właśnie dzwoniłam do Rafała i mam ostateczny termin naszego spotkania. Pozostaniemy przy lutym, a mianowicie 16 luty 2019 ( sobota ). Niektórzy tak chcieli … . Chatka na dzień dzisiejszy jest wolna.
Bardzo proszę w imieniu Rafała, o indywidualne telefoniczne umawianie się na ewentualny nocleg z 16 na 17 lutego (telefon, kto nie ma, można dostać pisząc na do mnie na priv). Rafał chce bowiem wiedzieć ile osób będzie nocować, żeby móc jakby co komuś spoza naszego forum, chętnemu na nocleg w ten weekend nie odmówić, wiadomo, oczywista sprawa. . Lepiej zrobić to wcześniej, niż zostawiać na ostatnią chwilę.
Poniżej podaję też poranne sobotnie autobusy ( Linia nr 7 ) z Andrychowa do Rzyk Praciaków ( przystanek na pętli ):
Z Andrychów ( Dworzec autobusowy ) : godz. 7.40, (na pętli jest o 8.11) 11.32 (na pętli jest o 12.03)
Z Andrychów ( Przystanek w centrum z ul. 1 Maja ) : godz. 7.44 , 11. 36
Dalsze ustalenia, dotyczące m.in. trasy itd. podamy sobie w późniejszym czasie. Śledźcie temat ! .
Na Potrójnej teraz miejscami gdzie zawiało nawet 1m do 1,5 m śniegu. Piękna zima
PS. Termin styczniowy, żeby nie mącić w temacie – usunęłam.
Spieszę poinformować, że nasz skromny forumowicz o nicku MF pokazał swoje fotograficzne dzieła, przedstawiające perełki Beskidu Małego, zwanego Pięknym w Szkolnym Schronisku Młodzieżowym im. „Bolka i Lolka” w Bielsku-Białej. Wystawę przygotował Dom Kultury w Kozach. Wcześniej można było ją zobaczyć w Teatrze Lalek w Żylinie na Słowacji. Pana Mirosława często można spotkać z aparatem fotograficznym na szlakach BM-u. Z zawodu jest nauczycielem. Teraz jest dyrektorem Szkolnego Schroniska Młodzieżowego im. „Bolka i Lolka” w Bielsku-Białej, wcześniej był m.in. dyrektorem Liceum Ogólnokształcącego nr 5.
No proszę, a nigdy się nam tu tak nie pochwalił …
fot: MF
Gratulujemy i życzymy dalszych sukcesów fotograficznych i nie tylko !
My MF znamy ze szczególnie pięknych "4-paków", które aż się proszą o to, żeby je rozpakować na pojedyncze egzemplarze .
Pod linkiem można zobaczyć piękne zdjęcia z BM-u autorstwa MF-a
Mam już propozycje trasy lutowego spotkania w Chatce na Potrójnej. Proponuje by spotkać się w Rzykach Praciakach końcowy przystanek autobusowy, a następnie iść cały czas żółtym szlakiem na Łamaną Skałę, Zbójeckie Okno do Chatki na Potrójnej. Ja mogę się dostosować do każdego lutowego weekendu. Teraz tylko czekam jaki termin by wam najlepiej odpowiadał oraz godzina spotkania.
Darku tak jeszcze do Chatki nie szliśmy, więc propozycja jak najbardziej do przyjęcia dla chętnych. Oczywiście, jeśli ktoś będzie z jakiś względów chciał dołączyć do nas idąc inną trasą to nie będzie to myślę nikomu przeszkadzać. Najważniejsze, żeby cel został osiągnięty i spotkanie się udało !
Proszę śledzić temat, postaram się podać w najbliższym czasie jakieś namiary na autobus z Andrychowa do Rzyk - Praciaków, jeśli ktoś chciałby skorzystać z tego środka komunikacji.
W wyższych partiach dosypało śniegu, niżej bardziej deszcz ze śniegiem, lub bardzo mokry śnieg, ale dodatnia temperatura powoduje, że śnieg będzie się szybko topić.
Ja również nigdy nie spotkałem mapy, na której byłaby oznaczona "Ostra", ale potwierdzam to co mówi nena. Tak właśnie nazywany jest przez miejscowych (mieszkańców Czańca i Roczyn) grzbiet odchodzący od Złotej Góry w kierunku północnym i lekko na zachód.
I dobrze nazwałeś pbsk - grzbiet, a nie szczyt, jak ja to zrobiłam, bo to właśnie jest bardziej grzbiet, dlatego naniosłam poprawkę w relacji .
Co powiecie na jakieś weekendowe (sobotnie, albo niedzielne, albo sobotnio/niedzielne) miłe forumowe spotkanie przy kominku w lutym w Chatce na Potrójnej ? Możemy oczywiście połączyć z fajną wspólną wycieczką do Ani i Rafała . Mam wrażenie, że popadliśmy w jakiś marazm … !
Lutowe soboty: 2, 9 , 16 i 23, a niedziele 3, 10, 17 i 24.
Styczeń pominęłam z tego względu, że zazwyczaj w tym okresie chatka jest prawie w każdy weekend zajęta, a myślę, że fajnie by było jakbyśmy mieli trochę więcej własnej przestrzeni .
Wykorzystując niedzielne okienko pogodowe wyskoczyliśmy na Ostrą. Popołudniowy spacer zaczęliśmy w Roczynach, na os. Pod Górą.
Śnieguliczka biała (Symphoricarpos albus) , roślina miododajna, żywopłotowa, dla człowieka trująca, a dla ptaków, szczególnie drozdów jej owoce są pożywieniem. Jest to przybysz z Ameryki Pn. Jej białe, gąbczaste jagody zdobią krzew nawet zimą.
W pięknej zimowej scenerii, w ostatnich promieniach słońca, wspinaliśmy się pod górę osiągając po ok. półgodzinnym marszu grzbiet Ostrej.
Ostra to nazwa lokalna zalesionego grzbietu, odnogi Złotej Góry. Na mapie nazwa nie widnieje. Miło było podziwiać znane nam z wiosennej wycieczki miejsca, tym razem w białej zimowej szacie .
Rasa ta staje się u nas coraz bardziej popularna. Jest odporna na nasz klimat i choroby. Może przebywać cały rok na zewnątrz. Nie potrzebuje budynków, wystarczą wiaty do ochrony przed słońcem.
Ich naturalnym środowiskiem życia są bowiem tereny niedostępne, głównie zarośla i gąszcze w górach północnej i zachodniej Szkocji.
Zwierzęta tej rasy są bardzo łagodne, towarzyskie, szybko się oswajają i ponoć są bardzo inteligentne. Są również bardzo opiekuńcze wobec swojego potomstwa. Rasa jest znana od V wieku, a w latach 70-tych XX wieku zasłynęła znakomitym i nieporównywalnym w smaku mięsem, które jest chude, soczyste, o niskiej zawartości cholesterolu i bez tłuszczu okrywowego.
Powiem szczerze, że fajnie wpasowałaby się w Beskid Mały. Kto wie, może będzie u nas więcej takich hodowli. Podobnie jak kozy, czy owce, bydło to może robić za "żywe kosiarki".
W zeszłym roku miałam grupę, której warsztaty w Chlebowej Chacie podobały się bardzo. Pomyślałam więc, zabiorę w takim razie w tym roku kolejną w to samo miejsce. Te warsztaty nie są nudne, cały czas coś się dzieje i wszyscy w nich biorą czynny udział i to jest w nich najlepsze. Sam temat, jak się okazuje wcale dla młodych ludzi nie jest jakiś niemodny, czy obciachowy. Też przez moment miałam podobne obawy, jak Wy, ale jak zobaczyłam jak z zaciekawieniem słuchają, chętnie się zabierają do robienia masła, sera, zagniatają ciasto na podpłomyki to aż miło było na nich patrzyć. Panie gospodynie opowiadają ciekawie, z humorem, zadają mnóstwo pytań, panuje miła domowa atmosfera.
pbsk napisał/a:
PS. Na te bochny do teraz ślinka mi cieknie.
Tak, świeżym chlebem pachnie cała chata i oczywiście można go spróbować z domowej roboty masłem, smalcem z ziołami (specjał Pań domu), miodem, twarożkiem, popijając zbożową kawą, ale nie zwykłą znaną nam wszystkim „Inką”, tylko specjalnie przygotowywaną przez gospodynie z mielonego ziarna z dodatkiem przypraw.
Kolejnym ciekawym miejscem, które odwiedziłam z uczniami jest Dolina Brennicy w Beskidzie Śląskim, a dokładnie miejscowości Górki Małe i Górki Wielkie.
W połowie listopada po raz kolejny gościłam z moją nową grupą uczniów, w gospodarstwie edukacyjnym „Chlebowa Chata” w Górkach Małych. Na prowadzonych przez gospodarzy warsztatach w drewnianej chacie i stodole, młodzież poznawała, jak wyglądało dawno temu życie ich dziadków na wsi. Oglądaliśmy stare maszyny rolnicze i dawne sprzęty domowe. Młodzież mogła popróbować młócki cepami, poczuć na barkach ciężką pracę kieratu, czy usiąść za kierownicą starego Ursusa, wozu drabiniastego i kolasy, a także sań służących do wożenia obornika . Dla młodych były to „wynalazki” nie z tej Ziemi . Dlatego uważam, że należy dzieci i młodzież zabierać w takie miejsca, które są "żywymi" wizytówkami naszej polskiej historii, kultury i tradycji. Skąd bowiem mamy/ mają czerpać wiedzę, jeśli nie z takich właśnie miejsc.
Największą frajdę sprawiło młodzieży, nie ukrywam, że również mi (bo zawsze z wielkim sentymentem do tego wracam), samodzielne sporządzanie artykułów spożywczych metodami tradycyjnymi. Przy użyciu sprzętu AGD, pamiętającego wyposażenie kuchni naszych babć, oddzielaliśmy śmietanę od mleka, ubijaliśmy masło w maselnicy, a potem próbowaliśmy jak smakuje prawdziwa maślanka i dowiedzieliśmy się co to jest serwatka. Wrażenia, przede wszystkim smakowe – niezapomniane !
Robiliśmy prawdziwy, pyszny wiejski twaróg.
Mieliliśmy ziarno w żarnach. Młodzież przekonała się ile to sił trzeba włożyć, aby zmielić mąkę na bochen chleba. Ze zmielonej mąki sporządzaliśmy potem ciasto i własnoręcznie formowaliśmy i piekliśmy pyszne podpłomyki.
Poznaliśmy cały proces pieczenia chleba w piecu chlebowym.
Wysłuchaliśmy dodatkowo bardzo ciekawego wykładu na temat życia pszczół w pasiece oraz ich ogromnego znaczenia w przyrodzie.
A na koniec całego pokazu odbyła się degustacja własnoręcznie zrobionych podpłomyków z domowym masłem, serem, miodem i kawą zbożową. Jakże miło było poczuć zapach prawdziwego chleba, smak zbożowej kawy, swojskiego masła czy sera.
Cieszyło mnie bardzo, że udział w warsztatach sprawiał uczniom autentyczną radość i fascynację. Bawili się świetnie, a o to mi przede wszystkim chodziło.
Ów ogrodnik zajmował się obejściem (ogrodami) w rodzinnym dworze.
W Górkach Wielkich mieści się muzeum biograficzne pisarki. Mieliśmy okazję zwiedzić zarówno muzeum jak i ruiny Dworu Kossaków z resztkami parku. Niestety domu-muzeum w środku nie można fotografować, ze względu na kradzieże dzieł i pamiątek. Ech , ten świat … .
Dwór górecki spłonął w 1945 r. Dziś w odrestaurowanej niewielkiej części budynku ma swoją siedzibę Centrum Kultury i Sztuki „Dwór Kossaków” oraz Fundacja im. Zofii Kossak. Można tę część budynku z pamiątkami po rodzinie Kossaków zwiedzić nieodpłatnie. Ładnie przygotowana, częściowo multimedialna wystawa. Warto zobaczyć . Ruiny dworu zostały zabezpieczone i stoją do dzisiaj. Można je podziwiać z zewnątrz , od strony parku, lub wewnątrz. Wtedy zza szyb CKiS.
Na góreckim cmentarzu pochowano pisarkę wraz z mężem, jej rodziców oraz syna Juliana. Drugi jej syn Tadeusz zginął w 1943r. w niemieckim obozie koncentracyjnym Auschwitz-Birkenau. Na grobie Juliana jest tylko położona upamiętniająca go tablica z imieniem i nazwiskiem.
Będąc na miejscu warto jeszcze zajrzeć do zabytkowego kościoła parafialnego pod wezwaniem Wszystkich Świętych. Należy on do najstarszych na Ziemi Cieszyńskiej. Na poddaszu kościoła żyją nietoperze, dlatego świątynia wraz z bezpośrednim otoczeniem jest obszarem sieci Natura 2000 wpisana pod nazwą "Kościół w Górkach Wielkich" (PLH240008). Obszar ten stanowi jedno z najcenniejszych stanowisk nietoperzy w regionie: nocka dużego i podkowca małego.
Nietoperzy niestety nie widzieliśmy, ale kościółek w środku zza krat drzwi głównych – owszem Na murach kościoła mieszkańcy umieścili tablicę upamiętniającą Zofię Kossak. Całe Górki Wielkie widać, kochały pisarkę .
Gorąco polecam wyżej opisane gospodarstwo edukacyjne, jak i Górki Wielkie na jednodniową fajną wycieczkę dla rodziny z dziećmi i nie tylko .
Wiem, że w Brennej jest jeszcze Beskidzki Dom Zielin „Przytulia”, który promuje florę Beskidów. Już mnie do niego ciągnie … .
Również zarejestrowałem się żeby dorzucić swoje 2 grosze,
Witaj 8draco8 w naszym gronie.
8draco8 napisał/a:
Oczywiście ZAWSZE w pierwszej kolejności trzeba dążyć do uniknięcia konfrontacji a nie do jej eskalacji, więc trzeba być w miarę głośnym żeby nie zaskoczyć zwierzęcia a gdy już się je spotka, spokojnym pewnym krokiem wycofać się/zejść mu z drogi, niech sobie idzie tam gdzie chciał iść, może ma ważne sprawy do załatwienia a terminy gonią
I oby ta kolejność wystarczała, a najczęściej wystarcza.
Pomysł urodził się sam . Szukałam czegoś w pobliżu na wycieczkę wyjazdową i padło na okolice Krakowa.
W zeszłym roku z grupą odwiedziliśmy Bielańsko – Tyniecki PK. Wycieczkę rozpoczęliśmy od jednego ze Wzgórz Tynieckich - Bogucianki (270 m n.p.m.), znajdującego się po prawej stronie Wisły. W obrębie jego szczytu znajduje się nieczynny kamieniołom wapienia górnojurajskiego o tej samej nazwie. Zajrzeliśmy do niego. Potem podziwialiśmy na przeciwległym brzegu Wisły Skałki Piekarskie, które są ciekawe pod względem geologicznym, gdyż zbudowane są z kilku odmian w/w wapienia. Na koniec zwiedziliśmy Opactwo w Tyńcu i zafundowaliśmy tam sobie warsztaty archeologiczne . Wycieczka była w listopadzie i pogoda wcale nie była taka ładna jak teraz. Było wtedy pamiętam bardzo zimno, choć słonecznie.
W tym roku pomyślałam, że zrobię coś innego w okolicach Krakowa i padło na Czerną. Odległość od nas nie jest taka duża i zmieściliśmy się w przeznaczonym na wycieczkę budżecie, bo to w sumie nas najbardziej trzyma. No i najważniejsze, udało się pojechać w październiku. Przez to zahaczyliśmy jeszcze o piękną złotą polską jesień. Zresztą trwa ona prawie do teraz, więc zajęcia jak na razie wszystkie udaje się robić w terenie .
„Szlakiem dębnickich wapieni” – w Parku Krajobrazowym „Dolinki Krakowskie”
W tym roku szkolnym kontynuuję zajęcia unijne, ale już z nową grupą uczniów, tak samo sympatycznych, jak poprzednia grupa, choć przyznam, że po roku wspólnych zajęć z poprzednią grupą i wspólnych z nią przeżyć trochę żal było się z nią rozstawać. Ale cóż … taka już dola belfra – musi być bardzo „elastyczny” …
Oto moja nowa grupa
Chciałam przedstawić i jednocześnie polecić świetną jednodniową wycieczkę, którą miałam okazję na początku października z moją nową grupa przeprowadzić. Była to objazdówka z fajnym programem o tematyce geologicznej, ale nie tylko, ponieważ znalazłyby się w niej również elementy geologii złóż, historii, religii, kultury i pewnie niejeden z nas doszukałby się jeszcze innych dziedzin, których ta wycieczka "dotknęła". Ale właśnie o to w tych moich zajęciach chodzi, żeby wiedza z nich wyciągnięta była wszechstronna, a uczestnicy mogli ją zdobywać poprzez bezpośredni „z nią” kontakt z tj. aby mogli ją poczuć, zdobyć i zapamiętać wszystkimi zmysłami. Wtedy bowiem, tak sądzę z własnego doświadczenia i mam nadzieję, że się nie mylę, zapadnie im ona najbardziej w pamięci.
16 października br. w cudownej jesiennej scenerii spacerowaliśmy po Dolinie Racławki i Eliaszówki w Parku Krajobrazowym „Dolinki Krakowskie”. Zwiedziliśmy zespół klasztorny w Czernej, zabytkowy gotycki kościółek w Paczółtowicach, gościliśmy w Kopalni Wapienia „Czatkowice”, gdzie poznaliśmy odkrywkowy zakład górniczy od środka. Zaglądnęliśmy do dawnego kamieniołomu „Karmelicka Góra” w Dębniku, gdzie wydobywano kiedyś wapienie dębnickie, a na koniec malowniczym, szczególnie teraz jesienią, Wąwozem Zbrza, dotarliśmy do kamieniołomu dolomitu w miejscowości Dubie.
Odwiedzając wyżej wspomniane miejsca młodzież poznawała krajobraz i rzeźbę terenu południowej części Wyżyny Olkuskiej należącej do Wyżyny Krakowsko – Częstochowskiej, skały wapienne i ich odmiany oraz minerały budujące tę część Polski szczególnie: kalcyt, wapień karboński, dolomit i czarno zabarwiony słynny wapień dębnicki zwany również „marmurem dębnickim”, pomimo tego, że jest skałą osadową. Powstał bowiem w bardzo płytkim morzu, o głębokości mniejszej niż kilka metrów. Wiek tych skał szacuje się na około 385 milionów lat. Walory zdobnicze „Dębnika” doceniano już w XVI wieku, kiedy wykorzystywano go w celach dekoracyjnych w katedrach, kościołach zamkach, pałacach. Wypolerowane wapienie dębnickie do dzisiaj można oglądać między innymi w katedrze na Wawelu, a także w Klasztorze Karmelitów w Czernej, który udało nam się tego dnia zwiedzić i wielu innych miejscach w naszym kraju i za granicą np. w Wiedniu.
Grupa zobaczyła nieczynny kamieniołom wapienia dębnickiego w miejscowości Dębnik.
W kamieniołomie, na brzegu jeziorka uczniowie znaleźli muszle szczeżui pospolitej, małży cennej przyrodniczo, wykorzystywanej m.in. do badania czystości wody. Jakaż to była dla nich frajda . No ba, dla nich … dla mnie też !
Szczególnie ciekawa dla młodzieży była jednak wizyta w Kopalni Wapienia „Czatkowice” w Krzeszowicach, odkrywkowym zakładzie górniczym eksploatującym wysokiej jakości złoża wapieni karbońskich. Kamień wapienny uzyskiwany ze złoża Czatkowice charakteryzuje się bardzo dobrymi parametrami chemicznymi i stereomechanicznymi. Posiada wysoką zawartość węglanu wapnia i tylko niewielką ilość metali ciężkich. Z tego powodu znalazł szerokie zastosowanie w różnych gałęziach przemysłu m.in. przemyśle energetycznym, hutniczym, chemicznym, budowlanym, cementowym, cukrowniczym, a także w drogownictwie, rolnictwie oraz produkcji pasz dla zwierząt. Do innowacji technologicznych zakładu należy uzyskiwanie wapiennych sorbentów, które wykorzystuje się do odsiarczania spalin energetycznych. To jeden z nowoczesnych sposobów oczyszczania powietrza. Polecam to miejsce. Bardzo przyjaźni ludzie i naprawdę przemiła atmosfera. Na zwiedzanie kamieniołomu – kopalni trzeba się umawiać osobiście.
Po kamieniołomie oraz zakładzie produkcji i przeróbki skały oprowadzili nas pracownicy kopalni. Młodzież miała niecodzienną okazję obejrzenia całego kamieniołomu od środka oraz prowadzonych tam prac górniczych. Została zapoznana z procesem pozyskiwania wapienia oraz poszczególnymi etapami jego przerabiania, m.in. selekcji urobku. Zobaczyła specjalistyczne maszyny górnicze oraz samochody transportujące skałę. W dalszej części wizyty uczniowie zwiedzili zakład przeróbczy, gdzie występuje kilkustopniowe kruszenie i przesiewanie surowca w celu uzyskania właściwych produktów, przemiał, pakowanie, a na końcu transport wagonami kolejowymi lub samochodami do miejsca zbytu. Mieli okazję zobaczyć również mózg zakładu - sterownię komputerową, która czuwa nad prawidłowym i bezpiecznym przebiegiem całego procesu produkcji. Uczniowie dowiedzieli się również, że na terenie kamieniołomu w Czatkowicach naukowcy z Instytutu Paleobiologii PAN odkryli m.in. szczątki prażaby Czatkobatrach (Czatkobatrachus polonicus). Na pamiątkę wizyty otrzymali piękne kawałki kalcytu oraz mapy turystyczne atrakcji przyrodniczych okolic Kopalni Wapienia „Czatkowice”. Zostaliśmy bardzo mile przyjęci oraz otrzymaliśmy dużą dawkę geologicznych i nie tylko informacji. Nasza wizyta trwała całe dwie godziny . I wszystko to otrzymaliśmy za free , dlatego jesteśmy pracownikom kopalni bardzo wdzięczni za tak miłe przyjęcie .
W drodze powrotnej zwiedziliśmy jeszcze drewniany zabytkowy kościół Sanktuarium pw. Nawiedzenia Najświętszej Marii Panny w Paczółtowicach, świątynię, która znajduje się na szlaku architektury drewnianej województwa małopolskiego i jest zaliczana do zabytków. Na uwagę zasługują tu m.in.: polichromia z końca XIX w., na północnej ścianie prezbiterium i nawy oraz fragmenty polichromii z 2. poł. XVII w. ze scenami Męki Pańskiej, gotycki obraz Matki Boskiej Niepokalanie Poczętej z Dzieciątkiem na tle krzewu gorejącego, zwanej „Paczółtowską Panią oraz późnogotycki tryptyk z lat 1460-1470, a także wzorzyste Antependium z czarnego „marmuru” dębnickiego, z XVII w. wykonane przez miejscowych kamieniarzy-artystów.
Podsumowując, to była naprawdę fajna „pętelka” zapętlona wokół „dębnickiego wapienia” , a o to głównie mi chodziło, bowiem w większości odwiedzonych miejsc wapień dębnicki był głównym bohaterem .
Poniżej podrzucam linki dla tych, których tak jak mnie, wapień dębnicki zaciekawił. :
Plan na kolejny dzień zakładał zrobienie pierwszej części słowackiej „Orlej Perci” tzn. od zachodu. Trasa nie jest tak popularna jak ta z Rohaczami, ale za to jest spokojniejsza i łatwiejsza technicznie. Zaplanowałam sobie dosyć ambitny odcinek , a mianowicie : Predný Salatín (1790m) - Brestová (1934m) – Salatín (2048m) – Mały Salatín (2046m) – Grań Skriniarek – Spalená (2083m) – Pachol’a (2167 m) - )( Baníkovské sedlo (2045m)
Wyruszyliśmy rano z dużego parkingu pod ośrodkiem narciarskim Roháče Spálená (3 Euro/dzień). Dla skrócenia trasy zdecydowaliśmy się na kolejkę (7 Euro w górę). Kto ma paragon z parkingu to za okazaniem przy kasie biletowej dostaje 2 Euro zwrotu.
Wyjechaliśmy na 1500 metrów i tym samym skróciliśmy sobie sporo długi (wg mapy prawie 3 godz.) i mało ciekawy odcinek trasy, oszczędzając siły na dalszą wspinaczkę.
Na górnej stacji kolejki „podziwiamy” cel naszej dzisiejszej wycieczki. Szczyty momentami znikają całkowicie we mgle. Trudno powiedzieć, czy bezdeszczowa pogoda utrzyma się przez cały dzień… . Z prognozy nie wynika to jednoznacznie. Cóż silny halny poprzedniego dnia nie wróżył nic dobrego. Mimo to – ruszamy.
Przy górnej stacji bierze swój początek nowo wyznaczony zielony szlak, który trawersuje porośnięte kosówką i rudym sitem skuciną bardzo strome zbocze Przedniego Salatyna. Powstał dla turystów, którzy chcą skrócić sobie długi niebieski szlak wychodzący spod Chaty Zverovka. Na niektórych mapach nie jest jeszcze w ogóle naniesiony.
Idzie się ciężko, ponieważ ścieżka jest wąska i niemal do samego szczytu błotnista i rozdeptana przez turystów.
Na szczęście na trasie przewidziano punkty postojowe i widokowe w postaci drewnianych ławeczek i tablic informacyjnych. Bardzo chętnie i często z nich korzystamy, ponieważ im wyżej jesteśmy tym szersza i piękniejsza panorama.
Widoki na Dolinę Salatyńską i otaczające ją szczyty od samego początku mnie zachwyciły.
Po dosyć męczącym wspinaniu osiągamy w końcu Skrajnego Salatyna.
Na szczycie wiatr halny jest tak silny, że trzeba ubrać kurtki, czapki, a nawet rękawiczki. Pomimo, że jest ciepły jego siła i tak powoduje szybkie wyziębienie ciała. Teraz czeka nas wędrówka granią na szczyt Brestowej. Nad Doliną Salatyńską wiszą chmury i lekka mgła, zaś po drugiej stronie grani niebo jest prawie błękitne i świeci słońce. Można wybierać .
Ogromne wrażenie robią na mnie od samego początku ciemne skalne ściany Salatyna, który z tej perspektywy wydaje się szczytem bardzo niedostępnym. Spowijająca go mgła jeszcze bardziej potęguje to odczucie.
Rzut oka na to co zostaje za nami, pamiątkowa fotka i jesteśmy na Brestowej.
W dali wapienne skały Osobitej.
Na „rudym dywanie” robimy sobie mały rest przyglądając się turystom, którzy zmierzają w kierunku Małej Brestowej. Podziwiamy Osobitą.
Z Brestowej mamy jakieś 116 m dosyć stromego podejścia na Salatyński Wierch (Salatyn) i Mały Salatyn.
Niestety oba wierzchołki spowija w tym momencie mgła, miejscami bardzo gęsta. Liczymy się z tym, że widoków raczej nie będzie. Na tej wysokości w zagłębieniach i żlebach leżą jeszcze resztki pierwszego w tym roku śniegu.
Widok ze szlaku na Dolinę Bobrowiecką
i Salatyńską Dolinę.
Niewielu spotkanych wcześniej na Brestowej turystów zdecydowało się na dalszą wędrówkę widząc mocno zamglone Salatyny.
Na )( Salatyńskiej dla wzmocnienia sił wcinamy kabanosy
Mgła ...
W takich warunkach osiągamy Salatyński Wierch. Niestety widoków brak. Mgła rozlała się jak mleko.
Schodząc na niższy wierzchołek Staszek dostrzega jednak w tej mgle coś żywego .
Gdzieś przeczytałam, że rogacz powinien stać na wyższym wierzchołku, ale coś go „zwiało” na ten niższy. Pewnie ten halny … .
Przy schodzeniu z Małego Salatyna mglista ściana powoli zaczyna znikać, podmuchy wiatru momentami stają się słabsze i słońce coraz częściej wygląda zza chmur. Ucieszyłam się, że pogoda się poprawia i jest szansa, że uda się dojść przed zmrokiem do )( Banikovskiej. Podchodząc na Grań Skrzyniarek robię kilka fotek Zadniemu Salatynowi, którego bardzo fajnie z tego miejsca widać. Zauważyłam też, że zostaliśmy sami.
Odcinek od Salatyna do Pachoła, głównie Skrzyniarki, a potem wyjście na szczyt Spalonej to kamienista, momentami eksponowana grań, której przejście wymaga w niektórych miejscach małej wspinaczki po skałach. Bardziej niebezpieczne miejsca ubezpieczone są łańcuchami. Trudności mogłyby się tu pojawić podczas deszczu lub oblodzenia, ale podczas bezdeszczowej pogody przejście nie sprawia problemów.
Są również miejsca gdzie można wspinanie po skałach i ew. ekspozycje ominąć i przejść ścieżką pod szczytem. W ten sposób przechodzimy pod samym szczytem Spalonej, oszczędzając tym samym trochę czasu.
Widok na Pachoła
i na )( Banikowską.
Na )( pod Spaloną kończymy naszą wycieczkę. Ja to miałam straszną chęć jeszcze na tego Pachoła, który z tego miejsca wyglądał jak dymiący wulkan , ale Staszek wybił mi go skutecznie z głowy, ponieważ było już późne popołudnie, a przed nami jeszcze spory odcinek do schodzenia Doliną Zieloną. Poza tym zmęczenie ciągłym podchodzeniem i schodzeniem trochę się już odczuwało.
Widoki z tego miejsca były tak piękne, że nie można się było od nich oderwać. Dlatego dałam sobie trochę czasu, żeby się nimi nacieszyć.
Siedząc na przełęczy zauważyłam, że od Spalonej zbliża się do nas w szybkim tempie turysta – biegacz, który bez problemów w krótkim czasie wbiegł sobie na Pachoła, potem na )( Banikowską i znikł nam z oczu. Pewnie pobiegł dalej … Ale mu zazdrościłam … !
Ponieważ nie udało się dojść do Przełęczy Banikowskiej schodzimy więc bezszlakowo, najpierw po piarżysku, potem wydeptaną wąską ścieżką, stromo w dół do Doliny Zielonej, albo jak kto woli Spalonej, mijając po drodze kolejny kierdel kozic.
Widok ze ścieżki na przełęcz. Po prawej Pachoł.
Widok na Rohacze i Wyżni Rohacki Staw.
Po zejściu na dół pichcimy na szybko jakiś ciepły obiadek, ponieważ trochę już zgłodnieliśmy. .
Przy rozstaju Pod Hrubą Kopą znowu góry zaczyna spowijać mgła i jest obawa, że może zacząć padać. My już wchodzimy prawie w las, więc za bardzo nas to nie martwi.
Na szczęście kończy się tylko na obawie. Schodząc towarzyszy nam cały czas głośny szum Spalonego Potoku. Ma bardzo duży spadek średnio 25,8%. Jest dopływem większego Rohackiego Potoku. Można sobie wyobrazić co tu się dzieje podczas roztopów czy większych opadów. Utworzyły się na nim malownicze wodospady. Najbardziej znane są dwa Rohackie Wodospady. Jeden z nich, Wyżni Rohacki Wodospad znajduje się jakieś 20 m od szlaku, więc nie mogliśmy go ominąć, chociaż podziwiać nam go przyszło praktycznie już po ciemku .
Po dojściu do polany Adamcula schodzimy już asfaltową drogą do parkingu pod ośrodkiem narciarskim, gdzie czeka na nas autko.
Podsumowując, trasa piękna, niezmiernie malownicza, ale dla komfortowego przejścia wymagająca nieco dłuższego dnia. Myślę, że we wrześniu udałoby nam się zrobić zaplanowaną całość. Zabrakło może z 2 godzinki , ale to nic, będzie powód, żeby kiedyś w te strony wrócić i zrobić część drugą .
Dziękuję bardzo Staszkowi za mile i ciekawie spędzony weekend, oraz że wytrzymał z niesfornym towarzyszem wędrówki.