Chciałam nocować w Domu Pielgrzyma a tu takie rozczarowanie...
Dom działa tylko w sezonie pielgrzymkowym. A kiedy jest sezon na pielgrzymki? Bardzo mi się to nie spodobało
Na szczęście w pobliskim sklepie udało się coś zaradzić i szybciutko nocleg się znalazł na sklepowym pięterku.
Kalwaria Pacławska podobna do tej „naszej” Zebrzydowskiej, ale jak mawia nasz forumowy kolega „ujmuje skromnością” - koniecznie muszę tu wrócić!
Z rana szybki „oblot” po sanktuarium i miasteczku. Jest cicho spokojnie, w czasie „sezonu” wygląda to wszystko pewnie zupełnie inaczej 




Za Kalwarią Pacławską jest Pacław – kilka fotek z wioski.

Taka stodoła to rzadki widok.


Potem gramolę się polami na wzgórze Żuków – jest pięknie!

Połoninki Kalwaryjskierobią wrażenie dostarczając niesamowicie rozległych widoków. Gdzieś w lesie przebiega niewidoczna dla moich oczu granica. Granica, która podzieliła wioskę na pół...
Widoczki w kierunku Kalwarii, wprawne oko wypatrzy klasztor.


Wiata z akcesoriami do ciepłych posiłków
jest to ciut poza szlakiem, ale widoczne z daleka, przygotowane chyba przez miejscowych.


Ze wzgórza szlak wyprowadza na drogę do powsi Paprotno. Widać ślady zdziczałych sadów, ale nie widzę już podmurówki cerkwi – ponoć wszystko zostało zrównane w czasach gdy funkcjował w okolicy rządowy ośrodek Arłamów.
Został tylko cmentarz. Cmentarz w Paportnie jest ogrodzony, ale po stanie nagrobków można się domyślić, że był mocno zdewastowany. Znicze i lampki upewniają, że ktoś to miejsce jednak regularnie odwiedza.


No i znowu zrobiło się „miśkowato”

Co paręset metrów tablice z ostrzeżeniami czyli jest tu ostoja tych zwierzat. Wiem, że one unikają ludzi, ale napotkany leśniczy zalecał ostrożność bo „one lubią spacerować leśnymi drogami, a podkarpackie niedźwiedzie coraz częściej można spotkać w miejscach wykładania karmy w paśnikach ”. Zaraz jednak też dodał, że wśród podkarpackich niedźwiedzi nie występuje na szczęście zjawisko synantropizacji – uff ulga
Pożegnaliśmy się, a ja na przestrzeni 10km zaliczyłam trzy kontrole straży granicznej
– cóż jestem wszak przy granicy

Kolejnym charakterystycznym (i miśkowatym
) punktem na trasie był Armałów - PRL-owski ośrodek dla dygnitarzy partyjnych i miejsce internowania działaczy "Solidarności”.
Połoninki Arłamowskie

A tędy do ośrodka – za wysokie progi na moje nogi

Znowu drogą ( nudną, asfaltową) do samej Jureczkowej


Z Jureczkowej do miejsca noclegu podchodzę 5-6km.
Subiektywnie:
I tutaj właśnie umownie kończy się etap Pogórza Przemyskiego – teren tak bardzo przypominający mi Beskid Niski, równie dziki, słabo zagospodarowany, może tylko cerkwie są w zdecydowanie gorszym stanie...
Już wiem, ze do Kalwarii Pacławskiej i w rejon Arłamowa, Suchego Obycza z pewnością wrócę 