DZIEŃ 2
Biecz
W kolejnym dniu odwiedziliśmy nieduży, cichy, królewski Biecz. Miasto to bywa nazywane „Perłą Podkarpacia” lub „Małym Krakowem”. Leży nad Ropą. Do połowy XVI w. był jednym z największych miast w Polsce. Swój rozkwit przeżywało w XIV i XVI w. kiedy prowadził przez nie szlak handlowy na Węgry. Przywożono wówczas z Węgier do Biecza wino, a wywożono głównie żelazo, sól i wełnę. Warto tu zwiedzić rynek z XV wiecznym ratuszem (niestety wejście na wieżę, z której można podziwiać piękną panoramę miasta i okolicy było w tym dniu nieczynne). W jego podziemiach mieści się dawne więzienie.


Nad miastem góruje późnogotycka Kolegiata Bożego Ciała - jeden z cenniejszych zabytków gotyckiej architektury sakralnej w Polsce.






Godne zobaczenia są też średniowieczne mury obronne wraz z wieżą kościelną i barbakanem sąsiadujące z kolegiatą.


Z Bieczem związana jest legenda polskiego Robin Hooda - rycerza (zbójnika) zwanego Beczem, który napadał na karawany bogatych zagranicznych kupców. Owe karawany poza kosztownościami i cennymi towarami przewoziły często młodych ludzi, którzy mieli być sprzedani na targach niewolników gdzieś za oceanem. Pewnego razu zbójnik uwolnił małą dziewczynkę, którą nazwał Bietką i oddał ją na dwór książęcy, żeby zapewnić dziecku jak najstaranniejsze wychowanie. Zdenerwowani ciągłymi napadami kupcy poskarżyli się władcy, ten zaś nakazał pojmać Becza. Rycerze schwytali zbójnika. Ostawiono go przed sądem, a potem skazano na ścięcie. W chwili, gdy kat miał wykonać wyrok, wybiegła na podwyższenie piękna młoda kobieta, która nakryła mu głowę białym czepkiem i krzyknęła: „Mój ci on” (chyba znany nam już skądś ten okrzyk
) To zgodnie z przepisami prawa zwyczajowego uratowało Beczowi życie. Gdy ucichł tłum zgromadzony na placu przed ratuszem dziewczyna wyjaśniła, że ma na imię Bietka i jest jedną z uratowanych przed sprzedaniem na targu niewolników osób. Becz w ramach odkupienia win obiecał władcy wzniesienie miasta w miejscu, gdzie oswobodził Bietkę. Książę wyraził zgodę i w ten sposób powstał – Biecz. Herbem miasta stał się znak Becza – duża litera B.
Z Biecza udaliśmy się do Łużnej.
Łużna
„[…]Tam, wśród licznych grzbietów górskich
cmentarze prastare,
porośnięte młodą trawą
lub olchowym gajem.
Tam, w łemkowskim dzikim kraju
wciąż tlą się płomyki
kilku zniczy zapalanych
przez małe świetliki. „
We wsi Łużna, na wzgórzu Pustki znajduje się największy pod względem zajmowanej powierzchni cmentarz wojenny z I wojny światowej w Galicji Zachodniej – nr 123.



To tu podczas Bitwy pod Gorlicami 2-5 maja 1915 r. toczyły się najcięższe walki pomiędzy austro-węgierską 12 Krakowską Dywizją Piechoty generała Paula Kestranka, złożoną w większości z żołnierzy narodowości polskiej (56 Pułk Piechoty Austro-Węgier płk. Mollinarego oraz 100 Pułk Piechoty Austro-Węgier ppłk. Pittla) oraz 3 Armią rosyjską generała Radko Dimitrijewa. Pierwsze dwie linie okopów sforsowano bez strat, lecz w dalszych, ukrytych w lesie i niezniszczonych przez ogień artyleryjski, Rosjanie stawili zaciekły opór, który przełamano dopiero po walce na bagnety. Polskie pułki straciły wówczas blisko 900 żołnierzy.



Cmentarz ma powierzchnię prawie 30 tys. m kwadratowych, a zaprojektowali go Polak Jan Szczepkowski i Słowak Duszan Jurkovič, znany z projektów wielu cmentarzy wojennym w Beskidzie Niskim. Niegdyś na szczycie wzgórza stała drewniana kaplica (gontyna), która spłonęła w wyniku podpalenia 29 czerwca 1985 r. W 2015 r. przypada 100 rocznica Bitwy pod Gorlicami i z tej okazji postanowiono odbudować kaplicę na wzgórzu Pustki. Odbędą się tam bowiem rocznicowe uroczystości.

/Źródło: eksploratorzy.com.pl/
stan dzisiejszy kaplicy

Cmentarz podzielony jest na kwatery wg przynależności. Znajduje się tu 46 grobów zbiorowych i 829 pojedynczych. Spoczywa tu: 909 żołnierzy austro-węgierskich (w przeważającej części Polaków), 65 żołnierzy armii niemieckiej, 212 żołnierzy armii rosyjskiej oraz żołnierze, których przynależności nie rozpoznano. Na cmentarzu w Łużnej leżą m.in. żołnierze 56 pułku piechoty Armii Austro-Węgier z wadowickiego okręgu uzupełnień.


W złocie i ciszy jesiennego lasu w większości bezimienne pojedyncze i zbiorowe mogiły żołnierzy robią niesamowite wrażenie.
groby zbiorowe





Mieliśmy okazję porozmawiać o toczonych tu walkach również podczas II wojny światowej oraz o samej historii cmentarza z 82 letnim gospodarzem domu, mieszkającym tuż przy nim. Ze wzruszeniem w głosie, a momentami łzami w oczach dzielił się jeszcze mocno utkwionymi do dzisiaj w pamięci smutnymi wspomnieniami.
Bobowa
Kolejnym miejscem na trasie była Bobowa. Udaliśmy się tam w celu zwiedzenia XVIII w. bobowskiej synagogi, jednego z najcenniejszych zabytków żydowskiej architektury sakralnej w Polsce. Dawniej Bobowa była znanym ośrodkiem chasydyzmu z siedzibą dynastii cadyków Halberstamów, którzy prowadzili tu słynną jesziwę (rodzaj wyższej uczelni żydowskiej). Pobierali tu nauki uczniowie z wielu krajów. Dziś potomkowie Halberstamów żyją jeszcze w Nowym Jorku. Po synagodze oprowadził nas przewodnik opowiadając jej historię oraz historię słynnych chasydów zamieszkujących to miasto.

Synagoga została zbudowana w 1756 roku. W 1889 roku spłonęła podczas pożaru, jaki nawiedził miasto. Natychmiast po nim podjęto decyzję o renowacji, która nadała budynkowi dzisiejszy kształt. Podczas II wojny światowej hitlerowcy doszczętnie zdewastowali wnętrze synagogi i przeznaczyli ją na stajnie dla koni. Po zakończeniu wojny synagoga przez kilka lat stała opuszczona i niszczała. W 1955 roku została wyremontowana, a jej wnętrze przebudowane z przeznaczeniem na warsztaty tkackie dla miejscowej szkoły zawodowej. Młode dziewczyny uczyły się tu tkactwa.

osobna część synagogi przeznaczona dla kobiet

W 1993 roku synagoga została odzyskana przez Gminę Wyznaniową Żydowską w Krakowie, która nie zgodziła się na dalsze użytkowanie synagogi przez warsztaty. Od tego czasu w synagodze rozpoczęto remont, którym kierowała Fundacja Rodziny Nissenbaumów. Prace jednak szły bardzo powoli i po śmierci prezesa fundacji zostały wstrzymane. Następnie synagogą zainteresował się rabin polskiego pochodzenia Ascher Józef Scharf z Nowego Jorku, który postanowił dokończyć remont. Ów rabin urodził się w Bielsku Białej
i podobno jeździł do Bobowej jeszcze za czasów Halberstama, pobierać nauki na jego słynnej uczelni.
Główna sala modlitewna jest założona na planie prostokąta o wymiarach 14 na 12,5 metrów, nakryta jest dziewięciopolowym sklepieniem wspartym na czterech słupach, pomiędzy którymi stoi drewniana, dwuwejściowa bima (rodzaj mównicy).


Na ścianie wschodniej zachowała się bogato zdobiona, stiukowa oprawa Aron ha-kodesz pochodząca z lat 1777–1778, będąca najlepiej zachowaną w regionie Małopolski. Jest to szafa wbudowana w ścianę, w której są przechowywane zwoje Tory - rodały. Jest najważniejszym elementem wyposażenia głównej sali modlitwy. Między nią znajdują się dwie kolumny, oplecione wicią winorośli. W części szczytowej znajdują się dwa gryfy w roli cherubów, symbolicznie adorujące tablice Dekalogu, zwieńczone koroną z napisem „korona Tory”. Cała polichromia zawiera liczne motywy roślinne oraz zwierzęce. Niedawno odkryto fragmenty malowideł na pozostałych ścianach, które postanowiono odsłonić i na nowo odmalować.
widoczna kopuła Bazyliki w Jerozolimie

Obecnie synagoga jest czynnym miejscem kultu, w którym nabożeństwa odbywają się sporadycznie podczas pielgrzymek chasydów do grobów cadyków bobowskich.
Na koniec dnia przejechaliśmy jeszcze przez Pogórze Ciężkowickie zatrzymując się przy słynnych ciężkowickich piaskowcowych skałkach – Skamieniałym Mieście. Ponieważ krótki dzień na więcej już nam nie pozwolił zadowoliliśmy się tylko „Ratuszem” i „Czarownicą”
.


KONIEC