Oczywiście, że nakłamał
, bo moja wersja wydarzeń wygląda ździebko inaczej i wersja darkheusha tak łatwo nie przejdzie ...
![]()
Widząc co jesień wyczynia dookoła nas przez ostatni tydzień nie mogłam już wysiedzieć w piątek w pracy.
To ja namówiłam darkheusha na spacer po Małym i o dziwo się zgodził
, co mnie ucieszyło, bo w towarzystwie zawsze milej się wędruje
. Nawet start zaproponowałam z Praciaków, myśląc, że najkrótszą drogą będzie ta wzdłuż wyciągu narciarskiego …
Tu się zdziwiłam, kiedy darkheush zaproponował mi w zastępstwie wyciągu, coś nowego …
Zaproponowałem podejście inne niż zwykle, czyli wprost z pętli autobusowej pod skałę na Anuli. Na początku się Ciotce podobało, tym bardziej, że znalazła kilka grzybów. Potem zaczęły się jakiś nieśmiałe marudzenia, że zrobiło się cholernie stromo
Nieprawda !
Trasa całkiem fajna, większa jej część to szlak żółty, który potem skręca w lewo, a my najpierw odbiliśmy w prawo, żeby później przeprawić się przez mały strumyk, a dalej wdrapywać się
drogą zrywkową pod skałę pod Anulą. Na trasie ładne widoczki na Potrójną i Czarny Groń oraz Dolinę Rzyczańską. Na tym odcinku darkheush stwierdził, że też dzisiaj nazbiera grzybów i próbował mnie w ich znajdowaniu prześcignąć.
( nie udało mu się
)
Końcowe podejście pod Anulę jest trochę strome, ale do przeżycia …
, za to sama skała jak i widoczek z niej, robią wrażenie. ![]()
Przez ten czas, który spędziliśmy na Anuli przewinęło się kilka osób, wśród których była pani, która klęcząc na ziemi, przykładała ucho z komórką do kamienia i wrzeszczała do niego wniebogłosy ...
- próbowała w ten sposób dodzwonić się do męża, notabene zbierającego niedaleko grzyby
. Dodzwoniła się !
Sprawdzony sposób na znalezienie męża w górach.
. Cała sytuacja wyglądała tak komicznie, że ja nie mogłam powstrzymać się od głośnego śmiechu
. Po małym reście chciałam przejąć inicjatywę i sama poprowadzić do Groty, a tu znowu usłyszałam … : „nie …. pokażę Ci inną drogę” . Hmm … nie wiedząc czemu zgadzam się po raz drugi na coś nowego … i już na wstępie dziwnie mi „to nowe” wygląda (czytaj: skrót przez chaszcze), ale nic nie mówiąc, zajęłam się szukaniem grzybów i foceniem raz po raz wyłaniających się zza drzewek widoczków na świat z Taterkami włącznie.
Nawet nie spostrzegłam jak dotarliśmy do żółtego dzikusa.
Na szczęście mój towarzysz wędrówki dzikusa zauważył
, ale zamiast podążyć nim w dół, wybrał strasznie już zarośniętą dróżkę, którą wskazuje znana kapliczka z rozbitą figurką. Przejście przez bukowy las spowodowało, że w naszych pseudo koszykach trochę przybyło grzybków.
. Grota przywitała nas dymem z ogniska i tak jak wspomniał Darek strasznym syfem, zarówno w samym środku, jak i przed wejściem …
.
Próbuję uchwycić chociaż kawałek tego cudu Beskidu Pięknego bez śmieci i mam z tym spory problem, a potem pozostaje już tylko ciężko westchnąć …
Czując mały niedosyt i nasłuchując cały czas dosyć głośnego szemrania potoku Dusica zaciągam darkhuesha 50 m w dół do wodospadu, który w tej kolorowej scenerii prezentuje się naprawdę pięknie
.
Teraz trzeba wrócić na Anulę, ponieważ postanawiamy dzisiaj odwiedzić jeszcze dwie Chatki, na i pod Potrójną
. Co za czort każe mi po raz trzeci posłuchać faceta i wybrać jego „nową drogę”, tego do teraz nie wiem ...
Postanawiam nie wracać tą samą drogą, ale wypróbować jakąś ścieżkę, która pnie się w górę zbocza.Nena mi przytakuje, żeby nie było, że to tylko moja wina
Nie przytaknęłam, tylko uwierzyłam ślepo facetowi na słowo, ech ... .
Dopiero jak znaleźliśmy się w… , jak to sam nazwał cyt : ”czarnej du...” , zrozumiałam jak strasznie mnie zaślepiło
. Próbowałam jeszcze ratować całą sytuację zadając bardzo mądre wtedy pytanie, którego darkheush celowo pozbawił dwóch, jakże ważnych słów
: „ "Darek, jesteś pewien , czy wybór tej drogi był dobrym pomysłem???". Odpowiedział – NIE i miał szczęście, że znajdowaliśmy się w istnej dżungli i zobaczyliśmy się dopiero na Anuli, gdzie wyczerpana psychicznie i nerwowo, nie miałam już sił, żeby się na niego rzucić …
. A wina ewidentnie była faceta,
który po prostu wziął sobie na serio słowa piosenki Budki Suflera „Nie wierz nigdy kobiecie” i sukcesywnie przez całą naszą sobotnią wycieczkę wprowadzał je w życie.
Reszta wycieczki w zasadzie bez sensacji.
No jak bez sensacji … wrrr …. Dla mnie każdy wczorajszy jesienny widok był sensacją
. To co jesień i słońce wyprawiały wczoraj ze światem powodowało, że człowiek automatyczynie ładował się pozytywna energią
.
Odwiedziliśmy dwie chatki. U Ani i Rafała delektowaliśmy się zimnym piwkiem i zachodem słońca na tarasie. Potem obowiązkowy zachód na szczycie Potrójnej ![]()
O zgrozo !!! przy zejściu z Potrójnej znowu się daję namówić „chłopu” na „inną drogę
. Tym razem Darek proponuje mi zejście czarnym szlakiem. Nie znam tego szlaku, więc tylko z tego względu, podkreślam tylko z tego względu
się zgadzam
. Tym razem nie żałuję.
Widoki z tego szlaku na Gancarz, Groń, Leskowiec, Klimaskę w taką piękną jesień, przy zachodzącym słońcu są niesamowite ![]()
Rozpisałam się strasznie, ale myślę, że teraz darkheush będzie się musiał grubo tłumaczyć z tego co nakłamał …
![]()
Reasumując te moje wypociny
…
Darku po raz kolejny miło mi było spędzić z Tobą chwile w górach
. Bardzo dziękuję za tą sobotę.
Co złego to nie ja, chociaż wiem, że potrafię być marudna i jak to ktoś kiedyś nazwał „upierdliwa” ….
![]()
Po kliku na nasze miłe gęby
mój albumik z sobotniej wycieczki ![]()

