CZWARTEK 4 sierpnia 2016
Wróciliśmy na szlak za tydzień. Wypatrzyłam w prognozach dwa dni, w których było najmniejsze prawdopodobieństwo na wystąpienie opadów. Niestety było bardzo gorąco, duszno, duża wilgotność. Wiedzieliśmy już co to oznacza – będziemy się szybko męczyć. Tym razem jedziemy samochodem do Starego Smokowca. Zostawiamy samochód na parkingu za małym białym kościółkiem, niedaleko stacji kolejki na Hrebienok. Wytargowaliśmy za dwa dni postoju – 6 Euro. 

Chcąc zaoszczędzić nieco czasu na Hrebienok wyjeżdżamy kolejką naziemną. Przejazd trwa 7 minut. Pokonuje różnicę wysokości 255 m n.p.m. Na górze tłumy ludzi, coś ala Gubałówka. Staramy się je szybko ominąć i wejść na szlak.


Na szlaku ludzi wcale nie jest mniej. Pogoda sprzyja wędrówkom, więc całe rodziny wybrały najbliższą atrakcję – Wodospady Zimnej Wody.
Mijamy Bilíkovą Chatę (1255 m n.p.m. ) i schodzimy zielonym szlakiem w Dolinę Zimnej Wody podziwiając z innymi wodospady na potoku Mała Zimna Woda: Długi, Mały oraz Wielki. 






Zatrzymujemy się na chwilę na Staroleśnej Polanie przy dawnym schronisku – Rainerowej Chatce (1301 m n.p.m.). Chatka w większości zbudowana jest z kamienia. Obecnie jest tu sklep z pamiątkami i muzeum tragarzy tatrzańskich oraz można tu też kupić coś do picia np. piwo.
.


Staroleśna Polana


Teraz szlak prowadzi dosyć ostro pod górę aż do najwyżej położonego Wodospadu Olbrzymiego (Obrovský vodopád). Ma on wysokość ok. 20 m. Tuż przy wodospadzie jest mostek, z którego można go oglądać w pełnej krasie. Mijamy tu nosicza. 



Za Staroleśną Polaną szlaki się rozwidlają: niebieski odbija w lewo do Doliny Staroleśnej (nią będziemy następnego dnia wracać). My idziemy zielonym, Doliną Zimnej Wody do Teryho Chaty, gdzie mamy nocować.

Dolina Staroleśna

Po jakiejś pół godzinnej wędrówce zatrzymujemy się na chwilę przy Chacie Zamkovského na wysokości 1475 m .n.p.m. To było ostatnie miejsce tłumnie oblegane. Wyżej spotykaliśmy już tylko pojedyncze osoby.



Teraz szlak biegnie doliną, wzdłuż potoku, wśród kosówki. Po prawej szczyty Masywu Łomnicy, po lewej Pośredni Grzebień.



Kolejny nosicz – teraz schodzący
.

prosienicznik jednogłówkowy (Hypochaeris uniflora)

W końcowej części Doliny Zimnej Wody zwanej Wielkim Łomnickim Ogrodem, postanawiamy zjeść coś ciepłego. Piękne miejsce. Teren ten jest niemal płaski. Zalany jest wodą z płynących z gór potoków. Utworzyło się tu coś w rodzaju torfowiska z dużą ilością wilgociolubnych ziołorośli. Latem jest tu wyjątkowo kolorowo. Gdzieniegdzie rośną pojedyncze limby.

Teryho Chata z tego miejsca wydaje się nie do osiągnięcia.

Teryho Chata i Złota Siklawa





Dalej szlak prowadzi po piarżysku, wśród kolorowych pięknie pachnących ziołorośli, skąd widać wylot doliny, a daleko na horyzoncie miasto Poprad.






Góry z godziny na godzinę toną we mgle, wilgotność wzrasta do 100 %, jest niesamowicie duszno, idzie się bardzo ciężko.

Złota Siklawa


Już tylko „rzut beretem” … 


W Chacie Teryho (2015 m n.p.m.) jesteśmy ok. 21:00. Jest już ciemno. Schronisko zapełnione. Miejsce do spania tylko na podłodze (koszt - 11 Euro) w bardzo ciasnej jadalni, w której do późna w nocy słychać było głośne rozmowy i bełkot nietrzeźwych turystów (nie wszystkich oczywiście). Nie za bardzo chce nam się tego słuchać i czekać, aż wszyscy ułożą się do snu, ponieważ naprawdę jesteśmy już zmęczeni. Początkowo myśleliśmy nocować na tarasie, ale przeszkadzało nam ciągłe chodzenie po nim pijanych z piwem i palenie papierosów.
Po toalecie (w schronisku jest tylko zimna woda w jednej umywalce) szybka decyzja – śpimy dziś pod gołym niebem. Przed chatą są fajne wygłady lodowcowe. Mamy ze sobą karimaty i ciepłe śpiwory. Noc zapowiada się ciepła, nie wieje, niebo pięknie usiane gwiazdami (zaczyna się właśnie pora na Perseidy) i na pewno będziemy mieli tu ciszę – czegóż chcieć więcej
! Jak się okazało nie tylko my wybraliśmy taki rodzaj noclegu
. I wcale się nie dziwię … .
PIĄTEK 5 sierpnia 2016
„ Niezapomnianych wrażeń krocie dały nam góry. Dały nam czarodziejski przepych swej niezrównanej piękności, spokój i powagę szczytów, dzikość i śmiałość fantastycznych grani, bajeczne bogactwo barw i światła, pozaziemski czar księżycowych nocy. W górach znaleźliśmy szczytną rozkosz walki i niepokojów, dziwny urok grozy i niebezpieczeństw, czar sięgania w niemożliwość, wspaniałą radość zwycięstwa. Toteż święte są dla nas góry, a wielkie są dni wśród nich spędzone.”
/Roman Kordys/
Rankiem budzi nas cudowny wschód słońca i pogwizdywanie świstaków. Z minuty na minutę robi się coraz cieplej. Pora wychylić głowę ze śpiwora i rozglądnąć się wokoło. Wczoraj nic nie widziałam, bo do chaty przyszliśmy już po zmroku. Dolina Pięciu Stawów Spiskich jest bajeczna
. Jestem nią zauroczona
. Aż by się chciało trochę dłużej pobyć w tak malowniczej scenerii, niestety dzisiaj musimy być o godz. 19:00 z powrotem na Hriebienoku. Niemniej chłonę ile się da w ekspresowym tempie
.







W pięknej wysokogórskiej scenerii jemy śniadanie. Kawa w takim miejscu smakuje nieziemsko !
, pakujemy szpej i mozolnym krokiem (bo nie sposób szybko opuścić takiego miejsca) kierujemy się w stronę Lodowej Dolinki. 




Najpierw krótkie podejście na Pięciostawiańską Kopę (2121 m n.p.m.) .











Z podejścia jest piękny widok m.in. na stawy, szczyt Łomnicy,

oraz Lodową )(, Lodowy Szczyt, Mały Lodowy i Czerwoną Ławkę (2352 m n.p.m.), na którą (jeśli chcę kontynuować wędrówkę) muszę się jakoś wdrapać…
. Z Kopy i Lodowej Dolinki Priečne sedlo wygląda przerażająco i nie do przebycia. Ale turystów na niej jak na Giewoncie i to w niemal każdym wieku … więc …
. Trochę się o niej wcześniej naczytałam.





Ponoć cyt: „jest to najpopularniejsza ale i najtrudniejsza tatrzańska przełęcz.” . Być może, nie mam zbytniego obeznania.
Prowadzi przez nią mocno eksponowany szlak turystyczny zabezpieczony najdłuższymi łańcuchami w Tatrach!
„mocno eksponowany” jest z lekka przesadzone. Co do łańcuchów. Jest ich trochę, to prawda, niektóre podwójne. Do tego klamry. I bardzo dobrze. Uważam, że lepiej że są. Kto chce, to z nich korzysta, kto nie chce, nie musi.
Ze względu na dużą ekspozycję oraz trudności techniczne, szlak był przez wiele lat tylko jednokierunkowy. Dopiero od niedawna (od 2013 roku) zamontowano dodatkowe zabezpieczenia w postaci kolejnych łańcuchów i klamer. Obecnie, dzięki udogodnieniom można się bezpiecznie poruszać w obu kierunkach.
Nie wiem czy lepiej jest wchodzić, czy schodzić …
. Tak czy owak potwierdzam, ruch odbywa się obecnie w obu kierunkach.
Bałam się tylko jednego, czy poradzę sobie mając na plecach dosyć duży i ciężki plecak.? Zawsze to lepiej się wspinać z małym obciążeniem. Niemniej do odważnych świat należy, trzeba spróbować, zawsze można zawrócić
.
Wygrzewające się na głazach koziczki. 

Schodzimy do dolinki, a potem skalistym piargiem pod Czerwoną Ławkę. Słońce grzeje mocno, ale wieje przyjemny chłodny wietrzyk. Dzisiaj idzie się zdecydowanie lepiej niż wczoraj.
Wg szlakowskazu podejście na Czerwoną Ławkę miało zająć 45 min. Nam zajęło może jakąś 1 h. Poradziłam sobie spokojnie z plecakiem, ale zdecydowanie wygodniej i zapewne bezpieczniej byłoby wspinać się z małym obciążeniem. Zazdrościłam więc osobom, które miały małe plecaczki
.


A potem … ? A potem już były kolejne niezapomniane widoki, aż do samego końca. 


Schodząc z Czerwonej Ławki do Doliny Staroleśnej możemy podziwiać Masyw Durnych Szczytów, Dolinę Pięciu Stawów Spiskich oraz zachodnią ścianę Łomnicy. Widać też stąd Ostry i Jaworowy Szczyt, Małą Wysoką, Rohatkę, Świstowy Szczyt, Rumanowy Szczyt, Ganek i Sławkowski Szczyt.








W tę piękną wysokogórską scenerię wpisują się kolejne górskie jeziora: Strzeleckie, Siwe i Staroleśniańskie Stawy. Nad Siwym Stawem postanawiamy zjeść obiad
. A co ?
Czerwony barszczyk z torebki smakuje tu lepiej niż u Magdy Gessler. 


Nasz kolejny cel to Zbojnícka Chata (1960 m n.p.m.)
Prowadzi do niej dosyć długa kamienista ścieżka. Spotykam tu kolejne stadko koziczek
.









Czas nas goni, ale zatrzymujemy się na chwilę w schronisku, żeby uczcić naszą wyprawę.
„Holba - ryzí pivo z hor” co w przekładzie na język polski oznacza „ Holba - prawdziwe piwo z gór” dodaje nam sił, żeby pokonać ostatni odcinek drogi na Hriebienok
.




I jeszcze jeden nosicz 


A tu umówiona sesja fotograficzna z koziczką 





Niebieskim szlakiem w towarzystwie masywu Sławkowskiego Szczytu schodzimy Staroleśną Doliną aż do stacji kolejki na Hrebienoku. Ostatni kurs o 19:00.



Jesteśmy o 18:30
. Zdążyliśmy.
Jesteśmy już mocno zmęczeni. Przynajmniej ja. Zmęczona, nie znaczy jednak wykończona czy zamęczona
.
Plusy :
- Dolina Pięciu Stawów Spiskich, Lodowa Dolinka, Dolina Staroleśna – dla mnie bajka
- nocleg na 2015 m n.p.m. na kamiolach przy spadających gwiazdach (mimo, że niewygodnie
, naprawdę warto przeżyć
!)
Minusy:
- spalona od słońca skóra twarzy i ramion
– ale nic to w porównaniu z tym co zobaczyłam
!
Gdybym miała to powtórzyć zrobiłabym to na pewno bez zastanowienia !
*****
Dziękuję bardzo Staszkowi za towarzystwo, za to, że znosił wszystkie moje obawy i biadolenia, czy sobie poradzę, zwłaszcza na tej Czerwonej Ławce
, za podtrzymywanie na duchu. Wiem, że on tę trasę znał bardzo dobrze, dla mnie taka wysokość i taki stopień trudności był nie lada wyzwaniem. Nigdy sama wyżej nie wyszłam. Wyżej to mnie tylko wywieźli
. Dziękuję, że pokazałeś mi piękny kawałek Tatr
.