Za namową męża Marka dołożyłam swoją cegiełkę do kapliczki na Gibasach.
Decyzja była trudna. Na polu deszcz, a tu wyjazd. Ma to sens? Teraz, po fakcie wiem, że tak

Po południu wyjazd do Porąbki, by załadować część (ile się da) gontów na kapliczkę. Pogoda sprzyja, więc przy drobnych kropelkach
ładujemy. Kiedy skończyliśmy, nadeszła potężna ulewa.
Decyzja - wracamy do Kęt i konsternacja: jechać dalej – nie jechać – leje „jak z cebra”!!!
Decyduje sms od Stacha z Gibasów do Marka o treści: Marek przywieźć mi dwa duże chleby z Czańca. Jest już drugi powód by pojechać.
O siedemnastej wyjazd. Na miejsce pod chatę Chatara docieramy przed 18. Przywitanie i zapoznanie ze Stachem, kawka, herbatka, kanapki w cieplutkiej kuchni przy miłych rozmowach. Tak czekamy aż ulewa przejdzie.
Niestety, decydujemy się na rozładunek mimo deszczu.

Kończymy w dużej mgle, gdzie widoczność na parę metrów i chata Stacha znika całkowicie z horyzontu 
MK zawiedziony, bo chciał pokazać mi piękne miejsce z widokami, a tu tylko biel.

Ponowne zagrzanie się przy gorącym piecyku i pora wracać.

Wychodzimy z chaty, a tu uśmiech na twarzy i okrzyk Marka: Jest, widać królową – Babia i Pilsko na horyzoncie

Mała sesja zdjęciowa.

Fotka pożegnalna ze Stachem.

W drodze powrotnej, jak na możliwości tego dnia, niebiańskie widoki 

Ze Stachem umówiliśmy się wstępnie na nadchodzący czwartek, by ponownie odwiedzić,
a przy okazji dołożyć kolejną „cegiełkę” do kapliczki.
To piękne miejsce przyciąga. Warto zachować tu ciszę, radosny uśmiech i harmonię z przyrodą,
a ona wzamian odpłaci nam niepowtarzalnymi widokami.
