Znalazłam fajny artykuł z 50 nr "Płaja", półrocznika Towarzystwa Karpackiego, poświęconego historii, etnografii, przyrodzie i kulturze Karpat na temat historii znakowania szlaków w Karpatach (są to wspomnienia Władysława Midowicza). I pomyśleć, ileż dobrego Ci wszyscy, w zdecydowanej większości społeczni znakarze, dla nas, uprawiających górską turystykę, zrobili . Warto przeczytać .
Są różne rodzaje łupków w zależności jaką ich cechę weźmiemy pod uwagę. Mnie jednak chodziło o łupki pstre, które można oglądać m.in. na brzegach Wieprzówki w Rzykach, dlatego punkt dla Gustka za prawidłową odpowiedź. Gustku zadajesz.
Dzięki Eugeniszu, dobrze, że to bliżej opisałeś i pokazałeś. Fajnie o tym wiedzieć !
A moja zagadka z nieco z innej beczki. Jak się nazywa (podać nazwę dwuczłonową) rodzaj skały, która występuje w strukturze fliszu karpackiego, także w Beskidzie Małym.
Postanowiłam napisać kilka słów i wstawić parę fotek z tegorocznego Konwentu Survivalowo - Outdoorowego „Ścieżki”. Pomimo tego, że w sobotę pogoda się nam załamała impreza była, jak zawsze, bardzo udana. Ludzi pasjonatów, pozytywnie zakręconych, radosnych i wyluzowanych nie jest w stanie chyba nic wystraszyć ani złamać i o to przecież chodzi ! .
W ciepłą sobotnią noc niesamowicie pięknie przyświecał nam z góry księżyc w pełni (latarki były zbędne).
fot: Marcin Szewczak
Tymczasem na dole paliło się duże ognisko, przy którym zgromadziła się i integrowała rzesza (prawie 230 uczestników) pasjonatów survivalu i podróżowania z całej Polski (nawet z bardzo odległych rejonów), wśród nich sporo rodzin z dziećmi. Śpiew, dźwięk gitary i innych obozowych instrumentów słychać było aż do godzin porannych.
W sobotę odbywały się warsztaty i pokazy przewidziane w programie m.in. Kuba Dorosz pokazywał jak zbudować proste schronienie.
Można było samemu spróbować swoich sił pod okiem instruktora.
Staszek tradycyjnie rozpalał różnymi sposobami ogień oraz pokazał jak profesjonalnie ostrzyć noże. Niektórzy z Forumowiczów pamiętają zapewne jego ciekawy występ na Łysinie.
Adam „Blacku” Heppner uczył kucia w terenie. Remigiusz Romaniuk pokazywał proste węzły, które mogą się przydać każdemu podczas wędrówki czy obozowania.
Wojtek Szymański i Bartek Jemioła poprowadzili kolejne warsztaty z rozpoznawania i preparowania roślin jadalnych i leczniczych wykorzystywanych w survivalowych wyprawach i nie tylko. Bartek prowadzi znany może niektórym program „Wkręcony w zielone”.
W międzyczasie można było wypić herbatkę z Survival Kettle i posłuchać wykładu o kuchenkach i naczyniach wykorzystywanych na wyprawach i podczas obozowania w różnych warunkach.
Oprócz fajnych warsztatów mnie osobiście wciągnęły najbardziej prelekcje znanych podróżników, eksploratorów, miłośników przygody i niecodziennego odkrywania świata. Do późnych godzin nocnych, a także w niedzielne przedpołudnie słuchaliśmy barwnych opowieści z wypraw, wzbogaconych prezentacjami zdjęć i pokazami filmów m.in.
Sławka Makaruka zwanego „Makaronem”, podróżnika, a obecnie kierownika wielu wypraw (m.in. programu podróżniczego TVP2 Boso przez świat). Podczas godzinnego wystąpienia Sławek nie zdążył nam niestety opowiedzieć swojego przebogatego podróżniczego życiorysu. Ale obiecał, że resztę opowie na kolejnych konwentach .
Oli Dzik – opowiedziała nam o swojej wyprawie na Kohe Tez (7017m n.p.m.) w Afganistanie.
Rafała Kośnika – ciekawie opowiadał o swojej pełnej przygód wyprawie kajakiem przez Amazonkę i Orinoko na dystansie 7 tysięcy kilometrów.
Dominika Szmajdy – to wystąpienie podobało mi się najbardziej (chyba ze względu na subiektywizm). Dominik podzielił się swoimi przeżyciami z ostatniej wyprawy, na której postanowił samotnie w ciągu 10 dni przejść przez afrykańską dżunglę. Dla mnie bomba ! W ogóle gratuluję Dominikowi znalezienia tak fajnego pomysłu na relację ze swojej wyprawy !
Jeden z odcinków filmów kręconych przez Dominika podczas wyprawy.
„Samotny trawers dżungli – Republika Konga/Gabon 2016”
Tomka Owsianego – młodego, świetnie zapowiadającego się reportera i pisarza.
a także Piotra Kulczyny
Kuby Dorosza
i innych. W niedziele odbyło się m.in. rozdanie nagród. Niektórzy musieli o nie trochę powalczyć , np. biorąc udział w zawodach komu uda się najszybciej rozpalić ogień za pomocą krzesiwa, albo odpowiadając na pytania zaproszonych prelegentów.
Organizatorzy Darek Hajduk i Jacek Straszak z Projekt Bushcraft przygotowali po raz kolejny super imprezę (konwenty odbywają się od 2009 r.), która znowu im się UDAŁA ! Należą im się wielkie brawa, ponieważ zorganizować takie wydarzenie to nie lada wyzwanie . Chłopaki jednak mają w tym dużą wprawę !
Polecam Wam tę imprezę, ponieważ panuje na niej miła (wręcz rodzinna ) atmosfera, można się wiele nauczyć, posłuchać ciekawych opowieści, sprawdzić swoją wiedzę i umiejętności, wymienić poglądy i doświadczenia, ale przede wszystkim spotkać z fajnymi ludźmi i oderwać się na chwilę od szarej codzienności. Jest to też okazja by uścisnąć dłoń, posiedzieć razem przy ognisku, porozmawiać, czy wypić piwo ze znanym podróżnikiem lub ulubionym autorem książki podróżniczej.
Świetną relację (filmik) oddającą klimat tegorocznego konwentu przygotował jeden z uczestników - Darek Wójcik, gdzie zadaje pytanie czym dla nas jest podróż ?
nenuś nie było tak źle. Przez dzień co prawda smażyło, ale tym razem zadbaliśmy o nakrycia głowy, nie to co Baśka i mój wypad na Wilkowicką 2 tygodnie temu gdzie faktycznie wróciliśmy z udarem. A w nocy panował rześki chłodek. O świcie termometr pokazywał 12 stopni.
Ja strasznie nie lubię nosić czapek, chustek, kapeluszy, a w taki upał to rzeczywiście może się to źle skończyć ... Pamiętam siebie po jedniodniowej w sumie lampie w słowackich - skwarek normalnie. Nie poznałam się w lustrze ...
A gdzie podają kawę w takiej klasycznej szklance z plastikowym uchwytem ?
Nie tylko za Twoją ! piotrkową też fajnie zobaczyć ! Normalnie podziwiam, że udało Wam się bez udaru do domu wrócić Foty z poranka , szałasowe osiedle i widoczki - piękne. Zdecydowanie warte tego wysiłku i wylanego potu.
[…]Dobrym przykładem jest tu Wysoka w Pieninach. Kiedyś nie było tam nic... teraz metalowe schody i poręcze. Dla mnie osobiście bardzo spadła atrakcyjność tego szczytu... ale ile dzieciaków tam wyszło z rodzicami i zrobiło szeroki uśmiech na widok panoramy na Tatry?
No i właśnie … czy to dobrze, czy źle . Z punktu widzenia ochrony piękna natury na pewno źle, a z kolei patrząc na to, że młodzi ludzie mogą (nieraz jedynie w ten sposób) zobaczyć tak urokliwe miejsca, bez wysiłku (aż mi trudno to było napisać), to plus. Bez wysiłku, bo wiem, jak ciężko jest teraz młodzież zachęcić do „bezinteresownej” wędrówki w góry. Najczęściej liczą na to, że wycieczkę zorganizuje im się w trakcie lekcji. Oczywiście wyjątki się zdarzają i byłabym niesprawiedliwa, gdybym pisała o całej młodzieży. Ale te wyjątki np. w całej szkole można na palcach ręki policzyć. To niestety wg mnie zdecydowanie zbyt mało. Najlepiej jakby wycieczka była po mało wymagającym terenie, najlepiej "szybko, i bezboleśnie”. Byle zaliczyć, byle przejść, nie ważne gdzie, byle lekcje minęły. To jest smutne, ale w większości niestety, prawdziwe. A w chodzeniu i wydobywaniu istoty wspinaczki i kontemplowania piękna natury przecież nie o to chodzi . W nas, pedagogach, zawsze tkwi jednak nadzieja, (a ponoć nadzieja … , ale ja w to nie wierzę , że mimo tego (mówiąc młodzieżowym sloganem) „bezpłciowego” podejścia do tego typu wycieczek, w niektórych, mimo wszystko, obudzi się kiedyś wrażliwość na piękno natury, którą przekażą dalszym pokoleniom.
Niesamowicie podoba mi się to, jak nasz Forumowicz kisiel pokazuje synowi piękno gór . Odkrywa je razem z nim, albo nieraz i odwrotnie i widać, że chłopak chłonie je całym sobą . Aż miło patrzeć i czytać relacje z takich wędrówek . Któż bardziej, jak nie Ojciec, potrafi zarazić swoją pasją . Brawo kisiel ! !
Dziwne, bo nie jest to jakiś bardzo trudny odcinek. Łańcuchy i klamry wykorzystywało i wykorzystuje się do dzisiaj do asekuracji w trudnym górskim terenie i to jakoś do tej pory wystarczało. Te ułatwienia praktycznie mało rzucają się w oczy. Tymczasem teraz przychodzi moda na jakieś nowe dziwne ustrojstwa, które niesamowicie szpecą i burzą naturalne piękno i porządek natury. Widać ktoś ma w tym interes. Nigdzie nie jest napisane, że na szczyt musi wejść każdy i w każdych warunkach, również tych najtrudniejszych. Jeśli nie czuję się na siłach, mam obawy czy podołam lub nie radzę sobie w trudnym terenie, to po prostu trzeba odpuścić. Jest tyle innych pięknych miejsc.
Do neny.Ten gad to był jednak brązowy metalic, z pewnością padalec. Ale takim fotografem to ja nie jestem. Z dawnych czasów, gdy aparaty mieli nieliczni, ja nie, nie mam tego odruchu. Rzadko biorę aparat. Tylko w konkretnych sprawach. Często proszę kogoś o zrobienie zdjęcia i wręczam adres, działa w 100%. Ale oglądam i analizuję zawsze chętnie. [...]
Piękne masz wspomnienia z Rozsutca i o Rozsutcu Eugeniuszu.
Eugeniusz Kępiński napisał/a:
Wiem, że w tamtych górach padalce są wiele większe niż w Polsce.
Ten akurat był młodziutki .
Eugeniusz Kępiński napisał/a:
Na Wielkim Choczu widziałem parę lat temu takiego ogromnego padalca, żółty metalic, chyba jakiś mutant
To wcale nie musiał być padalec … masz jakąś fotkę ?
Eugeniusz Kępiński napisał/a:
Mam tylko pytanie: o której wyszliście ze Stefanovej. Czy zgadnę, jeżeli powiem, że w południe?
Dokładnie było coś po 11.00.
Eugeniusz Kępiński napisał/a:
Po ulewach, odcinek Medziholie - Stefanova i Stefanova - Diery jest praktycznie nie do przejścia. To jest ostra jazda. Warunkuje to rodzaj gleby powstałej na macierzystej skale wapiennej.
Zgadzam się, po suchym podłożu człowiek się ślizgał, a co dopiero po mokrym. A ta gleba to rędzina.
Eugeniusz Kępiński napisał/a:
Dwa lata temu Dolinę Vratnej dotknęła wielka tragedia. Straszliwa powódź z osunięciem się ziemi z olbrzymią ilością kamieni. Tego nie da się opisać. Żadne zdjęcia nie oddadzą tego widoku.
Tak, czytałam o tym. Słowacy jednak szybko pozbierali się po tej tragedii.