Ponieważ spędzałem weekend w Wadowicach, więc machnąłem sobie wczoraj fajny trening biegowy z dużą ilością podbiegów i zbiegów tzn. postanowiłem popracować nad siłą biegową i nieco zahaczyć o Beskid Mały i zrobiłem następującą trasę: Wadowice - Gorzeń Dolny - Gorzeń Górny - następnie wkroczyłem w nasze góry (no może górki
) by wbiec po żółtym szlaku na Iłowiec (jest stromo, kamieniście i lekko błotniście, 477 m), a następnie Łysą Górę (554 m), po czym krótkim, ale bardzo stromym odcinkiem szlaku zbiegłem na Przełęcz pod Łysą Górą (ok. 510 m). Tutaj odpocząłem chwilę na ławeczce przy krzyżu i tablicy poświęconej Janowi Pawłowi II, a dalej po niebieskim szlaku (Szlak im. Czesława Panczakiewicza) pobiegłem do Wadowic i tam zakończyłem długie wybieganie po 1:53 h. Biegło się początkowo kiepsko, ale z każdym kilometrem się rozkręcałem, miałem też wrażenie, że początkowo sztywne i źle ułożone od biegania po asfalcie i betonie stopy w górskim terenie się rozruszały i zacząłem je stawiać prawidłowo tj. na przednią część stopy. Nie będę hojrakował, że całą trasę przebiegłem bez wytchnienia - były postoje (krótkie) dla uregulowania oddechu na stromym podbiegu pod Iłowiec, następnie na szczycie Iłowca i Łysej Górze. Mimo wszystko biegło mi się tam bardzo przyjemnie - zieleń, śpiewające ptaki i leśny chłód dodawały mi siły i ochoty do biegu, a otwierające się gdzieniegdzie widoki na okolice Leskowca rozweselały serce. Przy okazji zrobiłem w biegu przegląd wszystkich oznaczeń, które wieszaliśmy niegdyś z MK i Harnasiem i donoszę, że wszystkie są w porządku: rogacz w Gorzeniu Górnym na rozstaju żółtego i czarnego szlaku oraz na Przełęczy pod Łysą górą wiszą prawidłowo, nikt też nie zerwał tabliczek szczytowych na Iłowcu i na Łysej Górze (po prawdzie musiałby być wielkoludem lub nieźle się wspinać po drzewach
).
A co działo się dalej to już ładnie opisała Nena:
http://www.beskidmaly.pl/pun/post32366.html#p32366