1

(40 odpowiedzi, napisanych Wydarzenia w Beskidzie Małym)

Pani neno,

    Dwie kwestie ad vocem. To Pani dokonała zabiegu „porównania” sprawy Katynia i Gibraltaru do  Wilczego Jaru. Mnie natomiast chodziło o przykład gdzie, jak i po co opisuje się drastyczne sceny. Zwłaszcza w łatwo dostępnej książce o Gibraltarze autor prowadzi żmudne śledztwo mające wyjaśnić sprawę, w którym nie pomija żadnych szczegółów. Nie znajdę przykładu z katastrofą autobusową, ponieważ w Polsce takiej książki zwyczajnie nie ma. Są natomiast w Tajemnicy Wilczego Jaru, a w niej o Katyniu i Gibraltarze nic nie pisałem

Jeśli idzie o widok śmierci. Refleksja i widok – proszę tego nie rozdzielać. Nie chodzi o wirtualny, płytki naturalizm, ale poprzedzony refleksją. Wychodząc z domu, czyli naciskając wyłącznik komputera czy telewizora ludzie opuszczają wirtualny świat. Są tego świadomi. Ale w skutek tego, o czym Pani opisała, że przebywają w nim non stop, stają się bezbronni. Zdobyli fałszywe wyobrażenie o śmierci – jest niegodna, zwierzęca, wstydliwa… Ofiara to nie bliźni, ale statystyka. Najbardziej drastycznym przykładem dla mnie osobiście była tragedia z listopada 2012 r., gdy w samochodzie spłonęła cała rodzina, a kiedy to się dokonywało, obok przejechało kilkanaście aut. Ludzie nie rozumieją śmierci i strach wywołuje jej widok w realu. Widok krwi, zamkniętych oczu – wszystkiego co się z nią kojarzy. O śmierci należy myśleć. Im człowiek bardziej refleksyjny, uduchowiony tym łatwiej mu to przyjdzie. Największy problem zdają się z tym mieć gwiazdy Hollywood, które nie radzą sobie ze starzeniem, a co dopiero ze śmiercią…

Dziękuję za polemikę i zaproszenie do dyskusji. Chętnie wrócę na forum, gdyby pojawiły się jakieś zapytania i wątpliwości.

Pozdrawiam serdecznie

2

(40 odpowiedzi, napisanych Wydarzenia w Beskidzie Małym)

Pani neno,

    Oczywiście, proszę pozostać przy swoim zdaniu.

Sprawa publikowania drastycznych opisów – naturalnie bez przesady – ma kilka pięter. Po pierwsze walor „wychowawczy”. To temat na referat, więc w skrócie: od końca II wojny światowej społeczeństwa europejskie (nasze od 1989 roku), podlegają procesowi, w wyniku którego odwykły od widoku i refleksji o śmierci. Nie chodzi tu o wrażliwość kobiecą, jak w Pani wypadku, ale o egoizm i brak empatii: giną ludzie, cierpią ludzie, ale gdzieś daleko, zresztą co z tego, zawsze giną. Proszę więc traktować te opisy, jako taki pozytywistyczny naturalizm.

Drugie piętro. W literaturze naukowej drastyczne szczegóły to żadne novum. Wolę odwoływać się do historiografii anglosaskiej, ale żeby nie szukać daleko: sprawa Katynia. Obojętnie czy będzie Pani czytać Allena Paula, Józefa Mackiewicza czy Jerzego Łojka –opisują oni wygląd zwłok po rozkładzie, otwory, złamania, itd. Wszystko po to, aby zbadać metodę mordowania polskich oficerów.
Jeszcze Lepszy przykład. Proszę sięgnąć po książkę Tadeusza Kisielewskiego Zabójcy, o katastrofie lotniczej w Gibraltarze w 1943 r. Autor nie stroni od cytatów z raportów i zeznań świadków, przedstawiających wygląd zwłok ofiar. Najważniejsze są zwłoki Sikorskiego, ewentualne stłuczenia i otwory w jego czaszce. Ma to pomóc odpowiedzieć na pytanie, czy doszło do ewentualnego zamachu lub przynajmniej, jak generał zginął.
Opisy tego typu przydają się więc tam, gdzie można coś wyjaśnić. W sprawie śmierci ofiar katastrofy autobusowej w Wilczym Jarze pojawiło się wiele plotek i przekłamań śledczych, jak zginęli pasażerowie. Moim zdaniem należało je wyjaśnić.

O reakcję rodzin chyba możemy być spokojni. Kiedy spotykałem się z wdowami po górnikach i kierowcach informowałem je, jakie przyczyny śmierci ustalono w trakcie oględzin zwłok (bo sekcji nigdy nie zrobiono). Ich reakcja potwierdza prawidłowość, że czas leczy rany. Zresztą w tym wypadku świadomość, że bliski nie cierpiał jest kojąca.
   
Serdeczności

3

(40 odpowiedzi, napisanych Wydarzenia w Beskidzie Małym)

Z zainteresowaniem przeczytałem Państwa wrażenia i opinie po lekturze książki. Chaos, o którym Państwo piszecie, został w pewnym sensie wyreżyserowany. Zapewne da się go uniknąć lub zredukować do minimum, a zawartość spłaszczyć do połowy. Będzie to wówczas inna książka i można o takiej wersji pomyśleć w przyszłości. Niniejsza książka dzieli się na cztery części, każda z nich prezentuje inny ciężar gatunkowy. Mamy opis regionu i epoki, potem przebieg katastrofy i akcji ratowniczej, opis śledztwa, wreszcie weryfikację krążących wokół katastrofy legend. Zdania o każdej części będą i są podzielone. Dla jednych najlepsze są części druga i ostatnia, a więc opis katastrofy i domniemane jej wyjaśnienie. Dla Pani „neny” na przykład najlepsze są dwie pierwsze, ale polecam jeszcze tę ostatnią dla domknięcia obiegu. Opis śledztwa bez wątpienia jest najtrudniejszy.

Wrażenie chaosu wynika też z tego, że łączę zadania historyka, reportażysty, cytuję dziennikarzy, ekspertów i świadków. Informuje o tym krótki opis na okładce. Szczegółowość, skrupulatność, hipotezy, odwołania do innych katastrof, były – moim zdaniem – potrzebne: skoro rozdrapujemy rany, zróbmy to fachowo, żeby się prędko zagoiły. To prawda, opinii, zdań na temat katastrofy jest bez liku, ale – jak sądzę – w końcu dowiadujemy jak było na jakieś 90%. A to, jak na tak zamierzchłą historię raczej sporo.   

Dziękuję za wyszukanie literówek, naniesiemy je w kolejnym wydaniu, które w sklepach już wkrótce. Co do pozostałych: „akwen wodny” jest rzeczywiście „masłem maślanym”, ale to cytat z raportu MO; numery rejestracyjne BBA1678 i BBA1679 z wiersza p. Słapy odpisałem wiernie; Rudolf Hoess – nazwisko jest poprawne, chodzi o komendanta Auschwitz, nie o zastępcę Hitlera, Rudolfa Hessa. Postaramy się dołączyć szkic mostu i listę pasażerów.   

Chętnie poznam kolejne Państwa opinie o książce. Z doświadczenia wiem, że inaczej oceniają ją zawodowi historycy, inaczej dziennikarze, a inaczej zwykli czytelnicy. Ale te ostatnie interesują mnie najbardziej. W razie potrzeby możecie Państwo wyrazić swe zdanie pod adresem e-mailowym: tajemnicawilczegojaru@gmail.com

Z najlepszymi pozdrowieniami
autor