No i jeszcze chciałabym wiedzieć, kiedy decydujesz się zabrać tarpa a kiedy namiot? To pogoda jest wyznacznikiem? hmm
Ja sam tego nie wiem
Po prostu raz biorę tarp a raz namiot ![]()
Nie jesteś zalogowany. Proszę się zalogować lub zarejestrować.
Forum Beskidu Małego » Posty przez kamykus
No i jeszcze chciałabym wiedzieć, kiedy decydujesz się zabrać tarpa a kiedy namiot? To pogoda jest wyznacznikiem? hmm
Ja sam tego nie wiem
Po prostu raz biorę tarp a raz namiot ![]()
W Piątek 30 Maja, rano poszedłem do pracy, ale ze względu na deszczową pogodę dostałem przymusowe wolne. Przecież nie będę siedział do Poniedziałku w domu, szybkie zerknięcie na kamerkę na Skrzycznem...
A, dobra. Idę. Przynajmniej pusto na szlaku będzie. I temperatura w sam raz do marszu.
Szybkie pakowanie plecaka, zajęło mi to może 10 minut. I szybki marsz na busik do Szczyrku.
Właściwie nie miałem zbytnio planu gdzie pójdę, na razie idę na Skrzyczne co dalej to się zobaczy.
W momencie gdy wysiadłem z busika, przestało padać. Czas ruszać.

Szlak pochłonął dziś już jedną ofiarę ![]()
Półmetek, tu krajobraz zmienia się nagle, dosłownie jak by postawiono ścianę a za ścianą inny świat. Wchodzi się też w ścianę wilgoci, temperatura od razu spada, jest też lekki deszczyk, a może to tylko opad kondensacyjny...
Widoczność 20m, nagle odsłania się na krótką chwilę stojące przede mną wieża radiowo telewizyjna, po paru sekundach znika w całości, i tak w kółko jeszcze kilka razy. Potem zamilkła na kilkadziesiąt minut, gdy ponownie ujrzałem ją na Małym Skrzycznem.
Na wieży widokowej całkiem ciekawie, z jednej strony nie widać schroniska i wieży oddalonej o 30 metrów, z drugiej przez szybko przelatujące nisko chmury, widać jezioro Żywieckie. Pięknie.
Szybkie wejście do schroniska, uzupełniam wodę w butelkach, musi starczyć do rana bo na trasie pustynia. Idę na Halę Baranią, tam co prawda jest jakiś strumyczek, ale po ciemku w takiej mgle, chyba nie znajdę.
Mknę w stronę wiaty przy Małym Skrzycznem, tu na szybko jakiś baton 5 minut przerwy i lecę dalej. Trzeba założyć rękawiczki, dłonie marzną. Termometr pokazuje zero stopni. Do tego ten wiatr i wilgoć...
Pogoda z minuty na minute się zmienia. Raz pada, za moment jest ładnie. Raz nic nie widać, innym razem widoczność całkiem niezła. Raz wieje, raz nie. ![]()

Docieram do Malinowskiej Skały. Czas na medytację ![]()
Malinowska Skała z innej perspektywy
Stąd już pójdzie z górki, nie no, nie dosłownie
Nadciąga nowa fala, nie kupisz tego za zita, za funta, za dolara...
Na klacie czuć już oddech nocy, robi się jeszcze piękniej.
Wielka Czantoria wygląda jak jakiś czynny wulkan
Piękny pióropusz.
Chmury znów nadeszły, przelatują szybko tuż za mną. Słońce nieśmiało próbuje się przebić, dając pokaz pięknych kolorów nieba
Nadeszła noc, jeszcze pół godzinki i będę na miejscu. Szybkie rozbicie namiotu.
Zimno! Termometr pokazuje -3. Ale widać gwiazdy, światła Żabnicy i Węgierskiej Górki.
Nad ranem -5. Zamarzła woda w misce psa. Nocka minęła całkiem fajnie, przebudziłem się kilak razy naciągając mocniej kaptur śpiwora, gdyby nie ta wilgoć... ![]()
Rano słońce fajnie ogrzewało namiot, w środku zrobiło się cieplutko. Zamiast wstać o 7:00, wyłączyłem budzik i obudziłem się dopiero o 10:00. Jeszcze śniadanko i poranna kawka bez wychodzenia ze śpiwora. Jest cudownie. Kłębiaste chmury jednak zwiastują zmiany w pogodzie...
Plecak spakowany, teraz tylko złożyć namiot i w drogę.
A jednak nie, chmura przeszła obok. W drodze na szczyt Baraniej Góry...
Widok z Baraniej w stronę Rysianki i Pilska.
Właściwie to nie wiem gdzie chcę iść, idę przed siebie. Na razie wzdłuż Czarnej Wisełki, potem jakąś drogą... Może dojdę do Salmopola, może zejdę do Wisły, może gdzieś indziej mnie zniesie...
Docieram do jakiegoś skrzyżowania dróg. Jakiś kreatywny drwal wydziergał krzesło z pnia. Nie mogę się oprzeć aby nie przetestować, bardzo wygodne
Czas coś zjeść, w ruch idzie niezawodny Mleczny Start
Docieram do strumyka, czas uzupełnić wodę. Co prawda jeszcze mam 2 litry, ale nie wiem gdzie pójdę i czy jeszcze będzie okazja napełnić butelki. A tutaj woda smaczna. Słonko przygrzewa, co jakiś czas lekko siąpi z jakiś pojedynczych chmurek. Piję na zapas, napełniam butelki i idę przed siebie.
Nie umrze ten, kto pozostanie w pamięci.
O proszę, wyłania się Skrzyczne
Z dala widać jakąś halę, na hali coś. Chyba chatka, dom, szopa. Ale coś pomarańczowego przy niej. Ludzie? A to obok? To co to, samochód, krowa?
Nie widać, za daleko. Ale z pomocą przychodzi 18 krotny zoom w aparacie z możliwością zbliżenia cyfrowo do 32, Wykorzystuję maksimum możliwości. Patrzę na ekranik. Faktycznie, to wygląda na bacówkę. Zamiast ludzi, są ławeczki, a krowa okazuje się płotkami dla owiec. To mój cel.
Jeszcze 700 metrów. W końcu widać chatkę z bliska.
Pięknie, ale gdzie ja właściwie jestem. Część trasy zrobiłem na przełaj i trochę się pogubiłem. Włączam GPS, okazuje się że to Hala Jaworowa. Jakoś nigdy tutaj nie dotarłem, szkoda. Jest pięknie. Stąd zachody słońca muszą być niesamowite.
Znikąd nadciągnęły czarne chmury.
Lecę do chatki bo zaraz lunie.
Szału nie ma, najważniejsze że ochroni przed deszczem i burzą
Tak jak myślałem, przelotnie... Ale po posiłku i piwie zachciało się spać. Wczesna pora, do zachodu z 3h, próbuję wytrzymać ale ostatecznie przegrywam walkę. Idę rozbić namiot, idę spać
Jeszcze ostatnie dziś, spojrzenie na góry.
A może by tak nastawić budzik, i wstać na zachód słońca? Dziwnie to brzmi
Ale ostatecznie zapominam o budziku. Usypiam jak dziecko. Budzę się jednak tuż przed zachodem, wystawiam nos z namiotu. Pada, zachmurzone kompletnie. No to śpię dalej.
W nocy przebudzałem się wielokrotnie, burza, deszcz, grad, znów burza. Pioruny walą na około. Błysk, i od razu huk. Lubie burze, lubię patrzeć na pioruny. Ale kurka, to już nie jest zabawne ![]()
Po całonocnej ulewie, ranek przywitał mnie piękną mgłą i niewielkim deszczykiem. Ruszam do Szczyrku Salmopola. Stąd to pół godzinki.
To był piękny wypad, zmienna pogoda zmieniała też krajobraz. Można było patrzeć na krajobraz, odwrócić się na parę chwil, by znów się popatrzeć i nie poznać tego miejsca. Niesamowite.
Kompletne pustki na szlaku (kilku turystów było tylko na Baraniej). Kocham góry w taką pogodę.
Kliknięcie na miniaturkę, przenosi do zdjęcia w większym rozmiarze.
Cała galeria tutaj: https://www.flickr.com/photos/114198437 … 760935469/
A dla miłośników filmów z tripów, 5 minutowy filmik ![]()
https://www.youtube.com/watch?v=5Mm8Rpbulbs
Wiem o zlocie, miałem na myśli grotę ![]()
Normalnie narobiles ludziom smaka tongue . Wrrr . Rewelacyjne fotki big_smile .
Dzięki. ![]()
Kamykus szliscie kolo tej bacowki na Hali Mendralowej ? . Da sie tam teraz przenocowac ? . Podobno duzo smieci roll
Sorry, mały błąd w tekście. Wysiedliśmy w Korbielowie Kamiennej, w Koszarawie mieliśmy wysiąść ale bus "uciekł". Poprawiłem.
W Bacówce na Mędralowej byłem z rok temu ![]()
Plany są po ty, by się miało co skomplikować.
Tak też musiało być tym razem.
Relacja opatrzona jak zwyke sporą ilością fotek, większe można znaleźć tutaj: https://www.flickr.com/photos/114198437 … 934218573/
W Piątek po pracy chciałem ruszyć do Żywca. Dalej plan był prosty. Wejście w okolice Mędralowej, nocleg. Babia z samego rana, i tego samego dnia dojście na Pilsko po ponad 30km marszu. Nocleg na szczycie i powrót przez Rysiankę na PKP.
W Żywcu mieliśmy pół godziny do busa, który zresztą był ostatni tego dnia 18:25 do Koszarawy. 10 minut po tym jak bus się nie pojawił, znalazłem info przy rozkładzie innego przewoźnika że z powodu remontu mostu w Żywcu busy stają pod TESCO. Nie na dworcu przy PKP. Więc plan się sypnął z góry na dół, trzeba było na szybko wymyślić gdzie jedziemy. Zaryzykowaliśmy dojście do TESCO gdzie okazało się że jedynym busem jaki jeszcze pojedzie jest ten do Korbielowa. Pasowało nam jak najbardziej, przynajmniej małą część planu uda się zrealizować.
Wysiedliśmy w Korbielowie Kamiennej, do zmroku było kilkanaście minut. W kompletnych ciemnościach wolnym tempem, dotarliśmy do schroniska na Hali Miziowej jest już po 23:00, uzupełnienie wody, szybki posiłek. I w końcu wyciągamy latarki, dalsza część szlaku (Żółty) jest już bardziej wymagająca, można sobie łatwo zrobić kuku i stoczyć się kilkadziesiąt metrów w dół.


Na Górze Pięciu Kopców (1542m) kwadrans drogi od szczytu, piękny widok na Wioski leżące po wschodniej i północnej stronie Pilska, widać zarysy szczytów B. Małego I Śląskiego. I leżące między nimi Bielsko. Co rzuca się w oczy to potężne światła na końcu nowej obwodnicy. Najjaśniejszy punkt na horyzoncie.
Na szczyt docieramy 10 minut później, rozbijamy się gdziekolwiek, byle było równiej i nie było kamieni. Trochę gadania, w końcu dawno się nie widzieliśmy. Piwko i jakaś kolacja. Wybiła 1:00 w nocy, czas chyba iść spać.
Kolega wstał na wschód słońca, podobno szału nie było. a tam wolę sobie pospać ;)
Po otwarciu namiotu jedyne słowo jakie przyszło mi na myśl, to "K... Ale zajebisty widok" Tak wyszło że po otwarciu namiotu moim oczom ukazały się Tatry, na całej szerokości "drzwi" :)



Ciężko było się zebrać mając takie widoki, było wcześnie, Babią Górę oświetlały jeszcze pomarańczowe promienie słońca. Śniadanie bez pośpiechu, co kto lubi. Chleb ze smalcem przegryzany kiełbasą, ja zaś lekką słodziutką owsiankę na mleku (Zresztą polecam tej firmy, są pyszne i chyba najlepsze jakie jadłem).




Decyzja, ruszamy na Krawców Wierch, potem się zobaczy.
Jeszcze chwilka na podziwianie widoków, potem marsz przez Górę 5 Kopców. I kolejne świetne widoczki.







Bielsko-Biała między górami Beskidu Śląskiego i Małego, próbuje odsłonić swoją południową część. :)

Było ciepło, potem gorąco, zrobiło się duszno i momentami nie było czym oddychać. Trochę odpoczęliśmy przy strumyku przy szlaku. Ruszyliśmy dalej. Dosłownie 5 minut po przybyciu na Krawców Wierch, zerwała się burza z potężnym deszczem i chwilami gradem. Jak szybko i niespodziewanie przyszła, tak samo szybko znikła. Polało może z pół godziny.



Ruszamy na Halę Boraczą. Jeszcze kilka kilometrów... Upal wykończył trochę nas, psy. Do tego błędna decyzja by wsadzić wilgotne (maczane wcześniej w strumyku) stopy do butów, spowodowała odparzenia i obtarcia na piętach. Ale jakoś dotarliśmy. Zdążyłem rozbić namiot i walnęło ulewą. Ale podobnie jak wcześniej, przestało po pół godziny. Zarzuciliśmy wuszt nad malutkie ognisko, byle zjeść coś treściwego i było ciepłe. I do spania. Dziś w nogach 26km, ale jestem kompletnie wymęczony, to chyba upał bo nie pamiętam nawet po 33km po górach w zimę i przy potężnym wietrze i śniegu po pas, takiego zmęczenia.





Niedziela to niestety czas powrotu. Idziemy niebieskim szlakiem do Żabnicy, poranna wilgoć i widoczność do kilkuset metrów szybko się rozeszła, i przywitał nas słoneczny i upalny dzień. 3h, i jesteśmy w Węgierskiej. Koniec, weekend jest zbyt krótki :(







Większe zdjęcia: https://www.flickr.com/photos/114198437 … 934218573/
Babia już 5 raz w tym roku nie pozwala mi na wejście na nią, a to bus ucieknie, a to nie przyjedzie. Zerowa wręcz widoczność i trzeba było zawrócić, burze i ulewy też skłoniły do zmiany planów. Może następnym razem się uda, a może to jakiś znak?
Ach by cie, 2 dni temu już się ustawiłem na ten weekend z kolegą w B. Żywiecki ![]()
Nie wiem jak na Boraczej. Ja pamiętam że do przed ostatniego dnia waliło mi śniegiem po pysku
I nieźle wiało. Z malutkimi przerwami.
Noce były najlepsze bo zakopywałem się w śniegu, robiłem daszek z tarpa i było miodzio ![]()
Majówka, średnio podobała mi się perspektywa spotykania tłumów na szlaku, więc rozmyślałem nad Jurą, ale ostatecznie zdecydował się wpaść w nasze górki znajomy z innej części Polski. Więc zaplanowałem fajną, znaną mi trasę. Zwardoń-Racza-Rycerzowa-Pilsko-Babia.
Ruszyliśmy już w Środę, po południu fajnie się rozpogodziło, w górach przywitał nas piękny zachód słońca. Tego dnia kolega był po prawie całym dniu podróży, ja po pracy. Więc już w ciemnościach zrobiliśmy jakieś 10km od Zwardonia, godzinę drogi od Raczy. Posiedzieliśmy jeszcze chwilę przy ognisku.



W nocy spało się fajnie, ciepło bo było jakieś +8. Rano zebraliśmy się gdzieś o 8:00, ruszając na górę. W schronisku chcieliśmy nabrać wody, i napis cię jakiejś kawy. Oczywiście w schronisku tłumy. Uciekliśmy z niego dość szybko, na moment zahaczając jeszcze o platformę widokową.


Po drodze zrobiliśmy jeszcze mały postój na szlaku przy rezerwacie Śrubita.
Tutaj dopiero było widać tłumy na szlaku, co minutę mijały nas jakieś grupki turystów.
Na postoju furorę zrobiła Aza, co druga osoba podchodziła i mówiła do niej "Jaki łady piesek"
Chyba to lekką ją zdenerwowało, bo przegryzła smycz którą była przypięta do plecaka. Nigdy czegoś podobnego nie wykonała... Furorę zrobiła też kuchenka na drewno, którą mieliśmy ze sobą. Każdy się dziwił, co to takiego, jakie to fajne. A przecież patent stary jak świat ![]()

Ruszamy dalej, najedzeni owsiankami i mlecznymi startami. ![]()
Chwilę później docieramy do Jaworzyny, piękne widoki na Słowację. Kładziemy się na trawie, nigdzie nam się nie spieszy. Rozmyślamy czy iść na Raczę, czy uderzyć w stronę doliny która kusi nas swoimi kolorami i swoim wyglądem, trzeba zejść jakoś na azymut w stronę wsi którą widzimy z góry, Nova Bystrica. Z tych okolic mam na mapie Compassu fragment zielonego szlaku prowadzącego na przełęcz Przysłop. W sumie to nazwa nic nie mówi bo przełęcz Przysłop to nazwa dla co drugiej przełęczy w beskidach, ale chodzi o przełęcz między Rycerzową a Świtkową (niebieski szlak).



Nie żałujemy tej decyzji, piękna wioska. Coś innego niż w Polskich wsiach, a przecież do granicy jest kawałek. Piękna dolina, niesamowity las. I fajny widokowo szlak. No i brak tłumów, w ogóle to brak ludzi. Nawet mieszkańców nie było widać.


Napotykamy na naszej trasie piękny strumyk, tu czas żeby nabrać wody i trochę się przemyć po tych 2 dniach wędrówki. Widimy na jakimś szczycie zarysy jakiejś szopy, ruszamy - może otwarta, może uda się tam przenocować.
Niestety okazało się że to jakieś budynki małego ośrodka kempingowego lub czegoś w tym stylu. Wszystko zamknięte, również ta nieco rozleciana szopa. Więc nadal aktualny plan aby dotrzeć do przełęczy.





Tu stoi jakaś szałas, ale oczywiście nie może być inaczej, tona śmieci w środku. Więc rozbijamy się parę metrów dalej, pożyczamy tylko na nockę ławeczkę która stała obok szałasu, rano odnosimy.
Noc cieplutka, miejscówka piękna. Aż żal się z nią rozstawać. Jeszcze tu wrócę!



Dziś idziemy na Krawców Wierch, przez Soblówkę bo chcemy zahaczyć o sklepik. Dzień zapowiadał się piękny, ale po 2h złapał nas deszcz. Wyciągamy kurtki i nasze Tactical Kiecki. Przerobione z worka na śmieci przeciwdeszczowe ubranko, które jest o tyle lepsze od spodni że: Jest lżejsze, mniejsze, przewiewne, spełnia swoje zadanie, i nie żal gdy się potarga w krzakach.





Tak docieramy do Krawców Wierchu, do schroniska wejść się nie da, całe zapchane. Idziemy więc do strumyka nabrać wody i dalej szlakiem w stronę Trzech Kopców. Rozglądając się za noclegiem, znajdujemy parę metrów równej ziemi tuż przy szlaku, gdzieś przed Magurką. Siedzimy grzejąc się i susząc przy ognisku, zaczyna się ściemniać więc wyciągamy nasze plandeki i się rozbijamy.



Rano mgła z widocznością do kilkunastu metrów, zimno, i ciągły opad kondensacyjny. Mokre jest wszystko, od śpiworów po karimaty i ubrania. Nawet pokrowiec przeciwdeszczowy na plecak na niewiele się tu zdał. Idziemy na Pilsko, tu zagrzejemy sobie wrzątek, zjemy coś. Zagrzejemy się, bo jest przeraźliwie zimno, temperatura nie jest jakoś bardzo niska (+3), ale ta wilgotność + wiatr. Spokojnie mogę powiedzieć że odczuwalna to było z -5
Momentami widać jakieś przebłyski od słowackiej strony, to tatry.






Na Hali Miziowej decydujemy że nie ruszamy w stronę Babiej, mamy wszystko przemoczone, jesteśmy zmarznięci. Do tego w góry zwykle chodzę dla widoków, których nie ma i według prognoz nie będzie też jutro. Widoczność spada, momentami sięga paru metrów. Próbowaliśmy dostać się na nocleg do Bazy namiotowej, Głuchaczki, ale była zajęta. Wróciliśmy się więc na Miziową, ludzie stojący 50m od schroniska, pytają nas jak dojść do schroniska, gdzie ono jest... Nic nie widać, nawet marsz z GPSem w ręce jest problematyczny na tych halach. Szlakiem to pół biedy, jeszcze można się zorientować.



Siedzimy do wieczora, decydujemy się że wracamy jutro rano, Babią sobie darujemy, innym razem. Schodzimy w stronę Korbielowa, tu pamiętałem o zadaszaniu, czyli małym ogródku piwnym, nieopodal wyciągu. Takie miejsce na nocleg w takich warunkach to pełen wypas.

Niżej widoczność na 30-50m, nadal leje czasem pada grad, wieje i jest zimno. Lodowato wręcz.
Rozbijamy plandekę w ogródku piwnym, robiąc prowizoryczne zadaszenie, trzeba jakoś przetrwać nockę, ale już wiem że nie będzie lekko. Wzięliśmy śpiwory dość ciepłe, ale nie na takie warunki, nikt z nas się nie spodziewał takiej temperatury.
W nocy -5, do tego wiatr i wilgoć. Spałem w zimę w temperaturze -16 stopni, pod kawałkiem plandeki, ale to był upał w porównaniu do tego co spotkało nas tej nocy. Nigdy tak nie zmarzłem. Tyłek uratowała mi folia NRC, która pozwoliła przespać parę godzin.




Rano szybki marsz na przystanek, i busem do Żywca.
Świetny wypad, Takie właśnie wspominam najlepiej, gdy porządnie się zmęczę, zmarznę, zmoknę. Nabiorę nowych doświadczeń, zweryfikuję swój sprzęt. Wiem na czym mogę polegać a co trzeba wymienić. ![]()
Wszystkie fotki: https://www.flickr.com/photos/114198437 … 517143864/
Dokładnie, można też siedzieć godzinami na ambonie i czekać, ale mnie to nie kręci.
Dodam podchodziłem z psem na smyczy, więc było 3x trudniej ![]()
Na warchlaka trafiłem wczoraj, właśnie tropiąc dziki.
Smutno trochę, jeszcze ciepły był. Ale co zrobić. Takie życie

Polazłem szukać dzików, ale znów trafiłem na samotnego koziołka ![]()


No właśnie, w B. Żywieckim konkretnie miejscami dosypało, aż mnie korci żeby iść na Rycerzową i Pilsko. Tej zimy mnie tam nie było, a na Pilsku co jestem w zimę to akurat nie ma śniegu. Więc kusi jeszcze bardziej ![]()
Nie wiem co tam na święta matka ziemia wymyśli za pogodę ale jak będzie ładnie, to ruszam w Piątek rano w Beskid Mały, z Bielska w stronę... No nie wiem, bo wrócić jeszcze trzeba, ale będę zmierzał w stronę Groty Komonieckiego. Takie małe utrudnienie będę miał że, chcę spać w szałasach a ich budowa trochę czasu zajmuje. Więc do nocy maszerować nie będę. ![]()
Może ktoś też planuje tam jakieś łazęgowanie? Jakieś piwko, czy ognisko? ![]()
Powrót w Poniedziałek prawdopodobnie.
Ustrzelony koziołek, dziś ![]()


A tu warchlak, z zeszłego roku:


FUJIFILM FINEPIX AV360
Fajny mały aparacik, robi wyraźne ostre zdjęcia. Dobre nasycenie kolorów.
Niestety brak lampy błyskowej (spaliła się), znajomy chciał to wymienić ale ostatecznie nie zakupił. Lampa wyjęta, zaklejona taśmą naprawczą aby się nie syfiło.
Sprzedaż grzecznościowa, aparat jest jednak u mnie od jakiegoś czasu, i był przeze mnie używany.
Eneloopy ciągną jakieś 600 zdjęć na tym aparacie.
14mpx
zoom optyczny 3x + 5x cyfrowy
Zasilanie 2x AA
Pamięć SD
Filmy HD 1280x720px
Aparat robi naprawdę niezłe fotki nocne, (z długim czasem naświetlania).
Specyfikacja producenta
http://pokazywarka.pl/bd3ylv
70zł
Przykładowe fotki jakie wykonałem tym aparatem:










To był jeden z najlepszych wypadów jakie zaliczyłem, głównie za sprawą towarzystwa.
Fakt że odbyło się to jakiś czas temu ale dla widoczków warto, wrzucę więc foto-relację z tego wypadu. ![]()
Większe foty w galerii:
Moje: http://imgbox.com/g/CLIyxjOhpA
Kuby: http://imgbox.com/g/SMKOZWwIC0
Wspólnie z Kubushem i Yogerem wybraliśmy się w góry, plan był taki aby spędzić te 6 dni gdzieś w górach i koniecznie wejść na Babią Górę.
Na Babią Górę wejść z psem można od Słowackiej strony, postanowiliśmy wyruszyć więc z Korbielowa, przespać się gdzieś u w okolicach Babiej, i zaatakować górę rano. Z pewnych przyczyn jednak podróż do Korbielowa się nie powiodła, "uciekł" nam Bus ale to dłuższa historia
.
1 Dzień:
Ruszyliśmy więc innym busem do Koszarawy, z planem przespania się w bacówce w okolicach Mędralowej.
Czekała nas dość błotnista droga, dzień był dość chłody i strasznie mglisty.

Przeszliśmy dziś tylko 12km. Po dojściu do bacówki wyglądaliśmy jak już mieli byśmy na koncie kilka dni spania w krzakach i chodzenia po błocie.
Ognisko, kolacja która ugotował kubush... Z bacówki niestety skradziono piec (ciekawe komu chciało się go znosić z wysokości 1100 metrów?), cały dzień towarzyszyła nam mgła, zerwał się dość spory wiatr. Poszliśmy spać około 18:00

Dzień 2:
Godzina 3:00 nad ranem, budzimy się z zimna i postanawiamy wyruszyć jeszcze po ciemku na Babią, problem z psem rozwiązaliśmy nieco inaczej dzień wcześniej zaraz przed dojściem do bacówki.
Na szczyt idą 2 szlaki, Polski-Czerwony i Niebieski-Słowacki. Oddalone są od siebie tylko kilka metrów, postanowiliśmy to perfidnie wykorzystać. (Pies)
Wchodząc na Babią, świt zastał nas na wysokości 1500 metrów 2 kilometry od szczytu. Krótka przerwa na kawę i lecimy dalej.

Zatrzymujemy się na chwilę na Małej Babiej Górze, podziwiając piękny widok na Babią Górę.

Do szczytu Babiej docieramy półtora godziny później. Tutaj kilka fotek, kawa, chwila odpoczynku. Znajdujemy się wysoko nad chmurami, wiosek w Polsce i Słowacji nie widać, wystają tylko niektóre szczyty gór. Pięknie widać Tatry i pobliską Małą Fatrę na Słowacji. Na szczycie jesteśmy około 08:00 rano, jest pusto, na sam koniec pojawia się 2 turystów pytających jak dojść do Schroniska w Markowych Szczawinach. Widoki są tak piękne że aż nie chce się iść dalej.
...Schodzimy w stronę Schroniska w Slanej Vodzie na Słowacji.

W okolicach 15:00 docieramy do schroniska Slana Voda, wykończeni sporym podejściem na Babią Górę, a potem długim zejściem robimy szybkie zakupy (zdj.) i z zapasami ruszamy do pobliskiego lasu na nocleg.

Rozbijamy się w ładnym lesie, na szczycie jakiegoś pagórka w Slanej Vodzie. na którą dotarliśmy na przełaj.
Kubush ponownie podjął się ugotowania kolacji wrzucajac do garka od cebuli po fasolkę i kiełbasę, po zjedzeniu pysznej kolacji posiedzieliśmy trochę przy ognisku i poszliśmy spać około 23:00.

Dzień 3:
Na drugi dzień przez Słowację wracamy do Polski, idziemy do Korbielowa z zamiarem zakupienia czegoś na kolację, trasa bardzo męcząca, znaczną część trasy pokonaliśmy na przełaj przez góry.

Po zrobieniu zakupów, ruszamy w stronę Pilska. Tu również planujemy przespać się w bacówce. Ostatnie 1,5km to wspinaczka po ciemku i na przełaj do bacówki, na zboczu Pilska.
Bacówka która pomieściła by sporo osób, miała również piec na którym zamierzaliśmy ugotować kolację, półtora godziny rozpalania w nim, nie przyniosło większych efektów, ogień zamiast się palić, tlił się.
Trzeba było improwizować i ugotować obiad paląc ogień w grillu który znajdował się w chatce. Ciężko powiedzieć jak danie się nazywało, bo było w nim chyba wszystkiego po trochu, ale takie dania są najlepsze i najsmaczniejsze.

Dzień 4:
Obudziliśmy się zmarznięci co w sumie już nas nie dziwiło.
Z samego rana ruszyliśmy na Pilsko. Zahaczając jeszcze o schronisko na Hali Miziowej i szybkie skorzystanie z łazienki i przygotowanie sobie w ciepłym śniadania.
Dochodzimy do granicy RP, już mamy robić sobie fotkę ze szczytu kiedy to kubush wypatruje że to jednak nie szczyt (a tak wyglądał), do szczytu kieruje nas znak z napisem 15min. Nieco zdziwieni idziemy na szczyt znajdujący się 15 minut drogi od nas. Wcześniej jednak wrzucamy plecaki w kosodrzewiny gdyż podejście ze schroniska do granicy nieco nas wykończyło.
Tam kilka fotek, znów podziwiamy chmury które płyną znacznie poniżej szczytu, praktycznie całe niebo po horyzont usłane jest pięknymi chmurami które przykrywają zarówno Polskę jak i Słowację, w końcu wracamy po plecaki.

Gdzie idziemy?
Tym razem planujemy nie zmarznąć w nocy, postanowiliśmy przejść przez Rysiankę, i dobić do schroniska na Hali Boraczej.
Ponad 20km ciężkiej trasy za nami, w schronisku planujemy poimprezować, zjeść pyszne Jagodzianki i wyspać się w ciepłym. Za nocleg płacimy grosze, dostajemy własny pokój, za pieska postanowili nas nie skasować.
Dzień 5:
Rano wstajemy dość wypoczęci, ale nieco połamani przez za bardzo wygodnie łóżka
Jest już późno, wychodzimy około 10:30 ze schroniska.
Ruszamy w stronę Baraniej Góry, tu również planujemy luksus w postaci noclegu w bacówce. W pobliskiej wsi, zjadamy 2 pyszne Pizze i ruszamy dalej. Po 20km docieramy już dość późno do Bacówki w okolicach Magurki.
Tu postanawiamy że dalej nie ma co iść, robi się zimno, ciemno i coraz bardziej wieje.

Czas spędzamy przy ognisku jedząc kolację, na rozmowach do późna. Pojawił się pomysł aby spać przy ognisku bez śpiworów i tarpów.

Plan jednak niezbyt się powiódł, niedługo później zerwał się potężny wiatr który wygonił nas do bacówki, ta dobrze uszczelniona dała nam schronienie na noc.
Wiatr wiał w nocy bardzo mocno, często mieliśmy wrażenie że odleci cała chatka, albo przynajmniej jej dach, dzielnie się trzymała i pozostała jednak cała.
Dzień:6
Dziś koniec naszej wycieczki, planujemy zakończyć ją przebijając 100 kilometrów. W Tym mniej więcej 20km na przełaj przez góry, mieliśmy dziś wejść na Baranią Górę, ale ta cała w chmurach jakoś nas zniechęciła. Wracamy do Węgierskiej Górki na pociąg. Tam nieco smutni że to już koniec w oczekiwaniu na pociąg...

Tak oto zaliczyliśmy świetny wypad, z pięknymi widokami, w super towarzystwie
Mój zdecydowanie najlepszy, a to głównie za sprawą kompanów wycieczki i pięknych widokowo tras.
Wszystkie fotki z wypadu (wieksze);
Moje: http://imgbox.com/g/CLIyxjOhpA
Kuby: http://imgbox.com/g/SMKOZWwIC0
A, jest też filmik
Dzięki. ![]()
Mega foty ![]()
Z ciekawości, czym robisz (Lustro czy jakiś kompakt?)
Super się czyta
Z niecierpliwością czekam na kolejny wpis ![]()
A jakiś survivalowy wypad musimy koniecznie zrobić, bo wiesz - praktyka czyni mistrza.
Idę! ![]()
Właśnie, jak tak oglądam filmiki z wypadów z kolegą, który je kręcił. To czasem aż przeżywam te wypady na nowo. ![]()
PS: Kanał kolegi na YT jeśli ktoś ciekawy
]
Filmik:
Ostrzegam że od czasu do czasu padają niecenzuralne słowa ![]()
Cała galeria (i większe zdjęcia)
http://outdoortrip.pl/galeria-28-31-mar … id-slaski/
Mam też sporo materiału wideo, może coś się uda zmontować ![]()
---
Z 2 znajomkami wybraliśmy się w Beskid Śląski, moja ulubiona trasa w tym paśmie górskim czyli Bielsko-Biała, Skrzyczne, Barania Góra.
Obaj Panowie jechali aż z Opola, dotarli w okolicach północy.
Czekał nas 12 kilometrowy marsz po górach do zacnej miejscówki w której jest coś w rodzaju szałasu/chatki. Na miejsce dotarliśmy około 3 nad ranem, ale oczywiście trzeba było coś zjeść więc położyliśmy się po 4.
Sen nie trwał długo, w Sobotę czekał nas marsz blisko 30 kilometrowy marsz pod Baranią Górę no i wcale nie małe podejście na Skrzyczne. Wchodziliśmy najgorszą z możliwych tras, czyli pod kolejkami. Gdzie na dystansie 3km trzeba pokonać ponad 720m w górę.
No ale Panowie przyjechali w góry, więc trzeba było ich trochę zniszczyć, nie ma lekko. icon_twisted
Na szczycie nie siedzieliśmy zbyt długo, wejście na taras widokowy 2 minuty, i uciekliśmy do schroniska po wodę, gdyż w kierunku Baraniej nie ma już żadnego strumyka, a słonko fajnie grzało. Zresztą trzeba było uciekać ze szczytu gdyż wielki pies ratowników próbował zgwałcić moją sukę.
15 minut od szczytu znajduje się coś w rodzaju schronu turystycznego na szczycie "Małe Skrzyczne". Tutaj postanowiliśmy zjeść jakiś obiadek, na szybko ognisko, zimne piwko i chwila odpoczynku. Najcięższy kawałek za nami. Jeszcze 10km 3 szczyty i będziemy na miejscu. Ehh znowu ten pies, przyszedł za nami, i znów molestował Azę :evil:
Trasa Skrzyczne-Barania serwuje piękne widoki, cały czas idzie się granią i tylko raz na jakiś czas trafia na jakieś drzewa. Rośnie tutaj kosodrzewina pomimo że jest to zaledwie 1200m, ale rejon Baraniej posiada swój mały mikroklimat. Szlak prowadzi przez Malinowską Skałę, jest to skalny szczyt w połowie trasy między Skrzycznem a Baranią.
Gdzieś na grani dopadła nas noc ![]()
Nocka w chatce wykorzystywanej w sezonie przez baców wypasających owce.

Na drugi dzień, ruszyliśmy odprowadzić kolegę który musiał być w Poniedziałek rano u siebie.
Przepakowaliśmy wszystkie graty do mojego plecaka i rzuciliśmy go w krzaki, zabierając tylko jeden lekki plecak. Na zakupy, zachciało się nam grzanek z serem i piwa. ![]()
Graty zostawiliśmy bo planowaliśmy wracać do chatki.
Na przełaj przebiliśmy się do szlaku czerwonego biegnącego granią w stronę Magurki Radziechowskiej. I dalej do Węgierskiej.
W drodze powrotnej przysiedliśmy przy rzece Soła, jedna z niewielu czystych dużych rzek w tym rejonie Polski. Lodowata woda dała ulgę już trochę obolałym stopom.
Wróciliśmy do chatki nie spiesząc się, dotarliśmy chwilę przed zmrokiem.
Na kolejny dzień plan był prosty, wejść na Baranią Górę, w końcu po 2 dniach siedzenia 200m pod szczytem
Chcieliśmy zahaczyć też o pobliskie źródło najdłuższej i najbrudniejszej rzeki w Polsce. Wisły. Tak też się stało, trafiliśmy bez problemu, do źródełka prowadzi wydreptana ścieżka.
Okazuje się że nawet źródło Wisły nie jest czyste. Woda wypływa spod kamienia pod który perfidnie był wepchnięty dość głęboko słoik z dżemem. Jak kiedyś złapię na gorącym uczynku to odrąbię łapy.
No i jeszcze odnaleziony "kesz" zabraliśmy znaczek zdobywców źródeł ale zostawiliśmy coś w zamian ![]()

Woda z Wisły jednak miała wspaniały smak, chyba najlepszy spośród wszystkich strumyków w jakich uzupełnialiśmy wodę. Oczywiście nie zasyfiając jej tabletkami chlorowanymi, nawet nie gotując. Przegotowana kompletnie traci smak.
Od źródła trzeba było wrócić się do szlaku, niestety zejście na przełaj było nie możliwe. Praktycznie pionowa ściana 200M w dół. ![]()
I tak jakąś leśną drogą dotarliśmy po paru godzinach do przełęczy Salmopol w której złapaliśmy busik.
w 3 dni przeszliśmy 76km, niezły dystans jeśli chodzi o góry i ciężkie plecaki na garbie.
Trasa: http://pl.wikiloc.com/wikiloc/view.do?id=6473201
Cała Galeria: http://outdoortrip.pl/galeria-28-31-mar … id-slaski/
Znalazł się właściciel ![]()
Znalazłem młodego zadbanego Labradora w Bielsku-Białej, pies biegał od 2 tygodni, wlokąc za sobą smycz. W końcu o 1:00 w nocy udało mi się go złapać. Jest bardzo ułożony, zadbany i spasiony Widać że tęskni.
Konkretnie pies łaził po Mikuszowicach/Cygański Las

Forum Beskidu Małego » Posty przez kamykus
[ Wygenerowano w 0.041 sekund, wykonano 5 zapytań ]