Czy ktoś kojarzy w jakim miejscu zrobiłam zdjęcie ? Gdzie prowadzi szlak ?
![]()
Nie jesteś zalogowany. Proszę się zalogować lub zarejestrować.
Forum Beskidu Małego » Posty przez nena
Czy ktoś kojarzy w jakim miejscu zrobiłam zdjęcie ? Gdzie prowadzi szlak ?
![]()
Ta wiocha to Rzyki ? ! ![]()
,
"Świat jest jeno szkołą szukania;
nie o to chodzi, kto dopadnie,
ale kto przebieży piękniejszą drogę"/Michel de Montaigne/
i o to chodzi
Pięknie Panowie, drążcie proszę dalej temat ![]()
Świetne uzupełnienie tematu Eugeniuszu. Ciekawe te dwa archiwalne zdjęcia. Czy to ze zbiorów prywatnych ? ![]()
Nena ależ cudnie opowiadasz, dzięki bardzo.
Zdjęcia urokliwe, spotkania na szlaku równie piękne.
Dania smakowite, wino przepyszne tak, aż chce się laptopa liznąć![]()
Normalnie czuje że tam jestem/byłem z Wami więc chyba zrezygnuję z własnych planów
Ja chyba też zrezygnuję.
Za słabą wątrobę mam na takie ilości tamtejszych napojów.
![]()
![]()
. Nenuś, czyta się wyśmienicie.
Dziękuję ! ![]()
Z niczego nie rezygnujcie !
Wręcz przeciwnie plany trzweba realizować, a marzenia spełniać
.
Z tymi napojami to aż tak strasznie nie było.
Spokojnie …
, nie wypiliśmy gospodarzowi ani całego wina, ani całej eukaliptusówki
! Każda wątroba jest w stanie przeżyć takie ilości
.
Nawrócenie
Nie przestawaj się pochylać nade mną Panie.
Nie przestawaj mnie modelować,
choćbym się opierał.
Jakaż to śmiałość z mojej strony myśleć,
że posiadam klucz do samego siebie !
Przecież ja nic o sobie nie wiem !
Przecież jedynie Ty możesz mi powiedzieć,
co noszę w sercu.
Jedynie Ty możesz sprawić, że zawrócę
z mojej drogi,
tak niepodobnej do Twoich ścieżek. […]
Droga cię zmienia, zmienia cię fizycznie. Hartujesz się , przyzwyczajasz do niewygód. Odkrywasz , że jesteś silniejszy, niż ci się wydawało. Następuje też w tobie cała seria zmian wewnętrznych. Pojawiają się nowe cele i zamiary. Zaczynasz postrzegać w odmienny sposób swoje życie, które teraz, z perspektywy, łatwiej ci jest ocenić.
Właściwie po 100 km jest Ci wszystko jedno czy będziesz spać na pryczy czy na podłodze. Z wielu rzeczy jesteś w stanie zrezygnować i rezygnujesz. Na wiele rzeczy jesteś w stanie przymknąć oko i przymykasz, a na niektóre rzeczy patrzysz zupełnie innym, dojrzalszym, okiem.
Z Redondeli wychodzimy wcześnie, mijając zatokę Ria de Vigo, nad którą leży miasto. Rankiem nad okolicą unoszą się mgły. Jest rześko
. Dobrze, że mamy polary. ![]()
Powoli wchodzimy w strefę leśną. Wcześniej jednak zatrzymujemy się przy ładnie wyeksponowanym źródełku - Fuente Outerio de Penas, na którym widnieją pielgrzymie symbole.
Mijamy ślady przechodzących tędy pielgrzymów
Następnie wchodzimy w pachnący eukaliptusowy las.
Robi się coraz bardziej gorąco. Robimy sobie mały rest. KaŚ musiała się podzielić jabłkiem z osą. Cóż, to też Boże stworzenie, potrzebuje jeść.
Leśną ścieżką dochodzimy do wzniesienia … Alto de Lomba ( 155 m n.p.m.), a następnie powoli schodzimy z ów góry
do miasteczka Arcade, leżącego nad zatoką Ria de Vigo.
Z zatoki wypływa rzeka Verdugo. Jest na niej średniowieczny kamienny most – Ponte Sampaio, przez który przechodzimy, chociaż nie powinniśmy, ponieważ most przeznaczony jest tylko dla samochodów
. Widząc często nieuświadomionego i zagubionego pielgrzyma … przymyka się na to oko
. Most znany jest z tego, że w czasie wojny o niepodległość hiszpańscy powstańcy zmusili właśnie tu wojska francuskie do odwrotu. Jest tu tak ładnie, że urządzamy sobie małą sesję fotograficzną wśród starych średniowiecznych miejskich zabudowań. ![]()
Dalej był kolejny most i strefa leśna, która na końcu przebiegała częściowo wśród winnic.
Na długim odcinku trasy nie ma żadnego baru, ani restauracji. W końcu trafiamy do małej domowej „przystani”.
Byliśmy potwornie zmęczeni upałem, nogi odmawiały posłuszeństwa. Ludzie tam żyjący, chyba wiedzą, co pielgrzymom w takiej chwili potrzeba …
. Gospodarz zaserwował nam swojskie czerwone wino, z winogron z własnej winnicy
, a jak mu zdradziliśmy skąd jesteśmy ..., to na odchodne poczęstował nas jeszcze czymś ekstra
– wódką eukaliptusową ...
Czegoś takiego jeszcze nie próbowaliśmy. Dla niepoznaki nalewał ją z butelki po coca coli
.
Wino swojskie na wsi podaje się i pije w glinianych czarkach.
Pan Geniu na pamiątkę zostawił tu oczywiście polskie barwy narodowe, które zawsze nosił, w razie potrzeby
, w plecaku. Zresztą barwy polskie nie były obce w tym miejscu, co było dla nas bardzo miłe
.
Łatwo się domyślić, że po takim poczęstunku, nagle siły odzyskaliśmy i raźnym krokiem doszliśmy wszyscy do albergue w Pontevedra...
Przed samym miastem, w miejscowości Tomeza, wstąpiliśmy jeszcze do Kaplicy św. Marty, która stoi tuż przy szlaku.
Albergue w Pontevedra znajduje się na przedmieściach miasta. Jest to nowoczesny budynek z 56 piętrowymi łóżkami, dużymi łazienkami z „otwartymi” prysznicami
, kuchnią, jadalnią, biblioteczką i dużym holem
.
Spało się tu wyśmienicie. Kolejnym celem było Barro
, tylko 11 km
Im bliżej celu tym bardziej próbowaliśmy go sobie – „oddalić”, tak miło się nam razem wędrowało, tak dobrze było razem przeżywać tę drogę, tak wspaniale było dzielić razem ten czas
.
c.d.n.
Z Porriño do miejscowości Pontevedra jest ok. 32 km. Dzielimy tę trasę na dwa odcinki, nocując w albergue w Redondeli. Mieści się ono w XVI wiecznym budynku, dawnym dworku. Ilość miejsc - 42, śpi się na piętrowych łóżkach.
Wędrując przez hiszpańską Galicję wiele razy mijamy po drodze ciekawe kamienne lub drewniane domki na nóżkach. Stoją niemal przy każdym domu. Niektóre są całkiem ładne, z krzyżem na dachu. Z początku nie wiedzieliśmy co to może być ? W końcu nasza ciekawość została zaspokojona. Po prostu zapytaliśmy o nie jednego z właścicieli albergue, gdzie nocowaliśmy. ![]()
Hórreo - to podstawowa nazwa dla tej budowli, chociaż każdy region w Galicji wymyśla własne dla niej nazewnictwo. Można się więc spotkać i z innymi nazwami np. cabazo.
Jest to nic innego, jak spichlerz, gdzie przechowuje się płody rolne. Galicja słynie z wilgotnego klimatu, dlatego należało zadbać o to, aby zebrane plony nie uległy zniszczeniu przez wilgoć, oraz aby nie zostały zjedzone przez gryzonie. Najczęściej przechowuje się w nich kukurydzę i inne zboża. W Hiszpanii odbywają się nawet konkursy na najciekawiej zbudowany spichlerz.
Z Porriño wychodzimy w deszczu, który towarzyszy nam dosyć długo tego dnia. Pomimo całkowicie przemokniętych poncz, dobry humor nas nie opuszcza.
Monotonię i chlupanie w butach przerywamy sobie śpiewem, albo modlitwą. Droga wtedy się nie dłuży, czas szybko ucieka. Po kilku kilometrach marszu w deszczu marzy nam się jakaś kawiarnia, żeby chociaż na chwilę zdjąć z siebie nieprzyjemne mokre plastiki. Udało nam się znaleźć coś po drodze. Ściągamy z siebie mokre rzeczy, zamawiamy coś do picia i jedzenia.
Na śniadanie Galisjanie często jedzą coś słodkiego i do tego zamawiają kawę. My jesteśmy nauczeni zjeść coś bardziej sycącego, dlatego często prosiliśmy o coś ekstra. Przeważnie były to przepyszne długie bułki, zawsze świeżutkie. Najlepiej smakowały z jajecznicą
, bekonem, pomidorami, albo serem. W wielu przypadkach jako jajecznicę serwowano nam jajko sadzone
. To nam jednak nie przeszkadzało. Jajko to jajko !
W tym miejscu o mało nie straciłam na dobre swojego szkiełka z aparatu, który dzień wcześniej uległ małemu wypadkowi. …
Zostało przydeptane przez jakiegoś Francuza. Na szczęście zrobił to w miarę delikatnie i aparat do dzisiaj działa. ![]()
Po zakwaterowaniu w albergue w Redondeli ruszamy na miasto, rzucić coś na ząb, a przy okazji trochę się rozejrzeć. ![]()
Jedni zamawiają hiszpańską pastę,
inni próbują chorizo i serów kozich.
Chorizo to tradycyjna kiełbasa hiszpańska robiona z wieprzowiny. Istnieją różne rodzaje chorizo. Ma mocny i charakterystyczny zapach. Do jej produkcji wykorzystuje się słodką paprykę wędzoną lub/i suszoną jako główną przyprawę. Stąd ten pomarańczowy kolor.
Do tego po szklaneczce dobrze schłodzonej, orzeźwiającej sangrii - tradycyjnego hiszpańskiego napoju alkoholowego, który całkowicie różni się smakiem od tego co oferują nam nasze sklepy.
Najedzeni idziemy zobaczyć co ciekawego ma do zaoferowania miasto
. W jednym ze sklepów trafiamy na polski akcent ![]()
W pewnym momencie naszą uwagę przykuwa grupa ludzi z instrumentami. Może uda się wstrzelić na jakiś koncert.?
Ponieważ wszyscy byli ubrani na czarno, przez moment pomyśleliśmy, że pewnie jakiś pogrzeb będzie. …
Grzecznie zapytaliśmy , co tu się będzie działo, powiedzieliśmy skąd jesteśmy i dokąd zmierzamy i wtedy się zaczęło. Jak usłyszeli, że jesteśmy pielgrzymami z Polski, z kraju Jana Pawła II zaprosili nas na oficjalną część uroczystości urodzinowej głowy rodziny całego zebranego z tej okazji rodu.
tj. na ów koncert. W ten sposób znaleźliśmy się w pięknej kamienicy znanej i cenionej w Rodondeli m.in. z działalności dobroczynnej arystokratki - Rity Otero Fernández. Na uroczystość zjechali się niemal wszyscy członkowie rodziny ok. 100 osób z całego świata. Spędziliśmy ten wieczór z dziećmi, wnukami i prawnukami solenizantki. Po koncercie oprowadzono nas jeszcze po domu oraz ogrodzie opowiadają przy tym historię rodziny. Było też pamiątkowe zdjęcie
.
Pod zdjęciem krótki fragment koncertu ![]()
Tak to spędziliśmy przyjemnie wieczór w Redondeli.
Do Pontevedry mamy ok. 16 km. Trzeba się wyspać
.
c.d.n.
O rany … po prawie rocznej przerwie od wyjazdu, ale lepiej późno, niż wcale
, a więc cd ![]()
Pragnienie
Chcę być jak Ty prosty.
Z duszą przejrzystą jak dzień.
Z głosem bez nut fałszywych, ze spojrzeniem głębokim niczym morze, ale ukojnym.
Nie ranić, ale poruszać każdą ludzką duszę,
która przychodzi spytać, gdzie Cię można znaleźć.
Kochać , kochać, kochać, oddać się bez granic
i nadaremnie, dzień w dzień i bez odpowiedzi.
Być mostem, a nie przystanią, być drogą,
którą się wędruje, niezapomnianą, być oknem
na rozległe pola twoich oczu i kochać Ciebie.
Chcę być odpoczynkiem, naczyniem pełnym wina Bożego,
dla ludzi przychodzących Cię szukać
z duszą pokrytą kurzem przebytej drogi.
/Valentín Arteaga/
**********
Jakież to trudne !!!
Na drodze z ludzi wychodzi to, co w nich najlepsze, i to, co w nich najgorsze. U niektórych ludzi zaskakuje cię czasem ich hojność, podczas gdy u innych złość i niemiłe odruchy, czy słowa. Czasem pojawiają się bardzo egoistyczne sposoby zachowania, skierowane głownie na zaspokojenie swoich własnych potrzeb. Podczas wędrówki objawia się też to, co w nas najlepsze. Pojawiają się ludzie gotowi służyć innym, troszczący się o pielgrzymów, wyciągający pomocną dłoń do najbardziej zmęczonych. Ludzie służący dobrym słowem, przyjaznym gestem, zwykłym ludzkim uśmiechem, którzy niczego nie wymagają w zamian, którzy okazują wdzięczność. Ludzie, którzy dostosowują swój krok do tych, którzy w większym stopniu potrzebują towarzystwa, pomocy, rozmowy.
Do Santiago de Compostela mamy ok. 100 km
Dużo … ? mało … ?
Trudno powiedzieć …, droga pokaże …
Hiszpania życzy nam ... ![]()
Od teraz będziemy wędrować przez hiszpańską Galicję.
Hiszpańska trasa z serwetki ![]()
Jeśli chodzi o pogodę, Hiszpania kojarzy się niemal każdemu z ciepłą, nawet gorącą aurą, zwłaszcza latem. Otóż północno-zachodnia prowincja Hiszpanii – Galicja - przeczy zupełnie tym wyobrażeniom. Dzięki bliskości Oceanu Atlantyckiego mamy tu odmienny nieco klimat, a mianowicie upały wcale nam jakoś szczególnie nie dokuczały. Owszem były dni, gdy rzeczywiście było gorąco (w południe), co zresztą nie powinno dziwić, natomiast trafiały się też w ciągu naszego pobytu w tej prowincji chłodne (nawet zimne) poranki oraz dni z deszczem, bywało, że ulewnym. A wszystko to w samym środku lata. Jest to jednak całkiem normalna pogoda, charakterystyczna dla występującego w tym regionie klimatu umiarkowanego ciepłego typu morskiego. Ponczo przydało się więc bardzo
. Swoją drogą zalecam kupno bardzo dobrego ponczo na tę trasę
. Moje sprawdziło się w stopniu średnim. Znowu to z Decathlonu okazało się lepsze
. Trochę żałowałam, że nie zabrałam ze sobą nieco cięższego wojskowego poncho, które zdecydowanie lepiej chroniło by mnie przed deszczem, ale liczyłam się przy pakowaniu z każdym gramem.
Pierwszego dnia Hiszpania wita nas całkiem podobną pogodą jaką przywitała nas Portugalia
. Wyruszamy jak zwykle wczesnym rankiem, zaczyna lekko siąpić. Żeby znaleźć się w Hiszpanii musimy najpierw przekroczyć duży stalowy most na rzece Minho. Ponoć wg legendy pod rzeką Minho wyznaczającą granicę hiszpańsko-portugalską znajduje się sekretny tunel, którym jedna z miejscowych księżniczek - Doña Uraca, wymykała się na spotkania ze swoim portugalskim kochankiem.
Od teraz oprócz żółtych strzałek, częściej drogę wskazywać nam będą betonowe słupki i żółte muszelki na niebieskim tle.
Czasami spotkać można również inne oznaczenia.
Jesteśmy w Tui, do Porriño - miejsca, gdzie przenocujemy, jest ok. 15,5 km, niedużo …
. Wielu pielgrzymów w Tui zaczyna swoją trasę do Santiago, ponieważ dzieli te miasta odległość 100 km. Tyle wystarczy przejść, aby otrzymać certyfikat odbycia pielgrzymki tzw. compostelkę.
Tui to ładne średniowieczne miasteczko z zadbanymi uliczkami i piękną katedrą na wzgórzu, przypominająca bardziej zamek, niż świątynię.

Źródło: wikipedia
Figurki ciemnoskórych świętych – rzadkość w naszych kościołach.
Zwiedzamy katedrę, po czym zaszywamy się w jednej z kawiarenek na pierwszą lampkę hiszpańskiego wina, kawkę i coś słodkiego.
Mżawka ustała, zrobiło się bardzo duszno.
Jeszcze parę rundek wzdłuż malowniczych średniowiecznych uliczek Tui. ![]()
Po tak miłym rozpoczęciu dnia ruszamy dalej. Wychodzimy z miasta.
Wkraczając w leśną drogę, która zaprowadzi nas do miasteczka Orbenlle mijamy most Ponte das Febras (Most Febry) na rzece Loura. Nazwa pochodzi od choroby na którą zapadł w tym miejscu jeden z pielgrzymów San Telmo w 1251 r. wracających z Santiago.
Podziwiamy pierwsze hiszpańskie wioski i krajobrazy. Na horyzoncie pojawiają się niewielkie wzniesienia.
Przydrożne studnie (wanienki) z zimną wodą pozwalają zamoczyć zmęczone stopy, zwilżyć czoło, umyć ręce.
W Orbenlle zatrzymujemy się na obiad. Trafiamy do typowej hiszpańskiej restauracji, która znajduje się w dużym domu (willi) z pięknym ogrodem.
Nie było nic innego w pobliżu, a my byliśmy już bardzo głodni
. Gospodarz częstuje nas tak pysznymi hiszpańskimi smakołykami, że trudno było się im oprzeć.
Na dodatek, nie pozwala odejść od stołu, jeśli wszystko z niego nie zniknie. ![]()
W ogrodzie wśród kwitnących drzew, podziwiając okolicę, pałaszujemy to co nam pan domu serwuje …
. Wszystko było przepyszne ! ![]()
Pimientos de Padrón - to smażone zielone papryczki uprawiane w hiszpańskiej Galicji, przepyszne, podawane najczęściej jako przekąska (tapas). Padrón to miejscowość wokół której uprawia się ich najwięcej. Zostały one sprowadzone w XVI wieku przez hiszpańskich zakonników z Meksyku. Klasyczny i właściwie jedyny w Hiszpanii sposób przygotowania pimientos to obsmażenie ich na oliwie, aż skórka zacznie brązowieć i pokryje się pęcherzykami. Potem posypuje się je grubą morską solą i je całe trzymając za ogonek. W Galicji cieszą się ogromną popularnością.
Po takiej uczcie nie chciało się wstać od stołu
. Poza tym wiedzieliśmy, że teraz czeka nas najbrzydszy, najbardziej monotonny i nudny odcinek trasy – przejście przez strefę przemysłową – Poligono Industrial - prawie 6 km asfaltu w spiekocie słońca (pomimo lekko zachmurzonego nieba można było go dostatecznie odczuć), w hałasie przejeżdżających aut, smrodzie (co kawałek innym), wśród mnóstwa fabryk, zakładów przemysłowych i przetwórczych. Tu wielu z nas się rozdzieliło, szło dwójkami lub samotnie. Ja przeszłam ten odcinek samotnie. Zdjęć z tego kawałka trasy prawie nie mam, ponieważ nie było co fotografować. Każdy skupiał się na tym, żeby szybko mieć go już za sobą. To był moment, żeby poczuć trud drogi, obolałe nogi, ciężar plecaka. Wcześniej bowiem, nie zwracaliśmy na to zbytnio uwagi, skupialiśmy się na tym co nas otaczało. Był to też czas na pobycie z samym sobą. Potrzebny czas.
Niektórzy pielgrzymi pokonują ten odcinek trasy autobusem. My jednak chcieliśmy cały czas iść piechotą.
Pod koniec strefy trzeba jeszcze przejść pod autostradą i wzdłuż torów kolejowych dochodzi się do miasteczka Porriño.
Do Albergue de peregrinos de O Porriño trafiliśmy późnym popołudniem. Jakże przyjemnie było po takim dniu położyć się na wygodnej „pielgrzymiej pryczy”
.
c.d.n.
Nic nie złamałam, wszystko mam na swoim miejscu. ![]()
Ciekawe jak by sklasyfikowali w tym zestawieniu wszelkiej maści chaty studenckie, schroniska prywatne, bazy namiotowe.
Myślę, żeby oceniać trzeba zestawiać obiekty tego samego typu i o podobnym standardzie, a nie np. chatki porównywać z typowymi schroniskami. To tak jakby skonfrontować np. hotel 1 gwiazdkowy z 4 gwiazdkowym.
P.S. baca zmartwychwstał
Huraaaaaa ! ![]()
Z informacji, które można wyczytać na portalu onet.pl okazuje się, że schronisko na Leskowcu jest jednym z najgorszych schronisk, a dokładnie 4 od końca.
ups ! ![]()
Do Krakowa bardzo lubię sobie przyjechać, poplątać się i szybko wracać do siebie na wieś
! Lubię jego klimat. Fajnie go darkheush-u ująłeś na fotkach
Zdjęcie z Zygmuntem milusie.
![]()
"Pachnie" mi to okolicami Kościelca, czy się mylę Pani Psor???
Tak, to Kozia Dolinka
.
Niestety przy tej jakości zdjęcia trudno cokolwiek powiedzieć. Może coś z miernikowców, a może sówkowatych albo barczatek ... Szczegóły są niestety ważne.
Nie będę ściemniał, że jednym z tych idiotów byłem ja
Za dobrze Cię znam darkheush, wiem że nie ściemniasz.
![]()
Pięknie, pięknie
, wschodzik też miałam okazję ostatnio podziwiać, a koziczki wprosiły się na śniadanie
Pozwolicie, że podepnę 3 focie do Waszych. ![]()
Fajnie Cię było znowu poczytać darkheush
! Czekam na kolejne nocne szaleństwa.
!
Droga Jolu i Włóczykijko. Niektóre dania odgrzewane smakują jeszcze lepiej. Taki na przykład bigos czy nawet kotlet drugiego dnia smakują wybornie zwłaszcza z wódeczką.
Zgadzam się w pełni z łysym z łysiny ![]()
Dla takich cerkiewek warto było je poświęcić albo ufajdać, jak kto woli
![]()
Przypomniały mi się nasze cerkiewne wojaże z Jolantą sprzed kilku laty
. Jolu widzę, że dodałaś sobie do kolekcji kolejne cerkiewki. Majowy deszcz, czy mgła - nic nie ujmie piękna im i Niskiemu
. Fajne ujęcia ! ![]()
Przepiękne miejsca, muszę tam kiedyś zaplanować wyjazd
!
Ta roślinka to chaber barwny (Centaurea triumfettii) - piękny !
Rośnie też w Pieninach.
Wycieczka, jak zawsze – przednia !!! ![]()
Z przyjemnością doczytałam dziś przy kawie relację z finiszu
, choć gratulacje złożyłam już wcześniej.
PIĘKNIE !
Przy jaszczurce się wzruszyłam !
Ileż to Jolu pięknych przeżyć miałaś na tej trasie i ileż to życzliwych ludzi spotkałaś na swojej drodze
. GRATULUJĘ raz jeszcze pomysłu na tak długą drogę i życzę Ci wielu kolejnych cudownych wrażeń i niesamowitych przygód
w górach
:* !
PS. Ty dotrwałaś z relacją do końca
, mnie to jakoś słabo wychodzi
![]()
kafel, qamil, Renka216, MKT witajcie w naszym gronie ! ![]()
Tomaszu info poszło też na FB. Liczymy też na to, że może ktoś, kto wie kto kryje się za tymi haniebnymi czynami, doniesie o nich nam, albo odpowiednim służbom. Miejmy nadzieję, że ktoś się opamięta ... i kapliczki wrócą tam, gdzie od lat wisiały, tak jak ta na czerwonym szlaku na Kiczorę.
Piękna tabliczka ! ![]()
Traktor Kombajniak trochę słabe zdjęcie. Nie widać m.in. szczegółów na skrzydełkach. Może masz inne (lepsze) zdjęcia tego owada ?
Niniejszym ogłaszam
, że ostatnim tj. listopadowym zdjęciem w naszym forumowym kalendarzu będzie zdjęcie nr 4 przedstawiające piękny jesienny Gancarz.
Zdobyło 16 głosów
!
Autorem zdjęcia jest kisiel !
GRATULACJE ! ![]()

II miejsce zajęło ZDJĘCIE NR 2 – 13 pkt (autor: nena)
III miejsce –ZDJĘCIE NR 5 – 8 pkt (autor: sprocket73)
Bardzo dziękuję wszystkim za wszystkie nadsyłane zdjęcia i prawie półroczną zabawę !!!
. Było mi miło z Wami współpracować !
Mamy gotowy kalendarz na 2016 rok, który można obejrzeć TUTAJ
Jest piękny !
Pokazaliście na swoich zdjęciach prawdziwe piękno naszego małego beskidzkiego pasma górskiego
. Jego wyjątkowość, magię i piękno o każdej porze roku.
darkheush zaproponował mi, aby z przysyłanych zdjęć, które nie znalazły się w kalendarzu stworzyć ładną okładkę. I sam zadeklarował się to zrobić
. Pomysł myślę bardzo dobry - oddaję Mu więc pałeczkę
.
Do tematu kalendarza wrócimy przed końcem bieżącego roku. Wtedy będziemy ustalać szczegóły ew. wydruku i zakupu. Mam nadzieję, że wprawiony w tym temacie Admin nie odmówi nam i tym razem pomocy
.
Jeszcze raz bardzo dziękuję za aktywną współpracę w temacie kalendarza – nena
Trochę elewację pomalowano, ale mate starą. Pewnie to wszystko na krótko, ale tak to działa jeśli obiekt nie jest posiadaniu prywatnego właściciela.
no właśnie
Zwiedziłam dworek z Jolantą wracając z wycieczki po Jurze.
Miejsce spokojne i urokliwe, szkoda, że Pałac Raczyńskich zaniedbany. Rzeczywistość nie oddaje tego, co na zdjęciach. A może już go odnowili ?
Forum Beskidu Małego » Posty przez nena
[ Wygenerowano w 0.155 sekund, wykonano 7 zapytań ]