darkheush napisał/a:No to teraz Jolu Sądecki. Gdzieś w okolicy Runka (1082 npm) wypada połowa GSB. A potem Niski i Biesy. Jakbyś chciała navi na androida (pod apkę Trek Buddy) z mapami turystycznymi po Niskim (ponoć fatalnie oznaczony), to wal jak w dym. Namiary znasz 
Zgłoszę się, zgłoszę
Co prawda zamierzam korzystać głównie z busoli
ale podwójne zabezpieczenie się przyda 
Póki co trza mi się jednak dostać do Krościenka
Polecam gorąco stację turystyczną Państwa Chrobaków
Miejsce niezwykle przyjazne wędrującym turystom. Gospodarze serdeczni, skorzy do pogawędek, w razie potrzeby poratują wyżywieniem. Warunki bardzo przyzwoite, a cena za nocleg niewygórowana.
Zmordowana walką z wiatrołomami marzyłam tylko o natrysku i wygodnym łóżeczku. Zeszłam do jadalni, gdzie w kuchni przygotowałam sobie kolację. Chciałam iść jak najszybciej spać… Nie dało się…

Przy takim oto piecu, który stoi sobie w kuchni Gospodyni piekła na niedzielę placek. Pachniało więc w całym obejściu i nic dziwnego, że już po chwili zeszli się domownicy – Gospodarz i Stareńka Babuleńka, a także para turystów, którzy również nocowali w stacji.
Gospodyni - Pani Ela poczęstowała nas herbatką z łącką śliwowicą
i nie wiadomo kiedy zaczęły się snuć opowieści… o życiu na Studzionkach zanim drogę do Ochotnicy zrobiono, o strasznych burzach, huraganach, srogich zimach i głodzie na przednówku, o kapliczce co ją postawiono jakiś czas temu i teraz ksiądz w niedzielę przyjeżdża odprawić tam Maszę świętą…
Przodowała w opowieściach Babuleńka. Widać, że te gawędy sprawiały jej przyjemność 
Najbardziej spodobała mi się opowieść o dwóch siostrach. Rzecz działa się w Ochotnicy. Siostry miały wspólnego męża i siedmioro dzieci
Cała trójka zgodnie żyła, a dzieciaki się dobrze chowały. Pewnego razu, gdy bawiła się na moście jakaś obca kobieta przechodziła tamtędy i zostawiła na chwilę swoje dziecko, zostawiła je i więcej nie wróciła… Nastał wieczór, dzieci pobiegły do domu, pobiegł i z nimi nieznany chłopiec. Siostry zdziwiły się, ale zrobiło im się żal znajdy. Nakarmiły dziecko, umyły i położyły spać. Same usiadły przy piecu i bojaźliwie oczekiwały męża. Chłop wrócił do chałupy, umył się, zjadł i zaczął liczyć dzieci – no i doliczył się jednego więcej… Spojrzał na struchlałe kobiety i rzekł: siedmioro się wychowało to i temu miski zupy nie braknie. A potem oczywiście wszyscy żyli długo i szczęśliwie 
Uwielbiam słuchać takich opowiastek i często zdarza mi się, że wędrując spotykam starszych ludzi siedzących przed chatkami starymi jak i oni sami… Jeżeli nadarzy się okazja przysiadam się i słucham… no i potem mam biedę gdziekolwiek zdążyć
Tego wieczoru nocujący w stacji turyści nieźle mnie nastraszyli opowiadając o tym, że szlak do Krościenka jest w wielu miejscach nie do przejścia z powodu wiatrołomów i oni bardzo się natrudzili kiedy kilka dni temu szli nim na Studzionki. Odradzali dalsze wędrowanie i sugerowali, abym zeszła do Szlembarku
Pamiętałam mordęgę w drodze na Studzionki, czas ponad plan jaki mi ten odcinek zajął i obawiałam się czy dotrę na czas do Krościenka – będzie niedziela, wieczór, a muszę jeszcze dostać się do domu… Co robić?
Niedzielny ranek wstał cudny

z lewej Studzionki w oddali Gorce i Wyspowy
nawet Taterki było zdecydowanie lepiej widać, choć pozować do fotki nie chciały 

Pożegnałam się z Gospodarzami i ruszyłam na szlak. Sprawdzę jak tam jest – wrócić mogę zawsze… może chociaż do Lubania dojdę i potem zejdę na Snozkę, gdyby było ciężko…
Wiatrołomy zaczęły się tuż przed Kotelnicą i z przerwami występowały aż do Runka. Ponieważ cały czas szło się lasem, na przemian obchodziłam, przekraczałam, pełzałam, wspinałam się, aby potem zeskakiwać… im bliżej południa tym upał był większy, a moje zmęczenie jeszcze większe…
Runek osiągnięty! darkheush twierdzi, że to połowa szlaku, dobrze!
Będzie z górki, chociaż coraz dalej od domu
Przy którejś przeszkodzie zahaczyłam o gałąź i …. rozdarłam spodnie… gdzie… no wiadomo… na doopie
W tej temperaturze w długich spodniach wędrować nie będę
Od czego mamy srebrną taśmę – szybka decyzja, podklejam materiał w miejscach rozdarcia i już mogę ruszać dalej.
Od Polany Wybrańskiej przez Morgi i Jaworzyny Ochotnickie szlak jest czyściutki bo drzew nie ma
za to są piękne widoki


Dopiero samo podejście pod Lubań znowu daje do wiwatu. Nie dość, że stromo jak fiks to znowu dziesiątki powalonych drzew – do tego jeszcze fruwające różnorodne bzyki. Gorąco było, gorąco…

Na Lubaniu zachwyt!


Fotopstryki i kierunek do wiaty bazy namiotowej bo tam cień będzie i zasłużony odpoczynek.

Wszystko to było i nawet więcej, przyszłam na gotowe – znaczy turyści – Ojciec z Córką, których kilkakrotnie mijała od piątku na szlaku – mieli rozpalone ognisko

Wyprosiłam
wrzątek i raczyłam się kawusią
Pod wiata było jak w klimatyzowanym!
Szybko się zregenerowałam

Uzupełniłam wodę w źródełku poniżej polany.

Po raz n-ty obejrzałam ruiny schroniska

Teraz nadszedł czas na podjęcie decyzji, jak dalej wędrować… i właśnie wtedy pod wiatę dotarła czwórka turystów, którzy również mieli zamiar wędrować do Krościenka – pójdziemy razem! 

W drodze do Krościenka - Jaworzyna - widok na północ, Beskid Sądecki.

Punkt widokowy - Marszałek, od Pienin po Beskid Sądecki.

Cudne łąki z podkolanem białym

Te wszystkie "wstawki" z roślinkami były możliwe tylko dlatego, żem razem z naszymi forumowiczami, w Beskidzie Małym je poznawała 
Kierunek Krościenko

To było świetna decyzja! Wiatrołomów na zejściu było niewiele, widoki przednie, a najważniejsze, że Gorce przewędrowane
Po kliku, cały albumik z gorczańskiej części GSB

A reklama w przerwie serialu? Będzie jutro! 
Wokół góry, góry i góry...i całe moje życie w górach, ileż piękniej drozdy leśne śpiewają,niż śpiewak płatny na chórach. Wokół lasy, lasy i wiatr...i całe życie w wiatru świstach. Wszyscy, których kocham, wita was modrzewia ikona złocista. (J.Harasymowicz) 