W piątek wieczorem siedziałem nad prognozami pogody i wychodziło, że weekend będzie brzydki. Na sobotę w moich okolicach 4h słońca, w górach 2-3h. Ryzyko deszczu z rana, a po południu porządne opady. W tej sytuacji stwierdziliśmy, ze o planach na sobotę zadecydujemy rano. Rano piękne słońce, ale prognozy przewidywały zachmurzenie już od 11, a potem deszcze. Uznaliśmy, że idziemy na mały spacer. Nawet miałem nie brać aparatu, ale jednak wziąłem. Warunki super!
Jednak widać już nadciągający wał chmur.
Jednak mimo wszystko jakoś się rozpłynęły częściowo i stwierdziliśmy, że wydłużamy spacer. Namówiłem Ukochaną na Grodzisko - górę w mojej rodzinnej dzielnicy, którą bardzo długo uważałem za najwyższą w Jaworznie. Obstawiałem, że nas zleje dzisiaj.
Idziemy i podziwiamy kolorki. Zaczyna się ![]()
Przed nami Grodzisko.
Widoczki na elektrownie.
Z prawej ta nowa, teoretycznie najnowocześniejsza w Polsce, ta co się ciągle psuła, ale chyba już działa w miarę dobrze, bo nic nie słychać o awariach.
A to stara Jaworzno III, z lat 70-tych. Z najwyższym kominem w Polsce 306 metrów.
Widoki z pod Grodziska. Bo sam szczyt jest zarośnięty. Mogliby tam wieżę widokową zrobić ![]()
Jaworzno energetyką stoi. Za młodu mieszkałem koło elektrowni Jaworzno I jeszcze przedwojennej, wyburzonej w latach 90-tych. Jest Jeszcze elektrownia Jaworzno II, która obecnie głównie produkuje ciepło na potrzeby miasta. Słupów energetycznych u nas dostatek. A za słupami widoczny Beskid Mały i Śląski, Skrzyczne.
W temacie kolorków. Jeszcze słabo, ale już coś się dzieje ![]()
Wracamy inną drogą, dłuższą, bo pogoda coraz lepsza. Tego stawu nie pamiętam.
Stawek nawet z kwiatkami.
Tobi popływał, napił się. A my zaczęliśmy odczuwać kryzys wodny, bo na ten krótki spacer nie wzięliśmy żadnego picia.
Idziemy dalej. Fajne chmurki.
Wokół dzielnicy Jeziorki tereny płaskie. Ukochana zastanawia się, czy zahaczyć o sklep, ale ponieważ miałoby to wydłużyć, rezygnujemy. Wtedy wydawało mi się, że do sklepu jest tak z 1 km w obie strony, teraz sprawdziłem, że było 2,5 cały czas asfaltem, dobrze, że nie poszliśmy.
Lasem przechodzimy do innej dzielnicy - Ciężkowice. Dla mnie brak picia to tylko drobna niedogodność, ale Ukochana ma poważny kryzys. Proponuję więc podejść do sklepu w Ciężkowicach, a potem można by wracać przez Gródek. Ukochana zastanawia się, ale podejmuje decyzję, że chce jak najszybciej do domu, bo sandałki ją obdzierają. No to idziemy przez moje ulubione dzikie łąki.
Wiem, ze Ukochana ich nienawidzi, ale pomyślałem, że urzekną ją swoim pięknem.
Bo piękne są, prawda?
Niestety Ukochana jakoś całkowicie odporna na ich wdzięki.
Potem miał być skrót lasem, ale Ukochana powiedziała, że jeszcze 10 metrów po chaszczach i mnie zabije, więc poszliśmy drogami.
To już nasze standardowe okolice spacerowe.
Kolorki jesienne nadchodzą.
Rondo Kaczyńskich. Piękne chmurki.
Po powrocie wypiliśmy 2,5 litra płynów, po równo.
A na obu stopach Ukochanej były wielkie bąble na całym śródstopiu. Jeden z bezbarwną cieczą, a drugi z krwawą. Przez 2 dni miała poważny problem z chodzeniem. Tak więc, moi drodzy. Jak widać dramaty wycieczkowe mogą być dosłownie wszędzie, nawet pod domem. Pamiętajcie o odpowiednim obuwiu do wędrówek! I nie wierzcie złym prognozom pogody ![]()