DZIEŃ 4 - Jałówka, Mostowlany, Kruszyniany, Krynki, Bohoniki, Sokółka, Białystok
Kolejnego dnia postanowiliśmy przejechać blisko wschodniej granicy, na ile to było w tym czasie możliwe, od Jałówki do Sokółki, zatrzymując się w najbardziej ciekawych miejscach, a na koniec zjechać do Białegostoku i wrócić do Narwi. Dla mnie te miejsca były znane, ale Staszek nigdy tu nie był, więc była to doskonała okazja, żeby sprawdzić jak się zmieniły, a dla niego do ich poznania.
Ranek po nocnym deszczu był dosyć rześki, niebo zachmurzone, jeszcze lekko kropiło, gdy podjechaliśmy do ruin neogotyckiego kościoła św. Antoniego w Jałówce.

Jałówka kiedyś była miastem. Lokacji dokonał król Zygmunt August w XVI w. Leżała na trakcie prowadzącym z Warszawy do Wołkowyska i Mińska. Prawa miejskie utraciła po powstaniu styczniowym.
Do 1944 r. w miejscowości istniały dwa parafie katolickie, jedna p.w. św. Antoniego, druga p.w. Przemienienia Pańskiego i św. Michała. Jednak wycofujące się z frontu wojska hitlerowskie zniszczyły kościół św. Antoniego, którego po wojnie postanowiono już nie odbudowywać. Do dzisiaj stoją jego ruiny, zatopione w gąszczu leśnej zieleni, na skraju wsi. Drzewa, głównie brzozy, wrosły w resztki murów budowli. Tworzy to razem niezwykłą scenerię, stając się atrakcją dla przejeżdżających i fotografów, którzy urządzają tu często swoje sesje zdjęciowe. Zaraz za murami kościoła przebiega granica z Białorusią.




W 2000 r. wybudowano przed kościołem zadaszony ołtarz polowy do odprawiania mszy odpustowej. Jest to jedyna msza w ciągu roku odprawiana w tym miejscu. Niestety ołtarz postawiony w centralnym miejscu tuż przed ruinami to chyba nie był najlepszy pomysł. Moim zdaniem zaburzył mocno harmonię tego miejsca. Poza tym styl tej budowli zupełnie nie pasuje do całości. Szkoda, że nie pomyślano, żeby postawić go gdzieś obok.
Niedaleko kościoła znajduje się stary cmentarz katolicki położony w Lesie Jałowskim, tuż przy szosie biegnącej do granicy. Zatrzymaliśmy się przy nim, ponieważ w którymś z przewodników znalazłam, że można na nim znaleźć nagrobek rodziny Bohatyrewiczów. Znalazłam wprawdzie jeden grób z tym nazwiskiem, ale czy to o nim była mowa w przewodniku i czy Bohatyrewicze pochowani w Jałówce mają w ogóle coś wspólnego z rodziną opisaną w "Nad Niemnem" Elizy Orzeszkowej ? Tego nie wiadomo.




Cmentarz położony jest w lesie. O tej porze dnia, podczas deszczu sprawiał ponure wrażenie. Obok nowych nagrobków jest tu dużo starych grobów, w tym sporo młodych ludzi i dzieci. Niektóre są już prawie niewidoczne, ukryte pod warstwą kamieni, mchu lub zarośnięte bluszczem. Na wielu wypisana jest nazwa miejscowości, z której pochodziła zmarła osoba.


Po wyjeździe z Jałówki skierowaliśmy się na północ przejeżdżając przez zapomniane przygraniczne wioseczki w Dolinie Świsłoczy. Co rusz mijaliśmy budki Straży Granicznej. Doliną Świsłoczy, jej ciszą, spokojem, dzikością i pięknem jestem zachwycona i chciałabym bardzo pobyć kiedyś dłużej w tych stronach. W obecnych czasach, wiadomo, nie jest to ani bezpieczne, ani też za bardzo możliwe.







W porze obiadowej dotarliśmy do tatarskich Kruszynian. Byłam ciekawa jak zmieniło się to miejsce od czasu mojej wizyty w 2014 r. oraz czy i na ile udało się odbudować Tatarską Jurtę po pożarze w 2018 r.


Sam meczet na zewnątrz nie zmienił się praktycznie nic. Prace konserwatorskie poczyniono wewnątrz świątyni. Przypomnę, że jest to najstarszy zachowany meczet tatarski w Polsce. Tego typu obiekty są tylko dwa w naszym kraju. Drugi zlokalizowany jest w Bohonikach. Łącznie Tatarów w naszym kraju jest ok. 3 tys. Oprócz Kruszynian i Bohonik żyją w rozproszeniu w Białymstoku, Warszawie, Gdańsku i Gorzowie Wielkopolskim.
Po wyjściu z samochodu wróciły wspomnienia
. Tak jak wtedy przywitał nas Dżemil Gembicki, administrator i jednocześnie przewodnik po obiekcie. Raz jeszcze z ciekawością wysłuchałam historii mniejszości tatarskiej na Podlasiu oraz samego meczetu i znajdującego się tuż za nim mizaru - tatarskiego cmentarza.








Ponieważ pora była obiadowa skierowaliśmy się w stronę słynnej Tatarskiej Jurty. Po pożarze miejsce to bardzo się zmieniło. Obiekt jest cały czas w odbudowie, ale niebawem przewidywane jest jego ponowne otwarcie.

Tuż obok Tatarskiej Jurty ze środków unijnych wybudowano Centrum Edukacji i Kultury Muzułmańskiej Tatarów Polskich. Jego uroczyste otwarcie było w 2015 r. W jego skład wchodzi kilka budynków, w których m.in. znajduje się muzeum poświęcone Tatarom żyjącym na ziemiach polskich.















Tatarskich potraw spróbowaliśmy właśnie w tym miejscu, ponieważ właściciele Tatarskiej Jurty, pani Dżenneta Bogdanowicz z mężem Mirosławem i całą obsługą do czasu odbudowy swojej restauracji, a obecnie również miejsca noclegowego, przenieśli się do Centrum Edukacji i Kultury Muzułmańskiej Tatarów Polskich. Na obiad zjedliśmy pyszne tatarskie kołduny podawane z rosołem i kryszonkę, potrawę jednogarnkową z wołowiną, warzywami oraz ziemniakami.
Wieś Kruszyniany po wybudowaniu centrum kultury tatarskiej odżyła i zyskała jeszcze bardziej na popularności. Mieszkańcy oferują odwiedzającym w swoich domach miejsca noclegowe. Można teraz do Kruszynian dojechać znacznie lepszą, pod względem nawierzchni, drogą. W 2014 r. nie było tam asfaltu, tylko szutrowa droga, pełna dziur.
Po wizycie w Kruszynianach ruszyliśmy do Krynek. Jest to małe spokojne miasteczko, które powstało w XVI w. Niestety pod koniec XVIII w. wielki pożar strawił je niemal całkowicie. Po pożarze ówczesny właściciel Krynek postanowił miasto odbudować. Rozplanowanie rynku i ulic powierzył włoskiemu urbaniście Józefowi de Sacco. Tak powstał w Krynkach rynek na planie sześciokąta, z którego promieniście wychodzi aż 12 ulic, przy których stoją domy. Wokół rynku powstało rondo, które jest największe (pod względem odchodzących ulic) w Polsce, ale również drugim takim rondem w Europie. Takie samo bowiem rondo znajduje się w Paryżu. Jest nim Plac Charles-de-Gaulle, z którego odchodzi 12 alei. Pośrodku placu, na rynku, stoi Łuk Triumfalny. Przejechaliśmy przez słynne rondo, a następnie zatrzymaliśmy się jeszcze na chwilę przed neogotyckim kościołem p.w. św. Anny.

W drodze do Sokółki zahaczyliśmy o Bohoniki, kolejną znaną tatarską miejscowość na Podlasiu. Od mojej ostatniej wizyty w tym miejscu trochę się zmieniło. Meczet w Bohonikach wyładniał, został odmalowany, jego obejście również. Powstał wokół ładny ogród, bruk i nowe ogrodzenie. Nie wchodziliśmy do środka, ponieważ mieliśmy już dziś za sobą wizytę w jednym meczecie, a one w środku są bardzo podobne, chociaż ten w Kruszynianach wg mnie jest ciekawszy.



Po południu pogoda się zdecydowanie poprawiła. Wyszło słońce, które pozostało z nami do końca dnia. W Sokółce zatrzymaliśmy się przy kościele pw. św. Antoniego Padewskiego, od 2017 r. Sanktuarium Cudu Eucharystycznego.






Z Sokółki pojechaliśmy do Białegostoku. Pospacerowaliśmy po ogrodach Pałacu Branickich, a następnie po białostockim rynku.











Obejrzeliśmy katedrę i podjechaliśmy jeszcze pod Bazylikę św. Rocha. Niestety o tej porze świątynia była zamknięta. Katedrę zamknięto zaraz po zakończeniu mszy, ale nam udało się ją zobaczyć.




W drodze powrotnej zachwycałam się snującymi się nad łąkami wieczornymi mgłami w dolinie Narwi. 





Do Narwi wróciliśmy już po zmroku. Trasa którą przejechaliśmy była długa, ale bardzo urozmaicona, no i pogoda, pomimo porannej mżawki, do końca dnia dopisała
.
c.d.n.