Fajna wycieczka
Uwielbiam tą magię nabierania wysokości, kiedy w oczach zmienia się otoczenie i robi się coraz bardziej bajkowe. A to całkiem częsta sytuacja w zimie.
476 2023-01-31 09:10:02
Odp: Im wyżej tym zimniej i piękniej. :) (1 odpowiedzi, napisanych Relacje z wycieczek po Beskidzie Małym)
477 2023-01-25 23:30:50
Odp: Nie ważne gdzie... ważne z kim :) (1,040 odpowiedzi, napisanych Wyprawy pozagórskie)
No dobra, w końcu mamy środek zimy i nawet ostatnio sypnęło śniegiem. W Jaworznie cały śnieg stopniał, ale w górach jest. Dodatkowo jest inwersja, czyli że słońce świeci jak się wyjdzie ponad chmury. Trasa niezbyt pachnie świeżością - Romanka z Żabnicy, ale za to częściowo nowymi radosnymi bezszlakowymi wariantami.
W dole śniegu na tyle mało, że na letnich oponach dojechałem do leśnego parkingu w Żabnicy-Skałce. Z drugiej strony na tyle dużo, że można było ubrać rakiety od samego startu.
Idę sobie bezszlakowym grzbietem na Abrahamów. Niewiele lasów, dużo otwartych przestrzeni, sporo domków (jedne stare użytkowe, inne nowe letniskowe). Im wyżej tym mniej widać. Grzbietem doszedłem na sam szczyt Abrahamów, który jest ok 150 metrów od czerwonego szlaku, więc idąc szlakiem nie ma się go do korony. Ja dzisiaj mam ![]()
Potem kawałek czerwonym szlakiem i odbijam na Skałę. Liczyłem, że może pokaże się na niej słońce, ale nie. Zrobiło się jasno, ale jedno wielkie mleko. Nawet się zgubiłem, choć droga tam jest banalnie prosta... pod warunkiem, że widać gdzie się idzie ![]()
Potem znowu kawałek szlakowo i rozpoczynam podejście na Romankę niebieskim.
Jakby się coś przejaśniało.
Błękit atakuje nagle.
Słońce daje mi znaki.
Wychodzę ponad chmury, których granica jest bardzo ostro wyznaczona.
Barania Góra.
W miejscu gdzie niebieski szlak zaczyna iść długimi zakosami porzucam go i postanawiam zdobyć Romankę na krechę. Podobny pomysł miał jakiś narciarz, idę jego śladem. Lekko nie jest, ale nabieram wysokości.
Widok na Beskid Śląski. Chmury na wysokości 1000 metrów.
Niestety narciarz, którego śladem szedłem wymiękł, kiedy doszedł do bardzo stromego porośniętego lasem terenu to zwyczajnie zjechał na dół. Tobi osobiście poprowadził w górę.
Wiedziałem, że to będzie wyjście dla koneserów, ale było jeszcze gorzej. Śnieg był okropny. Podczas opadu musiało mocno wiać, zrobiła się skorupa, a pod nią puste przestrzenie. Każdy krok zapadał się inaczej. Stromizna miejscami tak duża, że trzeba było kombinować jak obejść. Dużo skał, kamieni, zwalonych drzew, gąszczu. I cały czas omamy, że już się wypłaszcza, już jest szczyt. Na początku wiadomo, że jeszcze nie, ale potem człowiek miał już nadzieję, że może jednak, a tu wciąż w górę i w górę.
Prawie już zwątpiłem, kiedy pojawiły się ślady narciarzy i naprawdę się wypłaszczyło. Można było jakoś sensownie się poruszać.
Wyszliśmy dokładnie na szczyt Majcherkowej. Kiedy byliśmy już na przetartym szlaku miałem odruch wymiotny, chyba ze zmęczenia. Wszystko mokrusieńkie, przepocone. Ciężko było ruszać nogami i rękami. Chyba miałem zbyt długą przerwę od rakiet i kijków.
Na szczęście warunki wynagradzały wszystkie trudy ![]()
Przyszedł czas na podziwianie widoków.
Morze chmur dynamicznie zmieniało wysokość. Gołym okiem trudno było to zauważyć, ale na zdjęciach widać różnicę.
OK, pora na zejście czerwonym.
Widzicie cień Tobiego? ![]()
Zbliżam się do poziomu chmur.
Znowu mleko.
Opuszczam szlak i schodzę przez Koźliczynę wprost do auta.
Fajna ta cała inwersja. Podobno w weekend ma już jej nie być.
478 2023-01-15 00:40:06
Odp: Nie ważne gdzie... ważne z kim :) (1,040 odpowiedzi, napisanych Wyprawy pozagórskie)
Chciałem skoczyć w góry i zobaczyć powracającą zimę, ale zaspałem straszliwie.
Żeby jednak nie marnować całkowicie dnia, wybrałem się w najbliższa okolicę - do Bukowna, do Doliny rzeki Sztoły, gdzie szlaków i ścieżek jest ogromne zagęszczenie, jakby była to cudowna okolica.
Rzeka Sztoła prezentuje się tak. Ktoś zakręcił kurek i nie ma w niej wody.
Tobi miał ciężki dzień dzisiaj. Polubienie huśtania wcale nie było największym wyzwaniem.
Wydmy ![]()
Ławeczka z drzewa.
Śluza.
Zalew, w którym ostały się resztki wody.
Wyżej nie ma nic. Wyschło.
W lesie zielono.
Ruiny tartaku wodnego.
Powrót.
Meandry nieistniejącej Sztoły.
Kopalnia Olkusz-Pomorzany została zamknięta w połowie grudnia. W związku z tym przestała odpompowywać wodę z zakładu. Teraz widać efekty. Rzeka Sztoła wyschła. Inne dwie rzeki w dolinie Białej Przemszy czeka ten sam los. Były zasilane wodami z zakładu. Trzeba też podkreślić, że to nie był żaden przemysłowy ściek, a woda czystości pierwszej klasy.
479 2023-01-09 15:10:19
Odp: Nie ważne gdzie... ważne z kim :) (1,040 odpowiedzi, napisanych Wyprawy pozagórskie)
Pozostałem wierny Canonowi, to już mój 6 aparat tej marki.
Bezlusterkowiec Canon RP z uniwersalnym obiektywem 24-240.
480 2023-01-08 20:50:02
Odp: Nie ważne gdzie... ważne z kim :) (1,040 odpowiedzi, napisanych Wyprawy pozagórskie)
Wstaję, widzę słońce, jadę.
Czy w styczniu rosną kwiatki? Normalnie, nie rosną, ale od 2 tygodni jest ocieplenie, trzeba sprawdzić.
Parkuję u wylotu Doliny Racławki i przeprawiam się przez Racławkę po widocznym na zdjęciu pniu. Było ślisko, pień się ruszał, ale się udało.
Na grzbiecie, gdzie pojawiają się pierwsze przylaszczki, przylaszczek nie stwierdzono. Czyli porażka.
Schodzę do z powrotem do doliny. Znowu wszystko paruje.
Mała sesja Tobiego.
Opuszczamy dolinę.
Wychodzimy na otwartą przestrzeń.
Zielono, ciepło, a na zdjęciu - Babia Góra.
Czy to stara roślinka, czy już nowa. Nie wiem.
Zdobywamy małe skałki.
Upewniam się, że Tobi zdobywający skałki jest uśmiechnięty i zadowolony.
Ludzie mają różne hobby, jedni łażą po chaszczach, inni jeżdżą terenówkami w błocie.
Ci tutaj przygotowują się do szturmowania pagórka.
Próba nieudana. Auto obróciło się o 90 stopni i zsuwało się bokiem z zablokowanymi kołami. Liczyłem, że jakoś spektakularnie się przewróci, ale nic z tego.
Ja też szturmuję pagórki - z powodzeniem.
Zbliżam się do miejsca masowego występowania przebiśniegów.
Niestety przebiśniegów również nie znalazłem - kolejna porażka.
Kalwaria Jerzmanowicka - miejsce rozwija się dynamicznie. W tym roku widzę nowe stacje drogi krzyżowej.
Kapliczki są już dwie.
To jest metal, jakiś mosiądz, albo coś takiego. Porządna robota.
A to tandetny plastik.
Dosłownie 3 metry od kapliczek, wysypisko śmieci z budowy tychże kapliczek.
A kilkanaście metrów obok, jeszcze większe wysypisko starych plastikowych kwiatków i pustych zniczy.
Ktokolwiek opiekuje się tym miejscem, ma bardzo ciekawe poczucie estetyki i porządku.
No nic, trzeba pędzić bo jestem w najdalszym punkcie trasy, a dzień krótki.
Tego dnia mój zachód był mało spektakularny.
A potem jeszcze kawał drogi do przejścia, ale sprawnie poszło.
W zeszłym roku znalazłem przylaszczki i przebiśniegi 19 lutego. W tym roku 8 stycznia nie znalazłem. Czyli nie ma ocieplenia klimatu.
481 2023-01-07 22:54:36
Odp: Nie ważne gdzie... ważne z kim :) (1,040 odpowiedzi, napisanych Wyprawy pozagórskie)
Zima wciąż w odwrocie. W Beskidach śnieg tylko w najwyższych partiach.
Słoneczny dzień trzeba wykorzystać. Jadę do Barwałdu i wyruszam w stronę Kalwarii Zebrzydowskiej. 7 stycznia - zielona trawka, wiosenny śpiew ptaków, cieplutko.
No dobra, jest też trochę mniej wiosennych kolorów. Te wysokie góry w oddali pośrodku to Beskid Mały.
Mijam drewniany stary budynek, z zewnątrz wygląda jak jakaś stodoła z dzwonnicą.
Zaglądam do środka - to kaplica św. Rozalii.
Lubię takie podupadające zabytki. Są bardzo autentyczne.
Dalej idę przez las. Jest bardzo mokro, słońce grzeje i wszystko paruje.
Znowu zieleń.
Jest też brąz.
Do Sanktuarium w Kalwarii Zebrzydowskiej dochodzę od tyłu. Jest tu Dom Pielgrzyma, który wygląda jak luksusowy kompleks hotelowy.
Bazylika z zewnątrz.
Bazylika w środku.
Złota i skromna.
Oczywiście z pieskiem do środka nie można, więc kazałem Tobiemu czekać na zewnątrz przy wejściu na plac przed Bazyliką. Kiedy wyszedłem siedział nieboraczek otoczony przez kilkanaście osób debatujących jakie służby wezwać do bezdomnego wygłodzonego pieska.
Następnie pokręciliśmy się po okolicy.
Jest tu multum obiektów architektonicznych. Na wiki piszą, że 41.
Jedne są malutkie, inne średnie, jeszcze inne całkiem spore, jak małe kościoły.
Ten na zdjęciu, wyglądający jak budynek gospodarczy to Pustelnia św. Heleny. Obok tablica informuje, że wyremontowana ze środków UE.
Opuszczam to święte miejsce i kieruję się zielonym szlakiem na górę Żar.
Kilkaset metrów od Sanktuariom znajduje się Grodzisko Bugaj. Tablica informuje, że było to miejsce kultu Wiślan w czasach przed chrystianizacją. Bardzo religijna okolica.
Idziemy dalej. Punkt widokowy nad kamieniołomem. Drzewa urosły i zasłaniają widoki. Jedyna rozrywka to spacer nad krawędzią kamieniołomu.
Góra Żar z ruinami zamku. Największe ruiny to to co widać na tym zdjęciu.
Na koniec spacer bezszlakowymi łagodnymi grzbietami. Słońce, które cały dzień radośnie przyświecało, chowa sie za chmurami. Myślę sobie, że nic już się dzisiaj nie wydarzy.
Jednak coś się zaczyna dziać.
Słoneczko zrobi mały pokaz na koniec dnia.
Całkiem ciekawa wycieczka ![]()
482 2023-01-07 22:53:36
Odp: Nie ważne gdzie... ważne z kim :) (1,040 odpowiedzi, napisanych Wyprawy pozagórskie)
W Nowy Rok po Sylwestrze nie było w planach wycieczki, ale szkoda marnować pięknego dnia. Dobrze, że w Dolinki jest blisko.
Podjechaliśmy do Będkowic i po paru minutach byliśmy na szczycie Sokolicy. Jest to bez wątpienia najbardziej imponująca skałka w Dolinkach.
Będąc nie wspinaczem można kawałek sobie zejść. Od dołu ten odcinek prezentuje się tak.
Dalej jest już pionowo. Dawno nie byłem w tym miejscu i muszę przyznać, że adrenalina troszkę się podniosła.
Tobi próbuje do mnie dojść. Widać jak bardzo jest skupiony.
Oczywiście obok można zejść stromą ścieżką na samo dno doliny.
Tobi wykonał skok nad wodospadem Szum.
Pokręciliśmy się po okolicy, postanowiłem zeksplorować nieznany boczny grzbiecik. Tam gdzie opierało się słońce było chyba ze 20 stopni. Nie trafiliśmy na pierwsze kwiatki, ale ciekawe, czy w miejscach gdzie startują przebiśniegi i przylaszczki, już coś się dzieje.
Wróciliśmy pod Sokolicę i podziwialiśmy tą monumentalką skałę w pięknym oświetleniu.
Na powrocie wyszliśmy na boczną skałkę Pytajnik, akurat w porze zachódu słońca.
Potem nastąpiła jakaś dylatacja czasu bo pół godziny później słońce było wciąż ponad horyzontem i mieliśmy kolejny zachód tego dnia.
Była widać Babią, co jest normalnym zjawiskiem w okolic Dolinek.
Tatry również, co już rzadziej się zdarza.
Natomiast Skrzyczne obserwowałem pierwszy raz z tych okolic.
Sam zachód był wyborny.
Fajnie było rozpocząć rok 2023 wycieczką ![]()
483 2023-01-07 22:52:31
Odp: Nie ważne gdzie... ważne z kim :) (1,040 odpowiedzi, napisanych Wyprawy pozagórskie)
Kolejny rok minął. Wypada podsumować.
Bardzo fajne zimowe wycieczki były 2: na Pilsko i Mechy oraz w Beskid Śląski na cioranie się nieprzetartymi szlakami.
Poza tym był zlot forumowy na Cieślarówce i parę innych wyjść. Ciekawostką było to, że lokalnie na nizinach nie trafiła się ani jedna wycieczka w śniegu.
Wiosna przychodziła dość powoli, ale często z ładną słoneczną pogodą. Na wyróżnienie zasługuje parę wyjazdów na przedwczesne szukanie krokusów na Orawę, Podhale i w Gorce.
Jednodniówką roku był kwietniowy wyjazd na Podhale, gdzie trafiłem apogeum krokusów i piękne widoki na Tatry. Była to również pierwsza większa wycieczka z nowym aparatem. Pamiętam jak bardzo postanowiłem wtedy częściej odwiedzać te rejony, co się niestety nie udało.
Wiosnę powitaliśmy na Tule w morzu czosnku niedźwiedziego. Potem były udane większe wyjazdy na Słowację.
Początek lata to również sporo Słowacji oraz malownicze wyjścia na Jurę i w polskie góry.
Urlop a Albanii. Kraj bardzo zmienił się od poprzedniej wizyty 9 lat temu. Zrobiło się luksusowo. Głównym celem wyjazdu było zdobycie mało znanej góry - Cika. Samotna wycieczka na nią z poziomu morza była kwintesenscją tego czym dla mnie jest chodzenie po górach. Gdybym tego dnia przypadkiem nie spotkał Bacy, który podratował mnie w sumie 4 litrami wody, to kto wie, co by się ze mną stało.
Po powrocie z urlopu został mi jeszcze jeden górski cel do zrealizowania przez 50-tką. Hawrań do korony dla pieska. Cudna tatrzańska wycieczka w letnim klimacie. Przy okazji potwierdziłem fejsbukową prawdę objawioną, że pies przeraża dzikie zwierzęta w TPN. Przerażony został niedźwiedź. Przy okazji przeraził się pies i ja również, a to był dopiero początek dnia.
Potem było już spokojnie, wszystkiego po trochu: słowacja, nasze góry znane i nieznane, Jura i jakaś woda.
Na drugi krótszy urlop pojechaliśmy nad polskie morze. Było średnio.
Następnie przyszedł najbrzydszy wrzesień w historii ludzkości. Nie było ani jednej wycieczki. Jedyny pożytek to 2 grzybobrania. Na szczęście potem przyszła polska złota jesień. Byliśmy w Pieninach po słowackiej stronie, dodatkowo 2x wziąłem sobie urlop w tygodniu i zapoznałem sie z nieznanymi terenami w Beskidzie Wyspowym, w okolicach Modyni.
Końcówka jesieni całkiem spoko, dzięki spontanicznemu wyjazdowi ze znajomymi w Góry Choczańskie.
Zima przyszła nagle i bardzo sroga. Przez parę dni ludzie zakopywali się na parkingu pod blokiem, tyle śniegu nie było w Jaworznie od lat. A w górach - było cudnie.
Ciekawostką jest to, że zima trwała tylko parę dni, a potem nagła wielka odwilż. Aż chwilowo przeszła ochota na wycieczki w takiej aurze. Ciekawe jaki będzie ciąg dalszy zimy w tym roku. Jeszcze przed świętami znajomy przesłał fotkę jak pszczoły obudziły mu się w ulu i robią wiosenny oblot. A jutro w Nowy Rok, ma być 15 stopni, czyli w słońcu pewnie ponad 20.
Wypstrykałem 16 712 zdjęć (69 GB) - rekord. Prawdopodobnie ze względu na nowy aparat. Bezlustrem robi się zdjęcia jakoś łatwiej i przyjemniej.
Ogólnie wyszły 53 wycieczki. Nie jest to rekord, ale solidna ilość. Po pierwszej połowie roku zapowiadało się znacznie lepiej, ale tym razem druga połowa była spokojniejsza. Do tej pory obserwowałem odwrotną tendencję. Ciekawe od czego to zależy? Pewnie ważna jest pogoda i obciążenie w pracy (nie zawsze można radośnie brać urlop z zaskoczenia).
Dokuczające kolano nie ograniczyło mnie ani raz w górskiej działalności. Można powiedzieć, że po ok 1,5 roku dokucza coraz mniej i ostatnio w zasadzie całkowicie zapominam, że coś z nim jest nie tak.
Na razie nie wracam do biegania, trzeba się oszczędzać na starość ![]()
Pełna lista wycieczek:
2022-01-07 Beskid Żywiecki, Korbielów - Pilsko - Mechy
2022-01-09 Dolinki, Rybna - Wrzosy - Wielka Góra
2022-01-15 Trzebinia, Chechło - Puszcza Dulowska
2022-01-24 Beskid Śląski, Cisiec - Czerwieńska Grapa - Glinne
2022-02-12_13 Beskid Śląski, zlot GBG na Cieślarówce
2022-02-19 Dolinki, Dubie - Kalwaria Jerzmanowicka - Racławki
2022-03-02 Beskid Mały, Tarnawa - Żurawnica - Królicza Góra
2022-03-11 Beskid Żywiecki, Żabnica - Rysianka - Romanka
2022-03-12 Beskid Wyspowy, Tokarnia - Urbania Góra - Zębolowa
2022-03-13 Jura, okolice Jerzmanowic
2022-03-14 Podhale, Chochołów - Ostrysz - Zadkowski Wierch
2022-03-19 Gorce, Piątkowa - Maciejowa - Świńska Góra
2022-03-20 Beskid Mały, Targoszów - Leskowiec
2022-03-24 Orawa, Zubrzyca - grzbiety nad Lipnicą
2022-03-25 Jura, Olkusz - Pomorzańskie Skałki
2022-03-26 Orawa, Zubrzyca Górna - Kamionek
2022-03-27 Beskid Żywiecki, Złatna - Zapolanka - Kubiesówka
2022-04-13 Jura, Rodaki - Świniuszka - Chełm
2022-04-14 Podhale, Dzianisz - Gruszków - Butorowy Wierch
2022-04-23 Beskid Śląski, Cisownica - Mała Czantoria - Tuł
2022-04-30 Beskid Wyspowy, Żbikowice - Sałasz - Jaworz
2022-05-01 Błędów, Dolina Białej Przemszy
2022-05-08 Beskid Żywiecki, Żywiec - Grojec
2022-05-10 Pieniny, Haligovce - Haligovské skaly - Wysoki Wierch
2022-05-15 Beskid Śląski, Radziechowy - Barania Góra - Glinne
2022-05-18 Mała Fatra, Turie - Kozol - Minčol - Čipčie
2022-05-28 Beskid Żywiecki, Glinka - Krawców - Malý kopec
2022-06-05 Magura Orawska, Tvrdošín - Uhlisko - Magurka
2022-06-11 Jura, Ogrodzieniec - skała Rzędowa - Podzamcze
2022-06-12 Beskid Żywiecki, Slaná Voda - Babia Góra
2022-06-16 Sosnowiec, Park im. Jacka Kuronia
2022-06-18 Beskid Śląski, Brenna - Klimczok - Kotarz
2022-06-19 Mała Fatra, Lučivná - Osnica - Rozsutce
2022-06-22_07-06 urlop Albania, Dhërmi - Maja e Çikës
2022-07-17 Beskid Żywiecki, Korbielów - Pilsko - Malorka
2022-07-20 Tatry Bielskie, Tatranská Javorina - Havran
2022-07-23 Trzebinia, Balaton
2022-07-24 Beskid Żywiecki, Rajcza - Zapolanka - Sucha Góra
2022-08-07 Jura, Skarżyce - Okiennik - Zamek Bąkowiec
2022-08-10 Góry Choczańskie, Studničná - Kečky - Čebrať
2022-08-15 Regulice - Czarna Góra
2022-08-27 Beskid Wyspowy - Pasierbiec - Kamionna
2022-08-29_09-04 urlop w Gdyni
2022-10-08 Małe Pieniny, Straňanské sedlo - Wysoka - Čertova skala
2022-10-10 Beskid Wyspowy, Kamienica - Modyń
2022-10-17 Beskid Wyspowy, Przełęcz Słopnicka - Ostra - Modyń
2022-10-24 Beskid Śląski - Brenna - Kotarz
2022-10-31 Beskid Śląski, Leszna Górna - Tuł - Mała Czantoria
2022-11-01 Beskid Wyspowy, Czasław - Glichowiec - Syberia
2022-11-11_13 Góry Choczańskie, Huty - Prosečné
2022-12-03 Beskid Żywiecki, Milówka - Prusów - Sucha Góra
2022-12-17 Jaworzno, Gródek na zimowo
2022-12-18 Beskid Mały, Wilkowice - Magurka - Czupel
484 2022-12-18 22:01:12
Odp: A może spotkanie w Nowym Roku ? (49 odpowiedzi, napisanych Planowane zloty)
Ja zawsze chętny na takie spotkania ![]()
485 2022-12-18 21:55:02
Odp: Nie ważne gdzie... ważne z kim :) (1,040 odpowiedzi, napisanych Wyprawy pozagórskie)
Dzisiaj sympatyczne wyjście na Magurkę i Czupel z Wilkowic.
Początkowo było tak sobie: las, śnieg.
Zajrzeliśmy do chatki na Rogaczu.
Im wyżej tym lepiej.
Na Magurce zimowe apogeum.
Potem poszliśmy na Czupel, żeby było do Korony.
Na Czuplu kolejne apogeum.
Na powrocie też było fajnie.
Taka to była wycieczka ![]()
486 2022-12-03 20:32:08
Odp: Nie ważne gdzie... ważne z kim :) (1,040 odpowiedzi, napisanych Wyprawy pozagórskie)
Jako ekspert od krokusów postanowiłem otworzyć sezon an poszukiwanie krokusów. Wszak śnieg, który ostatnio napadał zdążył się już w wielu miejscach wytopić. Czy fioletowy obłęd już się rozpoczął? Postanowiłem sprawdzić ruszając bezszlakowo z Milówki na Prusów.
W dolinie przymrozek, mgiełki i słońce.
Mech na dachu starej bacówki już kwitnie - wiosna!
Gdzieniegdzie jeszcze jesienne kolorki.
Kaplica pod Prusowem pośrodku niczego.
Po zimie nie ma już śladu.
Jednak jest.
Szron na drzewach.
Śnieg.
Romanka.
Centralnie chyba Zabawa - nigdy tam nie byłem.
Boracza - zimy nie ma.
Są panele słoneczne. Nigdy jeszcze nie widziałem z bliska.
Idę na Suchą Górę. Romanka i Rysianka.
Znowu zima.
Nawiguję bezszlakowo do auta. Pojawiają się popołudniowe mgiełki.
W dolinie szron. Być może słońce się tu w ogóle nie pokazało cały dzień.
Ważne info - krokusów jeszcze nie ma.
487 2022-10-31 22:39:05
Odp: Nie ważne gdzie... ważne z kim :) (1,040 odpowiedzi, napisanych Wyprawy pozagórskie)
Sytuacja wygląda tak, że 31 października jest dziwnie - ciepło jak w lecie, kolorystyka jakaś nieokreślona. Podjechaliśmy do Leśnej Górnej i udaliśmy się na Tuł.
Jakoś tak wiosennie.
W lesie jesiennie.
Duża Mała Czantoria. Tam idziemy.
Wracamy nieznanym pograniczem.
Ostry Wierch, granicą - polecam... szczególnie kolekcjonerom koron.
Na koniec jeszcze udało się załapać na apogeum.
Zachodzik z pieskiem.
Dobra, to teraz już niech się zrobi zima! ![]()
488 2022-10-18 10:49:52
Odp: Nie ważne gdzie... ważne z kim :) (1,040 odpowiedzi, napisanych Wyprawy pozagórskie)
Teraz kwestia jedynie, żeby trafić w apogeum i przy ładnej pogodzie
Trzeba próbować! ![]()
Tydzień temu na Modyni nie było źle, to stwierdziłem, ze robię powtórkę, tym razem od Przełęczy Słopnickiej przez pasmo Ostrej.
Okolice Przełęczy Słopnickiej oferują całkiem fajne widoki.
Podejście pod Ostrą.
Również ciekawe widoki.
W lesie jesiennie.
Strażnicy przysiółka Jeżowa Woda.
Ciąg dalszy jesiennego lasu.
Zwierz.
Czy to już jest to apogeum?
Połowa liści już na ziemi.
Koń jaki jest każdy widzi.
Późnym popołudniem, kolory się nasilają.
A Tatry wyostrzają.
Pojawia się problem - po co w nocy wychodzić na Modyń?
Przede mną godzinne strome podejście. Postanawiam je skrócić do 30 minut, żeby zdążyć na zachód. Udaje się w 25 ![]()
Widoki z wieży.
Cichoń i Ostra.
Przełęcz Słopnicka przy lewej krawędzi, zdjęcia, tam stoi auto, daleko - ale kto by się tym teraz przejmował ![]()
Tatry ładnie widać.
Na zdjęciach zeszło mi do zachodu.
Potem ekspresowe zejście.
Na koniec chaszczowanie w ciemnościach z odrobiną błądzenia. Przygody muszą być ![]()
Fajna wycieczka po całkowicie nowych dla mnie trasach ![]()
489 2022-10-10 22:59:44
Odp: Nie ważne gdzie... ważne z kim :) (1,040 odpowiedzi, napisanych Wyprawy pozagórskie)
W ramach zdobywania korony i podziwiania kolorków, będąc w pułapce okien pogodowych wziąłem niespodziewany urlop i pojechałem do Kamienicy z zamiarem wycieczki na Modyń, gdzie mnie jeszcze nigdy nie było.
Rano przymrozek, szron na trawie, zwiastun pogodnego dnia.
Idę sobie.
Podziwiam widoki na Gorce.
Lubań.
Przede mną Modyń.
Za mną Gorc.
No nudy...
Asfalt, a w zasadzie beton.
Te, no... kolorki.
Podchodzę na Modyń.
Taterki.
Kolorki.
Domek.
Kolorki.
Wieża widokowa na Modyni.
Widok z wieży w stronę Mogielicy.
Znowu kolorki.
Schodzę do Zalesia.
Na wprost grzbiet, którym będę wracał - Zbluzkie Wierchy.
Tam mniej kolorowo, ale za to dużo grzybów niechcący znalazłem.
I dzień się skończył.
Lubię takie poniedziałki ![]()
490 2022-10-09 12:56:39
Temat: Czas na jesienne kolorki w Małych Pieninach z kawałkiem Słowacji (1 odpowiedzi, napisanych Pieniny (polskie i słowackie))
Wrzesień to jakaś tragedia pogodowa. Nie było ani jednej wycieczki. Dwa razy byliśmy na grzybach, a tak to siedzenie w domu. Zapomniałem już jak wygląda słońce
Ale mrok nie może trwać wiecznie, w prognozach słoneczna sobota. Pomyślałem, że trzeba to wykorzystać na coś fajnego i padło na Słowację.
Podjechaliśmy na Straňanské sedlo i ruszyliśmy w stronę Wysokiej, która od tej strony wygląda bardzo niepozornie.
Kolorki jesienne były zadowalające ![]()
W dolinach resztki porannych mgieł.
Jesienne "krokusy", czyli zimowity.
Wędrujemy szlakiem. Robi się coraz cieplej.
Wchodzimy w las.
Południowe strome stoki Wysokiej.
Końcówka poza szlakiem po skałach.
Pierwsze dalekie widoki. A nad nami ludzi pełno ludzi za barierkami. Po słowackiej stronie wcześniej nie spotkaliśmy nikogo.
Widoki z Wysokiej jak zwykle najwyższych lotów.
Dalej idziemy granicą w kierunku wschodnim.
Widok wstecz na Wysoką.
Pierwsza jesienna wycieczka i od razu kolory na maxa ![]()
Jest niezaprzeczalnie piękniusio ![]()
Schodzimy na Przełęcz Rozdziele.
Następnie kierujemy się na Słowacką stronę do Litmanovej.
Krajobraz jest urozmaicony, pojawiają się skałki.
Oraz wielkie jednolite słowackie łąki.
Kolejny cel - Čertova skala. Nigdy tam nie byłem. Jestem pod wrażeniem jej ogromu.
Tak sobie myślałem, czy cienka modrzewiowa gałązka wytrzyma, czy nie i Ukochana mi spadnie?
Idziemy dalej otwartymi przestrzeniami do kolejnych atrakcji.
Jarabinský prielom. Czyli przełom małego potoczku przez wąwóz skalny. Robi wrażenie, choć jest to naprawdę krótki odcinek.
Szlak obchodzi najciekawsze górą. Jakby dało się przejść dołem byłoby lepiej. Mogliby porobić "stupaćki".
Pozostało już tylko wrócić. W planach całkiem bezszlakowe chodzenie w poprzek przez kolejne grzbiety. Patrząc na to zdjęcie - na wprost.
Dzień się powoli kończy, ale udało się dotrzeć do auta przed nocą ![]()
Fajne tereny, choć dojazd nieco kłopotliwy. Wracając staliśmy w sporych korkach na zakopiance. Jednak zdecydowanie warto było wybrać się w tamte strony! ![]()
491 2022-08-27 20:17:06
Odp: Nie ważne gdzie... ważne z kim :) (1,040 odpowiedzi, napisanych Wyprawy pozagórskie)
Dzisiaj mieliśmy jechać nad morze, ale pojechaliśmy w góry. Wyszedł wyjazd od hasłem odkryj Beskid Wyspowy. Startowaliśmy z miejscowości Pasierbiec, gdzie znajduje się sanktuarium. Szykowali jakąś większą imprezę sądząc po ilości krzeseł.
Na pierwszy ogień wyszliśmy na pobliski wzgórek z drogą krzyżową w klimatach Matyski.
Beskid Wyspowy wygląda tak.
W tych rejonach klimaty są zupełnie inne niż w najbardziej znanych rejonach BW. Pagórki są małe, zabudowane, wszędzie wąskie asfaltowe drogi.
Pozdrowienia dla kolegi z Sosnowca ![]()
Naród ćwiczy zbieranie chrustu na zimę.
Trochę widoków. Kostrza pośrodku.
A tu chyba Mogielica się załapała.
W lesie wciąż zielono.
Tobek jak zawsze na wycieczkach zadowolony ![]()
Szarpnęliśmy się na paragon grozy - Ukochana zadowolona ![]()
I dalej nuda...
Krowy...
Domek do wynajęcia.
Widoki w stronę Sałasza i Jaworza.
Kończymy - pogoda wytrzymała. Piękny ciepły dzień.
I taki to był pierwszy dzień urlopu nad polskim morzem ![]()
492 2022-08-11 21:42:26
Temat: Góry Choczańskie - parę pagórków do Korony (0 odpowiedzi, napisanych Karpaty (czeskie, słowackie, ukraińskie ect.))
Widząc korzystną prognozę zapragnąłem pojechać w góry. W pracy urwanie głowy przez "wakacje kredytowe" i Szef skomentował, że "to jest słabe", ale urlop dał. Trochę byłem zdziwiony, ale Ukochana stwierdziła, że przecież jakbym nie dostał to rzuciłbym pracę. Hmm... czyżby?
W każdym razie o 7:00 rano melduję się w miejscowości Studničná. To miejsce jest jak z bajki. Mała wioska z solidną skałą pośrodku, a pod skałą plac zabaw z wiatą.
Wiata wypasiona, z lodówką, szafeczkami, zlewozmywakiem i bieżącą wodą. Wszystko dostępne, żadnych śmieci, żadnych zniszczeń. Niepojęte.
Zaczęliśmy od zdobycia skałki.
Widok z góry na to cudne miejsce. Widoczne pagórki zamierzam zwiedzić.
Na koniec jeszcze zakręciłem Tobim - typowa wirówka dla kosmonautów ![]()
Pora ruszać w góry. Cel 1 do korony - Kečky (1139).
Tak wygląda szlak - mało uczęszczany.
Sam szczyt zarośnięty, ale kawałek dalej coś widać w kierunku Wielkiej Fatry.
Idę na cel 2 do korony - Radičiná (1129).
Na każdej polance ambonka, sami miłośnicy zwierząt w okolicy.
Tak wygląda szczyt. Widoków brak, ale jest krzyż.
Następnie jest plan, żeby się przespacerować bezszlakowym grzbietem w kierunku północnym.
Liczę na jakieś widoki, ale początkowo jest zbyt gęsto.
Kontynuuję pełen nadziei i widoki w końcu są ![]()
Napieramy dalej, bo o takie góry chodziło ![]()
Tobi zadowolony!
Widok w stronę Chocza.
Łączki w dole - zajebiście! ![]()
Dalszy plan przewidywał zejść na te łączki. Troszkę się tego obawiałem, nawet wysokie buty wziąłem, ale było spoko.
Tobi znalazł wodę i prawie go błotko wciągnęło. Minęła już ponad doba, a wciąż nie do końca się wykruszyło z brzuszka.
Jesteśmy na łąkach.
Przed nami cel 3 do korony - Čebrať (1054).
Po drodze delektuję się widokami na Chocz.
Na grzbiet ze skałami, na których byliśmy.
Oraz na budowaną autostradę, która na szczęście pod pagórkami po których chodzę będzie szła dołem w tunelu.
Jest jeszcze kapliczka myśliwska ukazująca uśmiechającego się jelenia na widok myśliwego i jego pieska.
Jeszcze fotka przyrodnicza.
I ruszamy ostro w górę (szlakiem).
Szlak prowadzi tylko na Predný Čebrať (954), z którego roztacza się widok na Niżne Tatry, Wielką Fatrę i miasto Ružomberok (węg. Rózsahegy, niem. Rosenberg) tuż u jego podnóża.
Nawet większe miejscowości na Słowacji cechuje zwarta zabudowa i ostre granice.
Idziemy dalej wyraźną ścieżką na szczyt właściwy, który jak poprzednie jest zarośnięty i nieciekawy.
Zejście również się obawiałem, ale okazało się, że jest oznakowana ścieżka, bardzo stroma, ale bezproblemowa. Dodatkowo zahacza o punkty widokowe.
Znowu jesteśmy na łąkach, tylko w innym miejscu.
Trochę podkręciłem tempo, żeby zdążyć na zachód do Studničnej i się udało.
Wycieczkę zakończyłem po 12 godzinach. Idealna pogoda, piękne okoliczności przyrody, bez dramatyzmu. Sielanka. Nie polecam tych stron, bo nudno.
493 2022-08-07 20:41:45
Odp: Nie ważne gdzie... ważne z kim :) (1,040 odpowiedzi, napisanych Wyprawy pozagórskie)
Zanosiło się, że znowu pogoda się popsuje na weekend. Na szczęście niedziela się obroniła pogodowo ![]()
Pojechaliśmy na Jurę do Skarżyc, gdzie znajduje się zabytkowy kamienny kościół.
Okiennik Wielki - jedna z najciekawszych jurajskich skał.
Jedni wspinają się po pionowych skałach.
Pieski jedynie po drzewach.
Idziemy w stronę Morska. Czekacie już na jesienne kolory?
Zamek Bąkowiec.
Dzisiaj były bardzo fajne chmurki.
Trochę chaszczowania.
Na koniec szaleństwa na Okienniku Małym.
Taka to była wycieczka ![]()
494 2022-07-24 21:31:05
Odp: Nie ważne gdzie... ważne z kim :) (1,040 odpowiedzi, napisanych Wyprawy pozagórskie)
Prawdziwie letnia wycieczka górska.
Startujemy w Rajczy. Wychodzimy na bezszlakowy grzbiet drogą krzyżową. Laicyzacja społeczeństwa postępuje, nie ma nawet ścieżki.
Potem kawałek lasem.
Następnie bardziej otwartymi terenami na Zapolankę.
Tu lekkie zdziwienie, wyasfaltowali drogę grzbietową.
Hala Redykalna.
Następnie idziemy na Suchą Górę. Widok na Prusów.
Widoku z Suchej Góry na Romankę, Rysianke.
Zielone szyszunie.
Wykoszone Łąki na Suchej Górze.
Okolice szczytu.
Schodzimy.
Tu trawa jeszcze rośnie.
Mijamy przysiółek Sarnówka.
I schodzimy do Rajczy.
Ależ to była przyjemna wycieczka. Dużo słońca, ciepło lecz nie upalnie. Letnie klimaty ![]()
495 2022-07-23 15:39:44
Odp: Nie ważne gdzie... ważne z kim :) (1,040 odpowiedzi, napisanych Wyprawy pozagórskie)
Ukochana chciała nad wodę. Pojechaliśmy nad Balaton do Trzebini - pierwszy raz. Mały zbiornik, ale ładny.
496 2022-07-21 09:24:34
Odp: Tylko nie mów nikomu... (5 odpowiedzi, napisanych Tatry (polskie i słowackie))
497 2022-07-18 19:26:10
Odp: Na Wyspie Słońca (13 odpowiedzi, napisanych Wyprawy pozagórskie)
Bardzo ciekawy i zróżnicowany wyjazd. Pewnie jakby to było np. w październiku, byłoby fajniej. Tam jeszcze ciepłe (nie upalne) lato. Ale nie ma co marudzić i tak wycisnęłaś z niego maksimum ![]()
498 2022-07-17 20:24:39
Odp: Nie ważne gdzie... ważne z kim :) (1,040 odpowiedzi, napisanych Wyprawy pozagórskie)
Urlopy się pokończyły. Lato w pełni. Pora na normalną wycieczkę.
Skład wyszedł ciekawy. Był Pan Admin Seba i stary znajomy Kisiel.
Wycieczka była abstynencka, ale Kisiel miał wiśniówkę...
A celem było Pilsko trasą klasyczną.
Tak w ogóle to mieliśmy iść z Jurkiem, ale nie doczekaliśmy się na niego i ruszyliśmy wcześniej. A ludzi były tłumy.
Potem się mijaliśmy po drodze z ludźmi od Jurka. Największe fanki mnie rozpoznawały.
Pilsko - duża góra.
Zdobyliśmy ją.
Następnie zeszliśmy szlakiem żółtym.
Potem szliśmy lasem.
A także terenami widokowymi.
Pojazd do zbioru jagód. Przez takie coś oraz przez Tobiego za 20 lat nie będzie niczego. Tak twierdził mądry dziadek turysta spotkany po drodze.
Trzeba więc oglądać to co jest zanim tego nie będzie.
Na koniec dopędzamy najwolniejszych Jurków. Jemy kiełbaski z ogniska + inne darmowe smakołyki, które udało się pozyskać.
Wycieczka była - luzacka ![]()
Całkiem sporo się nagadaliśmy po drodze, o różnych rzeczach ![]()
499 2022-07-14 20:40:09
Odp: Albania - smród, brud i ubóstwo? (8 odpowiedzi, napisanych Pasma pozakarpackie (Alpy, Kaukaz, Apeniny ect.))
CZĘŚĆ VIII - zejście z Ciki - to już naprawdę koniec relacji ![]()
Często powtarzam hasło, że jak dało radę wyjść to i uda się zejść. Teraz przyszło zastosować to hasło w praktyce. Ze szczytu Ciki zejście było trudne, a dowodem na to jest to, że nie zrobiłem ani jednego zdjęcia. Starałem się być maksymalnie skoncentrowany na każdym kroku. Nie mogłem sobie pozwolić na błąd.
Potem nadszedł czas na pokonanie górki z przepaściami. Tu poszło łatwiej. Znałem już drogę, wiedziałem jakiej strony się trzymać.
Można było trochę się porozglądać. Droga asfaltowa na przełęcz z dziwnej perspektywy.
Początkowo myślałem tylko o przejściu trudnych stromych miejsc. Często odpoczywałem, delektowałem się małymi łyczkami wody z sokiem. Doszedłem do ostatniego drzewa. Wiedziałem, że następny cień będzie dopiero u Bacy.
Koniec trudności.
Moimi przeciwnikami pozostali już tylko upał i zmęczenie. Poczułem się bezpiecznie, to był błąd. Wydawało mi się, że nie muszę wchodzić na to wzniesienie przede mną, że mogę go obejść z prawej. Że tak tu przyszedłem.
Dolinka z prawej szybko zaczęła opadać, ale zamiast zawrócić, uznałem, że przecież i tak dojdę. Robiło się coraz stromiej. To był boczny grzbiet i boczna dolina.
Widok w dół. To nie niebo, tylko morze. Ładnie, prawda? Ale nie powinno mnie tu być.
Próbuję utrzymać wysokość męcząc się na kamieniach. Ależ byłem głupi, że na górze nie chciało mi się podejść dosłownie parę metrów w górę po ścieżce.
Doszedłem do miejsca, gdzie już nie dało się kontynuować - za stromo. Trzeba było wyjść na górę wzdłuż osypiska. Wystąpiło tu zjawisko nagrzanych skał i nieruchomego powietrza. Tobi zaczął dosłownie zaplątywać się we własny język. Zdecydowałem, że robimy imprezę - pijemy. Też już miałem dość kalkulacji kiedy pić i jak mały łyczek. Idziemy na całość - wypijamy wszystko co mamy. Tak zrobiliśmy, przez minutę nie chciało mi się pić - piękne uczucie.
Wyszliśmy na górę, a tu poidło dla zwierząt. Tobi skorzystał. Patrzyłem na niego z zazdrością. Woda miała ze 40 stopni i trochę śmierdziała. Raz już taką piłem. Ale tamta śmierdziała mniej. Z tej zrezygnowałem.
Poszliśmy dalej. Błąd ze zbyt wczesnym zejściem z grzbietu zostawił ślad w psychice. Kiedy faktycznie miałem z niego zejść, nie zrobiłem tego. Zorientowałem się w tym pięknym miejscu.
A powinienem być na tamtym niższym grzbieciku. Niewielka różnica, ale znowu dodatkowy wysiłek.
Kiedy wróciłem na właściwą drogę i przeszedłem kawałek ścieżką teoretycznie byłem już prawie na miejscu. Teoretycznie. Bo praktycznie nic mi nie pasowało. Nie poznawałem okolicy. Rozglądałem się za gospodarstwem i nigdzie go nie było. Troszeczkę spanikowałem i nie wierzyłem już we własne zmysły. Postanowiłem zajrzeć za jedyny garbek, który mi coś zasłaniał.
Uff... gospodarstwo pode mną. Znowu ciut źle poszedłem, ale to był już naprawdę malutki błąd.
Na zdjęciu widać żonę Bacy jak zabiera z zagrody owieczkę. Owieczka darła się jakby szła na rzeź. Myślę sobie głupie zwierzę, pewnie będzie dojenie, albo strzyżenie. Po co się tak wydzierać. Jak doszedłem owieczka leżała w kałuży krwi i dogorywała w drgawkach.
Powitałem wszystkich radośnie. Poprosiłem o wodę. Baca nalał mi całą butelkę 1,5 l. Pociągnąłem kilka wielkich łyków. Potem kilka mniejszych. Siedziałem sam w salonie, trwało to najwyżej parę minut. Ze zdziwieniem zauważyłem, że opróżniłem całą butelkę. W tym czasie okazało się, że owieczka zamieniła się już w mięso. Podwieszono je po dachem. Tobi bacznie obserwował. Baca z żoną pytali mnie o Cikę. Pokazywałem, że "Cika OK", ale bardzo męcząca. Pokazałem parę zdjęć na aparacie. Zaproponowali, żebym coś zjadł. Położyli chleb na ławę. Przypomniałem sobie, że mam jeszcze kanapkę, więc za chleb podziękowałem, zjadłem swoje.
Potem zapytałem o ser. Kobieta wyciągnęła z beczki kawałek i chciała pokroić, ale ją powstrzymałem. Wziąłem cały kawałek i wsadziłem do woreczka po kanapkach. Zrozumieli, że biorę na wynos. Wtedy pokazałem, że chcę więcej sera. Lekko zaskoczona wyciągnęła drugi kawałek. Również zabrałem i pokazałem, ze chcę kolejny. Tym razem zdziwiona popatrzyła na Bacę, ale ten kiwną głową, żeby mi dać, więc zrobiła to, a ja znów go zabrałem. Oceniając ciężar (ze 2 kg) uznałem, że wystarczy. Zapakowałem to wszystko w jeszcze jeden worek i w reklamówkę i włożyłem na dno plecaka. Gospodarze byli wyraźnie zbici z tropu, ale uznałem, że zaraz wszystko się wyjaśni jak wyciągnę kasę. Akurat nosiłem ze sobą zapasy euro. Dogrzebałem się do nich, z jednej ręki przełożyłem do drugiej banknoty 5, 10, 20 i na otwartej dłoni podsunąłem Bacy, żeby sobie wziął ile chce. Kiedyś w Czarnogórze kupowaliśmy ser od górali w bacówce w Durmitorze i wtedy liczyli sobie 5 euro za kawałek. Mój Baca jednak nie chciał pieniędzy. Razem z żoną coś mówili, zrozumiałem, że nie chcą. Myślę sobie, a może mało im oferuję? Dołożyłem jeszcze banknot 50 euro. To był błąd. Oboje bardzo się zdenerwowali i zaczęli na mnie krzyczeć. No to ja się też zdenerwowałem i mówię, że nie ma opcji takiego prezentu. Dużo sera, dobry ser. Płacę! Wziąłem 20 euro wcisnąłem Bacy w rękę i myślę sobie - koniec negocjacji. Baca stoi, trzyma to 20 euro, nie wygląda na zadowolonego. Żona zaczyna coś się czepiać, kłócą się przez chwilę. W końcu Baca powoli sięga do mojej drugiej ręki ze zwitkiem banknotów i dobiera sobie jeszcze 10 euro. Myślę sobie: "a jednak się cenią". W tym momencie on szybko oddaje mi 20 euro i odsuwa się na parę kroków i dopiero to jest koniec targów. Uśmiecham się, że OK. Oni też nagle robią się bardzo zadowoleni. Wraca dobra atmosfera.
Bacowa przygotowuje 2 michy czegoś białego do jedzenia. Jedna ląduje przede mną. Nie jestem głodny. Baca zaczyna jeść swoje i ze zniecierpliwieniem pokazuje mi, że też mam jeść. Dokładnie tym samym tonem jak rano, kiedy mówił mi, że mam iść za nim a nie zostawać w tyle. Myślę sobie, jak nic będę miał po tym srakę. Ale odważny jestem, próbuję. Co to było - nie wiem. Było chłodne, wręcz zimne jak na tamte warunki. Słodkawe, przypominało rozwodnione mleko, z czymś. Dodatek był podobny do ryżu, bądź jakiejś kaszy. Już pierwsza łyżka mi zasmakowała. Pochłonąłem całość dziwiąc się jak bardzo ten posiłek pasuje do warunków, klimatu i potrzeb ludzkiego organizmu w danej chwili.
Przyszła pora się rozstać. Przemili ludzie. Miałem wrażenie, że moja wizyta u nich dała im naprawdę sporo radości, że mogli gościć przybysza z dalekiego kraju u siebie. A dla mnie spotkanie Bacy było najlepszą rzeczą jaka mogła mi się tego dnia przytrafić. Gdyby nie on, prawdopodobnie nie zdobyłbym Ciki. Nie miałem na tyle wody. Rozsądek kazałby mi zrobić odwrót. A jeżeli bym go nie zrobił (co znając mnie było możliwe), to znalazłbym się w naprawdę kiepskim położeniu. Uratowali mi dupę jednym słowem. Na koniec dostałem jeszcze 1,5 l wody na powrót. Znowu zabrakło, tak mnie tego dnia suszyło.
Baca jeszcze odprowadził mnie kawałek, pokazując właściwą drogę. Dzięki temu nie zgubiłem się na powrocie ![]()
Schodzimy z gór. Jeszcze dużo drogi przed nami. Mimo późnej pory wciąż bardzo gorąco.
Strefa wejścia w zwartą roślinność. O ile górą można chodzić gdzie bądź, to tu musi być ścieżka. Tej ściany roślinności nie przejdzie się bez ścieżki. Dlatego ważne było, że Baca pokazał mi drogę powrotną. Niby szedłem tędy rano, ale prawdopodobnie sam z siebie bym nie trafił.
Pożegnanie z górami.
Tobi dostał wycisk życia. Na trasę wyruszył z kontuzją. Dzień wcześniej w czasie pływania i wodnych harców nadwyrężył sobie ogon. Można zauważyć, że cały czas zwisa mu jakby bezwiednie. Nie potrafił nim machać, ani go unieść. Widać było, że go boli. Jednak to był ostatni dzień, kiedy można było zaatakować Cikę z dołu, a Tobi na pewno bardzo tego pragnął ![]()
Na koniec jeszcze incydent z dwoma dużymi psami pilnującymi kamieniołomów. Bestie ciut mniejsze od naszych naszych owczarków podhalańskich. Na pyskach blizny. Ten ze zdjęcia ma metalową obrożę z wielkimi kolcami. Jeden stał nam na drodze, drugi obchodził od tyłu. Widać było, że współpracują i że wiedzą co robią. Musiałem użyć autorytetu. Zdjęcie zrobione jak już czułem, że je przełamałem i mam przewagę psychiczną.
Tobi jeszcze nigdy tak chętnie nie wchodził do auta na koniec wycieczki! ![]()
Wycieczka z tych na maxa. Dała mi pełną satysfakcję i spełnienie. Warto było ![]()
Ja kontra Cika - 2:1 ![]()
p.s.
A po "zupce mlecznej" nic mi nie było.
500 2022-07-14 20:39:02
Odp: Albania - smród, brud i ubóstwo? (8 odpowiedzi, napisanych Pasma pozakarpackie (Alpy, Kaukaz, Apeniny ect.))
BONUS
CZĘŚĆ VII - Cika z dołu (próba zodbycia)
Jeżeli ktoś uważa, że na wyjeździe się leniłem i nie było wyzwań, to jest w błędzie ![]()
Na górę powinno się wychodzić z dołu i taki też miałem plan na koniec, żeby ostatecznie się z Ciką rozprawić i pokazać jej kto tu rządzi. Jeszcze w domu sprawdziłem sobie na mapy.cz, że z miejscowości Ilias jest ścieżka na górę do szlaku grzbietowego. Gdyby się udało można było w ten sposób zaatakować górę od tylca. Chytry plan ![]()
Teoretycznie mógłbym nawet wyjść na nogach z kwatery, bo Ilias leży nad kanionem Gjipe, ale uznałem, ze to byłaby przesada i podjechałem autem. Rozpocząłem o 5:00 rano mając w plecaku 6 litrów picia, bo upały wciąż narastały, a to był przedostatni dzień urlopu. Termometr w aucie pokazywał 28 stopni. Zaparkowałem przy kamieniołomach i udałem się drogą w głąb gór. Co ciekawe na drzewie zobaczyłem oznaczenie szlaku. Było to przedłużenie szlaku idącego wzdłuż kanionu. A więc jest nawet oficjalny szlak na górę. Nie myślałem, że będzie tak łatwo.
Droga prowadziła do klasztoru, szlak miał odbijać ścieżką zaraz na jego wysokości. Do klasztoru doszedłem, zobaczyłem nawet ścieżkę odbijającą w krzaki, ale była tak zarośnięta, że uznałem, że to nie może być to. Poprzyglądałem się dokładnie, nie było żadnych oznaczeń. Postanowiłem podejść trochę dalej licząc, że tam jeszcze coś będzie. Nie było nic. Postanowiłem się wrócić i wejść w tą marną ścieżkę. Kiedy do niej dochodziłem pojawił się człowiek idący z dołu i skręciliśmy w ścieżkę równocześnie. Nawiązałem kontakt, zapytałem czy dojdę tędy na Cikę. Koleś nie znał angielskiego, ale na migi dogadaliśmy się, że tak. Ruszył przodem szybkim tempem, a ja za nim. Ścieżka stromo pięła się w górę, nawet znalazło się oznaczenie szlaku, więc była dobra. Starałem się trzymać tempo kolesia, ale nie dawałem rady, zostawałem w tyle. Wtedy on się zatrzymywał i machał ręką, żebym szedł pokazując w górę i mówiąc "Cika, Cika". Ożesz kurde, no przecież idę. Robię co mogę. Dyszę jak lokomotywa, leje się ze mnie jak z wodospadu, wypluwam płuca, serce rozrywa mi klatę... szybciej nie mogę. Koleś idzie w górę stałym tempem bez względu na nachylenie. Na odcinkach bardziej płaskich trochę go doganiam, na stromiźnie zostaję w tyle. Na szczęście zrobił po drodze 2 postoje na papieroska. Patrze na niego - oddech spokojny, koszula sucha, lekko wilgotne czoło - ROBOCOP kuźwa? Na postojach coś do mnie mówi, ale nie idzie się dogadać. Zrozumiałem jedynie, że ma w górach zwierzęta, a więc - Baca.
Wychodzimy na boczny grzbiet. Spotykamy słońce. Temperatura momentalnie rośnie o 10 stopni. Dla mnie to koniec. Postanawiam odpuścić, nie utrzymam jego tempa. Zresztą nie ma po co, jest ścieżka, dam sobie radę.
Robię zdjęcia, łapię oddech. Jest pięknie. Widok z góry na kanion.
Okazało się, że mój Baca zaczął zbierać jakieś zioło. Wyciągnął wór, sierp i tnie ile wlezie. Dzięki temu nasze tempa wyrównały się. Ja łapałem oddech i robiłem zdjęcia, on sobie wypełniał wór z ziołem. Wciąż szliśmy razem, choć w pewnym momencie miałem ochotę odbić na trawiasty grzbiet, który wydawał się dobry, ale jednak zdecydowałem się trzymać Bacy.
Nabieraliśmy wysokości.
Pajączek...
Kiedy Baca był w przodzie, machał ręką i wielka pajęczyna rozpięta na ścieżce zwijała się z pająkiem na bok odsłaniając całe przejście. Kiedy ja byłem w przodzie, zrywałem pajęczynę gałązką, wtedy ona oblepiała całe moje ciało, a pająk lądował mi na twarzy.
Wydaje mi się, że w pewnych momentach Baca podziwiał widoki. A może tylko szukał owcy, która kiedyś mu tam wpadła...
Sekret jego siły był pewnie w butach. Nie wiem jaką miały podeszwę i jaką membranę. Jeżeli ktoś myśli, ze daję to zdjęcie dla beki, albo że nabijam się, to jest w dużym błędzie. Mam ogromny szacunek dla niego i podziwiam go. Nie dorastam mu do pięt. Zaprawdę powiadam wam: nie sprzęt się liczy w górach, tylko człowiek.
Ciągle w górę, już bez ścieżek - to jednak w sumie prawie 2000 m podejścia, więc nie ma się co dziwić.
Baca zaprowadził mnie do swojej bacówki. Najpierw gwizdem przywitał się z psami, które początkowo myślały, ze Tobi będzie na śniadanie, ale obyło się bez tego. Potem krzyknął w stronę zbocza góry i odpowiedział mu męski krzyk z daleka.
Na koniec krzyknął w kierunku bacówki w dolinie i odpowiedział głos kobiecy. A więc jednak te domki są używane jeszcze w czasach współczesnych.
Zostałem zaproszony do salonu i przyjęty z honorami. Kawy odmówiłem, bo nie piję. Pogadałem mimo braku wspólnego języka zrozumiałem, że Baca jest już dziadkiem, a na smartfonie pokazano mi całą jego rodzinę.
Poczęstowałem się serem. Bardzo dobry, owczo-kozi, pomyślałem, że kupię więcej na powrocie. Zaoferowano mi wodę, zgodziłem się przez grzeczność, moje zapasy zostały uzupełnione o ok. 1l. który wypiłem po drodze i znowu miałem 6l - pomyślałem, że mam za dużo, ale lepiej więcej niż mniej.
Powiedziałem, że ruszam dalej i wrócę na powrocie. Nie wiem czy mnie zrozumiano, ale wskazano kierunek i powiedziano "Cika, Cika". Wszystko było jasne.
Spojrzałem na zegarek, po raz pierwszy od początku. Dwie myśli. Jest 9:00, czyli jeszcze bardzo wcześnie, a ja już na górze - super. Druga myśl - skoro jest 9:00 to czemu upał jak w południe? Niedobrze. Ale idę powoli, mam wodę, mam zdrowie. Damy radę. Jest pięknie!
Duże przestrzenie. Boczne doliny, płaskowyże. Staram się rozglądać, żeby nie zgubić się na powrocie. Nie ma jednej ścieżki, jest wiele drobnych ścieżek zwierzęcych, zrobionych przez owce i kozy.
Mijam nieużywaną bacówkę z zagrodami i "jeziorkiem".
W trawie miliony wielkich 5-cm świerszczy. Każdy krok to kilkanaście skoków z pod stóp.
Góry rosną. Droga nie jest oczywista, ale jest prosto - byle w górę i będzie dobrze.
Ciekawe krajobrazy.
W końcu widzę ją - Cikę. Jest jeszcze dość daleko. Jestem na grzbiecie trochę wieje, ale nie ma kawałka cienia. Robię przerwę na kanapkę. Piję bardzo dużo, Tobi również, ale wody mamy aż nadto.
Idziemy w stronę celu. Jest przepięknie!
Czasem znika z oczu, ale wiem, że każdy krok mnie do niej przybliża.
Jest już blisko. Pojawia się las - można odpocząć w cieniu. Wciąż chce mi się pić. Tu pierwszy raz pojawia się myśl, że wody może jednak zabraknąć.
Minęło południe, skwar leje się z nieba. Pojawiają się trudności techniczne. Jak do cholery mam się poruszać w takim terenie? Stromo, wszystko się sypie.
Od Ciki oddzielają mnie przepaście. Próbuję je obejść - stromizna i kosówki nie ułatwiają.
A przepaście są gigantyczne. Tu każdy kamień się rusza. Zrzucam wiele lawin. Do tego jestem jak na patelni. No co za niefart.
Cika na wyciągnięcie ręki. Jakby się tak rozpędzić to może by i szło przeskoczyć tą przepaść - przegrzany mózg podpowiada dziwne pomysły.
Trzeba obejść górą, w końcu znajduję jedyne miejsce, gdzie można zejść. Na zdjęciu wygląda spoko. Na żywo również wyglądało. Problem w tym, że każdy kamień się rusza. Wszystko jedzie. Tobi zrzuca na mnie kamienie, a ja na niego.
OK, jesteśmy przed atakiem szczytowym. Ostatni odcinek wygląda nieciekawie, ale teraz już się nie poddam.
Jeszcze jeden rzut oka w przepaść - brr.
Widok wstecz, na przeszkodę, którą pokonałem.
To samo z oddalenia. Widać, że nie można tego obejść bokiem. Jedyna droga, przez szczyt.
A przede mną ostatnie podejście. W takim terenie łatwiej iść w górę niż schodzić. Napieramy skrajnie zmęczeni.
Ostatnie metry. Już wiem, że się uda!
Szczytujemy!
Widok na drugą stronę, tą mamy zaliczoną na pierwszej wycieczce.
Krzyczałem. Taki krzyk złości, radości, zwycięstwa - spontanicznie wyszło. Tobi szczekał.
Jest 14:00, czyli droga w górę zajęła 9 godzin. Wody mamy dramatycznie mało, już od jakiegoś czasu oszczędzam. Teraz będzie z górki. Byle tylko pokonać pierwszy odcinek, czyli przejść za te przepaście. Temperatura zabija.
Próba zdobycia Ciki z dołu zakończona powodzeniem ![]()
Czy damy radę zejść? Czy wezwiemy TOPR - dowiecie się w następnym odcinku ![]()