a jednak ostatnie 3 piwka wypiłem z pudlem w piątek wieczorem, ale czuje się dumny że mogę pojawić sie gdzieś koło ufo i innych takich tongue

w ZHP jestem od 96 roku co prawda z przerwami no ale. lowell nigdy mi nie uwierzysz jak ci napisze że nie miałem ani kropelki alkoholu wink jedyne napoje to 1,5l wody i 2x powerrade wink

Witam Wszystkich

W dniach 19-20 czerwca 2010 wraz z Harcerzami 12 DSH „Żywioły” z Mikołowa udałem się na biwak w Beskid Mały z nocowaniem w grocie Komonieckiego a poniżej przedstawię wam krótką relacje z wyprawy

Tak więc przygoda zaczyna się o godzinie 5.10 o której następuje zbiórka  zgłoszonych uczestników biwaku na dworcu PKP w Tychach wraz z nami zbiórkę ma jeszcze inna mikołowska drużyna lecz ta udaje się na Adamy. Godzina 5.27 ładujemy się do pociągu na Zwardoń i w drogę. Droga do żywca upływa nam bez żadnych niespodzianek. W samym żywcu mamy 45 minut przerwy w oczekiwaniu na PKS czekamy na dworcu PKP ponieważ na dworze leje. Postanawiamy zorganizować czas harcerzom więc dzielimy ich na dwie grupy, obie grup maja za zadanie dowiedzieć się od ludzi czegoś o Miejscowym harcerstwie oraz 3 nowinek (plotek) miejscowych. Z plotkami nie było największego problemu ludzie chętnie opowiadali lecz z harcerstwem tak różowo nie było miejscowi nic na ten temat nie wiedzieli a na samo hasło „harcerze” dziwnie patrzyli żadna z grup nic w tym temacie nie uzyskała  wiec zadanie wykonały połowicznie. Zadaniem drugim było sporządzenie planu dworca PKP Żywiec co grupy wykonały całkiem sprawnie i elegancko. Tak wiec czas w żywcu mija dość szybko pakujemy się do PKSu , niestety wprowadzeni w błąd i pomyłkę kierowcy zostajemy wysadzeni na złym przystanku przynajmniej tak nam się zdaje. Ponieważ plan był taki aby iść zielonym szlakiem z Kocierzy Rychwałdzkiej przystanek Kocierz Górna zielonym przez Gibasy do skrzyżowania Anula. Kierowca używa jakiejś innej nazwy ale dogadujemy się z nim że chcemy wysiąść na przystanku koło kościółka obiecuje ze da znać jak będziemy wysiadać więc jedziemy. Po jakimś czasie dostajemy znak wysiadamy hmm jakiś kościółek jest ale nazwa na rozkładzie przy przystanku posiada opis „ Moszcznicki”  patrze na mapę Kocierz moszczenicki jest gdzieś Dwa przystanki wcześniej uznajemy ze to pewno inny kościółek i po prostu źle nas kierowca zrozumiał. Skoro to tylko dwa przystanki postanawiamy ruszyć asfaltem Ja ruszam przodem dh Franek zamyka. Po czasie okazuje się że byliśmy na dobrym przystanku i właśnie mijamy sklep i bar w Basiach. Razem z Frankiem postanawiamy iść dalej i na gibasy wejść wszystkim znanym skrótem. Dość sprawnie udaje nam się  dotrzeć do Gibasówki, znalazło się paru maruderów z słabsza kondycją ale wszyscy docierają nadmienić muszę też, że całą drogę padał nam deszcz ale wszyscy maszerowali dzielnie do przodu wygrałem również tabliczkę czekolady ponieważ jedna druhenka nie wierzyła że zaraz będzie płaski odcinek drogi ;P. Po dotarciu do chaty schronienia przed deszczem i na mały posiłek udziela nam Staszek, który ofiarowuje nam też trochę suchego drewna abyśmy mieli czym rozpalić ognisko przy grocie. W krótkiej rozmowie ze Staszkiem dzieci dowiadują się ile chata ma lat i oraz króciutko o stojącej niedaleko kapliczce. Po krótkiej przerwie i narąbaniu sobie drzewa dziękując Staszkowi za gościnę i drzewo ruszamy w dalszą drogę. Koło godziny 12 docieramy do skrzyżowania ANULA, okazuje się że przestał padać deszcz i się przejaśnia więc postanawiamy odwiedzić jeszcze górę Leskowiec. Tak więc rozkładamy rzeczy bardziej zmęczonych po naszych plecakach i ruszamy dalej. Na szczyt docieramy po koło 1h45min . Naszczycie widoki niestety nie zachwycają bo świat schował się za chmurami ale ekipa pokazuje nam na mapie przebieg naszej trasy,  męska część drużyny dla poprawienia swojej tężyzny fizycznej robi kilka pompek strzelamy prę fotek i ruszamy do groty. Grotę odnajdujemy a dokładnie odnajduje dh Franek w raz z Danielem koło godziny 16. Po dotarciu robimy krótką przerwę i rozpoczynamy część dydaktyczną ze względu na specyfikę tego biwaku omawiamy sposoby zabezpieczenia obozowiska jak i zasady warty a później szyki marszowe. Po zajęciach drużyna rozpoczyna zbieranie drewna ja szukam ochotnika co nie jest łatwe w końcu Znajduje jednego otrzymuje on wskazówki i zadanie odnalezienia skrzyneczki z notesikiem co udaje mu się zrobić błyskawicznie. Rozpalamy ognisko rozpoczynamy od ogniska w Harcerstwie nazywanego Obrzędowym przy którym Franek rozpoczyna pogadankę na temat przyrzeczenia harcerskiego. Po tym wszystkim rozpoczynamy już normalne ognisko kiełbaski pogaduchy, niestety nie zabraliśmy gitar czego brak ewidentnie było widać nasz pierwszy wniosek z biwaku ze jest to pierwszy i ostatni biwak bez gitary wink. Około godziny 22-23 kończymy biesiadowanie pora przejść do części praktycznej z zajęć rozwidlamy warty pierwszą w godzinach 23-1 biorą Daria z Kasią, drugą 1-3 Filip, Daniel oraz Ja co nie odpowiadało Filipowi bo wiedział ze nie pośpi na warcie  , kolejną wartę od 3-5 obejmuje Koko i Adam a od 5-7 dh Franek i Arek. Noc mija spokojnie drewna starcza aż do samego rana. Godzina 7 następuje pobudka zaprawa poranna, mycie, śniadanie, sprzątanie po sobie i po godzinie 8 ruszamy nieoznaczoną ścieżką w kierunku wsi Las gdzie o 9.35 mamy busa do Żywca. Do przystanku docieramy o 9 wiec w oczekiwaniu na busa odbywa się kilka krótkich gier i tym akcentem kończymy nasza krótką podróż po Beskidzie Małym.

Dziękuję wszystkim za uwagę i pozdrawiam
Zdjęcia będą jak je ogarnę


Udało mi się nawet szybko zdjęcia ogarnąć
http://picasaweb.google.pl/108616128614 … YZMikoOwa#

179

(42 odpowiedzi, napisanych Off-Topic)

i ja również za

180

(42 odpowiedzi, napisanych Off-Topic)

Ja 2 sztuki poprosze

181

(43 odpowiedzi, napisanych Planowane zloty)

ja we wrześniu raczej bende miał trudno. początek jak bóg da bede zaraz po norwegi wiec fundusz uszczuplony a potem mam targi MSPO wiec też niedam rady

Jak zwykle tylko sie nie rusza tongue

I oto obiecane zdjęcia opisy dodam w najbliższym czasie bo dziś dopadł mnie już leń ;P http://picasaweb.google.com/10861612861 … Czerwcowy#

184

(43 odpowiedzi, napisanych Planowane zloty)

Wrzesień to dla mnie za daleko aby sie określić o tym bede myslał na początku września

185

(43 odpowiedzi, napisanych Planowane zloty)

Ja nastepny weekend odpadam

186

(43 odpowiedzi, napisanych Planowane zloty)

MI generalnie sierpień odpada ponieważ planuję pod koniec odwiedzić Norwegię oraz pierwszy weekend lipca gdyż planowany jest zlot forum Beskidzkiego z kolei 19 czerwca mam mieć audyt w pracy, hmm wyszło ze wiecej mnie niema niz jestem tak wiec postaram się dostosować do waszych propozycji

187

(43 odpowiedzi, napisanych Planowane zloty)

Hej ludziki

Widzę ze miejsce zlotu to już raczej przesądzone może teraz porozmawiajmy o dacie ponieważ okres letni jest to dośc napiety czas urlopowy i gdzieś trzeba ten zlocik upchnąć i to najlepiej na z góry upatrzona pozycje wink

Witam wszystkich.

Ostatni weekend czyli 3-6 czerwca spędziłem wraz z Pudlem i Teresą (kobitą Pudla) na Słowacji miedzy innymi na Małej Fatrze.
Dzień Pierwszy 03-06-2010
Wypad nasz rozpocząłem gdy punkt 8.10 rano pod moje domostwo zawitał Pudlomobil rozpoczął się szybki załadunek i sru w trasę. Po drodze krótka przerwa na zakupy w Čadcy  w niektórym już znanym TESCO. Na miejsce docieramy około godziny 11.30 po przepakowaniu i przelaniu odpowiednich trunków w odpowiednie naczynia około godziny 12 ze Starego dvoru szlakiem niebieskim ruszamy w trasę po pół godzinie docieramy do Sedla Prislop ( 916 m n.p.m. ) tam w przyjemnej wiacie przerwa na piwko i dalej w drogę po krótkim odcinku okazuje się że dobrałem złe ogumienie i lekko się ślizgam na szczęście docieramy do grani, która rozpościera przed nami malownicze widoki. Na grani kolejny horror mijając kilka szczytów szlakiem przez nas okrzykniętych „ w górę i w dół, w górę i w dół i tak do usranej śmierci” docieramy do szczytu Kraviarske ( 1361 m n.p.m. ). A na szczycie pokazuje się nam widok na następny odcinek trasy o zgrozo znowu w dół i zaś pod góra, jest to gdzieś koło godziny 15 – 15.30 na domiar szczęścia niebo porządnie się zaciąga i zaczyna padać. Pudel z Teresą już na szczycie przywdziewają pałatki ja dopiero po zejściu do Sedla za Kraviarskym ( 1230 m n.p.m.) tam otwieramy kolejne piwo i w deszczu i mgle ruszamy w dalszy marsz ku Głównej Grani Małej Fatry. Półtorej godziny zajmuje nam dojście na Sedlo Bublen ( 1510 m n.p.m. ). Z Sedla poprzez Pekelnik (1609 m n.p.m. ) we mgle ograniczającej nasza widoczność do minimum ruszamy w kierunku Veľký Kriváň ( 1709 m n.p.m. ). Docierając do punktu gdzie trzeba zboczyć na sam szczyt co zajmuje zaledwie 10 min w jedna stronę odpuszczamy sobie ponieważ przy tych warunkach i tak nie miało by to najmniejszego sensu tak wiec ruszamy w kierunku Chaty pod Chlebom ( 1423 m n.p.m.) miejsce naszego pierwszego noclegu tam umywszy się i posiliwszy rozpoczynamy spożywanie schroniskowego piwka Tam szybko zaprzyjaźniam się z przebywającymi Słowakami i jak to powiedział Martin „ je to polsko słowacka koperacija „ wiec razem sobie piwkujemy, dochodzi również do wymiany mocniejszych alkoholi z naszych piersiówek i jak ich flaszeczki. O godzinie 22 prowadzący zamyka bufet co nie przeszkadza mu dalej sprzedawać złocistego napoju. Podobno w chacie tej nie można spożywac własnych alkoholi co jednak prowadzącemu nie przeszkadza wręcz nawet wymieniam się z nim moje puszeczkami polskiego piwa które wniosłem za słowackie wink. Dzień kończymy koło godziny 2 -3 w nocy na śpiewaniu i popijaniu bimberku słowackiej grupy studentów.
Dzień Drugi 04-06-2010
Dzień zaczynamy około godziny 9 wstajemy witam się serdecznie z towarzyszami wieczornej imprezki po zejściu do jadalni z gospodarzem poleca mi jajecznice do tego piweczko rzeczywiście orzeźwiająca sprawa tak więce małe posiedzenie i około godziny 12 po pożegnaniu się z obsługą i kompanami ruszamy w dalszą drogę żółtym szlakiem na Sedlo za Hromovym (1550 m n.p.m. ) Pogoda nadal nas nie rozpieszcza więc postanawiamy skrócić naszą zaplanowaną trasę przynajmniej o połowę widoczność niesie gała nawet 3 metrów do tego drobny deszczyk i porywający wiatr. Tak więc ruszamy Poludniovym Gruniem . W pewnym momencie zamiast jak w początkowych planach ruszyć na Stoha ( 1608 m n.p.m.) zbaczamy na żółty szlak w kierunku Chaty na Gruniu . Szlak całkiem miły straszliwie pochyły i śliski nie obyło się bez kilku upadków moje na szczęście z podparciem lecz Teresa już tego szczęści nie miała. W końcu docieramy do chaty zajmuje nam to w tych warunkach nieco więcej niż pokazują tabliczki, tu robimy sobie przerwę na mały popas i zdjęcia z „królem”. Około godz. 15 ruszamy w dalszą drogę niebieskim szlakiem do naszego miejsca parkingowego. Na początku szlak wydaje się być miły i przyjemny lecz po krótkim odcinku okazuje się ze przejście tym w miarę płaskim wąskim szlakiem to droga przez katusze po cudownym błotku co znowu wydłuża naszą drogę ( o wyglądzie butów lepiej nie wspominam )  no ale cóż trzeba iść przed siebie pod sam koniec szlaku Teresa zalicza kolejny upadek pada podejrzenie skręcenia nadgarstka (na szczęście okazało się ze jest on tylko mocno stłuczony. W Końcu docieramy do auta przebieramy buty na suche te przemoczone i obłocone wrzucamy do worków w bagażniku już ich nie wyciągamy do końca weekendu ( mogę tylko powiedzieć ze cywilizacja która powstał po tym weekendzie w moich butach wynalazła już koło ). Po tym krótkim zabiegu ruszamy do Rużenberoka . Po drodze zatrzymujemy się jeszcze w widokowych miejscach przy drodze aby zrobić parę zdjęć oraz w Terchowej aby obcykać Janosika. Docieramy w końcu do celu tam po zajęciu kwater odbyciu upragnionego prysznicu ruszamy na miasto w celu spożycia posiłku. Rużenberok jak co roku w tym terminie obchodzi dni miasta co skutkuje imprezą na rynku i koncertem lecz my ruszamy pojeść a później do dobrze nam znanej i lubianej przez nas knajpki zwanej Nove Korzo po wypiciu tam piwka ruszamy na kwaterę spać.
Dzień trzeci 05-06-2010
Całkiem odmienny od reszty w planach niema żadnych gór ruszamy zwiedzić skansen ziemi Liptowskie po zwiedzeniu skansenu ruszamy w kierunku Liptowskiego Hradu niestety robimy tylko zdjęcia z daleka ponieważ znajduje się on na terenie Hotelu (pensjonatu) i obowiązuje zakaz wstępu. Pudelek poluje tam jeszcze na słońce aby obfotografować jakiś pomnik za ten czas Ja z Teresą siadam na ławce przy bajorku i oglądamy kaczki i rybki tongue
Jak w końcu pudelkowi udaje się zrobić zdjęcia ruszamy do Liptowskiego Mikulaszu wcelu spożycia posiłku po długim poszukiwaniu miejsca z znośnymi cenami okazuje się ze dostajemy posiłek z mikrofali no cóż co mamy począć zjadamy co nam dali i wracamy do Różenberoka. Tu ponownie piwko na kwaterze i w miasto dojeść po zjedzeniu posiłku udajemy się do naszej ulubionej Knajpki gdzie jak w każdą sobotę organizowane SA koncerty tym razem akurat metalowe. Pudel i Ja bierzemy piwko a Tersa cole. Po opróżnieniu piwek i coli Teresa postanawia udać się na spoczynek, a my zostajemy jeszcze w knajpce wypijamy jeszcze ze 3 piwka i ruszamy na kwaterę, gdzie w lodówce czeka na nas kolejne piwko po opróżnieniu piwka i obejrzeniu „13 Dzielnicy” po słowacku udajemy się spać ( zapomniał bym wspomnieć pogoda tego dnia już idealna bez chmurki na niebie samo słońce co doprowadza mnie do szału biorąc pod uwagę pogodę jaką mieliśmy będąc w górach)
Dzień czwarty 06-06-2010
Tego dnia w planach mieliśmy odwiedzić Aquapark lecz patrząc na niebo nad nami i nad Małą Fatrę postanawiamy udać się ponownie na Veľký Kriváň. Tak wiec spożywamy śniadanko pakujemy wszystko do samochodu i ruszamy. Po drodze odwiedzamy jeszcze Hrad Likava gdzie bilety sprzedawała młoda ładna dziewczyna która nie wiadomo czemu się nas speszyła tongue tak wiec oglądamy zameczek i ruszamy dalej w drogę. Dojeżdżamy do Vratna a tam jak prawdziwa stonka Pudel w sandałkach Ja w adidaskach Teresa w półbutach bez plecaków i bez map z aparatami udajemy się do gondolki aby zobaczyć widoki które odebrała nam matka natura w czwartek i piątek ;P. Gondolą wjeżdżamy na Vytah – Horna Stanica i dalej pieszo w naszym stonkowym oporządzeniu w kierunku Krivania ( jak to mówią jak chcesz poznać wroga to zachowuj i ubieraj się jak on ) tym razem już z pięknymi widokami podziwiamy okolice wszystko to czego nie byliśmy w stanie dojrzeć wcześniej jak byśmy tam w ogóle nie byli robimy fotki podziwiamy i ruszamy w dół do gondolki. Tam postanawiamy udać się jeszcze na symboliczny cmentarz Ofiar Gór i tym akcentem zakończyć naszą wyprawę


Dziękuję za uwagę gratuluje dotarcia do końca relacji bo przypuszczam ze nie było to łatwe biorąc pod uwagę moje zdolności humanistyczne tongue Zdjęcia dodam jak tylko będę miał okazje
                                Z górskim Pozdrowieniem Kaper

189

(16 odpowiedzi, napisanych Gdzie nocować w Beskidzie Małym)

Dareczku czepiasz się wiesz tongue

Mrakus moze i do Łazisk nie daleko ale łazisk niema co zalać ja jexdziłem na akcje do Bierunia tongue A burza do Łazisk dotarła coś koło 1 w nocy wink

191

(170 odpowiedzi, napisanych Planowane wycieczki)

Sorki za OT ale opcaj z taką ilościa piwa w plecaku wystepuje tylko wtedy jak niema mozliwości zakupu  i nie wystepuje w wypadach dłuższych niż dwu noclegowe ;P

192

(898 odpowiedzi, napisanych Przedstaw się!)

Na to się zanosi będziemy jedną wielką rodziną ;P

Męcząco dwie noce z rzędu na wałach dają w kość ale naszczęście dzisiaj spokój oby juz nie padało

194

(170 odpowiedzi, napisanych Planowane wycieczki)

Baca to nie przejedzie daleko mu do Abstynenta tongue

Co prawda nie w Beskidach ale przed chwilą wróciłem z umacniania wałów na Wiśle zabezpieczaniu domów i ewakuacji w Bieruniu powiem tak niema żartów Wisełka daje popalić wiele domów juz zalanych pewne osiedla odcięte wraz z jakąś szkołą z wodą niema żartów w jednym miejscu umocniliśmy wał to puścił w innym i tak w kółeczko (padam z nóg). Teraz wszyscy sie modlą oby tylko nie spuszczali wody z zbiorników retencyjnych

Myślę ze raczej wdam sie w Dareczka tongue

I to jest najważniejsze

oni sie chba nie obudzili juz do niedzieli po twoich odwiedzinach tongue

Trzeba zacząć dbać o swoją wątrobę a jednocześnie ruszyła mi Liga amatorska i formę pora poleprzyć tongue

Ostatnio wiosłem 14 dwa plus dwa wypiłem po drodze już nie wspominam o sklepie i poranku u darka i piersiówki przy aparacie a tym razem miałem zaledwie 7 piw i żadnej wódki a i podrodze nic nie wypiłem wink

Markus niestety ten weeknd byłem wyjątkowo grzeczny wink