzone.”
/Roman Kordys/
Rankiem budzi nas cudowny wschód słońca i pogwizdywanie świstaków. Z minuty na minutę robi się coraz cieplej. Pora wychylić głowę ze śpiwora i rozglądnąć się wokoło. Wczoraj nic nie widziałam, bo do chaty przyszliśmy już po zmroku. Dolina Pięciu Stawów Spiskich jest bajeczna
. Jestem nią zauroczona
. Aż by się chciało trochę dłużej pobyć w tak malowniczej scenerii, niestety dzisiaj musimy być o godz. 19:00 z powrotem na Hriebienoku. Niemniej chłonę ile się da w ekspresowym tempie
.
W pięknej wysokogórskiej scenerii jemy śniadanie. Kawa w takim miejscu smakuje nieziemsko !
, pakujemy szpej i mozolnym krokiem (bo nie sposób szybko opuścić takiego miejsca) kierujemy się w stronę Lodowej Dolinki. ![]()
Najpierw krótkie podejście na Pięciostawiańską Kopę (2121 m n.p.m.) .
Z podejścia jest piękny widok m.in. na stawy, szczyt Łomnicy,
oraz Lodową )(, Lodowy Szczyt, Mały Lodowy i Czerwoną Ławkę (2352 m n.p.m.), na którą (jeśli chcę kontynuować wędrówkę) muszę się jakoś wdrapać…
. Z Kopy i Lodowej Dolinki Priečne sedlo wygląda przerażająco i nie do przebycia. Ale turystów na niej jak na Giewoncie i to w niemal każdym wieku … więc …
. Trochę się o niej wcześniej naczytałam.
Ponoć cyt: „jest to najpopularniejsza ale i najtrudniejsza tatrzańska przełęcz.” . Być może, nie mam zbytniego obeznania.
Prowadzi przez nią mocno eksponowany szlak turystyczny zabezpieczony najdłuższymi łańcuchami w Tatrach!
„mocno eksponowany” jest z lekka przesadzone. Co do łańcuchów. Jest ich trochę, to prawda, niektóre podwójne. Do tego klamry. I bardzo dobrze. Uważam, że lepiej że są. Kto chce, to z nich korzysta, kto nie chce, nie musi.
Ze względu na dużą ekspozycję oraz trudności techniczne, szlak był przez wiele lat tylko jednokierunkowy. Dopiero od niedawna (od 2013 roku) zamontowano dodatkowe zabezpieczenia w postaci kolejnych łańcuchów i klamer. Obecnie, dzięki udogodnieniom można się bezpiecznie poruszać w obu kierunkach.
Nie wiem czy lepiej jest wchodzić, czy schodzić …
. Tak czy owak potwierdzam, ruch odbywa się obecnie w obu kierunkach.
Bałam się tylko jednego, czy poradzę sobie mając na plecach dosyć duży i ciężki plecak.? Zawsze to lepiej się wspinać z małym obciążeniem. Niemniej do odważnych świat należy, trzeba spróbować, zawsze można zawrócić
.
Wygrzewające się na głazach koziczki. ![]()
Schodzimy do dolinki, a potem skalistym piargiem pod Czerwoną Ławkę. Słońce grzeje mocno, ale wieje przyjemny chłodny wietrzyk. Dzisiaj idzie się zdecydowanie lepiej niż wczoraj.
Wg szlakowskazu podejście na Czerwoną Ławkę miało zająć 45 min. Nam zajęło może jakąś 1 h. Poradziłam sobie spokojnie z plecakiem, ale zdecydowanie wygodniej i zapewne bezpieczniej byłoby wspinać się z małym obciążeniem. Zazdrościłam więc osobom, które miały małe plecaczki
.
A potem … ? A potem już były kolejne niezapomniane widoki, aż do samego końca. ![]()
Schodząc z Czerwonej Ławki do Doliny Staroleśnej możemy podziwiać Masyw Durnych Szczytów, Dolinę Pięciu Stawów Spiskich oraz zachodnią ścianę Łomnicy. Widać też stąd Ostry i Jaworowy Szczyt, Małą Wysoką, Rohatkę, Świstowy Szczyt, Rumanowy Szczyt, Ganek i Sławkowski Szczyt.
W tę piękną wysokogórską scenerię wpisują się kolejne górskie jeziora: Strzeleckie, Siwe i Staroleśniańskie Stawy. Nad Siwym Stawem postanawiamy zjeść obiad
. A co ?
Czerwony barszczyk z torebki smakuje tu lepiej niż u Magdy Gessler. ![]()
Nasz kolejny cel to Zbojnícka Chata (1960 m n.p.m.)
Prowadzi do niej dosyć długa kamienista ścieżka. Spotykam tu kolejne stadko koziczek
.
Czas nas goni, ale zatrzymujemy się na chwilę w schronisku, żeby uczcić naszą wyprawę.
„Holba - ryzí pivo z hor” co w przekładzie na język polski oznacza „ Holba - prawdziwe piwo z gór” dodaje nam sił, żeby pokonać ostatni odcinek drogi na Hriebienok
.
I jeszcze jeden nosicz ![]()
A tu umówiona sesja fotograficzna z koziczką ![]()
Niebieskim szlakiem w towarzystwie masywu Sławkowskiego Szczytu schodzimy Staroleśną Doliną aż do stacji kolejki na Hrebienoku. Ostatni kurs o 19:00.
Jesteśmy o 18:30
. Zdążyliśmy.
Jesteśmy już mocno zmęczeni. Przynajmniej ja. Zmęczona, nie znaczy jednak wykończona czy zamęczona
.
Plusy :
- Dolina Pięciu Stawów Spiskich, Lodowa Dolinka, Dolina Staroleśna – dla mnie bajka
- nocleg na 2015 m n.p.m. na kamiolach przy spadających gwiazdach (mimo, że niewygodnie
, naprawdę warto przeżyć
!)
Minusy:
- spalona od słońca skóra twarzy i ramion
– ale nic to w porównaniu z tym co zobaczyłam
!
Gdybym miała to powtórzyć zrobiłabym to na pewno bez zastanowienia !
*****
Dziękuję bardzo Staszkowi za towarzystwo, za to, że znosił wszystkie moje obawy i biadolenia, czy sobie poradzę, zwłaszcza na tej Czerwonej Ławce
, za podtrzymywanie na duchu. Wiem, że on tę trasę znał bardzo dobrze, dla mnie taka wysokość i taki stopień trudności był nie lada wyzwaniem. Nigdy sama wyżej nie wyszłam. Wyżej to mnie tylko wywieźli
. Dziękuję, że pokazałeś mi piękny kawałek Tatr
.
Nawet nie najlepsza pogoda nie jest w stanie odebrać uroku miejscom, które odwiedziliście
Zgadzam się z Tobą całkowicie MF ![]()
Magurka Ponikiewska ![]()
Może Gibasów Groń ?
„I cóż te Tatry mają tak cudownie przyciągającego do siebie, że się za nimi tęskni, jakby za ukochaną osobą? Jakaż siła zwabia tam ludzi najrozmaitszego zatrudnienia, usposobienia, płci i wieku? Uczeni, badacze przyrody, artyści, poeci, miłośnicy pięknej natury dążą do Tatr jakby do skarbnicy dziwów, a wracają stamtąd owiani urokiem niepojętym dla tych, co tam nie byli.”
/Walery Eliasz/
Pomimo tego, że pogoda zapowiadała się w kratkę postanowiliśmy ruszyć w Tatry Słowackie. Niestety tego lata strasznie trudno zaplanować sobie kilkudniowy wypad w góry.
W planach mieliśmy 3 dni wędrówki. Z domu wyjechaliśmy w duchocie i palącym słońcu. We wsi Wróblówka przed Czarnym Dunajcem wjechaliśmy w potężną burzę z taką zlewą, że świata nie było widać. Przez chwilę zastanawialiśmy się nawet, czy nie zawrócić … .
.
WTOREK 26 lipca 2016
Samochód zostawiamy w Zakopanem i korzystamy z usług polsko – słowackiej linii autobusowej STRAMA. Okazuje się, że autobus o 15:15, na który czekaliśmy jeździ tylko od. 1.10. do 16.10. Kolejny był za godzinę
. Z Zakopanego ruszyliśmy ok. 16:30. Na miejsce startu – przystanek przy parkingu Kežmarské Žĺaby – Biela voda dotarliśmy ok. 17:30.
Nie padało, ale była duża wilgotność i jak na wieczór bardzo ciepło. Łomnica i Kieżmarskie Szczyty próbowały się przebić przez mgłę.
Ruszamy z parkingu żółtym szlakiem w kierunku Chaty pri Zelenom plese. Tu mamy dzisiaj nocować. Dzwonimy upewnić się, czy możemy liczyć jeszcze dziś na schronienie. Mamy zapewnione miejsce na poddaszu na materacach, a jak zdążymy doczłapać do godz. 21:00 to i gorący prysznic na nas poczeka
.
Wg szlakowskazu do chaty mamy jakieś 3 godz (626 m przewyższenia). Spotykamy wracających turystów, w tym sporo rodzin z małymi dziećmi. Szlak żółty prowadzi wzdłuż Białej Wody Kieżmarskiej a później Zielonego Potoku, których głośny szum towarzyszy nam cały czas podczas podejścia. Nie wymaga praktycznie żadnego wysiłku. Równolegle do niego prowadzi ścieżka rowerowa, aż do samego schroniska nad Zielonym Stawem Kieżmarskim.
Pomimo tego, że trochę nam się śpieszy, udaje mi się uchwycić piękne białe bystrza i baniory z krystalicznie czystą wodą oraz kilka leśnych ziołorośli, których intensywny zapach unosił się w dusznym wieczornym powietrzu.
bodziszek łąkowy
kwitnący łopian pajęczynowaty
dzwonek pokrzywolistny
Chociaż sam szlak technicznie nie sprawia żadnych trudności, z powodu dużej wilgotności w powietrzu, idzie się ciężko. Na plecach mamy też dosyć ciężkie plecaki. Mijamy Rzeżuchową Polanę i Salviovy Prameń (Zimną Studnię) – 1200 m n.p.m. Jest tu obudowane źródełko i fajna wiata. Kiedyś w tym miejscu stał pensjonat. Tu żółty szlak odbija nieznacznie w lewo, a towarzyszący mu do tego miejsca niebieski w prawo, w kierunku Białego Stawu.
Planowo mieliśmy tu zrobić postój na coś ciepłego, jednak martwią nas niewyraźne pomruki „z nieba” i coraz to bardziej duszne powietrze. Nie zatrzymujemy się więc, tylko idziemy dalej. Dochodzimy do Kovalcikov’ej polany (1226 m n.p.m).
Na mostku, mijamy ostatnich schodzących turystów. Dalej szlak jest kręty i bardziej kamienisty, znaczniej pnie się pod górę.
Na niebie zbierają się coraz ciemniejsze chmury. Zaczyna częściej i głośniej grzmieć.
Jatki – grzbiet znajdujący się w głównej grani Tatr Bielskich
Do schroniska mamy jeszcze jakieś 1,5 godziny. Gdzieś na wysokości 1350 m dopada nas burza i kolejna w tym dniu zlewa. Nie możemy się już schronić niestety w samochodzie. Nie da się iść, ponieważ buty szybko przemakają. Musimy czekać jakieś dobre pół godziny. Do schroniska docieramy w deszczu, kwadrans przed 21:00. Zdążyliśmy jeszcze wziąć prysznic (gospodarze czekali
) i upichcić sobie coś ciepłego. W nocy już nie padało. Na niebie pojawiły się nawet gwiazdy. Przyjemnie było położyć się w ciepełku na wygodnym materacu. Poddasze było prawie całe nasze.
Oprócz nas nocowała tu jeszcze dwójka turystów. Rano pyszne śniadanie - wypasiony szwedzki stół. Ciepła domowa atmosfera. Bardzo miło będę to schronisko wspominać.
.
ŚRODA 27 lipca 2016
Środa wita nas piękną słoneczną pogodą. Już od rana jest gorąco. Wyspani i najedzeni ruszamy dalej. Przedtem jednak mały postój na fotki przy Brnčal’ce i Zielonym Stawie Kieżmarskim. Dzień wcześniej nie udało się nic zobaczyć, teraz trzeba to sobie zadośćuczynić. ![]()
od lewej: Niżna Czarna Galeria, Czarny Szczyt, Czarny Kopiniak, Czarne Czuby, Kołowy Szczyt, Jastrzębia Turnia, Wielki Jastrzębi Ząb, a w dole Dolina Jastrzębia
Czarny Szczyt
od lewej: Mały Kieżmarski Szczyt, Złota Turnia, Wyżnia Złota Kazalnica, Durny Szczyt, Mały Durny Szczyt i Spiska Grzęda
Durny Szczyt, Mały Durny Szczyt
z lewej Spiska Grzęda, z prawej Barani Mnich
od lewej Kozia Kopka, Kozi Mnich, Kozia Turnia i Rzeżuchowe Turnie
Po „ochach” i „achach” czas w drogę. Idziemy czerwonym szlakiem tzw. Tatrzańską Magistralą na Rakuski Przechód (Sedlo pod Svišťovkou) 2023 m n.p.m. Przewyższenie ok. 480 m. Na dole szlak biegnie wśród kosówki, obok niedużego Czarnego Stawu Kieżmarskiego. Za chwilę rozpoczniemy jednak dłuuuugie i mozolne wspinanie pod górę, wzdłuż Lendackiego Żlebu.
Czarny Staw Kieżmarski
Podchodzenie idzie nam mozolnie. Ale za to im wyżej tym piękniej.
Jatki
dzwonek wąskolistny
omieg kozłowiec
Porostowy zawrót głowy ![]()
Po jakimś czasie schronisko zostaje głęboko w dole.
Wg czasu na mapie, powinniśmy ten odcinek pokonać w 1 h. To zdecydowanie przesadzone dane. Nam zajęło wspinanie znacznie więcej czasu. Przyczyniły się do tego m.in. ciężkie plecaki i z godziny na godzinę coraz to większa wilgotność powietrza i duchota. Trzeba było częściej przystawać i odpoczywać.
Na przełęcz wyszliśmy wczesnym popołudniem. Niestety w chwili wejścia niebo zasnuło się chmurami, a szczyty mgłą. Zaczęło nawet lekko kropić, mocniej powiało.
Nie zostajemy więc dłużej tylko schodzimy do Łomnickiego Stawu. Tuż po zejściu z przełęczy zaczyna pogrzmiewać. Czyżby powtórka z dnia poprzedniego … ? Teraz szlak robi się mniej przyjemny. Trawersuje grań biegnąc po rumowisku skalnym. Niestety wiele głazów jest niestabilnych. Trzeba uważnie stawiać kroki. I tak do samego Skalnaté’go plesa.
Gdzieś w połowie drogi zaczyna grzmieć i padać. Dochodzimy zmoknięci do stacji kolejki przy Łomnickim Stawie. Pijemy piwo i zastanawiamy się, co robić dalej. Deszcz na przemian pojawia się i zanika, ustępując miejsca słońcu. Nic nie wskazuje jednak na to, żeby coś się miało dziś zmienić, wręcz przeciwnie, kłębiące się nad szczytami czarne chmury nie wróżą nic dobrego. Do Téryho chaty jeszcze kawał drogi… .
Łomnicki Staw (Skalnaté pleso)
Obserwatorium astronomiczne nad Łomnickim Stawem
Wykorzystując przerwę w deszczu idziemy coś przekąsić nad Łomnicki Staw obserwując przejeżdżający nad naszymi głowami tam i z powrotem czerwony wagonik kolejki. Nad Łomnicą raz gęste chmury raz słońce, ale widać to „kolejkowiczom” nie przeszkadzało.
W końcu musieliśmy coś postanowić, tym bardziej, że znowu zaczęło padać. Zdecydowaliśmy przerwać wycieczkę i wrócić tu za kilka dni, kiedy pogoda się poprawi. Zjechaliśmy kolejką do Tatrzańskiej Łomnicy, a stąd autobusem STRAMY wróciliśmy do Zakopanego.
Jak się okazało, była to dobra decyzja. Następnego dnia pogoda się całkowicie załamała. Padało mocno i bez przerw.
c.d.n.
Tatry Bielskie to wspaniała alternatywa dla Giewontu (zob.), Morskiego Oka ...
Zgadzam się
!
Forum Beskidu Małego » Posty przez nena
[ Wygenerowano w 0.101 sekund, wykonano 8 zapytań ]