Ehhhh, rozbudzacie fantazję ![]()
Może i ja się kiedyś skuszę .....
Nie jesteś zalogowany. Proszę się zalogować lub zarejestrować.
Forum Beskidu Małego » Posty przez Djinn
Ehhhh, rozbudzacie fantazję ![]()
Może i ja się kiedyś skuszę .....
My chętnie, zawsze i wszędzie ;D Byle pogoda pozwoliła .... coś czuję, że jak się uda to jeszcze w sierpniu odwiedzimy Ćwilin (choć wolałbym jutro - Perseidy!!).
Ja już wypowiedziałem się wcześniej odnośnie naszego uczestnictwa w zlocie ..... więc jeśli już, to może w niedzielę rano się pojawimy, ale nic nie obiecuję.
Mam niestety przykre doświadczenie z konserwowanymi chemicznie cytrynami .... prawie 2 litry nalewki stoją w kącie i czekają, aż wymyślę sposób na pozbycie się chemicznego posmaku
.....
Właśnie znalazłem rozwiązanie problemu
Jak się wymiesza z Pepsi (pewnie z Colą też) smakuje wybornie, a kopie jak powinno ![]()
Myślę, że można rozpatrzyć propozycję jako mini-zlot
My zawsze jesteśmy chętni .... szkoda że nie zawsze się nam udaje ![]()
W zeszłą niedzielę postanowiliśmy nawiedzić Tatry. Pogoda zapowiadał się super, więc ciężko było odpuścić taką okazję ![]()
Wyjazd ok 5 rano z KRK - cel: dolna stacja wyciągu na Kasprowy. Mimo, że byliśmy prawie 30min przed jego otwarciem, staliśmy już w niezłej kolejce
Na szczycie zameldowaliśmy się ok 1h później, podziwiając piękne widoki
Aha, było +8 stopni i wiało jak w kieleckim ![]()

Ruszyliśmy żwawo przed siebie w nieznane nam dotąd tereny. Giewont kusił jak diabli ....

Skracając przydługie wywody odnośnie pięknych widoków, tłumów na Giewoncie, nudnego zejścia do Kościeliska itp ... napiszę krótko: było zajebi*cie !! ponad 9h samej drogi (12h auto stało na parkingu
), ponad 18km w nogach, ponad 200 zdjęć (90 na Picasie), pęcherz na stopie, spieczone czoło i kark od słońca (jeszcze wyglądam jak Indianin), generalnie rewelacja ... wracamy tam jak najszybciej !!
Galeria zdjęć:
https://picasaweb.google.com/mmichalkow … neWierchy#
ps. tak w tydzień uporałem się ze zdjęciami, normalnie rekord:D
Powtórka chętnie, ale chyba już nie w tym roku ![]()
Marzy mi się MSB zimą, ale to po nowym roku ...
Co do zdjęć, dzięki za miłe słowa. Fakt, w środkowej części wyprawy są lepsze, bo pogoda dopisała. Niestety zaczęliśmy od deszczu, i skończyliśmy na deszczu ![]()
W końcu albumik, wrzucam na szybko. Jeszcze uzupełnię opisy i posegreguję zdjęcia, bo niektóre są pomieszane ... o dziwo ![]()
Z wzajemnością Marku ![]()

Mały "preview" do nadchodzącej premiery albumu z MSB ![]()






I dwie panoramki na początek:)


05.06.2011r - Sobotnie popołudnie minęło szybko, za szybko. Jak niektórzy mogli już gdzieniegdzie doczytać, dołączyliśmy do Piotra i Iziel na Grande Finale rajdu po Trzech Kopcach w Krakowie - czyt. typowy krakowski "baring" ![]()
Tak czy siak, plan na niedzielę musiał być, a że pogoda ma się popsuć wieczorem - jest pół dnia do wykorzystania!!
Wstępnie obraliśmy dwa kierunki - Ćwilin albo Jura. Plan pierwszy przewidywał późniejszy wyjazd z domu i rozkoszowanie się widokami do późnego popołudnia. Plan drugi - połączenie sił z Piotrem i zwiedzanie Jury. Plany weryfikowało życie, i musieliśmy przesunąć nasz wyjazd o kilka godzin, przez co wyruszyliśmy sami.
Z racji tego, że Jury nie znamy za bardzo (grzech!!), postanowiliśmy od zobaczenia tzw. "must to see", czyli Doliny Będkowskiej. Słynie ona ze swoich wspaniałych, pionowych skałek, idealnych dla amatorów wspinaczki.
Zaczęliśmy od parkingu u jakiegoś obrotnego gospodarza (7,- PLN) w wiosce Kobylany - lepsze to niż zagracanie autem okolicznych krzaków i poboczy. Z racji słonecznej pogody i braku "terenowych" utrudnień na szlaku, postanowiliśmy poudawać klapkowiczów
Założyliśmy sandały, wzięliśmy conieco wody i słodyczy i ruszyliśmy w drogę. Niestety nasz zapał zgasił ów gospodarz, który na odchodne powiedział nam, że przed nami jedynie kawałek bez asfaltu .... CO ?!?!?! Nie spodziewaliśmy się asfaltingu, a jeśli już, to kawałek ...... No cóż, i tak w życiu bywa
Trasa jest fantastyczna, ale na rower lub z wózkiem. Dla nas, przyzwyczajonych do "górołażenia", ciężko było łazić po płaskim i twardym
Niemniej jednak, widoki są arcyciekawe. Mnóstwo zieleni i spokoju, po bokach białe skały, typowe dla Jury, sporo spacerowiczów i jeszcze więcej "wspinaczkowiczów". Całe mnóstwo, normalnie jak mrówków ![]()
Tak sobie szliśmy przed siebie, zerkając od czasu do czasu na mapę, i całkiem spontanicznie postanowiliśmy dotrzeć do Ojcowa. No cóż, wg mapy oszacowaliśmy lekko ponad 10 km w jedną stronę, ale nie takie trasy się robiło. Niestety, jakieś 1h przed Ojcowem postanowiliśmy zawrócić, gdyż za plecami zaczęły zbierać się złowrogie chmury deszczowo - burzowe. Mając nauczkę z burzy w terenie, ruszyliśmy w drogę powrotną nieco skracając ją sobie przy przejściu przez drogę DK94.
Jak się okazało, burza tylko postraszyła, nawet kropla deszczu nie spadła. Mimo to w ekspresowym tempie wróciliśmy na początek szlaku, a dokładnie do gospodarstwa z hodowlą pstrągów. Takiej okazji nie mogliśmy odpuścić i przystopowaliśmy nieco (na dobrą godzinę) zajadając pyszne rybki z frytkami ![]()
Podsumowując, trasa fajna na spacer, może na jakiś piknik. Dla "krakusów" miejsce idealne na oderwanie się od betonowego świata ...
ps. Zdjęcia kiedyś się pojawią, jak zawsze ![]()
EDIT:
Albumik po kliku w link ![]()
Podaję przepis na wynalazek, którym niektórzy już mieli przyjemność się raczyć
Zdradzam go niechętnie, ale z drugiej strony zachęcam do kombinowania z domowymi napitkami.
Nalewka aptekarska.
Parametry standardowe:
Proporcje 1 + 1 + 1 + 1 .... czyli np:
1 litr spirytusu
1 litr mleka
1 kg cukru (polecam ograniczyć się do 0,5kg)
1 kg cytryn (całych)
Przepis:
Cytryny sparzyć wrzątkiem, wyszorować porządnie! Mam niestety przykre doświadczenie z konserwowanymi chemicznie cytrynami .... prawie 2 litry nalewki stoją w kącie i czekają, aż wymyślę sposób na pozbycie się chemicznego posmaku
..... Wyszorowane cytryny obrać z zółtej skórki, może być też starta na zwykłej tarce. Ważne, żeby unikać tego białego spod skórki! Tak ogołocone cytryny obieramy i środki kroimy na ćwiartki lub plasterki, jak kto woli.
Wrzucamy to wraz z cukrem do słoika (dużego), zalewamy mlekiem i spirytusem. Nie dziwcie się, że tam jest mleko..... daje rewelacyjny posmak!
Taką mieszankę trzymamy w cieniu przez min. 3 tygodnie i potrząsamy słoikiem przynajmniej raz dziennie, mieszając wszystko razem. W tym czasie z mleka wytrąci się serek, ale nim nie ma się co przejmować, tylko mieszać i mieszać ![]()
Po tych 3 tygodniach zostawiamy ją w spokoju, żeby wszystkie składniki rozdzieliły się na poszczególne "frakcje"
. Po min. miesiącu można (ale nie trzeba - im dłużej tym lepiej) za pomocą wężyka spuścić żółty płyn spod serka, który zbierze się na wierzchu. Na dnie osiądą cytryny, one nam nie będą tak przeszkadzać jak właśnie ten ser .... z nim jest najwięcej roboty! To co uda nam się zlać bez zasysania serka, zlewamy do butelki i odstawiamy w cień. Sam serek też trzeba przecedzić, ale to już wyższa szkoła jazdy. Najlepiej na dużym sitku rozłożyć gazę (kilkukrotnie złożoną) i przelać serek. Niestety, ale przecedzenie go trwa godzinami, a szkoda tracić wartościowej nalewki, która się z niego odsączy. Zabieg ten można robić na kilka(naście) etapów i na różne sposoby.
Generalnie nie należy się przejmować, że nalewka jest mętna! Po kilku dniach wyklaruje się i to co zbędne osiądzie na dnie (dodatkowa filtracja po tygodniu nie zaszkodzi). Kolor powinien wyjść lekko żółty, słomkowy.
Z powyższego przepisu wychodzi jakieś 1,5 - 2 litry pysznej nalewki i ok 0,5 kg sera, który można przerobić na sernik, naleśniki na słodko itp .... jak kto woli ![]()
ps.1: Proporcji nie trzeba się trzymać, jak ktoś woli coś słabszego, może zmniejszyć ilość spirytusu (albo zamienić na wódkę).
ps.2: Osobiście dorzucam do całości rozkrojoną laskę wanilii - puszcza wyśmienity aromat !!
Smacznego ![]()
Przyszła sobota, w miarę pogodna - trzeba gdzieś wyskoczyć
Niestety, plany się posypały i przełożyliśmy wyjazd na niedzielę. W założeniu było ponowne przejście z Praciaków żółtym szlakiem na Anulę, potem do Staszka na Gibasy (odwiedziny ekipy remontującej), stamtąd skrótami do Lucjana Pod Potrójną i następnie wzdłuż wyciągu na parking w Praciakach,
Już rano wszystko się "sypło", bo zapowiadamy Damian nie miał jak dojechać ze Śląska. Postanowiliśmy wspomóc kolegę i podjechać po niego. Stety albo niestety (o tym pod koniec) wyprawa przesunęła się o kilka dłuższych chwil. Na Praciaki dotarliśmy mocno poza planem, ale nie przeszkadzało nam to w jego realizacji
Nawet drobne problemy "zdrowotne" i niemiłosierny upał nie przeszkadzał tak bardzo w kontemplowaniu piękna przyrody ![]()
Na Anulę dotarliśmy po niecałej godzinie, Chwila oddechu, kilka fotek (widoczność lipna, ale to w końcu szczyt lata i upał, czego się spodziewać ...) i ruszamy na Gibasy. Szlak cichy i spokojny, w sumie przez cały dzień spotkaliśmy jedynie dwóch rowerzystów na Anuli.
Do Staszka docieramy z ponad 2-godzinnym opóźnieniem do pierwotnego planu. Na całe szczęście trafiliśmy jeszcze na zbierających się do domu Czarownicę i Piotra. Chcieliśmy posiedzieć conieco z ekipą "remontową", ale wszyscy się gdzieś "rozleźli", Ufok przepadł gdzieś przy kapliczce (przybyli goście od drzwi i krat, z tego co się wieczorem dowiedziałem). Aha, kapliczka wygląda całkiem fajnie bez tego tynku na zewnątrz
Czekamy teraz na dach, wtedy zacznie prezentować się o niebo lepiej !! Poza tym widać postęp prac, chłopaki nie próżnują i robią co mogą, do czasu aż im materiałów wystarcza ![]()
Zregenerowawszy siły (ale słowo !!) ruszyliśmy dalej, tym razem do Lucjana. Tradycyjnie obraliśmy najkrótszą możliwą trasę: do szlabanu w Basiach, trochę asfaltingu w las a potem skrótem "szlakiem kibelkowy" do samej chatki. Końcówkę trasy z Lisicą zrobiliśmy tradycyjnie, po drodze dojazdowej, natomiast Damian z Magdą ruszyli na skróty pod wspomniany kibelek (dotarli kilka chwil przed nami).
U Lucjana cisza i spokój, choć poprzedniej nocy balowało tam ok. 40 osób!! Uzupełniliśmy conieco płyny i udaliśmy się do pustej chatki podsmażyć zabraną kiełbaskę i boczek (z braku laku to i z patelni będzie smakować
).
Nic nie zapowiadało dramatu, jaki z Damianem przeżyliśmy. Nie będę wdawał się w szczegóły, ale byliśmy świadkami ataku padaczki jednego z "chatkowych gości", który wszedł na chwilę do kuchni. Nie wiem co by było, gdybyśmy się tam nie znaleźli w tym momencie. Minutę później siedzielibyśmy na zewnątrz wcinając pyszny boczek !! Na całe szczęście (jeśli to można tak nazwać) poza skutkami samego ataku skończyło się na sporym oparzeniu łokcia. Pomogliśmy na tyle, na ile mogliśmy, ale i tak byliśmy w niezłym szoku....
Poza tym usłyszeliśmy mocno "tragiczną" wiadomość .... za dwa miesiące nie będzie się chodzić "Do Lucjana" tylko "Do Chatki Pod Potrójną" ..... Lucjan z Ewą opuszczają chatkowe progi i lądują na swoim, na szczęście niedaleko, bo gdzieś w Basiach. Kto przejmie po nich chatkę ? Nie wiadomo .... Jaki będzie klimat? Tego tym bardziej nie wiadomo ...... Generalnie lipa ![]()
Zasmuceni tą wiadomością ruszyliśmy w drogę powrotną, a dzięki towarzystwu Pewnego Starszego Pana (z wyglądu niezły "Górołaz") doszliśmy do parkingu w Praciakach całkiem niezłym skrótem wzdłuż wyciągu. Na życzenie, mogę podesłać plik KML ze śladem dla lepszego rozeznania dla zainteresowanych ![]()
Jakby nie patrzeć, dzień był pełen wrażeń, jak zawsze
Tym razem z lekkim dreszczykiem (który nas ostatnio prześladuje). Pozdrawiamy serdecznie ekipę "Kapliczkową" oraz wspomnianego przewodnika, który zaoszczędził nam z 30 min drogi.
Zdjęć szybko nie będzie, w sumie to zrobiłem ich może ze 20 szt, ale z racji awarii komputera nieprędko do nich usiądę.
Poniżej zrzut trasy z Google Earth.
Pozdrawiam i do następnego zobacznia na szlaku ![]()
Jedno słowo ciśnie się na usta .... AWESOME !! Dzięki za link, przyda się:)
Udało
Po drodze zgarnę jeszcze dwie niewinne owieczki i zjawimy się gdzie trzeba ![]()
A może by tak w lipcu odwiedzić Chocza ?? Może tym razem pogoda będzie łaskawsza? Proponowałbym z noclegiem u południowych sąsiadów
Byłby ktoś chętny ?
A może w celu wsparcia finansowego urządzimy tam jakiś zlot? Nie znam okolicy, ale leśniczówka wygląda interesująco ![]()
Mały update:
Może uda mi się zamienić Lisicę na jej młodszą wersję i zjawimy się w sobotę rano
Na 100% potwierdzę z początkiem tygodnia.
Motyla noga, właśnie wyszło, że Gosia ma szkołę w sobotę do 14:30. Nie damy rady się pojawić na zwiedzaniu elektrowni, chyba że w innym terminie.
Przychylam się do wypowiedzi przedmówcy.
Ehhhhh, nie wygląda to dobrze ![]()
Jak jutro do południa się nie wypogodzi, zawitamy na Ćwilin następnym razem (za tydzień?)..... niestety, ale deszcz skutecznie nas odstrasza.
Hmmmm..... nie wygląda to ciekawie, nawet dla mnie, życiowego optymisty..... Cóż, poczekamy, zobaczymy
Najwyżej zmienimy "Namiotowanie" w jakiś rafting z Ćwilina
Np:

Co do pogody, to my też odpadamy w przypadku deszczu. Nie uśmiecha mi się siedzieć cały czas w namiocie .... jakby jakaś wiata była czy coś ....
Co do palnika, my możemy wziąć, razem z jakimś garnkiem.
Fakt, prognozy średnie. Oby się nie sprawdziły, jak 90% innych ....
Forum Beskidu Małego » Posty przez Djinn
[ Wygenerowano w 0.035 sekund, wykonano 7 zapytań ]