Pod koniec wtorkowego dnia pracy wpadła mi do głowy myśl, że może warto zobaczyć jak pojawiają się na drzewach liście. To naprawdę krótki moment i łatwo go przegapić. Szybki urlop i następnego dnia pojechałem na Jurę do Trzebniowa. Zaparkowałem pod formacją skalną Skały na Wzgórzu. Wielkiego wrażenia nie zrobiły, słońce operowało od tyłu, wszystko skrywało się w cieniu.
Zaszedłem je od tyłu i okazało się, że ktoś porobił utrudnienia dla piesków, żeby nie mogły wyjść na górę. Tobi musiał kombinować.
Następnie skierowałem się w las szukać tych liści na drzewach. Były ![]()
Skałka z dziurami - ser szwajcarski.
Byłem naprawdę zdziwiony ile dziur zaliczył Tobi. Doszedł tam od tyłu, przemieszczając się w labiryncie wąskich korytarzy, człowiek nie dałby rady.
Skała Mechata i zielone widoki z niej.
Potem szedłem sobie zarośnietym lasem i delektowałem się zielenią.
Kierowałem się na azymut w kierunku kolejnej formacji - Bukowie.
Pod koniec wyborne chaszczowanie.
Bukowie.
Ładne skalniaczki tu są.
Dalsze łażenie bezścieżkowe, przez kolejne skałki.
I inne atrakcje.
Nawet się trochę zgubiłem w drodze do kolejnych skałek i już chciałem je odpuścić, ale okazało się, że się nie zgubiłem, wyszedłem prosto na nie. Okazały się niewielkie.
Prawie już miałem nie podchodzić na kolejne nieciekawe skałki, ale coś mnie tam jednak przyciągnęło i okazało się, że tym razem natrafiłem na coś spektakularnego.
To Kopciówki i Rygiel. Kawał skały. Od razu wpadłem na pomysł, żeby zejść szczeliną widoczną tu na zdjęciu na wprost, miedzy skałami na dół.
Schodzimy w szczelinę. Tobi zadowolony.
Bardzo fajne malownicze miejsce. Można nawet zwiedzać po parę metrów na boki.
Pomysł nie okazał się łatwy w realizacji. Udało się dotrzeć do drzewa (tego niższego) dokładnie na wprost przed Tobim. Potem było już blisko, ale Tobi się nie zdecydował, ja tym bardziej.
Próbujemy innymi drogami obchodząc skały wokół.
Udało się, jesteśmy na dole. Straszne Bydlaki.
A tu próbowaliśmy schodzić, Tą szczeliną na wprost.
Teraz atakujemy od dołu. Tobi najdzielniejszy ma parcie i wychodzi to tego drzewa, gdzie zeszliśmy od góry. Czyli on ma zaliczone. Ja się nie odważyłem. Nie było tam się czego chwycić.
Po Kopciówkach spojrzałem pierwszy raz tego dnia na zegarek, bo miałem takie poczucie, że powinna być 13-15, a słońce wydawało mi się jakoś za nisko. Była 17:22 - ale ten czas w skałkach leci. Wpadłem w lekką panikę, bo byłem w najdalszym punkcie wycieczki i pognałem na przełaj w drogę powrotną.
Bezproblemowo dotarłem w miejsce startu. Skały na Wzgórzu wyglądały całkiem inaczej niż rano.
Fajna ta maczuga.
Tobi znowu był męczony na utrudnieniach dla piesków.
Fajna wycieczka po nieznanych terenach. Z tych wszystkich miejsc tylko na Bukowiu byłem kiedyś z Ukochaną. Szlaki omijają te atrakcje, jak coś tu jest to idzie dołem, wygodnymi leśnymi drogami, albo asfaltowanymi drogami rowerowymi. Morał z tego taki, że warto się zapuścić w krzaki ![]()