...czyli o tym, jak bez sensu nosić 1,5kg szmaty w plecaku.

Witam!

Wróciłem coś wyjątkowo (za)wcześnie z wyjazdu kursowego, do siadam i piszę, ponudzę Was.

Akcję zaczynamy w składzie niewyspana Agata i niewyspany ja w piątek. O 6:40 spotykamy się na dworcu PKP w Krakowie. Agata (bardzo strategicznie...) postanowiła się nauczyć w środę jeździć na łyżwach, więc w piątek była cała poobijana i w sumie to miałem lęki, czy da radę. Przedyskutowaliśmy sprawę, przedstawiłem jej dwie opcje - albo z Obidowej na Stare Wierchy, do Rabki żółtym/zielonym i ponownie na Stare Wierchy czerwonym, albo z Lubienia przez Szczeble i Luboń Wielki do Rabki, a potem na Stare Wierchy (gdzie mieliśmy nocleg). Rabka była punktem koniecznym, ponieważ mieliśmy się tam spotkać z resztą ekipy. Agata stwierdziła, że da radę, a jak nie to podjedziemy stopem do Rabki (z przeł. Glisne).
O 7:55 wylądowaliśmy w Lubieniu, zjedliśmy po kanapce, napiliśmy się herbaty i asfalting czarnym szlakiem (który wtedy jeszcze miał kolor przezroczysty). Zimno z rana było tak, że cieszyłem się z spontanicznego wzięcia polaru (miałem w planie tylko bluzę joggingową i kurtkę) i planowego wzięcia czapki. Na podejściu pod Mały Szczebel Agata zaczyna odczuwać kolano, ale daje radę. Dość szybko się rozgrzewamy, więc szybki częściowy (:-() stripteas i leziemy. Niedaleko Małego Szczebla widzę jaskinię, która była oczywiście na mapie. Agata, ponieważ ma klaustrofobię, postanawia zostać na powierzchni. Ja w zasadzie też, ponieważ jaskinia jest zawaliskowa i zawalona. Drepczemy na Wielki Szczebel, trochę się gubiąc po drodze (przyszli przewodnicy, psia kostka...). Jak już lądujemy na górze, to ubieramy na siebie wszystko co tylko mamy. To było bardzo dobre wyjaśnienie skąd nazwa miesiąca - piździernik. Śmiejemy się trochę ze szlaku Jana Pawła II (JP2 samego w sobie oboje bardzo szanujemy. Ot, śmieszy nas nazywanie wszystkiego gdzie był, szlaków którymi chodził w '53, etc. jego imieniem). Gdy lądujemy na przełęczy Glisne jest 12:00, czyli jesteśmy pół godziny w plecy. Postanawiamy dokonać bardzo wymagającego i niesamowicie trudnego technicznie trekkingu dookoła Lubonia Wielkiego. Po 40 minutach dostałem SMSa od przewodniczki ekipy właściwej: "Za 15 minut mamy autobus z Krakowa, będziemy w Rabce około 17:00-17:30". Szybko rzucam panią lekkich obyczajów. Niestety, jest już za późno, żeby wrócić do szlaku na Luboń, a chaszczing nam się nie uśmiecha, szczególnie że stoki Beskidu Wyspowego nie należą do najwygodniejszych do podchodzenia. Spokojnie drepczemy do sklepu "U Paluszka", gdzie postanawiam złupać bronka (bez podtekstów politycznych!) i czipsy. Od sklepu do DK28 mamy 30 minut. Idziemy spacerkiem, łapiąc stopa. Nic z tego. Już na samej szosie podkarpackiej zatrzymuje się trzeci samochód. Przyjemna pani (pozdrawiam!) ubrana między innymi w sportowe rękawiczki samochodowe jedzie do Rabki. My też. :-) A pani jechała bardzo... Ekhm... Konkretnie. ;-) W Rabce się posilamy do godziny 14:30 po czym udajemy się na cmentarz, gdzie poszukujemy cmentarza wojskowego z I wojny światowej. Siedem mogił, większość bezimiennych. Koło siebie leżą Polacy, Węgrzy i Rosjanie.
Przy okazji cmentarza chciałem wyrazić swoje oburzenie. Na cmentarzu w Rabce stoi krzyż, na którym jest napis: "Starobielsk, Kozielsk, Ostaszków, 1939-45", a pod tym naklejone jest zdjęcia ś. p. Marii i Lecha Kaczyńskich... Chyba się komuś coś popierniczyło, żeby stawiać koło siebie śmierć w katastrofie lotniczej i masowe morderstwo z czasów wojny (tylko proszę mi po tym akapicie nie rozpisywać się na temat mojej antypolskości albo teorii spiskowych).
Z cmentarza wracamy na Główny Szlak Beskidzki i wychodzimy na Maciejową, żeby zalec przy bacówce. 45 minut rozkminiamy panoramkę na Tatry, które widać jak na dłoni. Fajnie się tak patrzy i myśli: "O, a tam byłem trzy tygodnie temu". :-) Ponieważ musi być trudniej, a nie łatwiej, zamiast jak biali ludzie iść dalej GSB na Stare Wierchy, złazimy zielonym szlakiem do Jasionowa, dość długo szukamy odbicia na żółty szlak wiodący na przełęcz Pośrednie. W końcu zaczynamy przy pełni księżyca wyłazić na przełęcz. W schronisku lądujemy jako pierwsi, robimy jedzenie, kupuję piwo i czekamy. Po około 45 minutach przychodzi Remik z synem. Okazało się, że szli tym samym szlakiem co my. :-) Pół godziny za Remikiem przychodzi reszta ekipy. Ściorani życiem straszliwie. Chwilę gadamy, pijemy herbatę i rzucamy się spać.

Sobota zaczyna się od pytania Mikołaja (syna Remika) do taty, dokąd dzisiaj idziemy. Moja dusza krzyczała "spaaaaaaaaać!". Nie dało się. Spokojnie zrobiliśmy śniadanie, herbatę i udaliśmy się na szlak. Pod dowództwem Mateusza udajemy się na Turbacz. Mateusz stara się odpowiadać na różne pytania Remika, ale średnio mu idzie. Na niektóre pytania odpowiadam ja ;-)). Wleczemy się jakoś okrutnie. Około południa na Turbaczu odbywamy regularną bitwę na śnieżki. Gdy już każdy obił każdego poszliśmy do schroniska. Tutaj dowiedzieliśmy się, że istnieje taka jednostka czasu jak "piwo". Przerwa trwała jedno piwo (i talerz pierogów). Następnie z niesamowitym szczęściem na twarzy obserwowałem jak Mateusz próbuje opanować lawinę pytań od przewodników. Na Przełęczy Borek prowadzenie przejmuje Asia. Z nią idzie się po prostu źle. Popełnia elementarne błędy w prowadzeniu, które dołują dwie osoby w grupie (Asia wycięła do przodu, a z tyłu zostałem ja, jako zamek, i dwie koleżanki). Aż szkoda pisać. Z Kudłonia, chyba na dobicie, słyszymy średniej jakości panoramkę. Przynajmniej ładnie wyglądała. Nie zamierzam się dużo pastwić. Około 22:00 przyszliśmy na Jasień, a tam impreza na całego, różne trunki się leją. Zanim dotarłem do bigosu zostałem uraczony słowacką, oryginalną, Borowiczką i Jasiem Wędrowniczkiem. Potem do bigosu otwarlim po piwie i w zasadzie na tym się skończyło spożycie, bo byłem padnięty niemożebnie. Trochę się poobijaliśmy, pogadaliśmy o przyszłorocznym śpiewniku na Bacowanie (bo będzie je organizował mój kurs), będzie on zawierał tę jakże zacną pieśń, z którą część kursu się utożsamia.
Około 1:00 przy głosach ogniskowych, darciu mordy i  gitarze kładę się spać. W ramach testów wskoczyłem w nowy śpiwór. Muszę powiedzieć, że mój nowy nabytek - Grizzly Troll 700 - spisał się znakomicie. Spałem w bieliźnie oraz w cienkiej bluzie joggingowej. Było mi aż za ciepło, a było zimno.

Niedziela to spokojny powrót do domu, samochodem z Bakerem. Powrót co prawda przerodził się w srogie pytanie. Było cienko, ale i tak Asia nie wiedziała znacznie więcej ;-))
No i krzepki wschód słońca nad Beskidem Wyspowym... Nie jestem w stanie go opisać. To po prostu trzeba zobaczyć. Widzialność żyleta, ponoć z samego grzbietu było widać Tatry... Ech.

Należy się jeszcze wyjaśnienie podtytułu: otóż. Agata przetrzymywała w swoim samochodzie mój namiot, który miała zabrać na Jasień. No niestety, wzięła namiot i szpilki. Stelaż został w serwisie Opla, gdzie trafił samochód Agaty po zmasakrowaniu przez TIRa. Że tak powiem: epic fail i 1,5kg dodatkowo na plecach (Bergson Ultralight 2 waży raptem 1,8kg, z czego 300 gramów to stelaż. Na szczęście tylko tyle waży).

202

(1 odpowiedzi, napisanych Historia Beskidu Małego)

Witam!

Właśnie wlazła mi w oczy mapa z 1910 roku, pooglądałem najpierw swoje okolice, a potem myślę: "a, rzucę okiem co tam na południu". No i patrzę, a tam... Beskid Mały! Polskie i niemieckie nazwy miejscowości i generalnie no... Ciekawostka. Jak pisałem, mapa z 1910 roku, stworzona przez (jak to kiedyś Darek powiedział) "Matkę Austrię".
http://lazarus.elte.hu/hun/digkonyv/topo/200e/37-50.jpg

Proponuję w ów wątek onyj wrzucać mapy-starowinki, w ramach takich ciekawostek.

203

(7 odpowiedzi, napisanych Beskidy (polskie, czeskie i słowackie))

O właśnie!
Może ma ktoś panoramkę z Sałasz Dupnego? Interesuje mnie kierunek Milówki.

204

(1 odpowiedzi, napisanych Pytania o sprzęt)

Witam!

Wamać, zachciało mi się pijackiej wygody na imprezie i mam... Mam samopompę McKinley Enduro do poklejenia. Dziurki są trzy, malutkie. Mam pytanie, czy ktoś sprawdzał taki wynalazek na przykład: http://www.e-horyzont.pl/tasma-naprawcz … 5405t.html ? Niestety, klej dołączony jako zestaw naprawczy się rozkleił. Znaczy ten... Wypłynęło się chłopakowi.

Pozdrawiam!

205

(146 odpowiedzi, napisanych Planowane zloty)

darkheush napisał/a:

No to robimy update listy wink

Noclegowicze:
[...]
14,15 - Marcus + 1???

Jak pisałem, to nic pewnego. Jeżeli zostanę "udupiony" w szkolenie GOPRowskie to nic z tego. :-(

206

(146 odpowiedzi, napisanych Planowane zloty)

piotr napisał/a:

Ech ludzie, co wy się tak szybko ewakuujecie?

Piotrze, tak jak pisałem: sprawa nie zależy ode mnie. Niestety. :-( Jak nie pójdę na szkolenie GOPRowskie to będę w ciemnej dupie w kwestii ukończenia kursu.

207

(146 odpowiedzi, napisanych Planowane zloty)

Dzisiaj poinformowano mnie, że być może będę musiał w terminie zlotu jechać na szkolenie GOPRowskie w ramach kursu przewodnickiego. :-( Sprawa się jeszcze wyjaśni i negocjuję z szefostwem, żeby szkolenie jakoś później zrobić, ale nie wiem czy się uda.

nena napisał/a:
marcus napisał/a:

Śniadanie (odgrzewamy pulpę [...] )

super relacja marcus !!!. Bardzo lubię Cię czytać big_smile !. Najbaradziej to chyba mnie ciekawi jak smakuje odgrzewana pulpa big_smile tzn. ... ja sobie mniej wiecej ten smak wyobrażam ... big_smile, ale jak wiadomo, co jęzor i podniebienie to inne wrażenia i odczucia big_smile

Włoskie restauracje w pięciogwiazdkowych hotelach nie mają szans przy odgrzewanej pulpie. A smakuje jak pulpa tylko... Hm... Wszystko przejdzie sobą, do tego się dorabia trochę sosu i do boju. Jak jest w pulpie czosnek to potem się gadać nie da :-P

piotr napisał/a:

Marcus bardzo lubię Śląski. Ech... Równica, Soszów, Czantoria, Barania - miodzio wink

Z Baraniej jest cudny widok. Będę musiał się tam udać zimą, będzie jeszcze cudniej. Czantoria... No, część ludzi (znaczna część) i tak nie wychodzi ponad Polanę Stokłosica, nie widzę problemu. Piwo w schronisku wypiliśmy w spokoju, gadaliśmy z jakimiś ludźmi, którzy opowiadali o wyprawie pieszej do Czarnogóry, więc konkretni turyści.

jolanta napisał/a:

Bardzo lubię czytać Twoje relacyje przyszły przewodniku smile

Bardzo mnie to cieszy :-)

kris_61 napisał/a:

Marek, jak szliście czarnym szlakiem w kierunku Tułu obok jeziorka "Toń" w Goleszowie, czy widzieliście małą skocznię narciarską pokrytą igielitem ? Dawno tamtędy nie szedłem sad  Natomiast mowa była  o tym, że władze samorządowe bedą robić wszystko, by skocznię odbudować.
Ciekawi mnie czy dotrzymali słowa?

Goleszów w całości przejechaliśmy stopem, więc nie odpowiem na Twoje pytanie.

kris_61 napisał/a:

Schronisko "pod Tułem" ponoć też trochę podupadło?

Em... Dla mnie to hotel pogórski, a nie schronisko. Ale dziewczyny ładne były. ;-)

kris_61 napisał/a:

Jakoś mało mnie ciagnie w Śląski wink

Mnie też. ;-)

210

(146 odpowiedzi, napisanych Planowane zloty)

piotr napisał/a:

Marcus, ale my chcemy przemocy, więc jeśli masz plan jakiejś naprawdę wyrypiastej trasy to pisz wink

Drżyj świecie! ]:->

Jeden wyjazd w Mały już był, ale pewnie nie był ostatni, ponieważ ekipa nie dotknęła nawet pasma Magurki i Chrobaczej Łąki, ledwie po górach Zasolskich połazili.

212

(146 odpowiedzi, napisanych Planowane zloty)

Jak mi tylko finanse pykną to przyjeżdżam (w tej chwili wszystko wskazuje na to, że będę, potwierdzenie przyjedzie z czasem. Pewnie na tydzień przed zlotem :-/). Mogę przytachać zdjęcia z zeszłorocznego rowerowania po Bałkanach, popieram również pomysł wspólnej trasy (podejmę się ułożenia czegoś ]:-> Ale bez wielkiej przemocy).
A ponieważ jest groźba pojawienia się +1 to proszę o rezerwację łóżka. Ja się, najwyżej, walnę na glebie, jakby się łóżka skończyły. ;-)

Witam!
Rok akademicki się rozwija, więc rozpoczął się też drugi semestr mojego kursu przewodnickiego. Sezon zacząłem od wyjazdu w Beskid Śląski w weekend 8-10 piździernika (sic) 2010 roku.

Piątek.
O 6:00 z łóżka zrzucił mnie budzik. Do plecaka dorzuciłem ostatnie rzeczy pokroju kanapek i termosu z herbatą. Ledwie go podniosłem i przeniosłem się ze snem na godzinę do autobusu, a potem na kolejne półtorej godziny do pociągu z Katowic do Goleszowa. Mój kurs zawiera tzw. grupę szturmową - ekipę, która jedzie wcześniej w góry, żeby połazić bez sensu. Tym razem grupa była markowa - ja i kolega, całe dwie sztuki, 100% Marków.
Z Goleszowa PKP wyszliśmy czarnym szlakiem w stronę Tuła, półtorej godziny szlaku pokonaliśmy w minut 30 dwoma stopami. Z Dzięgielowa wychodzimy do schroniska pod Tułem, niestety sporo asfaltingu, w samym schronisku spotykamy, ku naszemu najszczerszemu zdziwieniu, około 20 dziewcząt w wieku nieprokuratorskim, po ćwiczeniu poloneza wnoszę, że maturzystki. Ciastem nas poczęstowały, zjedliśmy ze smakiem i tylko rzuciliśmy okiem czy w góry nie idą, bo ładne były, a może by przyszłych przewodników potrzebowały...
Szybkim krokiem poszliśmy na Małą Czantorię. Po drodze żywego ducha nie ma, dopiero na szczycie jakieś dwie osoby, ale chyba nas nawet nie zauważyły. Co nieco spożywamy obok sterty butelek plastikowych... LUDZIE! Litości! Plastikowa butelka waży mniej-więcej nic, a po zgnieceniu zajmuje około nic miejsca w plecaku. Tak ciężko ściągnąć ją na dół?! To jest oficjalny bulwers na zaistniałą sytuację.
Na Małej Czantorii rozkminiamy, że na Wielkiej Czantorii jest czeskiej schronisko, więc jest czeskie piwo. Więc idzie się lżej. Czarny Kozioł rządzi. Jak już porządziliśmy to dalej pasmem granicznym lecim na Soszów Wielki, przez Marka nazwany Szoszowem ;-) Gdy ja sprowadzam wrzątek, Marek poznaje Harnasiównę Agnieszkę (pozdrawiam niniejszym!), co kończy się chaszczująco-panoramicznym zejściem do Wisły. Tam kręcimy się, pardą, jak gówno w przeręblu w poszukiwaniu kebaba. Nie ma. Normalnie jakaś masakra. W turystycznej miejscowości nie ma budki z kebabami czynnej o 18:00! Skandal! Hańba! Kupujemy więc dwa piwa i lecimy na dworzec spotkać się z drugą częścią ekipy. Nieboskie 6 osób plus prowadzący wyjazd przewodnik... Skok do PKSa na Kubalonkę, chwilę się tam poniewieramy, pijemy piwo i walimy na Stecówkę, gdzie nawet się nie zatrzymujemy. Jest 20:00. Oczywiście wyjazd nie byłby wyjazdem, gdybyśmy się nie zgubili. Trochę chaszczu, trochę dróg leśnych i trafiamy w końcu do istebniańskiej Zaolzianki, gdzie spożywamy po piwie, gadamy i o 2:00 walimy w kimę.

Sobota.
Asfalting od bladego rana. Prowadzący wyjazd przewodnik co chwilę męczy nas panoramą, ale widoki marne (nisko), pogoda - cudo. Żyleta. Podchodzimy pod Przysłop pod Baranią, jemy i spadamy na Baranią, gdzie niemożebnie piździ (stąd ten "piździernik" wyżej). Pykam panoramkę na Mały i Śląski, jeden z kolegów pyka na Żywiecki i Tatry, lecimy w dół bo zimno. Na Baraniej dowiaduję się, że z Wisły do Telesforkówki prowadzę. Niestety, nie zeszliśmy tak szybko jak to liczyłem i zaczynam prowadzić o 19:00, gdy jest już ciemno. Ku mojemu "szczęściu" między szlakiem zielonym z Malinki przez Czupel na Smerekowiec i szlakiem zielonym przez dolinę Gościejowa poprowadzono trzeci szlak. Zielony. Przez Grapę. Szlak wije się pod wyciągiem w Nowej Osadzie, generalnie intuicja przewodnicka nie zawiodła i spacer po prostu w górę stoku narciarskiego nie zgubił ekipy. Szlak łączy się niedaleko Smerekowca z szlakiem żółtym z Salmopolu na Trzy Kopce Wiślańskie. Do schroniska trafiamy o 22:30, a nie jak planowałem - o 22:00. Godzinka na ugotowanie pulpy, potem godzinka na piwo i podsumowanie prowadzeń. Nie wiem za co dostaję 4 (na pięć możliwych) punkty plus jeden za panoramkę z Baraniej, a jak wszystkie podsumowania zaczynały się od "było spoko, ale..." tak moje zaczęło się od "było zajebiście, tak to powinno wyglądać" big_smile Szybko kończę piwo i idę spać, ponieważ padam na twarz - pięć dni niewyspania z rzędu to dla mnie za dużo.

Niedziela.
Spokojny dzień. Zaczyna się od budzika o 8:00, a zwlekam się z łóżka o 8:40 (jako pierwszy. Ekipa śpi do 9:00). Śniadanie (odgrzewamy pulpę ;-) ) i rozkminiamy panoramkę z Trzech Kopców, po czym idziemy na Orłową, gdzie dokonujemy kolejnej panoramki i drugiego śniadania. I dalej na Równicę, tam kolejna panoramka, tym razem w stronę Goleszowa. Omijamy stonkę i schodzimy na dół. Skaczemy po piwko. Tym razem szaleństwo, bo Brackie Mastne. Polecam. W miarę pustym pociągiem z Ustronia Zdroju jedziemy do Katowic.

Zdjęć nie ma i nie będzie, niestety. :<

214

(6 odpowiedzi, napisanych Off-Topic)

Panowie, przepraszam za takie podejście, ale... To dobrze. Z punktu widzenia turystów jak my - strzelający nie żyje, a ludzie teraz będą myśleć: "Żar? Nie jedziemy tam, bo strzelają tam do turystów!". I będzie spokój.

215

(14 odpowiedzi, napisanych Tatry (polskie i słowackie))

Widok z Chudej Przełęczy
Widok z Ciemniaka
Widok z Suchej Przełęczy
Widok spod Goryczkowej Czuby w stronę Doliny Cichego Potoku
Widok spod Kasprowego Wierchu w stronę masywu Kościelca
Widok z Hali Gąsienicowej w stronę masywu Kościelca
Widok ze Schroniska Murowaniec
Widok na Czarny Staw Gąsienicowy z niebieskiego szlaku na Zawrat
Widok spod Schroniska w Dolinie Pięciu Stawów Polskich na masyw Szpiglasowego Wierchu
Widok spod Schroniska w Dolinie Pięciu Stawów Polskich na masyw Koziego Wierchu

Przepraszam za niewielkie rozmiary i generalnie biedną jakość zdjęć - były robione telefonem na potrzeby drażnienia znajomych MMSami w deseń: "A patrz co ja teraz widzę!".

216

(14 odpowiedzi, napisanych Tatry (polskie i słowackie))

darkheush napisał/a:
marcus napisał/a:
jolanta napisał/a:

Nie ma to jak owocowe klimaty. big_smile

Kurna, zło w butelkach! ;-))


Waść wiesz co prawisz??? Jakie tam zło, sama rozkosz tongue

W momencie picia, owszem.
Ty, Darek, kojarzysz mój śpiwór? To jest typ "pięciu Chińczyków" - jeden uszył, czterech upychało do worka kompresyjnego. Kurna, minimalizacja tego maleństwa to naprawdę ciężka praca. A, jak wiadomo, na kaca taka praca jest najlepsza. ;-)

darkheush napisał/a:

marcus, no nie powiem staruszku, relacyja pierwsza klasa wink Jakby jeszcze foty były to... ehhhhh

Dobra, coś wrzucę. Ale ostrzegam: telefon.

217

(14 odpowiedzi, napisanych Tatry (polskie i słowackie))

baca napisał/a:
marcus napisał/a:

Kilka słów z mojego 4-dniowego łażenia po Tatrach.
Dzisiaj mam w planie skutecznie ominąć Czerwone Wierchy, schodzę więc kawalątek ze schroniska i pnę się na Tomanową Przełęcz, gdzie ma odchodzić szlak czerwony do Doliny Cichego Potoku.

Odcinek ten został zlikwidowany przez słowacki park narodowy, ze względu na pojawiające się tam misie.

Czytałem właśnie, że zlikwidowano szlak. Ale Doliną Cichego Potoku dalej wiedzie droga, żółty szlak na Kasprowy jest idealnie widoczny.

nena napisał/a:

świetna relacja marcus ! big_smile momentami płakałam ze śmiechu big_smile .

Bardzo mnie cieszą Twoje słowa. Cóż Cię tak poruszyło? ;-)

nena napisał/a:

Fotki byłoby miło obejrzeć, ale co zrobić, może lepiej , że nie zabrałeś tego aparatu , skoro los jego byłby z góry przesądzony. big_smile

Z góry to nie. Pod górę był przesądzony. Myślę, że aparat by nie przeżył ciorania na Zawrat. Aż dziw, że telefon przeżył, bo co chwilę łupałem nim o skały (Samsung Delphi - polecam).

kris_61 napisał/a:

Ponoć od nowego roku, o ile w sejmie zapadną ostateczne decyzje, nie będzie można spożywać alkoholu na szlakach czy nartostradach sad Co wiecej, policja będzie badać stan trzeźwości big_smile

Ja policji życzę powodzenia. I proponuję jeszcze wprowadzić obowiązkowe kamizelki odblaskowe z numerem rejestracyjnym narciarza, a za więcej jak 0,2 promila powietrza w wydychanym alkoholu odbierać na rok prawo jazdy na narty (kategoria N).

kris_61 napisał/a:

Trwają jeszcze prace na tym, jak wprowadzić ubezpieczenie dla turystów w miejscach bardziej niebezpiecznych.

Ja to jestem dziwny, ale wzorem Słowaków wprowadziłbym obowiązkowe ubezpieczenie zawarte w cenie biletu do parku narodowego. Bilety, oczywiście, miałyby być dostępne w każdym kiosku, bo ostatnio jak wchodziłem do Doliny Chochołowskiej to budka była zamknięta.

kris_61 napisał/a:

Wzorować się chcą na Słowacji. Słyszałem w radiu wypowiedź naczelnika GOPR grupy jurajskiej, który jest deputowanym z naszego regionu.

Piotr van der Coghen? Ech, jurajski GOPR pod jego władzą zdobył bardzo złą sławę, osławili się akcjami wysadzania skał na potrzeby akcji ratunkowych (w przypadku zagrożenia życia jeszcze rozumiem, ale AFAIK takich sytuacji nie było). Założę się, że pójście w rozwiązanie słowackie okaże się zbyt skomplikowane (jestem skłonny podjąć się tłumaczenia ustawy jak będzie trzeba ;-) ) i będzie 20 lat eksperymentów z finansowaniem akcji ratunkowych, a TOPR i GOPR jak cienko przędą, tak cienko przędz będą jeszcze te 20 lat. :-/

BTW, gdyby nie akcja "1% podatku na śmigło dla Tatr" to do tej pory TOPR (za ciężkie pieniądze) "pożyczałby" helikopter od HZS.

218

(14 odpowiedzi, napisanych Tatry (polskie i słowackie))

piotr napisał/a:

A gdzie zdjęcia marcus?

Zdjęć mam biednie mało i wykonywane tylko telefonem, więc nawet nie warto. Aparat bym tam, prawdopodobnie, rozwalił.

piotr napisał/a:

Dużo śniegu na Zawracie?

10cm może. Dużo nie ma.

jolanta napisał/a:
marcus napisał/a:

spożywamy pół litra gruszkówki i pół litra truskawówkówki.

Nie ma to jak owocowe klimaty. big_smile

Kurna, zło w butelkach! ;-))

jolanta napisał/a:

Dwa lata temu (w letnich warunkach) wygramoliłam się na Zawrat tongue ,ale wykończyło mnie zejście do Doliny Roztoki, ile można iść w dół! mad

Dlatego się idzie z Murowańca na Zawrat i śpi w "Piątce", dnia następnego schodzi ;-)

Brombella napisał/a:

..ja też łikendowo się po Tatrach poszlajałam... a zakochałam się w nich wcześniej... smile
cud malina i już big_smile

A gdzie to się łaziło? :>

Kilka słów z mojego 4-dniowego łażenia po Tatrach.

Słowem wstępu chciałem powiedzieć, że Tatr jakoś nigdy specjalnie nie lubiłem, bo byłem tam kilka razy i albo pogoda była tak biedna, że zęby bolały, albo tłum taki, że bolały też dziąsła. Ale nic to. Zdawszy w trzecim terminie ostatni egzamin sesji IV semestru, jako szczęśliwy student semestru V, roku III spakowałem kilka rzeczy do plecaka i pojechałem.
Dnia pierwszego urządziłem sobie spokojny spacer z Doliny Chochołowskiej do Schroniska na Hali Ornak przez przełęcz Iwaniacką - przez Chochołowską przelatuję ekspresem, fragment na mapie opisany na około 2h (1:50?) robię w 1:15 i bez namysłu skręcam na żółty szlak. Szlaki poznaczone genialnie, ruch niewielki ze względu na padający delikatnie śnieg i generalnie biedną pogodę. Po około pół godzinie spotykam człowieka...
-cześć!
-cześć.
-jak tam szlak wyżej?
-spoko. Słyszałeś, że na Ornaku widziano panią misiową z dwoma misiątkami?
-o szlag.
-miłego!
-również.
I rozchodzimy się na dwie strony. Po chwili spotykam jeszcze dwie ładne turystki (szkoda, że idą w dół :-(). Za to około 1300m zaczyna się wypogadzać, wychodzi na chwilę słońce, a razem z nim na szlak wyłazi... Lis. Chwilę się sobie przyglądamy, po czym on idzie w las, a ja dalej szlakiem. Na przełęczy przerwa na popas, znalazłem czołówkę bo zaczynało się robić ciemno i w dół. Szlakową godzinę pokonuję w ekspresowe 50 minut i melduję się w schronisku trochę po zmroku. Niespotkawszy misia. Nad piwkiem analizuję mapę na jutro.

W piątek rano budzą mnie najpierw współlokatorzy. O 5:30 idą biegać. A idźcie w diabły. Przynajmniej zrobicie rozeznanie pogodowe. Ja zwlekam się dopiero o 7:30, śmiechy-chichy z innymi współlokatorami i na śniadanie. Dzisiaj mam w planie skutecznie ominąć Czerwone Wierchy, schodzę więc kawalątek ze schroniska i pnę się na Tomanową Przełęcz, gdzie ma odchodzić szlak czerwony do Doliny Cichego Potoku. Nie odchodzi. Idę więc na Czerwone Wierchy. Na Chudej Przełęczy zamieniam kilka słów z napotkanymi turystami, dzwonię do domu i do Murowańca:
-macie jakieś wolne miejsca na dzisiaj?
-mamy, ale mogą się skończyć. Jest 30 wolnych.
-to biegnę!
Przez Czerwone idzie się bardzo przyjemnie. Lekko zaczyna wiać wiatr, ale generalnie szału nie ma. Zza chmur przebłyskuje słońce, które opala mnie tak kretyńsko jak tylko można (na głowie mam bandanę zaciągniętą na uszy i czoło. Opaloną mam tylko twarz z takim cudnym łukiem nad oczami...). Z Suchej przełęczy dzwonię na Halę Kondratową:
-znajdzie się łóżko dla turysty na jedną noc?
-sorry. Gleba.
-To dzwonię do konkurencji!
I dzwonię do Murowańca:
-dzieńdobry, chciałem jeszcze raz zapytać, czy faktycznie nie ma opcji rezerwacji jednego miejsca na noc?
-jednego? Spoko, ale w 10-osobowej sali.
-Och nie, jak ja to przeżyję! 10 osób w pokoju! Aaaa...

No to siach - lecę na Kasprowy. Pogoda co raz gorsza. Piździ, za przeproszeniem, jak pieron. Na Kasprowym zjadam cholernie drogi obiad i schodzę na Halę Gąsienicową. Przyjemna pani (pozdrawiam!) deleguje mnie o pokoju nr 5. Ekipy, która miała tam spać jeszcze nie ma. Dziwne...
Kupuję piwo i siadam nad książką, potem prysznic, potem znów piwo i książka. Cudownie jest móc nie myśleć o niczym. O 21:30 kładę się spać (sam w 10-osobowej sali). O 22:00 słyszę pukanie do drzwi
-prosszszz...
-Dzieńdobry! (do pokoju wchodzi miły, acz łysy pan w polarze) Przynieśliśmy gruszkówkę łącką!
-Ooooo! Wchodźcie!
Do pokoju wpada banda pięciu informatyków z Rzeszowa i Warszawy (pozdrawiam!). Gadugadu, spożywamy pół litra gruszkówki i pół litra truskawówkówki. Padam na łóżko i śpię do rana.

Sobota zaczyna się lekkim bólem głowy i SMSem od Agaty (z którą jestem umówiony w schronisku): "idziemy". Odpisuję: "chodźcie" i patrzę na zegarek... 8:00... To powoli się zbieram. O 8:45 schodzę na śniadanie, a moja ekipa już siedzi. Jemy śniadanie, pijemy herbatę, planujemy. Idziemy niebieskim szlakiem przez Czarny Staw na Zawrat. Wychodzą dwie grupy szturmowe: Krzysiek z kolegami i Agata, Aneta oraz ja. Później. Jeszcze wymiana trunków ("damy nie noszą wódki po górach!") i ruszamy. Nad Czarnym Stawem zaczepia nas pan i pokazuje nam kozice. Osiem sztuk. Piękne! Mówi, że to dobry znak, a pogoda się pogarsza - nadchodzą chmury i lekko wieje. W Murowańcu były 3 stopnie, czyli na Zawracie powinno być -2. Idziemy. Pierwszy kawałek, przed łańcuchami, słyszy od nas dużo ciepłych słów, głównie na brak raków, które nie były niezbędne, ale byłyby pomocnymi. Łańcuchy zaś to czas, kiedy człowiekowi bez raków życie przelatuje przed oczami, następują modlitwy do Matki Boskiej Górskiej, Rakowej, Czekanowej i Zawratowej o to, żeby przeniosła nas jak najszybciej na przełęcz. Było ostro, po 150 minutach walki cała grupa, pardon, mocno posrana (ze strachu), poobijana dociera na Zawrat. YES, YES, YES! Udało się. Żyjemy. A to przy okazji mój rekord życiowy - 2159m npm. I to w warunkach lekko zimowych. Schodzimy bezpiecznie i spokojnie do "Piątki". Po drodze łupiemy bronka po zejściu na poziom schroniska. Rozpykujemy panoramkę, uczę Anetę obsługi mapy i kompasu, gadamy, śmiejemy się. I w końcu atakujemy schronisko, gdzie zajmujemy sobie glebę obok Eli i Roberta (również pozdrawiam!). W czasie wieczornej imprezy poznajemy kilka osób w tym Niemców, gadamy w sumie w 5 językach (polski, słowacki, węgierski, niemiecki, angielski) i padamy do śpiworów.

Niedziela do spokojne zejście do ceprostrady na Moko i dalej do Palenicy. Bez szału i w zasadzie gdyby nie absolutnie niesamowita widoczność (ZERO chmur!) nie byłoby co wspominać. Ale to zostaje w głowie, bo aparat leżał w domu.

Podsumowując: wyjechał w Tatry człowiek nie nastawiony do nich entuzjastycznie, wrócił człowiek mocno zakochany w najwyższych polskich górach.

220

(135 odpowiedzi, napisanych Planowane zloty)

Bleah! Jedynie Słuszne Bacowanie będzie pewnie jak co roku w wydaniu SKPB Katowice, też na Jasieniu ale w ostatni weekend października i na nim powinniście się pojawić. ;-)

To może zlot w weekend 16-17 października?

221

(135 odpowiedzi, napisanych Planowane zloty)

Dla mnie im później tym lepiej. Może jednak październik? Sam zagłosowałem na ostatni weekend września, ale teraz okazuje się, że może mnie wtedy nie być w Polsce (a z kalendarza wynika, że w pierwszy weekend października również może mnie nie być, bo to naturalne przedłużenie września ;-) ) :-(

9-10 października? :> I wtedy podejmę się organizacji.

@Darkheush: jak to kto będzie panem młodym... Admin! :-P

222

(63 odpowiedzi, napisanych Planowane wycieczki)

Pupa blada, że tak powiem. Dzwoniłem dzisiaj do elektrowni, niestety ze względu na remont jest wstrzymane zwiedzanie elektrowni do października, a co będzie w październiku to pani nie potrafiła mi powiedzieć. :-(

223

(63 odpowiedzi, napisanych Planowane wycieczki)

baca, ale to nie szkodzi. Możemy potem skoczyć zrobić jakiegoś bronka w Międzybrodziu i dopiero udawać się dodom. ;-)
W ogóle to mam pomysł na taki lekko (post)industrialny dzień: rzucić okiem z bliska na Stalownik, przejść do Elektrowni Porąbka-Żar, a potem jeszcze iść w Kozubnik przez Żar.

224

(63 odpowiedzi, napisanych Planowane wycieczki)

A panowie tak sami, czy z kobietyma? Bo bym liczył pięć osób chętniej ;-)

225

(3 odpowiedzi, napisanych Off-Topic)

Esz, a już była nadzieja...
;-P