4 rano pobudka. Dopakowywanie plecaków – pieczywo, jogurty, gorąca kawa... Jeszcze tylko sprawdzamy, czy aby na pewno mamy wszystko i w drogę. Jest 4.45, powoli zaczyna się nowy dzień. Jedziemy w stronę Suchej Beskidzkiej. Skracamy drogę przez przełęcz Przysłop - pojawia się Babia Góra, potem Zawoja i Krowiarki. Po kilkunastu minutach jazdy pokazują się również Tatry.
Koniec jazdy, jesteśmy na parkingu. Nikt go nie pilnuje, nikt nie pobiera opłat (i tak przyjdzie nam zapłacić przy wyjeździe – 20 zł za cały dzień). Przebieramy buty, jesteśmy gotowi. Jest słonecznie, ale rześko – tylko 8 stopni. Nie ma nikogo, kto sprzedałby nam wejściówki do TPN. Wypożyczalnia rowerów jeszcze nieczynna.
Na Siwej Polanie stoi krzyż, postawiony w miejscu w którym w 1983 r. lądował helikopter z papieżem Janem Pawłem II (odsłonięto go w 20 rocznicę tego wydarzenia). Wizyta papieża w dolinie jest upamiętniona jeszcze na murze schroniska (tu spotkał się z Lechem Wałęsą), czy na szlaku w postaci medalionu na skale (Niżna Brama Chochołowska).
Przy krzyżu spotykamy starszego turystę. O niego dowiadujemy się, że w tym dniu przypada odpust – ostatnia niedzielę czerwca. Zaprasza nas do udziału w uroczystościach. Grzecznie dziękujemy i idziemy dalej.
Na szlaku jeszcze niewielu turystów. O dziwo więcej schodzi w dół – to zapewne ci, którzy nocowali w schronisku.
Dolina Chochołowska nie należy chyba do najpiękniejszych w Tatrach (szczególnie jej początkowy fragment). Za wyjątkiem wiosny, gdy porastają ją niezliczone ilości krokusów. To zapewne wina nużącej asfaltowej drogi. Ale i tak szukamy pozytywów. Pojawiają się pierwsze nagie skały – to Siwiańskie Turnie. W porannym słońcu pięknie się prezentują. Pod drewnianą wiatą czas ma małe co nieco. Mijamy odgałęzienia szlaków.
Polana Huciska - kończy się asfalt. Domek, krzyż przydrożny.
Wreszcie osiągamy Polanę Chochołowską z charakterystycznymi pasterskimi szałasami. Na polanie wspaniałe widoki m. in pojawiają się stado owiec - to kultowy wypas. W górnej części polany znajduje się kaplica, w której mają się odbyć wspomniane religijne uroczystości.

Schronisko – duże, ale przyjemne. Mimo wczesnej pory sporo osób. Kupujemy herbatę i jabłecznik ze śmietaną oraz sosem jagodowym. Telefon do domu – jesteśmy cali i zdrowi, niedźwiedzia jeszcze nie spotkaliśmy, ale wszystko przed nami … CDN.