76

(5 odpowiedzi, napisanych Wyprawy pozagórskie)

Operacja południe niegdyś swietna impreza na której bywałem, aktualnie organizatorzy idą na kasę ze stoisk nawet nowej inscenizacji nie chce sie wymyslec od paru lat jeden i ten sam oklepany scenariusz

77

(7 odpowiedzi, napisanych Off-Topic)

haha dobre

78

(22 odpowiedzi, napisanych Planowane wycieczki)

Woreczek jest planowany jeśli by by te terminy nie się nie zbiegły to ja chętnie bym się w taterki wybrał

zdjecia moje
https://picasaweb.google.com/1086161286 … rwcowy2011

oraz Ani

https://picasaweb.google.com/1092111295 … 2326062011

Baco niestety to nie ja robiłem relacje tylko Pudelek to jego talentowi zawdzięczamy to że można sie dowiedzieć wielu ciekawych rzeczy, ja bym tego tak dobrze nie zrobił jak on

Przypuszczam że moje pojawią się po weekendzie

Mi w Czechach pozostało jeszcze sporo do zobaczenia i przejścia ale pewnie się nadrobi

Od grudnia chodziła mi po głowie myśl wybrania się na trójstyk - oczywiście nie ten oklepany w Beskidzie Śląskim czy w Bieszczadzach - ale trójstyk mało znany w Polsce, a mianowicie czesko-niemiecko (bawarsko)-austriacki. Dodatkową zachętą była sama Szumawa (Šumava, Böhmerwald) - góry, które do 1989 roku były przecięte żelazną kurtyną i dla turystów z socjalistycznych rajów niedostępne. Rejon ten był zagospodarowywany turystycznie już do końca XIX wieku, ale po 1945 szlaki zlikwidowano, ścieżki zarosły (chyba, że korzystało z nich wojsko i pogranicznicy), niemieckich mieszkańców pograniczna wypędzono, a wioski zburzono, tworząc zamknięty pas ziemi niczyjej.

Po 1989 teren ten został ponownie odkryty, a obecnie dzięki Schengen, dla piechurów (i rowerzystów także) powstały nowe możliwości poruszania się po tym przygranicznym terenie. W dodatku zarówno droga na Szumawę jak i austriacko-niemieckie okolice obfitują w zabytki i ciekawe miejsca. Zatem zostało skompletowanie załogi (niestety, w ostatniej chwili wypadł z niej Eco, a na pewno by mu się tam podobało) i długi weekend czerwcowy jest nasz! Co prawda prognozy pogody były na początku fatalne, ale na szczęście się nie sprawdziły.

Pamiętając o mądrych poradach z forum, że do Czech należy kupić korony, a do ościennych państw euro, zatrzymujemy się w Cieszynie w kantorze, a potem już wita Czeska Republika. Cóż, z biegem lat stwierdzam, że stan niektórych dróg w Czechach i w Polsce się zbliża - nie dzięki polepszeniu w RP, ale pogorszeniu tam. Autostrada D1 (główna w kraju) to skandal i katastrofa - płyty jak kiedyś na hitlerowskiej A4, tylko, że przez kilkaset metrów i nie pochodzą sprzed wojny, ale z lat komuny... dodać do tego brak siatek przeciw zwierzętom i brak oświetlenia przy zjazdach - kompletna kicha. Ekspresówki koło Brna i Ołomuńca to samo - dopiero nowa autostrada do Ostrawy jest lepsza... drogi boczne - zależą od kraju - w południowoczeskim super, a na Vysocinie to fatalne...

ale wracając do podróży - w czwartek koło południa zatrzymujemy się Třebíču, wpisanym na listę UNESCO z powodu romańsko-gotyckiej bazyliki...


oraz dzielnicy żydowskiej i, drugiego po Pradze, największego żydowskiego cmentarza


dalszy plan na ten dzień torpeduje załamanie pogody oraz liczne remonty i związane z tym objazdy. Dojeżdzamy więc do Czeskich Budziejowic, robimy obfite zakupy (ło boziulku, tyle napojów turysty z pianką Very Happy) i kierujemy się prosto do Černej v Pošumaví - niewielkiej wioski nad największym w Czechach jeziorem Lipno, gdzie mamy bazę wypadową. Ogólnie to bardzo fajne miejsce - knajpę mamy naprzeciw noclegów Smile, do jeziora 200 metrów (do kąpieliska kilometr - choć z powodu późnych powrotów i zimna w końcu się nie kąpaliśmy), jest sklep, wiele miejsc rozpusty typu hospudka i dobre położenie - Szumawa na wyciągnięcie ręki, podobnie Czeski Krumlow, jak i Austria i Niemcy.

W piątek rano nie pada, więc zbieramy się do auta. Dojeżdzamy do Novej Pecy, gdzie przesiadamy się na pociąg. W Cernym Krizu mamy 45 minut na przesiadkę, co skwapliwie wykorzystujemy na zajrzeniu do knajpy, działającej na dworcu (facet zza baru przyjechał razem z nami vlakiem) Smile. Drugi pociąg około 9 jesteśmy w Novym Udoli - to dawna wieś, po 1945 jej niemieckich mieszkańców wypędzono, potem wysiedlono również tą garstkę, która była Czechami, budynki zburzono i powstała zamknięta strefa śmierci na granicy z wrogim obozem kapitalistycznych imperialistów. Prawie jak z Gross Iser w Izerskich, tyle, że tam było to granica dwóch bratnich krajów...

Dziś Nove Udoli to atrakcja turystyczna - działa to knajpa w wagonie i najkrótsza na świecie kolej międzynarodowa, licząca 105 metrów Smile Jest to pozostałość po dawnej trasie kolejowej, biegnącej aż do Pasawy, zamkniętej po 1945, a kilka lat temu pasjonaci kolei odbudowali ów krótki kawałek graniczny - drezyną lub "udawanym" parowozem każdy może przejechać z Czech do Bawarii Smile


po zajrzeniu do muzeum i skosztowaniu półciemnego piwa Klostermann ruszamy na szlak. Jest trochę ludzi - jakaś grupa młodzieży (obóz wędrowny z przewodnikiem społecznym?), rowerzyści, ale ci wszyscy znikają na jednym ze skrzyżowań szlaków. Po drodze oglądamy m.in. początek unikalnego Schwarzenberskiego kanału z przełomu XVIII-XIX wieku - liczył 50 kilometrów i spławiano nim drewno aż do Wiednia, a nie które jego fragmenty były czynne jeszcze do lat 60. XX wieku


potem zaczyna się wspinanie, wzdłuż granicy czesko-niemieckiej (gdyby nie ścieżka, to ciężko byłoby czasem ją dostrzec, bo słupki są rzadkie).


Dochodzimy do granicznego szczytu Třístoličník / Dreisesselberg, gdzie po niemieckiej stronie znajduje się schronisko. Zanim tam wstąpimy, zaglądamy jeszcze na niedaleko Hochstein (opinie, czy jest to najwyższy punkt Třístoličníka / Dreisesselbergu czy osobny szczyt są podzielone), z krzyżem (widocznych obrońców brak, pewno im zwinęli namiot) i szeroką panoramą na południowe Czechy, Bawarię i skrawek Austrii


wracamy do schroniska, mijając emerytów i klapkowiczów (po niemieckiej stronie, niedaleko, jest parking, ale na szczęście w jadalni schroniska dominują normalni turyści)


w schronisku zamawiam znakomite pszeniczne piwo oraz równie znakomitą zupę czosnkową (nie pamiętam, kiedy jadłem tak pyszną ). Po odpoczynku jeszcze wejście na szczyt właściwego Třístoličníka / Dreisesselbergu (też skała) i ruszamy w kierunku trójstyku... po godzinie drogi jesteśmy w miejscu zetknięcia się Niemiec, Austrii i Czech


trochę tu ludzi, w tym wesołych dziadków, których już mijaliśmy (jedni z nich prosili mnie, aby przeczytał nazwę szczytu po czesku, po czym podziękowali "spasiba" ), ale ogólnie to wielkich tłumów nie ma. Największy jest problem jak pozdrawiać ludzi na szlaku - czy ahoj, czy gruess gott, czy guten tag czy może hallo? Jakoś tak się trafia, że zawsze trafiamy odwrotnie

Kilka pamiątkowych zdjęć zakamuflowanej opcji niemieckiej i pędzimy dalej w kierunku szczytu Plechý / Plöckenstein, najwyższego w czeskiej i austriackiej Szumawie


przykro tylko patrzeć na powalone dookoła drzewa - coś się musiało stać niedawno, gdyż na zdjęciach sprzed kilku lat i według mojego przewodnika teren ten jest jeszcze zalesiony...

odbijamy ze szlaku granicznego - mijamy m.in. pomnik upamiętniający Adalberta Stiflera (wygląda jak egipski obelisk)


a potem ostrym trawersem przemykamy koło Plešnégo jeziora (Plöckensteinsee), położonego nad skalistą, wysoką ścianą, na wysokości ponad 1000 metrów


przy tafli jeziora okazuje się, że mamy jeszcze prawie 10 kilometrów drogi - przynajmniej wierząc czeskim tablicom, bo kilometry non stop im się "gubią" lub "przybywają". Zdecydowanie wolę jednak czasy przejść - mówią mniej więcej co mam przed sobą, a informacja (3,5 km mówi mi tyle co nic - mogę ją przejść w pół godziny a mogę i w trzy...). Ruszamy z kopyta, znowu mijając Schwarzenebrski kanał, potem wychodzimy na otwartą przestrzeń


wracamy do auta, które na szczęście stoi w swoim miejscu Smile

sobota to kolejne zwiedzanie - najpierw, przypadkowo, trafiamy do kościoła i na przykościelny cmentarz, praktycznie jedynej pozostałości po dawnej osadzie Zvonkova, także zmiecionej z powierzchni ziemi...


główny cel tego dnia, to Pasawa, miasto trzech rzek - Dunaju, Innu i Ilz, łączących się właśnie tutaj - z wysokości widać wyraźnie inny kolor każdej z tych rzek!


same miasto to też perełka - zabytków moc, piękne widoki znad rzeki - z racji nieco śródziemnomorskiego charakteru nazywana jest "bawarską Wenecją"
niedziela to czas powrotów Sad po drodze czeka nas jeszcze bajkowy Czeski Krumlov
reszta dnia to m.in. ruiny zamku Dívčí kámen (Maidstein), grobowiec Schwarzenbergów w Třeboňu i obiad w Pelhrimovie Smile
ogólnie wypad udało się fantastycznie, dawno nie zobaczyłem tylu nowych miejsc i obiektów. Poniżej dwie galerie:

niegórska
https://picasaweb.google.com/PudelekIII … kieOkolice

i górska
https://picasaweb.google.com/PudelekIII … mTrojstyku

zdjęć jest sporo (i tak niewielki wycinek ze zrobionych), zatem tylko dla wytrwałych Cool

Relacja produkcji Pudelka jako że to on jest humanistą a ja technikiem na pewno nie napisał bym tego lepiej
a moje zdjęcia już niebawem jak tylko je trochę ogarnę

Pozdrawiam
Kaper

84

(20 odpowiedzi, napisanych Uwagi na temat strony)

W pełni popieram Darka jego przemyślenia i uwagi nie będę się za dużo rozpisywał ponieważ co o tym myślę napisałem już w temacie "Złombolu" i moje zdanie podtrzymuje, jedyne co dodam to to że niestety idzie to w złą stronę i cieszę się ze wkońcu nie tylko ja to zauważam i nie tylko ja o tym pisze otwarcie

Pozdrawiam

Człowieku jak byś nie zauważył temat jest w off topie, a fundacja jakkolwiek by sie nie nazywała zbiera pieniądze na dzieci z domówi dziecka i sama nazwa niema tu najmniejszego znaczenia jak dala mnie może sie ona nazywać nawet "edek z krainy kredek", i proszę cie nie mieszaj w to polityki bo to robi sie nie poważne.

Hmm nie rozumie obruszenia niektórych ludzi bo akcja słuszna a i nie zauważyłem aby Angi podał swoje prywatne konto tylko konto fundacji która się tym wszystkim zajmuje. Termin może nie fortunny ale chyba innego nie było bo później już nie będzie takiej możliwości wiec sorry tak sie zdarza i niema o co tu kogo winić.

baca napisał/a:

z całym szacunkiem Angi, ale najpierw bym się wykazał czymś dla forum, a potem bym o coś prosił

Wybacz Baca ale żądanie wykazywania się uznaje lekko za niedorzeczne, rozumie że ja też bym został poproszony o wykazanie się jak bym zgłosił sie z taką inicjatywą bo jeszcze w tym zamkniętym świadku nic nie zrobiłem, a jak sam zaznaczyłeś Angi poprosił nie zażądał, jak wiadomo na prośbę można zaregowac pozytywnie bądź nie albo sie wesprze albo nie wolny wybór człowieka i każdy ma prawo wystosowania takiej proźby tak jak my mamy prawo do zweryfikowania jej według swoich kryteriów. Poza tym forum jest otwarte i każdy ma prawo umieścić taki temat  bądź prośbę.

87

(61 odpowiedzi, napisanych Planowane zloty)

A dla Mnie to zbyt odległy termin żeby planować

88

(113 odpowiedzi, napisanych Planowane zloty)

Witam
Ja niestety raczej na zlocie się nie zjawie

zemną rusza MODY, KAROLEK i prawdopodobnie jeszcze jeden kumpel

Ja wybiorę się prawdopodobnie z Łodygowic czerwonym szlakiem przez Przysłop - Rogacz - Magurka Wilkowicka - chatka Rogacz

Ja będę na 100% jaką trasą pójdę jeszcze nie wiem to wyjdzie w praniu

Wielce Prawdopodobnym jest ze dołączy do mnie jeszcze dwóch kompanów czyli wygląda to Kaper +3

w tym względzie na mnie nie licz, która by chciała zemną przyleźć

Na tyle samo procent co ja czyli 80% zjawi się też moja lepsza młodsza wersja, znaczy sie mój braciszek tongue

Witam

W zeszły weekend wraz z pewną grupą w pewnej sprawie udałem się na Lasek, poniżej prezentuje relację Pudelka bo swojej mi sie już nie chciało pisać wink

Z Kaprem ruszyliśmy rano z Łazisk, gdzie, o dziwo, pociąg znowu był punktualny. W Katowicach na dworcu zwiedziliśmy peron numer 1, na którym podziwialiśmy wiatę autobusową oraz toaletę na schodach. Potem, wsiadając do pociągu na Żywiec, niespodziewanie dopada nas Grześ.
- Dokąd to? - jesteśmy mile zaskoczeni.
- No, pewno tam gdzie wy - pada logiczna odpowiedź. Okazało się, że Grześka powiadomiła o imprezie Buba, który razem z Toperzem dosiada się w Bielsku. W Żywcu jeszcze dołącza Sailent, więc robimy zakupy a potem tradycyjnie siadamy w Słoneczku. W międzyczasie rozpaczliwie szukam busika na Koszarawę i faktycznie taki znajduję (busik-widmo, pisało o nim tylko w necie) generalnie przez przypadek. Wciskamy się na wnętrza i dojeżdzamy do Przyborowa, gdzie zaskakują nas zamalowane znaki szlaku. Zlikwidowali go? Nie, okazało się, że w centrum Przyborowa zmieniono jego przebieg.

Pod sklepem urządzamy małą imprezę integracyjną z krupnikiem i słoniną w rolach głównych, po czym ruszamy na szlak. Nieśpiesznie, bo na pierwszej wyraźnej polanie robimy dłuższy postój, a na drugiej drugi. Potem stwierdzamy, że jednak trzeba przyspieszyć. W pewnym momencie Sailent każe nam się zamknąć, bo dwa metry obok nas dostojnie maszeruje dorodny... dzik. Olał nas i nawet nie chrząknął, ale z krzaków wszedł na szlak i zaczął iść w kierunku, gdzie został Grzesiek, załatwiający na boku jakieś prywatne sprawy. Na szczęście oba osobniki się ze sobą nie spotkali.

Po jakimś czasie razem z Kaprem podkręcamy tempo i około 16.20 dochodzimy do chatki, gdzie Zuzia informuje nas, iż przyszedł już Mikrut i pozbawił nas zaszczytnego miana bycia pierwszymi gośćmi! Skandal Evil or Very Mad ! Po jakimś czasie dochodzi reszta naszej grupy i zaczynamy przygotowania do imprezy. Choć przez cały czas wisi nad nami groźba wydu...nia na gnojnik, to jakoś dajemy radę przetrwać. Dakota zrobiła się na bóstwo, Sailent ściągnął koszulę, więc można zaczynać 18-kę Smile

A na 18-ce jak to na 18-ce - tort, prezenty, szampany i inne specyfiki - do tego znakomita jak zwykle pulpa, ciasta, oliwki z oliwek, gitarry, Towarzystwo Wzajemnej Adoracji, dwa nielubiące się psy, kot, który wygląda jakby miał zaraz zdechnąć, królicze żarcie na połowie zdjęć itp.. W międzyczasie dostaje pozdrowienia smsem od Xagi, która bawiła właśnie na zlocie pienińskim na Bereśniku (to mniej więcej tak, jakby zlot tatrzański odbywałby się w Beskidach, ale kto wie co przyniesie przyszłość Very Happy). Generalnie impreza zakończyła się po godzinie 5-tej (choć dla niektórych nieco wcześniej), po czym przeżyłem szok, bo okazało się, że Kaper tej nocy nie chrapał (niektórzy próbowali go zastąpić, ale kiepsko im to szło).

Rano poranna toaleta, po czym siadamy do kanapek autorstwa Mikruta. Potem jest włoskie wino (właściciel nieznany, a Grzesiek w nocy, kiedy go otworzył, stwierdził, że idzie spać), talerz serów (również autorstwa Mikruta) i co tam jeszcze zostało. A potem pakowanie i poszczególne grupy schodzą w doliny.

Specjalne podziękowania dla Mikruta i jej taty, którzy zgodzili się zabrać nas do Krakowa Smile i oczywiście podziękowania dla wszystkich, którzy jednak nie zawiedli i zjawili się na Lasku - było super Smile Do zobaczenia zatem przy innym ogniu w inną noc Wink

A oto fotki moje i Pudlastego

http://picasaweb.google.com/10861612861 … kowyLasek#

http://picasaweb.google.com/PudelekIII/ … kaNaLasku#

mnie nie będzie

EEE mała zmiana planów bo źle zinterpretowałem datę nie wiem czemu ubzdurał mi się zeszły weekend jako zlot
wiec w takim wypadku sie poprawiam i piszę ze na 80% procent się pojawie

97

(19 odpowiedzi, napisanych Starocie)

Ja niestety planów na Nadchodzący rok nie mam u mnie zazwyczaj wychodzi to spontanicznie aczkolwiek wiem na pewno że będzie tych wypadów mniej niż w tym roku gdyż planuje wyremontować moje nowe 4 kąty które sa w stanie surowym, a akcja ta mnie troche wyczyści z funduszów jak i z wolnego czasu dla tegoż będzie mnie mniej w górach smile

98

(15 odpowiedzi, napisanych Off-Topic)

No to małe podsumowanie ode mnie:

wyjazdów  24
noclegów 34
ilość dni w górach 62

Beskid Mały - 13 razy (31 dni - Potrójna, Leskowiec , Trzonka, Hrobacza, Żar, Gibasy, Grota    Komunickiego (nocleg w grocie), część MSB straconka do zembrzyce)

Beskid Żywiecki - 3 razy (7 dni - Babia Góra, Lasek, Wlk. Racza,)
Beskid Wyspowy - 1 razy (3 dni - Luboń Wielki)
Beskid Makowski -2 razy (4 dni tu wliczam zlot + MSB od Zembrzyc po Kudłacze)
Beskid Śląski – 1 raz (2 dni czerwonym szlakiem od Ustronia po Węgierską Górkę)
Beskid Śląsko-Morawski – 1 raz (2 dni)
Gorce – 1 raz (4 dni)
Mała Fatra – 1 raz ( 3 dni)
Javorniki – 1 raz (2 dni)
Góry Izerskie -1 raz ( 4 dni)

Więcej grzechów nie pamiętam żadnego nie żałuje wink

Hmm nawet jeśli o czymś zapomniałem to i tak sporo tego wyszło rok ten zaliczam do udanych pod względem górskim aczkolwiek mógł być jeszcze lepszy wink

Doliczyć mogę jeszcze 2 dni i jeden nocleg do Beskidu Małego Gdyż wybieram się do chatki „Pod Potrójną „ spędzić tam sylwester już w czwartek . Czyli po 31 grudnia specyfikacja będzie wyglądać następująco

wyjazdów  25
noclegów 35
ilość dni w górach 64


Pozdrawiam

99

(20 odpowiedzi, napisanych Off-Topic)

Życzę wam wszystkim wszystkiego najlepszego a przede wszystkim zdrowia szczęścia i spełnienia marzeń tych górskich i nie tylko

Kaper

Zaraz zdrajco uczepilscie sie no