Z mojej perspektywy wyglądało to tak:
Nad Wieprzówką pojawiliśmy się po 10. Początkowo trudno było trafić nad łupki wieprzowskie

Strome brzegi, dołem woda. Jakoś tak inaczej niż sobie wyobrażałem.

Ale w końcu się udało.

Strzępek i Junior - zdobywcy łupków wieprzowskich

Przeszliśmy jeszcze kawałek w górę rzeki, trzeba przyznać, że jest ładna.

A potem odbiliśmy na wschód, w górę.

Zdobyliśmy Kamień i Groń Miłosierdzia, z bardzo wypasioną kaplicą/ołtarzem.

Byliśmy w lekkim szoku - jak ładnie i z pomyślunkiem ktoś to wszystko zorganizował.

Doszliśmy do zielonego szlaku na Gancarz, ale że zrobiło się dość późno odpuściliśmy "wielkie" góry i zeszliśmy na dziko do Kaczyny.

Najdzielniejszy Strzępek popisuje się cyrkowymi umiejętnościami, a Junior tylko patrzy podziwem 

W Kaczynie wyszliśmy na Pańkówkę (górkę z masztem nadawczym).
Widok w stronę Leskowca.

Druga powrotna przez Kokocznik, ładnie tam jest na górze.

Z Panienki bezszlakowo w dół do Zagórnika.

I na koniec bardzo miła imprezka w doborowym towarzystwie 

Tak w ogóle to bardzo się cieszę, że udało się spotkać. Nie zapowiadałem się wcześniej, bo nie wiedziałem, czy uda nam się przyjechać, a najgorzej nie lubię tych, co najpierw obiecują, a potem się nie pojawiają. Stwierdziłem, że będzie lepiej, jak nie powiem nic, a potem co najwyżej zrobię niespodziankę 
Niestety Strzępek jest tak rozpoznawalny, że wypatrzyliście nas wcześniej niż my Was 
A tu inne moje fotki z ogniska.
Więcej nie zrobiłem, bo było tak towarzysko, że nie szło się skupiać nad zdjęciami 




