Racja Darku. Trochę się ta prognoza przesunęła w godzinach, do południa jeszcze świeciło słoneczko, ale ok. 13.00 już się zachmurzyło i zaczęło siąpić. I tak się utrzymuje, przynajmniej u mnie. Wykorzystałeś poranne słoneczko i zrobiłeś sobie całkiem fajną wycieczkę
.
301 2023-02-11 16:11:24
Odp: Krótki wypad do ruin zamku Wołek (1 odpowiedzi, napisanych Relacje z wycieczek po Beskidzie Małym)
302 2023-02-10 22:21:34
Odp: A może spotkanie w Nowym Roku ? (49 odpowiedzi, napisanych Planowane zloty)
No to do wiosny. Wtedy to los pogodowy będzie bardziej sprzyjał
Też na to liczę Darku ![]()
303 2023-02-09 20:45:34
Odp: Nie ważne gdzie... ważne z kim :) (1,026 odpowiedzi, napisanych Wyprawy pozagórskie)
Pięknie !
Słońce i wspaniałe zimowe widoki pomimo trudnych warunków na szlakach potrafią podnieść człowieka na duchu. ![]()
304 2023-02-09 20:38:54
Odp: A może spotkanie w Nowym Roku ? (49 odpowiedzi, napisanych Planowane zloty)
Drodzy Forumowicze,
niestety w sobotę zepsuje nam się mocno pogoda. Mgła i pełne zachmurzenie, do tego wiatr i deszcz ze śniegiem. Mając jeszcze na uwadze mało przetarte szlaki, mogłoby być przy takiej pogodzie niezbyt ciekawie, a już na pewno mało przyjemnie.
W związku z tym odwołujemy naszą sobotnią wycieczkę i przestawiamy ją na wiosenne dni. Co się odwlecze to nie uciecze. Spotkamy się w krainie zieloności
. Będę informować.
305 2023-01-31 18:42:54
Odp: A może spotkanie w Nowym Roku ? (49 odpowiedzi, napisanych Planowane zloty)
[...] Nena daj znać co do 100 % udziału w tym zlocie które zależne jest od pogody.
Oczywiście Darku !
Cieszę się, że nas przybywa ! ![]()
306 2023-01-30 22:32:53
Odp: A może spotkanie w Nowym Roku ? (49 odpowiedzi, napisanych Planowane zloty)
oczywiście wpisuję się listę
Super
Cieszę się bardzo
To jest nas już 3, ale wiem, że sprocket73 i angi również chcieli wziąć udział.
Czekamy na kolejne osoby
.
307 2023-01-30 17:33:07
Odp: A może spotkanie w Nowym Roku ? (49 odpowiedzi, napisanych Planowane zloty)
Propozycja forumowego spotkania ![]()
Data: 11 lutego 2023 - sobota ( oczywiście jeśli pogoda dopisze ) ![]()
Startujmy z )( Kocierskiej o godz. 9.00. Można tu sobie na parkingu zostawić samochód.
W planach wspólne przejście do Groty Komonieckiego. Zapalimy ognisko (zabrać sobie kiełbaski). W drodze powrotnej wpadniemy na herbatkę do Ani i Rafała, a następnie wrócimy na )( Kocierską.
Zapraszam wszystkich chętnych na spotkanie w górach i wspólną wędrówkę. Miło będzie się znowu spotkać ! ![]()
308 2023-01-30 17:31:59
Temat: Im wyżej tym zimniej i piękniej. :) (1 odpowiedzi, napisanych Relacje z wycieczek po Beskidzie Małym)
Pierwsza feryjna wycieczka i padło nie inaczej tylko na Groń JP II i Leskowiec
. W dolinie śniegu jakoś szczególnie dużo nie ma, na dodatek po opadach deszczu zrobiła się na nim skorupa, miejscami drogi czy ścieżki są mocno oblodzone. Trzeba uważać.
Słoneczko od rana próbowało przebić chmury . Słabo mu to wychodziło, dopiero po południu i wieczorem można było się nim nieco nacieszyć.
Wybraliśmy tradycyjnie szlak serduszkowy. Idzie się nim szybko i przyjemnie. ![]()
Wraz z nabieraniem wysokości podziwialiśmy urzekające zimowe widoki. Im wyżej tym stawały się bardziej bajkowe.
Drzewa pokrywał albo świeży śnieżny puch, albo gruba warstwa szadzi. ![]()
Uwielbiam taką zimę
.
Mega widoczki z Polany Jaskula ![]()
Nie wiedziałam nigdy kaplicy na Groniu JP II tak pięknie pokrytej szadzią ![]()
W schronisku było trochę turystów. Wypiliśmy gorącą czekoladę i ruszyliśmy na zachód słońca na Leskowiec
.
Po południu temperatura zaczęła szybko spadać. Przy zachodzie na szczytach było -7 stopni.
Zjawiskowo
Wróciliśmy po zmroku, drogą do Zielińskiego.
Zdecydowanie warto było wybrać się tego dnia w góry
.
309 2023-01-26 11:41:32
Odp: Nie ważne gdzie... ważne z kim :) (1,026 odpowiedzi, napisanych Wyprawy pozagórskie)
Matko ...
Co tam odruch wymiotny
, widoczki się liczą
!
310 2023-01-18 22:08:41
Odp: czarny szlak pańska góra achów (4 odpowiedzi, napisanych Ulubione szlaki Beskidu Małego)
Może ma ktoś najnowsze wydanie mapy BM-u, papierowe labo cyfrowe i mógłby sprawdzić, czy jest naniesiony ów szlak ? Ja mam niestety mapę z 2016.
311 2023-01-15 13:55:44
Odp: Nie ważne gdzie... ważne z kim :) (1,026 odpowiedzi, napisanych Wyprawy pozagórskie)
Bardzo smutne te zdjęcia rzeki.
Natura wprawdzie potrafi się zregenerować, ale trzeba dać jej na to czas, często bardzo długi. Pytanie, czy przy obecnych deficytach opadów poziom wód w Sztole i pozostałych dwóch rzekach w ogóle będzie w stanie się jeszcze podnieść. Takich miejsc w Polsce i nie tylko, jest coraz więcej.
A dolina sama w sobie bardzo urozmaicona i mogłaby być rzeczywiście cudowną okolicą. Trzeba mieć nadzieję, że jakieś mądre głowy odpowiednio pokierują rekultywacją tego terenu i jeżeli nie w całości, to chociaż w części, uda się go oddać naturze i uratować.
Zalewiska oraz podtopienia po likwidacji kopalni Olkusz-Pomorzany. Gdzie i kiedy do nich dojdzie?
W trzech rzekach Małopolski coraz mniej wody. Niedługo całkiem znikną.
312 2023-01-13 15:18:05
Odp: Ocierając się o wschodnią granicę cz. 4 - lubię wracać tam gdzie byłam (6 odpowiedzi, napisanych Wyprawy pozagórskie)
Dojeżdżamy w końcu do cerkwi, która wygląda prawie tak samo jak dziewięć poprzednich cerkwi. Nie chce mi się nawet wysiadać i jej oglądać.
No ewidentnie Staszek nie rozumie Podlasia !
Najchętniej zaszyłby się gdzieś głęboko w puszczańskiej dziczy z siekierą i tam został te 6 dni jak przystało na survivalowca.
A ja potrzebowałam zakosztować nieco piękna, sztuki oraz uduchowienia.
Na szczęście udało mi się podstępem
wyrwać całkowicie dla siebie ten jeden dzień.
[…]W czasie tych kilku dni urlopu odprawiłem pokutną pielgrzymkę, tylko nie wiem za jakie grzechy. Jak tak dalej pójdzie, to po kilku takich urlopach chyba zostanę męczennikiem, tylko nie wiem w jakim wyznaniu.
Byłbyś w zacnym gronie 41. !
![]()
313 2023-01-11 16:56:16
Temat: Dobro zatacza koło i wraca do nas. :) (0 odpowiedzi, napisanych Ogłoszenia)
“Kiedy pomagamy innym, pomagamy sobie, ponieważ wszelkie dobro, które dajemy, zatacza koło i wraca do nas”
(Flora Edwards)
Drodzy Forumowicze,
jest szansa zrobić coś dobrego, pomóc choremu maluszkowi. Nas to nic nie kosztuje, a dziecko będzie mogło kontynuować rehabilitację i wracać do zdrowia. Tych co jeszcze nie rozliczyli podatku bardzo prosimy, jeśli to możliwe, o przekazanie 1,5% dla chorego Michałka. Z góry dziękujemy za dobre serce !
314 2023-01-09 17:14:10
Odp: Nie ważne gdzie... ważne z kim :) (1,026 odpowiedzi, napisanych Wyprawy pozagórskie)
Pozostałem wierny Canonowi, to już mój 6 aparat tej marki.
Bezlusterkowiec Canon RP z uniwersalnym obiektywem 24-240.
No to masz już fajniuuuuutki sprzęt !
.
315 2023-01-08 22:35:38
Odp: Nie ważne gdzie... ważne z kim :) (1,026 odpowiedzi, napisanych Wyprawy pozagórskie)
Bardzo skrupulatne podsumowanie roku i piękne były te Wasze wycieczki sprocket73.
Gratuluję całej Waszej trójce !
No i widzę, że w Nowym Roku nie próżnujesz, już 3 wyjazdy za Tobą, a to dopiero 8 stycznia
. Tak trzymaj do końca !
Była to również pierwsza większa wycieczka z nowym aparatem.
A można wiedzieć co fajnego sobie sprawiłeś ? ![]()
316 2023-01-07 01:14:28
Odp: Ocierając się o wschodnią granicę cz. 4 - lubię wracać tam gdzie byłam (6 odpowiedzi, napisanych Wyprawy pozagórskie)
DZIEŃ 6 - Puszcza Knyszyńska - Zbiornik Wyżary, Rozlewisko Sianożątka
Na ostatni dzień urlopu wybraliśmy Puszczę Knyszyńską, a dokładnie okolice zbiornika Wyżary. Wyszukaliśmy go na mapie. Miejsce to wyglądało na zagubione w puszczy i mało znane. Była więc szansa na to, że nie spotkamy tam zbyt dużo turystów. Zbiornik Wyżary leży w okolicach miejscowości Radunin, koło Walił. Został utworzony sztucznie na rzeczce o nazwie Radulinka w 1970 r. Pełni funkcję retencyjną, wypoczynkową, jest też miejscem ochrony przyrody.
Po zaparkowaniu samochodu, ruszyliśmy za znakiem leśną ścieżką Szlakiem Powstania Styczniowego, który prowadzi do mogiły powstańców, poległych w bitwie pod Waliłami.
Pierwszy przystanek zrobiliśmy przy drewnianej wiacie z ławeczkami. Tu spotkaliśmy leśniczego. Opowiedział nam nieco o okolicy, wskazał drogę do zbiornika, zaproponował zobaczyć inne ciekawe miejsca w okolicy.
Wyjątkowo dużo było w lesie komarów, z racji bliskości wody, oraz motyli. Istne motylowe szaleństwo. Upodobały sobie m.in. rosnące przy drodze łopiany.
Dostojka malinowiec (Argynnis paphia) na łopianie.
A tu w towarzystwie rusałki pawik (Aglais io) ![]()
Sam zbiornik jest wyjątkowo ładnie położony. Otoczony lasem nie wydaje się być sztucznym tworem człowieka. Nie można się w nim kąpać, za to można łowić ryby i to te największe - sumy. Oprócz dwóch wędkarzy, nie spotkaliśmy w tym dniu nad jeziorkiem praktycznie nikogo.
Wokół zbiornika utworzono ścieżkę edukacyjną, umieszczając tablice dydaktyczne z nazwami, występujących tu roślin i zwierząt.
Nieopodal jeziora stoją obok siebie dwa krzyże dziękczynne katolicki i prawosławny, jest miejsce na ognisko oraz zadaszona wiata z kominkiem i ławeczkami. Zrobiliśmy sobie w niej krótki postój na posiłek. Za wiatą jest miejsce, gdzie można zostawić konie, ponieważ szlak Powstania Styczniowego jest również szlakiem konnym.
Niestety nie mieliśmy zbyt dużo czasu, dlatego musieliśmy wybrać spośród kilku ciekawych miejsc, a mianowicie leśnej galerii rzeźb, mogiły powstańców i wzgórza Pierieciosy oraz nieco bliżej położonego rozlewiska Sianożątka. Wybraliśmy rozlewisko. Znajdowało się ono ok. 2 km od zbiornika Wyżary. Idąc mieliśmy po obu stronach bardzo podmokły, bagienny las.
Minęliśmy ładną drewnianą leśniczówkę Wyżary.
W wilgotnych zaroślach rosły duże ilości sadźca konopiastego (Eupatorium cannabinum), rośliny z rodziny astrowatych, zwanego czasami majerankiem wodnym lub zielem św. Jana. Sadziec ma też właściwości lecznicze. Odwar z jego kłączy i ziela pomaga w chorobach wątroby, pęcherzyka żółciowego, w braku łaknienia, bólach brzucha, kolce jelitowej, miażdżycy i zaburzeniach przemiany materii. A ponieważ jest też mocno pyłko i nektarodajną rośliną, roiło się na niej od owadów, szczególnie motyli, pszczół i trzmieli.
Po ok. 2 km drogi naszym oczom ukazało się dosyć rozległe, bardzo urokliwe i klimatyczne rozlewisko. Położono na nim długą drewnianą kładkę, która wchodzi niemal do połowy zbiornika. Tafla wody pokryta była gęsto rzęsą wodną, na której pełno było zielonych żabek. Nie wyobrażam sobie jak musi tu być pięknie i głośno od ich rechotu oraz śpiewu ptactwa wodnego na wiosnę.
Rozlewisko utworzono na strumieniu Sianożątki. Woda wdziera się aż do lasu, tworząc wokoło mocno zabagniony teren.
Siedzieliśmy w otoczeniu przyrody w magicznej scenerii, która mi na myśl przywodziła „Świteziankę” Mickiewicza.
Słychać było jedynie latające nad głową drapieżniki. Oj nie chciało się z tak pięknego miejsca odchodzić. ![]()
W drodze powrotnej przejeżdżaliśmy przez Radunin.
Zatrzymaliśmy się na moment przy domu o numerze 35. Liczy on prawie 100 lat i jest przykładem zachodniobiałoruskiego budownictwa ludowego. W 2013 r. został laureatem w Konkursie na Najlepiej Zachowany Zabytek Wiejskiego Budownictwa Drewnianego w Województwie Podlaskim. Wokół rośnie stary sad, jest spichlerz, piekarnia i stodoła oraz klasyczna wiejska rabata pełna kwiatów. Obejście robi wrażenie. Dodam jeszcze, że domek można sobie wynająć np. na urlop. ![]()
Drewniana kaplica prawosławna.
Wracając do Narwi musiałam zatrzymać się jeszcze na moście na rzece Narew. Podczas pobytu kilkakrotnie przez niego przejeżdżaliśmy, ale nie było czasu, żeby to zrobić.
Rozciąga się z niego rozległa panorama na narwiańskie łąki i rozlewiska. O tej porze roku obficie kwitnie tu m.in.
krwawnica pospolita (Lythrum salicaria).
Znalazłam tu plechy chrobotka reniferowego (Cladonia rangiferina) i spotkałam spacerującego żurawia.
Tak jak ja, przyszedł tu podziwiać zachód słońca
.
Będę mega szczęśliwa, jeśli dane mi będzie ponownie odwiedzić Podlasie
.
Dziękuję Staszkowi za bardzo miłe towarzystwo oraz za mega cierpliwość.
Mam nadzieję, że zwiedzanie cerkwi, mimo wszystko, nie pozostanie u niego traumatycznym przeżyciem i jeszcze się ze mną na Podlasie kiedyś wybierze.
![]()
KONIEC
317 2023-01-06 17:12:22
Odp: Ocierając się o wschodnią granicę cz. 4 - lubię wracać tam gdzie byłam (6 odpowiedzi, napisanych Wyprawy pozagórskie)
DZIEŃ 5 - Puszcza Białowieska - Stare Masiewo - Uroczysko Głuszec
Zapowiadało się pogorszenie pogody. W planach mieliśmy jeszcze Suwalszczyznę, ale stwierdziliśmy, że zostawimy ją sobie na jakiś kolejny wyjazd, a w Narwi zostaniemy jeszcze dwa dni.
Rano obudził nas klekot bocianów. Ciekawa jestem, czy każdy ma swój własny słup elektryczny ?
Postanowiliśmy spędzić ostatnie dwa dni, jeśli się uda, blisko natury. Samej Puszczy Białowieskiej widzieliśmy niewiele, a w miejscach, które do tej pory odwiedziliśmy było i tak zbyt dużo ludzi. Zależało nam bardziej na dziczy, ciszy i spokoju. Staszek znalazł na mapie Stare Masiewo, małą, zagubioną w puszczy wieś, położoną w gminie Narewka tuż przy granicy z Białorusią. Po II wojnie światowej Stare Masiewo dzieliło Puszczę Białowieską na pół pomiędzy Polskę i Białoruś.
Doczytaliśmy również, że przy odrobinie szczęścia można tu w naturze zobaczyć żubra. Bo muszę przyznać, że po nieudanej wizycie z Zagrodzie Żubrów w Białowieży, czułam lekki niedosyt. Być na terenie Puszczy Białowieskiej i nie spotkać żubra w jego naturalnym środowisku ?
.
Bogactwo roślin zielnych na podlaskich łąkach.
Samochód zostawiliśmy na parkingu w kolonii Zamosze, przed tablicą informacyjną parku.
Staszek postanowił ruszyć szlakiem czerwonym „Wokół Uroczyska Głuszec”, który w części jest również szlakiem rowerowym. Szlak częściowo pokrywa się z Wilczym Szlakiem i biegnie przez Obręb Ochronny "Rezerwat" Białowieskiego Parku Narodowego. Rozpoczyna się w osadzie Zamosze niedaleko Masiewa i kończy się na Polanie Masiewo. Cała trasa to ok 6,5 km.
Ja z kolei wolałam skrócić nieco szlak i pokręcić się bliżej parkingu, przyjrzeć się hodowli tarpana i dzikiej przyrodzie puszczy. Każdy więc ruszył w swoją stronę. ![]()
Puszcza z bliska. W tym miejscu przeważał bór bagienny.
Tarpany i bociek na łące. Takie obrazki mogłabym oglądać bez końca . ![]()
Spacerując przy parkingu, w pewnym momencie zauważyłam, że dwoje turystów przystanęło i przygląda się uważnie czemuś w lesie. Z ciekawości również się zatrzymałam i okazało się, że obserwujemy wszyscy ten sam obiekt - pięknego żubra skubiącego trawę i gałązki drzew.
Przyglądałam mu się zza drzew z odległości ok. 40-50 m. Zdjęcia nie wyszły wyraźnie, ponieważ nie chciałam za bardzo się „wychylać”, żeby go nie spłoszyć pstrykaniem aparatu lub niepokoić niepotrzebnym ruchem. To jest potężne zwierzę i nie wiadomo jak zareagowałby na bliskie spotkanie. Poza tym byłam tak podekscytowana faktem, że obserwuję na żywo żubra w jego naturalnym środowisku, że nie skupiłam się w ogóle na dobrym ujęciu, tylko pstrykałam jak popadnie, żeby tylko utrwalić tę niezwykłą chwilę. ![]()
Żubr pasł się blisko parkingu i domków letniskowych. Widać mu to nie przeszkadzało, a i mieszkańcy się chyba do ich towarzystwa przyzwyczaili. Zazdrościłam w tym momencie tym, co siedzieli na tarasie, pili kawę obserwując spacerującego przed nimi żubra.
Staszkowi nie udało się na swoim odcinku trasy zobaczyć króla puszczy, ja miałam tego dnia zdecydowanie więcej szczęścia
.
Podjechaliśmy jeszcze w jedno miejsce. Stąd można było dojść leśną ścieżką pod samą granicę, do polany, na której bardzo często wg tego co piszą przewodniki, pasą się żubry.
Pod drodze minął nas kolejny raz samochód straży granicznej. Jako, że wcześniej na swoim szlaku Staszek się już z nią spotkał, tym razem się już nami nie zainteresowała, a nie zatrzymywała. Doszliśmy do dużej przygranicznej polany, jednak żubrów na niej w tym czasie nie było. Mur i zasieki miedzy Polską i Białorusią , oto co zobaczyliśmy.
Dalsza wędrówka z powodu bliskości granicy była już niemożliwa. Wróciliśmy więc do samochodu, mijając po drodze dwójkę młodych ludzi, którzy tak jak my musieli zawrócić. Byli z tego powodu dosyć niezadowoleni.
Latem puszcza sprawia wrażenie nieco sennej, rozleniwionej. Zdecydowanie mniej się wtedy dzieje niż na przykład wiosną czy nawet jesienią. Poza tym wzmożony ruch turystyczny powoduje, że zwierzęta, zwłaszcza duże ssaki, zaszywają się głęboko w lasie, starając się trzymać z dala od ludzi i hałasu. Trudniej więc za dnia o spotkanie oko w oko z żubrem czy łosiem. Tylko szczęściarzom sie udaje ...
.
c.d.n.
318 2023-01-06 00:13:31
Odp: Ocierając się o wschodnią granicę cz. 4 - lubię wracać tam gdzie byłam (6 odpowiedzi, napisanych Wyprawy pozagórskie)
DZIEŃ 4 - Jałówka, Mostowlany, Kruszyniany, Krynki, Bohoniki, Sokółka, Białystok
Kolejnego dnia postanowiliśmy przejechać blisko wschodniej granicy, na ile to było w tym czasie możliwe, od Jałówki do Sokółki, zatrzymując się w najbardziej ciekawych miejscach, a na koniec zjechać do Białegostoku i wrócić do Narwi. Dla mnie te miejsca były znane, ale Staszek nigdy tu nie był, więc była to doskonała okazja, żeby sprawdzić jak się zmieniły, a dla niego do ich poznania.
Ranek po nocnym deszczu był dosyć rześki, niebo zachmurzone, jeszcze lekko kropiło, gdy podjechaliśmy do ruin neogotyckiego kościoła św. Antoniego w Jałówce.
Jałówka kiedyś była miastem. Lokacji dokonał król Zygmunt August w XVI w. Leżała na trakcie prowadzącym z Warszawy do Wołkowyska i Mińska. Prawa miejskie utraciła po powstaniu styczniowym.
Do 1944 r. w miejscowości istniały dwa parafie katolickie, jedna p.w. św. Antoniego, druga p.w. Przemienienia Pańskiego i św. Michała. Jednak wycofujące się z frontu wojska hitlerowskie zniszczyły kościół św. Antoniego, którego po wojnie postanowiono już nie odbudowywać. Do dzisiaj stoją jego ruiny, zatopione w gąszczu leśnej zieleni, na skraju wsi. Drzewa, głównie brzozy, wrosły w resztki murów budowli. Tworzy to razem niezwykłą scenerię, stając się atrakcją dla przejeżdżających i fotografów, którzy urządzają tu często swoje sesje zdjęciowe. Zaraz za murami kościoła przebiega granica z Białorusią.
W 2000 r. wybudowano przed kościołem zadaszony ołtarz polowy do odprawiania mszy odpustowej. Jest to jedyna msza w ciągu roku odprawiana w tym miejscu. Niestety ołtarz postawiony w centralnym miejscu tuż przed ruinami to chyba nie był najlepszy pomysł. Moim zdaniem zaburzył mocno harmonię tego miejsca. Poza tym styl tej budowli zupełnie nie pasuje do całości. Szkoda, że nie pomyślano, żeby postawić go gdzieś obok.
Niedaleko kościoła znajduje się stary cmentarz katolicki położony w Lesie Jałowskim, tuż przy szosie biegnącej do granicy. Zatrzymaliśmy się przy nim, ponieważ w którymś z przewodników znalazłam, że można na nim znaleźć nagrobek rodziny Bohatyrewiczów. Znalazłam wprawdzie jeden grób z tym nazwiskiem, ale czy to o nim była mowa w przewodniku i czy Bohatyrewicze pochowani w Jałówce mają w ogóle coś wspólnego z rodziną opisaną w "Nad Niemnem" Elizy Orzeszkowej ? Tego nie wiadomo.
Cmentarz położony jest w lesie. O tej porze dnia, podczas deszczu sprawiał ponure wrażenie. Obok nowych nagrobków jest tu dużo starych grobów, w tym sporo młodych ludzi i dzieci. Niektóre są już prawie niewidoczne, ukryte pod warstwą kamieni, mchu lub zarośnięte bluszczem. Na wielu wypisana jest nazwa miejscowości, z której pochodziła zmarła osoba.
Po wyjeździe z Jałówki skierowaliśmy się na północ przejeżdżając przez zapomniane przygraniczne wioseczki w Dolinie Świsłoczy. Co rusz mijaliśmy budki Straży Granicznej. Doliną Świsłoczy, jej ciszą, spokojem, dzikością i pięknem jestem zachwycona i chciałabym bardzo pobyć kiedyś dłużej w tych stronach. W obecnych czasach, wiadomo, nie jest to ani bezpieczne, ani też za bardzo możliwe.
W porze obiadowej dotarliśmy do tatarskich Kruszynian. Byłam ciekawa jak zmieniło się to miejsce od czasu mojej wizyty w 2014 r. oraz czy i na ile udało się odbudować Tatarską Jurtę po pożarze w 2018 r.
Sam meczet na zewnątrz nie zmienił się praktycznie nic. Prace konserwatorskie poczyniono wewnątrz świątyni. Przypomnę, że jest to najstarszy zachowany meczet tatarski w Polsce. Tego typu obiekty są tylko dwa w naszym kraju. Drugi zlokalizowany jest w Bohonikach. Łącznie Tatarów w naszym kraju jest ok. 3 tys. Oprócz Kruszynian i Bohonik żyją w rozproszeniu w Białymstoku, Warszawie, Gdańsku i Gorzowie Wielkopolskim.
Po wyjściu z samochodu wróciły wspomnienia
. Tak jak wtedy przywitał nas Dżemil Gembicki, administrator i jednocześnie przewodnik po obiekcie. Raz jeszcze z ciekawością wysłuchałam historii mniejszości tatarskiej na Podlasiu oraz samego meczetu i znajdującego się tuż za nim mizaru - tatarskiego cmentarza.
Ponieważ pora była obiadowa skierowaliśmy się w stronę słynnej Tatarskiej Jurty. Po pożarze miejsce to bardzo się zmieniło. Obiekt jest cały czas w odbudowie, ale niebawem przewidywane jest jego ponowne otwarcie.
Tuż obok Tatarskiej Jurty ze środków unijnych wybudowano Centrum Edukacji i Kultury Muzułmańskiej Tatarów Polskich. Jego uroczyste otwarcie było w 2015 r. W jego skład wchodzi kilka budynków, w których m.in. znajduje się muzeum poświęcone Tatarom żyjącym na ziemiach polskich.
Tatarskich potraw spróbowaliśmy właśnie w tym miejscu, ponieważ właściciele Tatarskiej Jurty, pani Dżenneta Bogdanowicz z mężem Mirosławem i całą obsługą do czasu odbudowy swojej restauracji, a obecnie również miejsca noclegowego, przenieśli się do Centrum Edukacji i Kultury Muzułmańskiej Tatarów Polskich. Na obiad zjedliśmy pyszne tatarskie kołduny podawane z rosołem i kryszonkę, potrawę jednogarnkową z wołowiną, warzywami oraz ziemniakami.
Wieś Kruszyniany po wybudowaniu centrum kultury tatarskiej odżyła i zyskała jeszcze bardziej na popularności. Mieszkańcy oferują odwiedzającym w swoich domach miejsca noclegowe. Można teraz do Kruszynian dojechać znacznie lepszą, pod względem nawierzchni, drogą. W 2014 r. nie było tam asfaltu, tylko szutrowa droga, pełna dziur.
Po wizycie w Kruszynianach ruszyliśmy do Krynek. Jest to małe spokojne miasteczko, które powstało w XVI w. Niestety pod koniec XVIII w. wielki pożar strawił je niemal całkowicie. Po pożarze ówczesny właściciel Krynek postanowił miasto odbudować. Rozplanowanie rynku i ulic powierzył włoskiemu urbaniście Józefowi de Sacco. Tak powstał w Krynkach rynek na planie sześciokąta, z którego promieniście wychodzi aż 12 ulic, przy których stoją domy. Wokół rynku powstało rondo, które jest największe (pod względem odchodzących ulic) w Polsce, ale również drugim takim rondem w Europie. Takie samo bowiem rondo znajduje się w Paryżu. Jest nim Plac Charles-de-Gaulle, z którego odchodzi 12 alei. Pośrodku placu, na rynku, stoi Łuk Triumfalny. Przejechaliśmy przez słynne rondo, a następnie zatrzymaliśmy się jeszcze na chwilę przed neogotyckim kościołem p.w. św. Anny.
W drodze do Sokółki zahaczyliśmy o Bohoniki, kolejną znaną tatarską miejscowość na Podlasiu. Od mojej ostatniej wizyty w tym miejscu trochę się zmieniło. Meczet w Bohonikach wyładniał, został odmalowany, jego obejście również. Powstał wokół ładny ogród, bruk i nowe ogrodzenie. Nie wchodziliśmy do środka, ponieważ mieliśmy już dziś za sobą wizytę w jednym meczecie, a one w środku są bardzo podobne, chociaż ten w Kruszynianach wg mnie jest ciekawszy.
Po południu pogoda się zdecydowanie poprawiła. Wyszło słońce, które pozostało z nami do końca dnia. W Sokółce zatrzymaliśmy się przy kościele pw. św. Antoniego Padewskiego, od 2017 r. Sanktuarium Cudu Eucharystycznego.
Z Sokółki pojechaliśmy do Białegostoku. Pospacerowaliśmy po ogrodach Pałacu Branickich, a następnie po białostockim rynku.
Obejrzeliśmy katedrę i podjechaliśmy jeszcze pod Bazylikę św. Rocha. Niestety o tej porze świątynia była zamknięta. Katedrę zamknięto zaraz po zakończeniu mszy, ale nam udało się ją zobaczyć.
W drodze powrotnej zachwycałam się snującymi się nad łąkami wieczornymi mgłami w dolinie Narwi. ![]()
Do Narwi wróciliśmy już po zmroku. Trasa którą przejechaliśmy była długa, ale bardzo urozmaicona, no i pogoda, pomimo porannej mżawki, do końca dnia dopisała
.
c.d.n.
319 2023-01-03 19:41:17
Odp: Zgadnij, co to jest / gdzie to jest ? (7,750 odpowiedzi, napisanych Quizy i Konkursy)
No i mamy nareszcie rozwiązaną zagadkę i to jak precyzyjnie
.
Pozwolę sobie za sproketa73 wstawić punktację i oczywiście Gustku rusz zagadkowy temat do przodu
.
254 - sprocket73
204 - kisiel
108,5 - nena
97,5 – Cyberniok
92,5 - Gustek
78,5 - jolanta
65 - Eugeniusz Kępiński
52 - MF
43,5 - baca
31,5 - Darek Tlałka
22 - darkheush
19,5 - MK, łysy z łysiny
19 - Tomrod, tomkos, Karo
17,5 - rufi, Bisqp, pbsk
12,5 - harnaś wołoski, mały pikuś
11,5 - 740715
10 - bcFan
8,5 - Staszek
7 - cwiartka11 , teksanski
6,5 - Miluś, lowell79, Klimek
5,5 - Skorpion
5 - Macieks
4,5 - marekk500
4 - kruwad,
3,5 - jardo
2,5 - wizjoner, kris_61
2 - Jiff, kanton
320 2023-01-03 19:36:59
Odp: czarny szlak pańska góra achów (4 odpowiedzi, napisanych Ulubione szlaki Beskidu Małego)
wie ktoś coś na temat tego szlaku?
Na Pańską Górę prowadzi z Andrychowa szlak zielony, wystarczy spojrzeć na mapę BM-u. O czarnym nie słyszałam.
ps. widzę, że forum raczej umarło. jest jakiś substytut na fb?
babka99 zapraszamy do aktywności ...
.
321 2022-12-27 23:42:23
Odp: Ocierając się o wschodnią granicę cz. 4 - lubię wracać tam gdzie byłam (6 odpowiedzi, napisanych Wyprawy pozagórskie)
DZIEŃ 3 - Kraina Otwartych Okiennic i Podlaski Szlak Kulturowy „Drzewo i Sacrum”
Na trzeci dzień zaplanowałam całodniową wycieczkę objazdową po „drewnianym Podlasiu”.
Jednym z elementów, które wyróżniają Podlasie, a szczególnie Białostocczyznę, spośród innych regionów Polski jest drewniane budownictwo. Na unikatowość wsi znajdujących się na tych terenach wpływa zarówno ich układ przestrzenny, jak i zachowana do dzisiaj kolorowa architektura drewnianych domów z oryginalnymi zdobieniami z początku XX w, a także zróżnicowanie społeczno - kulturowe, w tym folklor, tradycje i obrzędy zamieszkującej je ludności, będącej w większości wyznania prawosławnego.
Dawniej we wschodniej części Podlasia budynki stawiano głównie z drewna. Pozyskiwano go z pobliskich puszcz, w tym Puszczy Białowieskiej oraz lasów. Zanim pojawiły się samochody drewno transportowano rzeką, m.in. Narwią. Drewniane chaty stawiano bezpośrednio na gruncie lub na kamiennej podmurówce.
Tradycyjnie budowane chaty można zobaczyć odwiedzając Krainę Otwartych Okiennic, która znalazła się pierwsza na trasie naszej wycieczki.
Krainę Otwartych Okiennic tworzą trzy wyjątkowo urocze wsie położone w dolinie rzeki Narew: Trześcianka, Soce i Puchły. W otoczeniu sielskiego krajobrazu zatopione są w nich kolorowe cerkwie i pięknie udekorowane snycerskimi i ciesielskimi detalami drewniane chaty. Tego typu ozdobniki są typowe dla chat na wsiach rosyjskich. Każda jest inna, wyjątkowa, jedyna w swoim rodzaju. Uroku dodają im bogato ukwiecone wiejskie ogródki.
Niemal przed każdym domem jest ławeczka, a na niej już z samego rana można spotkać na pogaduszkach starszych ludzi. Rozmawiają w miejscowej gwarze, czyli mieszaninie języków polskiego, białoruskiego i ukraińskiego.
Miejscowym plotkom przysłuchują się wszechobecne tu bociany, wpisane w krajobraz Podlasia. Mają swoje gniazda praktycznie na każdym słupie elektrycznym, drzewie lub specjalnie dla nich zbudowanej platformie.
Najpierw odwiedziliśmy Trześciankę.
W tej miejscowości oprócz pięknie zdobionych domów, na uwagę zasługuje zielona cerkiew pw. św. Michała Archanioła z białymi okiennicami i drzwiami. Była otwarta, więc skorzystaliśmy i weszliśmy do środka.
Nieco dłużej zatrzymaliśmy się w Socach. Wieś powstała w XVI w. nad rzeką Rudnią. Jest typową wsią ulicówką. Między innymi z tego powodu została objęta ochroną konserwatorską i wpisana do rejestru zabytków. Składa się z dwóch części ulokowanych po obu stronach rzeki, połączonych dwiema drogami. Każda z nich posiada taki sam plan. Jest więc dwuwsią. Północna część to Suchlany, a południowa Mokrany.
Przy każdym wjeździe i wyjeździe ze wsi stoją krzyże wotywne. Takie krzyże stawiano w podzięce za wysłuchane modlitwy.
W Socach są pamiątką po panującej tu niegdyś epidemii. Wg legendy jeden z mieszkańców wsi miał proroczy sen, w którym nieznany głos kazał mu postawić na krańcach wsi krzyże, które następnie należało połączyć własnoręcznie uprzędzioną nicią. Gdy mieszkańcy wsi to uczynili, wówczas zaraza ich opuściła.
Odwiedziliśmy tu Muzeum Wsi Soce, mieszczące się w domu pod numerem 61. Dom jest nieduży i nie rzuca się w oczy. Tabliczka z napisem jest drewniana i można ją łatwo przeoczyć. Przejechaliśmy to miejsce, mijając ławeczkę z siedzącą na niej babulinką i młodym człowiekiem. Po chwili zawróciliśmy, bo okazało się, że to jest właśnie to muzeum, o które nam chodziło.
Kraina Otwartych Okiennic, jak sama nazwa wskazuje, jest otwarta, a ludzie ją zamieszkujący mili i gościnni. Mogliśmy się o tym przekonać odwiedzając muzeum.
Zatrzymaliśmy się i zapytaliśmy czy moglibyśmy zwiedzić. Młody człowiek nas wpuścił do środka, kazał na chwilę poczekać na …. babcię … . W tym momencie nie wiedzieliśmy o kogo chodzi. Trochę nam było głupio, jak po chwili czekania, przyszła do nas w samych skarpetach, bo obolałe nogi w butach bolałyby jeszcze bardziej, pomagając sobie balkonikiem i laską, schorowana i doświadczona życiem kobieta - Pani Zofia. Przyszła opowiedzieć nam o historii Soców i o życiu ludzi w tym miejscu Polski. Po nagłej śmierci drugiego dziecka, Tamary Leszczyńskiej to na jej głowie pozostało to, o co dbała jej córka, czyli popularyzowanie i zachowanie dla przyszłych pokoleń historii, tradycji i obyczajów Krainy Otwartych Okiennic. Na ile może, choć lata i zdrowie już jej na to coraz mniej pozwalają, dba o stworzone przez jej córkę w Socach muzeum etnograficzne. Pomaga jej w tym m.in. wnuk i mąż Tamary.
Tworzy je pięknie zachowana stara chata z uroczym wiejskim ogródkiem.
Zebrane eksponaty znajdują się w środku, oraz obok chaty, w przerobionej stodole i stajni. Wszystko jest zadbane i pięknie wyeksponowane.
Obrusy, serwety, ręczniki, kołnierzyki to rękodzieło ludowe. Kobiety spotykały się i razem dziergały, szyły, haftowały i tkały, najczęściej przy świecach lub lampie naftowej.
Największym skarbem tego miejsca jest wg mnie Pani Zofia. Jej gościnność i życzliwość oraz pomimo wieku chęć dzielenia się wiedzą i życiowym doświadczeniem sprawiają, że ludzie się tu zatrzymują, słuchają i odjeżdżają stąd z głęboką refleksją nad tym, co tak naprawdę jest w życiu ważne. Życie Pani Zofii usiane było pasmem nieszczęść. My po takich przejściach wylądowalibyśmy z dużym prawdopodobieństwem w szpitalu psychiatrycznym. Aż dziw, że ta kobieta zachowała jeszcze w sobie tyle siły, ciepła i serdeczności. Może to właśnie ta kraina, tutejszy spokój i przyroda potrafiły ukoić jej ból po stracie najbliższych i pomogły żyć w biedzie. Pani Zofia chciała nam opowiedzieć bardzo dużo, ale nie mieliśmy sumienia jej zamęczać pytaniami, ponieważ widzieliśmy, że z racji wieku, mówienie sprawia jej trudność. Polecam każdemu przy okazji zwiedzania Soców spotkanie z Panią Zofią.
Kapliczka prawosławna pw. św. Proroka Eliasza z początku XX w. ufundowana przez Panią Zofię. Zachowała we wnętrzu lokalny, ludowy charakter.
Po dłuższym przystanku w Socach pojechaliśmy do Pucheł.
Jest to ostatnia wieś Krainy Otwartych Okiennic. Uwagę przykuwa tu kolorowa drewniana zabudowa i niesamowicie piękna niebieska cerkiew, dla mnie jedna z piękniejszych na Podlasiu, oraz skarby natury, a mianowicie 15 pomnikowych dębów, z którymi związana jest legenda o powstaniu wsi Puchły. Wg niej w miejscu gdzie dziś stoi cerkiew rosła niegdyś wielka lipa. Mieszkał pod nią w szałasie stary człowiek, który chorował na obrzęk nóg. Z tego powodu modlił się żarliwie do Boga, prosząc go o wyzdrowienie. I tak pewnego dnia, podczas modlitwy ukazał mu się pod drzewem obraz Matki Bożej. Wkrótce po tym wydarzeniu, wyzdrowiał. Nazwa Puchły prawdopodobnie pochodzi od słowa „opuchli”. Tak w lokalnej gwarze nazywano obrzęki.
Byłam w tym miejscu po raz drugi i muszę stwierdzić, że najbliższe otoczenie cerkwi mocno się zmieniło. Przybyło nowych domów, pojawiły się parkingi i chodniki.
Zabytkowa cerkiew pw. Opieki Matki Bożej.
Cerkiew w Puchłach udało mi się zobaczyć w środku podczas mojego pierwszego pobytu w tej miejscowości w 2014 r. Ponieważ zebrało się przed nią kilka osób, zadzwoniłam do pani, która nam ją i tym razem otworzyła i opowiedziała o jej historii.
Świątynie prawosławne budowane są wg określonego kanonu, a ich architektura przesycona jest symboliką. Kopuły są odzwierciedleniem nieba. Ich ilość ma znaczenie np. jedna symbolizuje Boga Ojca, trzy - Trójcę Święta, pięć Jezusa Chrystusa i czterech Ewangelistów. Cerkwie mogą mieć też więcej kopuł np. 7, 9 13, a nawet 33.
Po Krainie Otwartych Okiennic ruszyliśmy na Podlaski Szlak Kulturowy „Drzewo i Sacrum”.
Niektóre drogi lokalne na Podlasiu wyglądają tak jak na zdjęciu poniżej. Ciężko się jeździ po takiej nawierzchni. Niby równa, ale trzęsie niemiłosiernie, hałas w samochodzie jest okropny. Na dłuższą metę taka jazda bardzo męczy.
Szlak powstał dla zachowania bogactwa i piękna drewnianej architektury Białostocczyzny, unikatowości starych drewnianych wiejskich chat, zabytkowych kapliczek, cerkwi i kościołów. Pomysłodawcą tego przedsięwzięcia był Związek Młodzieży Białoruskiej. Szlak liczy ok. 179 km. przebiega przez liczne małe miejscowości. Niektóre z nich są tak małe i mało znane, że pomija się je przy okazji zwiedzania Ziemi Podlaskiej. A to właśnie one kryją w sobie najpiękniejsze kulturowe i architektoniczne perełki i w nich ukryte jest prawdziwe oblicze Podlasia.

W wioskach, na szlaku zachowały się przykłady drewnianego budownictwa z końca XVI wieku, chaty z ozdobnymi drewnianymi okiennicami, narożnikami i wiatrownicami oraz sielankowe ogródki wiejskie.
Tego dnia przejechaliśmy przez ok. 10 miejscowości zatrzymując się w nich przy najbardziej ciekawych obiektach.
W Ciełuszkach i Kaniukach podziwialiśmy ludową ornamentykę drewnianych chat.
W Rybołach zatrzymaliśmy się przy zabytkowej cmentarnej Cerkwi pw. św. Jerzego.
oraz przy Cerkwi Świętych Kosmy i Damiana.
W Pasynkach urzekła mnie błękitna Cerkiew p.w. Narodzenia Św. Jana Chrzciciela.
A to już Dzięciołowo Szczyty - Nowodwory. W centrum wsi, na niewielkim wzniesieniu, stoi mała Cerkiew Ścięcia Głowy św. Jana Chrzciciela z drewnianą dzwonnicą.
Na uwagę zasługuje tu jeszcze barokowy wapienny posąg Jana Nepomucena, który stoi przed cerkwią.
W drodze powrotnej do Narwi przejechaliśmy jeszcze przez Zbucz, Stare Berezowo, Morze i Mochnate.
Zatrzymaliśmy się na zdjęcia przy Cerkwi Zaśnięcia Przenajświętszej Bogurodzicy w Czyżach
i przy Cerkwi Wniebowzięcia Pańskiego w Klejnikach.
Kapliczka słupowa w Klejnikach.
Po całodziennej jeździe od wioski do wioski i zatrzymywaniu się przy kolorowych domkach i cerkwiach Staszek, w przeciwieństwie do mnie, miał już ich na koniec dosyć.
Niewiele brakowało a zostawiłby mnie gdzieś pośród podlaskich pól …
Ale zostać wśród takich cudownych słoneczników to przecież sama przyjemność … .
Definitywnie oznajmił mi, że do końca urlopu na żadną cerkiew już nie spojrzy …
.
Osobiście bardzo mnie ciekawiły oba szlaki, sporo o nich czytałam i bardzo chciałam je poznać. Można więc powiedzieć, że się udało. ![]()
c.d.n.
322 2022-12-21 22:08:38
Temat: Ocierając się o wschodnią granicę cz. 4 - lubię wracać tam gdzie byłam (6 odpowiedzi, napisanych Wyprawy pozagórskie)
Znowu nadrabiam wakacyjne zaległości. ![]()
Białostocczyzna
twoje włosy zielone
złote chlebne lica
oczami jezior wpatrzone
w czyste błękity
śpiewasz ptaszęcą pieśń
w raju
w jutrzence wschodów
w zorzy zachodów
kąpiel słoneczną biorąca
- ziemio o dziewiczej piersi
pełnej miodu i mleka
nucącą mi kołysankę
dzieciństwa...
ziemio o pełnych biodrach
w koralach jarzębin
przepasana
najbłękitniejszymi wstęgami
rzek lekkim krokiem dążąca
drogą postępu
najpracowitsza bo
nadrabiająca wiekowe
zaległości
ziemio pochylonych krzyżów
jaćwieskich kurhanów
pomników przeszłości
na których wieczorna cisza
śpiewa mi pieśń pożegnania
na nocny spoczynek która
mi brzozą płaczącą będziesz
szumieć swą pieśń nad
mogiłą...
bądź pozdrowiona!
/Melania Burzyńska/
Na przełomie lipca i sierpnia odwiedziłam po raz kolejny wschodnią część naszego kraju. Ciekawa byłam zmian, które w niej nastąpiły, po prawie 8 latach. W planie urlopu były miejsca już kiedyś przeze mnie odwiedzone oraz w których jeszcze nie byłam. Sześciodniowy urlop spędziliśmy w Narwi, niewielkiej miejscowości w powiecie hajnowskim, leżącej jakieś 35 km od Białegostoku. Było to dobre miejsce do całodniowych wycieczek po okolicy. 6 dni to jednak ciągle zbyt mało, żeby nasycić się Podlasiem.
DZIEŃ 1 - Narew - Odrynki - Jezioro Siemianowskie - Wieża Maruszka - Narewka
Zaczęliśmy od zabytkowej Cerkwi Prawosławnej Podwyższenia Krzyża Pańskiego w Narwi, leżącej na szlaku kulturowym "Śladami Wschodniosłowiańskiej Tradycji”.
Znajdowała się jakieś kilkadziesiąt metrów od naszego miejsca noclegowego, więc nie można było jej pominąć, zwłaszcza, że przyciągała pięknym błękitnym kolorem. W architekturze świątyń prawosławnych kolor ma istotne znaczenie. Najczęściej te niebieskie poświęca się Matce Boskiej lub Michałowi Archaniołowi, zielone Duchowi Świętemu, zaś na brązowo malowano cerkwie poświęcone męczennikom.
Akurat tego dnia coś w niej remontowano i udało nam się wejść do środka. Nie wszystkie cerkwie są otwarte. Trzeba mieć szczęście, żeby na taką trafić, albo po prostu przyjść na nabożeństwo. Zawsze jednak można poprosić o możliwość zwiedzenia. Zazwyczaj podany jest numer telefonu do osoby, która nam świątynię otworzy i najczęściej też o niej coś opowie.
W Narwi jest jeszcze świątynia katolicka, Kościół Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny i św. Stanisława. Drewniany, otoczony wysokimi drzewami. Niestety nie udało nam się go zobaczyć w środku.
Ma tu również swój zbór Kościół Chrześcijan Baptystów.
W mieście stała niegdyś drewniana synagoga, ponieważ żyło tu sporo Żydów, jednak w 1974 roku spłonęła podczas pożaru.
Sama miejscowość Narew nie jest duża. To dawne miasto królewskie, które utraciło prawa miejskie w 1934 w wyniku upadku gospodarczego. Do końca XVII w. rozwijało się dynamicznie, pełniło m.in. rolę stacji postojowej dla władców podróżujących między Koroną a Litwą. Bywali tu m.in. Królowa Bona, Zygmunt August i Stefan Batory.
Miasto zaczęło powoli upadać po potopie szwedzkim i nigdy nie odzyskało już pierwotnego znaczenia. Kolejnych zniszczeń dopełniły zabór rosyjski, II wojna światowa, a później okupacja niemiecka i radziecka. W centrum wsi zachowała się do dzisiaj drewniana zabudowa z końca XIX i pocz. XX w. Wiele domów jest opuszczonych.
Na filmie nieco historii i ciekawostek o cerkwi w Narwi. Na samym początku Skit w Odrynkach.
Prawosławną pustelnię Ojca Gabriela czyli skit w miejscowości Odrynki zwiedziłam po raz pierwszy w listopadzie 2014 r. Ocierając się o wschodnią granicę - część 3 - końca nie będzie ?
. Pamiętam, padał wówczas deszcz, a kładka prowadząca przez uroczysko Kudak nad rzeką Narew była bardzo śliska. Tym razem podjechaliśmy do Odrynek z innej strony, w pełni lata.
Jedyny w Polsce prawosławny pustelnik, archimandryta Gabriel niestety już nie żyje. Zmarł w 2018 r, w wieku 56 lat. Zmieniło się nieco to miejsce. Czy na lepsze ? Wydaje mi się, że za Ojca Gabriela skit bardziej przypominał pustelnię, miejsce odludne, niedostępne. Dziś można podjechać pod samą bramę skitu samochodem i zostawić go na parkingu. Na szczęście pozostała długa drewniana kładka.
Cerkiew, w której 8 lat temu byłam na nabożeństwie, została ukończona. Dobudowano jeszcze kilka budynków, domki dla mnichów, ubikacje dla zwiedzających, których jest tu codziennie coraz więcej.
W centralnym miejscu skitu jest grób Ojca Gabriela.
Dom - pustelnia, w którym mieszkał.
Po skicie oprowadził nas jeden z mnichów. Zwiedzanie zakończyło się wizytą w sklepiku z pamiątkami i wyrobami mnichów. Sprzedają m.in. zioła, maści, miody, świece, obrazki, ikony i książki.
Pomimo zmian skit w Odrynkach pozostał miejscem bardzo ciekawym i wartym odwiedzenia. Uroczysko i spacer drewnianą kładką pośród dzikich rozlewisk Narwi, to sposób na wyciszenie i kontakt z naturą.
W 1912 r. Jerzy Kalina wyreżyserował „Archimandrytę”, ciekawy dokument o życiu i działalności Ojca Gabriela w Odrynkach. Warto obejrzeć.
Z Odrynek, z racji niedużej odległości, pojechaliśmy nad Jezioro Siemianowskie, sztuczny zbiornik wodny na górnej Narwi. Historia budowy tego zalewu była burzliwa i wywołała wiele dyskusji.
Budowę rozpoczęto w 1977 roku, a zakończono w 1993. Tak jak głosił napis na kamieniu był to ogromny projekt budowany ku uciesze tutejszych mieszkańców. Przy jego tworzeniu zalaniu uległo 5 pobliskich wsi, a mieszkańcy zostali przesiedleni. Nie mieli jednak oni żalu, ponieważ wierzyli, że działają w dobrej sprawie. Wśród miejscowej ludności krążyła wówczas poufna wiadomość, że pod taflą zalewu, który miał sięgać na teren Białoruskiej Socjalistycznej Republiki Ludowej, będzie wybudowane najnowocześniejsze i chyba jedyne tego rodzaju, tajne lotnisko Układu Warszawskiego. W związku z tym, że samoloty miały startować w kierunku wschodnim (ze względu na ukształtowanie terenu), ludność ta nie wiedziała jak to lotnisko powstaje. Oczywiście informacja ta po latach okazała się być fikcją. Proszę teraz sobie wyobrazić co obecnie czują mieszkańcy wysiedleni z tych ziem. Nie dość, że nie znaleźli oni pracy na fikcyjnym lotnisku, to jeszcze zabrano im rodzinne ziemie a cały projekt tak naprawdę okazał się niewypałem i coś się jednak nie udało. Do dnia dzisiejszego osoby te żałują tego co się stało lecz niestety tego już nie cofniemy.
Wracając jednak do samego zalewu. Jest to trzeci co do wielkości sztuczny zbiornik wodny na terenie Polski. Ma ponad 32km2. Powstał przez spiętrzenie wód górnej Narwi ziemną zaporą w okolicy wsi Bondary. Po zamknięciu tamy zbiornik napełniał się 5 lat a ostateczny poziom wody wynoszący około 7m został osiągnięty w 1993 roku i jest ewidentnie niższy od projektowanego.
Źródło:atrakcjepodlasia.pl
Samochód zostawiliśmy na parkingu w Bondarach. Dojazd nad samo jezioro latem, tam gdzie utworzono plaże i kąpieliska, jest w wielu miejscach płatny. Znajduje się nad nim wiele miejsc biwakowych i pół campingowych, dlatego z góry pobierane są opłaty od turystów chcących podjechać do jego brzegów. Nam udało się wjechać bez opłaty. Pani parkingowa uwierzyła nam na słowo, że nie chcemy zatrzymywać się na dłużej, tylko zobaczyć zbiornik i zrobić kilka fotek z wieży widokowej. Tak zresztą zrobiliśmy.
W lecie Jezioro Siemianowskie oblegane jest przez turystów. Przez groblę, która prowadzi przez jezioro wybudowano linię kolejową z Hajnówki i szerokotorową z Siemianówki do Cisówki i dalej na Białoruś. Zainteresowanych odsyłam do ciekawych informacji o Zalewie Siemianówka.
Od strony wschodniej i południowo wschodniej brzegi jak i sam zbiornik są mocno zarośnięty. Prowadzi tu niewiele dróg. Schronienie oraz dobre warunki do życia i lęgów znalazło tu wiele gatunków ptactwa wodnego i błotnego. Stwierdzono tu ponoć 164 gatunki ptaków, w tym 112 lęgowych.
Poruszając się wzdłuż zachodniego brzegu jeziora dojechaliśmy do wsi o nazwie Siemieniakowszczyzna. W jej okolicy znajduje się jedna z wielu wież widokowych, z których można podziwiać dzikie rozlewiska i mokradła Zalewu Siemianówka wraz z ich skrzydlatymi mieszkańcami.
Widok z wieży Maruszka.
O każdej porze roku widok jest inny. Wiosną stan wody jest wysoki, latem z kolei rozlewiska przypominają bardziej wilgotne łąki. Żeby jednak coś zobaczyć z wieży, bądź co bądź z dosyć sporej odległości, trzeba mieć ze sobą solidną lornetkę albo lunetę. My mieliśmy niestety niezbyt solidną
, zatem wiele ptaszyn nie zobaczyliśmy, ale za to słyszeliśmy dużo ptasich odgłosów. A można tu ponoć obserwować żurawie, wodniczki, czajki, łabędzie, perkozy, rybołowy, biegusy, łabędzie i naturalnie - bociany.
W drodze powrotnej do Narwi chciałam koniecznie zdążyć dojechać do Narewki, w której znajduje się Galeria im. Tamary Sołoniewicz.
Tamara Sołoniewicz była cenionym reżyserem i scenarzystą. Tematem większości jej filmów było Podlasie i rodzinna Białostocczyzna z jej wielokulturowością. Jej filmy zdobyły liczne nagrody i wyróżnienia na festiwalach w kraju i zagranicą. Zmarła nagle w 2000 r. w wieku 62 lat.
W filmie „Kresowa ballada” pokazała unikatowość folkloru Podlasia.
Film „Czy słyszysz jak płacze ziemia” ukazuje dramat ludzi, którzy musieli opuścić swoje domy, porzucić gospodarstwa i ziemię. Przeznaczono je bowiem na zalanie przy budowie zbiornika Siemianówka.
Galerię zamykano o godz. 18.00. Przyjechaliśmy kwadrans przed 18.00, ale przewodniczce i opiekunce tego miejsca, Pani Katarzynie Bialawskiej zupełnie to nie przeszkadzało. Zamiast 15 minut, których brakowało do zamknięcia obiektu, spędziliśmy na rozmowie o historii Narewki i jej mieszkańcach prawie 1,5 godziny
. Pani Katarzyna od lat zajmuje się ochroną dziedzictwa wielokulturowego tego regionu. Szczególnie bliska jest jej tragiczna historia ludności żydowskiej, która niegdyś licznie zamieszkiwała Narewkę. Jest osobą z ogromną wiedzą, którą bardzo chętnie się dzieli. W galerii można zobaczyć wystawy malarstwa, piękne rękodzieło ludowe, stroje, dokumenty historyczne. Galeria tętni życiem. Ciągle się w niej coś dzieje. Miejsce to wszystkim gorąco polecam.
Po zamknięciu obiektu Pani Katarzyna pokazała nam jeszcze narewkowskie murale. Znajdują się na budynkach naprzeciwko galerii m.in. na budynku poczty. Przedstawiają trzy etapy życia natury, ale jednocześnie trzy etapy życia ludzkiego:
wiosnę czyli młodość
lato - pełnię życia
jesień czyli dojrzałość.
Autorem murali jest Zbigniew Budzyński, malarz, grafik i rysownik. Jego twórczość związana jest z Podlasiem i ziemią hajnowską.
W Narewce znajduje się Bojarski Gościniec. Jest to kompleks pięciu budynków o ciekawej architekturze drewnianej z czasów carskich. Zostały przerobione na drogi pensjonat wraz z restauracją.
Na koniec podeszliśmy jeszcze pod cerkiew prawosławną pw. Mikołaja Cudotwórcy.
Krzyże przy cerkwi to pamiątka po szczęśliwym powrocie do domu z „bieżeństwa” czyli uchodźstwa.
Pani Katarzyna opowiadała nam o tragicznym losie ludności żydowskiej zamieszkujących Narewkę w czasie II wojny światowej. W pobliżu bocznicy kolejowej znajduje się zbiorowa mogiła Żydów z 1941 r. Było już późno. Człowiek, który kosił trawę na cmentarzu parafialnym wskazał nam do niej ścieżkę. Trzeba było przejść przez wysoki nasyp z torami kolejowymi, a następnie przez dosyć głęboki rów. Zajęłoby nam to sporo czasu. Z oddali można było zobaczyć jedynie fragment kamiennej płyty, upamiętniającej miejsce zbrodni.
DZIEŃ 2 - Łosinka, Dubiny, Hajnówka, Uroczysko Miednoje (Krynoczka), Białowieża, Puszcza Białowieska, Nowoberezowo
Chcąc wykorzystać słoneczną pogodę kolejny dzień urlopu przeznaczyliśmy na Puszczę Białowieską. Codzienne wyjazdy starałam się planować tak, żeby robić pętelkę po okolicy i wracać na noc do Narwi.
Ruszyliśmy z rana w kierunku Hajnówki, przejeżdżając przez Łosinkę i Dubiny.
Łosinka to niewielka miejscowość, zamieszkuje ja tylko 210 osób. W centralnej części wsi, tuż przy drodze stoi drewniana zabytkowa cerkiew pw. św. Jakuba Apostoła.
W Dubinach zatrzymaliśmy się przy Cerkwi Zaśnięcia Maryi Panny.
W Hajnówce liczyłam na zwiedzenie Soboru Świętej Trójcy, którego nie miałam jeszcze okazji zobaczyć w środku. Niestety świątynia była i tym razem zamknięta.
Również do pozostałych cerkwi Narodzenia św. Jana Chrzciciela i św. Dymitra nie udało się wejść. W drugiej znajduje się ciekawy dębowy ikonostas.
Skoro nie zatrzymaliśmy się dłużej w Hajnówce, mieliśmy nieco zapasu czasu, więc postanowiliśmy w drodze do Białowieży zahaczyć o Uroczysko Miednoje, znane bardziej jako Krynoczka, zagubione w Puszczy Białowieskiej miejsce ze źródełkiem, uznawanym przez wiernych kościoła prawosławnego za cudowne. Natrafiłam na nie przeglądając mapę w samochodzie.
Przy źródełku stoi nieduża drewniana Cerkiew pw. Świętych Braci Machabeuszy.
Krynoczka obok Grabarki jest uznawana za jedno z najważniejszych miejsc kultu religijnego dla wyznawców prawosławia. Jest celem wielu pielgrzymek. Do miejsca wiedzie nieutwardzona droga leśna. Co jak co, ale na tym bezludziu, w środku lasu to nie spodziewaliśmy się, że uda nam się zobaczyć wnętrze cerkwi. Prowadziła do niej długa dębowa aleja. Na samym jej końcu stała zadaszona studnia z cudowną wodą.
O dziwo cerkiew była otwarta. Przywitał nas młody chłopak, student i opowiedział ciekawie o historii tego miejsca.
Pielgrzymujący do Krynoczki moczą chusteczki w cudownej wodzie i przecierają chore miejsca, a następnie pozostawiają je na ogrodzeniu za studzienką, symbolicznie pozbywając się w ten sposób swoich chorób.
Z Krynoczki udaliśmy się do Białowieży. Tu chciałam zobaczyć Park Pałacowy oraz porcelanowy ikonostas w zabytkowej Cerkwi św. Mikołaja.
Jest to jedyny taki zabytek w Polsce. Oprócz tego chcieliśmy zobaczyć kawałek puszczy no i żubry, więc w harmonogramie dnia znalazły się aż trzy ścieżki przyrodnicze. Po cichu marzyłam odwiedzić jeszcze Dziedzinkę Simony Kossak. Jednak plany planami, a życie życiem …
.
Sama Białowieża jakoś szczególnie mnie nie zachwyciła. W sezonie jest tu mnóstwo ludzi, zwłaszcza starszych osób, którzy szukają ciszy i spokoju, chociaż w takim tłumie wątpliwe, że można je znaleźć… Do tego wszechobecna komercja, budy z tandetą itp. Kompleks Białowieskiego Parku Narodowego wraz z muzeum przyrodniczym stoi w miejscu dawnego Pałacu Carskiego. Wielka nowoczesna bryła budynku Ośrodka BPN zupełnie nie pasuje do otoczenia. Jest po prostu brzydka.
Na terenie Parku Pałacowego zachowało się kilka budowli związanych z dawnym pałacem carskim m.in. dom marszałkowski, dom zarządu oraz chyba najciekawszy i najładniejszy budynek w całym parku - Dworek Gubernatora Grodzieńskiego.
Dworek Gubernatora Grodzieńskiego
Rozczarowałam się również oznaczeniami szlaków i ścieżek. Ciężko było w ogóle odnaleźć się w gąszczu różnych informacji na tablicach i mapkach. Rezerwat Ścisły Białowieskiego Parku Narodowego można zwiedzać jedynie z licencjonowanym przewodnikiem. Istnieją jednak miejsca, gdzie można się udać bez przewodnika. I z tych właśnie chcieliśmy skorzystać. Nie udało się. Dodatkowo trzymała nas godzina wejścia do Cerkwi św. Mikołaja, żeby obejrzeć ikonostas. Powłóczyliśmy się więc trochę po parku, trochę po ulicach Białowieży. O wyznaczonej godzinie obejrzałam ikonostas z chińskiej porcelany. To nieduża, ale bardzo misterna majolika. Jedno z 3 takich arcydzieł na świecie. Został sprowadzony z Petersburga na życzenie cara Aleksandra III. Dominują w nim motywy roślinne. Niestety nie można go było fotografować, dlatego wstawiam zdjęcie z Internetu.

fot. Jacek Daczyński
Dzień się powoli kończył, a my nadal nie zobaczyliśmy dzikiej puszczy, a przecież po to tu m.in. przyjechaliśmy. Z racji małej ilości czasu postanowiliśmy zrobić tylko spacer ścieżką przyrodniczą „Żebra Żubra”, która kończyła się przy zagrodzie pokazowej żubrów. Na zwiedzenie tej ostatniej zabrakło nam jakieś pół godziny. Ścieżka „Żebra Żubra” prowadzi drewnianą kładką przez ciekawy przyrodniczo odcinek puszczy. To jedna z najbardziej znanych i uczęszczanych tras w Puszczy Białowieskiej. Jej długość w jedną stronę wynosi ok. 3 km. Jest dobrze przygotowana i łatwa do przejścia. Można z niej podziwiać różnorodność gatunkową puszczy.
Ponieważ zagrodę nam zamknięto praktycznie przed nosem, pozostało zjeść coś ciepłego na koniec dnia na pobliskim parkingu i ruszyć w drogę powrotną. Na trasie do Narwi znalazła się miejscowość Nowoberezowo z zabytkową Cerkwią Wniebowstąpienia Pańskiego. We wsi znajduje się jeszcze prywatny skansen „Zagroda Stefana” z fermą strusi. Ale na strusie już czasu nie było
. Wróciliśmy do Narwii po zmroku.
To był średnio udany dzień, ponieważ nie zrealizowaliśmy w pełni planu.
c.d.n.
323 2022-12-19 16:38:45
Odp: Nie ważne gdzie... ważne z kim :) (1,026 odpowiedzi, napisanych Wyprawy pozagórskie)
Ale było cudownie ! ![]()
324 2022-12-19 16:36:48
Odp: A może spotkanie w Nowym Roku ? (49 odpowiedzi, napisanych Planowane zloty)
Ja zawsze chętny na takie spotkania
Super ! To czekamy na koleje chętne osoby. ![]()
325 2022-12-05 21:22:21
Temat: A może spotkanie w Nowym Roku ? (49 odpowiedzi, napisanych Planowane zloty)
Co powiecie na spotkanie w Nowym Roku
? Może wspólna wycieczka połączona z jakimś ogniskiem lub grillem u Rafała ? Może początek lutego ? Co WY na to ?