Przechodziłem w pobliżu... mało brakło, a byśmy się spotkali
Nikt nie bronił zajrzeć... Jolanta pisała przecież o spotkaniu.
Nie jesteś zalogowany. Proszę się zalogować lub zarejestrować.
Forum Beskidu Małego » Posty przez piotr
Przechodziłem w pobliżu... mało brakło, a byśmy się spotkali
Nikt nie bronił zajrzeć... Jolanta pisała przecież o spotkaniu.
No cóż MK ja jeszcze w sobotę nie byłem pewny, czy zawitam na Gibasy, sprawa rozwiązała się w ostatnim momencie, można powiedzieć "rzutem na taśmę", natomiast wspominałem sobie nasze prace przy oznakowywaniu szlaków podczas porannego biegania, o czym nieco napisałem tutaj: http://www.beskidmaly.pl/pun/post32368.html#p32368
Ponieważ spędzałem weekend w Wadowicach, więc machnąłem sobie wczoraj fajny trening biegowy z dużą ilością podbiegów i zbiegów tzn. postanowiłem popracować nad siłą biegową i nieco zahaczyć o Beskid Mały i zrobiłem następującą trasę: Wadowice - Gorzeń Dolny - Gorzeń Górny - następnie wkroczyłem w nasze góry (no może górki
) by wbiec po żółtym szlaku na Iłowiec (jest stromo, kamieniście i lekko błotniście, 477 m), a następnie Łysą Górę (554 m), po czym krótkim, ale bardzo stromym odcinkiem szlaku zbiegłem na Przełęcz pod Łysą Górą (ok. 510 m). Tutaj odpocząłem chwilę na ławeczce przy krzyżu i tablicy poświęconej Janowi Pawłowi II, a dalej po niebieskim szlaku (Szlak im. Czesława Panczakiewicza) pobiegłem do Wadowic i tam zakończyłem długie wybieganie po 1:53 h. Biegło się początkowo kiepsko, ale z każdym kilometrem się rozkręcałem, miałem też wrażenie, że początkowo sztywne i źle ułożone od biegania po asfalcie i betonie stopy w górskim terenie się rozruszały i zacząłem je stawiać prawidłowo tj. na przednią część stopy. Nie będę hojrakował, że całą trasę przebiegłem bez wytchnienia - były postoje (krótkie) dla uregulowania oddechu na stromym podbiegu pod Iłowiec, następnie na szczycie Iłowca i Łysej Górze. Mimo wszystko biegło mi się tam bardzo przyjemnie - zieleń, śpiewające ptaki i leśny chłód dodawały mi siły i ochoty do biegu, a otwierające się gdzieniegdzie widoki na okolice Leskowca rozweselały serce. Przy okazji zrobiłem w biegu przegląd wszystkich oznaczeń, które wieszaliśmy niegdyś z MK i Harnasiem i donoszę, że wszystkie są w porządku: rogacz w Gorzeniu Górnym na rozstaju żółtego i czarnego szlaku oraz na Przełęczy pod Łysą górą wiszą prawidłowo, nikt też nie zerwał tabliczek szczytowych na Iłowcu i na Łysej Górze (po prawdzie musiałby być wielkoludem lub nieźle się wspinać po drzewach
).
A co działo się dalej to już ładnie opisała Nena:
http://www.beskidmaly.pl/pun/post32366.html#p32366
00:57:32
Neno, czy ty cierpisz na bezsenność? ![]()
Dzięki za miłe spotkanie i kiełbaski.
Wklejam link do artykułu o Pawle Góralczyku, człowieku, który łączy jakoś nasze forum z forum AZS AWF Masters - jest biegaczem, biega również po Beskidzie Małym, pochodzi z Choczni, mieszka w Andrychowie i pracuje w Krakowie, gdzie szkoli się biegowo pod kierunkiem naszego "ścieżkowego" trenera Wacława Mirka. A przy okazji jest to też historia człowieka, który upadł pod ciosami losu i podniósł się:
Tutaj można sobie powiększyć artykuł do czytania: http://masters.krakow.pl/forum/download … ;mode=view
P.S. Nie będę się pastwił nad dziennikarzami, którzy narobili co niemiara błędów w artykule
Czy ktoś wie, co może się kryć pod nazwą "Choczeńska górnica"? Powiem szczerze, że nie mam pojęcia ![]()
W poniedziałek lub wtorek może dał bym jeszcze radę, ale przyszła środa całkowicie u mnie odpada. Powodzenia! Dodam jeszcze tylko tyle, że Krywań to góra można powiedzieć kultowa jak Babia, Rysy lub Giewont, na którą po prostu trzeba wejść.
Dawno nie byłem w Tatrach (nie licząc Niżnych), zaś w Bielskich byłem wcześniej tylko raz w 2008 i z pewnych powodów natury nazwijmy to nietechnicznej nie udało mi się wtedy dojść na Szeroką przełęcz bielską. Ale co się odwlecze to nie uciecze, więc zawitałem tam znowu i przeszedłem całkiem zacną jeśli chodzi o długość i przewyższenie trasę Ždiar - Široké sedlo (Szeroka przełęcz bielska) - Vyšné kopské sedlo (Szalony przechód) - Kopské sedlo (Przełęcz pod Kopą) - Biele pleso (Biały staw) - Chata Plesnivec - Tatranská Kotlina. Trasa na ok. 6:30 h, bez trudności technicznych i orientacyjnych, za wyjątkiem pojedynczych miejsc (Kopské sedlo, Biele pleso, Chata Plesnivec) właściwie zupełnie pusta, więc nie grozi na niej zadeptanie przez tzw. letnią stonkę, gatunek dość powszechnie występujący latem w polskiej części Tatr
. Przy okazji uciąłem sobie pogawędkę ze słowackimi turystami z Popradu w Chacie Plesnivec i muszę powiedzieć, że zaskoczyło mnie to, że ludzie mieszkający blisko Tatr i lubiący chodzić po górach kompletnie nie znają ich polskiej części, nigdy nie słyszeli nawet o Orlej Perci (sic!), po prostu czarna dziura
. Czy południowi sąsiedzi znają tylko swoje góry? Ma ktoś jakieś w tym względzie doświadczenia? Ale wracając do rzeczy - poniżej można obejrzeć garść zdjęć z rzeczonej wycieczki: https://picasaweb.google.com/1055423125 … yBielskie#
Pozdrawiam Piotr
P.S. Rzeczona wycieczka rozbudziła we mnie znowu "pragnienie Tatr", które to góry jakoś ostatnio zaniedbałem na rzecz innych pasm, więc niebawem pewnie pojawię się w nich znowu, tym razem w Wysokich.
Jakoś nie zauważyłem tego efektu, ale ja mam amatorski szpszent więc chyba nawet dobrze im to robi. Ogólnie Picasa zaczyna być coraz bardziej programem jak ja to nazywam "myślącym za użytkownika". Na moje zdanie właściciel serwisu powinien się zapytać, czy my sobie życzymy pewnych "usprawnień", a nie hurtowo wszystkich "uszczęśliwiać".
Niezły pomysł. Niczego nie wykluczam... ![]()
Szkolenie masz gwarantowane
Oczekuj na pocztę! Pocztę mailową
Była, była. Niestety już zapomniałem. Skleroza jak nic. Ale wiadomość zapisana ![]()
W kwestii technicznej: czy ktoś z biwakujących jest w posiadaniu siekierki do drewna?
Ubezpieczenie to coś co warto mieć w górach, a jednocześnie coś z czego nikt raczej nie chciał by skorzystać (nie licząc oszustów
). Jakoś zawsze śmieszy mnie ten paradoks. Poza austriackim Alpenverein jest też niemieckie (Deutscher Alpenverein/DAV), które również oferuje swoim członkom ochronę ubezpieczeniową (roczny koszt członkostwa - Mitgliedsbeitrag - z tego co wyczytałem między 45 a 90 EU). Więcej tutaj (opis w jęz. niemieckim):
http://www.alpenverein.de/aktuelles-inf … 10256.html
Zapraszam.
To w takim razie obu Panom należą się gratulacje !
Gratulacje należą się organizatorom Krwiobiegu za pomysł imprezy. Ja nie biegłem dla wyniku (tych zresztą nie odnotowano), nie ma mnie nawet na liście startowej, zapewne dlatego, że wpisałem się tuż przed biegiem
Szkoda, że pogoda była taka sobie (impreza zaczynała się w deszczu, ale pogoda stopniowo się poprawiała) i zapewne stąd frekwencja była umiarkowana.
Gratulacje Lowell!
W tym czasie, kiedy Ty biegłeś na Żar ja biegałem charytatywnie w pierwszym Krwiobiegu w Krakowie:![]()
http://www.krwiobiegkrakow.pl/
4 kilometry po parku, częściowo po alejkach, a częściowo po gruntowych ścieżkach (było ślisko!). Sympatyczna impreza, gdzie nie liczy się bieg, czas i dystans, a liczy się szczytny cel (część osób przyszła tylko oddać krew).
P.S. A w niedzielę byłem... ale o tym napiszę już w innym wątku ![]()
A tu próbka górskiego Harlequina:
http://zbigniewpiotrowicz.eu/blog/index … harlequin/
U Simpsona nie jest może tak źle, ale też nie za dobrze ![]()
To ja tez stoję w kolejce
do wypożyczenia
O.K. Jolu. Szkoda, że dopiero teraz to przeczytałem, ale może jeszcze będzie okazja w tym roku? ![]()
Wracam do książek i niestety chciałbym napisać kilka zdań o książce mojego ulubionego autora - Joe Simpsona. Tym razem jest to jego pierwsza powieść pt. Dźwięk grawitacji (tyt. oryg. The Sound of Gravity), wyd. Stapis, Katowice 2012:![]()
o której wydawca pisze, że jest to "całkowicie fikcyjna historia o... MIŁOŚCI". Książkę kupiłem z wypiekami na twarzy, że mogę przeczytać coś nowego, co wyszło spod pióra mojego ulubionego autora, ale niestety, czym bardziej zagłębiałem się w tę powieść, tym niestety mocniej rosło we mnie... znudzenie, a miejscami niestety nawet irytacja i zniesmaczenie. Powieść jest kilkuwątkowa, ale toczy się w jednym miejscu, którego nazwa nie jest bliżej określona, a jedynie z pewnych ogólnych uwag o ludziach tam żyjących i ich obyczajach można wywnioskować, że chodzi o jakiś rejon Alp. Moje znudzenie wynika ze sposobu narracji, gdyż fabuła tej powieści jest pełna rozwlekłych dłużyzn i opisów stanu uczuciowego głównego bohatera, który cierpi po stracie ukochanej partnerki wypraw górskich. Natomiast irytacja, a nawet zniesmaczenie pojawiło się już w pierwszym rozdziale, gdyż niestety na pewno redakcja, a może też tłumaczenie (znalazłem ze dwa nielogiczne zdania) mocno tutaj szwankują. Nie będę się rozpisywał szczegółowo jakie błędy redakcyjne znalazłem (w razie potrzeby służę egzemplarzem powieści ze zaznaczonymi błędami), ale mogę tylko tyle napisać, że jest ich całkiem sporo, a niektóre z nich są tak ewidentne, że w zasadzie aż dziwię się, że nie zostały wyłapane przez obecny w każdym edytorze tekstu, tudzież programie do składu komputerowego moduł sprawdzania pisowni (np. brak spacji między wyrazami). Zniesmaczenie zaś wynika z opisu... zwłok. Tak właśnie - zwłok. Otóż w powieści mamy aż dwa ludzkie ciała - ukochanej głównego bohatera, która zostaje znaleziona na lodowcu u podnóża góry oraz innego starszego wspinacza, który również ginie w wypadku na tej samej górze, a po jego zwłoki jest organizowana wyprawa poszukiwawcza. Zwłoki te są szczegółowo i bardzo naturalistycznie opisywane, co moim zdaniem brzydko wplata się w ogólny liryczno-sentymentalny nastrój powieści i aż prosi się o pytanie do autora czy nie mógł nam oszczędzić tylu anatomicznych szczegółów (zbierane kosteczki, gnijące i cuchnące resztki) i czy mają one jakiś sens w jej ogólnym przesłaniu?
A teraz krótko, acz cierpko, dla tych, których zmęczyła ta przydługawa recenzja - książka jest niestety moim zdaniem dość sentymentalnym romansidłem o sposobie narracji i egzaltacji zbliżonej do sławetnej "Samotności w sieci" (kto czytał ten zapewne wie, co mam na myśli).
Smutna to konstatacja, że nie jestem odosobniony w tym spojrzeniu:
http://zbigniewpiotrowicz.eu/blog/index … #more-3049
I cytat z jednej strony (niestety miałem to samo odczucie, choć udało mi się ją "wymęczyć"):
I loved all of Joe Simpson's climbing books...but I couldn't finish this one. Sorry.
I to tyle w tym temacie.
P.S. Jest ktoś chętny do przeczytania powieści Joe Simpsona? ![]()
Jolu nie uciekaj w filozofię please ![]()
Jolu, czy te eksperymenty informatyczne mają coś wspólnego z twoimi ostatnimi studiami? ![]()
próbując cosik usprawnić
wywaliłam w niedzielę forum chyba na trzy godziny
No ja nie mogę. Jolu proponuję zostawić programowanie informatykom ![]()
Ja szedłem ok. 5 godzin. Mam to nawet zanotowane gdzieś tam w czeluściach sieci ![]()
Dla porządku rozpoczynam listę (proszę kopiować i dopisywać, koniecznie z liczbą osób):
1. Piotr
2. CzarownicaZpogodnej +1
Fajne zdjęcia ![]()
Macieks - na Sławkowskim nie ma łańcuchów i trudnych technicznie odcinków, ale góra jest trudna kondycyjnie, bo jest potężne przewyższenie z Starego Smokowca (Z tego co pamiętam jakieś 1400-1500 m).
Zameczek wygląda w dechę. Trzeba będzie go kiedyś odwiedzić ![]()
Pierwszy raz na Luboniu?
Forum Beskidu Małego » Posty przez piotr
[ Wygenerowano w 0.069 sekund, wykonano 5 zapytań ]