Ja w takim razie obiecuję jeszcze coś napisać, a sam wyczekuję kolejnych obrazków z Beskidu Małego
1 2014-01-13 18:48:22
Odp: nie do końca udane Glarner Alpen (10 odpowiedzi, napisanych Pasma pozakarpackie (Alpy, Kaukaz, Apeniny ect.))
2 2014-01-12 20:52:07
Temat: nie do końca udane Glarner Alpen (10 odpowiedzi, napisanych Pasma pozakarpackie (Alpy, Kaukaz, Apeniny ect.))
Drodzy forumowicze,
Tak się jakoś poukładało, że przyszło mi chwilowo zamieszkać z daleka od Beskidu Małego i podobnych mu miejsc, które są mi bardzo bliskie. Z tej okazji chwilowo szwendam się po górach bliższych mi z racji odległości, chociaż chyba jakoś tak wedle zasady, że wszędzie dobrze gdzie nas nie ma, z dużo większym sentymentem wybrałbym się, mimo że po raz tysięczny, na Leskowiecz czy Madohorę (!).
Tak więc z wielką radością czytam zamieszczane tutaj Wasze relacje, w których sentyment budzą pojawiające się w nich znajome widoki.
Czując się wobec tego zobowiązany, postanowiłem podzielić się z Wami swoją relacją z wycieczki w tutejsze góry, również bardzo piękne, będące wciąż jednak substytutem miejsc, które zostały gdzieś daleko.
Tym więc razem, chciałbym opowiedzieć o wczorajszej wycieczce w Glarnen Alpen.
Jest to takie malownicze pasmo górskie we wschodniej Szwajcarii, w kantonie Glarus, od którego bierze swoją nazwę. Szwajcaria ma tą wspaniałą cechę, jeśli mowa o weekendowych wycieczkach , że cały kraj przejechać można w góra cztery godziny. Tak więc wystarczy wstać odpowiednio wcześnie i w sensownym czasie można dotrzeć w dowolny górski zakątek.
Dokładnie w ten sposób, tzn. wstając wczesnym rankiem, docieramy do miasteczka Ennenda i stąd zaczynamy podejście. 
Plan był co prawda nieco inny: między Ennenda a Schilt, szczytem który planowaliśmy zdobyć jest 1800m różnicy wysokości. Można pomóc sobie kolejką (których w Szwajcarii jest chyba milion!) i zyskać w ten sposób 1000m! Kolejka jednak, ze względu na kulawą zimę, była zamknięta o czym dowiedzieliśmy się na miejscu. Trudno więc – 1000m w tą czy w tamtą …
Pierwszy fragment drogi prowadził przez gęsty bukowy las ku mojej wielkiej uciesze. Wyglądało to zupełnie jak beskidzki szlak - dajmy na to czerwony z Międzybrodzia na Żar. 
Z jedną może różnicą, po drugiej stronie doliny, zamiast Czupla widać było niesamowity masyw Glärnisch. Jego wysokość w najwyższej części sięga niespełna 3000m, ale największe wrażenie robi Vorder Glärnisch, który od dna doliny (tj. ok. 450m n.p.m.) pnie się pionowo dwa kilometry w górę!
Po ok. dwóch godzinach ostrego podejścia docieramy do górnej stacji nieczynnej kolejki. Jest ciepło, słonecznie, nie ma ani grama wiatru, a śniegu jak na lekarstwo. Wpadamy więc na najbardziej idiotyczny pomysł dnia: skoro nie ma śniegu, po co taszczyć ze sobą rakiety kolejne 800m na szczyt – zostawmy je tutaj. Do przejścia mamy jeszcze dolinę Schilttal (ok 1h), a dalej jest już tylko przełęcz Rötard skąd na szczyt jest jakieś 30 minut. Tak więc zrobiliśmy.
… ok. 20 minut później pokazał się nieśmiało pierwszy śnieg.
Wszystko wyglądało jednak na tyle bajkowo, aby beztrosko kontynuować marsz. Widok rozciągał się na całą zachodnią część doliny Linth i naszym oczom ukazał się charakterystyczny kształt Tödi (ten z płaskim masywem szczytowym), najwyższego szczytu Glarnen Alpen (3614m).
… ok. godziny później śniegu było już wystarczająco dużo, aby poważnie utrudniać marsz. Cały masyw szczytowy Schilt zdawał się jednak być na wyciągnięcie ręki, według GPS została nam maksymalnie godzina drogi. 
Z kroku na krok jednak, dalsza droga (bez rakiet!) stawała się trudniejsza. W końcu osiągnęliśmy moment, w którym z trudnością przychodziło wygrzebanie się ze śniegu w który się zapadaliśmy. Ostatnie 100m pokonaliśmy w jakieś 20 minut. Było z tego masa śmiechu, ale jednogłośnie stwierdziliśmy, że to co robimy nie ma już najmniejszego sensu i pora na odwrót.
Droga w dół była oczywiście dużo łatwiejsza i, powiedziałbym, fotograficznie przyjemniejsza. 
Chowające się za góry słońce przyniosło piękne, miękkie i ciepłe światło. 
Na całym szlaku, przez 7 godzin, nie napotkaliśmy absolutnie nikogo. Alpejskie widoki mieliśmy tylko dla siebie.
I to tymczasem tyle. Po więcej zdjęć zapraszam na Flickr: http://flickr.com/ljanus.
Serdeczne pozdrowienia, Łukasz
P.S.
A i tak chętniej pojechałbym w Beskid Niski…
3 2013-12-28 21:47:29
Odp: najwyższe szczyty Beskidu Małego w jeden dzień (6 odpowiedzi, napisanych Ulubione szlaki Beskidu Małego)
Bardzo ciekawa opcja.
![]()
Szybko licząc ok. 35km i 1400 przewyższenia czyli jakieś 12h marszu. (http://www.szlaki.net.pl)Na wiosnę w sam raz
Marek, właśnie na późną wiosnę sobie go zostawiam. Wyliczenia w Garmin BaseCamp dają wynik zbliżony do Twojego.
Pozostaje popracować nad formą przez zimę
PS
Nazwy Madahora używam jako tzw. "lokals" ![]()
Podobnie jak groń JP2 to dla mnie Jaworzyna
4 2013-12-28 19:28:04
Temat: najwyższe szczyty Beskidu Małego w jeden dzień (6 odpowiedzi, napisanych Ulubione szlaki Beskidu Małego)
Cześć,
to mój pierwszy post na forum więc jeśli niewłaściwie wybrałem kategorię, uprzejmie proszę szanownego admina o przepięcie postu
Otóż, chciałbym szanownych forumowiczów zapytać czy ktoś robił kiedyś trasę przebiegającą przez wszystkie szczyty Beskidu Małego o wysokości powyżej 900m. Na ile mi wiadomo, takich szczytów mamy cztery (Magurka, Czupel, Madohora i Leskowiec).
Planowana "wycieczka", zaczynałaby się na przełęczy Przegibek. Pierwszy, łatwy odcinek to oczywiście niebieski szlak na Magurkę i Czupel, dalej w dół do Czernichowa i aż do czerwonego szlaku na Cisowej Grapie. Drugi etap to kontynuacja czerwonym szlakiem, przez Przełęcz Kocierską, Potrójną, Madohorę, aż do Leskowca. Końcówka to zejście do Rzyk.
Czy ktoś podejmował się podobnego wyzwania, próbując takiej trasy w jeden dzień ?
serdecznie pozdrawiam,
Łukasz