nenuś oznacz mi proszę jeszcze tą roślinkę Żeby mieć kwiaty w dwu kolorach na jednej łodyżce? Co to za dziwoląg?
To pszeniec gajowy (Melampyrum nemorosum) roślina z rodziny zarazowatych. Jest półpasożytem roślinnym tzn. część składników produkuje w procesie fotosyntezy przy pomocy chlorofilu zawartego w chloroplastach, natomiast niektóre składniki potrzebne do tego procesu takie jak sole mineralne i wodę musi pobierać od innych roślin. Służą mu do tego specjalne ssawki. U pszeńca kwiaty są żółte natomiast te fioletowe to przysadki kwiatowe. Jest to roślina trująca. Jeśli krowy zjedzą za dużo pszeńca, to dadzą niesmaczne mleko o niebieskawym zabarwieniu. Rośliną tą (przy większym spożyciu) mogą zatruć się także inne zwierzęta pasące się na łące np. owce, konie.
Ja tam będę nadal wzdychać do tych łączek. Prześliczne. !
Wiatrołomy to rzeczywiście coś okropnego. Podziwiam za wytrwałość. !
Jolanta napisał/a:
Gospodyni - Pani Ela poczęstowała nas herbatką z łącką śliwowicą i nie wiadomo kiedy zaczęły się snuć opowieści… o życiu na Studzionkach zanim drogę do Ochotnicy zrobiono, o strasznych burzach, huraganach, srogich zimach i głodzie na przednówku, o kapliczce co ją postawiono jakiś czas temu i teraz ksiądz w niedzielę przyjeżdża odprawić tam Mszę świętą… Przodowała w opowieściach Babuleńka. Widać, że te gawędy sprawiały jej przyjemność
Takie miejsca i miłych ludzi pamięta się długo. Opowieść o dwóch siostrach z jednym mężem ... debeściarska. !
Jednym słowem – piękny kolejny odcinek trasy i piękne wspomnienia ! Czekamy na ciąg dalszy.
Ciekawe przyrodniczo miejsce. Świetne na popołudniowe i weekendowe wypady za miasto . Piękny przykład rekultywacji. Na Śląsku potrzeba takich miejsc. Pomysł z lunaparkiem byłby wg mnie porojony (znowu kasa !). Myślę, że nawet ingerencja w postaci pozwolenia na używanie kajaków czy rowerów wodnych zakłóci spokój tego miejsca i z pewnością negatywnie wpłynie na żyjącą tam faunę, zwłaszcza ptactwo. Co też trzeba mieć w głowie, żeby rodziły się w niej takie pomysły … . Czy nie można by np. wokół tych stawków i jeziorek stworzyć ładnych ścieżek spacerowych czy rowerowych oczywiście z zachowaniem odpowiedniej odległości od miejsc szczególnie cennych przyrodniczo ? Z pewnością kosztowałoby to mniej i byłoby z korzyścią dla rozwijającej się tam bujnie przyrody i dla mieszkańców spragnionych ciszy i kontaktu z przyrodą również. Nie po to myślę zakłada się zespoły przyrodniczo – krajobrazowe, rezerwaty, parki itd., żeby potem zamieniać je w hałaśliwe lunaparki. Miejmy nadzieję, że miejsce to pozostanie jak najdłużej tak urokliwe, jak go uwidoczniłeś na zdjęciach kris_61.
Dobrze, że nie pomyliliście Chatki Wielkanocnej z Chatką Noworoczną m.
Do Nowego Roku trochę czasu jest , więc jeszcze wszystko przed nami … Bylebyśmy nie pomylili i nie nastawili GPS –a na (F)Chatę Morgana …
Dariusz Tlałka napisał/a:
Czy piątek 13-tego jest pechowy ? Po relacji można wywnioskować że nie i mi się 13-tego w piątek dobre rzeczy też przydarzają .:)
Oczywiście, że nie, gdyby wszystkie piątki 13 – tego tak się kończyły … słowo pech zniknęłoby ze słownika …
Dariusz Tlałka napisał/a:
Dzięki tej relacji moje wspomnienia z Karkonoszy z lat 2006-2007 odżyły i też miałem okazje odwiedzić Śnieżne Kotły które wtedy również zrobiły na mnie ogromne wrażenie. Bogactwo flory po prostu tutaj szaleje, a prawdziwą perełką Śnieżnych Kotłów jest Żyła Bazaltowa
Miło mi Darku, że mogłam przywołać Twoje wspomnienia z wycieczki w to piękne miejsce. Wspomniana przez Ciebie bazaltowa ściana znajduje się właśnie w Małym Kotle Śnieżnym i ponoć jest tam co oglądać !. Czy byłeś wówczas w obu Kotłach ?
Dariusz Tlałka napisał/a:
Dzięki za zdjęcia paprotników i trochę zazdroszczę fotki zmienki górskiej której nie posiadam w swoich zbiorach wykonanych aparatem cyfrowym
Rośnie wśród granitowych piargów. Ujęła mnie jej delikatność. Dodam jeszcze, że paproć ta znajduje się pod ścisłą ochroną gatunkową. Figuruje w Polskiej Czerwonej Księdze Roślin z kategorią CR, czyli krytycznie zagrożona i na Czerwonej liście roślin i grzybów Polski z kategorią V, czyli zagrożona wyginięciem.
emilu zdjęcia powalają , zachwycałam się nimi przy kawie . Widzę, że śnieg szybko spływa. Ten z Zawratu też spłynie. Masz rację trasa do MOKa jest okropna. Szkoda, że nie można tego odcinka jakoś obejść.
Ja tam w przesądy nie wierzę, więc sami osądźcie czy był pechowy … .
Tak więc w ubiegły piątek po południu wyruszam po raz pierwszy w Sudety (nigdy nie miałam okazji zobaczyć tego pasma górskiego), dokładnie w Karkonosze, a żeby jeszcze bardziej uściślić, celem weekendowej wyprawy jest Wielki Śnieżny Kocioł. Dlaczego właśnie on ? Istnieją ku temu co najmniej trzy powody . Pierwszy – tajna misja naukowa , drugi – jedno z piękniejszych miejsc w Karkonoszach, a trzeci wiąże się z miejscem, w którym miałam nocować – „urocza” Chatka Wielkanocna.
Punkt startu – miejscowość Jagniątków niedaleko Szklarskiej Poręby - osiągamy (o dziwo!) w rewelacyjnie szybkim czasie, co nas bardzo cieszy. Odbieramy u Pani Marysi klucz do naszej (w ten weekend chatki) i jedziemy w kierunku ośrodka edukacyjnego KPN-u (dla uściślenia - Karkonoski Park Narodowy - żeby nie było … ), gdzie znajduje się Karkonoski Bank Genów. Utworzono go w 2010 r. w celu ochrony różnorodności gatunkowej Karkonoszy. Parkujemy samochód pod budynkiem. Uciekając przed chmarą wrednych meszek, w towarzystwie miejscowego kota przekraczamy bramę parku . Jest ok. 21:00. Aha ! - zapomniałabym … – towarzyszy mi sprawca całego zamieszania – Staszek.
Nie śpiesząc się (bo i po co , wiemy przecież, że do celu dotrzemy po ciemku) człapiemy sobie (G)Koralową Ścieżką (niebieski szlak) pod górę (dlaczego taka nazwa – poniżej na fotce).
Powoli zaczyna zapadać zmrok, niebo jest lekko zachmurzone, ale gdzieniegdzie migoczą gwiazdy. Noc zapowiada się w miarę ciepła. Koralowa ścieżka to bardzo lajtowy, przyjemny szlak. Na kilku odcinkach można pokonywać go nawet w szpilkach .
Takie drewniane mostki czy kładki, nie wiem jak to nazwać, wybudowano na podmokłych, bagiennych terenach, w celu m.in. ochrony przed zadeptaniem przez turystów. Trzeba też dodać, że w ten sposób oprócz samego szlaku chroni się przede wszystkim obszary cenne przyrodniczo. Fajny pomysł, a i drogi się trochę nadrobi, ponieważ można nawet bez patrzenia pod nogi szybszym tempem przemaszerować spory odcinek trasy. Nieco bardziej strome i kamieniste podejście było pod sam koniec, ale do przeżycia, nawet z ciężkim plecakiem .
No to maszerujemy … aż się nam ściemniło całkiem … Mało tego, jakieś 30 - 40 min. przed „celem” (wg GPS-a – Staszka, bo dziękuję Bogu, że nie miałam jakiegoś swojego sprzętu … ) zapada gęsta mgła, zaczyna siąpić. Z każdym kolejnym krokiem zaczyna mocniej padać, widoczność spada. Decydujemy się założyć pałatki, żeby nie przemoknąć. W ciemności i tak gęstej mgle łatwo nie zauważyć zupełnie niezauważalnego skrętu do chatki. My też skrętu nie zauważamy, a że nam się nie chce zawracać – postanawiamy przejść na przełaj, przez chaszcze – do teraz nie wiem jak mi się udało przejść przez te wystające ostre wiatrołomy, borowaciny, dziury i Bóg wie co tam jeszcze po drodze było … . Adrenalina robiła swoje …, ciężaru plecaka w pewnym momencie już nie czułam … Ale to nic – najlepsze dopiero było przed nami … . W strugach deszczu, zmoknięci prawie do suchej nitki, ja w butach mam powódź, pałatka wprawia mnie w dziką furię, ponieważ cały czas ją sobie przydeptuję , buuuuuuuu, ale dzielnie zaciskam zęby i mówię sobie – nareszcie jesteśmy przy chatce – yes , yes, yes !!! – zrzucę ten wredny ciężki plecak, ściągnę z siebie to mokre dziadostwo, ogrzeję się przy ogniu … muaaa, bo jakżeby inaczej … i wskoczę do ciepłego śpiworka - jest bowiem ok. 1:00 w nocy .
Chatka owszem jest, wspaniała, z kamienną podmurówką, z wodą tuż obok (chociaż pierwsze wrażenie ujęcia wody, jak dla mnie, wyglądało jak szambo , drugie, na szczęście było bardziej przyzwoite … ). Po wielokrotnym i różnorodnym wypróbowaniu kluczy od Pani Marysi, które mieliśmy przy sobie, okazało się, że do tej kurde chatki nie pasują … buuuuuuuuuuuuu (ten fragment mojej relacji pozostawiam do wyjaśnienia Staszkowi i ponoszę wszelkie konsekwencje jego ujawnienia ).
Taaaaaaaa … leje niemiłosiernie, jest ok. 1:30 w nocy . Jesteśmy … , jak się okazuje (dobrze, że Staszek zerknął w górę) … przy "Chatce pod Śmielcem”. To wszystko wyjaśnia !!!, tzn. to, że klucze nam nie pasowały … ech … . Przez chwilę przeszła nam nawet obojgu przez głowę myśl o włamaniu …:| (chyba tylko przez dach lub kominem ).
Ja pierniczę … w takim razie czeka nas jeszcze trochę drogi . Musimy znaleźć Chatkę Wielkanocną. Ale to niedaleko, wg GPS-a …, jakieś 30 min. jeszcze … . Wracamy więc na szlak. Jest mi już wszystko jedno … , chcę ciepła i spać . Staszek nie wiem – bałam się zapytać … . Idziemy wg GPS-a. Idziemy, idziemy, chaszczingujemy, chaszczingujemy, minuty lecą , zbliża się 2:00, a my „Chatki Wielkanocnej” znaleźć nie możemy … . Łazimy tak z 40 min. , jak się potem okazuje … wokół Chatki. Noc robi swoje. W dzień znaleźlibyśmy ją na pewno, tzn. zapewne byśmy ją zauważyli. W nocy, w deszczu i we mgle to nie to samo. Co się okazało, współrzędne podane na mapie galileos okazały się błędne. Staszek myślę lepiej to wytłumaczy. Jedno jednak muszę tu napisać. To straszne, jak błędne podanie współrzędnych na mapach potrafi człowiekowi utrudnić dojście do celu (a to przecież bardzo ważna rzecz !). Wiem, że rozbieżność w metrach była w tym przypadku bardzo duża. Można powiedzieć, że prawie przez pół godziny chodziliśmy wokół celu. No ale w końcu się udało. !
Nie wiem jak Staszek, ale ja byłam najbardziej happy z tego, że zrzuciłam z siebie w końcu mokre ubranie i ten ciężki plecak . Chatka Wielkanocna zrobiła na mnie piorunujące wrażenie ! Staszek stanął na wysokości zadania i pierwsze co zrobił to rozpalił OGIEŃ . Zresztą, o ogień to ja się od początku nie martwiłam . A tak na serio w takiej sytuacji jak my się w tym dniu znaleźliśmy, ogień to było to, co nam najbardziej było potrzebne – ogrzanie się (ja byłam prawie całkiem zmoknięta). Ogień w kominku wynagrodził trudy całej wędrówki . Miło było po otwarciu wrót chatki (co też nam chwilę zajęło … ) zobaczyć, że ktoś dla kolejnego gościa zostawił zapas wody do picia i mycia i suche drewno na rozpalenie ognia w kominku . Nie trzeba było już o to się martwić. To BARDZO WAŻNE !. Nie zawsze bowiem dotrzemy do celu o tej porze, którą sobie zaplanowaliśmy ! Najlepszym przykładem byliśmy my. W takim dniu (albo raczej środku nocy) suche drewno i woda to było zbawienie !. Bardzo za nie dziękujemy. !!! Wiemy ile to znaczy, dlatego sami też się tym samym na koniec naszego pobytu odwdzięczyliśmy.
Taki to był nasz piątek, albo raczej już sobota ...
Dzień 2 – sobota
Hmmm… w sumie to nie pamiętam kiedy się położyliśmy spać Było coś chyba nad ranem. Wykańczający piątek sprawił, że sobota nam się we śnie przedłużyła . Z rana dzień zapowiadał się całkiem dobry, potem pogoda nagle się zmieniła, jak to w górach. Z planowanych naukowych wypadów w Wielki Kocioł - nici – pozostało więc spędzenie miłego dnia w chatce . Pogoda tego dnia była w kratkę, raz słońce, raz mgła i deszcz.
Dopiero pod sam koniec dnia okazała się całkiem przyjemna i postanowiliśmy zrobić małe rozeznanie w terenie. Wyruszyliśmy pod wieczór na poszukiwanie wody do picia i mycia . Udało się, a przy okazji złapaliśmy kilka wieczornych promyków zachodzącego słońca .
Wodę trzeba czerpać albo ze źródełek, albo ze stawków roztopiskowych.
Wielki Kocioł we mgle - kwitnące teraz jarzębiny jesienią muszą temu miejscu nadawać niezwykłego klimatu.
Pod wieczór dane nam było podziwianie niezwykle spektakularnego zachodu słońca . Chatka Wielkanocna w świetle zachodzącego słońca w górskiej scenerii to – coś niesamowitego
Chcę tu zostać ...
Przecudny zachód słońca
Dzień 3 – niedziela
Cel naszej niedzielnej wycieczki – Wielki Śnieżny Kocioł
Niedziela zaraz z rana wyskoczyła z hasłem – koniec leniuchowania ! – czas do pracy ! Wielki Kocioł Śnieżny i to jest ta ów tajna misja naukowa, o której wspominałam na wstępie mojej relacji.
Przybliżę nieco to niezwykłe miejsce, ponieważ naprawdę warto .
W Karkonoszach jest 12 kotłów polodowcowych, z tego po naszej, polskiej stronie jest połowa. Te nasze, np. Wielki i Mały Kocioł Śnieżny nie są tak duże, jak te czeskie, ale posiadają dobrze wykształcone, pocięte żlebami ściany skalne. Jestem Wielkim Kotłem po dziś dzień zauroczona . Czułam się w nim tak, jakbym nie była w Polsce tylko gdzieś w Superstition Mountains w Arizonie . Swoim wyglądem bowiem trochę je przypomina.
Taka, a nie inna rzeźba tej części Karkonoszy świadczy o jej przeszłości, a mianowicie o obecności w tej części lodowców górskich w okresie zlodowaceń plejstoceńskich czyli całkiem niedawno, bo ok. 10 tys. lat temu. Ciekawostką jest to, że po dzień dzisiejszy, właśnie w Śnieżnych Kotłach zachowały się bardzo dobrze ślady po lodowcach w postaci rzeźby poglacjalnej. np. cyrki polodowcowe, wały moren czołowych i jeziorka śródmorenowe. Dzisiaj prezentują się niezwykle malowniczo, oczu od nich nie można oderwać .
Z kolei sam Wielki Kocioł Śnieżny to miejsce, gdzie botanicy i geomorfolodzy mają co robić . Oprócz oczywiście spływów gruzowych (nad czym rozczulał się w tę niedzielę Staszek), wśród tych skalnych rumowisk można było znaleźć (i z tego ja miałam wielką frajdę ) ogromne bogactwo różnorodnych roślin, w tym wiele rzadkich reliktów polodowcowych.
W Wielkim Śnieżnym Kotle odnalazłam specjalnie dla Darka Tlałki – zmienkę górską (Cryptogramma crispa) – paproć należącą do rodziny orliczkowatych, porastającą granitowe stożki piargowe. Bardzo ładna, delikatna paproć oraz widlicza alpejskiego (Diphasiastrum alpinum).
Z
Zauroczył mnie zawilec narcyzowy, którego znalazłam wśród granitowym piargów – przepiękny !
Górnoreglowa świerczyna sudecka z roślinnością bagienną
Na skale udało mi się wypatrzyć płochacza halnego.
Roślin chronionych w Wielkim Śnieżnym Kotle można spotkać bez liku. Jeszcze bardziej bogaty pod względem flory jest Mały Kocioł Śnieżny. Już teraz się uśmiecham pięknie do Staszka w nadziei, że mnie tam kiedyś zabierze – wszelkie niedogodności biorę na swoje barki . Wiem, że tak piękne miejsce wynagrodzi mi to stukrotnie.
Oj nie chciało się opuszczać tego urokliwego miejsca, nie chciało … Z Chatki Wielkanocnej do samochodu wyruszyliśmy ok. 16.00 . Wiedzieliśmy z góry, że do domu wrócimy bardzo późno. Nic to – to co przeżyliśmy w ciągu tych 2 a nawet 2,5 dnia liczy się najbardziej , a był to piękny i zapewne niezapomniany dla nas weekend . Polecam wszystkim surowość, spartańskie warunki i niezwykły klimat Chatki Wielkanocnej . Osobiście chętnie bym w niej jeszcze nie raz przenocowała.
Staszku bardzo dziękuję za towarzystwo, wsparcie w trudnych chwilach i to co wspólnie przeżyliśmy i oczywiście za OGIEŃ i WODĘ . Dziękuję, że zabrałeś mnie w tak piękne miejsce.
Schodząc zatrzymały nas jeszcze Paciorki - grupa granitowych skał, z których rozpościera się wspaniała panorama.
kociołek zwietrzelinowy
Na koniec mapka miejsca w którym byliśmy.
Źródło:http://www.karkonosz.org
oraz niezwykle „klimatyczny” filmik Maćka Wojtasa, który znalazłam na youtube, przedstawiający Śnieżne Kotły zimą . Dodam jeszcze, że Śnieżne Kotły są ulubionym miejscem wspinaczy wysokogórskich. Patrząc z bliska na te granitowe „prawie odpadające od ściany skały” nigdy bym się osobiście na wspinanie po nich nie odważyła . Ale przecież do odważnych świat należy …. . Miłego oglądania .
Właściwie to nie wiem gdzie chcę iść, idę przed siebie. Na razie wzdłuż Czarnej Wisełki, potem jakąś drogą... Może dojdę do Salmopola, może zejdę do Wisły, może gdzieś indziej mnie zniesie...
[…]co do nie-owieczki to było ich tam trzech - trzech baktrian-ów , a wszystko za sprawą cyrku, który rezydował w pobliżu i rzeczone stwory pasły się na łące
No istny cyrk … ! . Próbowałam sobie to Twoje zdjęcie do różnych zwierzątek przypasowywać i nijak … na baktriana tylko wychodziło, ale z drugiej strony jakoś mi się baktriany z zieloną łąką w Gorcach mało kojarzyły Super to musiało wyglądać i nie dziwię się, że do nich bliżej podeszłaś. Zdjęcia wyszły super !
Kiedyś wspominałem o stanowisku Lili Złotogłów tuż obok ścieżki na szlaku serduszkowym jakoś do tej pory nie udało mi się jej uchwycić podczas kwitnienia Dzisiaj miałem szczęście oto dwie fotki
Co tu dużo mówić – po prostu Beskid Zielony , ze swoimi zapomnianymi, nostalgicznymi wioskami z przydrożnymi krzyżami, uroczymi drewnianymi cerkiewkami i Łemkami, chociaż tych prawdziwych już dzisiaj niewiele zostało . Dobrze, że pielęgnują swoje tradycje i obyczaje i chcą pokazywać je innym przez takie ludowe kermesze, czy np. łemkowską watrę, która odbywa się co roku w Zdyni.
fot. łysy z łysiny
fot. łysy z łysiny
fot. łysy z łysiny
fot. łysy z łysiny
łysy z łysiny piękna wycieczka – aż zatęskniłam za Niskim W tym rejonie, który opisujesz, jeszcze mnie nie było .
Joluś zaczytałam się strasznie i żal mi było, że tak szybko skończyłam – za mało ! Czekam niecierpliwie na dalszy ciąg. Niezwykle ciekawie Ci kolejne dni na GSB minęły. Mam tu przede wszystkim na myśli te przepiękne florystyczne i faunistyczne wstawki. Czerwiec to dobry czas na duże ilości kwitnących roślin, zwłaszcza łąkowych, a i zwierząt, jak widać, jest wśród nich sporo.
Ujęła mnie ta pełnikowa łąka . Nie miałam jeszcze nigdy okazji zobaczyć pełnika europejskiego w naturze, a co dopiero takiej łąki ! – zazdraszczam ! :*
Ten żółty fiołek to fiołek dwukwiatowy (Viola biflora). Sudecki ma nieco inne liście.
Traszka jak na góry przystało to - traszka górska (Triturus alpestris).
No i dzis nadszedł ten dzień że po raz pierwszy spróbowałem się pobawić w timelaps. Miejsce oczywiście dostępne spacerkiem 10 min od domu w Rzykach. Wiem że krótkie bo kilkanaście sekund ale zdjęć zrobiłem ponad 300 przez godzinę) enjoy)))
Jak na pierwszy raz to wyszło świetnie ! Podoba mi się, szczególnie te pędzące chmurki no i Gancarz w tle .
neno, może nie o perełkach na miarę tych wymienionych, ale mam nadzieję, że nie będziemy się wstydzić wobec przyszłych pokoleń. Przykłady? Jutro odbędzie się w Kozach uroczyste otwarcie odnowionego pałacu. Wkrótce ma ruszyć remont dworu w Łodygowicach ...
Wspaniała wiadomość MF. Dobrze, że ktoś chce o nie zadbać.
Czy się chce czy nie chce, ta budowla wywołuje rożne emocje. Jedni mówią, że Disneyland, inni z kolei twierdzą, że kicz nawiązujący do słynnego zamku - Neuschwanstein, który uchodzi za najbardziej bajkową budowlę świata, stworzoną przez szalonego króla. Chyba dzięki temu, że tak się wyróżnia jest najbardziej znanym zamkiem świata. Po za tym pięknie położony wśród alpejskich skał jest chlubą Bawarii. Ta wyjątkowa budowla ściąga ludzi z całego świata. Ponadto wizerunek zamku znajduje się na tysiącach pamiątek sprzedawanych w milionach sztuk. Przynosi to ogromne dochody. Oczywiście pewne podobieństwo występuje również w stosunku do zamku w Mosznej. Jednak splendor tej budowli jest o wile mniejszy.
Kilka lat temu zwiedziłam dwa zamki króla Ludwika II Bawarskiego, nieudolnego władcy marzyciela z szalonymi architektonicznymi pomysłami, które realizował w Alpach, wspomniany przez Ciebie Neuschwanstein i leżący niedaleko niego - Hohenschwangau, a, (o zgrozo ! ) nie udało mi się jeszcze odwiedzić Mosznej i zobaczyć zamku, który opisujesz, a bardzo bym chciała . Jeśli tylko będzie kiedyś po drodze, na pewno tam zaglądnę . Zameczek śliczny i masz rację, że niektórzy porównują go do tego z Bawarii. Oba są niepowtarzalne, wystarczy spojrzeć .
O ile się nie mylę, zamek-pałac w Mosznej był niedawno gruntownie odnawiany.
fot. kris_61
Zamek Neuschwanstein niedaleko miejscowości Füssen w Alpach Algawskich (Allgäuer Alpen)
fot.nena
fot.nena
Cóż, to, że wyglądają tak, a nie i inaczej, związane jest z historią ich powstania i czy nam się taka architektura podoba, czy też nie, to sprawa indywidualna, a faktów i tak nie zmienimy. A może ten Graf Franz Hubert wzorował się na Ludwiku II Bawarskim i postawił „polski Neuschwanstein" w Mosznej … ? Przecież pierwotny zamek Tiele - Wincklerów w Bytomiu - Miechowicach również był bardzo piękny. Szkoda, że niewiele po nim zostało. Opisywałeś go kiedyś na swoim blogu.
Źródło: wikipedia
W Polsce mamy wiele architektonicznych perełek: Będzin, Orle Gniazda, Baranów Sandomierski, Gołuchów, Kórnik, Krasiczyn, Kwidzyń, Liw, Malbork, Strzekęcino, Ujazd, Książ, Wilanów, Wygiełzów (Lipowiec), czy Wawel w Krakowie. Obyśmy tylko byli świadomi ich wartości, umieli o nie dbać i chcieli zachować dla przyszłych pokoleń.
Mały Junior przemilusi , a dorosły Strzępek po prostu się bał, że będzie miał burę za ten tapczan Dobrze wie, że zrobił coś, czego mu nie było wolno ...