76

(49 odpowiedzi, napisanych Planowane zloty)

Dla mnie termin o tyle kontrowersyjny, że w tym samym terminie jest też wigilia kołowa (na Górowej), stąd mam pytanie: od której godziny będzie można zastać ekipę forumową na Potrójnej, bo przyznaję, że stęskniłem się za Waszymi twarzami wink Dla mnie optymalnie byłoby około południa, co bym zdążył jeszcze na Górową dotrzeć rozsądnie.

lowell79 napisał/a:

No to ja też gratuluję, kiedy możemy liczyć na jakąś pokazową wycieczkę smile z naszym przewodnikiem?

Blachowanie za miesiąc, jak dostanę blachę to pomyślimy. Może jakiś zlocik zrobimy i wtedy, a co :-)

Dziękuję wszystkim za gratulacje! I powiem tyle: jeżeli ktoś z Was ma trochę wolnego i mieszka w Katowicach, Gliwicach, Krakowie albo okolicy to może znaleźć lokalne koło przewodników beskidzkich (SKPB Katowice, SKPG Gliwice, SKPG Kraków), poza samą satysfakcją jaką dają wspominane wyżej słowa prezesa jest naprawdę potężna dawka zabawy i znajomi nie tylko na wypady w góry! I niech Was nie zmyli słowo "studenckie" - u mnie na kursie był przez pół roku... Emeryt! Poważnie!

Witam!

Dawno mnie tu nie bywało, ale natłok zajęć na uczelni i na kursie przewodnickim ledwie daje mi czas na spotkania z ludźmi na żywo, a co tu o internecie mówić.
W telegraficznym skrócie powiem, że w ostatni weekend odbył się egzamin praktyczny w SKPB Katowice, dla mnie skończył się on patetycznym przemówieniem pani prezes, zakończony słowami: "czy będąc tego wszystkiego świadomym chcesz przyjąć blachę?" - mówiąc po ludzku: zdałem! smile))

A na mecie egzaminu (w tym roku na Zagroniu, Koło weszło w posiadaniu onej chałupy - zapraszam w Beskid Żywiecki!) pojawił się Radek Truś, autor przewodnika po Beskidzie Małym. Jak się dowiedziałem, Radek pracuje nad drugim wydaniem przewodnika i z Zagronia jechał w Beskid Mały. Zaproszenia od takiego człowieka nie mogłem odrzucić, w niedzielny, piękny poranek wskoczyliśmy do samochodu i z Rajczy - Nickuliny pojechaliśmy do Wilkowic. Około 12:00 ruszyliśmy na czarny szlak z Wilkowic na Magurkę (która, niestety, robi się drugą Równicą sad) przez Skałę Czarownic. Szliśmy w ekipie trzech przewodników, a i tak nam się szlak stracił... tongue Radek jako przyrodnik jest po prostu niesamowity - myślę, że jakbyśmy przeszli uważnie szlakiem ze Straconki - Zakrętu na Przegibek (bodaj 1,5km) to zajęłoby to nam ze dwie godziny, bo ciągle znajdował coś ciekawego, co musiał wskazać :-) A sam szlak poprowadzony jest bardzo ciekawie w pięknej buczynie karpackiej, w jednym miejscu piękna panorama na Beskid Żywiecki - Babia, Pilsko, Romanka, Lipowski... W tle jawił się jeszcze jeden masyw, wydaje mi się, że to była Racza, niestety przejrzystość powietrza była średnia (jakieś 40km), a http://www.udeuschle.de/Panoramen.html pokazuje z mniej-więcej tego miejsca panoramę na 150km! Nie bez kozery schronisko na Magurce nosiło nazwę "Widok na Tatry" ;-) I właśnie, Magurka... Z dużą traumą przyjąłem zmiany, które tam zaszły, najbardziej zaszokował mnie parking (!!!) pod schroniskiem. Ja rozumiem, że góry mają być dla ludzi, ale litości... Rozwój infrastruktury dla narciarzy jak najbardziej mnie cieszy, jednak nie wiem czy zmiany, które tam zachodzą dążą w dobrą stronę. Inna sprawa, że ostatnio gdy byłem na Magurce był środek tygodnia i było błogo cicho :-) Na Magurce szybko co nieco zjedliśmy (kolejka w bufecie na pół godziny stania) i poszliśmy dalej: Radek i ja na Przegibek, a Bartek poleciał po samochód: ustalilismy, że spotykamy się na dole wspomnianego szlaku czarnego do Zakrętu. Poszliśmy zatem niebieskim szlakiem (który na początku ma pięć kolorów. PTTK w BB chyba rozum straciło...), rzuciliśmy jeszcze okiem na ikonę przy nadajniku RM - ikona Matki Boskiej Miłosiernej, bardzo ładna, acz nie dogrzebałem się do informacji o wieku jej powstania. Dość szybko poszło nam zejście na Przegibek, po drodze Radek trochę popisał, trochę w przewodniku poskreślał, pogrzebaliśmy za źródłem, które miało być przy niebieskim szlaku, jednak go nie znaleźliśmy. Na Przegibku totalna rzeźnia - od cholery samochodów, jakby niektóry mogli to by wjechali do lasu. Makabra jakaś! Jednak szybko się z Przegibka urwaliśmy na dół, czarnym szlakiem. Ach! Cicho, spokojnie i piękny, zdrowy las bukowy! Tutaj bez większych notatek zeszliśmy na dół i poczekaliśmy na Bartka, który zawiózł Radka na przełęcz (chciał jeszcze obczaić zielony szlak na Magurkę), a my pojechaliśmy do Porąbki i dalej do domu.

Pozdrawiam!

Niestety, Piotrze, rozmiary mojego aparatu nie za bardzo pozwalały na noszenie go przy pasie biodrowym w czasie wspinaczki na Triglav (a szkoda!), a zdjęć od Bartka jeszcze nie dostałem (i cholera wie, kiedy dostanę! :<), do tego przy samej wspinaczce najciekawsze elementy wymagały użycia czterech kończyn ;-) Sami wiecie jak to bywa w górach ;-)

http://www.facebook.com/media/set/?set= … amp;type=1
- zapraszam do rzucenia okiem na kilka zdjęć z wyjazdu. Jak się kiedyś zbiorę to wsadzę je na moją stronę razem z kilkoma ciepłymi słowami (i, zapewne, relacją, która jest tutaj na forum ;-)).

81

(8 odpowiedzi, napisanych Ogłoszenia)

Z przyjemnością je kiedyś obczaję, ale chyba już nie w tym sezonie. Dzięki za informacje!

82

(8 odpowiedzi, napisanych Ogłoszenia)

http://www.genetyk.com/podjazdy/zar1.html - wiedziałem, że gdzieś to widziałem! http://www.genetyk.com/podjazdy/szosa_trudnosc.html - 12 miejsce w Polsce wg Michała, na 201. od tym względem - owszem, jeden z najtrudniejszych, ale dupy nie urywa.

83

(8 odpowiedzi, napisanych Ogłoszenia)

Ekhm. Może wyraziłem się mało precyzyjnie - chodziło mi o to, że Żar dupy nie urywa jak już ktoś zrobił w życiu kilka podjazdów. Na początek szosowo-uphillowej przygody jest fajny, ale żeby się nim jakoś bardzo zachwycać to raczej nie - Magurka robi znacznie większe wrażenie, bo podjazd jest krótszy i znacznie bardziej nachylony, Chrobacza Łąka ma przy sklepie jakieś 30% nachylenia, a Żar...? Na Żarze tak naprawdę nie ma ścian jakie ma Chrobacza czy Magurka, asfalt jest średnio nachylony coś koło 8%, co z Żar nie robi (w skali tego, co jest w okolicy!) cudów. Żar to taka trochę szosa Transfogaraska - długie i wjeżdża wysoko (stosunkowo), ale ponieważ jest długie to nie jest bardzo nachylone.

84

(8 odpowiedzi, napisanych Ogłoszenia)

Pardą, ale Żar to jest popierdółka, a nie "jeden z najtrudniejszych podjazdów w Polsce". Po sąsiedzku jest podjazd na Chrobaczą Łąkę, kawałek dalej na Magurkę Wilkowicką - to są dwa z czterech najtrudniejszych podjazdów w Polsce (nawet jeżeli rozpatrujemy tylko części asfaltowe!), Żar to podjazdowa piaskownica.

Podjeżdżałem na Żar kilkukrotnie, raz to był naprawdę problem, bo wcześniej zrobiłem przeł. Kocierską od Andrychowa i Chrobaczą. A tak na Żar dla samego Żaru to nie warto jechać.

Polecam http://podjazdy.ovh.org/ - stronę Michała Książkiewicza, rzetelnie zrobioną bazę podjazdów.

85

(8 odpowiedzi, napisanych Ogłoszenia)

http://43ride.com/events/red-bull-pruj-w-dol/ - może ktoś z forumowiczów uda się i będzie focił? Chętnie bym pojechał wtedy na Żar, ale mam już inne plany :-(

86

(61 odpowiedzi, napisanych Planowane zloty)

Akall napisał/a:
ufok83 napisał/a:

Rozmawiałem dziś w tym temacie z miłościwie nam panującym tongue PREZESEM LOWELLEM i doszliśmy do takiej konkluzji (proszę zauważyć ze ufok zaczyna stosować trudne słownictwo big_smile ).
Zlot na wrzesień przełożyć na drugą połowę pazdziernika i połączyć go z ostatnimi pracami przy kapliczce. Co szacowne forumowe grono o tym myśli? smile

mnie taka propozycja pasuje big_smile

Ojjjj, Panowieeee i Panie, Panie i Panowie... 21-23 października to ja na Jasień (Beskid Wyspowy) zapraszam... 10-11 wrzesnia to był bardzo dobry termin na zlot, a tu nic...

@Piotr: okazało się, że jestem debilem - w Muranską Planinę wziąłem, uwaga uwaga, torbę foto a w niej miałem zewnętrzną lampę błyskową (chyba żeby niedźwiedzie powku**iać. I siebie). Aparat został w domu...
Odnośnie Musały i Olimpu (w pierwszym poście jest błąd, zaraz go poprawię) - oczywiście też mamy w planach, jak pozostałe kilka szczytów na Bałkanach. Z Musałą żartów nie ma, szczyt prawie trzytysięczny, średnia temperatura w sierpniu to raptem 3 stopnie powyżej zera, czyli trzeba się i wtedy liczyć z opadem śniegu... Nic no, będziemy z Bakerem kombinować w przyszłym roku, zobaczymy. Myślimy na razie jak to czasowo rozwiązać, bo niby wakacje studenckie mają trzy miesiące, a nie jest tak kolorowo jakby się wydawać mogło (w skrócie: najlepszym rozwiązaniem byłyby trzy wyjazdy: do Kosowa, Serbii i Bośni, to można zrobić w jakiś długi weekend bo trzeba na to 5 dni, drugi do Albanii/Macedonii, Grecji i Czarnogóry - potrzeba nań około 8 dni, trzeci - do Rumunii, Bułgarii i Turcji - 10-12 dni, choć Turcję i Bułgarię rozpatrujemy komunikacją publiczną - samoloty nie są aż takie drogie a kraje są daleko - pod Musałę jest ponad doba samochodem. Pytanie tylko, czy samolot i zbiorkom nie wyjdzie podobnie czasowo... A samochód ma znaczną przewagę: nie ma rozkładu)

@Jola: mamy mocną nadzieję na slajdy na Fasolce :-)

Odnośnie zdjęć, ponawiam: zdjęcie powstały, czekają na obróbkę, do tego muszę dostać zdjęcia z aparatu Bakera i będzie fotorelacja.

Spoko, spoko. Zdjęć trochę powstało, planujemy slajdowisko (albo dwa) to może i fotorelacja online też powstanie.

Witam!

Ostatnio z czasem dla forum kiepsko - wakacje wszak w pełni, a student w czasie wakacji czasu nie ma ;-) Teraz jednak byczę się przed komputerem po spędzeniu kilku godzin w samochodzie, więc skrobnę parę słów.

Po pierwsze: co to jest "Korona Bałkanów"? Są to najwyższe szczyty Półwyspu Bałkańskiego, w skład tegoż wchodzą:
-Słowenia (Triglav, 2864)
-Chorwacja (Dinara, 1831)
-Bośnia i Hercegowina (Maglić, 2386)
-Macedonia, Albania (Korab, 2753 - szczyt graniczny)
-Czarnogóra (Zla Kalata, 2534)
-Serbia (Midżur, 2168)
-Kosowo (Daravica, 2658)
-Bułgaria (Musala, 2925)
-Grecja (Olimp, 2918)
-Turcja (Mahya Daǧι, 1031 - szczyt w części europejskiej)
-Rumunia (Moldoveanu, 2543)

Po drugie: dlaczego akurat taka korona? Bo jest realna do zdobycia we względnie krótkim czasie (planujemy dwa lata). A poza tym, Bałkany to taka moja mała geograficzna miłostka. :-)

Co się działo?
Postanowiliśmy zacząć od szczytu najtrudniejszego (?) technicznie - Triglavu. Wraz z kolegą Bartkiem (zwanym też Bakerem) w niedzielę, 21 sierpnia, ustaliliśmy że przed Triglavem jedziemy jeszcze do Chorwacji. Taka rozgrzewka, jednak nie wiedzieliśmy jeszcze, że dosłownie... W poniedziałek, 22 sierpnia, około godziny 14:00 wyjechaliśmy w stronę polsko-czeskiej granicy. Po drodze kupiliśmy słowacką winietę i szybko przejechaliśmy przez Słowację, następnie trochę pobłądziliśmy po Węgrzech (piękny kraj i piękny język! Brrr...) i kupiwszy gaz do samochodu (tankowanie co 300km to katorga...) wskoczyliśmy za TIRa, za którym przejechaliśmy niemal do samej węgiersko-słoweńskiej granicy. Tam uciekliśmy z autostrady (błąd!) i bocznymi drogami pojechaliśmy do Chorwacji, gdzie już autostradami pojechaliśmy mocno na południe - do Šibenika niemal, tam odbiliśmy na Knin i już o 7:00 staliśmy pod naszym dzisiejszym celem - Dinarą. Gdy o 7:30 wychodziliśmy na bardzo dobrze oznaczony szlak, termometr przy domu, przy którym zostawiliśmy samochód (dokładnie tutaj) pokazywał 25 stopni, co zapowiadało prawdziwą _rozgrzewkę_! Przygotowani na brak wody w górach zabraliśmy każdy po 3 litry wody. Po 90 minutach (szlakowskaz zapowiadał 2h) dotarliśmy do rozstaju szlaku, gdzie postanowiliśmy udać się do chaty pasterskiej/schronu turystycznego. Ot tak, rzucić okiem co tam. Ku naszemu zdziwieniu, okazało się, że przy schronie są dwie studnie. Niestety, woda nie wyglądała najlepiej, więc po prostu schłodziliśmy w niej posiadaną wodę (na której spokojnie można było parzyć już herbatę), pooglądaliśmy trochę teren okoliczny i poszliśmy dalej w stronę "vrha", jak wskazywał szlakowskaz. Tym razem zabawa się skończyła - temperatura sięgnęła pewnie 40 stopni w cieniu, a my poruszaliśmy się w słońcu, zaczęło się konkretne podejście (tego dnia pokonaliśmy około 1300m w górę i tyleż samo w dół) - może nawet nie za bardzo strome, ale stale po skałach. Jednak nie błądziliśmy za dużo (dwa razy zeszliśmy ze szlaku), ponieważ jest on naprawdę dobrze oznaczony. O godzinie 12:10 stanęliśmy na najwyższym szczycie Chorwacji. Pooglądaliśmy piękną panoramę na dwa kraje (Chorwację i Bośnię), na puszkę z książką "meldunkową" (coś a'la księga wyjść - ma ułatwiać ewentualne poszukiwania i pomaga w robieniu statystyk) nakleiliśmy naklejkę SKPB Katowice, dokonaliśmy wpisu do księgi, zjedliśmy co nieco, a następnie zaczęła się rzeźnia - zejście. 4 godziny w potężnym upale i stale w dół. Około godziny od samochodu stopy zaczęły mi chyba odpadać, było naprawdę makabrycznie gorąco, woda była gorąca, a my pociliśmy się jak, pardą, świnie (trochę naturalizmu: zacieki z soli, pochodzącej z potu, na bokserkach to chyba najlepszy dowód...). Gdy w końcu dotarliśmy do "schroniska" (innego niż to w drodze na szczyt) wylaliśmy na siebie sam-nie-wiem-ile wiader wody ze studni i dopiero byliśmy w stanie wsiąść do samochodu, jednak cały czas jechaliśmy z myślą: "sklep! Zimne napoje!" Po pół godzinie jazdy dotarliśmy do sklepu, pod którym wypiliśmy 1,5-litrową butelkę Schwepssa cytrynowego, drugą kupiliśmy do samochodu i udaliśmy się na północ...

...w nadziei, że będzie chłodniej. No i o poranku nawet było - 13 stopni było, gdy się obudziliśmy. Ja spałem w samochodzie, a Baker przed nim. Na parkingu przy autostradzie ;-) Jakoś dostaliśmy się do doliny Vrata, gdzie nasz trekking na Triglav zaczęliśmy od... Piwa w schronisku Aljažev Dom, obejrzeliśmy dokładnie mapę, obgadaliśmy strategię, obejrzeliśmy północną ścianę Triglavu i wróciliśmy do samochodu, spakowaliśmy co trzeba (szpej, jedzenie, wodę, śpiwór) i co nie trzeba (karimatę, ubrania) i ruszyliśmy do schronu pod przeł. Luknja (Bivak pod Luknjo), przypadkowo jednak wyszliśmy za wysoko i musieliśmy do niego schodzić... W schronie (bardzo ładny, czysty domek, woda - filtrowana deszczówka, piliśmy surową i nie mieliśmy problemów żołądkowych) zastaliśmy czwórkę Niemców, jednak jacyś dziwni - mało obyci z geografią, chyba nie mieli pojęcia gdzie są, bo pytali co to Triglav. Zjedliśmy co nieco, pogadaliśmy z Niemcami, wypiliśmy piwo i poszliśmy spać, ponieważ pobudkę zaplanowaliśmy na godzinę 5:00.

I tak też zrobiliśmy - obudziliśmy się o 5:00, stwierdziliśmy jednak, że jeszcze pół godziny, przestawiliśmy budziki i po pół godzinie się zwlekliśmy. Poranek był dość rześki, ale nie przestraszyło nas to. O 7:30 staliśmy już na przełęczy Luknja i szpejowaliśmy się. Jeszcze tylko szybki kurs obsługi via ferraty (dalej również VF)dla Bartka i idziemy. Lina za liną, klamra za klamrą... Na początku trochę się obawiałem, ponieważ nie jestem fanem ekspozycji, jednak świadomość, że nawet jak się poślizgnę (na szczęście nowe buty - Scarpa ZG65 - mają bardzo przyczepną podeszwę Vibram) to trzyma mnie lina, która podniesie samochód, dawała mi trochę komfortu psychicznego. Szczęśliwie odbyło się bez takich atrakcji, jednak droga Bambera, którą wybraliśmy ma kilka słabych rozwiązań - tam gdzie via ferrata by się przydała po prostu jej nie ma, a tam gdzie spokojnie można iść i bez niej - jest. Wróćmy do trasy - po przejściu pierwszej ściany wyszliśmy na dłuuuugie i wlekące się plateau, w czasie którego przekroczyć trzeba lodowczyk Triglavski. Na nim Bartek postanawia ulepić bałwana, uzupełniamy też zapasy wody. Woda tam jest niezbędna, ponieważ wszędzie unosi się wapienny pył, po 15 minutach od napicia się, człowiek znów ma sucho w gardle! Po mniej-więcej półtoragodzinnym spacerze po plateau docieramy pod kopułę szczytową. Matko i córko! Z daleka robi niesamowite wrażenie, ale jak staje się pod nią, to naprawdę szczęka opada... Powoli, mozolnie mocno eksponowaną VF, częściowo po sztucznych stopniach, dochodzimy do żlebu, gdzie dopiero zaczyna się rzeź - każdy krok trzeba mocno ważyć, ponieważ ściana ma nachylenie 80 stopni i jest niesamowicie luźna. Na szczęście daleko za nami jest dwóch panów i nawet jeżeli coś poleciało w dół (świadom jestem, że strąciłem jedną lawinkę kamieni), to ich nie trafiło, bo potem widzieliśmy ich na szczycie. Ze żlebu dostajemy się już bezpośrednio w miejsce, gdzie widać domek (ekhm... Duże słowo jak na stalową puszkę) na szczycie. I dzikie chordy ludzi, jak na Giewoncie. Bo Triglav to taki trochę Giewont - każdy prawdziwy Słoweniec musi tam choć raz w życiu wyjść. Pół godziny podejścia w pełnej ekspozycji, w większości bez potrzeby wpinania się w VF i stajemy na szczycie. Tam, oczywiście, zdjęcia, jedzenie, trochę obśmiechujemy tę całą szopkę, jednak cieszymy się - dla mnie i dla Bartka to nowy rekord wysokości - 2864 m npm, no i przede wszystkim (przynajmniej dla mnie) to najtrudniejsza góra w życiu. Zostaje jednak zejście przez Mali Triglav, na który z Triglava idzie się grzebieniem szerokości może 1m, a po środku jest stalowa linka, do której (o dziwo) wpinają się nieliczni... Cała zabawa z zejściem zaczyna się jednak przy zejściu z Malego Triglava do schroniska Triglavski Dom na Kredaricy (2541) - trasa jest naprawdę wymagająca technicznie i w znacznej części nie jest ubezpieczona, dodatkowo te całe chordy ludzi które siedzą człowiekowi na karku nie ułatwiają zadania. Koniec końców o 16:00 stanęliśmy przy schornisku, gdzie spędziliśmy około godziny na jedzeniu, SMSach (na szczycie nie ma zasięgu), obserwacjach socjologicznych (dzieciaki po wejściu na Triglav dostają od rodziców piwo), rozmowie... W końcu zbieramy się na dół, do doliny Vrata, skąd zaczęliśmy. Wybieramy drogę przez Prag ("Próg"), która ponoć jest łatwiejsza. No i pewnie nawet jest, ale ciągnie się strasznie (o 21:30 docieramy do auta) i ma pewne pionowe momenty - dość wąskie, 15-metrowe, pionowe zejście. Ubezpieczone co prawda VF, jednak zdjęliśmy już wtedy uprzęże, bo stwierdziliśmy, że najwyżej ubierzemy je jeszcze raz, czego (oczywiście) nie zrobiliśmy odpowiednio wcześnie, a potem nie było jak... Wszystko poszło jednak OK. Aaaa... Po drodze jeszcze pooglądaliśmy kozice. Skubane, że też one się nie boją... Jak już pisałem: o 21:30 dotarliśmy do samochodu, około 2h później, po kolacji, rzuciliśmy się spać w samochodzie na stacji benzynowej, żeby następnego dnia wrócić do domu. Było pięknie... A ciąg dalszy, mam nadzieję, nastąpi. Czeka na nas jeszcze kilka szczytów :-)

90

(8 odpowiedzi, napisanych Planowane wycieczki)

Wyjazd się opóźnił o jeden dzień, ale też się przedłużył o jeden dzień, więc wszystko po bożemu. Plan jest taki, że zamierzamy przejść od Czerwonej Skały do Brezna, mniej-więcej po Rudnej Magistrali, zahaczyć o zamek Murański (http://zlatyfond.sme.sk/dielo/188/Bosnak_Pisen-o-zamku-Muranskem/1 - katusze z mojego egzaminu z literatury), potem przejechać do Hronskej Dubravy i dojść do Bańskiej Szczawnicy. Co z tego masterplanu wyjdzie - nie mam pojęcia, ale nie omieszkam o tym napisać!

91

(8 odpowiedzi, napisanych Planowane wycieczki)

Tak, zamierzam wziąć aparat.
I tak, w miarę możliwości obczajam dojazd, mniej-więcej powrót i bazę noclegową, ciągnę w plecaku żarcia na trzy dni i skręcam tam, gdzie mnie nogi poniosą. :-)

92

(155 odpowiedzi, napisanych Planowane zloty)

Ja odpadam. Jadę namiotować w Muranską Planinę.

93

(8 odpowiedzi, napisanych Planowane wycieczki)

Pszępaństwa, dojazd ogarnięty, trasy nie ma. Jak ktoś jest chętny - proszę o kontakt. Wyjazd 7 lipca w godzinach wieczornych.

94

(155 odpowiedzi, napisanych Planowane zloty)

piotr napisał/a:
marcus napisał/a:

Jak za tydzień, to mnie nie będzie, ale w ten weekend też mnie nie będzie.

Dobre  lol.

Tak to jest, jak się nie czyta postów przed ich wysłaniem, a do tego robi trzy rzeczy na raz. Nie polecam ;-)

95

(155 odpowiedzi, napisanych Planowane zloty)

Jak za tydzień, to mnie nie będzie, ale w ten weekend też mnie nie będzie. Prognozy dla Mszany Dolnej są mało optymistyczne - lanie jutro do popołudnia, pewnie przeciągnie się na cały dzień.
Choć pewnie jak jutro wstaniemy wszyscy około 10:00 to będzie żarówa i +150km widzialności... tongue

96

(8 odpowiedzi, napisanych Planowane wycieczki)

Wiem, ale z Skalitého Serafinová do Žiliny nie ma problemów z dojazdem (albo do Čadcy), jak nie pociągiem to autobusem. Ale dzięki! :-)
BTW, nie chcesz się wybrać? :->

97

(8 odpowiedzi, napisanych Planowane wycieczki)

Ahoj!

Tutaj takie powitanie jest w pełni uprawnione: wybywam na Słowację na spokojne spacery po Muranskej Planinie - bardzo ładne tereny w środkowo-wschodniej Słowacji, między Breznem a... No, niczym wielkim. ;-) Gdyby ktoś z Was był zainteresowany - serdecznie zapraszam. Wyjeżdżam 7 lipca pociągiem około 18:30 z Katowic do Zwardonia. A co dalej z dojazdem, to jeszcze nie wiem, jeśli mogę być na tyle szczery. ;-) Podejrzewam, że: pociągiem do Żyliny, dalej do Bańskiej Bystrzycy i do Brezna już pewnie autobusami pod góry.

Dla fanów kolei chciałem powiedzieć, że jednym z punktów będzie przejazd linią Tisovec mesto - Brezno, a jak Bóg da i partia pozwoli to i gdzieś w okolicach Vernaru.

Zapewniam opiekę językową (profesjonalną!).

Wyjazd na jakiś tydzień, raczej bez zarzynania sobie nóg. Spanie po wiatach i schroniskach (ale namiot biorę). O trasę wyjazdu proszę nie pytać, bo jeszcze jej nie ma.

98

(155 odpowiedzi, napisanych Planowane zloty)

http://new.meteo.pl/php/meteorogram_id_ … amp;id=535 proszę państwa! Jak na zamówienie, od soboty może nie żarówa, ale będzie dobrze!

99

(155 odpowiedzi, napisanych Planowane zloty)

A ja mam pytanie, czy ktoś jest w posiadaniu palnika?
I przy okazji od razu chciałem powiedzieć, że jak będzie marna pogoda (deszcz) to ja przepraszam, ale odpadam. Ot, nie widzę przyjemności w moknięciu ;-)

Piotrze, odnośnie trasy: jak pogoda będzie dobra i pojadę, to będę robił trasę, którą opisywałem wcześniej.

EDIT: chyba, że mnie napadnie i pojadę najpierw jeszcze na Wały, a dopiero później na zlot, wtedy polecę przez Mogielicę. lowell ma do mnie numer telefonu, to jakoś się zgadamy. :-)

100

(155 odpowiedzi, napisanych Planowane zloty)

Dobra, ja sobie wstępnie wydumałem co następuje: Limanowa - Paproć - Tymbark - Łopienie - (na pałę) Jurków - Ćwilin.
O ile, oczywiście, pogoda będzie jakaś normalna.