Odp: Nie ważne gdzie... ważne z kim :)
Nena, dzięki za korektę - Maciejki na Macierzankę.
Jesteś niezastąpiona
Nie ma ludzi niezastąpionych.
Kolejna fajna wycieczka. Ładne widoczki są w tych okolicach. Tylko tych uschniętych lasów szkoda
.
Nie jesteś zalogowany. Proszę się zalogować lub zarejestrować.
Strony Poprzednia 1 … 36 37 38 39 40 41 Następna
Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź
Nena, dzięki za korektę - Maciejki na Macierzankę.
Jesteś niezastąpiona
Nie ma ludzi niezastąpionych.
Kolejna fajna wycieczka. Ładne widoczki są w tych okolicach. Tylko tych uschniętych lasów szkoda
.
Lato w pełni, upały. Jedziemy na wczasy nad wodą.
Wybrałem zalew Gliniak w Bolęcinie, jako spokojne nieznane miejsce na uboczu.
Czy jest tu zakaz kąpieli? Nie ma takiej informacji. Są tablice, że jest zakaz wstępu - teren Kompanii Węglowej S.A. ![]()
Upały wysuszyły trawy. Planeta płonie.
Ukochana szuka optymalnego miejsca.
Małe chaszczowanko ![]()
Plażujemy.
Pierwsze pływanie w tym roku. Opłynęliśmy z Tobim calutki zbiornik dookoła.
Kręci się kilku wędkarzy. Polują na wielką rybę. Rozmawiają o niej, gdzie akurat pływa i podążają za nią wzdłuż brzegu.
A to owa ryba.
Odpoczywamy.
Ogólnie przyjemny spokojny dzień ![]()
Po długiej przerwie (2 tyg.) wracam w góry.
Kiczora Kamienicka - wiele razy patrząc na tą charakterystyczną górą z nadajnikiem mówiłem sobie, trzeba się kiedyś wybrać. Nadszedł ten dzień.
Parkujemy na obrzeżach Szczawy przy zielonym szlaku schodzącym z Jasienia i ruszamy w przeciwną stronę na Wielki Wierch, bezszlakowo, ale solidną drogą zwózkową.
Niespodzianka, absolutnie pośrodku niczego "zakaz kąpieli". Gdyby nie ten zakaz to byłyby tu tłumy jak na plaży w Stegnie.
Drogi zwózkowe rządzą się swoimi prawami. Nie podążają prosto na szczyt, kluczą, zanikają, zarastają, ale mają swój urok.
Wielki Wierch zaskoczył tabliczką charakterystyczną dla Beskidu Wyspowego.
Schodzimy na drugą stronę. Zaczynają się polany.
Ukochana jest zadowolona.
Kiczora Kamienicka.
Widok z niej. Lubań, Wysoka.
Poruszamy się grzbietem w stronę Gorców, przez Magorzycę
Okolica jest bardzo cicha i spokojna.
Wierzbówka Kiprzyca.
Mieczyk dachówkowaty. (dowiedziałem się z ostatniego filmu Piotra.
Wieża widokowa na Gorcu.
Czoło Gorca.
Jestem zaskoczony sporą ilością otwartych przestrzeni. Z daleka te okolice takiego wrażenia nie sprawiają.
Dochodzimy do niebieskiego szlaku, którym schodzimy do Doliny Kamienicy. Następnie wyruszamy w górę żółtym szlakiem, który szybko porzucamy, aby iść łąkowym grzbietem na Myszycę, zamiast lasem.
To była bardzo dobra decyzja.
Koniec łąk. Ostatnie spojrzenie na Gorc i wracamy na szlak.
Za Przełęczą Przysłopek znowu robi się widokowo.
Gorc wygląda zza Myszycy.
A tam byliśmy - Wielki Wierch i Kiczora Kamienicka.
Wychodzimy na Jasień.
Zacnych widoczków na Gorce ciąg dalszy.
Kiczora Kamienicka i Lubań w tle.
Wracamy przez bazę namiotową Polana Wały - sporo ludzi.
Schodzimy zielonym szlakiem.
Ostatni widok na Wielki Wierch.
Wycieczka bardzo mi się podobała, choć Ukochana twierdzi, że mnie się wszystkie wycieczki podobają... ale to chyba nic złego ![]()
Na plus zaskoczyła mnie zarówno okolica Kiczory Kamienickiej, jak i łąkowy wariant żółtego szlaku na Jasień.
Niedzielna wycieczka zagraniczna w Beskid Śląsko-Morawski na Mały Połom.
Startujemy w Łomnej Górnej - uroczej, spokojnej miejscowości turystycznej.
Uznałem, że żaden szlak mi się nie podoba. Będziemy szli bezszlakowym grzbietem.
Po lewej Mały Połom, a na wprost Kozí hřbety. Co ciekawe oba szczyty szlak omija.
Zajezdnia autobusowa ![]()
Grzbiet, którym idziemy jest idealny. Po lewej Wielki Połom, gdzie byłem w zeszłym roku.
Ukochanej podobają się łąki.
Tam dołem, równolegle do nas, idzie szlak żółty.
Odcinek leśny.
A to już szlak graniczny czesko-słowacki.
Szlak poprowadzony jest tak, że omija praktycznie wszystkie szczyty. Natomiast można skorzystać ze ścieżki, która idzie wzdłuż granicy.
Odbijamy na Mały Połom, jest trochę przeszkód.
Ale ogólnie jest fajnie.
A tu już schodzimy. Od tej strony jest dość stromo.
Na chwilę wracamy na szlak.
I ponownie go opuszczamy - teraz Kozí hřbety.
Jest tu fajny punkt widokowy na skałce.
Ukochana ma skojarzenia z dziobem Titanica, tylko nie ma barierek.
Skałka od dołu.
Rozległe widoki.
Przed nami bezszlakowy powrót. Trudno było trafić właściwą ścieżkę, bo słabo było ją widać wśród traw.
Ale potem już poszło dobrze.
Taka to była zagraniczna wycieczka ![]()
Wycieczka wtorkowa.
Całkowicie nowe rejony, w 100% świeżość.
Myślałem, że jadę w Beskid Żywiecki, ale okazało się, że się myliłem - tak bywa ![]()
Zaczynamy w Sidzinie w centrum przy kościele, bezszlakowo.
W oddali wyłaniają się Tatry, z lewej Gerlach.
Idziemy długim leśnym grzbietem na Kiełek. Nie ma tu zaznaczonej żadnej drogi, ale czułem, że coś powinno być i było.
Pierwszy w tym roku prawdziwek.
Ważka.
Podejście na Kiełek było długie. Zwróciliśmy uwagę na nową tabliczkę. NKGP??? Pasowałoby do Nowej KGP, ale na takim czymś? Niemożliwe...
A jednak, to najwyższy szczyt Pogórza Orawsko-Jordanowskiego, zaliczany do KORONY. Szok w trampkach. W okolicy nie ma żadnego szlaku nawet ![]()
Marek, byłeś tu? ![]()
Z Kiełka schodzimy w kierunku Przełęczy Zubrzyckiej.
Dalej poruszamy się niebieskim szlakiem. Piękne chmurki, prawie jak nad Bledem ![]()
Babia jest niedaleko.
Tatry również fajnie widać.
Szlak niebieski jest strasznie błotnisty.
Z drugiej strony fajne widoki oferuje. Polica i Czyrniec.
Babia.
Był czas na odpoczynek.
Okrąglica i Kiełek.
Są miejsca, gdzie tym szlakiem nikt nie chodzi.
Widoki naprawdę pierwsza klasa. Pasmo Policy i Kiełek.
Zmieniamy szlak na żółty. Prowadzi przez dziki wyrośnięty młodnik. To jest szlak, są tu znaki. Dokładnie tu w tym miejscu.
Schodzimy do odległych przysiółków w Sidzinie.
Aby nie iść asfaltem pokonujemy dwa małe grzbiety: Majowa Grapa i Kurzeńcowa Groń.
Pod koniec dnia piękne kolorki.
Mieliśmy plan iść na pizzę w drodze powrotnej, ale znaleźliśmy kanie i były w domu kotleciki, mniam ![]()
Cywilizacja wypiera przyrodę. Będzie nowa droga.
Schodzimy wprost do centrum pod kościół.
Taka to była wycieczka, z inspiracji Marka ![]()
Znając Ciebie wiem,że wykręcisz tam w przyszłości jakąś pętelkę.
No i wykrakałeś ![]()
Ciekawa wycieczka ![]()
W środowe okno pogodowe wyskoczyłem w Pasmo Pewelskie.
Start w Rychwałdku na przełęczy pomiędzy Łyską i Barutką. Kieruję się na Ostry Groń. Po wyjściu z lasu zaczynają się widoki.
Ostry Groń to najbardziej łagodny groń jaki widziałem ![]()
Jest krzyż. A za nim grzbiet, którym będę wracał. Wygląda na zalesiony, ale wiem, że oferuje widoki na południe.
Jest tu jeszcze plac zabaw dla piesków.
Mur z opon chwieje się i ma dziury w środku. Wcale nie jest łatwo go pokonać.
Najfajniejsze na tym grzbiecie są widoki. Beskid Śląski, Skrzyczne, Klimczok.
Beskid Żywiecki, od Pilska po Romankę.
Beskid Mały, od Magurki Wilkowickiej po Kocierz.
Przełęczą przechodzę na sąsiedni grzbiet.
Dalej widoki. Wschodnia część Beskidu Małego.
Śląski, od Baraniej po Skrzyczne.
Kapliczka w lesie i Tobi z rekordem wysokości na wejściu ze wspomaganiem. Było ryzyko, że nie odważy się zejść, ale się odważył.
Wnętrze innej kapliczki - mojej ulubionej.
Widoki z Bąkowa, najwyższego szczytu tego dnia - 766 metrów.
Jałowiec, Lachów Groń, Mędralowa, Babia w tle, ale najbardziej ucieszyłem się, że rozpoznałem Wytrzyszczona z lewej w dole w cieniu.
Wędrówka grzbietem, szlakiem żółtym.
Żywiecki, od Pilska po Romankę.
Z Janikowej Grapy schodzę na przełęcz na końcu Mutnego.
Następnie przechodzę przez Bidaszkową Groń.
Widok na Babią. Pierwsza warstwa to Janikowa Grapa, druga to Łosek.
Schodzę do Pewli Małej. Po lewej Łyska, po Prawej Barutka, a w środku przełęcz, gdzie czeka autko.
Bezszlakowo kieruję się w kierunku Łyski. Zakładałem, że będzie to najmniej ciekawy odcinek wycieczki. Myliłem się. Fajna droga w polach i super widoki. Na pierwszym planie Bidaszkowa Groń
Łąkowe wypłaszczenie.
Barutka.
Na sam koniec widoki spod Łyski.
Taka to była wycieczka w zupełnie nieciekawe rejony.
Pogoda lepsza niż zapowiadali. Praktycznie cały czas słońce, a chmury widoczne tylko na niebie nad wyższymi szczytami. Ciekawe zjawisko, wymarzone przez fotografów, żeby mieć jednocześnie słońce nad głową i chmury w kadrze ![]()
Ostatnio edytowany przez sprocket73 (2025-07-31 17:44:04)
Miało być burzowo, to człowiek w trosce o zdrowie ratowników został w domu, a że po południu wypogodziło się pięknie, to został odbyty lokalny spacer, z takich większych.
Na początek spostrzeżenie - tu była kiedyś normalna droga.
Trochę klimatów zbożowych.
Idziemy na leśne łąki w dzielnicy Ciężkowice. Ciężko się do nich dostać, bo z każdej strony trzeba pokonać cieki wodne.
Łąki są w środku lasu. Częściowo wykaszane. Nigdy nie widziałem tu człowieka.
Są bardzo podmokłe. Poprzecinane rowami melioracyjnymi. Rok temu po powodziach były częściowo pozalewane. Dzisiaj wody mniej, ale podmokłość ogólna czaiła się na każdym kroku.
Na tej kopce Tobi pozował w zeszłym roku na swoim pierwszym spacerze po wypadku.
Tu też się zawsze wspina.
Łąkowe widoczki.
Jedyna większa droga dojazdowa, pewnie tędy dostaje się tu sprzęt do koszenia.
Koniec łąk.
Powrót po tych samych łąkach, tylko z drugiej strony.
Na koniec taki sobie zachodzik za chmurami.
Takie niedocenione to Pasmo Pewelskie, a jakie piękne panoramiczne widoki są ze szczytów.
Zgadza się! ![]()
Wybraliśmy się w zachodnie rejony Orawy. Start w miejscowości Oravská Poruba. Na miejscu wszystko w gęstej mgle, choć całą drogę mieliśmy bezchmurne niebo. Na szczęście mgła zanikała w oczach.
Po chwili była tylko wspomnieniem. Žaškovský Šíp, ale na niego nie idziemy.
Rozpoczynamy podejście na Zemiansky diel (758 m) - najwyższy pagórek tego dnia.
Widok na Kubínską hoľę (1346 m).
Mała Fatra pięknie się pokazuje w całej okoazałości.
Šíp.
Zemiansky diel z widokiem na Wielkiego Chocza.
Trzeba przyznać, że chodzenie po małych pagórkach i spoglądanie na te większe to fajne zajęcie.
Zbliżenie na Małą Fatrę. Skrajnie z lewej Wielki Krywań. Kosówka podchodzi pod sam szczyt od tej strony.
Wędrówki łąkami ciąg dalszy.
Ukochana jeszcze w domu powiedziała, że same łąkowe pagórki jej nie satysfakcjonują i chce mieć jakiś konkretny cel. Wymyśliłem, że tym celem będzie Hrdošná skala, widoczna pośrodku.
Ale zanim tam dojdziemy, mamy łąkowe przestrzenie 360 stopni.
Jednak cel to cel i trzeba iść... wygląda groźnie.
Wchodzimy w las.
Szlak jest dziki.
Skała jest piękna.
Jest nawet trochę żelastwa.
Ukochana lubi fotki w oknach skalnych.
Wychodzimy oczywiście na samą górę.
A to łąkowe pagórki, którymi tu dotarliśmy i na które zaraz wrócimy.
Pod warunkiem, że uda się zejść ![]()
No to jesteśmy na dole. Z prawej Kečky (1138 m).
Kontynuujemy łażenie po pagórkach.
Jesienne kolorki.
Widoki z Hrádoka.
Tupá skala (810 m) i Ostrá skala (813 m) - tam mnie jeszcze nie było, może kiedyś...
Tatry.
Na koniec zejście z Kuzminovo.
Wracamy do auta.
Ukochana podsumowała, że nie miała racji i same pagórki byłyby warte połażenie. Natomiast skałka jest fantastyczna, więc dobrze, że i o nią zahaczyliśmy.
Niedawno Ukochana napotkała w internetach artykuł o niezwykłej, niesamowitej górze w Beskidach. Prawdziwa perełka, znana tylko koneserom, wymagająca, oferująca cudne widoki, nieskalaną przyrodę. Od razu do mnie z pretensjami, że łazimy po różnych krzokach, a w takie fajne miejsca jej nie zabieram. Co to za góra pytam? Muńcuł. No to przecież byliśmy... ale cóż szkodzi odwiedzić ją znowu ![]()
Parkujemy przed Soblówką. Idziemy bezszlakowo drogą do przysiółka Szczytkówka.
Trzeba przyznać, że fajne widoki mają z tego przysiółka.
Jest nasz cel - Muńcuł.
Dochodzimy do grzbietu, widok na Romankę.
Trochę podejścia jest.
Zanim osiągniemy szczyt postanawiam poszukać chatki. Nigdy przy niej nie byłem. Widoczki z polany pod Muńcołem rewelacja.
Trzeba przyznać, że chatka bardzo atrakcyjnie położona.
A w środku bardzo porządna.
Wracamy na szlak, zdobywamy szczyt.
Następnie schodzimy do Soblówki szlakiem niebieskim. Bardzo dziki i zarastający jest, chyba mało kto nim chodzi.
Z Soblówki idziemy do przysiółka Smereków Wielki. Powyżej kościoła wiele domków do wynajęcia. Zakopiańskie klimaty na bogato.
Przysiółek i szczyt Smereków Wielki. Byłem tu rok temu i bardzo mi się podobało.
Schodzimy łagodnym grzbietem do Małego Smerekowa.
Kanie dopisały.
Spokojna i malownicza końcówka dnia.
Pozostało jeszcze zdobyć niewysoki Mały Smereków.
Rzucić okiem na Kubiesówkę.
I zejść bezszlakowo wprost do auta. Oj co to było za zejście! ![]()
Mam nadzieję, że Ukochana tym razem zapamięta, że była na Muńcole ![]()
Mam trochę zaległości w relacjach, ale postanowiłem olać chronologię i wrzucić na świeżo dzisiejszy spacer po Jaworznie. Bo jestem lokalnym patriotą. Bo Jaworzno piękne jest! ![]()
Było kolorowo.
A to cel - Góra Przygoń. Najwyższy punkt Jaworzna.
Jest tu wieża obserwacyjna przeciwpożarowa.
35 lat temu była drewniana. Do dziś pamiętam tą adrenalinę jak wyszedłem na jej szczyt, a miała już jedną nogę całkowicie spróchniałą.
Ponieważ wieża nie jest na samym szczycie, postanowiłem poszukać wierzchołka góry. Znalazłem jedynie chaszcze.
Oraz purchawę wielkości piłki.
Wracam na słońce (którego dzisiaj miało nie być za wiele, ale prognozy się nie sprawdziły).
Idziemy w kierunku Trzebini.
Ambonka, w bardzo kiepskim stanie, została zdobyta.
Czy widzicie tą przestrzeń?
To chyba jakaś roślina uprawna.
Najdalszy punkt wycieczki.
Na powrocie pierwsza woda. Poziom obniżony, bo Tobi pił przez 5 minut non-stop.
Kolorki na powrocie.
Kolejny stawek.
I koniec.
Miał być dzień zmarnowany, bo z rana bolała mnie trochę głowa.
Jednak poszedłem lokalnie i bardzo się z tego cieszę ![]()
Idealne warunki, upały się skończyły, chmurki dodały uroku ![]()
Pora na wycieczkę nieoczywistą.
Po staremu Beskid Ślaski, po nowemu Międzygórze Jabłonkowsko-Koniakowskie.
Stare nazewnictwo jakoś bliższe sercu, a nowe wciąż dziwnie brzmi, chociaż "międzygórze" do tych terenów pasuje chyba lepiej.
Auto w Nieledwi koło kościoła. Trasa: Kiczorka (798 m) - Sobczakowa Grapa (768 m) - Kiczora (711 m) - Popręcinka (784 m).
Pogoda? Ciepło, bardzo ciepło, ale w kolejnych dniach ma być jeszcze cieplej.
Nie ma tu szlaków, nie ma turystów, a drogi są często trawiaste. Zadupie na całego ![]()
Na początek od razu najwyższa góra - Kiczorka. Widok na Rachowiec. Ochodzitą i Tyniok.
Ochodzita i Tyniok.
Jakieś zabudowania od czasu do czasu.
A i asfalcik dojazdowy też się znajdzie.
Sobczakowa Grapa bardziej dzika.
Z widokiem na Baranią.
Rysianka, Lipowski, Boraczy.
Zejście długim łagodnym grzbietem z widokiem na Muńcuł i Rycerzowe.
Po lewej kolejna góra do zdobycia - Kiczora.
I już jestem. Widok na Sobczakową Grapę, a w tyle Ochodzita.
Muńcuł i Praszywka.
Trawy już zdecydowanie żółte.
Widok z Kiczory na kolejny cel - Popręcinkę.
A z Popręcinki widoki takie: Muńcuł, Rycerzowe, Praszywka.
Jeszcze raz Muńcuł z masztem.
Ostrężynowe eldorado.
Tyniok i Barania.
Przede mną Kiczorka, od której zacząłem, więc można schodzić w dół.
Idealnie, równo ze słoneczkiem ![]()
Człowiek całe życie chodzi po górach, a na tych pagórkach nigdy nie byłem, do tej pory nie wiedziałem nawet że istnieją.
Dzień później był jeszcze bardziej upalny dzień. Wybrałem się w Beskid Ślaski. Start w Radziechowych przy cmentarzu. Najpierw bezszlakowo na łąkowy pagórek w pobliżu.
Dzikie zwierzęta napadają grupowo.
Pagórek zdobyty. Widok na Matyskę.
Straszny Grojec.
Beskid Mały.
Ostre i Skrzyczne.
A to przede mną. Pierwsza górka Kopiec (pośrodku).
Potem już tylko w górę.
Na Wytrzyszczoną (nie mylić z Wytrzyszczonem).
Podejście pod szczyt.
Są charakterystyczne skałki.
Upały ogromne, Tobi pije "nie fresh łoter".
Jaworzynka.
W końcu Hala Radziechowska.
A po tych małych górkach ze środkowego planu chodziłem wczoraj ![]()
Powrót przez Glinne, żeby nie iść tą samą drogą.
A potem zarastającym niebieskim szlakiem, z widokiem na Romankę, Rysiankę.
Opuszczam las.
Wchodzę na Matyskę.
Schodzę bezszlakowo. Widok na Kopiec i Skrzyczne.
Znowu dzikie zwierzęta. Trochę pogoniły Tobiego, ale potem uznały, ze jednak trawa smaczniejsza.
Zejście do Radziechowych.
Miała to być mała wycieczka, ale wyszła normalna.
Stwierdziłem, że przyzwyczaiłem się już do upałów ![]()
Apogeum tegoroczych upałów w Polsce. A u południowych sąsiadów nawet jeszcze cieplej.
Wracam na Orawę, jadę do Dolnego Kubina, parkuję przy cmentarzu w przysiółku Mokraď i ruszam łąkowym grzbietem w górę.
Mimo wczesnej pory już grzeje, a Tobi łapie resztki porannej rosy i trochę cienia wśród traw. Biedny piesek.
Dolny Kubin to zwarte blokowisko wchodzące w górskie łąki. Takie rzeczy tylko na Słowacji.
Wyłania się potężny Wielki Chocz.
Pięknie jest wkomponowany w góry Dolny Kubin. Šíp i Mała Fatra w tle.
Idę pagórkami przez Medzihradné.
Kamień przy krzyżu na podejściu na Tupą skalę.
Na poprzedniej orawskiej wycieczce, z oddali Tupá i Ostrá skala wyglądały jak jurajskie wolnostojące skałki. Jednak z bliska skala jest zupełnie inna. To są normalne góry, podejście się dłuży.
Tupá skala (810 m).
Myślałem, że zrobię obejście dookoła, próbę zdobycia od dołu. Nic z tych rzeczy, za duże.
A to sąsiednia Ostrá skala (813 m).
Seba pisał, że to tylko dla koneserów. Nieprawda, normalna łagodna ścieżka prowadzi na szczyt.
Widoki ze szczytu ograniczone. W oddali Tatry.
Korci mnie dojść do skalistego urwiska. To już jest zadanie dla koneserów. Pierwsza próba nawet się nie udała, dopiero Tobi pokazał właściwą drogę.
Wiadomo, że trzeba wyjść na najwyższy punkt. Jest ryzyko jest zabawa ![]()
Jest nagroda ![]()
Tupá skala.
Wielki Chocz.
Sukces bardzo mnie zmęczył. Musiałem odpocząć, uzupełnić płyny. A potem wyjść w najgorętszą porę dnia na otwarte przestrzenie. Na tym polu słońce parzyło.
A potem łąki, pagórki, ładne krajobrazy... kończąca się woda.
Po zewej Šlahôrka (788 m) - najdalszy punkt wycieczki, pora na powrót.
Pięknie było. Pozwoliłem sobie na dłuższy odpoczynek.
A potem było jeszcze piękniej.
Zrobiło się chłodniej. Światło coraz lepsze.
Rozpoczął się końcowy etap dnia.
Tu już dzisiaj byłem. W porze zachodu jest jeszcze fajniej ![]()
Nawet przestałem się martwić, że woda się dawno skończyła ![]()
Pozostał już tylko powrót do auta.
Ogólnie wycieczka rewelacja.
Mam nadzieję, że choć trochę wyróżnia się na tle poprzednich ![]()
Upały wciąż trwają, ale to ma być ostatni dzień.
Ukochana wytrzymała na emeryturze 6 dni... choć dzisiaj tylko Dolinki.
Parkujemy przy Kobylańskiej, ale robimy zmyłkę i bezszlakowo idziemy do Będkowskiej.
Eksplorujemy część nieznaną.
Jak to na Jurze bywa, są skałki.
Nawet ciekawe.
Ale nawet z tych najwyższych widoków nie ma, drzewa są wyższe.
Schodzimy na dno doliny. Jakieś ruiny. W dole woda.
To chyba był młyn.
Pozostaje przebić się do szlaku. Ukochana robi to w antypokrzywowej kreacji z kocyka.
Dość niespodzianek na dzisiaj. Idziemy jak ludzie szlakiem.
Pod Sokolicą idziemy na cydr i lody.
Sesja przy wodospadzie.
Opuszczamy dolinę.
Następnie od tylca przechodzimy do Kobylańskiej. Ależ grzeje, w dolinkach jest dużo chłodniej, tu nie do wytrzymania.
Znowu jakieś skałki.
Wędrówka doliną.
Docieramy do wylotu doliny, gdzie w planach było poleżeć nad wodą. Udało się poleżeć, ale nie nad wodą, bo strumyk wysechł całkowicie.
Na koniec jeszcze szaleństwa przy kapliczce.
I można wracać do auta.
Taka to była wycieczka ![]()
Gdyby ktoś mnie zapytał, gdzie w Polsce są najładniejsze z niepopularnych górskich terenów, powiedziałbym, że północna łąkowa część Gorców. Tereny na wschód od Rabki, na południe od Mszany Dolnej, na zachód od Lubomierza, na północ od Gorców właściwych. W ich centrum znajduje się pozaszlakowa góra Witów. Oto moja 6-ta wycieczka w te strony.
Zaczynamy w Niedźwiedziu i bezszlakowo idziemy na Potaczkową.
W tle Beskid Wyspowy (Lubogoszcz, Śnieżnica, Ćwilin). Na środkowym planie Kocia Górka i Witów.
Resztki wierzbówki kiprzycy.
Na Potaczkowej nowa budowla.
Poważna Mogielica.
Kierujemy się na południe, przez górę Chabówka.
Typowy kadr dla tych terenów.
Widoki na zachód.
Babia i Grzebień.
Od Gorców właściwych oddziela nas Groń i Ostra.
Nieśmiało pojawiają się fotogeniczne chmurki.
Trochę łażenia na azymut.
Z lewej Luboń Wielki.
Grzbiet Gronia.
Kawałek podchodzimy na Ostrą i się wracamy w stronę Koników, fajnie tu jest.
W Konikach tylko przekraczamy drogę, ale akurat jest sklep i lody "wyrób własny".
Jak wiadomo, wszystkie "lody rzemieślnicze" są kupowane hurtowo. Przypuszczam, że tu jest tak samo. O dziwo nie. To naprawdę wyrób własny. Z "żywych" jagód. W smaku niepodobne do lodów sklepowych, ani innych "rzemieślniczych". Mniej słodkie, bardziej owocowe. Idziemy liżąc, jak się skończyły biegiem wracam po kolejne porcje.
Wychodzimy na inną górę o nazwie Groń. Droga przechodzi przez czyjeś podwórko, coraz rzadszy przypadek.
Kolejne widokowe miejsce - na pierwszym panie Groń.
Czechowa Góra.
Trochę asfaltu, ale taki może być
Chmurek coraz więcej, ale wciąż nie za dużo.
Z lewej Potaczkowa, z prawej Witów.
Jeszcze zmieniamy z asfaltu na drogę gruntową.
W dole Niedźwiedź. Wycieczka kończy się.
Za każdym razem, kiedy jestem w tych okolicach, niezmiennie odkrywam, że mi się bardzo podoba ![]()
Niedzielna wycieczka. Z przed tygodnia. Upały ustąpiły nagłemu ochłodzeniu. Fajna temperatura do chodzenia.
Z racji niepewnej pogody wybraliśmy się do Tyńca. Nigdy nie byłem w tych okolicach.
Parkuję zaraz po zjeździe z obwodnicy Krakowa i zaczynamy od łażenia po lesie zielonym szlakiem wokół Tyńca. Las przyjemny, jak to na Jurze.
Są skałki, obiekty sakralne, to też nie dziwi.
Okolica pagórkowata. Tu podejście do punktu widokowego, który jednak całkowicie zarósł - nic nie było widać, ale tablica była ![]()
Stare kamieniołomy.
Tu coś widać.
Idziemy nad Wisłę. Trochę zaskakuje swoją wąskością. To dlatego, że jest tu przełom Wisły.
Czy to koniec Tobiego? Silny prąd powinien porwać go do Bałtyku.
Nie porwał.
Wędrujemy wzdłuż Wisły. Ładnie jest.
Skałki po drugiej stronie przełomu.
Sporo łódek, motorówek i stateczków.
Opactwo Benedyktynów w Tyńcu.
Zbudowane na konkretnej skale. Prawie jak greckie Meteory.
Skałka przy samej Wiśle.
Byłem ciekawy czy Tobi wpadnie - nie wpadł.
Opactwo wewnątrz. Całkiem schludne.
Wracamy do auta przez jeszcze dwa pagórki.
Odpoczynek na koniec dnia.
Jeszcze mineralne źródełko po drodze.
Okolice Tyńca zaskoczyły mnie na plus. Część leśna normalna, ale Wisła i Opactwo bardzo przyjemne. Fajne miejsce dla Krakusów, żeby sobie przyjechać rowerem.
Ostatnio byłem mocno hejtowany przez jednego z forumowiczów (nie będę wskazywał przez kogo, bo warto być przyzwoitym), że nie doszedłem na Bačov stolec podczas mojej ostatniej orawskiej wycieczki. Było mi tak przykro z tego powodu, że miałem tylko dwa wyjścia, albo opuścić forum, albo pojechać jeszcze raz w tamte strony. Wybrałem najlepsze rozwiązanie.
Parkuję przed miejscowością Pribiš i od razu ruszam na łączki.
Osiągam malowniczy grzbiet.
I ruszam w stronę Chocza.
Okolica zachwyca. Widok w kierunku Małej Fatry.
A tu w kierunku przeciwnym. Te skały to Biela skala - trzeba się tam kiedyś wybrać.
Wielki Chocz i miejscowość Pucov.
Niestety można zobaczyć tendencję do zabudowywania tych pagórków.
Na szczęście jeszcze wiele jest nienaruszonych.
Tatry,
Ponownie Chocz.
Bačov stolec i Mała Fatra w tle.
To takie krzesło jest. Oryginalna wieża widokowa.
Widoki z krzesła.
Ostrá skala, gdzie ostatnio byłem.
Idę dalej w stronę Malatiny.
Widoki cały dzień mam rozległe, w każdym kierunku.
Zimowity, te zmarnowane miały najwięcej uroku.
Widoki nad Malatiną.
Malatiná.
Pora rozpocząć powrót.
Czas leci, słońce coraz niżej.
Jeszcze jeden na Chocz i Pribiš.
Zejście do auta.
Tobi zadowolony z wycieczki.
Koniec dnia.
Bardzo malownicza wycieczka. Trasa ciekawa pod tym względem, że nie przechodziłem przez żadną miejscowość. Praktycznie cały dzień w łąkach.
I proszę mnie więcej nie hejtować ![]()
W piątek wieczorem siedziałem nad prognozami pogody i wychodziło, że weekend będzie brzydki. Na sobotę w moich okolicach 4h słońca, w górach 2-3h. Ryzyko deszczu z rana, a po południu porządne opady. W tej sytuacji stwierdziliśmy, ze o planach na sobotę zadecydujemy rano. Rano piękne słońce, ale prognozy przewidywały zachmurzenie już od 11, a potem deszcze. Uznaliśmy, że idziemy na mały spacer. Nawet miałem nie brać aparatu, ale jednak wziąłem. Warunki super!
Jednak widać już nadciągający wał chmur.
Jednak mimo wszystko jakoś się rozpłynęły częściowo i stwierdziliśmy, że wydłużamy spacer. Namówiłem Ukochaną na Grodzisko - górę w mojej rodzinnej dzielnicy, którą bardzo długo uważałem za najwyższą w Jaworznie. Obstawiałem, że nas zleje dzisiaj.
Idziemy i podziwiamy kolorki. Zaczyna się ![]()
Przed nami Grodzisko.
Widoczki na elektrownie.
Z prawej ta nowa, teoretycznie najnowocześniejsza w Polsce, ta co się ciągle psuła, ale chyba już działa w miarę dobrze, bo nic nie słychać o awariach.
A to stara Jaworzno III, z lat 70-tych. Z najwyższym kominem w Polsce 306 metrów.
Widoki z pod Grodziska. Bo sam szczyt jest zarośnięty. Mogliby tam wieżę widokową zrobić ![]()
Jaworzno energetyką stoi. Za młodu mieszkałem koło elektrowni Jaworzno I jeszcze przedwojennej, wyburzonej w latach 90-tych. Jest Jeszcze elektrownia Jaworzno II, która obecnie głównie produkuje ciepło na potrzeby miasta. Słupów energetycznych u nas dostatek. A za słupami widoczny Beskid Mały i Śląski, Skrzyczne.
W temacie kolorków. Jeszcze słabo, ale już coś się dzieje ![]()
Wracamy inną drogą, dłuższą, bo pogoda coraz lepsza. Tego stawu nie pamiętam.
Stawek nawet z kwiatkami.
Tobi popływał, napił się. A my zaczęliśmy odczuwać kryzys wodny, bo na ten krótki spacer nie wzięliśmy żadnego picia.
Idziemy dalej. Fajne chmurki.
Wokół dzielnicy Jeziorki tereny płaskie. Ukochana zastanawia się, czy zahaczyć o sklep, ale ponieważ miałoby to wydłużyć, rezygnujemy. Wtedy wydawało mi się, że do sklepu jest tak z 1 km w obie strony, teraz sprawdziłem, że było 2,5 cały czas asfaltem, dobrze, że nie poszliśmy.
Lasem przechodzimy do innej dzielnicy - Ciężkowice. Dla mnie brak picia to tylko drobna niedogodność, ale Ukochana ma poważny kryzys. Proponuję więc podejść do sklepu w Ciężkowicach, a potem można by wracać przez Gródek. Ukochana zastanawia się, ale podejmuje decyzję, że chce jak najszybciej do domu, bo sandałki ją obdzierają. No to idziemy przez moje ulubione dzikie łąki.
Wiem, ze Ukochana ich nienawidzi, ale pomyślałem, że urzekną ją swoim pięknem.
Bo piękne są, prawda?
Niestety Ukochana jakoś całkowicie odporna na ich wdzięki.
Potem miał być skrót lasem, ale Ukochana powiedziała, że jeszcze 10 metrów po chaszczach i mnie zabije, więc poszliśmy drogami.
To już nasze standardowe okolice spacerowe.
Kolorki jesienne nadchodzą.
Rondo Kaczyńskich. Piękne chmurki.
Po powrocie wypiliśmy 2,5 litra płynów, po równo.
A na obu stopach Ukochanej były wielkie bąble na całym śródstopiu. Jeden z bezbarwną cieczą, a drugi z krwawą. Przez 2 dni miała poważny problem z chodzeniem. Tak więc, moi drodzy. Jak widać dramaty wycieczkowe mogą być dosłownie wszędzie, nawet pod domem. Pamiętajcie o odpowiednim obuwiu do wędrówek! I nie wierzcie złym prognozom pogody ![]()
Koniec września, już prawie kalendarzowa jesień. Pamiętam jak kiedyś w tym okresie napadało metr śniegu na Babiej. A teraz, upały ponad 30 stopni. Idziemy na spokojną wycieczkę w Beskid Makowski. Zaczynamy w Łętowni, przy niebieskim szlaku do Jordanowa.
Ale nie szlakiem będziemy chodzić. Wypatrzyłam na mapie odsłonięty grzbiet i właśnie go szukamy.
Znajdujemy. Bardzo fajny grzbiet. Długi i widokowy. Marku, czy szedłeś już kiedyś tym grzbietem, wszak to Twoje tereny.
Potem przebijamy się do żółtego szlaku, bo głównym celem tej spokojnej wycieczki ma być Kiecka.
Na żółtym robimy skróty, żeby nie chodzić asfaltem.
Docieramy na Kieckę.
Całkiem przyjemna widokowa górka.
Babia, Polica.
Jednak dużą wadą jest najnowszy odcinek Zakopianki. Hałas jaki jest generowany jest nie do zniesienia. Ciężko rozmawiać. Ciekawe jak do tego podchodzą ludzie, którzy niedawno pobudowali tu domy, a w najbliższym otoczeniu Kiecki jest mnóstwo nowych i dopiero budowanych domów.
Zastanwiamy za sobą ten huk i schodzimy do Łętowni.
Kapliczka w polach. Zawsze podziwiam, że komuś się chce dbać o takie miejsca, a to było szczególnie zadbane.
Widoczek ze słupami. Ta linia po lewej idzie z Jaworzna. Wędrowałem wzdłuż niej, jak kiedyś wybrałem się z Jaworzna do Zakopanego na nogach (rok 1995).
Z drogi śledzie bo Król jedzie!!!
Dzień powoli się kończy, już jest krótki.
Okolica jest naprawdę przyjemna. Ukochana mówi, że będziemy sobie tu wędrować na starość, czyli w sumie już ![]()
Wracamy tym samym grzbietem, od którego zaczynaliśmy. Jego wielkim atutem jest niesamowity widok na Tatry. Widać je w całości i patrzy się na nie dokładnie na wprost, pod kątem 90 stopni.
Usiedliśmy na trawie i patrzyliśmy dokładnie. Na pierwszym zdjęciu widać Dobromiła na Nowym Wierchu, widzicie?
A potem poszliśmy w stronę słońca.
Jordanów.
Zachód coraz bliżej.
Ostatnie spojrzenie w kierunku Tatr.
Na koniec jeszcze obejrzeliśmy zachód.
Bardzo fajna spokojna wycieczka ![]()
Miała być przepiękna sobota i brzydka niedziela. Tak wychodziło z prognoz. Uznaliśmy, że w sobotę jedziemy w góry, a w niedzielę na grzyby. Plan wyglądał na dobry. Co do gór dałem się zainspirować Sebastianowi. Nigdy nie byłem na Łapsowej Polanie ani na Dziale. Ponieważ Seba jest łowcą wschodów, a Ukochana zwolenniczką długiego spania, Seba oglądał wschód na Dziale, a my u siebie w domu z okna ![]()
A potem pojechaliśmy do Kilkuszowej i ruszyliśmy czarnym szlakiem w kierunku Turbacza.
Wcale nie było takiej super pogody jak miała być. W Jaworznie podobno była cały dzień, ale w Gorcach chmury nie zdążyły się jeszcze w pełni wycofać. Ale nie ma co marudzić jest fajnie.
Naszym celem było dzisiaj pozaszlakowe Czółko na bocznym grzbiecie.
Trochę grzybków wpadło.
Ogólnie sielanka, słonko grzeje, odpoczywamy. Miały być tu widoki, ale chyba trochę drzewa urosły.
Bukowina Obidowska - najwyższy punkt wycieczki. Gdzie są Tatry?
Za to widać Turbacz.
Zachmurzyło się. Ukochana zamówiła w schronisku racuchy i czekaliśmy na nie godzinę. Przypomniałem sobie dlaczego zwykle omijam schroniska ![]()
Idziemy na południe bezszlakowym widokowym i łąkowym grzbietem.
Wróciło słonko!
Grzybów sporo, zbieramy przy okazji ![]()
Piękne jesienne kolory! ![]()
Dział. Fajna górka, bardzo rozległa.
Tatr nie ma.
Idziemy w stronę Kilkuszowej. Słonka znowu nie ma. Wszędzie teraz budują takie domki, pod wynajem. Ciekawe czy to się sprawdzi na dłuższą metę. Kiedyś budowali wielkie domy wczasowe, potem połowa z nich poupadała.
Zbliżamy się do auta. Mamy duże zbiory grzybów, ale niedosyt pogodowy.
A w niedzielę, która miała być całkiem brzydka, w Beskidzie Małym słońce świeciło cały czas do 13:00, ale za to grzybów było zdecydowanie mniej niż się spodziewaliśmy. Ot takie życie...
Akurat na sobotę się wypogodziło. Ukochana zażyczyła sobie wycieczki na Skrzyczne. Wymyśliłem ciekawą trasę (tak mi się wydawało).
Pojechaliśmy do Godziszki. Nigdy wcześniej nie słyszałem tej nazwy. Na początek wyszliśmy na Niesłychany Groń - tego miałem w planach już od dawna, ze względu na nazwę właśnie. Idziemy. Góra jak góra.
Szczyt. Ukochana robi zdjęcie kamienia szczytowego.
No dobra, to teraz Skrzyczne.
Dojście na Skrzyczne od strony Niesłychanego Gronia, to wyższa szkoła przewodnictwa. Dopiero teraz na starość, podjąłem się tej próby. Miłe złego początki. Idziemy drogą, która na mapie znika.
W terenie też znika. Kto by się tego spodziewał.
A tu już jest lepiej, prawda?
A tu już całkiem fajnie. Idziemy sobie dołem pod Skrzycznem.
Widoki w stronę Baraniej.
Widoki w stronę Babiej.
Jesienne kolorki!!!
A teraz w górę.
Tobi zadowolony.
Cudne kolorki.
Trochę ludzi jest.
Widoki w stronę Czantorii.
Widoki w stronę Tatr.
Mała Fatra zawsze na propsie!
Kotlina Żywiecka.
Klimczok Magura.
Schodzimy trochę stokiem narciarskim.
Tatry z Becyrka.
Przełęcz Siodło.
Skalite.
I na koniec autorskie zejście ze Skalitego.
Tereny może nieświeże, ale kolorki dopisały ![]()
Okolice Tyńca zaskoczyły mnie na plus. Część leśna normalna, ale Wisła i Opactwo bardzo przyjemne. Fajne miejsce dla Krakusów, żeby sobie przyjechać rowerem.
fot. sprocket73
Tam gdzie byliście to Brama Tyniecka, bardzo malowniczy fragment doliny Wisły, między Wzgórzami Tynieckimi a Skałkami Piekarskimi. Jest to najwęższy fragment doliny Wisły o szerokości około 400 m. Teren ten wchodzi w skład Bielańsko – Tynieckiego Parku Krajobrazowego. Byłam tam kiedyś z uczniami na warsztatach przyrodniczych. Dużo ciekawych obiektów tam jest.
Widoki z orawskiej wycieczki – cudowne.
Przy opisach wrześniowych wycieczek się ubawiłam.
Pięknie Ci to zdjęcie wyszło
fot. sprocket73
Dojście na Skrzyczne od strony Niesłychanego Gronia, to wyższa szkoła przewodnictwa[...]
Może dlatego nazwano go niesłychanym … ![]()
Ale już od Skrzycznego widoki mega, więc o podchodzeniu już zapewne zapomnieliście
.
Ostatnio edytowany przez nena (2025-10-06 14:37:36)
Strony Poprzednia 1 … 36 37 38 39 40 41 Następna
Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź
[ Wygenerowano w 0.261 sekund, wykonano 11 zapytań ]