Tą zrobiłam wyżej, tuż pod szczytem
.

Nie jesteś zalogowany. Proszę się zalogować lub zarejestrować.
Forum Beskidu Małego » Posty przez nena
Tą zrobiłam wyżej, tuż pod szczytem
.

oj, nena, jak widać Gancarz ze Starej Polany to i musi być przecież na odwrót
no musi
, ale wiesz, ja myślałam, że to będzie taki placyk, bez drzew
, jak te wycięte miejsca.
Pozwolili fotki robić?
Tak, bez problemu, mało tego, przewodnik sprawiał wrażenie bardzo dumnego, momentami aż za bardzo,
z tego, że może opowiadać o swojej religii. ![]()
aha, czyli właściwie widać i nie widać ![]()
No nieeeeeeeee, dobrze, że bardziej nie narozrabiali ... ![]()
A propos bajzlu - tak było w niedzielę na szczycie Gancarza i to tylko część ![]()
Dzięki za rozszyfrowanie zdjęcia baca.
To widać w takim razie tą Polanę Starą z Gancarza, czy nie ?
Bohoniki
Były już kościoły i cerkwie, teraz pora na meczet
. We wsi Bohoniki, zamieszkałej przez mniejszość tatarską, dzisiaj już bardzo nieliczną, jedynie kilka rodzin, znajduje się jeden z ostatnich dwóch czynnych meczetów w naszym kraju. Świątynie muzułmańskie w Polsce są drewniane, ponieważ innych nie wolno było budować polskim Tatarom. Są również skromnie wyposażone.
Drugi meczet jest w Kruszynianach i to on uznawany jest za sanktuarium polskich Tatarów. Nam jednak bliżej był po drodze do Bohonik, gdzie zawitaliśmy przed zachodem słońca po wizycie w Sokółce.
Odrobina historii, czyli skąd na tych ziemiach wzięli się Tatarzy.
Powstanie wsi Bohoniki datuje się na XVI w, zaś pierwsi Tatarzy pojawili się tu w drugiej połowie XVII w. Ich osiedlenie w tym rejonie wiąże się ze słynnym, opisanym przez Sienkiewicza w „Panu Wołodyjowskim” buntem Lipków, czyli Tatarów zamieszkałych na terenie Rzeczypospolitej (głównie Wileńszczyźnie) i będącymi jej obywatelami. W 1672 r., podczas wojny z Turcją, chorągwie tatarskie w służbie polskiej z powodu niewypłacenia im m.in. żołdu i umiejętnej propagandy przeszły na stronę nieprzyjaciela. Lipkowie oddali wtedy Turkom niecenione usługi. Jednak na stronę turecką przeszły jedynie chorągwie tatarskie z armii koronnej – Tatarzy z armii litewskiej pozostali lojalni. Przywódcą buntu Lipków był niejaki Aleksander Kryczyński. W nagrodę sułtan mianował go bejem (czyli wodzem) twierdzy w Barze na Podolu, która trafiła wówczas w ręce tureckie. Rok później w zbuntowanych chorągwiach dawały się zauważyć oznaki niezadowolenia ze służby u Turków. Na tym tle doszło w Barze do rozruchów, podczas których Kryczyński zginął z rąk swych ziomków. Tymczasem wojska polskie odnosiły sukcesy. W 1973 r. hetman Jan III Sobieski rozbił armię turecką pod Chocimiem, a rok później, już jako król, zdobył broniony przez Lipków Bar. Znając nastroje wśród buntowników, król przyjął ich wszystkich na powrót do armii koronnej, pod której sztandarami brali udział w dalszych walkach z Turcją. W 1676 r. Sejm uchwalił amnestię dla wszystkich Tatarów, którzy powrócili na polską służbę. Ponieważ skarb królewski był pusty, król obiecał Lipkom, jako rekompensatę za zaległy żołd, ziemię. W ten sposób wsie Drahle, Bohoniki i Malawicze Górne stały się tatarskie. Obowiązkiem ich mieszkańców była jedynie służba wojskowa na rzecz Rzeczypospolitej. Szeregowi żołnierze otrzymali niewielkie gospodarstwa, a oficerowie większe folwarczki.
Żeby przebrnąć przez ciąg dalszy relacji krótki przerywnik w postaci relaksującej tatarskiej nutki.
![]()
Obecnie nie ma już Tatarów ani w Malawiczach, ani Drahlach, a w Bohonikach pozostało już tylko kilka rodzin. Przyczyną tego stanu rzeczy jest masowa migracja do większych miast np. Sokółki, Białegostoku, Gdańska , Szczecina, Wrocławia czy Warszawy. Tatarzy mają lekko wystające kości policzkowe i nieco skośne oczy, niemniej cechy te są tak subtelne, że na co dzień trudno ich odróżnić od Polaków i uchodzą uwadze w tłumie. Dzisiejsi Tatarzy zamieszkujący nasz kraj nie przestrzegają już postów, nawet w okresie Ramadanu, nie wyruszają na pielgrzymkę do Mekki i nie modlą się pięciokrotnie w ciągu dnia. Jest jednak jedno święto, trwające cztery dni, które jednoczy Tatarów polskich. Sprawia, że właśnie w tych dniach zachowują oni ciągłość swoich tradycji i tożsamości. Święto to jest ruchome, nazywa się Kurban-Bajram i przypada na miesiące letnie. Ustanowione jest na pamiątkę ofiary uczynionej przez Abrahama ze swojego syna Izaaka, a zamienionej przez Boga na ofiarę owcy. I tu ciekawa rzecz, bowiem historia Abrahama to historia biblijna. Co więc islam ma wspólnego z Biblią ? Otóż islam, który narodził się w VII w. n.e. posiada wiele elementów starszych religii. m.in. właśnie chrześcijaństwa, a nawet judaizmu. Abraham uważany jest bowiem przez muzułmanów za przodka Mahometa. Podczas święta Kurban-Bajram odbywa się przed meczetem rytualny ubój przeznaczonych na ofiary zwierząt. Często jest to bydło. Ponieważ zwierzęta są wtedy zarzynane w sposób niehumanitarny na oczach wszystkich uczestników, rytuał ten jest potępiany przez obrońców zwierząt. W tych świątecznych dniach ściągają do Bohonik Tatarzy z całej Białostocczyzny i innych odległych ośrodków i wówczas mała wioska staje się gwarna i ludna. Można wówczas poczuć „tatarski klimat” i spróbować tatarskich potraw.
Udało nam się zwiedzić meczet w Bohonikach w środku. Przypomina on drewnianą cerkiew z cebulastą banią wieńczącą dach. Owa „bania” zwieńczona półksiężycem ma przypominać kształtem najsłynniejsze meczety świata islamskiego, jak np. ten w Mekce czy Samarkandzie. Po meczecie w Bohonikach oprowadził nas przewodnik, będący przedstawicielem jednej z rodzin tureckich. Przed wejściem do meczetu trzeba zdjąć obuwie. Kobiety powinny mieć zakryte ramiona i nogi.
Wnętrze świątyni podzielone jest na dwie części, w jednej modlą się kobiety, w drugiej mężczyźni. Nie ma tu żadnych ławek ani krzeseł. Na podłodze jest dywan. Częśc męską od żeńskiej oddziela drewniane przepierzenie, w którym jest podłużny prześwit zasłoniety białą firanką. Właściwe modły odbywają się w części przeznaczonej dla mężczyzn. Wierni modlą się z twarzami zwróconymi w kierunku południowym, czyli w stronę Mekki. Miejsce to w świątyni zwie się mihrab i ma najczęściej formę zaokrąglonego łuku. Nieopodal mihrabu, z podwyższenia zwanego minbar, pełniącego rolę ambony, imam - muzułmański przywódca religijny, wygłasza modlitwy, podczas których wierni wykonują odpowiednie ruchy rąk i ciała. Podobno modląc się imam i wierni używają liturgicznego języka arabskiego, którego nikt z nich, łącznie z imamem, nie rozumie. Ciekawe … ![]()
mihrab (na zdjęciu z prawej lepiej widoczny) i minbar – odpowiednik katolickiej ambony
W środku meczet zdobią muhiry czyli dywany i obrazy zawierające ładnie wykaligrafowane i zdobione wersety z Koranu. Ciekawostką jest to, że żadne obrazy nie przedstawiają postaci ludzkich, ani zwierząt. Wiernych nie powinno bowiem nic podczas modlitwy rozpraszać.
Obok minbaru, często w rogu świątyni wyeksponowane są księgi liturgiczne.
Za małą opłatą przewodnik oferował tatuaż pisakiem w języku arabskim.
Dzieciom się podobało
.
Obecnie zarówno Bohoniki jak i Kruszyniany nie mają własnego imama. W Bohonikach nabożeństwa odbywają się tylko przy większych uroczystościach: święta, śluby, pogrzeby. Wtedy przyjeżdża imam z Białegostoku. Tego dnia nie zdążyliśmy już zwiedzić mizaru - największego w Polsce tatarskiego cmentarza.
c.d.n.
hej, wydaje mi się ta polana to gdzieś tutaj będzie ale ręki nie dam sobie uciąć
No to trzeba będzie jeszcze Jaśka zapytać. ![]()
piotr masz dzisiaj zły dzień ? ![]()
A wracając do głowacza.
Ładna obserwacja FaunaPolskiTV, szkoda, że on w tej wodzie tak się motał, coś jej mało było. Pewnie przez suszę. Ostatnio obserwowaliśmy pięknego dużego głowacza pręgopłetwego w Wieprzówce, ponieważ w jej wodach też żyją dwa gatunki głowaczy: pręgopłetwy (Cottus poecilopus) i białopłetwy (Cottus gobio). Ten ostatni jest gatunkiem naturowym i rzadziej spotykanym. W Polsce objęte są ścisłą ochroną i umieszczone w Polskiej Czerwonej Księdze Zwierząt z kategorią NT. Jest rybą wskaźnikową.
Głowacze żyją w rwących górskich rzekach lub potokach, ponieważ potrzebują czystej, dobrze natlenionej wody oraz kamienistego dna, doskonałego do znalezienia kryjówki. Prowadzą przydenny tryb życia i większość czasu spędzają schowane pod kamieniami. Skoro można je spotkać w Wieprzówce to znak, że mamy czystą rzekę !
PS. Popraw tego linka, bo Ci piotr nie da dzisiaj spokoju ![]()
A błąd jest - niezgodność opisu ze zdjęciem
gdybyśmy tylko takie błędy mieli w książkach ... ![]()
Może okulary mam za słabe?
W każdym razie w podpisie nie ma go na 100 %.
Jak nic, za słabe
. W opisie nie ma, ale na mapce jest. ![]()
Dziękuję ...
. Nie dostarczyła, bo Niski rzadziej przez nas był odwiedzany.
Liczę na to że wrześniowy temat - Bieszczady - będzie się cieszył dużo większym zainteresowaniem. ![]()
A ja niestety redaktorskim okiem zauważyłem na przytoczonej mapce błąd - występuję na niej dwa razy nr 11 (tablica ze stopami hr. Wielopolskiej i Polana "Surzynka"), co może wprowadzać w błąd odkrywców nieznanych szlaków.
Nie jest tak do końca piotrze, jak piszesz. Jeśli się dobrze przyglądniesz jest przy jednej z jedenastek znak prim [']. Nie ma go tylko na dole pod mapą, w opisie, ale z kolei nie można się pomylić bo widać na niej przecież gdzie jest las, a gdzie polana.
.
Niedziela 7.17. a mnie budzą dwa głośne sygnały w telefonie
. Nie mam siły ściągnąć się o tej porze z łóżka
. Kogo nosi o tej godzinie, myślę
. Jak można w niedzielę o takiej porze nie spać
. Udaje mi się ok. 7.45. wstać i zerknąć na wyświetlacz telefonu. Jejuuuuuuuu mam dwa takie mmski od bacy. ! ![]()


Ranny ptaszek zdążył już wyfrunąć z domu na Jawornicę i postraszyć mnie, że jesień idzie … .
Tak czy owak zmotywował mnie do tego, żebym i ja dzisiaj jesieni poszukała
, nieco bliżej, bo na Gancarzu.
Jesień rzeczywiście już czuć, a gdzieniegdzie i widać w przyrodzie, niemniej liście na drzewach jeszcze są całkiem zielone. Po raz pierwszy udało mi się trafić na moment gdy w lesie jest dojrzała jarzębina
. Zawsze mi jakoś umykał. Albo byłam za wcześnie, albo za późno. Spacerek przedłużył mi się do prawie sześciu godzin
, aż do zachodu słońca, ale grzechem by było taki piękny dzień spędzić w domu
. Więcej pisać nie będę, wrzucam tylko krótki filmik z dzisiejszego dnia z nutką na dobranoc.
.
Miałam dzisiaj okazję przyjrzeć się z przeciwległej strony na trasę, którą robiliśmy w piątek. Tu mam pytanie do kisiela.
Zerknij proszę na zdjęcie poniżej. Polana zaznaczona czerwoną strzałką to ta na której jedliśmy jeżyny i borówki (tuż pod szczytem Leskowca), żółta przerywana linia to chyba droga na Leskowiec, a ta niebieska strzałka to będzie „Polana Stara”?

PS. bacuś Ty oczywiście nie bierz sobie tego porannego budzenia do serca, bo wiesz … takimi mms-kami to Ty mnie możesz budzić, nawet w niedzielę
. Teraz czekam na Twoją relację z porannej wycieczki. ![]()
Chętnie pójdę wiosną i pokażę co zostało z tamtego czasu, a co jest nowego!
Bardzo nas to cieszy Janku ! ![]()
Tak jak pisałam w piątek po południu wyruszyłam z kisielem, Rafałem i Zbyszkiem
do źródeł Wieprzówki. Szliśmy trasą wytyczoną przez Janka Zielińskiego oznaczoną specjalnym biało-niebieskim znakiem z rybką wg mapki zmieszczonej w jego publikacji. W czasie marszu należy zwracać też uwagę na białe strzałki, umieszczone pod znakami, które w niektórych miejscach się pojawiają.
Książka Jana towarzyszyła nam cały czas podczas wędrówki.
Źródło: mapka pochodzi z publikacji Jana Zielińskiego „Do źródeł Wieprzówki” , A-ów 2003 r.
Od czasu jej wydania (2003 r.) minęło już 10 lat. Miejsca, które w niej zostały opisane trochę już się pozmieniały, dlatego też niektóre punkty zaznaczone na mapie są już nieaktualne. Mam tu na myśli miejsca oznaczone nr 10 i 11. Jak wiemy, kamienne płyty z odciśniętymi stopami, znane jako „hrabskie buty”, rok po wydaniu książki zostały przeniesione pod schronisko PTTK „Na Leskowcu". W ich przenoszeniu, oprócz Janka Zielińskiego brał udział nasz forumowicz ferdynans. Pod zdjęciem zostawiam dla zainteresowanych albumik ferdynansa z całej akcji. Natomiast w temacie ,,Hrabskie Buty"- Leskowiec ferdynans opisał nam całą akcję wyciągania płyt z lasu.
Naszą wycieczkę zaczęliśmy pod Kuźnią w Rzykach Mydlarzach kierując się w stronę podmokłej łąki (nr 3). Chcąc zaoszczędzić nieco czasu omijamy łąkę. Odwiedziłam ją niedawno z Jankiem Zielińskim. Wtedy kwitły na niej jeszcze storczyki i mieczyki dachówkowate. O tej porze roku i dnia nie jest już na niej tak aktywne życie. Idąc dalej możemy podziwiać stary daglezjowy las. Niektóre daglezje mają prawie 120 lat. Tu swoje gniazda zakłada m.in. myszołów – największy ptak drapieżny Beskidu Małego. Na przystanku nr.5 trasa się rozwidla i można wybrać między dwoma wariantami: potok (I) lub las (II). My wybraliśmy wariant leśny, mając cały czas po lewej stronie potok. Niestety z powodu tegorocznej długotrwałej suszy wody w potoku było niewiele, a miejscami w ogóle.

foto: kisiel
W punkcie 6 decydujemy się na przejście korytem potoku ostro pod górę, ponieważ chcemy dojść do źródeł Wieprzówki (7). Idzie się ciężko, ponieważ zalega w nim sporo połamanych gałęzi, głazów i rumoszu skalnego, które przy poruszaniu zsuwają się w dół. Trzeba uważać, bo o upadek, czy zranienie nie trudno.

foto: kisiel
Kolejne bardzo ostre podejście (miejscami gorzej niż w Tatrach
) i jesteśmy w punkcie nr 7.
Źródlisko Wieprzówki to podmokła nieduża, płytka niecka. Z racji suszy gdzieniegdzie wypływała tu większa strużka wody. Pamiątkowa fota źródełka
i ruszamy za białą strzałką drogą leśną na „Starą Polanę”.
źródlisko Wieprzówki
Na leśnej ścieżce udaje nam się spotkać pięknego padalca.
.
Docieramy do dużej polany zwanej Starą. Porasta ją wysoka trawa – trzcinnik leśny.
Pięknie i obficie kwitnie tam teraz goryczka trojeściowa i starzec gajowy.

foto: kisiel
Na obrzeżach lasu czerwieni się dojrzała jarzębina.
. Miejsce jest bardzo ciche i malownicze. Tu podobało się nam najbardziej. ![]()
Drzewa na polanie w przeciągu 10 lat (od napisania książki) sporo podrosły, dlatego widoki z niej również nieco się ograniczyły. Niemniej jednak można nadal z niej podziwiać Gancarz i Groń JP II.
Na polanie znajduje się zagłębienie, które wg publikacji prawie zawsze jest wypełnione wodą. Tym razem wody w nim prawie nie było. W błotnistym dnie widać było tylko ślady zwierząt. Miejsce to służy im do błotnych kąpieli, ale zapewne też jako wodopój.
Z polany wchodzimy ponownie do lasu, a następnie schodzimy na drogę prowadzącą na Leskowiec. Tam natrafiamy na ostatnie znaki ścieżki.
Z drogi tej (pkt. 9), omijając punkty 10 i 11, odbijamy w prawo (czerwona przerywana linia na mapce dorysowana jest przeze mnie) wspinając się na sam szczyt Leskowca.
Pod samym szczytem znowu pięknie owocująca jarzębina i kwitnąca goryczka. ![]()
Podziwiamy ostatnie widoczki przed zachodem słońca, który jednak nie będzie dzisiaj taki, jakiego byśmy sobie życzyli.
Chłopaki zajadają się słodkimi jeżynami i borówkami. ![]()
Wychodzimy przy wiacie na szczycie Leskowca. Widoczki marne. Jedna pani zbiera w trawie jeżyny, więc jesteśmy praktycznie sami. Mały rest - snikers, śliwki i piwo, bo podziwiać za bardzo nie ma co. ![]()

W drodze powrotnej odwiedzamy jeszcze schronisko i zatrzymujemy się na chwilę przy kaplicy. Łapiemy szczyty w barwach zachodu i schodzimy do Rzyk Jagódek. ![]()
Chłopakom dziękuję za towarzystwo i mile spędzone popołudnie.
, a kisielowi szczególnie za chęć pokazania nam tej trasy. ![]()
Nie do końca udało się nam zobaczyć wszystko to co Janek w swojej publikacji opisuje. Niektóre miejsca i dojście do nich zna zapewne tylko on. Nie znając terenu i trzymając się jedynie znaków nie sposób do wszystkiego dotrzeć. Spora część trasy to chaszczing oraz dosyć wymagające podejścia. Wniosek z tego jeden – trzeba zorganizować jeszcze jeden taki wypad zabierając Janka za przewodnika
. Myślę jednak, że najlepszą porą na taką wycieczkę byłby maj lub czerwiec. Wtedy większość opisanych w publikacji przyrodniczych ciekawostek m.in. chronione rośliny i zwierzęta można by zaobserwować w naturze. Obecnie w lesie jest sucho. Przez całą drogę nie natrafiliśmy na żadnego grzyba, wszystkie większe zagłębienia, gdzie zazwyczaj żyją kumaki, żaby czy traszki są wyschnięte. W niektórych miejscach znaki na drzewach uległy zamazaniu i potrzebowałyby odnowienia. W innych, zwłaszcza pod szczytem ich brakuje. Wypadałoby pomyśleć nad ich odmalowaniem i uaktualnieniem przebiegu ścieżki, bo jest niewątpliwie tego warta.
Ze swojej strony jesteśmy gotowi Jankowi w tym pomóc.
Podczas gdy u całej reszty załogi widzę panikę w oczach, strach i przerażenie Ty oczywiście na przekór śmiejesz się na każdym zdjęciu do fotografa. ![]()
To rozumiem na mecie – radość z tego, że przeżyliście.
Rzeczywiście piękna rzeka i super przygoda. ![]()
Na buka który w swym uścisku miał uschniętego już świerka
Zaściskał biedaka na śmierć … ![]()
Ufff nareszcie
, tak to Kocierz Basie i potok Kocierka.
jardo Twoja kolej ![]()
67 - sprocket73
34 - kisiel
33 - baca
27,5 - jolanta
20,5 - Dariusz Tlałka
20 - darkheush
15,5 - MK
14 - Gustek
13 - nena
12,5 - harnaś wołoski
8,5 - MF
7 - łysy z łysiny
5,5 - lowell79
5 - rufi, Bisqp, Macieks
4 - Klimek, kruwad
3,5- jardo
3 - Miluś
2,5 - marekk500,
1 - teksański, Inga, Paweł, wizjoner, piotr, bcFan,
0,5 - kris_61, stary, wawri
a nazwa potoku ?
[...]włóczęgostwo też ma swoje dobre strony.
Pewnie, że ma !
Fajnie się jest powłóczyć ! ![]()
proszę o bardziej precyzyjne odpowiedzi ![]()
P.S. Neno - to co najciekawsze na tym zdjęciu to niestety Ci się obcięło
A kiedy to kol. nena była na tej Rusi?
Co mi się obcięło ? ![]()
Byłam na początku lipca zeszłego roku. Były tam wtedy 40 - stopniwe upały
. Kwas nam życie ratował.
.
Moja zagadka będzie łatwa. ![]()
Gdzie zostało zrobione zdjęcie i jak się nazywa ten ciek wodny ?
No piękna wycieczka kris_61 i chyba rodzinna, o ile dobrze widzę.
To że z 3 godzin wyszło 6 wcale mnie nie dziwi …
Uwielbiam takie sielskie wiejskie obrazki. Dziś coraz rzadziej możemy zobaczyć ręcznie stawiane snopki zboża na polach. ![]()
Ten buk wygląda jak wielki wbijający się w ziemię szpon … ![]()
Forum Beskidu Małego » Posty przez nena
[ Wygenerowano w 0.117 sekund, wykonano 6 zapytań ]