Przerwa techniczna trwał już dostatecznie długo
Buty kupione, sprawdzone w terenie, więc ruszyłam dokończyć żywiecką część GSB. Nastała już co prawda kalendarzowa wiosna lecz na Babiej Górze na zimę można jeszcze liczyć
W piątek po pracy wspinam się na Markowe Szczawiny, które pożegnałam w mglistej aurze.
Kiedy budzę się w sobotni ranek pogoda jest idealna

Turyści schodzący z audiencji o wschodzie słońca ostrzegają przed śliskim podejściem na )( Brona. Od razu zakładam więc raczki i dreptam w górę.
Rzeczywiście jest bardzo stromo i bardzo ślisko. Widoczki rekompensują jednak poniesiony wysiłek.

Śniegu nie ma zbyt wiele, ale w kierunku szczytu szlak jest pięknie ośnieżony


Im jestem wyżej widać jednak, że cosik się tam na górze kotłuje

Na szczycie jestem już w całkowitej mgle, widoczków niet

Siedzę odpoczywam, wysyłam smski co to nigdzie nie dochodzą
i ruszam dalej bo przede mną jeszcze daleka droga.
Poniżej Sokolicy, pogoda się poprawia, gawędzę chwilkę ze Słowakami i wio na )( Krowiarki

Tu kolejny rest – na przełęczy jest sezonowy sklepik z napojami i jakimiś fast-foodem.
Herbatka, kawka, herbatka - skwapliwie korzystam z okazji, aby zaspokoić pragnienie bo do Hali Krupowej jest jeszcze ze trzy godziny drogi.
O ile w rejonie Babiej Góry problemów z wodą nie ma to na odcinku od przełęczy do Judaszówki wody nie uświadczysz
Podejście pod Cyl Hali Śmietanowej jest nie tyle męczące co nużące. Prawdziwy kłopot dopiero się zaczyna.
Na odcinku Hala Śmietanowa – Hala Krupowa, szczególnie w okolicy Policy szlak jest jednym wielkim pobojowiskiem po Ksawerym



Często trzeba zbaczać ze szlaku, niejednokrotnie oddalając się tak daleko, że nie wiadomo, gdzie ten szlak jest. Schodzi mi na tych obejściach prawie godzina
W końcu jestem na Hali Krupowej, dosłownie wyżebrałam nocleg bo w schronisku impreza.
Instaluję się w swoim pokoju i po raz kolejny w tym dniu muszę się wydrapać w górę
bo moje miejsce do spania jest na piętrowym łóżku. Łóżko wydaje się bardzo niestabilne i okropnie się chwieje
Ten dzień był dla mnie bardzo męczący, trasa dość długa, wymagająca wysiłku. Jestem zmęczona. Z tarasu robię więc wieczorną foteczkę

Potem biorę szybki prysznic, gramolę się na swoje pięterko i tuż po 20 zasypiam kamiennym snem mimo, że w moim pokoiku w sumie nocowało 15 osób i dwa psy
Ranek wstaje cudny, jesteśmy nad chmurami
Ja jestem wypoczęta i gotowa do dalszej wędrówki, zjadam śniadanko i w drogę – chcę dojść do miejscowości Skawa
Piękna ta Hala Krupowa, ale i samo schronisko – stare, dobrze przystosowane dla potrzeb turystów. Jedyne co mi w nim przeszkadza to okropny zapach smażonego oleju, który przyprawia mnie o mdłości – myślę, że tutaj nie ma prawdziwego jedzenia.
Warto jednak usiąść z kawką na tarasie i przy odrobinie szczęścia podziwiać Taterki

Czerwony szlak omija Okraglicę, ja jednak wydrapuję się na nią bo bardzo lubię usytuowaną tam kaplicę Matki Bożej Opiekunki Turystów – spokojnie można tam w razie potrzeby się schronić – do czego zachęca jedna z drewnianych tablic

Bardzo przypadła mi też do gustu sentencja umieszczona w kaplicy

Z tego miejsca, aż do Judaszki wędruje się piękną półką widokową, ale niestety w tym dniu za daleko nie widać.

Mijam po drodze wiatę na Narożu

Na Judaszce odpoczywam przy pomniku z walk II wojny światowej.

Dawniej była tu Hala Malinowa i nawet dzisiaj w okresie letnim trza bardzo uważać bo maliniaki przy szlaku nie pozwalają zbyt szybko wędrować.
moja letnia wycieczka po tej okolicy
Dalej jest aż do samej Bystrej bardzo nużąco, dłuuuugie zejście parowem, potem dłuuuuga wędrówka leśnym duktem, asfaltem i w końcu zabudowania Bystrej.
Jedyny plus, na tym odcinku pojawia się w końcu woda! 
W centrum Bystrej są sklepy, market czynny nawet w niedzielę. Robię rest (trzy budynie+ dwie duuuuuże kawy)
i decyduję się wędrować dalej mimo, że pogoda robi się niefafuśna.

Mijam kościół parafialny w Bystrej i już za chwilę przejdę
nie – nie ja, moje buty test wody
Najpierw szlak prowadzi przez mostek na rzeczce Bystrzance, ale po chwili pojawia się niezbyt duża na tym odcinku Skawa.
Skawa pod wiadukt – to ja za nią, a właściwie po niej… buty suche!

Niestety po chwili Skawa jest bardziej rozlana, głębsza i trza… galoty podwinąć, buty zdjąć i … hajda na drugą stronę

Na szczęście w najgłębszym miejscu woda sięgała najwyżej kolan, chociaż nie powiem, ciepła to ona nie była… 
Potem buty miały jeszcze raz test wody – wytrzymały!
Około 13 jestem w Jordanowie, kilka fotek na pamiątkę i decyzja, że ja to asfaltem wędrować NIE BĘDĘ!
Mogę jeszcze raz wyleźć w ramach rekompensaty na Babia Górę, jednak prawie 8km asfaltu nie zdzierżę!
Łapię stopa i podjeżdżam do miejscowości Skawa, gdzie oficjalnie kończę żywiecką część GSB
Albumik z tego etapu pod fotką

Wokół góry, góry i góry...i całe moje życie w górach, ileż piękniej drozdy leśne śpiewają,niż śpiewak płatny na chórach. Wokół lasy, lasy i wiatr...i całe życie w wiatru świstach. Wszyscy, których kocham, wita was modrzewia ikona złocista. (J.Harasymowicz) 