GOPR potrzebuje pomocy. Dostaną aparaturę do masażu serca, jeśli film który nakręcili i wrzucili na YT osiągnie 100tys. Wyswietleń.
To co, oglądamy i pomagamy! ![]()
I udostępniamy! ![]()
https://www.youtube.com/watch?feature=p … rD4SJqtDwU
INFO: http://www.tvs.pl/informacje/gopr-walcz … niec-wideo
1 2015-04-21 08:02:03
Temat: GOPR potrzebuje naszej pomocy (1 odpowiedzi, napisanych Off-Topic)
2 2015-01-06 22:09:54
Odp: Nie ważne gdzie... ważne z kim :) (1,014 odpowiedzi, napisanych Wyprawy pozagórskie)
Super psiak ![]()
3 2015-01-01 18:43:26
Temat: Świateczna Jura (4 odpowiedzi, napisanych Wyprawy pozagórskie)
było po prostu super. W 5 dni kręciliśmy się po Jurze, trzasnęło 90km
Udało się ustawić z 2 znajomymi na 5 dniowy świąteczny wypad na Jurę.
23-go Wystartowaliśmy z Wilsonem z Zawiercia Borowe Pole. Szybki marsz na miejscówkę, bo było już późno. Trasę 16km pokonaliśmy w ciągu 2h, ostatni etap to było zlokalizowanie źródła którego namiary miałem na GPSie. I powrót by poszukać miejsca do spania, było już ciemno i właściwie to rozbiliśmy się przy samym szlaku, w okolicach Babiej Góry, pod Podlesicami.
W drodze na nocleg

Piec do wypalania wapienia
Dnia następnego postanowiliśmy pozwiedzać wspomnianą Babią Górę, trochę skałek i śmieci. Które towarzyszą Jurajskim lasom na każdym kroku ![]()
Kolejny punkt to Góra Zborów, ale wcześniej trzeba zaczerpnąć wody. Bo z tą nigdy nie wiadomo, co prawda na GPS mam zaznaczonych kilka źródeł na naszej trasie, ale wierzyć mapie wydawnictwa Compass, że one tam są... Wolę nabrać wcześniej.
Źródło, wodę piłem bez przegotowania. Było ok.
Góra zborów to zdecydowanie punkt obowiązkowy Jurajskiej wycieczki. Trzeba trochę wspiąć się na górkę, ale widoki z niej są warte każdego wysiłku. Niestety dziś pogoda raczej kiepska, wczoraj trochę polało. Dziś wilgoć ogranicza widoczność do kilku kilometrów.



Lecimy dalej, kolejny punkt to zlokalizowany na Górze Zborów zamek w Bobolicach. Kawałek trasy przed nami. Po drodze zahaczamy jeszcze o jakieś skałki, gdzie ktoś zrobił sobie wiatę a w małej szczelinie skalnej, miejsce do spania.







w Zdowie trafiamy na sklep, przy którym kilku miejscowych wesołków którzy gdy dowiedzieli się że idziemy spać do lasu, wypiło nasze zdrowie, po czym krzyknęło "Nie przeżyjecie" ![]()
Po chwili naszym oczom ukazał się piękny, odbudowany praktycznie od zera zamek w Bobolicach, trochę zdjęć i ruszamy na Mirów. Podobno zamek nie zostanie odbudowany a tylko umocniony i odświeżony tak by dalej się nie sypał. Szkoda.
Szukamy noclegu, odpowiednie miejsce znajdujemy na okolicznym wzgórzu, na północ od zamku.

Z samego rana w Czwartek dołącza do nas Irol, ruszamy wszyscy w stronę Złotego potoku. Przechodząc przez ładną starą wioskę Trzebniów.
Dziś ruszyliśmy koło 9. Ale do lasów Złotego potoku jest 20km, idziemy wolniejszym krokiem, podziwiając jurajskie lasy. W Złotym potoku jesteśmy już późnawo, mimo 15 i święta, trafiamy na otwarty sklep. Zakupy zrobione, lecimy w las. W nogach dziś 30km, trochę połaziliśmy na przełaj, jednak większość trasy to marsz asfaltem.
Trzebniów
Zabytkowa studnia w Trzebniowie (niestety nie działa) ![]()
Irol przytargał ze sobą padlinę, wilson zajął się pieczeniem ![]()
Rano, zastała nas zima, wieczorem deszcz, rano mróz i śnieg.
Śniadanko i lecimy...
Dziś nocleg w okolicach Sokolich Gór.
Zimno, temperatura ok -9 stopni, ale do tego dochodzi wilgoć. Zamki w namiocie zamarzły, musiałem podgrzewać je zapalniczką by się z niego wydostać.
Sobota, idziemy przez rezerwat w stronę zamku w Olsztynie...
Gdzie dokonujemy, pierwszego w historii zimowego wejścia, bez tlenu. Nową drogą od południowej strony!


Olsztyn, na mapie sprawiał wrażenie większego ![]()
Wracamy na szlak, by połazić jeszcze po Sokolich Górach, marsz na nocleg który zrobiliśmy 3km od Poraju.
Trzeba wracać do domu, dzięki Wilson i Irol za świetny wypad. Szkoda że te 5 dni minęło tak szybko ![]()
Więcej i większe zdjęcia tutaj: https://www.flickr.com/photos/114198437 … 971896882/
Trasa: http://www.wandermap.net/pl/route/28738 … dzien-2014
4 2014-11-15 00:56:55
Odp: Ubezpieczenie w górach (13 odpowiedzi, napisanych O czym w górach wiedzieć trzeba dla własnego bezpieczeństwa)
Z SIGNAL odpisali mi że pokrywają koszty akcji ale tylko do kwoty 6000 Euro. Troszkę mało...
5 2014-11-09 14:31:50
Temat: Beskid Śląski, weekendowe Bacowanie :) (4 odpowiedzi, napisanych Beskidy (polskie, czeskie i słowackie))
Z Maurycym wybraliśmy się trochę odpocząć od codzienności, pobacować ![]()

Babia Góra, w Sobotni poranek.

W poranek Sobotni, Tatry.
Beskid Żywiecki. Babia, Pilsko, Rysianka...
Beskid Żywiecki
Aza
Nocna Bacówka
Widok z okolic Malinowskiej Skały w stronę Wisły/Ustronia
Mała Fatra z okolic Małego Skrzycznego
Wielki Rozsutec i Stoh, najbardziej charakterystyczne góry na Małej Fatrze



Zachód Słońca dopadł nas przed Skrzycznem.
Więcej zdjęć: https://www.flickr.com/photos/114198437 … 142456436/
6 2014-11-08 16:59:38
Odp: Ubezpieczenie w górach (13 odpowiedzi, napisanych O czym w górach wiedzieć trzeba dla własnego bezpieczeństwa)
Trafiłem właśnie na stronę Union.sk
Ubezpieczenie górskie obejmujące koszty 20k Euro, za akcje ratunkową i poszukiwawczą kosztuje 16EUR za miesiąc.
Lub - Pakiet medyczny i koszty związane z HZS to 28EUR/Miesiąc
Wychodzi taniej niż ten SIGNAL, tam chcą prawie 180-205zł za sensowny pakiet/ miesiąc
7 2014-11-08 14:47:04
Odp: Pierwsza pomoc dla psa (3 odpowiedzi, napisanych O czym w górach wiedzieć trzeba dla własnego bezpieczeństwa)
Ja widziałem jak zespół pogotowia reanimował psa, ale jak chcesz zobaczyć jak to wygląda to masz tutaj filmik:
https://www.youtube.com/watch?v=eFMQc64-jSs
8 2014-11-08 14:41:21
Odp: Ubezpieczenie w górach (13 odpowiedzi, napisanych O czym w górach wiedzieć trzeba dla własnego bezpieczeństwa)
A ja mam pytanie, gdzie najlepiej kupić ubezpieczenie na Słowację, obejmującą akcję ratunkową i poszukiwawczą czyli ubezpieczenie obejmujące tę minimalną kwotę 20 tys Euro? I obejmujące akcje HZSu, bo wiem że na to trzeba osobny pakiet.
Znalazłem kilka słowackich stron i takie ubezpieczenie obejmuje jedynie kwoty paru tysięcy Euro. Trochę za mało
W Polsce nie doszukałem się gdzie można kupić ubezpieczenie, obejmujące też akcję ratunkową HZSu. Tylko ubezpieczenia zdrowotne :<
9 2014-10-22 13:00:32
Odp: Napełnianie kartuszy turystycznych, bielsko (11 odpowiedzi, napisanych Ogłoszenia)
Właśnie przyjechała butla z gazem zimowym, więc gdyby ktoś chciał napełnić to zapraszam.
Kartusze do odbioru dnia następnego. ![]()
10 2014-10-06 17:50:14
Odp: Raki (4 odpowiedzi, napisanych Pytania o sprzęt)
Biorę je pod uwagę od dawna, ale brak w nich podkładek przeciwśnieżnych, co może trochę wkurzać
Dla tego na razie się wstrzymuję.
11 2014-10-06 16:25:52
Temat: Raki (4 odpowiedzi, napisanych Pytania o sprzęt)
Poszukuję raków do butów bez rantu, czyli zwykłych butów trekkingowych.
Ile chciał bym wydać? W okolicach 300zł
Czy ktoś może polecić coś sensownego? W tej cenie jest coś w ogóle sensownego?
12 2014-10-03 18:24:34
Odp: Napełnianie kartuszy turystycznych, bielsko (11 odpowiedzi, napisanych Ogłoszenia)
No o te "jednorazowe" mi właśnie chodzi
Nie są jednorazowe. Może je spokojnie napełniać do 10-15 razy.
13 2014-10-02 16:22:16
Odp: Napełnianie kartuszy turystycznych, bielsko (11 odpowiedzi, napisanych Ogłoszenia)
Sam Propan będę miał gdzieś w połowie miesiąca ![]()
14 2014-10-01 22:14:55
Odp: Napełnianie kartuszy turystycznych, bielsko (11 odpowiedzi, napisanych Ogłoszenia)
Wygląda to tak, Butan posiada temperaturę wrzenia przy -1°C. Propan przy -42°C
W skrócie - Gdy zacznie wrzeć, nie będzie się palił.
Czyli najlepszym gazem zimowym jest mieszanka z większą ilością Propanu.
30% propanu, 70% butanu, temperaturę wrzenia, gaz osiąga przy - 20°C chyba wystarczająco na Polskie warunki.
W kartuszach są słabe mieszanki z samym Butanem, lub Propanem-Butanem w proporcji Propan 10%, Butan 90% Chyba wyjątkiem jest kartusz Colemana z mieszanką P-30%, B-70%
Obecnie posiadam troszkę lepszą mieszankę dla wózków widłowych czyli 40% Propanu i 60% Butanu.
15 2014-09-28 16:21:21
Temat: Napełnianie kartuszy turystycznych, bielsko (11 odpowiedzi, napisanych Ogłoszenia)
Oferta dla ludzi z Bielska i okolicy.
Napełniam kartusze turystyczne, te standardowe gwintowane DIN EN 417 100g do 445 gram.
Obecnie dostępna mieszanka Propan-Butan, niedługo będzie dostępny też sam Propan.
Kartusze napełniane do 80% pojemności fabrycznej.
Koszt napełnienia jest symboliczny, 5zł + 1,5zł za każde 100 gram gazu.
Czyli w przypadku kartusza 220 gram, całkowity koszt to 8zł
16 2014-09-22 00:03:06
Temat: Kupię puste kartusze gazowe (0 odpowiedzi, napisanych Ogłoszenia)
Witam, może komuś zalega kilka pustych kartuszy gazowych (Te z gwintem), o dowolnej pojemności.
Chętnie kupię lub przyjmę ![]()
17 2014-09-16 17:37:16
Odp: Beskid Wyspowy - ostatnia wycieczka Strzępka (13 odpowiedzi, napisanych Beskidy (polskie, czeskie i słowackie))
Aha, czyli teraz rozumiem. Myślałem że po prostu ciągle biegał i szukał was, i w końcu padł ze zmęczenia.
18 2014-09-15 20:15:42
Temat: Pies w terenie, grupa dla właścicieli i ulubieńców aktywnych psiaków:) (0 odpowiedzi, napisanych Off-Topic)
Zapraszam wszystkich miłośników aktywnych czworonogów, ale również tych którzy ich nie mają ale je lubią ![]()
Do polubienia profilu grupy „Pies w Terenie” Gdzie dzielimy się zdjęciami swoich pupilów w terenie, ale również poradami i informacjami dotyczącymi podróżowania i spania w lesie. ![]()
19 2014-09-14 15:32:23
Odp: Beskid Wyspowy - ostatnia wycieczka Strzępka (13 odpowiedzi, napisanych Beskidy (polskie, czeskie i słowackie))
Ech ... znowu mi się łezka w oku zakręciła ... sad
Mi też, ja sobie nie wyobrażam że mój pies którego zreszta traktuję jak pełnoprawnego członka rodziny, nagle się gubi, a co dopiero jak umiera szukając z całych sił właściciela. ![]()
Często puszczałem psa w lesie, luzem. Ale od czasu jak się strzępek zgubił przemyślałem sprawę. Nie będę ryzykował. Też lubi wystrzelić za jakimś zwierzęciem, choć zwykle nie odbiega dalej niż kilkadziesiąt metrów, kto wie co jej może odbić.
![]()
21 2014-09-09 15:47:57
Odp: zaginął Strzępek (11 odpowiedzi, napisanych Off-Topic)
Wrzuciłem info na swój profil i profil grupy miłośników psiaków w terenie. https://www.facebook.com/groups/pieswterenie/
Oby się znalazł, nie wyobrażam sobie co bym zrobił jak by mój psiak zaginął ![]()
22 2014-08-13 19:40:47
Odp: Mała Fatra, Vielki i Mały Rozsutec... Z psem. (12 odpowiedzi, napisanych Karpaty (czeskie, słowackie, ukraińskie ect.))
Dzień 3.
Dziś trzeba będzie wracać, ale szkoda zbierać się tak wcześnie. Ruszyliśmy na ławeczki przy pomniku obgadać dzisiejszą trasę. Po wczorajszym ciężkim dniu, żaden z nas nie miał chęci na jakąś ambitną trasę, do tego dzień zapowiadał się upalnie.


Po przejechaniu kawałka samochodem, zatrzymaliśmy się w Petrovej, stąd po 2 kilometrach docieramy do żółtego szlaku w kierunku Przełęczy Medzholie. Po drodze spotykając pasterza ze swoim dobytkiem.





Do przełęczy wiedzie piękny szlak, przez stare Bukowo, Dębowe lasy. Widoki na góry wyglądające jak te znane z filmów dokumentalnych Ameryki Południowej. Wysokie, strome, gęste. Do tego piękne przełęcze i widoki na dalsze górki.






Powolnym krokiem docieramy w końcu do przełęczy. Tutaj, tuż pod szczytem Wielkiego Rozsutca robimy przerwę, obserwując wspinających się na górę turystów.







Upał daje w kość, po dłuższym odpoczynku ruszamy Zielonym szlakiem do auta, jednak to wcale nie jest takie proste. Docieramy do wioski Biela. Stąd na mapie nie ma żadnych szlaków ani ścieżek w stronę przełęczy Prislop nad Bielou. Tutaj właśnie zaczyna się 2 kilometrowa droga do samochodu, oczywiście można obejść dookoła gór ale to oznacza 8 kilometrowy marsz asfaltem, w upale.



A ten z każda minutą daje jeszcze bardziej popalić. W końcu w wiosce trafiamy na jakąś kobietę, pytając o drogę do Chaty Janosika. To karczma zlokalizowana na naszej planowanej trasie. Tuż przed parkingiem.
Dostajemy wskazówki jak się dostać do przełęczy, punktem głównym ma być jakaś dzwonnica, przy której trzeba skręcić w lewo. Idziemy i wypatrujemy...





Marsz polami zajmuje może z godzinę, ale to była długa i męcząca godzina. Słońce z każdym krokiem nas spowalniało, dawno takiego upału nie widziałem. Ciężko nawet się oddycha. Jeszcze kilka owieczek wygrzewających się w słoneczku ![]()


W końcu docieramy do przełęczy, stąd już kawałek. Po dotarciu do samochodu Piotrek ugotował jeszcze na szybko żurek, takie miłe zakończenie ciężkiego upalnego dnia ![]()
23 2014-08-13 16:48:18
Odp: Mała Fatra, Vielki i Mały Rozsutec... Z psem. (12 odpowiedzi, napisanych Karpaty (czeskie, słowackie, ukraińskie ect.))
Szlak z Wielkiego Rozsutca na przełęcz Medziholie moim zdaniem nie jest jednak trudny.
Szlak jest bardzo łatwy, poza skałką którą i tak można obejść. Dzieci sobie poradzą z wejściem, zresztą mijaliśmy parę słowaków którzy targali kilkuletnie dzieci w górę a potem w dół. Wlazły o własnych siłach.
Mały Rozsutec>Medziholie to już bardziej wymagający mimo że bardzo krótki szlak, i tu właśnie mieliśmy najwięcej trudności ze sprowadzeniem psa. Diery z większym psem to nie jest głupi pomysł, pod warunkiem że dysponuje się szelkami asekuracyjnymi dla niego. I kawałkiem liny.
24 2014-08-02 23:36:02
Odp: Mała Fatra, Vielki i Mały Rozsutec... Z psem. (12 odpowiedzi, napisanych Karpaty (czeskie, słowackie, ukraińskie ect.))
Dzień drugi, noc była gorąca. Obudziłem się dość wcześnie, korzystając z okazji gdy kolega spał, polazłem gdzieś w las pozwiedzać okolicę. Piotrek zawinięty po czubek głowy w śpiworze wstał dobre 2 godziny później.
Szybko ogarnęliśmy obozowisko i ruszyliśmy w stronę auta, dzisiejszy cel to Rozsutec, Mały i Duży.
Przejechaliśmy kilka kilometrów, na parking w Białym Potoku.
Startujemy z Białego Potoku szlakiem niebieskim, tłumy ludzi, setki turystów, ciągle podjeżdżające busy. Po kilkudziesięciu metrach rezygnujemy, ja to nawet nie chciałem wysiadać z auta widząc te tłumy, prawie na siłę wytargał mnie z niego Piotr ![]()
Decydujemy się na wejście zielonym szlakiem. Po chwili wyprzedzamy 3 słowackich turystów, dalej nie ma już nikogo. Zastanawiamy się patrząc na mapkę i strzałki przy szlakach, czy to przypadkiem nie szlak kierunkowy, a my idziemy pod prąd. Okazało się szybko że to sugerowany kierunek trasy, a typowy szlak kierunkowy jest tylko jeden, w dolinie Diery.
Pierwszy etap trasy to wejście na Mały Rozsutec. Zielony szlak wiedzie cały czas do góry, stromo, cholernie stromo. Nawet nie chce mi się wyciągać aparatu, zresztą nie ma widoków, nudny marsz pod górę gęstym lasem…
Prosty odcinek to może jakieś 200-300 metrów z całego szlaku…
Po długim ciężkim podejściu, 4km trasy. GPS pokazuje do szczytu 300 metrów odległości, tu zaczynają się skały i łańcuchy, ten krótki odcinek pokonujemy w dobre 40 minut. Całą trasa przewidziana na 2,5h udaje się pokonać w 3 wliczając jeden półgodzinny odpoczynek na śniadanie. tempo mamy niezłe ![]()
Na szczycie sporo ludzi, siadamy nad 150 metrową przepaścią i podziwiamy widok na Wielki Rozsutec. Popijając jeszcze chłodne piwko ![]()
Schodzimy do Przełęczy Medzirozsutce. Tu zaczyna się mały problem, zejdziemy z psem? Łańcuchy, 100 metrowa ściana pod kątem 85% Momentami jest w pionie. Jak to ugryźć? Wyjście jest, można się wrócić, droga jest jedna. Na parking. Ale trzeba chociaż spróbować.
Piotrek schodzi pierwszy, znajduje punkt oparcia kilka metrów niżej, opuszczam mu psa. Schodzę kilka metrów poniżej, i odbieram. I tak w kółko. Przyblokowaliśmy trochę szlak ale nie ma wyjścia, na szczęście wszyscy bardzo wyrozumiali, z uśmiechem na twarzy i niedowierzaniem. Co się tu odpierdala. Pewnie niewiele psów tutaj wlazło i zeszło o własnych siłach. Cała drogę. Małego pieska można jeszcze wrzucić do plecaka, Azę już nie bardzo.
Zdjęć z tego kawałka nie ma, po pierwsze się nie dało. jedną ręką trzeba było trzymać się łańcucha, drugą psa. Zresztą nawet zapomniałem że mam aparat, i chcieliśmy zejść jak najszybciej, bo korek od dołu i góry…
W końcu docieramy na Przełęcz Medzirozsutce. Niech nikogo nie zwiedzie wielkość góry, od dołu nie wydaje się wielka. Ale to naprawdę kawał góry, z góry dopiero będzie to widać. No właśnie, z góry. Czyli z Wielkeigo Rozsutca. Ale zastanawiam się czy po tym co zobaczyłem na 300 metrów niższej górze, w ogóle są jakieś szanse dostać się tam z psem, choć właściwie to jest na odwrót. Nie martwię się czy z nim wejdę ale czy zejdę.
Ostatecznie decyduję się ruszyć, jeśli będzie źle to po prostu zostanę i wejdę później gdy Piotr ze szczytu wróci, i popilnuje psa.
W skrócie. Jedno wielkie podejście. Aż pomału robi się to nudne… Tutaj jest tak wszędzie. Stromo pod górę, stromo w dół. Mało jest szlaków które znane są choćby z Beskidów. Trochę pod górkę, trochę z górki, małe podejście, trochę trawersem… Nie tutaj.
2km i półtora godziny później
Upał daje nieźle w tyłek ale w końcu widać szczyt. Od razu przybywa więcej sił. Trochę jestem już zmęczony, pies też ale trzyma się dzielnie.
W międzyczasie odbywa się 50 metrów poniżej mnie, akcja ratunkowa Horskiej záchrannej služby. Ktoś przecenił swoje możliwości, a może tylko się wystraszył. Podobno to tutaj częste, ktoś dostanie blokady stojąc nad przepaścią, na skale trzymając się łańcucha. I nie ma wyjścia, trzeba wzywać HZS, który za takie akcje wystawia rachunki sięgające dziesiątek tysięcy złotych. Właśnie sobie przypomniałem że nie kupiłem ubezpieczenia…
20 minut od szczytu widać Polskie Beskidy. Z nad których nadciąga potężna burza.
Waham się chwilę czy iść na szczyt czy po prostu wracać. Zaczyna kropić.
Droga na szczyt zajmuje mi może 5 minut, prośba jakiegoś Polaka o zdjęcie, i lecę w dół. Nie ma na co czekać, deszcz zmoczy skały, będzie niebezpiecznie, do tego grzmi w oddali a na szczycie nie ma gdzie się schować. Głupotą jest tutaj siedzieć. Mimo to z 30 osób na szczycie tylko dwie decydują się na szybki odwrót.
Burza na szczęście minęła naszą górę, ale na pobliskim Stoh’u, musi nieźle napierdzielać. Górę która znajduje się obok, widać już tylko do połowy.
Ludzie dopiero teraz decydują się na zejście ze szczytu. Z tych tłumów idących do góry, zostało kilka wytrwałych osób, dalej idących po szczyt, reszta uciekła w dół.
Trzeci etap, do po prostu dotarcie do auta. Dość szybko okazuje się że to nie takie proste.
Docieramy do Medzirozsutce, tu coraz bardziej zmęczeni chwilę odpoczywamy. Przełęcz która była jeszcze 2 godziny temu oblegana, jest prawie pusta. Siedzi może z 10 osób. Decydujemy się obrać szlak niebieski. Czyli ten z którego zawróciliśmy na początku. Nie ma już tłumów, ledwie kilka osób. Jest już dość późno, do tego pogoda cholernie nie pewna. Już nie leje ale zaniesione jak cholera.
Szlak wydaje się prosty. Zejście doliną… Szybko się okazuje że to chyba najtrudniejszy odcinek trasy. Po parunastu minutach, ścieżka się kończy. Szlak idzie rzeką, człowiek idzie po wodzie, po mokrych kamieniach. Za chwilę wodospad, zejście po mokrym wodospadzie, skrawki łańcuchów, mokro i wysoko. Ale to dopiero początek.
Zaczyna się to czego się obawiałem. Zejście.
Szybko się okazuje, że niebieski szlak, to po prostu górska rzeka, bo to chyba ciężko nazwać po prostu strumykiem czy potokiem. Schodzi się wąwozem o nazwie Diery. Cały czas idzie się rzeką, droga wiedzie przez wodospady, na niektórych są łańcuchy, na innych trzeba sobie poradzić bez nich.
Trochę spowalniamy tempo na szlaku, ludzie czekają na swoją kolej. Wodospad za wodospadem, coraz wyższe i coraz trudniejsze. Pomału przekazujemy sobie psa, i schodzimy na przemian w dół. Cholernie trudna i wyczerpująca sprawa.
Jedna z tych najmniejszych drabin, tę udało się obejść. Następną pokonać pomału podając sobie psa co kilka szczebli.
Dalej nie jest lepiej, pomału ale idziemy. Choć i tak wyprzedziliśmy sporą część ludzi. Cały czas śmieję się z tych którzy w butach biegowych schodzą po tych mokrych wodospadach, przecież to proszenie się o tragedię.
Robi się nieciekawie. Potężne, wielkie na kilkadziesiąt metrów wodospady, i ogromne drabiny. Do tego jakieś chujowate, cieniutkie szczeble na których ciężko stawia się buta, a gdzie jeszcze łapa psa. Próbuję łapać psa za szelki ale te się wyślizgują. Poprzednią małą drabinę udało się pokonać, inną można było obejść, tę na szczęście też. Ale to wymaga wspinaczki cholernie stromym zboczem, i szukanie drogi zejścia. To nie takie proste, tu na każdym kroku są skały, niektóre wyrastają otaczając górę w koło. Na dole Piotr który zszedł drabiną macha pokazując że „tędy ni chuja” idę dalej, w końcu udaje się znaleźć w miarę bezpieczne zejście.
Historia lubi się powtarzać, i tak kilka kolejnych razy. Jestem już wykończony tą ciągłą wspinaczką i szukaniem drogi zejścia. Pies ledwo już idzie.
Polski turysta mówi że kawałek dalej jest potężna drabina, do tego nie jedna… Ale dalej już nie ma drabin.
Piotr stojący kilka metrów ode mnie, mówi spoglądając na drabinę że nie ma szans żeby zejść z psem.
Znajduję wejście na zbocze, ślisko, zajebiście stromo. Wykończony jednak docieram do jakiejś ścieżki. Okazuje się że uda się nią zejść do przełęczy Vrchpodžiar. Stąd już powinienem dotrzeć spokojnie do szlaku niebieskiego, czyli marszu rzeką i wodospadami.
Wielki Rozsutec stamtąd idziemy ale to jeszcze nie koniec…
Po niedługim czasie okazuje się że jest jeszcze jedna drabina… Kurwa, miało nie być, też już mam ich dość
To ta z tych mniejszych. Niestety jest problem, pies nie chce już patrzeć w dół, z całej siły zapiera się łapami, nie chce widzieć tych przeklętych drabin. Jesteśmy o 20 minut od parkingu, ostatnia drabina, ostatni wodospad. Niestety tego nie da się obejść. Skały wszędzie w koło, mapa sugeruje że nie da się ich tak łatwo przekroczyć, ciągną się i ciągną. Decydujemy się na odwrót, na szczęście 20 minut w górę rzeki było rozwidlenie szlaku, tam decyduję się na marsz żółtym w stronę miasteczka Stefanova. Piotr wraca się na szlak w wąwozie by samochodem objechać na drugą stronę gór, i odebrać mnie z psem.
Tu szlak już typowo turystyczny, niecałe pół godziny i docieram do cywilizacji. Podziwiam widoczki na Rozsutec. Idę drogą w stronę Doliny Vartny. Skąd ma przyjechać Piotr.
Idę ostatkiem sił, pies też kompletnie wyczerpany. Jest transport, jedziemy na miejsce noclegu. Tym razem planujemy rozbić namiot przy pomniku Janosika w Terchowej.
Wielki Rozsutec w promieniach zachodzącego słońca. Zrobiło się późno, do zmroku może z pół godziny. Trasę na 7h, pokonaliśmy w 12, szczęście że się udało choć w tyle.
Namiot rozbijamy już po ciemku w Terchovej, na wzgórzu przy pomniku Janosika.
Serdecznie odradzam to miejsce na nocleg, jak się potem okazało to miejsce wieczornych popijawek turystów
Szczęście że rozbiliśmy się choć te 30 metrów dalej.
Wszystkie zdjęcia z dnia drugiego: https://www.flickr.com/photos/114198437 … 972790356/
25 2014-07-24 19:05:39
Temat: Mała Fatra, Vielki i Mały Rozsutec... Z psem. (12 odpowiedzi, napisanych Karpaty (czeskie, słowackie, ukraińskie ect.))
3 dni z Maurycym spędziliśmy na Małej Fatrze. Będę wrzucał relacje i zdjęcia po kolei.
Dzień pierwszy.
Start o 17:00 z Bielska. Jedziemy w stronę Małej Fatry. Cel – Terchová.
Docieramy przed zmrokiem. Do tego pięknego miasteczka w którym w 1688r. urodził się Janosik. Który zresztą ma w swym miasteczku Muzeum i piękny wielki pomnik na wzgórzu.
Szukamy miejsca na parking, i tak docieramy do wąwozu Tiesňavy. Położonego pomiędzy masywami Bobotów. Kawałek od miasteczka, już w Parku Narodowym Małej Fatry.
Przejeżdżamy wąwóz i naszym oczom ukazuje się Veľký Rozsutec. Zdjęcie i zawracamy na zauważony wcześniej parking.
Wąwozem płynie potok Vrátňanka, w którym schłodziliśmy wszelkie dobra na wieczór. ![]()
Czas na rozgrzewkę, szkoda siedzieć bez celu a jest jeszcze chwila przed zmrokiem. Decydujemy się na marsz z wąwozu Tiesňavy, Niebieskim Zbójnickim Szlakiem – na Male Noclahy.
Tutaj Mała Fatra pokazuje że to nie są górki znane z Beskidów Góry są małe ale strome, pokryte Wapiennymi i Dolomitowymi skałami. Tutaj szlaki prowadzą albo stromo w górę albo w stromo dół. Trawers jest rzadkością.
Szlak idzie stromo, z dołu górka wydaje się niewielka. Na oko ma może z 400 metrów w górę. Idziemy mozolnie w górę, szlak prowadzi przez chwilę bardzo stromo, ale już po chwili zaczynają się łańcuchy i skałki. Tutaj już wiem że jutrzejsza trasa to będzie prawdziwe wyzwanie, wyjść tam z psem. Jak na razie w górę psiak daje radę, nawet na praktycznie pionowych skałkach z łańcuchami. Do szczytu mamy kilkanaście minut, ale decydujemy się na odwrót, bo zaczyna robić się ciemno. Tu zaczyna się zejście, i problem. Jak sprowadzić bezpiecznie psa? Szybko obieramy taktykę która sprawdziła się całkiem nieźle.
Docieramy do podnóża skały, zbieramy graty z auta i idziemy na nocleg. Plan jest taki aby rozbić się poza granica parku, to kawałek, z 15 minut drogi. Wbijamy w las, słońce już zaszło, jest ciemno. Przedzierając się przez stromiznę i wielkie krzaki znajdujemy pozostałości jakiegoś szałasu. Rozmowy o dupie maryny przy niewielkim ognisku, pijemy to co się schłodziło, i idziemy spać pod chmurką. Gwiazdy świecą, może nie będzie padać. Ten daszek nas nie ochroni, ale to jedyne równe miejsce w okolicy. Zasypiam, pełen obaw co do jutrzejszych planów. 2 najlepsze punkty programu, chyba nie będą do zdobycia z psem…
Wszystkie zdjęcia z dnia pierwszego:
https://www.flickr.com/photos/114198437 … 880271821/