Jest to prawdopodobnie najstarszy zachowany, a na pewno najstarszy znany film nakręcony na Babiej Górze. Powstał pomiędzy 1950 a 1954 rokiem, zatem z pewnością ma co najmniej 70 lat.
Autorem Filmu jest Bronisław Pindelski, prawdopodobnie pochodzący z Wadowic. Głównych bohaterek niestety nie znamy... Film otrzymał III nagrodę na Trzecim Ogólnopolskim konkursie filmów amatorskich zorganizowanym przez Centralny Urząd Kinematografii.
Taśma 16 mm zawiera 21 643 klatki. Oryginał znajduje się w prywatnym archiwum Michała Bartyzela.
W styczniu był Bukowski Groń, w lutym spotkanie na Potrójnej, a na samym początku marca postanowiliśmy sprawdzić co tam w Taterkach słychać, a dokładnie w ulubionej dolinie .
W Tatrach jeszcze trwa zima. Śniegu jeszcze ostatnio dosypało. Podczas naszego pobytu, był dosyć mokry. Jak zboczyłeś ze szlaku zapadałeś się głęboko.
To już chyba ostatnie miejsca, gdzie można jeszcze pozjeżdżać na nartach. Wyciąg w niedzielę pracował na pełnych obrotach.
Z całego weekendu tylko w niedzielę można było się gdzieś wybrać. Sobota była deszczowa. W planach był Kasprowy Wierch, ale niestety praktycznie przez cały dzień był we mgle i chmurach. Momentami słońce próbowało się bezskutecznie przez nie przebić.
Dlatego zrobiliśmy sobie spacerek nad Zielony Staw Gąsienicowy.
Stawy tatrzańskie powoli rozmarzają.
Niebezpieczne śnieżne nawisy.
Kasprowy odsłonił się dopiero po zachodzie. Szkoda, bo to już była pora na powrót do domu .
Wyjście było dużo lepsze niż to wynika ze zdjęć i z opisów Takie spotkanie po latach, głębokie rozmowy i trochę wygłupów. Bardzo się cieszę, że wypaliło Dzięki nena za organizację
Ja też się cieszę, że pomimo różnych za i przeciw udało nam się w końcu spotkać.
Jak to sprocket73w swojej relacji ze spotkania napisał cyt. „Padł pomysł, żeby zrobić spotkanie starej gwardii forum Beskidu Małego. Frekwencja nie dopisała, ale za to spotkanie było w elitarnym gronie.”
Do końca miałam nadzieję, że zjawi się jeszcze ktoś, kto się wcześniej nie zapowiedział i zrobi nam miłą niespodziankę. Odczekaliśmy nawet studencki kwadrans na parkingu .
No cóż nadzieja … . Tak więc było nas 4 i pies Tobi.
Po 11.00 pogoda się zdecydowanie poprawiła, przestało padać, zrobiło się ciepło. Szło się bardzo przyjemnie i tak jak sprocket73 wspomniał, nie było czasu na nudę ...
Miejscami było mokro i błotniście, ale kto by się tam błotem i kałużami przejmował.
Rozmowy Polaków o życiu, polityce itd … .
Główny poczęstunek, czyli tradycyjny zlotowy piernik , musiałam wyciągnąć przed planowaną na niego porą, ponieważ jeden się strasznie upominał, a drugi, jak widać, wręcz o niego błagał. Cóż było począć !
Tak sobie drepcząc wyszliśmy najpierw na niższy szczyt Potrójnej. Od razu rzuciła nam się w oczy ośnieżona Królowa. Poszły w ruch aparaty. Później nawet Taterki się pokazały. Cały czas przez szczyt przewijali się turyści, a nawet znajomi !
Miało być ognisko, więc było. Ale zanim powstało trzeba było nazbierać chrustu.
Poznajcie forumowych herosów !
Musiał te gałęzie też ktoś połamać. :]
Niektórzy ograniczyli się do miotełki, ale za to rozpalili nam ognisko … .
Ogień w końcu zapłonął ! Upiekliśmy pyszne kiełbaski. Fajnie tak było posiedzieć sobie razem przy ognisku, a nawet się powygłupiać.
Wstąpiliśmy jeszcze na herbatkę do Ani i Rafała.
Tu spałaszowaliśmy do końca słodkości. W chatce w sobotę było dużo gości.
Niektórych domowe ciepełko bardzo rozleniwiło …
Późnym popołudniem zaczęliśmy powoli schodzić zahaczając jeszcze o szczyt Potrójnej.
Chwila dla fotografów. Babia się pięknie wyostrzyła.
Wcale nie gorszy był widok na Pilsko i Beskid Śląski, ze Skrzycznem i Baranią Górą.
Leniwym krokiem wracaliśmy na )( Kocierską mając przed sobą płonący zachód słońca. Było ciepło, cicho, przyjemnie. Chcieliśmy, żeby ta chwila trwała jak najdłużej.
Po zmroku, przy pełni księżyca pojawiliśmy się przy samochodach . . Chłopakom i Tobiemu dziękuję za wspólną wycieczkę i bardzo fajne spotkanie. Takich spotkań powinno być więcej i koniecznie w szerszym gronie. Liczę na to, że niezdecydowani się poprawią i następnym razem do nas dołączą .
Cudowne te pszylaszczki One uwielbiają wapienne podłoże, dlatego ich tam jest dużo. U nas w Beskidzie Małym tylko w wybranych miejscach, tam gdzie podłoże jest bardziej zasadowe. Focie Tobiego śliczne ! Czyli niedziela rozumiem, też poza domem !
W pogodzie praktycznie też nic się nie zmieniło, więc do zobaczenia jutro o godz. 11.00 na )( Kocierskiej . Poczekamy/kajcie z 10 -15 min. na ew. spóźnialskich . Zabierzcie sobie to o czym pisałam powyżej i dołóżcie dobry humor !
Na teraz nie wygląda to źle, co by znaczyło, że sobota będzie dla nas ! Jeśli miałoby jeszcze coś popadać to raczej wcześnie rano, a my ruszamy o 11.00, więc wtedy już nie powinno być opadów.
Rejs po oceanie, oglądanie wielorybów i innych zwierząt morskich to niesamowite przeżycie, które pamięta się do końca życia.
Podczas pobytu na Islandii odbyliśmy tego typu morską wycieczkę. Niestety pogoda nam wtedy nie dopisała. Pamiętam, że było zimno, mgliście i deszczowo, ale udało nam się mimo wszystko zobaczyć wieloryba, ptaki morskie i delfiny. Wróciliśmy z tej wyprawy zziębnięci i przemoknięci, ale bardzo szczęśliwi, przynajmniej ja … .
W czasie wizyty na Azorach postanowiliśmy powtórzyć tę mega atrakcję . Azory są stałym miejscem bytowania lub punktem przelotowym dla ponad jednej trzeciej występujących na świecie gatunków wielorybów i delfinów. Mając dużo szczęścia można tu zobaczyć kaszaloty oraz delfiny zwyczajne, butelkonose i Risso, które przebywają w pobliżu archipelagu Azorów przez cały rok. Oprócz tego można spotkać tu wiele gatunków ptactwa wodnego. W miesiącach letnich przypływają tu grindwale oraz delfiny pręgobokie. Wiosną możliwe jest spotkanie z migrującymi fiszbinowcami, w tym płetwalami błękitnymi, płetwalami zwyczajnymi i płetwalami czerniakowymi. Ocean otaczający Azory ma miejscami 3 km głębokości. To są świetne warunki dla wielorybów. Kiedyś polowania na wieloryby stanowiły ważny filar azorskiej gospodarki. Od 1987 roku wielorybnictwo zostało tu, na szczęście, zakazane.
Wcześnie rano wyruszyliśmy do portu, gdzie czekała na nas łódź.
To był nieco inny rejs niż na Islandii, ponieważ wtedy płynęliśmy na statku z pokładem. Na Azorach była to kilkunastoosobowa łódź, z której można było ręką dotknąć oceanu, co było dodatkowym mega przeżyciem.
Organizatorami naszej wycieczki była firma Picos de Aventura. Sternikami łodzi były dwie panie , matka i córka. Taka łódź porusza się z dosyć dużą prędkością. Firma prowadzi tzw. odpowiedzialną ekoturystykę, połączoną z edukacją naukową, wkładem w badania, uwzględnia w swojej działalności ochronę i szacunek dla dzikiej przyrody. Rejs trwał 3 godziny. Przepłynęliśmy wyspę wzdłuż, ale też odpłynęliśmy od niej spory kawałek.
Tym razem pogoda nam dopisała. Było ciepło i słonecznie i niemal bezwietrznie.
Podczas rejsu udało nam się zobaczyć wieloryba, delfiny i ptaki morskie m.in. piękne burzyki, które nam cały czas towarzyszyły .
Delfiny to cudowne i mega przyjazne stworzenia.
Nasz wieloryb. Ciężko było taką scenę sfotografować, a co dopiero nagrać . Emocje i falowanie robiły swoje .
To była mega przygoda ! A doświadczenia zdecydowanie lepsze niż z pokładu statku. Tu mieliśmy niemal namacalny kontakt z oceanem i jego mieszkańcami. Tego słowami nie da się opisać, to trzeba po prostu przeżyć.
Szczęśliwe krowy i ludzie
Nie da się ukryć, że bydła na Azorach jest dużo. Szacuje się, że na to ok. 246 tys. Azorczyków przypada ok. 90 tys. sztuk bydła. To dużo. Stanowi na wyspach podstawę gospodarki. Hoduje się tu najczęściej rasę holenderską krów, czarno - białą. Wpisała się na stałe w krajobraz wysp.
Azory produkują ok. 30% portugalskiego nabiału i jest to nabiał najwyższej jakości. Wiele azorskich produktów mlecznych jest również eksportowane do innych krajów. Łagodny klimat, obfite opady i wiecznie zielone pastwiska sprzyjają hodowli bydła, które najczęściej przebywa na nich cały rok. Krowy na soczyście zielonych otwartych przestrzeniach przez 365 dni w roku to szczęśliwe krowy, a jak szczęśliwe to i dają lepsze mleko. Lepsze mleko to z kolei wyższe ceny, a wyższe ceny to lepszy biznes.
Azorczycy produkują z mleka różne odmiany serów i jogurty. Po produkty z mleka z oznaczeniem „Produto dos Açores” ustawiają się w długich kolejkach nie tylko turyści, ale i sami mieszkańcy wyspy. Krowy na Azorach traktowane są prawie jak w Indiach. Mają na przykład pierwszeństwo w ruchu drogowym. . I na tym przywilejów w sumie koniec, ponieważ wiele z nich kończy w ubojni. Azorczycy spożywają bowiem sporą ilość wołowiny, która zresztą jest bardzo smaczna, no bo jak inaczej, skoro pochodzi ze szczęśliwych krów … Oprócz krów i kotów praktycznie nie ma na wyspie żadnych dużych ssaków.
Doczytałam, że z São Miguel pochodzi jedna z ras psów - Cão Fila de São Miguel. Znalazłam w Wikipedii, że cyt: jest to pies pasterski ( zaganiający ) w typie pinczera i sznaucera, molosów, szwajcarskich psów pasterskich oraz innych ras, zaklasyfikowana do sekcji molosowatych. Nic mi to nie mówi , ale na zdjęciu psina wygląda nieźle !
Źródło: Wikipedia
Nie tylko hortensje
Azory to nie tylko hortensje, wianecznik Gardnera i kryptomerie japońskie, chociaż nie da się ukryć, że one tu dominują. Można tu również spotkać np. piękne hibiskusy, bugenwille, oleandry, kanny i wiele innych egzotycznych roślin kwitnących.
Dziękuję tym, którzy śledzili relację i dotrwali do końca.
Polecam Azory szczególnie miłośnikom przyrody, zwłaszcza botanikom. Są to niewątpliwie mało zadeptane wyspy. Mieszkańcy archipelagu szanują sobie spokój, żyją swoim życiem, a toczy się ono leniwie, bez pośpiechu. Są tu szczęśliwi. Na wyspach nie ma zbyt dużo hoteli. Mimo, że Azorczycy są do turystów bardzo przyjaźnie nastawieni nie śpieszą się, żeby poszerzać infrastrukturę turystyczną. Jest to ich własny kawałek raju na Ziemi i chcieliby żeby nim pozostał jak najdłużej.
Ciekawym doświadczeniem przy okazji zwiedzania Ribeira Grande była wędrówka przez gęsty azorski las pełen egzotycznych roślin. Najwyższe w nim były oczywiście kryptomerie.
Smużyna płożąca (Callisia repens), porasta gęsto runo leśne. Podobna bardzo do trzykrotki.
Spod ziemi, z fumaroli wydostaje się cały czas para wodna, ale czuć też w lesie charakterystyczny zapach siarki.
Dalsza część szlaku była jeszcze ciekawsza, ponieważ wybraliśmy ścieżkę biegnącą wzdłuż grubej rury doprowadzającej wodę deszczową do hydroelektrowni.
Pokonując różne przeszkody i walcząc z bujną roślinnością, dotarliśmy w końcu do zatopionej w zielonym gąszczu starej elektrowni Salto do Cabrito.
Następnie pokonaliśmy żelazny most nad strumieniem i bardzo strome schody, żeby z dołu w całej krasie podziwiać główny cel naszej wędrówki - Salto do Cabrito, jeden z piękniejszych wodospadów na wyspie.
Jest w tym miejscu zawsze gwarno, ponieważ ludzie przychodzą się tu kąpać, pomimo tego, że woda jest zimna. Można podpłynąć pod samą kaskadę i się zanurzyć. Niektórzy z nas skorzystali . Nieopodal wodospadu znajdują się budynki elektrowni oraz zapora, która tworzy na potoku niewielki sztuczny zbiornik.
Park naturalny Ribeira dos Caldeiroes to jedno z ciekawszych miejsc, warte odwiedzenia podczas pobytu na wyspie. Leży w północno-wschodniej części São Miguel.
Droga do parku prowadziła przez malownicze tereny wiejskie, gdzie niemal z każdej strony otaczały nas soczysto zielone pastwiska, bujne lasy, a w dali urzekał błękit oceanu.
Park utworzono w kanionie rzeki Ribeira dos Caldeiroes, która płynie pośród bujnej egzotycznej roślinności, tworząc liczne wodospady i strumienie.
Niektóre ścieżki i sztuczne progi wodne zostały tu stworzone na potrzeby odwiedzających i to nie tylko przyjeżdżających turystów, ale przede wszystkim mieszkańców. W Caldeiroes można umówić się na wyprawę kanioningową.
Azory, to nieliczne z miejsc, gdzie można podziwiać jeszcze paprocie drzewiaste.
Podczas zwiedzania parku spacerowaliśmy po ścieżkach, pokonywaliśmy drewniane mostki nad rwącymi strumieniami oraz podziwialiśmy urodę lmalowniczych wodospadów.
Atmosfera jest tu niesamowicie spokojna i relaksująca, a kwitnące dookoła hortensje i śpiew ptaków dodaje temu miejscu dodatkowego uroku.
Nie mogliśmy się również oprzeć pokusie skosztowania lokalnych przysmaków w pobliskiej restauracji.
W drodze do niej spotkaliśmy lokalnego rolnika podczas wykopków. Jakie zdrowe, dorodne ziemniaki, a poletko takie sobie … . Widać, że żyzna gleba robi robotę.
Świeże ryby, tradycyjne potrawy, regionalne sery i wino zachwyciły nas swoim smakiem i autentycznością. W porze lunchu dobre lokale na Azorach są przepełnione. Trzeba w nich z wyprzedzeniem rezerwować stolik.
Przykładowe serwowane w niej jedzonko. Wszystko świeżutkie i pyszne i opcja „jedz ile chcesz”. Azorczycy jedzą sporo mięsa. Do niego dodatkiem są warzywa, wśród nich często ziemniaki, bataty i rzepa.
Jak już wcześniej wspominałam, na Azorach pozostało niewiele pierwotnych lasów wawrzynowych. Ich szczątkowe ilości można zobaczyć jeszcze w rezerwatach i parkach narodowych. Jednym z nich jest rezerwat leśny Forest Park of Cinzeiro znajdujący się we wschodniej części wyspy. Odwiedziliśmy tu park endemitów i mieliśmy okazję zobaczyć jak taki właśnie las wygląda.
Zanim dotarliśmy na miejsce, musieliśmy przejść przez ciemny las z potężnych kryptomerii, ale z bardzo ubogim runem, którego minimalizm wynika z faktu niewielkiej ilości światła słonecznego docierającego do dna lasu.
Las wawrzynowy różni się diametralnie od monotonii japońskich kryptomerii przede wszystkim bogactwem gatunków. Jest gęsty, można rzec „zakrzaczony”, ma bogate runo leśne i podszyt, ciężko się przez niego przedrzeć.
Nie ma w nim bardzo wysokich drzew, za to dominują m.in. wawrzyny i jałowce. Rośnie w nim dużo gatunków paproci, mchów i porostów. Wiele z nich to epifity. Darek Tlałka miałby tu co robić .
Jałowce to długowieczne krzewy iglaste, potrafią osiągać duże rozmiary, mieć grube i długie konary.
Azorska borówka
Na terenie rezerwatu znajduje się centrum edukacyjne poświęcone gilowi azorskiemu (Pyrrhula murina), ptasiemu endemitowi, zagrożonemu wyginięciem przez wycinanie lasów wawrzynowych, które były i nadal są jego naturalnym środowiskiem życia. Zastępowanie lasów laurowych pastwiskami czy winnicami, a także obsadzanie pustych po nich miejsc obcymi gatunkami np. kryptomerią japońską spowodowało, że w drugiej połowie XX wieku pozostało zaledwie kilkadziesiąt gili azorskich i gatunkowi temu groziło wymarcie. Obecnie jest uważany za jeden z najrzadszych europejskich gatunków ptaków. Wyglądem przypomina znanego nam gila zwyczajnego (Pyrrhula pyrrhula), jednak jego ubarwienie, zarówno samca, jak i samiczki jest bardziej stonowane.
fot. Radek Grochowski
Gil azorski nie jest w stanie rozmnażać się w niewoli, dlatego jedynym sposobem na jego ratowanie jest odtworzenie jego naturalnych siedlisk, czyli lasów wawrzynowych. Na São Miguel podjęto się tego trudnego zadania, które zostało uwieńczone sukcesem, ponieważ obecnie żyje na wyspie ok. 627–1996 ptaków (cyt. za: Wikipedia), podczas gdy w latach 70. ubiegłego wieku było ich zaledwie 40 par.
Jego występowanie ograniczone jest jednak do bardzo niewielkiego obszaru ok. 580 ha w okolicy Pico da Vara we wschodniej części wyspy. Cały ten obszar podlega specjalnej ochronie ptaków Natura 2000.
Gatunki obce na Azorach
Nie jest łatwo zobaczyć ani nawet usłyszeć tego małego ptaszka podczas krótkiej wizyty. Potrzeba nieraz kilku wyjazdów i cierpliwych obserwacji w ciszy, żeby na niego trafić. W czasie wizytowania ośrodka udało nam się jedynie odsłuchać nagranie z jego śpiewem oraz zgłębić nieco wiedzę na temat historii, ekologii i obecnej sytuacji tego unikalnego gatunku. Azory są dobrym przykładem na to czym grozi bezrefleksyjne wycinanie lasów i jak istotną rolę w przyrodzie odgrywa bioróżnorodność. Ich skutki odczuwają na własnej skórze. Pocieszające jest jednak to, że próbują, na ile są w stanie, naprawiać to co zepsuli.
„Wianecznik Gardnera (Hedychium gardnerianum) jest intrygującą, okazałą byliną o egzotycznym wyglądzie i silnym wigorze. Prezentowany gatunek wykształca długie, grube pędy, otoczone złożonymi liśćmi o owalnych, błyszczących, ciemnozielonych listkach.
Jego najważniejszą ozdobę stanowią pachnące, lejkowate kwiaty o długości do 5 cm. Mają one pastelowy, żółty kolor i formują obfite, grube kłosy, mierzące po 30-40 cm. Z każdego kwiatuszka wybijają ponadto bardzo długie, ciemnoczerwone, dekoracyjne pylniki. W pełni rozwinięty okaz, posadzony na ciepłym i słonecznym stanowisku, może dorosnąć do 150 cm wysokości.
Kłącza wianecznika sadzimy w próchnicznej, lekkiej, nieprzesychającej glebie. Stanowisko powinno być słoneczne i zaciszne, najlepiej osłonięte od wschodu ścianą albo zwartym żywopłotem. Proponowana bylina wspaniale rozwija się także w ciepłej bądź umiarkowanej szklarni, a nawet w dużym pojemniku, zabieranym na zimę do domu. Kłącza wianecznika o niesamowitych, bujnych kłosach kwiatowych jesienią wykopujemy.”
Cena za kłącze w promocji 15 zł. Normalnie ok. 21 zł.
I pomyśleć, że ta dla nas ciekawa roślina, można śmiało powiedzieć, opanowała wręcz Azory. Została przywleczona na archipelag i jako obcy gatunek panoszy się na nim w zastraszającym tempie. Sprzyja jej tu łagodny morski klimat. Jest niesamowicie inwazyjna, rośnie niemal wszędzie. Azorczycy mają jej dosyć i próbują na wszelkie sposoby z nią walczyć. Potrafi namnażać się z kawałka pędu, kłączy, jak również z nasion. W związku z tym wycina i usuwa się pędy, wyrywa kłącza, łamie kwiatostany, depcze i niszczy się ją na każdym kroku.
Niestety jest to walka z wiatrakami . Zaczyna wypierać rodzime gatunki, zarasta łąki, pola, rowy przydrożne, skarpy, klify, również lasy. Wianecznik Gardnera stał się zagrożeniem dla bioróżnorodności Azorów.
Sama roślina, na samym początku nas zachwyciła. Jej wygląd jest naprawdę atrakcyjny, ma ciekawy żółty kwiatostan, kwiaty są jadalne, miododajne, mają lekko kwaskowy smak. Ładnie kontrastują z ciemnozielonymi liśćmi.
Jednak po kilku dniach jazdy po wyspie zauważyliśmy, że wszędzie jej pełno, za dużo. W każdym odwiedzanym przez nas miejscu (oprócz otwartego oceanu) mieliśmy z tą rośliną do czynienia. Niestety, wpisała się na dobre w azorski krajobraz.
Tak, że powiem Wam zastanawiałabym się czy kupić taką roślinę do ogródka . Na szczęście w naszym klimacie nie przeżyłaby zimy, ale te nasze zimy z roku na rok są coraz cieplejsze …
Widać nie mam szczęścia do pogody, albo coś te weekendy są pechowe …
Niestety, jak widać poniżej, sobota szykuje się nam deszczowa. Zwlekałam z wstawieniem informacji, ponieważ liczyłam na to, że może się coś zmieni na lepsze. Żadna myślę przyjemność wędrówki w deszczu i błocie. Jeszcze tylko jutro będzie piękny słoneczny dzień. Szkoda, że to piątek i niektórzy niestety pracują.
Co zrobimy ?
Spróbujemy za tydzień. Jeśli tylko nie będzie padać ponawiam zaproszenie na spotkanie w niezmienionej formie.
Kiedy ? - 24.02.2024 ( sobota )
Zbiórka dla chętnych: parking na )( Kocierskiej
Wyjście o godz. 11.00
W planie: wyjście na Potrójną, możliwe ognisko (zabrać sobie kiełbaskę, chlebek i kubeczek na herbatkę) . Wpadniemy w odwiedziny do Ani i Rafała .