Podobno pierwsza myśl najlepsza, ale nie zawsze się sprawdza ... .
Ścieszków, a czasem również Ściszków czy Ścieżków Groń (na starych mapach) zostały błędnie wprowadzone i zatwierdzone. Skały te bowiem znajdują się na Łysinie.
Zbiornik jak zbiornik, będzie miał żaglówki. Mnie interesowała próba zmiany nazwy zbiornika. Obrazuje to mentalność Polaków. Zamiast takiego nie bardzo brzmiąco: Świnna Poręba, żądano nazwy Zapora Wadowicka i Zapora Jana Pawła II. To patrioci z północy. Miejscowi żądali: Zapora Mucharska. I ci i ci, w znacznej mierze chcieli zbiornik nazwać: Zapora Spuły. Miejscowego Żołnierza Wyklętego, bohatera walki o niepodległość na tym terenie, szczególnie w Mucharzu.
kris_61 napisał/a:
No tak, teraz jest moda na "Wielkich Polaków". A może "Zapora Narodowa"?
Nie lepiej dla świętego spokoju zostawić tylko "ZAPORA " ?
Eugeniuszu , a jak znaki "ryby" - są jeszcze widoczne ? Bardzo miło wspominam to wspinanie się z chłopakami wzdłuż potoku do źródlisk Wieprzówki Wcale łatwo nie było !
[...] Nie ma już tablicy informacyjnej, panoramy. Schron na wylot, zaniedbany. Aż cztery miejsca palenia ognisk, dość niemiły widok. Na trasie dużo wiatro-śniegołomów, gałęzi, szczególnie buka, ale także jawora i brzozy. Temperatura na szczycie + 4,2 st. C. Na całej trasie nie spotkaliśmy ani żywej duszy. Nastrój pogrzebowy. kapliczka Pana Tomy na Przełęczy Midowicza ulega dalsze destrukcji atmosferycznej. Wymaga drobnej naprawy i konserwacji latem.
A miałam się wybrać na Leskowiec . Po takim opisie aż strach ...
Otworzyłam taki temat, dla wszystkich tych, którzy chcieliby coś fajnego polecić do obejrzenia !
„Im bardziej oddalamy się od natury, tym mniej jesteśmy ludźmi” /Magdalena Łyżnicka-Sanczenko/
Jakże trafne słowa Pani Magdy Sanczenko.
Obejrzałam dzisiaj z dziećmi w kinie film przyrodniczo – dokumentalny produkcji niemiecko – francuskiej (swoją drogą szkoda, że nie naszej, czyżby nas nie było stać na zrobienie pięknego filmu na swoim terenie …) „KRÓLESTWO” w reż. Jacques’a Perrina i Jacques’a Cluzauda, twórców m.in. takich mega produkcji jak „Mikro - czy Makrokosmos”.
Film wg mnie na wysokim poziomie, opowiada w telegraficznym skrócie (trwa bowiem tylko 1h 37 min) historię (losy) człowieka i zwierząt od epoki lodowcowej po dzień dzisiejszy, to jak człowiek oddziaływał na środowisko przez setki lat i ile zostało dzisiaj po pradawnych dzikich puszczach. Warto obejrzeć m.in. dla mistrzowskich ujęć zwierząt naszej strefy klimatycznej. Nie przypadkowo reżyserzy wybrali woj. podlaskie dla swojej produkcji . Sceny kręcone były w większości w Puszczy Białowieskiej i na bagnach biebrzańskich. Są to bowiem ostatnie miejsca na świecie, które najlepiej oddają charakter lasu (prapuszczy), w postaci, w jakiej istniał tysiące lat temu, zanim człowiek zaczął go zmieniać. Niektóre zdjęcia kręcono we Francji. Autorem polskich ujęć jest Jan Walencik, filmowiec, od lat związany z Puszczą Białowieską. Polskie zdjęcia są wyjątkowe, ponieważ operator kręcił głównie sceny naturalne niejednokrotnie godzinami przesiadując ze sprzętem w lesie. Francuskie sceny są reżyserowane, brały w nich udział oswojone zwierzęta. Scenom towarzyszy piękna ścieżka dźwiękowa Bruna Coulais’a i bardzo skąpe komentarze Krystyny Czubówny (w lesie nie wolno przecież hałasować ). Zwierzęta są świetnymi aktorami i "lektorami" .
Film jest wezwaniem do refleksji nad przyszłością i wołaniem o ratunek dla tego, co jeszcze pozostało i co można jeszcze uratować. Ostatnie, niezwykle wymowne sceny sprawiają, że wrażliwemu człowiekowi łza się w oku zakręci… Polecam obejrzeć, moim zdaniem jest idealny dla dzieci, chociaż muszę przyznać (ze smutkiem, a nawet z lekkim przerażeniem), że niektóre (nie uogólniam) nie potrafiły odebrać prawidłowo przesłania zwartego w filmie. Widać, jak wiele jeszcze pracy przed nami. Pisząc „nami”, mam tu na myśli nie tylko pedagogów, ale również, a może nawet przede wszystkim rodziców, dziadków, ponieważ to oni pierwsi uwrażliwiają swoje pociechy na piękno i niezwykłość przyrody.
Może ktoś z Was już go oglądał i zechce podzielić się swoją opinią.
Znanych osób urodzonych w Wadowicach w 1903 r. jest tu podanych 4. Zatem idąc tym tropem co napisałam powyżej można było myślę wpaść na tego Karola Leskowca , bez szukania daleko .
PS. Śmieję się tutaj, bo Stanisław Antoni Sopicki miał być wczoraj moim ostatnim strzałem, ale odpuściłam, jak Eugeniusz napisał, że nie był znaną postacią w Wadowicach. Ja go natomiast znalazłam wśród znanych postaci związanych z Wadowicami. Jego życiorys wydał mi się jednak najmniej ciekawy spośród tych osób, które typowałam !
tomkos napisał/a:
I tu się z Panem nie zgadzam. Dla mnie nazwa Beskid czy Bieskid czie Bieskied czy Pieskit oznaczone w tym samym miejscu to ta sama nazwa powielona i inaczej zapisana.
Tu akurat tomkos ma rację. To tylko drobne niuanse w pisowni tego samego słowa.
A dla uzupełnienia ... U A. Siemionowa znalazłam, że nazwa Leskowiec pochodzi prawdopodobnie od prasłowiańskiego słowa „leska” czyli leszczyna. , dlatego Liskow (Bach) mógł mieć też z tym słowem powiązanie...
Czy może chodzi o Tadeusza Kotlarczyka ? sekretarza Sądu Grodzkiego w Wadowicach, a prywatnie aktora - animatora miejscowego amatorskiego życia teatralnego, założyciela Towarzystwa im. Władysława Jagiełły "Jagiellonki", przy którym, aż po rok 1930, działały zespoły teatralne i orkiestry .