76

(17 odpowiedzi, napisanych Tatry (polskie i słowackie))

łysy z łysiny napisał/a:

Ja Orlą przeszedłem dziecięciem bedąc z Ojcem. Była mgła więc nie zdawałem sobie sprawy z niebezpieczeństwa. Ot taki większy plac zabaw smile  Chwila prawdy przyszła w Dolomitach na cholernie eksponowanej ferracie Strobel. Lęk przestrzeni spowodował fizyczny i psychiczny paraliż. Pomimo uprzęży każdy krok był walką, a łapy trzęsły się jak galareta. Ferraty są jednokierunkowe, więc nie było możliwości odwrotu. Całe szczęście, że zejście ze szczytu było już normalne.


Ferrata Strobel , która wiedzie na Punta Fiames choć krótka to sprawia duze wrazenie dla kogoś kto zaczyna z ferratami. Ja osobiscie bardzo milo ja wspominam bo naprawde wrazenia są niesamowite choć są ferraty jeszcze bardziej przyprawiajace o szybsze bicie serca. Co zaś do drabinki na Orlej to po prostu trzeba nią zejsc jak po drabinie i tyle. Nie ma co demonizować no chyba ze ktoś panicznie boi sie przestrzeni bardziej bo nie ma tam jakoś wysoko. Z tym, ze jesli ktos ma takie lęki to winien wybrać coś łatwiejszego.

77

(21 odpowiedzi, napisanych Pytania o sprzęt)

ula napisał/a:

Odzież z Lidla jest super! smile
Skład i jakość dorównuje odzieży znanych firm. Właściwie to jest to samo - tylko odpada dopłacanie "za markę".
Poza tym dyskonty (odzieżowe, spożywcze) często sprzedają produkty znanych marek jako własne.

No i dziś natrafiłam na stronkę z odzieżą marki Ullmax. Widzę, że mają niezłą wyprzedaż. Może ktoś ma i podzieli się opinią?
http://www.sportactiv.pl/

No cóż, pozwolę się nie zgodzić z tezą jakoby odzież z dyskontów dorównywała tej ''markowej''. Jako, że uzywałem róznych koszulek to mam porównanie. Niestety nie jest tak choć zdarzają sie wyjątki ale niestety nie jest to reguła. Mam zreszta nieodparte wrazenie , że klienci są mamieni tą ''termoaktywnością'' róznych ''cudownych tkanin itp. Nie ma sie co łudzić , przy duzym wysiłku i tak bedziemy spoceni i tak a kwestia termokatywnosci wiaże się z szybszym lub wolniejszym schnieciem tej bielizny co oczywiscie róznie dziala w roznych warunkach niewspominając już o tym, że kazdy z nas ma inna potliwość. Szybkie odprowadzenie potu wbrew pozorom ma tez i swoje wady zwłaszcza w ulane lato ale to tylko taka dygresja. Polecam natomiast wszelkie produkty oparte na włóknach naturalnych takich jak wełna merino. Bardzo sobie chwalę tego typu produkty.

Pierwsza dekada lipca wygląda zachęcająco, jest pogoda, są chęci i plany więc czegóż chcieć więcej ? Po długiej przerwie postanawiamy z kumplem przypomnieć sobie jak wygląda polska część Tatr i zgarnąć na początek jakiś ciekawy szczyt. Właściwie nawet nie jakiś bo od kilku lat chodzi za mną Mięgusz Wielki, na którego okazja przepadła mi kilka lat temu. Tym razem postanowiłem powetować sobie stratę z nawiązką gdyż przy okazji mam zamiar ogarnąć też i Cubrynę i jeśli czas pozwoli w drodze powrotnej Mnicha, z którym też mamy zadawnione porachunki wink . Plan akcji wymusza niejako drogę przez Hińczową Przełęcz jako najkrótszą ale też wiąże się z pewnym ryzykiem gdyż w żlebie zalega śnieg co dobrze widać przez kamerki. Kusiła co prawda droga po głazach ale jako dłuższa i trudniejsza orientacyjnie została zarzucona na kiedy indziej. Ten śnieg w żlebie pod Hińczową dość nas niepokoi więc postanawiamy zabrać ze sobą czekany na wszelki wypadek choć lato w pełni. Ruszamy dość nietypowo bo po weekendzie ale akurat tak trafiło zarówno z pogodą jak i wolnym czasem. Tradycyjnie stajemy na parkingu w Palenicy i chcąc nie chcąc drepczemy te 10 kaemów naszej ulubionej drogi w Tatrach wink.

https://lh3.googleusercontent.com/-bFREfDSu5VI/UpS5Ke7tPEI/AAAAAAAABq8/HAx9tmOUVLA/s800/IMG_0022p.jpg

Łoto łone  ;D
https://lh4.googleusercontent.com/-7zfYsZENhPo/UpS5b8zc-DI/AAAAAAAABrI/ssHfaoLJvrY/s800/IMG_0024.JPG

W tygodniu niewiele luda
https://lh6.googleusercontent.com/-drSIe3gwerA/UpS5wJIx-HI/AAAAAAAABrY/STnUq-y48lY/s800/IMG_0028-IMG_0034.jpg

W Moku jak zwykle postój na posiłek po czym ruszamy szlakiem w kierunku Szpiglasa. Fajnie bo pusto na szlaku więc idzie się przyjemnie.

https://lh6.googleusercontent.com/-R64QaPKe-VE/UpS5vuvDakI/AAAAAAAABrU/MsMudQH_rTw/s800/IMG_0037.JPG

MSW, Cubryna, Mnich i Zadni Mnich
https://lh3.googleusercontent.com/-g4eCUWZgSyE/UpS6QqbgpSI/AAAAAAAABro/Q1UViXAipRo/s800/IMG_0038.JPG

Po jakimś czasie dochodzimy do rozstaja szlaków i odbijamy w kierunku Doliny za Mnichem. Na Mnichu pusto choć po chwili dostrzegamy dwa chłopki na szczycie . Przy okazji lustrujemy bacznie boczną ścianę, na której onegdaj utknęliśmy tuż pod szczytem i polegliśmy z honorem wink Tym razem się nie damy ale wszystko zależy od czasu jaki nam zostanie. Jakby wbrew temu jakoś niespiesznie posuwamy się do przodu robiąc co chwile foty i obserwując uważnie tych na Mnichu. Jakby mało było wrażeń nagle pojawiło się śmigło, które zaczęło wykonywać dziwne manewry tuż nad Doliną za Mnichem. Zaciekawiło nas to, toteż jak przystało na ludzi obeznanych z awiacją wink postanowiliśmy śledzić jego poczynania. Kręciło się tam i z powrotem jak podrażniony bąk nad gnojowiskiem aż w końcu siadając na dnie dolinki wysadziło kilkuosobowy desant szczęściarzy. Takim to dobrze, podwiozą , nakarmią i pewnie jeszcze zabiorą z powrotem wink. My tu gadu , gadu , sraty pierdaty a czas leci. Ruszamy dalej już za Mnichem w stronę Małej Galerii Cubryńskiej. Po drodze podziwiamy Mnichowy Żleb, którego strome i urwiste zbocza opadają w kierunku Morskiego Oka. Po chwili wchodzimy na Wielką Galerie i kierujemy się w stronę żlebu wiodącego na Hińczową Przełęcz.

https://lh5.googleusercontent.com/-cPi6aUnpHBs/UpS6TSMn64I/AAAAAAAABr0/6wuPhxDiAG4/s800/IMG_0041.JPG

Wiadomo, że Mnich smile
https://lh4.googleusercontent.com/-xEmagSRU2-g/UpS6SbNKUQI/AAAAAAAABrw/H5zadXY_HoI/s800/IMG_0043p.jpg

W Dolince za Mnichem, w tle szlak na Wrota Chałubińskiego
https://lh4.googleusercontent.com/-R70d-xb70PM/UpS6aXbeqUI/AAAAAAAABr8/43PM0jYJux8/s800/IMG_0044.JPG

Zadni Mnich
https://lh5.googleusercontent.com/-w1NQyvoESMM/UpS6wMJkOEI/AAAAAAAABsM/NOoyBFxJFFg/s800/IMG_0047.JPG

Chłopek na Mnichu smile
https://lh5.googleusercontent.com/-rqprX9b1HPk/UpS6wPgouWI/AAAAAAAABsI/Hp7mfdS1NTk/s800/IMG_0050.JPG

Mnichowy Żleb
https://lh6.googleusercontent.com/-Nc13Jy6QHvM/UpS6zixL9yI/AAAAAAAABsU/AzrfF3UjXro/s800/IMG_0051.JPG

Plecy Mnicha
https://lh6.googleusercontent.com/-_khyDu-gbHc/UpS7ENsdAXI/AAAAAAAABsk/AolyhWJqbOk/s800/IMG_0053.JPG

Dwa chłopki na Mnichu  ;D
https://lh6.googleusercontent.com/-J2lF_vtaliE/UpS7D1PuaQI/AAAAAAAABsg/XDZVxFFmf7I/s800/IMG_0056.JPG

Mała Galeria Cubryńska
https://lh4.googleusercontent.com/-TQAR0auyNME/UpS7GEIzsiI/AAAAAAAABss/EC-hmpsAUyE/s800/IMG_0058.JPG

Orzeł wylądował  ;D
https://lh6.googleusercontent.com/-_CoLlxSzsvY/UpS7cMONaBI/AAAAAAAABtA/7Rah_2YBS54/s800/IMG_0070.JPG

Zadni Mnich
https://lh5.googleusercontent.com/-KjGgglibT4I/UpS7WYsvDhI/AAAAAAAABs0/36AIX_fHNjk/s800/IMG_0071.JPG

https://lh4.googleusercontent.com/-UdQBKWLi64k/UpS7ceK-6DI/AAAAAAAABtE/kW4s4jDXN_I/s800/IMG_0074.JPG

Wchodzimy na Galerię Cubryńską
https://lh4.googleusercontent.com/-BrB--Pzfy1E/UpS7n5rk6tI/AAAAAAAABtM/TRpVbaX69Mc/s800/IMG_0075.JPG

W kierunku Szpiglasa
https://lh5.googleusercontent.com/-4IB5znH_FOU/UpS7r0SlAOI/AAAAAAAABtc/YwpHEPohjak/s800/IMG_0092.JPG

Te, no, no...Rysy  ;D obok Wysoka
https://lh5.googleusercontent.com/-vjAMNZldsMk/UpS7qL7ssUI/AAAAAAAABtU/xs2yq9Qfd_s/s800/IMG_0089.JPG

Na Wielkiej Galerii Cubryńskiej
https://lh5.googleusercontent.com/-gAskLXiFdMY/UpS74WdDFKI/AAAAAAAABto/AKA23D62J7c/s800/IMG_0095.JPG

Idziemy początkowo rumoszem skalnym bez żadnych trudności technicznych z rzadka korygując kierunek gdyż tutaj droga jest oczywista. W miarę jak zyskujemy wysokość teren coraz bardziej staje dęba a jednocześnie pojawiają się pierwsze płaty śniegu. Pokonujemy niewielki próg skalny po czym wyciągamy czekany bo jednak śniegu w żlebie zalega zaskakująco dużo. Z ulgą w myślach błogosławię tą decyzje by wziąć te czekany bo inaczej nie poważyłbym się tedy wchodzić bez sprzętu a ominąć tej śnieżnej rynny nie sposób. Śnieg jest twardy, zmrożony i jest go niemal po szyje dosłownie. Do kolejnej zimy pewnie nie zejdzie. Raków co prawda nie mamy ale z wydatną pomocą czekanów gramolimy się w końcu na przełęcz. Muszę przyznać, że w drodze powrotnej przyjdzie nam się trochę pomęczyć. Na przełęczy jest po prostu pięknie. Słoneczko świeci, widok na piękną Dolinę Hińczową a zarazem Dolinę Rybiego Potoku po naszej stronie zachwyca i urzeka. Po lewej ogromny masyw Mięguszowieckiego Szczytu Wielkiego a po prawej bliższa Cubryna.

Wchodzimy w żleb
https://lh3.googleusercontent.com/-Z4yk02DL9PE/UpS749dT52I/AAAAAAAABts/y-e1Q2ZE7Vg/s800/IMG_0097.JPG

Śniegu coraz więcej
https://lh6.googleusercontent.com/-fj23yNy2cLo/UpTCtYwMlII/AAAAAAAAB1I/UVsWBDudbX8/s800/IMG_0100.JPG

https://lh6.googleusercontent.com/-kuxMx6fS55I/UpTDP5Y6-9I/AAAAAAAAB1Q/ws3977pSz3A/s800/IMG_0102.JPG

https://lh3.googleusercontent.com/-4LESf1Dha8E/UpS8BwkTgFI/AAAAAAAABt0/ggbGa_bmdS4/s800/IMG_0105.JPG

MSW w pełnej krasie
https://lh6.googleusercontent.com/-5HLzdmlSWMY/UpS8H52mJ2I/AAAAAAAABuA/0RcALdsQOUI/s800/IMG_0108.JPG

Hińczowa Dolina
https://lh6.googleusercontent.com/-K5BuIYY6lMc/UpS8Ht5PLsI/AAAAAAAABuE/wv046Vw-ZJM/s800/IMG_0109.JPG

Masyw Mięguszy
https://lh6.googleusercontent.com/-2hAUGxKu4RI/UpS8QoAHA-I/AAAAAAAABuM/eYcgusevjjM/s800/IMG_0110.JPG

https://lh3.googleusercontent.com/-guTksfambEs/UpS8VAjW1hI/AAAAAAAABuY/_6ssreseL3s/s800/IMG_0111.JPG

https://lh4.googleusercontent.com/-tOD-GXNdDXs/UpS8XF_DX3I/AAAAAAAABuc/fes5NqN3k5o/s800/IMG_0113.JPG

https://lh5.googleusercontent.com/-wNZoGq31z24/UpS8vBM4XLI/AAAAAAAABu0/_PFuQ_4utQc/s800/IMG_0114-IMG_0126.jpg

Cubryna
https://lh3.googleusercontent.com/-CUbgrPlv8Po/UpS8pqNAM_I/AAAAAAAABuk/oUS3T2crIaM/s800/IMG_0131.JPG

Chwila wahania gdzie iść najpierw ale że celem namber łan jest Mięgusz toteż wybór jest oczywisty. Początkowo idziemy ładnym i przyjemnym trawersem, który omija pierwszą napotkaną turnie po czym ledwo widoczna ścieżka się traci. Momentami widać z rzadka niewielkie kopczyki ale rychło i one zanikają. Zerkam na zdjęcie trasy, które mam przy sobie i próbujemy wykminić jakąś drogę na szczyt. Idziemy kierując się intuicją i klucząc gdzie nie gdzie. Ogólnie idzie nam nieźle i w końcu dochodzimy do miejsca, do którego dochodzi także droga po głazach a przynajmniej tak wnioskuję z tego co widzę. Tak, to musi być tutaj gdyż z daleka widać charakterystyczny zachód biegnący od Hińczowej Doliny. Teraz skośnie w górę w stronę grani po różnych półeczkach, skałkach wśród sporej ekspozycji. Na samą grań jednak nie wchodzimy ale staramy się poruszać w jej pobliżu posiłkując się fotką z zaznaczonym przebiegiem drogi. Niewiele jednak nam to daje a praktycznie po wejściu w skomplikowany i zawikłany masyw Mięgusza ściąga staje się bezużyteczna. Coraz bardziej zbliżamy się do szczytu a widok skośnej galeryjki wyprowadzającej na wierzchołek utwierdza nas w przekonaniu, że jesteśmy już blisko. Tak też się staje, wreszcie upragniony szczyt i chwila wielkiej satysfakcji.

https://lh5.googleusercontent.com/-lsyJZ2xFgQQ/UpS8swodWCI/AAAAAAAABus/PdfUTym-BTM/s800/IMG_0133.JPG

https://lh6.googleusercontent.com/-_rHqgut1gt4/UpS878JmusI/AAAAAAAABvA/4IX2fwyQC7M/s800/IMG_0140.JPG

https://lh6.googleusercontent.com/-HkzOT3_EHq4/UpS89yAeBUI/AAAAAAAABvE/_wc8PASyWuU/s800/IMG_0141.JPG

https://lh5.googleusercontent.com/-UaHdqv-Cbog/UpS9Am9-NxI/AAAAAAAABvM/L0boyv77qXM/s800/IMG_0142.JPG

https://lh4.googleusercontent.com/-dbr40pTpvLw/UpS9FJfPWUI/AAAAAAAABvU/xn3mut8M7Tk/s800/IMG_0142a.JPG

Fragment drogi po głazach
https://lh3.googleusercontent.com/-xUcMp0gbt1o/UpS9MHOedaI/AAAAAAAABvc/OuUzQufmp0U/s800/IMG_0145.JPG

Cubryna w oddali
https://lh4.googleusercontent.com/-FbRgmduTWaU/UpS9XbtOL6I/AAAAAAAABvo/Qw1sFuId0xc/s800/IMG_0148.JPG

Koprowy Wierch na tle Grani Hrubego Wierchu
https://lh6.googleusercontent.com/-Jbk_t4BZoyU/UpS9Yrn_1ZI/AAAAAAAABvs/s1_vGu4m5Z8/s800/IMG_0151.JPG

Cubryna raz jeszcze
https://lh4.googleusercontent.com/-vcYdfgzibEw/UpS9a6uEu6I/AAAAAAAABv0/_eUAhIzT10c/s800/IMG_0153.JPG

https://lh5.googleusercontent.com/-CRIzpkhzjG8/UpS9v6LR5lI/AAAAAAAABwM/VgjmbYNZcMg/s800/IMG_0155.JPG

https://lh5.googleusercontent.com/-sew554vkIb0/UpS9s3VldRI/AAAAAAAABv8/Kr5xtIfwI_g/s800/IMG_0156.JPG

Zbliżenie na Moko z MSW
https://lh4.googleusercontent.com/-VFLUeZi7alA/UpS9vzhMUFI/AAAAAAAABwI/aGX8JADkqLg/s800/IMG_0159p.jpg

Pośredni i Czarny Szczyt Mięguszowiecki
https://lh3.googleusercontent.com/-7hQuRd0O-P0/UpS97JauD6I/AAAAAAAABwU/q3VZGqjVsSw/s800/IMG_0160.JPG

Dolina Hińczowa z MSW
https://lh5.googleusercontent.com/-g5Tl0QerBjQ/UpS-AW0b40I/AAAAAAAABwk/_jn_o4Dv_aU/s800/IMG_0161.JPG

Koprowy Wierch
https://lh4.googleusercontent.com/-LxmI33oZGuk/UpS-AHoDCNI/AAAAAAAABwg/4_uo4GIergA/s800/IMG_0164.JPG

Rysy
https://lh3.googleusercontent.com/-o1Up6hqLWGM/UpS-FR3BqkI/AAAAAAAABws/J9WNvGU14aY/s800/IMG_0167.JPG

Cubryna na zbliżeniu z MSW
https://lh5.googleusercontent.com/-VRmlwRDOdRM/UpS-QzllqwI/AAAAAAAABw0/4YX8l_-6Hkg/s800/IMG_0169.JPG

https://lh4.googleusercontent.com/-XS7wHqEMp1E/UpS-1MF_Q6I/AAAAAAAABxU/Do8EmT1k13A/s800/IMG_0175-IMG_0187p.jpg

Mnich z MSW
https://lh4.googleusercontent.com/-EY5_A8IBeoA/UpS-rSJWA4I/AAAAAAAABxE/MzqNItGo9uE/s800/IMG_0192p.jpg

Koprowy i grań Hrubego Wierchu na tle Krywania
https://lh5.googleusercontent.com/-dbd85DxEAKs/UpS-idY7zLI/AAAAAAAABw8/SBN2awo3qTk/s800/IMG_0195.JPG

i w stronę Szpiglasowej Przełęczy
https://lh4.googleusercontent.com/-ruFa4oWFjlQ/UpS-wapWQbI/AAAAAAAABxM/ddk68eC5qJY/s800/IMG_0196.JPG

https://lh5.googleusercontent.com/-NtPPGZUPP28/UpS-5SGnG2I/AAAAAAAABxk/X_b5HCK0HFM/s800/IMG_0202.JPG

Cosik tworze ino co ?  ;D
https://lh3.googleusercontent.com/-BLNXFZwW1uc/UpS-4wcr71I/AAAAAAAABxg/xI-sgD_0eqo/s800/IMG_0209.JPG

Nowy przyrząd zjazdowy  ;D
https://lh4.googleusercontent.com/-xrQmV37jHlg/UpS_Es5lFfI/AAAAAAAABxs/Oarvvojf3zE/s800/IMG_0211p.jpg

Niestety widoki na wschód ograniczają gromadzące się ciężkie chmury ale i tak nie jest źle, coś nie coś widać. Trochę jednak aura niepokoi bo jeśli te chmury pokryją masyw to kiepsko widzę nasze zejście. Na szczęście póki co wszystko się kisi w okolicach Rysów i Wysokiej. Spoglądam w stronę Cubryny i wypatruje, jak najlepiej na nią się wdrapać. Z Mięgusza świetnie widać chyba najkorzystniejszy wariant więc plan już mam gotowy. Nie zabawiamy zbyt długo na szczycie więc po chwili odpoczynku rozpoczynamy zejście. W kilku miejscach się asekurujemy i staramy się trzymać drogi wejścia. Niestety nie zawsze się to udaje bo teren jednak zagmatwany ale koniec końców trafiamy na właściwą drogę.

https://lh5.googleusercontent.com/-3F3AfUm0eP8/UpTEBa_vEFI/AAAAAAAAB1g/MNdnCqVVDgY/s800/IMG_0216p.jpg

https://lh5.googleusercontent.com/-MwsyHtzxLSE/UpTEO7u5uRI/AAAAAAAAB1o/z_GiImcSjYk/s800/IMG_0221.JPG

https://lh5.googleusercontent.com/-k-ixi-KDa5g/UpTBbLQUXjI/AAAAAAAAB00/rZ0PV7ctXK4/s800/IMG_221a.jpg

https://lh4.googleusercontent.com/-QyaJg5cdKuY/UpTEh7NEDWI/AAAAAAAAB1w/KSz2Xa2jO2Q/s800/IMG_0224.JPG

Na przełęczy jesteśmy coś dobre pół godz. po 15 więc nie tracąc czasu zostawiamy plecaki i ostrzem grani po krótkiej ale przyjemnej wspinaczce dochodzimy do wierzchołka. Dopiero stąd widać, jak zbawienną była decyzja by najpierw iść na Mięgusza. Większa część masywu skryta jest w chmurze, która co jakiś czas odsłania nam górę za to tutaj nad Cubryną bezchmurnie i całkiem przyjemnie. Widoki w zasadzie te same poza tym, że bliżej Koprowy i cała grań Hrubego. Natomiast od tej strony bardzo ładnie i imponująco prezentują się Mięguszowieckie Szczyty, których ogrom robi wrażenie.

Cubryna
https://lh5.googleusercontent.com/-azQmz6qupkQ/UpS_c75FwpI/AAAAAAAABx0/HICGq2lMIKQ/s800/IMG_0225.JPG

Mnich widziany z Cubryny
https://lh4.googleusercontent.com/-E8xzazqxh4o/UpS_g16cd9I/AAAAAAAAByE/-smMNdy473A/s800/IMG_0230.JPG

https://lh6.googleusercontent.com/-trI5VVDa_Hg/UpS_gkmvENI/AAAAAAAAByA/GwMwNVgyPVs/s800/IMG_0235p.jpg

Zbliżenie na Mnicha
https://lh5.googleusercontent.com/-KgXu7Fvowck/UpS_rOTYHLI/AAAAAAAAByM/vT6PuTzzp9I/s800/IMG_0239.JPG

Szczyt MSW już w chmurach
https://lh6.googleusercontent.com/-196bT6iKCWg/UpS_zZhcpKI/AAAAAAAAByY/IMd-6cdcuBw/s800/IMG_0243.JPG

Co on tam szuka ?  wink
https://lh6.googleusercontent.com/-owYH2ZwhVFw/UpS_zX1A_UI/AAAAAAAAByc/v6XUwoXZq88/s800/IMG_0244.JPG

Schodzimy szybko z powrotem i kierujemy się do żlebu. Ostrożnie schodzimy coraz niżej ale trwa to powoli dlatego w pewnym momencie pakuje się do szczeliny brzeżnej tego śniegowego jęzora i mimo, że wychodzę z tamtąd usyfiony jak nigdy dotąd to jednak pozwala to na bezpieczne pokonanie dużej części żlebu. Po wyjściu z niego znów kierujemy się w stronę Mnicha przechodząc przez Galerię Cubryńską i wychodząc za jego plecami.

https://lh5.googleusercontent.com/-0Ehp9tUJka8/UpS_3OB4c1I/AAAAAAAAByk/y-ouDfKe-JU/s800/IMG_0246.JPG

https://lh6.googleusercontent.com/-mAm_J5uGxSo/UpTACE2B6KI/AAAAAAAABy0/mGhQXWy3Pec/s800/IMG_0250.JPG

https://lh3.googleusercontent.com/-GN-Fr0sTpL0/UpTACOnufDI/AAAAAAAABy4/PqAnqhIJ8ho/s800/IMG_0251.JPG

https://lh5.googleusercontent.com/-f0mMfxPin8M/UpTADWu7imI/AAAAAAAABy8/cgpTyoF31-Q/s800/IMG_0252.JPG

https://lh5.googleusercontent.com/-WNfIMPC5ds4/UpTFVVWn-ZI/AAAAAAAAB2A/tlMCCWU71TM/s800/IMG_0253.JPG

Mała Galeria Cubryńska
https://lh4.googleusercontent.com/-OubrCF-sEps/UpTAQnW1jeI/AAAAAAAABzI/qIiA3CoClmI/s800/IMG_0266p.jpg

https://lh6.googleusercontent.com/-za4Sg4YnS_k/UpTARvq7cgI/AAAAAAAABzM/r9b1_suR1MA/s800/IMG_0277.JPG

https://lh3.googleusercontent.com/-KiFmEI-qWfU/UpTATyqLO8I/AAAAAAAABzU/wfDqJ2E6wFM/s800/IMG_0279.JPG

https://lh6.googleusercontent.com/-HF8sSxtt_ok/UpTAdX5wjcI/AAAAAAAABzc/J7-efi45cXI/s800/IMG_0280.JPG

https://lh6.googleusercontent.com/-AOFomVuWEAE/UpTAiQXYaII/AAAAAAAABzk/LriQmznTJQI/s800/IMG_0285.JPG

https://lh3.googleusercontent.com/-qCQ0L3_HfTA/UpTApkqk9xI/AAAAAAAABzs/qNvm3eqnOAs/s800/IMG_0292.JPG

Zadni Mnich
https://lh3.googleusercontent.com/-amB_zp-KMqg/UpTFjcCVplI/AAAAAAAAB2I/7Masb1ZT7EU/s800/IMG_0298.JPG

https://lh3.googleusercontent.com/-dIkXk3rJlU4/UpTAtonA8wI/AAAAAAAABz0/dLGpaK_VsbA/s800/IMG_0301.JPG

Pogoda choć nie tak ładna jak z rana to jednak utrzymuje się nadal. Z racji późnej pory rezygnujemy z wejścia na Mnicha i kierujemy się szybko na dół. Jeszcze tylko krótki postój w Moku i wracamy na parking ukontentowani dzisiejszym jakże owocnym dniem smile

https://lh6.googleusercontent.com/-C7Qqm_uSy8E/UpTAxSPgA2I/AAAAAAAABz8/QtFGyT7lhxg/s800/IMG_0302.JPG

https://lh3.googleusercontent.com/-TJi2RNAEv0E/UpTA3vxM4XI/AAAAAAAAB0M/kpiboAGFmm4/s800/IMG_0305.JPG

Ani chybi Mnich smile
https://lh4.googleusercontent.com/-KtmOZlDT8AQ/UpTA3A_b7PI/AAAAAAAAB0I/wpQ86n3Hg5A/s800/IMG_0312.JPG

https://lh6.googleusercontent.com/-sOEvd5dNSkU/UpTBLukLgVI/AAAAAAAAB0U/NnCWQC7CoOo/s800/IMG_0318pp.jpg

https://lh5.googleusercontent.com/-ktjG_K_So0Y/UpTBPFhAYcI/AAAAAAAAB0k/xq_qXqB2wIA/s800/IMG_0319p.jpg

https://lh5.googleusercontent.com/-BsHzIqwaX6k/UpTBOy4dvEI/AAAAAAAAB0g/ImgZrJlmGCM/s800/IMG_0328pp.jpg

https://lh3.googleusercontent.com/-jMvEt9oUDps/UpTBZDyumAI/AAAAAAAAB0s/1EyjqltYsVQ/s800/IMG_0329p.jpg

79

(10 odpowiedzi, napisanych Pasma pozakarpackie (Alpy, Kaukaz, Apeniny ect.))

Oczywiście, że jest zamysł gdyż na przypadki mnie nie stać  wink . Zdarzają się co prawda spontaniczne wyjazdy, ktore realizuje pod warunkiem, że nie kolidują z głownym celem smile

80

(898 odpowiedzi, napisanych Przedstaw się!)

Lepiej pózno niż wcale ale chciałem przywitać wszystkich użytkowników forum BM. Mam na imię Arek, rocznik 76 ( ponoć najlepszy  lol ) i mieszkam w Łodygowicach u podnuża Czupla mniej więcej. Cóż mogę o sobie napisać ? Z pewnością to, że góry są moją pierwszą miłością. Poza tym uwielbiać przebywać na łonie natury i chłonąć piękno otaczającego świata.

81

(41 odpowiedzi, napisanych Pytania o sprzęt)

Ja preferuje zestaw dwóch noży, jeden składany mniejszy do krojenia, smarowania chlebka tudzież otwierania konserw, butelek itp. i drugi ze stałą głownią i najlepiej drewnianą rękojeścią do ''grubszych'' prac. Ten drugi musi być odporny na wszelkie uderzenia i trwały. Ja do tego celu uzywam ruskiego bagnetu do kałacha albo amerykańskiego KA-BAR'a. Natomiast nikt mi nie wmówi, że do rąbania drewna słuzy nóż  wink ( na takie opinie  się natykałem ). Od tego mam mała siekierę  big_smile.

82

(11 odpowiedzi, napisanych Pasma pozakarpackie (Alpy, Kaukaz, Apeniny ect.))

Bardzo wszystkim dziękuje smile.

83

(10 odpowiedzi, napisanych Pasma pozakarpackie (Alpy, Kaukaz, Apeniny ect.))

Dziękuje za miłe słowa a marzyć zawsze warto smile. Kto wie czy w przyszłym roku znów nie przyjdzie mi się zmierzyć z tą górą z tym, że od innej strony. Czas pokaże  smile

84

(29 odpowiedzi, napisanych Pytania o sprzęt)

Po mojemu...nie ma sensu bawić się w jakieś pistolety hukowe. Zwierze a zwłaszcza niedzwiedz wystraszony z ten sposób może stac się bardzo agresywny więc nie radziłbym takiej próby. Drapieżniki w Polsce unikają człowieka i jeśli są świadome jego obecności to schodzą mu z drogi, zaskoczone przez człowieka mogą zaatakować. Wniosek ? Będąc w rejonie występowania tego typu drapieżników zachowywać się tak by zwierzę nas słyszało, czyli głośno rozmawiać, stukać kijkami i podłoże, słowem unikać jakiś cichych podchodów. Gdyby jednak doszło do spotakania z niedzwiedziem to nie powinno się uciekać ( wiem, łatwo powiedzieć  big_smile ) ale raczej spokojnie odejśc od niego. Broń Panie Boże podnosić aparat foto by zrobić mu zdjęcie bo ten gest ( podniesienie rąk do góry ) miś uzna za przejaw ataku. Nie powinno mu się tez gapić przeciągle w oczy. Ja w przypadku gdyby miś zaczął niebezpiecznie się zbliżac to z pewnościa zostawiłbym na jego drodze plecak bo zazwyczaj to ciekawskie stworzenia szukające jedzenia smile.

85

(6 odpowiedzi, napisanych Pytania o sprzęt)

Polecam kuchenki Jetboila

86

(21 odpowiedzi, napisanych Pytania o sprzęt)

Nie lepiej kupić śpiwór u polskich producentow miast oglądac sie na konstrukcje zagraniczne ? Wszak polskie firmy w tym względzie to ścisła światowa czołówka a większosć zagranicznych producentów zaopatruje się często w polski puch. Polecam takie firmy jak Roberts, Cumulus, Yeti, Eksplo czy Małachowski choć ten ostatni w opinii wielu uzytkowników zawyża parametry swoich śpiworów.

87

(33 odpowiedzi, napisanych Pytania o sprzęt)

Jeśli mogę cos doradzić to przy kupnie zwracać uwagę by nie były to raki z aluminium jakie są często w sprzedazy. Wybierać modele 12 zębne. Raki koszykowe są najbradziej uniwersalne i nawet do gumiaka bedą pasować  wink . Sam uzywam choć rzadko CT Shark - koszykowe i przeważnie Grivel G12 automaty. Osobiście nie wyobrażam sobie uzywania raków paskowych z uwagi na czas jaki się traci przy ich zakładaniu. Co zaś do śrubki w rakach CT to ja zrobilem osłonę z dętki rowerowej dodatkowo owiniętej taśmą izolacyjną.

Pomysł wyprawy na Matterhorn, jednej z najpiękniejszych gór na świecie narodził się jakiś  rok temu, gdy wraz z kolegą Pawłem obmyślaliśmy jakiś cel w górach na ten rok. Padło na Mata. Ot, tak po prostu Paweł wypalił- jedźmy na Matterhorn. Z początku myślałem że się przesłyszałem. Pamiętam jak kiedyś podczas luźnej rozmowy Robso powiedział niejako w żartach, że jak wejdzie na Mata to może iść na górską emeryturę. Matterhorn miał być swego rodzaju wisienką na torcie naszych górskich zmagań. Wtedy ten szczyt był dla nas tak odległy jak jakaś pozaziemska galaktyka. Owszem marzenia były aby tam wejść ale w nieokreślonej przyszłości. Zestawienie ja i Matterhorn brzmiało wtedy równie irracjonalnie jak kompilacja ja i papież. Zastanawiałem się czy aby nie porywamy się z motyką na przysłowiowe słońce? Cóż, klamka zapadła i choć targały mną z początku mieszane uczucia zacząłem mentalnie przygotowywać się do tej wyprawy. Matterhorn dosłownie mnie wciągnął w swoją orbitę. Wertowałem wszelkie relacje, opisy drogi, filmiki itp. rzeczy, które miały związek z tą górą. Niejako zacząłem ją poznawać z każdej strony. Im więcej o niej wiedziałem tym bardziej wydawała mi się przyjazna, tym bardziej zaczynałem wierzyć, że „to” ma realne szanse powodzenia. Szukaliśmy przed wyjazdem jeszcze kogoś kto by z nami pojechał. Dodatkowy zespół dwójkowy wydawał nam się dobrą opcją a jednocześnie sposobem na zmniejszenie kosztów. Niestety szło to opornie. Jedni mieli inne plany, ci ze znajomych, którzy raz już bezskutecznie próbowali za nic nie chcieli tam wracać, Robso z kolei też planował co innego ( skończył z Roncem na Duforze ostatecznie  :mrgreen: ) W końcu stwierdziliśmy, że skoro chętnych brak to jedziemy sami mimo, że wiązało się to z większymi kosztami. Swoją drogą momentami miałem wrażenie, że Ci którzy odmawiali chyba nie bardzo wierzyli w nasze wejście na ten szczyt. Zaczęliśmy przygotowania od zebrania wszelkich informacji na temat góry, lokalizacji, dojazdu itp. w czym nieocenioną rolę odegrał nasz dobry kolega Raffi79, który udzielił na wielu cennych wskazówek. Nie bez znaczenia było przygotowanie kondycyjne i wytrzymałościowe. Priorytetem  była dla nas pogoda a ponieważ czas mieliśmy ograniczony od 3 do 15 sierpnia więc postanowiliśmy jechać nad wybrzeże włoskie oddalone o 300-parę km od Zermatt i tam czekać na korzystne warunki zażywając przy okazji kąpieli w morzu. Miało to tę dobrą stronę, iż pozwalało  na szybkie przemieszczenie się do Zermatt w odróżnieniu od długiej i męczącej drogi z kraju. Minusem był fakt przebywania na wysokości lustra wody. Nad morzem wylądowaliśmy w sobotę 4 sierpnia i już tego samego dnia dostaliśmy informację o mającej nastąpić poprawie pogody od poniedziałku.

1 dzień , niedziela:
W niedzielę po południu jedziemy do Zermatt. Trochę późno ale inne sprawy nie pozwoliły na wcześniejszy wyjazd. Wg planu mamy dojechać do miasteczka, wyjechać kolejką na Schwarzsee Paradise i dojść na noc do schroniska Hornlihutte. Z góry zakładamy nocleg w schronisku bo po doświadczeniach wielu znajomych doszliśmy do wniosku, że nie będziemy się obciążać klamotami i pójdziemy na lekko. Poza tym faktycznie lepiej dozbierać więcej kasy i poświęcić na schron by potem  atakować wypoczętym i najedzonym. Tak nam doradzono i tego staramy  się trzymać, nie ma sensu wyważać otwartych drzwi kiedy sprawdzone rozwiązania podane są na tacy. Mimo rezygnacji z części ekwipunku plecaki skutecznie przyciskają nas swoim ciężarem do gleby. Od początku jednak wszystko idzie żle. Do Zermatt przyjeżdżamy za późno, kolejka już nie chodzi więc pozostało szukać noclegu w miasteczku. W dodatku pogoda pod psem, choć na szczęście przestało padać. Tułamy się tu i ówdzie odbijamy od drzwi do drzwi by w końcu znaleźć ‘’tanią’’ kwaterę. Niestety nie było wyboru. Na koniec dnia, głodni idziemy do pobliskiej pizzerii gdzie fundujemy sobie pizzę średniej wielkości za ok. 95 zł. Masakra…

2 dzień, poniedziałek :
Nazajutrz z rana udajemy się do pobliskiej kolejki i wyjeżdżamy na Schwarzsee Paradise. Spotykamy po drodze dwóch łojantów z Polski i jednego starszego gościa także krajana co stwierdzam po plecaku Wisporta, który po raz czwarty w karierze próbuje ugryźć Mata. Do tej pory bezskutecznie i z tego co nam mówi będzie to jego ostatnia próba, jak się potem okaże również nieudana. Poza tym żywej duszy, nikt poza nami nie podąża w stronę schronu. Nie dziwi to jednak w kontekście tego co widać na niebie. Po około 2 godzinach marszu dochodzimy do schronu. Niestety niebo w dalszym ciągu zasnute chmurami i nadal nie widać naszej góry.

https://lh3.googleusercontent.com/-Jg_H8zB7ufk/UFtTWPyn4tI/AAAAAAAAAJw/pyQJk_Di1m0/s640/IMG_0002.JPG

https://lh3.googleusercontent.com/-f4sNB-nxT08/UFtTVCjPTFI/AAAAAAAAAJs/s-zw7fFWweA/s640/IMG_0001.JPG

Wg prognoz pogoda ma być  jutro jak kryształ a i dziś pod wieczór zapowiadana jest poprawa. Czas pokaże, zobaczymy.

https://lh6.googleusercontent.com/-b19Z0ZIb_lg/UFtTXUUJDfI/AAAAAAAAAJ4/e3D7vI1o8Yw/s640/IMG_0004.JPG
W drodze do schroniska

https://lh5.googleusercontent.com/-bsjxfCUKqtc/UFtTYTkAzBI/AAAAAAAAAKE/8zda8LnZbJs/s640/IMG_0006_fhdr.jpg
Widok na masyw Monte Rosa w HDR

https://lh6.googleusercontent.com/-JgUO8aoVV34/UViR1wf-idI/AAAAAAAABCE/C6Ic5b2QQGs/s640/IMG_0008.JPG

https://lh6.googleusercontent.com/-qno60ib8Xjo/UViS8M_pwjI/AAAAAAAABCQ/hNtvXF4KXzM/s640/IMG_0009_fhdr.jpg
Momentami się przejaśnia...

https://lh6.googleusercontent.com/-2mxhdjuMjKI/UFtTZ5GLGMI/AAAAAAAAAKU/5KmX3QkzwRc/s640/IMG_0012.JPG
...niestety tylko na chwilę

https://lh4.googleusercontent.com/-NTwvoj65kS8/UFtTajE-NiI/AAAAAAAAAKc/SCNO9qKVKFs/s640/IMG_0014_fhdr.jpg
Monte Rosa w HDR

https://lh4.googleusercontent.com/-k5-NxEGshZw/UViUOdwGffI/AAAAAAAABCY/deeuO_wKA_8/s640/IMG_0013.JPG
Matterhorn skutecznie ukrywa swoje oblicze

https://lh5.googleusercontent.com/-wgYwIc9jP3U/UVicuetfRiI/AAAAAAAABDo/QdN_lYd7zB0/s640/IMG_0150.JPG

Schronisko Hornlihutte jest opustoszałe. Prócz nas i trojga naszych rodaków nikogo kompletnie nie ma. Niedobrze, to widomy znak, że warunki są na tyle złe, iż nikt nie kwapi się do wejścia na szczyt w najbliższym czasie. Słowem pogoda barowa, żeby nie powiedzieć zimowa gdyż ledwie co przekroczyliśmy próg schronu jak zaczął sypać gesty śnieg. No to nieźle myślę sobie. Wprawdzie prognozy przewidywały opad ale po tym co widzimy nie nastraja nas to optymistycznie. Ostatecznie jesteśmy zdeterminowani czekać do końca tygodnia na poprawę pogody byle tylko dostać swoją szansę. Sypie bardzo intensywnie. Założenia są takie, że jutro postanawiamy nie ruszać się stąd cały dzień i zaatakować dopiero pojutrze czyli w środę. Chcemy w ten sposób choć trochę przyzwyczaić organizm do wysokości a co najważniejsze dobrze wypocząć. W między czasie jeśli warunki pozwolą ruszymy na krótki rekonesans drogi takie, ot wejście aklimatyzacyjne. Późnym popołudniem zaczyna się przejaśniać. Nareszcie.

https://lh3.googleusercontent.com/-odLJzCP0kuY/UFtTbKxHUCI/AAAAAAAAAKk/rgvScMR--2w/s640/IMG_0036_fhdr.jpg
Pierwszy widok na Mata

https://lh5.googleusercontent.com/-lnj8Zn51psQ/UViVXNVUniI/AAAAAAAABCg/KfUahznkg5M/s640/IMG_0038.JPG
Wrażenie niesamowite

https://lh6.googleusercontent.com/-pqgYuQCYJlM/UFtTciCskLI/AAAAAAAAAKw/8PxvM8H4C3s/s640/IMG_0043_fhdr.jpg

Jak na razie prognozy są niezawodne. Po czasie doszło jeszcze do schronu parę osób. Są jacyś Hiszpanie , Rumun i dwóch Chińczyków ale za to żadnego przewodnika hmm… Na zewnątrz robi się całkiem przyjemnie no i wreszcie możemy zobaczyć w całej okazałości Matterhorn. Imponujące wrażenie. Góra dosłownie przytłacza swoim ogromem a zarazem ma w sobie coś majestatycznego co przyciąga. Już choćby z tego względu warto stanąć u jej podnóża i delektować się jej niebanalną, wręcz idealną nieskazitelnością kształtów. Nie przypadkowo uważana jest przez wielu za górę doskonałą i jedną z najpiękniejszych na świecie. Obcując z takim zjawiskiem natury trudno zaprzeczyć tej opinii. Matterhorn niejako wisząc tuż nad naszymi głowami uzmysławia nam dobitnie skalę wyzwania jakiego się podjęliśmy a tym samym wzbudza respekt i szacunek jakim zwykle darzy się godnego przeciwnika. Tu nie ma miejsca na dyletanctwo, lekceważenie i improwizacje. Statystyki są nieubłagane, ta góra pochłonęła mnóstwo ludzkich istnień a tabliczki z nazwiskami ofiar u jej podnóża stanowią groźne memento dla śmiałków. Każdy błąd, fałszywy krok, błędna decyzja może się zemścić i zadecydować o sukcesie bądź przegranej. Póki co nasza gra jeszcze się nie rozpoczęła bowiem to pogoda gra tutaj pierwsze skrzypce. Wykorzystując  jej łaskawość korzystamy z pierwszych tego dnia promieni słoneczka i z  nudów pomagamy obsłudze schroniska odśnieżyć stoliki i taras za co skarbimy sobie wdzięczność jej damskiej części.

https://lh6.googleusercontent.com/-_19h3Ox9Sw0/UFtTdc7l4MI/AAAAAAAAAK8/OcfDqas_CyA/s640/IMG_0045.JPG
Łopata i do dzieła smile

https://lh6.googleusercontent.com/-KdDtQb0ZRUM/UFtTeAta5aI/AAAAAAAAALA/JTODPMoOc3s/s640/IMG_0046.JPG
Nasz efekt pracy smile Liczyliśmy przy tej okazji na jakiś rabacik tudzież miłe towarzystwo big_smile

Z toczonych rozmów z innymi wynika, iż niemal wszyscy jutro uderzają na szczyt. Na dodatek otrzymuję z Polski telefon od  Raffiego z informacją, że jedyne okno pogodowe w najbliższym czasie ma być tylko jutro a potem znowu załamanie pogody. Obrazuję mu jakie panują warunki i co dzieje się na zewnątrz na co stwierdza, że w istniejącej sytuacji szanse na wejście są minimalne ale decyzja zależy od nas  Stanęliśmy przed nie lada dylematem, co robić w tej sytuacji? Pokusa jest ogromna ale rozsądek i jakiś wewnętrzny głos podpowiada by nie iść. Chwila wahania, burza niespokojnych myśli pod kopułą i ostatecznie decydujemy, że z uwagi na istniejące warunki tj. sporo śniegu i spodziewanego oblodzenia skały wyjście w dniu jutrzejszym mija się z celem. Niech słońce zrobi swoje i to trochę przytopi, w przeciwnym wypadku będziemy musieli walczyć ze śniegiem, lodem, trwonić siły, czas i na szczyt nie wejdziemy. W naszej decyzji utwierdza nas też miła pani z obsługi schroniska, która odradza nam jutrzejsze wyjście. Przyznam szczerze, iż była to chyba najtrudniejsza decyzja w czasie trwania całej wyprawy. Suma sumarum okazało się, że mieliśmy całkowitą racje. Przed pójściem spać dochodzi jeszcze do kuriozalnej sytuacji. Nasi współlokatorzy w pokoju, Rumun i Chińczyk proszą nas o zgrozo o instruktaż na temat wiązania się liną, buchtowania itd. Cóż nie tylko w Polsce trafiają się oryginały i potencjalne ofiary gór wink Rumun okazuje się  pojętnym uczniem natomiast Chińczyk kompletnie nic nie kuma, z angielskim też nie daje rady, nic nie rozumie. Jutro obaj wyruszają na Mata jako przypadkowy zespół dwójkowy i mimo całej dla nich sympatii choć życzymy im jak najlepiej to sukcesu im nie wróżymy.

https://lh3.googleusercontent.com/-QqVJHUQQPyo/UFtTe2sQIpI/AAAAAAAAALI/xJhJqc6mL9w/s640/IMG_0050-IMG_0063_fhdr.jpg
Panorama z okolic schroniska Hornlihutte

https://lh5.googleusercontent.com/-9hw0kCOhU2c/UFtTfhKzQlI/AAAAAAAAALQ/8ryOOm3D73c/s640/IMG_0065p.jpg
W stronę Zermatt

https://lh4.googleusercontent.com/-bjq3mOoJVMM/UFtTg5hJe7I/AAAAAAAAALY/FBEfB9TNY0U/s640/IMG_0076-IMG_0087_fhdr.jpg
Jeszcze jedna panoramka z okolic schronu

https://lh3.googleusercontent.com/-MFDA6IyRnG4/UViW2Nc6lTI/AAAAAAAABCo/Bip5i_c7YFU/s640/IMG_0048_fhdr.jpg

https://lh5.googleusercontent.com/-ItTx3xp7VEY/UViZosTukeI/AAAAAAAABDA/1MgsNJt21gM/s640/IMG_0111.JPG

https://lh6.googleusercontent.com/-Qo-5_VpXlio/UViY1RI8qlI/AAAAAAAABC4/XLYU5cvfiJE/s640/IMG_0074.JPG
Breithorn & Klein Matterhorn

3 dzień, wtorek:
Nazajutrz wypoczęci jak lordy snujemy się po pustym schronisku i z dala wypatrujemy zmagania na grani. Pogoda wspaniała, na niebie nie ma ani jednej chmurki i panuje niczym niezmącona cisza przerywana tylko odgłosem spadających kropli wody z roztopionego śniegu. Korzystając z okazji podstawiam pod rynnę schronu kubek i łapie życiodajny płyn, którego brak w schronie jest pewną uciążliwością. Przy okazji za załomem skalnym mogę się wreszcie spokojnie ogolić co by nie wyglądać jak pospolity bandyta wink

https://lh4.googleusercontent.com/-ehHWCrSq4Yw/UFtThieaqaI/AAAAAAAAALg/nhRaIWn6O9I/s640/IMG_0178.JPG
Pogoda marzenie

https://lh4.googleusercontent.com/-KeMsnCfuqeM/UFtTinr-JGI/AAAAAAAAALo/NLwg2HlDE7k/s640/IMG_0185.JPG
Chce się żyć

https://lh5.googleusercontent.com/-tHD0DcKz7rA/UViX8RXzvZI/AAAAAAAABCw/miEtv0SfQOI/s640/IMG_0065_fhdrp.jpg

https://lh6.googleusercontent.com/-F33_9oiDmy4/UViaLO1dreI/AAAAAAAABDI/buWmzDetrBM/s640/IMG_0113p.jpg

Momentami nachodzą mnie wątpliwości potęgowane tym co widać na zewnątrz czy aby dobrze postąpiliśmy zostając w schronie, może dziś to była faktycznie ta jedna jedyna szansa by spróbować ? To trudny niewątpliwie dla każdego z nas moment ale staram się odgonić złe myśli. W dniu dzisiejszym wyruszyli też na zdobycie góry nasi łojanci drogą braci Schmidt niosąc ze sobą niewyobrażalną ilość sprzętu co mieliśmy okazje zobaczyć podczas ich przygotowań do wyjścia w schronie. Ciekawi jesteśmy tych dzisiejszych zmagań  toteż obserwujemy co dzieje się na grani Hornli. Zdaje się, że widzimy naszą parę rumuńsko-chińską w niższej partii Mata. Stoją praktycznie w jednym miejscu i ani w prawo ani w lewo. Nie wróży to dobrze ale nie czas teraz się nimi zajmować gdyż dochodzi południe więc zgodnie z planem ruszamy na rekonesans.

https://lh5.googleusercontent.com/-Q2Qk2HpQQe8/UFtTjrJrKNI/AAAAAAAAALw/o3SfGCe0SEQ/s640/IMG_0189.JPG
Pogoda nastraja optymistycznie

https://lh5.googleusercontent.com/-FyWQqV-_BtE/UViapqVGv0I/AAAAAAAABDQ/JR-lpccKVyA/s640/IMG_0114.JPG

https://lh6.googleusercontent.com/-K3h_Pj50p-Q/UVibHBBxCyI/AAAAAAAABDY/F-9F16Md4Gg/s640/IMG_0123.JPG

Pierwsze dotknięcie ściany Mata.

https://lh3.googleusercontent.com/-WEBs4VkzNLU/UFtTkxFYj2I/AAAAAAAAAL4/gIDlCrT7Em4/s640/IMG_0124.JPG
Matterhorn - pierwsza krew wink

Drogi nie znamy ale kierujemy się mniej więcej za kopczykami i śladami. Skała krucha trzeba cholernie uważać za co się chwyta. Poza tym topiący się śnieg sprawia, że co chwilę coś wyjeżdża spod nóg. Droga robi się coraz bardziej zawikłana. Kilka razy zawracamy.

https://lh5.googleusercontent.com/-LVDXEtJhRns/UFtTlxjKgEI/AAAAAAAAAMA/JAek6cNcSFw/s640/IMG_0193.JPG
Krucho jak diabli

https://lh4.googleusercontent.com/-h5QcDKus9ts/UVier64M7MI/AAAAAAAABD4/MNrCV0hUJBQ/s640/IMG_0167.JPG

https://lh6.googleusercontent.com/-EhgEjuURIrw/UViflgjXQ5I/AAAAAAAABEA/h83szz7LqgU/s640/IMG_0173.JPG

https://lh3.googleusercontent.com/-eW4ABdSvs54/UVigXVe9OZI/AAAAAAAABEE/NVSAbM6vT0w/s640/IMG_0174.JPG

https://lh3.googleusercontent.com/-BTZcdYF3VBY/UVigdYap8LI/AAAAAAAABEM/PDY7tIEbGiQ/s640/IMG_0175.JPG

https://lh6.googleusercontent.com/-IFbsTjWQjtI/UFtTmyZD8VI/AAAAAAAAAMI/gFJkEsWHm98/s640/IMG_0195.JPG
No i gdzie teraz ?

Kluczymy tu i tam, momentami kręcimy się jak g…no w przerębli. Dochodzimy wreszcie do miejsca, w którym nie bardzo wiadomo którędy iść. Przy okazji natykamy się na „naszych łojantów” schodzących z góry z kwaśnymi minami. Autentycznie są wkurzeni gdyż w pewnym momencie zawrócili z powodu braku czasu jak nam powiedzieli. Ktoś naopowiadał im ponoć bajek, że wejdą na Mata w kilka godzin. Podejrzane to trochę bo obserwujemy jak asekurują się na sztywno w miejscu gdzie my przechodzimy na żywca bez większych trudności.  Robi się późno, czas wracać. Okazuje się, że robiliśmy średnio 100m przewyższenia/godzinę i wyszliśmy raptem kilkaset metrów ponad schron. Niedobrze, w takim tempie na Mata nie wejdziemy, tyle że choć początek drogi mamy rozeznany. Wniosek nasuwa się sam- jutro idziemy za przewodnikami, którzy drogę znają jak nikt inny.

https://lh5.googleusercontent.com/-6bH9yu6aY2A/UFtTny7GlXI/AAAAAAAAAMU/yrBGCeOLFnQ/s640/IMG_0201.JPG
Wracamy do schronu

https://lh3.googleusercontent.com/-YPIs0OkShxM/UVihAfz9JbI/AAAAAAAABEU/7plj6SEF8M0/s640/IMG_0199.JPG

W drodze powrotnej spotykamy jeszcze znajomą parę chińsko-rumuńską, która kompletnie wyczerpana schodzi na dół. Ponoć byli pod Solvayem ale brakło im sił na dalszą wspinaczkę. Nasze przypuszczenia się sprawdziły, tego dnia nikt nie zdołał wejść na szczyt co niejako uspokoiło moje sumienie co do powziętej wczoraj decyzji. Podczas naszego krótkiego wypadu schronisko się zapełniło a w jego pobliżu pojawiło się kilka rozbitych namiotów. Jest też  kilku przewodników z klientami-dobry prognostyk na pogodę w dniu jutrzejszym. Na szczęście tłoku jednak nie ma co wydaje się dziwne gdyż zwykle Grań Hornli jest bardzo okupowana z sezonie. Najwidoczniej dotychczasowe warunki pogodowe odstraszyły wielu śmiałków i dobrze  :mrgreen: .  Zgodnie z radą Raffiego, który rok temu zdobył Mata przed jutrzejszym wyjściem zamawiamy obfitą kolację oraz śniadanie na rano. Faktycznie kolacja jest mega obfita do tego wysokokaloryczna i nie sądzę by ktoś mógł czuć po niej niedosyt.

https://lh5.googleusercontent.com/-4WsLYgfdtQI/UVibi4rxCeI/AAAAAAAABDc/9KJHRAkY06w/s640/IMG_0126-IMG_0130_fhdr.jpg

https://lh6.googleusercontent.com/-lGBQLTp3Pns/UVidgic7ktI/AAAAAAAABDs/rKg3QU_c51w/s640/IMG_0155.JPG

https://lh6.googleusercontent.com/-azYLxEwNKyk/UFtTomJETMI/AAAAAAAAAMY/rOZatwMRNPA/s640/IMG_0206.JPG
Monte Rosa na tle zachodzącego słońca

https://lh5.googleusercontent.com/-vCeKIxWBgwQ/UFtTpn_rhgI/AAAAAAAAAMg/YtKrVy0andU/s640/IMG_0212.JPG
Zmierzch nad Matterhornem

4 dzień, środa:
Pobudka o 4 , zbieramy się szybko i schodzimy na dół na śniadanie. Jeść się nie chce więc wrzucam tylko dwie kromeczki na szybko i wychodzimy, żeby nam przewodnicy nie uciekli. Wiążemy się jeszcze przy schronie w świetle czołówek i ruszamy. Z daleka widzę, że w połowie Mata są już ludzie o czym świadczy wężyk światełek mozolnie wijący się ku górze. To z pewnością ci z namiotów, musieli wyjść co najmniej o 3. Nie czas się jednak nimi zajmować. Wchodzimy w ścianę, od razu mocne tempo. Trochę nas zatyka z wysiłku na początku, widomy znak, że organizm po nocy jeszcze nie chodzi na pełnych obrotach i się buntuje. Z czasem jest coraz lepiej. Trzymamy się „naszego” przewodnika, który okazuje się bardzo sympatycznym młodym człowiekiem. Zresztą podczas wczorajszego wyjścia spotkaliśmy go wraz z klientem i wymieniliśmy uprzejmości smile. Tutaj taka mała dygresja, otóż przed wyjazdem słyszeliśmy sporo negatywów na temat tego co dzieje się na grani Hornli, zachowań ludzi a zwłaszcza przewodników wobec innych. Na całe szczęście nic takiego nie doświadczamy wręcz przeciwnie. Być może to zasługa pogody, która skutecznie przerzedziła szeregi potencjalnych zdobywców przez co na grani nie panuje ani tłok ani nerwowa atmosfera. Trudno powiedzieć, widocznie albo mamy szczęście albo czuwa nad nami Stwórca tego świata. Tak czy inaczej jesteśmy mile zaskoczeni. Oglądam się do tyłu, tuż za nami idą następni przewodnicy z klientelą. Takich jak my jest garstka. Staramy się iść równym tempem, żadnej szarpaniny. „Nasz” przewodnik staje na chwilę z klientem więc go mijamy. Po chwili się okazuje, że jest obok nas ale jakoś wyżej. Z uśmiechem pokazuje nam ręką właściwą drogę. Cały czas napieramy równym tempem, sporadycznie zakładając przeloty. Nie ma czasu ani miejsca by bawić się w to częściej. Z tego samego powodu jak i panujących ciemności niemożliwe jest robienie zdjęć. Idzie dobrze- to najważniejsze. Powoli się rozwidnia i droga staję się czytelniejsza. Widać już blisko schron Solvay.

https://lh6.googleusercontent.com/-M3hT_pJjDHo/UFtTqg1IEGI/AAAAAAAAAMo/Jkndylvf9Qs/s640/IMG_0226.JPG
Podejście pod Solvay

https://lh6.googleusercontent.com/-nNRpgmIGY7A/UFtTrcz1AiI/AAAAAAAAAM0/Zmv2Zm1agMU/s640/IMG_0225.JPG

Już pod schronem w dolnej części płyty Mosleya natykamy się na czwórkę Ukraińców tworzących zator. Czekamy cierpliwie aż wejdą. Trwa to jednak dosyć długo więc zniecierpliwieni wymijamy ich a nawet uprzejmie korzystamy z ich sprzętu. Widać ewidentną różnicę w prędkości poruszania się zespołu dwójkowego w stosunku do czwórki co nie jest bez znaczenia w przypadku wspinaczki na taką górę jak Matterhorn.

https://lh3.googleusercontent.com/-bH01UdBbBwI/UFtTsAJfepI/AAAAAAAAAM4/7KP7Gcfotdo/s640/IMG_0222.JPG
Chwila oddechu koło schronu Solvay

Chwila odpoczynku koło schronu i ruszamy w dalszą drogę. Zostało 478 m przewyższenia w trudniejszym niż do tej pory terenie. Blok szczytowy wydaje się blisko ale wiem, że to złudzenie. Stąd gdzie jesteśmy wydaje się kolejną jakby osobną górą, która właśnie teraz płonie w świetle wschodzącego słońca. Z daleka gdzieś z dołu z Zermatt albo okolic Gornegratt, czy Dufora widok musi być fantastyczny w tę stronę. Napieramy dalej. Nasz przewodnik nas minął kiedy odpoczywaliśmy ale widzimy kolejnego. Co prawda droga jest już ewidentnie czytelna ale z powrotem w dolnej partii lepiej iść za kimś.

https://lh6.googleusercontent.com/-1ssf00b6Sog/UFtTs8bzsZI/AAAAAAAAANA/ESYrtKzEZ0I/s640/IMG_0235.JPG
Coraz wyżej

https://lh3.googleusercontent.com/-vVvaRPvSFT4/UFtTtgVlyxI/AAAAAAAAANI/UqA_75b2lBI/s640/IMG_0238.JPG
Szczyt wydaje się blisko, w rzeczywistości to kolejna góra do zdobycia

Dochodzimy do pionowej ścianki. To zdaję się górna część płyty Mosleya. Wiszą tutaj grube poręczówki, o wpięciu w nie czegokolwiek mowy nie ma. Wdrapujemy się na żywca i zmierzamy w kierunku ramienia bloku szczytowego. Po drodze mijamy tych, którzy wyszli wcześniej w nocy schodzących już ze szczytu. Gdzieś po drodze ubieramy raki i dochodzimy do poręczówek przy bloku szczytowym. To chyba najtrudniejsza a przynajmniej najbardziej wysiłkowa część Grani Hornli. Odczuwamy już trudy drogi ale czujemy się nadspodziewanie dobrze. Czekamy przy poręczówkach aż zejdą ci ze szczytu. Co chwilę na nasze głowy sypią się małe bryłki strącanego śniegu. Jedną z nich oberwałem w twarz ale bez konsekwencji. Trwa to dość długo więc zniecierpliwiony idę do przodu kiedy tylko poczułem, że lina się zwolniła. Wysiłek ogromny, w pewnym momencie czuje wisząc na linie, że nie bardzo mam gdzie oprzeć nogi. Ściana wydaje się lekko przewieszona. No tak, Bozia poskąpiła wzrostu to i nóżki krótkie. Dobrze, że choć ręce stworzone nie tylko do klepania na klawiaturze i podcierania tyłka wink . Jakoś siłą woli i rąk pokonuje ten odcinek. Wybieram linę i pomagam Pawłowi, któremu też daje się we znaki ten fragment trasy. Dalej teren się kładzie do ok. czterdziestu kilku stopni i stanowi płytę szczytową pokrytą sypkim śniegiem. O dziaby aż się prosi.

https://lh6.googleusercontent.com/-DH_AzHsrPu0/UFtTukrkYoI/AAAAAAAAANU/HqtNYFfhRc4/s640/IMG_0239.JPG
Najgorsze za nami

https://lh6.googleusercontent.com/-AX2pQOwLO48/UFtTvxnzRzI/AAAAAAAAANY/RBX5kZ8edto/s640/IMG_0243.JPG
Figurka Św. Bernarda patrona alpinistów tuż pod szczytem

Z wydatną pomocą czekanów wspinamy się na grań szczytową mijając po drodze figurkę Św. Bernarda patrona alpinistów. Na śniegu wyraźne ślady krwi, prawdopodobnie oznaka przeforsowania organizmu albo braku dostatecznej aklimatyzacji. W samotności wchodzimy wreszcie na grań i idziemy w kierunku wierzchołka. W pewnym momencie grań bardzo się zwęża, miejsca starcza ledwie na buty. Luft z obu stron a ekspozycja z gatunku tych- w Imię Ojca i Syna… Wreszcie ok. 12.10 szczęśliwi stajemy na szczycie Matterhornu.

https://lh4.googleusercontent.com/-ffyTRUMTjnk/UFtTwsR-A6I/AAAAAAAAANg/4fbRWQ1kzOA/s640/IMG_0245.JPG
Fragment grani szczytowej

https://lh6.googleusercontent.com/-tQJC4F135ao/UFtmXnjYXNI/AAAAAAAAAQM/JHltft0gD5w/s640/IMG_0255-IMG_0272.jpg
Panorama ze szczytu

https://lh6.googleusercontent.com/-DCy9rPoKDzk/UFtTzs18UHI/AAAAAAAAANw/MjjuHmjm5FY/s640/IMG_0304p.jpg
Widok na włoską strone, w tle w oddali Mont Blanc

https://lh3.googleusercontent.com/-HLsHXpb2sqY/UVip3oN4zoI/AAAAAAAABEg/E9gX1H6hPkA/s640/IMG_0278.JPG
Monte Rosa

Chwila oddechu, pamiątkowe zdjęcia i krótkie filmiki. Jesteśmy samotni na wierzchołku. Cóż człowiek czuje w takich momentach  stojąc na szczycie zrozumieć może jedynie ten kto doświadcza podobnych chwil. Uczucie spełnienia, wielkiej radości i satysfakcji ? To chyba zbyt proste i prozaiczne słowa by wyrazić swój stan ducha. Jeśli kiedykolwiek zastanawiałem się jak wygląda niebo, raj i co jest pełnią szczęścia to właśnie dziś otrzymałem odpowiedz a zarazem dar, za który w głębi duszy dziękuje Bogu, także za to, że dał mi siły i determinacje bym mógł dotknąć nieba. Również za to, że czuwał nad nami. W pobliżu szczytu co jakiś czas pojawia się śmigło a to z klientami, to znowu  ratowniczy.  Warunki idealne, niemal zero wiatru a widoki przyprawiają o szybsze bicie serca i zawrót głowy. Czegóż tu nie ma? Gdziekolwiek się obrócę jestem otoczony słynnymi alpejskimi gigantami. Mniej więcej od strony północnej piętrzą się takie tuzy alpejskie jak Zinalrothorn czy Weisshorn, od wschodu szczególnie pięknie z kolei wygląda Lodowiec Gorner oraz grupa Monte Rosy z Duforspitze i Nordentem na czele. W bezpośrednim sąsiedztwie o swojej obecności przypomina Klein Matterhorn oraz Breithorn natomiast od południowego zachodu piętrzy się majestatycznie najwyższy szczyt Europy Mont Blanc. Można by tak wymieniać i wymieniać a w środku tego wspaniałego alpejskiego królestwa stoi samotnie niczym król Matterhorn- zaiste jego symbol i władca. Niestety czas nie słup, nie stoi więc pora kontemplacji nieuchronnie dobiega końca.  Od strony włoskiej obserwujemy jak wchodzi zespół  Ukraińców , z którymi chwilę rozmawiamy po czym zabieramy się w drogę powrotną.

https://lh4.googleusercontent.com/-Y49vYZI4ULY/UViQIcTixcI/AAAAAAAABB0/oiEjc0I-lG0/s640/DSCF9300.JPG

https://lh5.googleusercontent.com/-6g5mErm--sE/UFtT0gofTjI/AAAAAAAAAN4/KIC5zHHhIEs/s640/IMG_0325.JPG
Paweł na grani

https://lh4.googleusercontent.com/-jPU_CbcwK3g/UViQl_v4IjI/AAAAAAAABB8/_D64DRorBt0/s640/DSCF9305.JPG
Śmigło z klientem, któż bogatemu zabroni ?  ;-)

https://lh4.googleusercontent.com/-Dl7TVS17tK0/UVirW2fscMI/AAAAAAAABEo/WV-5Vgy-ri0/s640/IMG_0281.JPG

https://lh5.googleusercontent.com/-zo-4uwmwwEY/UVirZbIvjgI/AAAAAAAABEw/VAWW9ERP0OE/s640/IMG_0283.JPG
Wierzchołek od włoskiej strony Monte Cervino

https://lh5.googleusercontent.com/-_d1emizBFGk/UVirZFX4CjI/AAAAAAAABE4/S54j9SQifyQ/s640/IMG_0282.JPG

https://lh3.googleusercontent.com/-mCbZGkkzPnM/UVisEx37VaI/AAAAAAAABE8/99uW9U2ZYtU/s640/IMG_0285.JPG
Widok na Mont Blanc

https://lh3.googleusercontent.com/-kMHotXKts-4/UViyBKtCTwI/AAAAAAAABFg/XfLphBwoBqo/s640/IMG_0329.JPG
Aro smile

https://lh4.googleusercontent.com/-9GVCBTy88wc/UViw3BIbIfI/AAAAAAAABFU/r30Lp7Eg0WE/s640/IMG_0318.JPG
Stąd Duforspitze wygląda jak sporo mniejszy brat.

Dziwne ale po nas nikt nie wychodzi na szczyt. Trochę mnie to niepokoi bo przecież szedł za nami przewodnik z klientem. Najwidoczniej klient w pewnym momencie powiedział stop. Robimy pierwszy zjazd potem drugi. Idzie to jakoś nieporadnie i długo trwa, zbyt długo. Zaczynam się irytować więc stwierdzam, ze dalej idziemy na krótko, na lotnej miejscami asekurując się niemal na sztywno. W zasadzie gdybym wiedział, że tak będzie to zamiast 50 m liny którą mieliśmy w zupełności wystarczyłoby zabrać 25m.  Czuje się dobrze ale długa droga przed nami. W ogóle to jestem totalnie zaskoczony reakcją swojego organizmu na wysiłek i wysokość. Mimo trudu drogi i rosnącej wysokości nie czuje specjalnie większego zmęczenia. Wpływ wysokości jakby mnie nie dotyczył a przynajmniej świadomie tego nie odczuwam. W każdym razie bez wątpienia w życiu tak dobrze w górach się nie czułem. Być może świadomość zdobycia szczytu dodała skrzydeł i wyzwoliła dodatkowe pokłady energii ?

https://lh4.googleusercontent.com/-VW9ib_8iYQY/UFtT3Hv4TKI/AAAAAAAAAOM/jFTy10NVn3U/s640/IMG_0330.JPG
Gdzieś w ścianie pod blokiem szczytowym

Jestem nastawiony na zejście do schroniska Hornli ale Paweł, któremu zmęczenie coraz bardziej daje się we znaki sugeruje postój w Solvayu. Nocleg w tym schronie w ogóle podczas planowania wyprawy nie był brany pod uwagę ale wobec powyższego i późnej pory zdecydowaliśmy się z niego skorzystać. Nic na siłę, nikt nas nie goni. Lepiej odpocząć niż ryzykować zejście po ciemku tym bardziej, że w schronie jesteśmy dopiero koło godz. 19. Jak wiadomo najwięcej wypadków jest przy zejściu kiedy człowiek zmęczony jest bardziej zdekoncentrowany.

https://lh5.googleusercontent.com/-6eSX4K5SJyg/UFtT4HihmrI/AAAAAAAAAOQ/bsk8KJq5YPA/s640/IMG_0331.JPG
Górna część płyty Mosleya

https://lh3.googleusercontent.com/-ETJr1pkCe6Y/UFtT7aAKD4I/AAAAAAAAAOo/cv7EPSH6_L8/s640/IMG_0335.JPG

https://lh3.googleusercontent.com/-Qyh7WsV3puc/UFtT5CPf_iI/AAAAAAAAAOY/vCRG-AtekVk/s640/IMG_0332.JPG
Całkiem niezła ekspozycja

https://lh4.googleusercontent.com/-e_ofG27Ans0/UFtT6iVWALI/AAAAAAAAAOg/Cy8syeRQ36U/s640/IMG_0333.JPG
Paweł w akcji smile

https://lh4.googleusercontent.com/-dFWwsQ3H1LE/UVi0GjstRzI/AAAAAAAABFw/HPT4fC3YZyo/s640/IMG_0336.JPG

Okazuje się , że schron jest zajęty przez czwórkę z Ukrainy, którą dziś mijaliśmy pod Solvayem. Ponieważ później nigdzie ich nie spotkaliśmy byłem święcie przekonany, że doszli tu na nocleg i szczyt zaatakują jutro. Jak nam powiedzieli byli ok. 200 m od wierzchołka i zawrócili z braku sił. Jutro schodzą na dół. Aż dziw, że jutro nie próbują wejść ale widać mają ku temu ważne powody. Chłopaki leżą na czterech pryczach, my siadamy na ławce przy stole. Ściągam raka z lewego buta a potem…potem to mi się już totalnie nic  nie chce. Siedzę i gapię się w ścianę i blat stołu jakby coś tam pisało ciekawego. Totalna zawiecha. Dopiero teraz opada ze mnie napięcie i schodzi „powietrze”. Dopóki byłem w ruchu miałem energie i przysłowiowego „chcieja” ale wystarczyło tylko usiąść… Tkwię tak dobre parę minut aż w końcu z odrętwienia wyrywa mnie matka natura i gna za potrzebą. Dalszy opis cokolwiek śmiesznych czynności pominę, mając na względzie wrażliwość estetyczną czytelników wink Przed zachodem słońca wychodzę jeszcze przed schron i ze zdziwieniem obserwuję dwie sylwetki schodzące ze szczytu. Jak się potem okazało była to para Francuzów, która dobiła do Solvaya dobrze po północy. Spaliśmy w pomieszczeniu gospodarczym gdzie był jakiś materac i kilka kocy. Wspomniana para zwaliła nam się na głowę niemal dosłownie bo spali tuż nad nami na deskach zawieszonych u sufitu.

https://lh6.googleusercontent.com/-ZSPKk6Qb4b8/UFtT8qMUWRI/AAAAAAAAAOw/Z2KjNoyPe88/s640/IMG_0338.JPG
Schron Solvay zaprasza wink

https://lh5.googleusercontent.com/-fFVgsINS8hk/UVi1f5LpvNI/AAAAAAAABGA/LqR4RUQg77M/s640/IMG_0349.JPG
Od razu robi się bardziej swojsko wink

5 dzień , czwartek:
Z obawą o pogodę wstajemy o poranku. Jeśli będzie kicha to jesteśmy w ciężkiej dupie. Z ulgą w brzasku wschodzącego słońca widzimy sznur ludzików podchodzących pod schron. Jest ich zdecydowanie więcej niż wczoraj. Niebo czyste. Zbieramy się szybko i schodzimy.

https://lh4.googleusercontent.com/-qaOmlvsRp-k/UVi1M8NsAKI/AAAAAAAABF4/7e-DpQkZ68w/s640/IMG_0345.JPG
Brzask o poranku wnosi otuche w nasze serca

https://lh4.googleusercontent.com/-qWHRF8DLOo8/UFtT9rTOMyI/AAAAAAAAAO4/JmPIgKQFb4A/s640/IMG_0354.JPG
Powoli schodzimy

Historia się powtarza. Znów zator robią nam koledzy z Ukrainy, którzy jednak nas przepuszczają i wspaniałomyślnie użyczają nam swojej liny do zjazdu. Dalej idzie sprawnie, ślady w miarę czytelne więc idziemy niemal jak po sznurku. W dolnej partii góry zaczęły się jednak schody… w pewnym momencie orientujemy się, że mimo śladów droga na pewno nie jest tą, którą wchodziliśmy wczoraj. Teren staję się sypki i niebezpieczny. Zawracamy kawałek i Paweł proponuje inny wariant.

https://lh3.googleusercontent.com/-yxvdvhVHFDc/UFtT_FznXJI/AAAAAAAAAPE/57vzx9eEPZQ/s640/IMG_0356.JPG
Krucho jak diabli, trzeba uważać

https://lh3.googleusercontent.com/-tV5BBhlJEOs/UFtUAExH8lI/AAAAAAAAAPI/7GhbKniy4Z4/s640/IMG_0357.JPG
Sejsmografy na grani a w tle Zermatt

Idziemy więc w kierunku zwisającej taśmy na ścianie. Notabene taśmy wiszą w różnych miejscach i wcale nie muszą sugerować właściwej drogi. Dochodzimy do pionowego komina, który kojarzę ze zdjęcia kolegi Rafała. Na zdjęciu wisiała poręczówka, teraz odcięta leży pewnie gdzieś na dole. Waham się czy jest sens tędy schodzić żeby potem nie wpakować się w teren bez wyjścia. Paweł jednak wybija mi z głowy wątpliwości i schodzimy. Szczęściem okazało się ,że ten wariant łączy się z ‘’aktualną’’ drogą. Idziemy blisko grani i znów dopadają nas rozterki. Teren zawikłany jak cholera. Przystajemy na chwilę i oglądamy się za siebie.  Widząc schodzącego z góry przewodnika decydujemy się czekać. Schodzi bardzo szybko więc staramy się go nie stracić z oczu. Mam wrażenie, że  w ogóle nie patrzy pod nogi. ‘’GPS-ik’’ prowadzi nas niezawodnie smile. Wreszcie teren robi się znajomy i dalej już samotnie schodzimy do schroniska.

https://lh6.googleusercontent.com/-d2lPlXMqHhs/UFtUA48_ugI/AAAAAAAAAPQ/8cg0UhBr_fs/s640/IMG_0358.JPG

Pić mi się chce cholernie bo pod koniec skończyła mi się woda i nawet roztopiony w ustach śnieg niewiele pomaga. Szczęśliwi i świadomi zdobycia symbolu Alp dopadamy do schroniska. Uwalniamy się szybko ze szpeju po czym zamawiam piwo smile. Pamiętam tylko, że nazywało się Heineken bo smak miało jakiś niewyraźny. Pamiętam za to doskonale do dzisiaj smak Matterhornu- „naszej góry” smile. Opatrzności dziękować przychodzi, że tak wszystko pięknie się ułożyło mimo nienajlepszego początku, zwłaszcza za to, że za pierwszym razem w tak kapitalnej pogodzie udało się bezpiecznie wejść a co najważniejsze zejść z góry. Nie wszystkim jest to dane i tym większa wdzięczność przepełnia moje serce.

https://lh6.googleusercontent.com/-_ZzjNtQCwl4/UFtUB247ATI/AAAAAAAAAPY/pGW_BOg2cOg/s640/IMG_0370.JPG

https://lh4.googleusercontent.com/-LckaZthmRvY/UVi2Lk6lROI/AAAAAAAABGE/rzTxt0Cgg2s/s640/IMG_0362.JPG
Widać, że słoneczko zrobiło kawał dobrej roboty ze śniegiem

https://lh6.googleusercontent.com/-fqpvzJHciKE/UVi2fJXxCFI/AAAAAAAABGM/ObX8ddKKNEE/s640/IMG_0367.JPG
Z kolegami z Ukrainy

Po przepakowaniu się w schronie i krótkim odpoczynku schodzimy na dół do kolejki i zjeżdżamy do Zermatt. Zostało nam jeszcze kilka dni jakże zasłużonego odpoczynku nad morzem smile. Żal nam wracać, myślami człowiek wraca jeszcze do minionych chwil, które pozostawiły niezatarte wrażenie, do tego co utrzymywało w nas w stałym napięciu i powodowało szybsze bicie serca. Tak to już jest, że w życiu piękne są tylko chwile jak to śpiewał kiedyś śp. Rysio Riedel ale właśnie dla takich chwil warto żyć.

https://lh5.googleusercontent.com/-BEJax3nKWPg/UVi26M7YzEI/AAAAAAAABGY/uvwvUKs6nOc/s640/IMG_0371.JPG
Żal wracać

https://lh6.googleusercontent.com/-SztFCFriz1g/UFtUCl2shaI/AAAAAAAAAPg/tURnjERQZ1Q/s640/IMG_0381.JPG

https://lh3.googleusercontent.com/-59-e4zxpbFY/UFtUETUm7xI/AAAAAAAAAPs/UnPxN-K5kCs/s640/IMG_0385.JPG
No coment wink

https://lh3.googleusercontent.com/-4g33h-nqaKM/UVi40PjGq9I/AAAAAAAABGo/OHyq7DGSjdA/s640/IMG_0380.JPG

https://lh5.googleusercontent.com/-X10caQZdUs0/UVi4ZLtQg2I/AAAAAAAABGg/jIAQlWxXUnM/s640/IMG_0376.JPG

https://lh5.googleusercontent.com/-VUPutslayBI/UVi5s0GB1cI/AAAAAAAABG4/82cNQObNbA4/s640/IMG_0392.JPG

https://lh4.googleusercontent.com/-tTcSToiDY2o/UVi6A1V4gWI/AAAAAAAABHA/68F2BcKO13I/s640/IMG_0394.JPG

https://lh3.googleusercontent.com/-PNY2yxvGB_Y/UVi6PwofDTI/AAAAAAAABHI/r5tKSdDAJoo/s640/IMG_0395.JPG

Naszym celem był Matterhorn ale także pomoc malutkiej dziewczynce - Basi wymagającej rehabilitacji. To dla niej także weszliśmy na tę górę, gdyż dzięki reklamie na szczycie  mieliśmy  możliwość zebrania datków na ratowanie jej zdrowia. W osiągnięciu tego celu szczególnie dziękuje mojemu przyjacielowi Pawłowi, z którym razem dzielimy trudy górskich zmagań, Nince G. za niezawodne prognozy pogodowe, Raffiemu79 za cenne informacje i wszystkim tym, którzy trzymali za nas kciuki.

https://lh5.googleusercontent.com/-0eil4Airpzk/UVi-SSbH8II/AAAAAAAABHQ/wosUU6tq1kY/s640/IMG_0400pp.jpg

https://lh5.googleusercontent.com/-1shedd2NdY4/UVi-xkCi02I/AAAAAAAABHY/Tb1P1IVxY9k/s640/IMG_0416_fhdr.jpg

https://lh5.googleusercontent.com/-Fb86c8eyFvY/UVjAqVDf8AI/AAAAAAAABHg/K5bVWrEyT_k/s640/IMG_0430pp.jpg

https://lh3.googleusercontent.com/-3Q45vDex2CY/UVjBJaNtbdI/AAAAAAAABHo/hP5uyEndqXE/s640/IMG_0438.JPG
Zermatt - miło smile

https://lh5.googleusercontent.com/-ySGwDkrl5ag/UVjDvwg9RVI/AAAAAAAABH8/wm5ASgLomfU/s640/IMG_0444pp.jpg

89

(11 odpowiedzi, napisanych Pasma pozakarpackie (Alpy, Kaukaz, Apeniny ect.))

W zasadzie z BM  relacji nie mam gdyż jakoś nigdy do głowy mi nie przyszło by o tym pisać gdyż po Beskidzie to z reguły ostatnimi laty jezdze na rowerze w ramach treningu ( ale i przyjemności ) przed wyższymi górami.

Ps. w tym przypadku słowo kameralne ma tylko i wyłacznie pozytywne konotacje  smile

90

(11 odpowiedzi, napisanych Pasma pozakarpackie (Alpy, Kaukaz, Apeniny ect.))

Dziekuje, miło mi, że się podoba. Faktem jest, że widnieje ona ( i wiele innych ) także na innym forum gdzie jestem a dlaczego wrzuciłem ją na forum Beskidu Małego ? ( do jolanty  smile )Powód jest dość prozaiczny. Otóż wstyd przyznać ale dopiero niedawno zauważyłem tutaj relacje z innych pasm niż Beskid Mały  hmm. Drugim powodem jest to, że to forum jest... jakby to rzec hmmm...bardziej kameralne w stosunku do innych górskich a jednocześnie tyczy Beskidu Małego a więc pasma, które jest bliskie mojemu sercu z racji zamieszkania. To tyle

To miał być epizod, rozgrzewka i przystawka do dania głównego, słowem krótki i intensywny wypad na otwarcie alpejskiego sezonu. Zaczęło się niewinnie i spontanicznie. Ot, któregoś pięknego majowego dnia, kiedy na dobre dogrzewało już słoneczko wpadłem na pomysł by pojechać na szybko na Mont Blanc. Mówiąc brutalnie chciałem go w końcu zaliczyć jako, że góra z zasady winna znaleźć się kalendarzu wypraw każdego alpejskiego górołaza. Paradoksalnie jednak w ogóle mnie tam nie ciągnęło. Ot, śnieżna i wedle mojego poczucia estetyki brzydka góra, jakaś taka bez wyrazu, bez charakteru, przereklamowana i zadeptywana przez tłumy…ale jest i w dodatku dzierży palmę pierwszeństwa wśród alpejskich gigantów jeśli chodzi o wysokość. I to chyba był jedyny powód, dla którego zdecydowałem się tam jechać gdyż w innym przypadku pewnie bym nawet o niej nie pomyślał. Słowo jednak się rzekło, kumpel plan zaakceptował więc sprawy nabrały dalszego biegu. Tym razem jednak się zagalopowałem, rychło okazało się, że mój plan „ni z gruchy, ni z pietruchy ‘’nie jest wart złamanego grosza gdyż przeciągająca się ponad miarę zima , zalegające masy śniegu w Alpach oraz docierające sygnały o niepowodzeniu kilku wypraw stanowiły wystarczający kubeł zimnej wody na moją głowę. Może i dobrze się stało bo nagłe problemy natury logistycznej a zarazem personalnej zaczęły się spiętrzać a awaria samochodu dopełniła reszty. Mój hurraoptymizm zgasł jak płomień świecy a cierpliwość została wystawiona na próbę. Plany trzeba było zrewidować i zaplanować wszystko od początku.  Przede wszystkim po przeczytaniu wielu relacji postanowiliśmy zrezygnować z normalnej drogi wejścia i zdecydowaliśmy się pójść tzw. drogą 3M jako bardziej atrakcyjną i wymagającą. Innym powodem wyboru tej opcji był fakt, że mieliśmy zamiar ze względu na koszty nocować w namiocie a biwakowanie w okolicy schronu Gouter jest zabronione. Z kolei biwak na lodowcu Col du Midi skąd zamierzaliśmy startować na Blanca ma tę zaletę, iż dojście do niego z górnej stacji kolejki na Aiguille du Midi nie nastręcza problemów i trwa ok. pół godziny co przy taszczeniu ze sobą śpiwora i namiotu nie jest bez znaczenia. Sama droga 3M to z kolei wariant wejścia na Blanca który wiedzie poprzez śnieżne stoki Mont Blanc du Tacul oraz Mont Maudit i kończy się rzecz jasna na szczycie Mont Blanc. Siłą rzeczy, droga wymaga sporego wysiłku i kondycji toteż dobrze jest popracować nad swoją formą i odpowiednio się zaaklimatyzować. Tyle teorii a życie jak to zwykle bywa pisze własne scenariusze ale po kolei…
Wyjazd przesunął się o dobry miesiąc w trakcie, którego chcieliśmy skoptować kogoś do naszej dwójki co by taniej wyszło ale niestety z różnych względów nie udało się nikogo zwerbować choć byłem pewien, że ktoś w końcu zdecyduje się z nami jechać. Mimo to zdeterminowani i zmobilizowani nie byliśmy już w stanie zatrzymać tej machiny, która pchała nas ku realizacji planu i wciągnęła nas w swój wir. Sprawy zaszły zbyt daleko by zrezygnować z wyjazdu, wszak mentalnie i w myślach już ‘’tam’’ jesteśmy  smile. Czas mamy ograniczony do końca lipca więc zostaje nam praktycznie do dyspozycji ostatnia dekada miesiąca. Jedyne czego się bardzo obawiam to bardzo niestabilna pogoda w Alpach i warunki śniegowe, które do końca pozostają dla nas zagadką. Kamerki internetowe dają tylko ogólny pogląd na to co się dzieje w terenie natomiast prognozy non stop niemal zapowiadają okresowe choć niewielkie opady śniegu. Realnie mamy 4 dni w środku tygodnia przeznaczone na całą akcje i z tego co obserwuje tylko na czwartek zapowiadają okno pogodowe, które zamierzamy wykorzystać. W rezerwie pozostaje piątek i to jest ostatnia szansa by spróbować wejść na szczyt. Wygląda na to, że po raz pierwszy będziemy musieli zaryzykować powodzenie wyprawy jeśli chodzi o pogodę.
Ruszamy w poniedziałek późnym wieczorem przy czym już na starcie cały wyjazd mógł zakończyć się dla mnie całkowitą klapą gdyż siedząc już w aucie coś mnie tknęło i  postanowiłem nieoczekiwanie wrócić do domu sprawdzić czy czegoś nie zapomniałem co w zasadzie nigdy mi się nie zdarza. Ze zgrozą ale i ulgą zobaczyłem w przedpokoju buty, które zapomniałem zabrać…

Wtorek
Po długiej i męczącej podróży dojeżdżamy do Chamonix tuż po południu gdzie udaje nam się znaleźć ustronny parking i w spokoju przebrać. Jest piekielnie ciepło a na niebie praktycznie lazur. Pogoda idealna wręcz na szczytowanie ale w naszym wypadku jeszcze do tego daleko. Nie tracąc czasu idziemy do stacji kolejki Aiguille du Midi gdzie nabywamy bilecik w dwie strony po czym w chwilę później cieszymy wzrok pięknymi widokami z wagonika. Surowy górski krajobraz potęguje wrażenie.

https://lh6.googleusercontent.com/-0bF9Ol8vE5M/Uk8RbQY1cxI/AAAAAAAABeM/nqh37xxPno8/s640/DSCF9989.JPG

https://lh6.googleusercontent.com/-6j3_r4a10hc/Uk8R1JXinlI/AAAAAAAABeY/ivVSbkmaf-8/s640/DSCF9992.JPG

https://lh6.googleusercontent.com/-2nqGJBi55zo/Uk885lkc8eI/AAAAAAAABe8/e5tQQyk105w/s640/IMG_0004.JPG

https://lh5.googleusercontent.com/-W5CBEVDwGEM/Uk8844varVI/AAAAAAAABe4/y703aVAtU5E/s640/IMG_0011.JPG

Kolejka wyjeżdża na Aiguille dość szybko toteż, wkrótce znajdujemy się w zupełnie innym świecie tak dalekim od tego na dole. Jest pięknie po prostu. Wychodzimy z kolejki i tuż przed granią wiążemy się lina i kierujemy w dół w stronę lodowca gdzie dochodzimy szybko do miejsca gdzie rozbitych jest kilkanaście namiotów. Rozbijamy i okopujemy swój co czynimy w coraz większym pośpiechu z racji nadciągającej burzy i bliskich grzmotów i błyskawic po czym zmęczeni podróżą ucinamy sobie krótką drzemkę. Przed tym jednak wdajemy się w rozmowę z naszymi rodakami, którzy tuż obok zwijają obóz i wracają do kraju. Wypytujemy o wszystko a zwłaszcza o szczegóły drogi na Blanca, z której właśnie wrócili. Jak nam powiedzieli mimo treningów, biegania maratonów itp. weszli z wielkim trudem i wysiłkiem. Indagujemy też o namioty i ewentualne kontrole ale chłopaki nas uspakajają, żadnych problemów do tej pory nie było więc i teraz być nie powinno. W kontekście panującej kapryśnej pogody radzą też by ruszyć w drogę bez wahania jeśli tylko w  nocy niebo będzie czyste.

Tuż po wyjściu z kolejki
https://lh4.googleusercontent.com/-WcGZnhlz0Jk/Uk89jN543II/AAAAAAAABfU/EmWbDKRcNhQ/s640/IMG_0012.JPG

Schodzimy na lodowiec
https://lh5.googleusercontent.com/-hhUQVNPPIrI/Uk89imEXhYI/AAAAAAAABfM/QRoxAzBNrpI/s640/IMG_0018.JPG

Mont Blanc du Tacul widoczny w oddali
https://lh3.googleusercontent.com/-WyPN3WvYELg/Uk89izlUWdI/AAAAAAAABfQ/-lubF-Em8nA/s640/IMG_0024.JPG

Są też i namioty rozbite na lodowcu
https://lh3.googleusercontent.com/-Ie4w7gKvuS0/Uk89nefeN6I/AAAAAAAABfg/9OPKiMsqpw4/s640/IMG_0025.JPG

https://lh4.googleusercontent.com/-13J0gIHxFbY/Uk89o81JGbI/AAAAAAAABfs/9LoCu8JoQIg/s640/IMG_0026.JPG

Schronisko Cosmique
https://lh5.googleusercontent.com/-bwcevvMcazo/Uk89og2bl8I/AAAAAAAABfo/LE5JkW_1Glc/s640/IMG_0028.JPG

Aiguille du Midi
https://lh4.googleusercontent.com/-EcKsEGkvWy0/Uk89rNFELJI/AAAAAAAABf0/-vHos8srNq4/s640/IMG_0029.JPG

https://lh5.googleusercontent.com/-8X9FJGofrZI/Uk89uPfB5BI/AAAAAAAABgA/Q4b2vBMxQzo/s640/IMG_0030.JPG

Pod wieczór postanawiamy zaaklimatyzować się piwkiem w pobliskim schronie Cosmiques. Do tej pory nie odczuwam w ogóle wysokości co jest o tyle dziwne, że zwykle w pierwszy dzień mam lekki ból głowy a tym razem czaszka cała i umysł trzeźwy wink. Niestety jak tylko wypiłem piwo nieoczekiwanie zaczęła mnie dyńka boleć ale na szczęście ibuprom okazał się niezawodny. Mamy jednak niemały dylemat bo jedynie w czwartek ma być w miarę stabilna pogoda więc zostaje tradycyjnie już zresztą tylko jeden dzień na nazwijmy to w cudzysłowiu  aklimatyzację. W związku z tym wypadałoby w środę wejść choćby na Tacula i zejść ale z kolei obawiam się, iż w perspektywie wczesnego, nocnego wyjścia i długiej drogi 3M na Blanca okres czasu na odpoczynek między wejściem aklimatyzacyjnym a głównym atakiem będzie zbyt krótki i nie zdołamy odpowiednio się zregenerować. Nie chcąc ryzykować utraty sił postanawiamy zrobić sobie jutro totalną labę i nigdzie się nie ruszać. W nocy zaczyna sypać intensywnie śnieg.

Widok ze schronu na lodowiec i masyw Grandes Jorasses
https://lh6.googleusercontent.com/-4PnAzr3v6DA/Uk89vTblrcI/AAAAAAAABgI/xbVpP0ZYYdM/s640/IMG_0032.JPG

https://lh4.googleusercontent.com/-WRdU-ra1pP4/Uk89wBFA2KI/AAAAAAAABgM/NeQc1Ojp_Us/s640/IMG_0034.JPG

https://lh6.googleusercontent.com/-eNnYygt8TT0/Uk89zqSMHEI/AAAAAAAABgc/c71r1XOjbMM/s640/IMG_0038.JPG

Pogoda cały czas kaprysi
https://lh3.googleusercontent.com/-_XDnPJVF6ug/Uk89z4nUAaI/AAAAAAAABgg/j27AMtt2xtc/s640/IMG_0044.JPG

https://lh6.googleusercontent.com/-kJf4MvHH9bs/Uk890BrWuSI/AAAAAAAABgk/aNBHsjTD9eY/s640/IMG_0046.JPG

https://lh5.googleusercontent.com/--WEyGvkoiBE/Uk892e0kNwI/AAAAAAAABgs/L479ozBks18/s640/IMG_0051.JPG

https://lh6.googleusercontent.com/-6sbOlagsfyc/Uk894eOt59I/AAAAAAAABg8/ZRCpBWNjQ40/s640/IMG_0052.JPG

https://lh3.googleusercontent.com/-jPXsrtHW6xg/Uk895K33nmI/AAAAAAAABhA/tNHbdrICiao/s640/IMG_0059.JPG

Pogoda bardzo niestabilna
https://lh3.googleusercontent.com/-2FBy2FAVDqo/Uk895g0xJJI/AAAAAAAABhE/mlCaiBsTBwQ/s640/IMG_0079.JPG

Jeszcze pogodnie
https://lh4.googleusercontent.com/-CpqY7aO-fi4/Uk898br3WYI/AAAAAAAABhM/0ICAZEehzrM/s640/IMG_0081p.jpg

Środa
Rano mimo obaw okazuje się, że opad nie był na szczęście duży czyli jak to mówią- z dużej chmury mały deszcz. Wylegujemy się leniwie w namiocie mając przed sobą wspaniały widok na Grandes Jorasses i pobliski masyw alpejski. W sumie cały dzień tylko żremy, topimy śnieg, pijemy na potęgę płyny bezalkoholowe i zawieramy nowe znajomości a raczej z nami zawierają . Poznajemy bardzo szykowną i kompetentną w sprawach górskich parkę z Nowego Targu a więc niemal po sąsiedzku. Oni też na jutro planują wejście na Blanca a jako, że nasze plany są zbieżne więc umawiamy się w nocy, że się zgadamy co do dalszych poczynań w zależności do panujących warunków pogodowych. Wstępnie planujemy wyjście po godz. 1 w nocy. Pogoda jednak nadal kaprysi przy czym zauważamy pewną prawidłowość, rano i w południe w miarę ładna i słoneczna pogoda a po południu wszystko zaczyna się kisić w chmurach. Z tym większym więc niepokojem czekam co będzie wieczorem. Kładziemy się wcześniej spać a ja nastawiam budzenie w komórce na 22 co by móc niebo zlustrować tudzież porobić jakieś nocne fotki. Na razie, żadne znaki na niebie i ziemi nie zwiastują wyraźnej poprawy pogody dlatego kiedy budzę się o 22 i wychylam łeb z namiotu to czuję się oczarowany i zachwycony tym co widzę.  Rozgwieżdżone niebo jest czyste i czarne jak smoła czyli takie jakie tygryski lubią najbardziej wink Prognozy zaczynają się sprawdzać co niesamowicie podnosi nasze morale i mobilizuje psychicznie do działania. Jestem spokojny więc bez emocji nastawiam budzenie na 00.50 i walę się do śpiwora.

Czwartek- dzień „D” wink
Przed pierwszą natrętne dzwonienie wyrywa mnie z objęć Morfeusza. Czym prędzej wychylam się na zewnątrz i lustruje niebo oraz okolice. To co widzę a właściwie to czego nie widzę przyprawia mnie o czarną rozpacz, wokół same chmury a widoczność spadła do kilkudziesięciu metrów. Nie, to nie może być prawda, nie mogę uwierzyć w to co widzę. Nie widać nawet skrawka czystego nieba i żadnego ruchu wokół namiotów obok. Wszystko pogrążone jak we śnie zimowym. Nie ma sensu nawet iść budzić rodaków więc zrezygnowany kładę się z powrotem spać. Przedtem jednak jakby wiedziony jakimś przeczuciem a być może nadzieją- w końcu u licha miała być jutro piękna pogoda, nastawiam budzenie na 2 w nocy. Tym razem widzę, że coś ożywa na lodowcu i widać jakieś ruchy a  przede wszystkim poprawiła się widoczność przez co moja uwaga skupia się na schronisku, przy którym trwa ożywiony ruch. W kilku namiotach  palą się światełka latarek więc wygląda na to, że będzie jakaś akcja . Krzątanina jest ale ruchu żadnego więc czekam jeszcze jakiś czas i obserwuje co dalej będzie się działo bo póki co nikt nie kwapi się do wyjścia. Chmury mimo, iż są na wyższym pułapie nadal przewalają się przez lodowiec skutecznie kryjąc przed ciekawskimi oczami górskie otoczenie. Wreszcie ze schroniska wysypują się mrówki i świetlisty wąż spływa powoli w dół na lodowiec. Budzę Pawła i gorączkowo myślę, co tu robić ? co tu robić ? Waham się chwile, różne myśli mi przelatują po głowie ale w końcu dochodzę do wniosku, że przewodnicy muszą zdaje się mieć pewniejsze prognozy i przecież na pałę by nie szli z klientami. Chwilę jeszcze obserwuję jak świetlny wężyk znika powoli w chmurze zasłaniającej Mont Blanc du Tacul po czym stwierdzam, że nie ma na co czekać i zaryzykujemy. Teraz albo nigdy. Na wszelki wypadek ustalamy, iż w razie pogorszenia warunków   wyjdziemy najwyżej na Tacula i zejdziemy z powrotem. Chyba jeszcze nie zdarzyło mi się ryzykować wyjścia w taką pogodę ale czasem w życiu tak trzeba. Wysyłam SMS-a do sąsiadów, że wychodzimy za moment by po chwili otrzymać zwrotną informacje, że oni też idą ale  dopiero za jakąś godzinkę. Zbieramy się szybko, przy tym wszystkim nawet nic nie jedząc przed drogą co jak  miało się okazać nie pozostało bez wpływu na dalszy przebieg naszej drogi. Punktualnie o 2.30 ruszamy w drogę, która początkowo prowadzi przez lodowiec. Idziemy spokojnie, specjalnie się nie spiesząc i dozując tempo stosownie do naszych możliwości. Czołówki węża świetlnego zniknęły gdzieś we mgle więc idziemy samotnie po dobrze widocznych śladach. Powoli zaczynamy wspinać się zboczem Tacula co jakiś czas obserwując pojawiające się od czasu do czasu światełka ludzi przed nami. Nie są tak daleko od nas jak się okazuje. Teren stopniowo staje dęba ale trudno rozeznać w nocy i we mgle jak wygląda otoczenie. Przekraczamy jakieś szczeliny, trawersujemy momentami zbocza Tacula ale co najistotniejsze zdobywamy dosyć sprawnie wysokość a przynajmniej takie odnoszę wrażenie. W pewnym momencie zauważam, że ktoś uparcie się trzyma naszego ogona toteż stajemy na chwile by przepuścić uprzejmie starszego jegomościa ale podobnie jak my i on się zatrzymuje. Ani mu w głowie nas wyprzedzać więc cierpliwie czeka aż ruszymy dalej. Nie lubię co prawda takiej „presji” na tyłach ale cóż było robić ? W miarę jak osiągamy ramię Tacula chmury się przecierają przez co momentami ku naszej uciesze widać światła Chamonix. To rozbudza na nowo nadzieje na dobrą pogodę. Chwilę przystajemy by łyknąć wody ale znowu nic nie jemy tylko z rozpędu ruszamy dalej tym bardziej, że teren staje się połogi i przyjemny. Rozwidnia się już na dobre a chmury niemal definitywnie spływają gdzieś w doliny. Niestety wbrew prognozom zrywa się nieprzyjemny lodowaty wiatr. Przed nami widać tłum z przewodnikami, który pnie się mozolnie, w kierunku osławionej już ściany pod Mont Maudit. Zbocza tej góry napawają niemal grozą. Wydaje się, że wystarczy moment by te ogromne masy śniegu podcięte szczelinami i  wspierane przez ogromne seraki runęły na śmiałków ośmielających się naruszyć tą naturalną scenerię. W tej sytuacji sprzęt lawinowy wydaje się wręcz zbędnym gadżetem, swoistym placebo wobec tej potęgi którą podziwiamy a wobec której jesteśmy tylko nędznym pyłem. Przed nami jakaś szczelina , przy której tworzy się zator gdyż jej obejście wiąże się z wejściem na dość strome i eksponowane zbocze.

Obchodzimy szczelinę
https://lh5.googleusercontent.com/-KXueK0SlLxw/Uk8991PSdDI/AAAAAAAABhU/OP47J5x0nCw/s640/IMG_0086.JPG

W stronę lodowej ścianki
https://lh5.googleusercontent.com/-kVp77FpuJdI/Uk89_y5CdjI/AAAAAAAABhg/Fi95UCUVbP8/s640/IMG_0089.JPG

Czekając spokojnie na swoją kolejkę łapczywie ciągnę wodę z camelbaga ale  miast wody zasysam jakieś resztki i koniec. Niemożliwe bym wszystko wcześniej wypił więc próbuję dalej. Bezskutecznie. Pod wpływem lodowatego wiatru woda w rurce zamarzła ale na szczęście został jeszcze termos. Nie chce nam się jeść, czujemy się dobrze więc człapiemy dalej w kierunku największej trudności tej trasy czyli lodowej ścianki. Tam już na nas czeka kolejna kolejka, tym razem proporcjonalnie dłuższa w stosunku do występujących tam trudności. Na moje oko ściana ma jakieś sześćdziesiąt parę metrów długości i podobny stopień nachylenia przy czym jest podcięta szczeliną więc ewentualny upadek skończyłby się niechybnie w lodowej otchłani. Na szczęście jednak nie jest to „niemal pion „ jak straszyli nas poznani na początku Polacy. Ludzi jak w kolejce na Everest. Dosłownie. Widać walkę na ścianie a reszta obserwuje te zmagania i czeka na swoją kolej. Czekamy i my a w między czasie doszlusowuje do nas znajoma para z Polski. Stoimy tak już chyba z 15 minut po czym decydujemy, że nie ma co tracić czasu i postanawiamy wspiąć się równolegle do całej reszty. Omijamy korek i wchodzimy w ścianę. Idę pierwszy, od razu wczepiając się czekanami w lodową powierzchnie. Byle dojść jakoś do skał pośrodku ściany i tam założyć jakiś punkt asekuracyjny. Tylko to mi zaprząta myśli. Początkowo idzie nam sprawnie i mijamy stopniowo ludzi z przewodnikami ale czuję coraz bardziej zmęczenie w nogach. W pewnym momencie zmuszony jestem odpocząć opierając się kolanami o ścianę. Zdaję sobie sprawę, że to niebezpieczne ale muszę, po prostu musze, choć na moment.  Zupełnie przy tym zapominam, że przecież w szpejarce mam śruby lodowe, z których należałoby zrobić użytek. W końcu jednak zmęczony dopadam zbawczych skałek gdzie chwilę odpoczywam po czym pomagam Pawłowi. Został ostatni skok na przełęcz ale tym razem odcinek od skałek do pokonania jest zdecydowanie krótszy niż poprzedni i mierzy jakieś 30 metrów. Ten ostatni etap pokonujemy we mgle, która nieoczekiwanie ogarnęła cały masyw Mont Maudit. Wreszcie z ulgą stajemy na przełęczy.

Skąd wzieły się te tłumy ?
https://lh5.googleusercontent.com/-htnOVGX5sv8/Uk8-BGBxkxI/AAAAAAAABho/x_Z_WbIOtWY/s640/IMG_0091.JPG

Ramię Tacula w oddali, chyba ćwierć drogi za nami  smile
https://lh3.googleusercontent.com/-NuBpWf1PYSc/Uk8-CZQWBXI/AAAAAAAABhs/XUisM6VNRjs/s640/IMG_0093.JPG

Podejście pod ściankę
https://lh4.googleusercontent.com/-LSp0D3sc7A8/Uk8-GqauxNI/AAAAAAAABh8/u9iW0MXMw2A/s640/IMG_0096.JPG

Wedle niektórych to ''niemal pion'' wink
https://lh6.googleusercontent.com/-XT2fGd1Skos/Uk8-Gwrn7vI/AAAAAAAABiA/E6gv0KzjFW4/s640/IMG_0097.JPG

Za nami Mont Blanc du Tacul
https://lh5.googleusercontent.com/-bOgHaJdGU2g/Uk8-HZbUTkI/AAAAAAAABiE/xoNk3mgewmM/s640/IMG_0099.JPG

Walka i oblężenie na ścianie  ;D
https://lh5.googleusercontent.com/-2myxGFulV9g/Uk8-LDfZDAI/AAAAAAAABiQ/YPdLUoNssoc/s640/IMG_0102.JPG

Czy takie kolejki są też pod Everestem ?
https://lh3.googleusercontent.com/-dwJozV9pNjs/Uk8-Lhe1Z2I/AAAAAAAABiU/RdH6U7GqJfc/s640/IMG_0103.JPG

Podejście od strony Tacula pod ścianę
https://lh6.googleusercontent.com/-szZRZtL1AAU/Uk8-NxvPKKI/AAAAAAAABik/H3sKsUI3K8k/s640/IMG_0104.JPG

Ostatnie metry ściany już we mgle
https://lh5.googleusercontent.com/-i2Q-3ZVeOnY/Uk8-OpAvFGI/AAAAAAAABio/ZgT_8w5_fpM/s640/IMG_0111.JPG

I widok na cel główny tego dnia
https://lh3.googleusercontent.com/-zPz-TnxJaOE/Uk8-PBB_6-I/AAAAAAAABis/EWvBJDWZpj0/s640/IMG_0112.JPG

Przed nami wyłania się wreszcie Mont Blanc, który wydaje się blisko, niemal na wyciągniecie ręki ale wiem, że to złudzenie. Po drodze widać, że będzie się trzeba jeszcze wspiąć na próg skalny tuż przed kopułą Blanca i dopiero potem zmierzać prosto na szczyt. Jak by tego było mało na przekór prognozom lodowaty wiatr staje się nieznośny i dokuczliwy. Zmuszony jestem pod kask ubrać kominiarkę, czapkę i gogle by nie zmarznąć. Wsuwam może pół batona i żel energetyczny, którego działania o dziwo w ogóle nie odczuwam. Ot, wlał- wylał. Trzeba było wcześniej się posilać a nie teraz kiedy ubytek sił i zmęczenie powoduje totalny brak apetytu. Szczęściem oddycha mi się bardzo dobrze i nie czuje zatykania więc po chwilowym postoju ruszamy w kierunku naszego celu. Wpierw idziemy długim i dość przyjemnym trawersem, którym podchodzimy pod skalno śnieżny próg wyprowadzający na kopułę szczytową Mont Blanc. W tym czasie mimo silnego wiatru daje się już  odczuć operujące coraz wyżej słoneczko.

Ruszamy w stronę skalnego progu
https://lh3.googleusercontent.com/-qKFjviA9y7I/Uk8-RwlAJpI/AAAAAAAABi8/LgnUukqWKUQ/s640/IMG_0114.JPG

Jakby mało było jeszcze górek po drodze  wink
https://lh3.googleusercontent.com/--i1UsXs-jfg/Uk8-SMH_fvI/AAAAAAAABjA/0GXKKF4xeyU/s640/IMG_0115.JPG

Zmieniamy się na prowadzeniu, teraz Paweł ciągnie a ja dreptam za nim pod górę. Idzie mi się coraz ciężej i czuje po prostu, że zaczyna mi brakować sił w nogach. Coraz częściej stopuje Pawła i odpoczywam. Kilkanaście kroków pod górę i odpoczynek. Mimo, że oddycha mi się dobrze i w miarę spokojnie to jednak staram się łapać więcej powietrza głębokimi oddechami by dotlenić organizm. To już nawet walka nie tyle z górą co z samym sobą i własną niemocą. Daje się we znaki wysokość i brak aklimatyzacji, długość drogi i niemal brak posiłków też pewnie robi swoje. Podejście na próg wydaje się trwać całą wieczność, mam wrażenie, że Paweł zachował więcej sił,  przynajmniej tak mi się wydaje. Czuje się cholernie słaby ale wiem jednocześnie, że tak niewiele brakuje nam do celu i wiem, że go osiągniemy w końcu. Tak czuje. Nieoczekiwanie w pewnym momencie kumpel się zatrzymuje, odwraca i ni stąd ni zowąd mówi:
-wiesz Aro ale my tak naprawdę na siłę nie musimy tam wchodzić…jeszcze musimy zachować siły na powrót. Wiem, że mówi rozsądnie ale i tak jest to dla mnie zaskoczenie.
Patrzę na niego z niedowierzaniem i myślę – zbiesił się czy co ? wink W głowie mam już konsekwencje takiej decyzji i widmo jazdy powrotnej samochodem, w trakcie której w głowie będzie się kołatać myśl, że może jednak zbyt pochopnie zrezygnowaliśmy a potem żal i ogromny niedosyt, że przecież tak było blisko, że taki wysiłek na nic… Chwilę się  zatrzymuję i myślę, czas mamy niezły, jest dopiero coś koło 8, wody i jedzenia mamy w opór, pogoda się utrzymuje choć nadal tęgo wieje. Mówię wreszcie:
-choćbyśmy mieli drapać się tam jeszcze dwie godziny to tam wejdziemy.
Paweł już nic nie mówi , odwraca się i rusza powoli dalej.
Przezornie na drogę wzięliśmy ze sobą łopatę lawinową więc uzgadniamy jeszcze, iż w razie gdybyśmy nie mieli sił na zejście to zakopiemy się gdzieś w jamie i przekiblujemy ale to ostateczność. Tak naprawdę każdy z nas ma głowie potencjalne trudności podczas zejścia ścianką pod Mauditem co w kontekście postępującego zmęczenia rodziło w nas nie lada obawy. Z mozołem wychodzimy na skalny występ gdzie robimy dłuższy postój przed ostatnim skokiem na wierzchołek. Nie chce mi się nic jeść więc tylko na siłę wsuwam  jakieś ciastko i popijam płynem. Wreszcie ruszamy, idzie się nam zdecydowanie lepiej choć nadal niezwykle ciężko. Jakaś ekipa schodząca ze szczytu nas dopinguje a my krok po kroku co chwilę odpoczywając zbliżamy się do szczytu. Kilka minut po godzinie 9 osiągamy w końcu  upragniony wierzchołek.

Za naszymi plecami
https://lh6.googleusercontent.com/-Nf4o2mD8Dbs/Uk8-So00eZI/AAAAAAAABjE/rhvtKiMGbSA/s640/IMG_0119.JPG

Mont Maudit
https://lh3.googleusercontent.com/-tTKVR0mQQQQ/Uk8-VVe6gYI/AAAAAAAABjU/msSq0DIjTH4/s640/IMG_0120.JPG

https://lh3.googleusercontent.com/-8L2tTsNqEKA/Uk8-U3MkA9I/AAAAAAAABjQ/WzKmURh80hY/s640/IMG_0121.JPG

Wreszcie na szczycie Mont Blanc
https://lh5.googleusercontent.com/-ddZJQ42jXFc/Uk8-Y0COtyI/AAAAAAAABjk/WmoYzm3yx5A/s640/IMG_0124p.jpg

Rozglądam się dookoła, jest kilka osób, które podeszły drogą klasyczną, poza tym w miarę luźno. Widok ze szczytu  niby rozległy ale absolutnie nie powala mnie na kolana, tak samo jak sam wierzchołek. Widoczne pasma alpejskie są dość oddalone co rzutuje na ogólny obraz. Nie mówię, że jest brzydki ale widziało się ładniejsze. Z jednej strony czuje satysfakcję, że w końcu doszliśmy celu a z drugiej niedosyt, brakuje jakiegoś wyraźnego zwieńczenia sukcesu, mocnego punktu, nie wiem jak to określić ale paradoksalnie przychodzi mi na myśl szczyt Babiej Góry, który też jest jakiś taki płaski i wejście na niego rodzi w głowie pytanie – to już ? tak szybko ? Skala oczywiście jest nieporównywalna ale odczucie podobne. Po prostu potwierdza się, to co słyszałem, że ta góra nie ma klimatu. Jest w tym wiele racji. Wiać nie przestaje ani na chwilę za to słońce grzeje już na dobre. Z ulgą zrzucam plecak i mimo potwornego zmęczenia idę kawałek  w stronę grani, która wiedzie w kierunku schronu Gouter  by zobaczyć jak wygląda podejście z tamtej strony. Chyba jednak ze mną nie jest jeszcze tak tragicznie skoro jeszcze mi się  chciało tam zerknąć. Wracam jednak szybko i stwierdzam, że jeszcze nigdy nie byłem tak wyczerpany, niemal wycieńczony jak dziś. Chwila na robienie wspólnych zdjęć i filmików, chwila dość płytkiej kontemplacji otaczającego świata i pora wracać.

Końcówka grani drogi klasycznej
https://lh3.googleusercontent.com/-_AsRNs44OyY/Uk8-ZQOCqGI/AAAAAAAABjo/3JcBKQKIlcE/s640/IMG_0127.JPG

https://lh6.googleusercontent.com/-w82nBmzsk9A/Uk8-ZvgEYvI/AAAAAAAABjw/PrYtd-JvNeY/s640/IMG_0128.JPG

Widok w stronę Maudita i Tacula
https://lh5.googleusercontent.com/--bu54g3gQZE/Uk8-bErNvFI/AAAAAAAABj0/5VF0ZcE7HSQ/s640/IMG_0130.JPG

W oddali na dole Chamonix
https://lh3.googleusercontent.com/-JgL-mMJcqkk/Uk8-dLs3wtI/AAAAAAAABkE/FNQ6Mf7dbXo/s640/IMG_0136.JPG

https://lh4.googleusercontent.com/-IcN0paNp3Ik/Uk8-dwY1FII/AAAAAAAABkI/86VDYf92YMI/s640/IMG_0137.JPG

Aiguille du Midi, to stamtąd nas przywiało wink
https://lh5.googleusercontent.com/-A7hu5IQ9oG0/Uk8-ezUeKUI/AAAAAAAABkM/I9PqZU4WOhw/s640/IMG_0139.JPG

https://lh3.googleusercontent.com/-YREWfQa0ffE/Uk8-gt1VB8I/AAAAAAAABkY/rAonBpnTdHQ/s640/IMG_0155.JPG

https://lh4.googleusercontent.com/-dJDRWJGfl_M/Uk8-jidaeEI/AAAAAAAABko/zT3F-_k9Sfg/s640/IMG_0164ppp.jpg

Zbliżenie na Valota i fragment drogi klasycznej
https://lh3.googleusercontent.com/-D2QZh8ElZ1o/Uk8-iHYj1eI/AAAAAAAABkc/oiIB8AFo6PQ/s640/IMG_0171.JPG

Dobrze widoczny ślad spod ścianki
https://lh3.googleusercontent.com/-w1MZh5P45eM/Uk8-j6zkDuI/AAAAAAAABks/raSRjDORB2Y/s640/IMG_0172.JPG

W oddali grań drogi klasycznej
https://lh5.googleusercontent.com/-Sy7F6WVLjFo/Uk8-luM7bnI/AAAAAAAABk8/7iHc2fsyggg/s640/IMG_0173.JPG

Przyznam się, że jeszcze nigdy nie brakowało mi sił na powrót a przecież nie po raz pierwszy pokonuje podobny dystans. Tym razem niemal zataczam się jak pijany schodząc w dół, dosłownie słaniam się na nogach i omal  nie przewracam się o nie. Jestem tym trochę zaskoczony. Pełen zobojętnienia schodzę w dół cały czas w tym cholernym i zimnym wietrze, którego działanie osłabia silne operowanie promieni słońca. Dochodzimy ponownie do skalnego progu gdzie postanawiamy odpocząć. Zrzucam plecak na ziemie i kładę się na niego wystawiając twarz w kierunku ciepłych słonecznych promieni. Robi się całkiem przyjemnie i błogo. Sekundę później dosłownie odlatuje…słyszę przez sen jak Paweł do mnie woła- Aro, nie śpij ! Słyszę dokładnie każde słowo, nawet umysł analizuje to co słyszę a mimo to śpię . W tym śnie na jawie bo chyba tak można to nazwać w końcu uzmysławiam sobie, że przecież nie mogę tu tak leżeć w nieskończoność i mimo tego, że tak mi tu dobrze musimy schodzić dalej. Otrząsam w końcu resztki snu, zbieram się w sobie i ruszamy dalej. Mam uzasadnione obawy czy aby w takim stanie będziemy zdolni do bezpiecznego pokonania w drodze powrotnej tej przeklętej ściany pod Mauditem. Paweł chyba ma podobne obawy i nawet nie muszę go o to pytać, jestem przekonany, że przeżywa podobne rozterki. Ostatecznie nie ma się co spinać i w razie czego przekiblujemy na przełęczy ale ani ja ani kumpel głośno o tym nie mówimy. Kolejny odpoczynek robimy na siodełku, tuż przed trawersem biegnącym prosto na ścianę. Wsuwam w końcu jakieś orzeszki i czuję dopiero po tym przypływ energii.  Nie jest to co prawda jakiś atom ale różnica jest diametralna. Posuwamy się co prawda wolno ale rzadziej przystajemy na odpoczynek a kolejne pokonywane metry terenu zostają za nami. Klnę w myślach  siebie za taką lekkomyślność i zaniedbanie co do posiłków ale nauka się przyda jak i lekcja pokory.

Blanc już za nami
https://lh3.googleusercontent.com/-RuYPk4knJIU/Uk8-m4GcSkI/AAAAAAAABlE/UTvQIVsMuP4/s640/IMG_0180.JPG

https://lh3.googleusercontent.com/-b3iAGLAY2Yo/Uk8-nOCTtJI/AAAAAAAABlI/HVTN4oeFNyM/s640/IMG_0181.JPG

Zmęczenie daje się we znaki
https://lh5.googleusercontent.com/-sOM_ESUmxmA/Uk8-nyRa6JI/AAAAAAAABlM/_XBLs-o4r5Y/s640/IMG_0182.JPG

https://lh6.googleusercontent.com/-bcYBq1ycORA/Uk8-p26DdbI/AAAAAAAABlc/ObaYdMqvbHw/s640/IMG_0183.JPG

Dochodzimy do ścianki przy której akurat mamy okazje zaobserwować jak radzi sobie z zejściem dwójka ludzi, którzy nie wiadomo skąd nagle się tam wzięli. Uważnie obserwuję ich poczynania, ich atutem jest długa lina z czego oczywiście korzystają i zjeżdżają jak najniżej się da. Przy okazji odkrywamy punkt asekuracyjny na samej górze ścianki, którego rano nie widzieliśmy z racji obejścia, którego dokonaliśmy. Zaaferowani trudnościami zapominamy o całym zmęczeniu i koncentrujemy cała uwagę na bezpiecznym zejściu. Schodzę pierwszy jak daleko się da, do samych skał gdzieś po środku gdzie zakładam punkt i ściągam kumpla. Na razie jest dobrze ale przed nami najtrudniejszy odcinek gdzie niestety naszej liny brakuje. Paweł asekuruje mnie z góry a ja powoli znów schodzę po drodze wkręcając śruby i zakładając punkty gdzie było to możliwe. Niestety w dolnej partii ściany śruba za cholerę nie chce trzymać, powierzchnia jakoś rozmięka i próbuje bezradnie raz za razem  ją wkręcić ale nic z tego nie wychodzi. W końcu ostatecznie wykorzystuję jeden z czekanów jako punkt i schodzę jak najniżej i czekam na Pawła. Ten zalicza mały poślizg ale ostatecznie schodzi bez większych problemów. Ostatnie metry żywcujemy po czym z ulgą u podnóża ściany wraz z jakimiś Francuzami odpoczywamy. Wyraźnie schodzi z nas napięcie, znikają obawy i wraca dobre samopoczucie. Główna trudność pokonana i reszta drogi wydaje się już tylko czystą formalnością. Jesteśmy pewni, że na wieczór będziemy w namiocie. Robi się wręcz sielsko bo silny wiatr nagle ustaje a przynajmniej nie odczuwamy tutaj jego działania a do tego przyświeca mocno słońce więc pełni animuszu kontynuujemy marsz nie spiesząc się zbytnio i sporo czasu poświęcając na sesje zdjęciowe.

Para przed na ścianie pod Mont Maudit
https://lh4.googleusercontent.com/-Mr1FcFXv6B8/Uk8-p7SBF2I/AAAAAAAABlY/kl5TCt_Efmo/s640/IMG_0185.JPG

I jak to tam wygląda ?
https://lh4.googleusercontent.com/-3nwiKjDxGj4/Uk8-rwFJdeI/AAAAAAAABlk/Co58f0BAM8w/s640/IMG_0188.JPG

https://lh5.googleusercontent.com/-6Kv6hqEKHCY/Uk8-u7-eJ3I/AAAAAAAABlw/1nh0pWoeGyM/s400/IMG_0196.JPG

https://lh6.googleusercontent.com/-4o6tcZRmKJo/Uk8-v3RDkEI/AAAAAAAABl0/hBtetRakimw/s640/IMG_0199.JPG

Z daleka z niemałym podziwem obserwuję kilku ludzi rozbijających namiot tuż za Mont Blanc du Tacul. Że też im się chciało taskać do góry ten cały majdan ? Z jednej strony fajna baza do wypadów a z drugiej ?? Na wypadek załamania pogody mogą znaleźć się w pułapce bez wyjścia. Cóż, nie mój interes i nie moja bajka. Dochodzimy powoli do ramienia Tacula i zaczynamy zejście. Dopiero teraz w świetle dnia widać przez co przechodziliśmy nocą. Mijamy jakieś szczeliny, kilka groźnych seraków a także przechodzimy przez całkiem świeże lawiniska. Robi się jakoś nieciekawie i nieswojo. Stok jest nagrzany od słońca i wydaje się, że za chwilę to wszystko poleci w dół. Zwiększamy odstępy i czujność i pełni napięcia schodzimy coraz niżej. W pewnym momencie rusza całkiem niedaleko nas niewielkich rozmiarów lawinka, którą udaje się uwiecznić na filmiku. Ostrożnie i najszybciej jak tylko to możliwe pokonujemy najbardziej newralgiczne  i niebezpieczne odcinki zbocza aż w końcu z ulgą osiągamy podstawy lodowca Col du Midi. Jest nadal pięknie, świeci słoneczko a my wielce ukontentowani dzisiejszym dniem dopadamy namiotu i walimy się w koje na zasłużony odpoczynek wink.

https://lh5.googleusercontent.com/-fE3fUIpUKUY/Uk8-xnRbK8I/AAAAAAAABl8/AMfHmkUihsI/s640/IMG_0201.JPG

https://lh5.googleusercontent.com/-Y9dGExyOnPE/Uk8-1DStI4I/AAAAAAAABmQ/gWatEkbmFUI/s640/IMG_0204.JPG

Seraki na zboczach Mont Blanc du Tacul
https://lh5.googleusercontent.com/-OPthuiDQLJY/Uk8-0amwoaI/AAAAAAAABmM/ox2Fn0uEapQ/s640/IMG_0211.JPG

Trawers Mont Maudit, w tle osławiona ściana
https://lh5.googleusercontent.com/-AaTrTV5ZWOI/Uk8-1ucj_cI/AAAAAAAABmU/LNgVVZqSbIQ/s640/IMG_0213.JPG

I jeszcze jedno zbliżenie na ścianę
https://lh4.googleusercontent.com/-FfOaiPR_z-I/Uk8-3YobLcI/AAAAAAAABmc/51Tx_ZGcg4o/s640/IMG_0215.JPG

Mont Blanc du Tacul
https://lh3.googleusercontent.com/-MI8P7XG7gGI/Uk8-5CCbJtI/AAAAAAAABmo/4La8zhE6i6c/s640/IMG_0229.JPG

https://lh5.googleusercontent.com/-YyUSwmjwbfg/Uk8-5vAvC4I/AAAAAAAABms/hbhBUOg8E_c/s640/IMG_0256.JPG

Na stoku Tacula
https://lh4.googleusercontent.com/-l1PwVEjVufU/Uk8-7npGFJI/AAAAAAAABm0/iJFV1zzwQ3U/s640/IMG_0265.JPG

https://lh3.googleusercontent.com/-W2Ui5LHKh0U/Uk8-9paFq2I/AAAAAAAABnE/btpCCd4axZk/s640/IMG_0275.JPG

https://lh5.googleusercontent.com/-AijDxC8rLOY/Uk8-93PmXqI/AAAAAAAABnA/lJqfrrAqTCc/s640/IMG_0276.JPG

https://lh5.googleusercontent.com/-BozYVtUKwQ8/Uk8_EbS4-UI/AAAAAAAABnU/fMhsTVqI8Wc/s640/IMG_0277.JPG

https://lh5.googleusercontent.com/-1OHZvr9zMCw/Uk8_FFvxyjI/AAAAAAAABnc/SxvuQN6Clvo/s640/IMG_0278.JPG

https://lh3.googleusercontent.com/-KJuhNk6Nyp0/Uk8_FXCmcPI/AAAAAAAABng/uOfLIgEAoak/s640/IMG_0280.JPG

https://lh4.googleusercontent.com/-pLzqCfFoZhM/Uk8_GEwQP-I/AAAAAAAABnk/WuW-snZQLo8/s640/IMG_0282.JPG

https://lh3.googleusercontent.com/-AHC_4OyKW1w/Uk8_JFADZgI/AAAAAAAABn0/wHWxwZDIrv0/s640/IMG_0291.JPG

https://lh4.googleusercontent.com/-52gUIsA8_YQ/Uk8_I55Ze2I/AAAAAAAABn4/lA9gZREoPXw/s640/IMG_0293.JPG

https://lh5.googleusercontent.com/-QL-iQuIyKe8/Uk8_J0PuR8I/AAAAAAAABn8/fA2vvJgwRAQ/s640/IMG_0294.JPG

https://lh5.googleusercontent.com/-ZV3eiue-m-w/Uk8_OIjpfsI/AAAAAAAABoQ/CzgGUQ6DGuI/s640/IMG_0298-IMG_0303p.jpg

https://lh3.googleusercontent.com/-JE7lsH_8t88/Uk8_NCOnpII/AAAAAAAABoI/9h2emXHJyrE/s640/IMG_0313.JPG

Piątek-powrót
W nocy budzę się jeszcze by wykonać jakieś nocne foty ale jest zbyt ciemno na udaną sesje. Co prawda niebo rozgwieżdżone ale brak światła księżyca niweczy wszelkie próby. Za to temperatura znacznie spadła co zwiastuje dobrą pogodę i trochę zaczynam żałować, że to nie dziś ruszamy na Blanca. Niepotrzebnie, za dnia okazuje się, że zachmurzenie wzrosło jeszcze bardziej niż podczas naszej próby co mnie wewnętrznie uspokaja smile. Rano idziemy jeszcze do pustego o tej porze schronu Cosmique gdzie zamawiamy po coli i delektujemy się widoczkami na pobliskim tarasie  zażywając przy okazji kąpieli słonecznej wink. Nagle na taras wchodzi jakiś facet, który kładzie się na jego deskach  i wygrzewa na słońcu. Nie byłoby może nic w tym dziwnego gdyby nie to, że facet zaczyna się trząść jak osika i wykazując wyraźne oznaki wyczerpania dostaje torsji. Wpada za nim jakiś facet, najpewniej kolega, który poi go wodą i pomaga ruszyć z miejsca. Nieoczekiwanie spotykamy też gościa, który w dniu wczorajszym tak uparcie się nas trzymał, a który z racji braku sprzętu i partnera zawrócił tuż przed ścianką pod Mauditem. Starszy jegomość okazał się sympatycznym Norwegiem samotnie przemierzającym alpejskie zakątki. Po tym wszystkim schodzimy do namiotu i zaczynamy się pakować. Bilet powrotny na kolejkę mamy już kupiony więc się niezbyt spieszymy. Nie powiem ale podejście z naszymi tobołami do stacji kolejki wcale nie było takie proste i oczywiste. Wysiłek poprzedniego dnia sprawił, że momentami dychałem jak ryba wyrzucona na brzeg. Tuż przed zjazdem na dół korzystamy z tarasu widokowego gdzie utrwalamy na zdjęciach naszą drogę, która z tego miejsca doskonale się prezentuje. Na dole w Chamonix spożywamy posiłek przed podróżą, idziemy na krótki spacer po mieście po czym pakujemy manatki i ruszamy w długą drogę powrotną do kraju.

Kolejne rzesze śmiałków na drodze 3M  smile
https://lh4.googleusercontent.com/-lnFyNRP1Lyc/Uk8_OzIJOKI/AAAAAAAABoU/-kKX8UlJKks/s640/IMG_0318p.jpg

https://lh3.googleusercontent.com/-zlzOTnZvvBE/Uk8_SBhfLFI/AAAAAAAABoo/PVqHMg-msjg/s640/IMG_0321p.jpg

https://lh4.googleusercontent.com/-H9tHh7rn9t4/Uk8_Ryx1WyI/AAAAAAAABok/KDq-n88r_Ec/s640/IMG_0329.JPG

Dwójka na lodowcu na tle Grandes Jorasses
https://lh5.googleusercontent.com/-d-kRv_rpdXY/Uk8_SmG7wAI/AAAAAAAABos/gzFF3xGBDIw/s640/IMG_0332.JPG

Stacja kolejki na Aiguille du Midi
https://lh4.googleusercontent.com/-xpXBm8-GlWY/Uk8_WqRWe6I/AAAAAAAABpA/lzhSGtJA7UA/s640/IMG_0333.JPG

Pusty o tej porze dnia schron Cosmique
https://lh6.googleusercontent.com/-iCjmGgVN8xo/Uk8_WfdFSpI/AAAAAAAABo8/lf1RA1JGltY/s640/IMG_0334.JPG

Widok z tarasu schroniska na zbocza M.d.Tacul...
https://lh6.googleusercontent.com/-mVUdstWkvKw/Uk8_W63j2eI/AAAAAAAABpE/2l3Ik63-UNg/s640/IMG_0336.JPG

...oraz na skupisko namiotów rozbitych na lodowcu Col du Midi
https://lh3.googleusercontent.com/-ay6ouWMJtRk/Uk8_Z8RE26I/AAAAAAAABpU/o9WNl5a_x_Q/s640/IMG_0374.JPG


https://lh4.googleusercontent.com/-uVhK4VmS4mM/Uk8_aRUHtcI/AAAAAAAABpY/hNM-oHsWIhY/s640/IMG_0385.JPG

https://lh5.googleusercontent.com/-VHqwX320O-A/Uk8_aylyaGI/AAAAAAAABpc/Rvyfjcpkbno/s640/IMG_0393.JPG

https://lh3.googleusercontent.com/-Q72F_IAm7fE/Uk8_cqC1faI/AAAAAAAABpk/EaihuLvZALU/s640/IMG_0408.JPG

Widok na Mont Blanc z tarasu kolejki
https://lh5.googleusercontent.com/-iS6LDZ_928Y/Uk8_gJHx5HI/AAAAAAAABp4/3GwbgGMvK0I/s640/IMG_0410.JPG

Piękna grań Aiguille du Midi
https://lh3.googleusercontent.com/-tA-o81XY3JQ/Uk8_gmlpqWI/AAAAAAAABp8/ImYUR6XxETg/s640/IMG_0411.JPG

Dobrze widoczna niemal cała droga 3M z tarasu
https://lh3.googleusercontent.com/-TYst7xE6OG0/Uk8_gyfAv1I/AAAAAAAABqA/zCx0i9z9Z-k/s640/IMG_0418.JPG

https://lh4.googleusercontent.com/-QtnnzgIEgTI/Uk8_hzBVqNI/AAAAAAAABqE/POxEojAmbFs/s640/IMG_0427.JPG

https://lh5.googleusercontent.com/-09m5NheW2J8/Uk8_lqrbgXI/AAAAAAAABqY/9Pc3FdQMlRI/s640/IMG_0430.JPG

https://lh6.googleusercontent.com/-Gs5Ayj-NqCI/Uk8_lLfCdiI/AAAAAAAABqU/lHU47w5CL3k/s640/IMG_0438.JPG

92

(13 odpowiedzi, napisanych Szczyty Beskidu Małego)

Zgadza się  smile

93

(13 odpowiedzi, napisanych Szczyty Beskidu Małego)

Pożytek dla właściciela dla przyrody rzecz jasna strata.

94

(16 odpowiedzi, napisanych Miejscowości w Beskidzie Małym)

https://lh3.googleusercontent.com/-6Kj2U6J5LnY/Uh5im22pWiI/AAAAAAAABd0/5-gCkGYo86E/s800/DSCF1624.JPG

Dębina

95

(16 odpowiedzi, napisanych Miejscowości w Beskidzie Małym)

Witam, nie bardzo teraz rozumiem o czym mowa bo: Dębina to miejsce, które juz opisałem i znajduje się w bliskiej odległosci od wspomnianego juz domu ale do Czupla to przeciez jeszcze daleko a wspomniana przez Ciebie polana ( tak wywnioskowałem ) znajduję się powyżej polany kuflowej i w relacji, skadinand bardzo fajnej i ciekawej jest opisana ( zdjęcie ), niezbyt precyzyjnie zresztą jako- polana Koleby. Jeśli faktycznie chodzi Ci o tą polanę to na niej też kiedyś był kamienny szałas, ktorego resztki mozna znależć, odbijając w prawo ze szlaku i schodząc w dół tuż na przeciw kapliczki. Wracając do podanej relacji, zawiera ona kilka nieścisłości gdyż np. pod Czuplem nie ma żadnej przełeczy ale raczej trawers jak już  smile . Ale zdjęcie opisane jako owa ''przełecz pod Czuplem "jest istotne z innego powodu wink. Otóż własnie bardzo blisko tego miejsca znajdują się skały, o które ktoś pytał w innym wątku. Poza tym tędy mozna sobie wydatnie skrócić drogę na samą Magurkę trawersując jej masyw, z kilkoma bardzo widokowymi miejscami. Poszukam zdjecia to wrzuce. Z innych ciekawostek to powiem jeszcze, że miedzy tym miejscem a polaną kuflową w lesie, znajdują się ruiny, wlasciwie zostały kamienne fundamenty mieszkalnego domu ( uległ spaleniu )nadające się na obozowisko, z wodą i dzikim sadem. Z sadu niestety chyba juz niewiele pozostało bo dawno tam nie byłem ale miesce bardzo ciekawe i zapomniane przez ludzi.

96

(16 odpowiedzi, napisanych Miejscowości w Beskidzie Małym)

Po której stronie tego domu patrząc od strony wsi ? Bo Dębina to las wraz z kawałkiem łąki znadujący się po prawej stronie tego domu w odległości jakieś 250 m od niego i tak to miejsce jest nazywane. Z niego mozna iść w strone uwalu albo na kiełek  big_smile. Natomiast bardzo blisko tego domu po lewej stronie, szacuje, ze nie dalej niż 200m dochodzą już wyrobiska kamieniołomu Łodygowice, który nadal jest czynny.

97

(16 odpowiedzi, napisanych Miejscowości w Beskidzie Małym)

Również witam w tak zacnym gronie i cieszę się, że mogę w czymś pomóc  big_smile

98

(12 odpowiedzi, napisanych Ciekawe miejsca)

No cóz, pewnie będe sie powtarzał ale...nie Diabli Kamień a Diabelska Skała ma też inna historię. Otóż razu pewnego kiedy budowano kościoł w Łodygowicach, rzecz owa nie spodobała się diabłu który postanowił rzucić ową skałe na świętą budowle. Szczęscie opatrzność sprawiła, że rzucony przez diabła kamień nie doleciał i spadł w miejsce gdzie tkwi po dziś dzień  smile

99

(3 odpowiedzi, napisanych Szczyty Beskidu Małego)

Akurat Lipka to miejsce zaledwie jakieś 300 m od domu i jest po prostu drzewem- Lipą wraz z kapliczką, która rosnie przy szlaku czerwonym na Czupel. Nie jest to żadna góra a raczej wzniesienie, dział o wysokości 412 m nad lustro wody. Do niedawna ustronne  i urocze miejsce ale odkąd ( od kilku lat ) poszerzono drogę, zasypano wąwoz uniemozliwiajacy dojazd autem tak miejsce stracilo bardzo wiele ze swego uroku nad czym bardzo ubolewam, gdyż jest to staly element z mojego dziecinstwa. Niestety wszechobecne smieci przy drzewie i brak poszanowania tego miejsca dobitnie swiadczą o degeneracji społeczenstwa. Sama lipka jako samotne w polach drzewo ma swoją legende. Głosi ona, iż pewnego dnia kiedy rozszalała sie burza pioruny biły w samotne drzewo bez zadnych konsekwencji dla niego samego. Odczytano to jako znak Boży i powieszono kapliczkę. Jako, że coraz częsciej w tym kraju nie ma świętości toteż kilka lat temu ktoś starą figurkę zniszczył. Obecnie jest nowa.

100

(13 odpowiedzi, napisanych Szczyty Beskidu Małego)

Gwoli ścisłości,  miejscowa zwyczajowa nazwa owego Przysłopu to Groń, tak samo jak nazwa skały to - Diabelska Skała. Zupełnie nie rozumiem na jakiej podstawie kartografowie?? wymyslają takie nazwy ?Tak samo rzekoma osada Koleby, tam nie ma i nie było żadnej osady poza kilkoma szałasami i stąd wzieła się ta nazwa. Nie wiem dlaczego wprowadza się ludzi w błąd i potem są takie kwiatki w internecie. Ta druga skała znajduje się oczywiscie powyżej Diabelskiej Skały z tym, że po przeciwnej stronie. Wystarczy isc w stronę Czupla az dojdzie się do skrzyzowania szlaku z drogą leśnią. Na rozstaju rośnie dąb, na którym wisi kapliczka. Skręcamy w prawo w dól po czym wchodzimy w las po prawej stronie i posuwamy się w dół niejako równolegle do szlaku. Po chwili trafiamy na ową skałe.
Kamieniołom w Łodygowicach oczywiście i niestety jest nadal czynny i coraz bardziej wdziera się w głąb lasu i zbliża do szlaku. Nad nim znajduje się polana wraz zabudowaniami i stodołą wieć w razie czego spanie przednie smile. W pobliżu Gronia ( celowo używam tej nazwy ) przy szlaku na Czernichów znajduję się krzyż ku pamieci ks. Stanisława Stojałowskiego, który bywał w tym miejscu i jak wiadomo był wielkim orędownikiem polskości na tych terenach jeszcze pod zaborami. Obok krzyża znajduję się kamienny ołtarz gdzie raz w roku odbywa sie pielgrzymka parafian z Łodygowic i odprawiana jest msza św.