Dobrze, że Nena w odwecie już nie może mnie zbanować.
Szczęściarz ! ![]()
Nie jesteś zalogowany. Proszę się zalogować lub zarejestrować.
Forum Beskidu Małego » Posty przez nena
Dobrze, że Nena w odwecie już nie może mnie zbanować.
Szczęściarz ! ![]()
oj bardzo na czasie ... ![]()
Pewnie na szybko survivalowo cukrem albo piwem utrwalona, jak to zresztą drzewiej bywało.
piwa to szkoda wylewać na włosy ! ![]()
chodzi mi przede wszystkim o ten cholerny niedzielny wiatr ) .
Oj tak, wiało rzeczywiście momentami bardzo mocno, zwłaszcza na szczytach. W niższych partiach było spokojniej, zwłaszcza pod wieczór, ale wiatr był na szczęście ciepły !
A rozszalał się dopiero w nocy.
nenuś fryzurkę masz nienaganną to jak Cię ten wiaterek czochrał?
Joluś, jak to niesforny wiatr, trochę czochrał, trochę głaskał.
.
świetne makro ![]()
zdjęcie 3 -
![]()
zdjęcie 1 -
![]()
zdjęcie 2 - ![]()
Tatuś trzyma aparat i upamiętnia takie chwile)
A ja myślałam, że dałeś się chłopakom wciągnąć w zabawę. Aparat trzeba było oddać Mamie.
Przepuścić taką okazję !
![]()
Początkowo w planach na ten weekend była Babia Góra , ale w końcu uznaliśmy , że królową przełożymy na sezon zimowy . Na nasz celownik padła Wielka Racza i Rycerzowa - góry gdzie dawno nie byliśmy . Okazało się to strzałem w dziesiątkę
. Pogoda i towarzystwo dopisało
.
Zapewne każda decyzja byłaby dobra w taki piękny weekend
. Trasa urocza widokowo, no a tłumy, cóż, były w te dni niestety wpisane, ważne, żeby dobrze się bawić, a tłumy umieć umiejętnie zgubić …
.
Rudy dywan piękny - sprocket73
, a zdegustowana mina Strzępka na Rynku mówi sama za siebie
. Zdecydowanie woli biegać po górach ! ![]()
Adrianie gratuluję babiogórskiego debiutu
. Zapewne teraz będziesz na Babią chciał częściej wracać !
Mój debiut też był na Perci i bardzo miło go wspominam
.
Piotr ciekawa relacja i zdjęcia. ![]()
Ciekawy ten Ďumbier
Na szczycie byliście chyba sami .
Piękne to ujęcie ![]()
Dziękuję !!! ![]()
Piękne, piękne
. Chociaż w górnych partiach nie ma już żadnych liści .
Niestety po tych wczesnych przymrozkach szybko się tego roku pozbyliśmy liści, szkoda
. Krótko się nimi nacieszyliśmy.
.
A tak a pro po to w ten weekend na wszystkich szlakach był istny wysyp psów wszelkiej rasy
Nigdy jeszcze tyle nie widziałem
.
Dokładnie, zamiast grzybów – psy
.
Natomiast jeśli chodzi o tę Twoja wycieczkę z 2011 ro. Tez byłem w tym czasie na Leskowcu.
To się zapewne gdzieś minęliśmy
.
[...] a szeleszcząca masa liści jest dla mnie przyczyną dość częstego łapania przeze mnie zajęcy gdy się poruszam po stromych stokach
Ja wprawdzie żadnego zająca nie złapałam, ale masz rację, można na nich wpaść w niezły poślizg … ![]()
A wiesz jaką radochę mają dzieciaki z tą szalejącą masą liści)))
tomkos zdjęcia Twoich 3 dzielnych Muszkieterów mówią same za siebie !
Była przednia zabawa !
Czy pod tą stertą liści kryje się kochany Tatuś !
![]()
Zawsze mam dylemat, kiedy mam powiedzieć którą porę roku lubię najbardziej. Każda z nich ma w sobie coś wspaniałego, zwłaszcza w górach.
Bo w górach, gdziekolwiek byś nie był, jest pięknie.
Nigdzie się tak nie naładujesz i odstresujesz jak obcując z przyrodą i nieważne o jakiej porze roku – każda bowiem oferuje inny, niepowtarzalny pakiet pozytywnych wrażeń i emocji
A najważniejsze, że wszystko to mamy za darmo !
Dlatego nas tak w góry ciągnie ! ![]()
W rewanżu zostawiam również ładną nutkę. ![]()
Tak piękny późnojesienny weekend to zdarza się rzadko, postanowiłam więc, że przynajmniej niedzielę wykorzystam na górki
. Wpadła mi do głowy niezrealizowana z powodu grzybów lipcowa pętelka z Gancarza przez Groń JP II, Leskowiec i zejście Klimaską. No właśnie miało być Klimaską, ale chcąc zejść przed zapadnięciem zmroku zboczyłam wcześniej ze szlaku buków na drogę prowadzącą w Dolinę Rzyczańską ,wychodząc prosto na przystanek w Rzykach Jagódkach.
Razem jakieś 8,5 km drogi, w sam raz na niedzielny spacerek. ![]()
Wchodzę z domu dosyć późno, bo o 11.00 wdrapując się już tradycyjnie na Gancarz
. Wiało dzisiaj strasznie. Z kolorowej jesieni już niestety tylko resztki . ![]()
Z zielonej lipcowej paprociowej dżungli pozostały suche badyle.
w lipcu
tyle pozostało teraz z dżungli …
Gdzieniegdzie na dzikiej róży wiszą jeszcze dojrzałe owoce.
Nawet chaber łąkowy nie chce przestać kwitnąć. ![]()
Ogólnie w lesie jest bardzo sucho. Pod nogami głośno szeleści rudy dywan, miejscami bardzo gruby.
Buki pozrzucały już większość liści pozostawiając jedynie wysokie srebrne pnie i konary.
Na szczycie Gancarza spotykam sympatyczną parę, z którą zamieniam parę zdań. Kilka chwil oddechu i ruszam dalej na )( Pod Gancarzem.
Im bliżej przełęczy tym więcej turystów na trasie. Przed Groniem robią się już tłumy, ludzie wychodzą dosłownie zewsząd
, ale też nie ma się co dziwić
.
Wybieram ścieżkę przez Polanę Jaskula z racji widoczków, które dzisiaj naprawdę były niezłe
.
z lewej Gancarz – miejsce, z którego przyszłam
Psiaków różnej rasy i wielkości spotkałam dzisiaj niesamowite ilości. ![]()
Jestem przy schronisku. Widok dzikich tłumów skutecznie mobilizuje mnie do podejścia od razu pod kaplicę
.
Tu w spokoju spędzam na ławeczce kilka chwil delektując się ciepłem jesiennego słońca, po czym wchodzę na moment do kaplicy, która jest otwarta
. Nie byłam jeszcze nigdy w środku, korzystam więc z okazji.
Z tarasu widzę, że widoczki z Leskowca będą dziś piękne
.
Zbieram się więc szybko i zmykam szybko za bramę kaplicy w ulubioną bukową alejkę.
.
Bukowa alejka prowadząca na Leskowiec jest urokliwa o każdej porze roku, ale buki tuż przed szczytem Gancarza również bardzo dobrze wpisują się w wiersz Szantrocha
.
Buki na Leskowcu
Cześć Wam bracia, rycerze na beskidzkiej górze,
tym pniom waszym, sękatym piersiom bez zalęku,
co w największe jednako się wspierały burze,
a blizn chwałę zaszczytną w każdym noszą sęku.
Bezramienne kaleki! Potyrane czoła!
Nie wam spocząć! Już czarny zmierzch w okolicach knuje
Nowej burzy szturm walny.
/Tadeusz Szantroch/
W drodze na Leskowiec mijam kolejne tumy wchodzące i schodzące ze szczytu. Myślę, nie jest dobrze, sama nie będę, na pewno
. Nie byłam …
. Na szczycie robię sobie mały rest na focie Taterek i Babiej !
.
Teraz też czas na mmsy i smsy
(trzeba przecież znajomych troszkę podrażnić
), oraz nieco wzmocnić na ciele, ducha wzmocniłam na Groniu
. Niestety fotek nie udaje się zrobić bez udziału ludzi, ale co zrobić, taka uroda dnia.
Tłumy, wrzaski i „tłumonależne” ekscesy.… zmuszają mnie do jak najszybszego oddalenia się z tego miejsca, choć nie powiem, z racji Taterek siedziałabym tu jeszcze długo
. Ruszam więc czerwonym szlakiem buków w kierunku )( Beskidek.
Po drodze podziwiam widoczki z trasy m.in. piękny Beskid Śląski ze Skrzycznem w roli głównej
, Złotą Górkę, no i oczywiście Dolinę Rzyczańską
.
Jeszcze mnie na porosty bierze ... ![]()
pustułka pęcherzykowata – najczęściej wykorzystywany porost w lichenoindykacji - skali porostowej za pomocą której określa się poziom zanieczyszczenia powietrza na danym terenie. Porost ten należy do strefy IV – strefy osłabionej wegetacji – wskazuje na średnio zanieczyszczone powietrze.
Żeby wrócić przed zmierzchem postanawiam skrócić trasę zbaczając w prawo w znaną ścieżkę. Wracaliśmy nią kiedyś z Forumowiczami zimą
.
Na niej nareszcie odnajduję spokój, ciszy nie, bo ciągle wieje silny wiatr, a i ja idąc po suchych liściach robię tyle hałasu, że chyba wystraszyłam wszystko
. Jestem już do końca trasy samiutka jak palec.
Łapię ostatnie promyki zachodzącego słońca przebijające się w konarach ogołoconych z liści drzew. ![]()
Tak sobie głośno szurając schodzę do samych Rzyk Jagódek tuż przed 16:00
.
Było pięknie
. Warto było się wybrać, pomimo tych tłumów na trasie
. Podobną wycieczkę robiłam pamiętam w 2011 roku, nieco krótszą, bo kończyłam na czarnym szlaku do Rzyk Jagódek
. Było to 30 października, tuż przed Świętem Zmarłych. Na szlaku serduszkowym paliły się pamiętam znicze.
Mały był wtedy jeszcze skąpany w złocie i rudościach
.
Witaj Marto, bardzo nam miło.
. Do zobaczenia gdzieś na szlaku ![]()
Dziękuję za wszystkie miłe słowa. Jeśli w jakiś sposób udało się upiększyć ten dzień to bardzo się z tego cieszę. ![]()
fajnie baca, że nas reprezentowałeś ![]()
To można powiedzieć, że byłeś na trasie przez te 2 dni prawie sam
. Incydent z psem/wilkiem i zdziwionym jeleniem rozbawił mnie do łez
.
Harnasiu - czy to u Ciebie jest tekst piosenki, który ułożył Władziu?
Ja ten tekst widziałam na oknie u Stacha - my chcemy go jeszcze na żywo usłyszeć ! ![]()
Piękna wycieczka jardo
! Odkrywasz przed nami oblicze Gór Izerskich
. Bardzo mi się podobały fotki tego potoku Biała Desna - uwielbiam takie „szemrzące” górskie klimaty
. Czekam na dzień 2. ![]()
chyba przegapiłem ;(
Tyś się baco coś ostatnio w ogóle zgubił … ! ![]()
Tak jakoś bez echa u nas przeszło otwarcie pierwszej ferraty w tak lubianym przez naszych forumowiczów miejscu jakim jest Mała Fatra
Teraz już nawet jest słowackie echo ! ![]()
Dzisiaj szkoła wycofała się z wychowania młodego pokolenia i wiedzy o ziemi naszych ojców, organizuje wyjazdy, ale do Londynu, Paryża. Kto z młodych ludzi marzy aby zobaczyć Zamość czy Przemyśl, poznać ścieżki i zakamarki Roztoczańskiego Parku Narodowego, poznać Beskidy i Pogórze Karpackie. […] Przepraszam forumowiczów za moje wywody, ale ostatnie wspaniałe relacje z galicyjskich wycieczek neny przypominają nam o historii tych ziem, o naszym pochodzeniu i przywiązaniu do tradycji. Zdjęcia cmentarzy w leśnych ostojach Beskidu Niskiego robią niesamowite wrażenie. Tam się przelała krew naszych rodaków. Nie wiem dlaczego, ale tam nie docierają szkolne wycieczki?
Tylko częściowo się z Tobą zgodzę krakusie, ponieważ nadal ważnym zadaniem szkoły jest wychowanie i nauczanie historii naszego kraju. „Aby człowiek wiedział dokąd idzie, musi wiedzieć skąd przychodzi. Naród bez historii błądzi jak człowiek bez pamięci" /Norman Davies/. Historia obok języka ojczystego to najważniejsze przecież przedmioty w szkole. To się nie zmieniło. Obecnie zmienił się sposób w jaki przekazuje się wiedzę, nie tylko zresztą historyczną. Oczywiście, i tu potwierdzam, najlepszą metodą (dla mnie również) zawsze było i jest pokazanie czegoś na żywo, niż opowiadanie o tym. Doświadczenie czegoś czy przeżycie najlepiej utrwala coś w pamięci. Niestety teraz (kiedyś w sumie też lepiej nie było) nie zawsze jest to możliwe. Dlaczego ? Można by tu wymienić kilka powodów, chociażby takie najbardziej przyziemne: odległość niektórych miejsc, koszty podróży, zakwaterowania itd. Nie wszystkich rodziców stać na to, aby dziecku sfinansować taką formę zdobywania wiedzy. A jeśli już, to wolą nieraz wybrać dla dziecka „ciekawszą” alternatywę … . Bliżej szkół położone ciekawe miejsca pod względem historycznym i nie tylko młodzież odwiedza, może nie zawsze z hura entuzjazmem na takie propozycje reaguje czy z ogromnym zaciekawieniem słucha przewodników (cóż prawa młodości, chociaż niektórzy pewnie zwalą takie zachowanie na błędy w wychowaniu i też trochę racji będą mieli), ale zawsze myślę coś w pamięci takiemu młodemu człowiekowi z miejsca, które odwiedził, zostaje. Na pewno więcej niż z tradycyjnych zajęć w sali lekcyjnej, chociaż dzisiaj ilość i różnorodność środków dydaktycznych w tym rozmaitych multimediów potrafi w dużym stopniu przedstawić wiedzę z różnych przedmiotów w bardzo ciekawy sposób. To już nie to, co my nosiliśmy w tornistrach i się z tego uczyliśmy.
Zdziwiłbyś się, ale i one niekiedy nie cieszą się zbytnią popularnością wśród uczniów. Teraz młodzi mają „inne”, „lepsze”, „ciekawsze” rzeczy wokół siebie, niż historia, stare cmentarze itp. … . Smutne, dla niektórych może nie do pomyślenia, zaakceptowania, ale prawdziwe. Takie czasy mamy … . Nie chciałabym tu też uogólniać i wrzucać do jednego worka całego młodego pokolenia, ponieważ znajdziemy także wśród młodych pasjonatów historii i innych przedmiotów, którzy z przyjemnością zamiast kolejnego dnia przed kompem spędzą go np. zwiedzając cmentarz wojenny. Niewątpliwie bardzo trudne zadanie mają nauczyciele, którzy muszą teraz szukać nowych, ciekawszych dróg dotarcia z wiedzą do młodzieży by budzić w niej pasję poznawania świata, poprzez chęć samodzielnego szukania prawdy o sobie i o świecie. I w tym kontekście wycieczka do Londynu czy Paryża też ma swój sens, tak samo jak Przemyśl, Zamość czy np. Łużna.
Co do wychowania to już się tu kiedyś przy jakiejś okazji na ten temat wypowiadałam i nie będę do niego wracać… . ![]()
Miło mi, że podobała Ci się relacja - pozdrawiam
.
A mi aż głupio się przyznać ale nigdy nie byłem w Beskidzie Niskim
W Beskidzie Niskim to jeszcze nigdy nie byłem bo nie było mi to po drodze i jakoś poza moimi planowanymi wypadami
Macieks, Darku Niski czeka na Was
! Na pewno się nie zawiedziecie. ![]()
DZIEŃ 2
Biecz
W kolejnym dniu odwiedziliśmy nieduży, cichy, królewski Biecz. Miasto to bywa nazywane „Perłą Podkarpacia” lub „Małym Krakowem”. Leży nad Ropą. Do połowy XVI w. był jednym z największych miast w Polsce. Swój rozkwit przeżywało w XIV i XVI w. kiedy prowadził przez nie szlak handlowy na Węgry. Przywożono wówczas z Węgier do Biecza wino, a wywożono głównie żelazo, sól i wełnę. Warto tu zwiedzić rynek z XV wiecznym ratuszem (niestety wejście na wieżę, z której można podziwiać piękną panoramę miasta i okolicy było w tym dniu nieczynne). W jego podziemiach mieści się dawne więzienie.
Nad miastem góruje późnogotycka Kolegiata Bożego Ciała - jeden z cenniejszych zabytków gotyckiej architektury sakralnej w Polsce.
Godne zobaczenia są też średniowieczne mury obronne wraz z wieżą kościelną i barbakanem sąsiadujące z kolegiatą.
Z Bieczem związana jest legenda polskiego Robin Hooda - rycerza (zbójnika) zwanego Beczem, który napadał na karawany bogatych zagranicznych kupców. Owe karawany poza kosztownościami i cennymi towarami przewoziły często młodych ludzi, którzy mieli być sprzedani na targach niewolników gdzieś za oceanem. Pewnego razu zbójnik uwolnił małą dziewczynkę, którą nazwał Bietką i oddał ją na dwór książęcy, żeby zapewnić dziecku jak najstaranniejsze wychowanie. Zdenerwowani ciągłymi napadami kupcy poskarżyli się władcy, ten zaś nakazał pojmać Becza. Rycerze schwytali zbójnika. Ostawiono go przed sądem, a potem skazano na ścięcie. W chwili, gdy kat miał wykonać wyrok, wybiegła na podwyższenie piękna młoda kobieta, która nakryła mu głowę białym czepkiem i krzyknęła: „Mój ci on” (chyba znany nam już skądś ten okrzyk
) To zgodnie z przepisami prawa zwyczajowego uratowało Beczowi życie. Gdy ucichł tłum zgromadzony na placu przed ratuszem dziewczyna wyjaśniła, że ma na imię Bietka i jest jedną z uratowanych przed sprzedaniem na targu niewolników osób. Becz w ramach odkupienia win obiecał władcy wzniesienie miasta w miejscu, gdzie oswobodził Bietkę. Książę wyraził zgodę i w ten sposób powstał – Biecz. Herbem miasta stał się znak Becza – duża litera B.
Z Biecza udaliśmy się do Łużnej.
Łużna
„[…]Tam, wśród licznych grzbietów górskich
cmentarze prastare,
porośnięte młodą trawą
lub olchowym gajem.
Tam, w łemkowskim dzikim kraju
wciąż tlą się płomyki
kilku zniczy zapalanych
przez małe świetliki. „
We wsi Łużna, na wzgórzu Pustki znajduje się największy pod względem zajmowanej powierzchni cmentarz wojenny z I wojny światowej w Galicji Zachodniej – nr 123.

To tu podczas Bitwy pod Gorlicami 2-5 maja 1915 r. toczyły się najcięższe walki pomiędzy austro-węgierską 12 Krakowską Dywizją Piechoty generała Paula Kestranka, złożoną w większości z żołnierzy narodowości polskiej (56 Pułk Piechoty Austro-Węgier płk. Mollinarego oraz 100 Pułk Piechoty Austro-Węgier ppłk. Pittla) oraz 3 Armią rosyjską generała Radko Dimitrijewa. Pierwsze dwie linie okopów sforsowano bez strat, lecz w dalszych, ukrytych w lesie i niezniszczonych przez ogień artyleryjski, Rosjanie stawili zaciekły opór, który przełamano dopiero po walce na bagnety. Polskie pułki straciły wówczas blisko 900 żołnierzy.
Cmentarz ma powierzchnię prawie 30 tys. m kwadratowych, a zaprojektowali go Polak Jan Szczepkowski i Słowak Duszan Jurkovič, znany z projektów wielu cmentarzy wojennym w Beskidzie Niskim. Niegdyś na szczycie wzgórza stała drewniana kaplica (gontyna), która spłonęła w wyniku podpalenia 29 czerwca 1985 r. W 2015 r. przypada 100 rocznica Bitwy pod Gorlicami i z tej okazji postanowiono odbudować kaplicę na wzgórzu Pustki. Odbędą się tam bowiem rocznicowe uroczystości.

/Źródło: eksploratorzy.com.pl/
stan dzisiejszy kaplicy
Cmentarz podzielony jest na kwatery wg przynależności. Znajduje się tu 46 grobów zbiorowych i 829 pojedynczych. Spoczywa tu: 909 żołnierzy austro-węgierskich (w przeważającej części Polaków), 65 żołnierzy armii niemieckiej, 212 żołnierzy armii rosyjskiej oraz żołnierze, których przynależności nie rozpoznano. Na cmentarzu w Łużnej leżą m.in. żołnierze 56 pułku piechoty Armii Austro-Węgier z wadowickiego okręgu uzupełnień.

W złocie i ciszy jesiennego lasu w większości bezimienne pojedyncze i zbiorowe mogiły żołnierzy robią niesamowite wrażenie.
groby zbiorowe
Mieliśmy okazję porozmawiać o toczonych tu walkach również podczas II wojny światowej oraz o samej historii cmentarza z 82 letnim gospodarzem domu, mieszkającym tuż przy nim. Ze wzruszeniem w głosie, a momentami łzami w oczach dzielił się jeszcze mocno utkwionymi do dzisiaj w pamięci smutnymi wspomnieniami.
Bobowa
Kolejnym miejscem na trasie była Bobowa. Udaliśmy się tam w celu zwiedzenia XVIII w. bobowskiej synagogi, jednego z najcenniejszych zabytków żydowskiej architektury sakralnej w Polsce. Dawniej Bobowa była znanym ośrodkiem chasydyzmu z siedzibą dynastii cadyków Halberstamów, którzy prowadzili tu słynną jesziwę (rodzaj wyższej uczelni żydowskiej). Pobierali tu nauki uczniowie z wielu krajów. Dziś potomkowie Halberstamów żyją jeszcze w Nowym Jorku. Po synagodze oprowadził nas przewodnik opowiadając jej historię oraz historię słynnych chasydów zamieszkujących to miasto.
Synagoga została zbudowana w 1756 roku. W 1889 roku spłonęła podczas pożaru, jaki nawiedził miasto. Natychmiast po nim podjęto decyzję o renowacji, która nadała budynkowi dzisiejszy kształt. Podczas II wojny światowej hitlerowcy doszczętnie zdewastowali wnętrze synagogi i przeznaczyli ją na stajnie dla koni. Po zakończeniu wojny synagoga przez kilka lat stała opuszczona i niszczała. W 1955 roku została wyremontowana, a jej wnętrze przebudowane z przeznaczeniem na warsztaty tkackie dla miejscowej szkoły zawodowej. Młode dziewczyny uczyły się tu tkactwa.
osobna część synagogi przeznaczona dla kobiet
W 1993 roku synagoga została odzyskana przez Gminę Wyznaniową Żydowską w Krakowie, która nie zgodziła się na dalsze użytkowanie synagogi przez warsztaty. Od tego czasu w synagodze rozpoczęto remont, którym kierowała Fundacja Rodziny Nissenbaumów. Prace jednak szły bardzo powoli i po śmierci prezesa fundacji zostały wstrzymane. Następnie synagogą zainteresował się rabin polskiego pochodzenia Ascher Józef Scharf z Nowego Jorku, który postanowił dokończyć remont. Ów rabin urodził się w Bielsku Białej
i podobno jeździł do Bobowej jeszcze za czasów Halberstama, pobierać nauki na jego słynnej uczelni.
Główna sala modlitewna jest założona na planie prostokąta o wymiarach 14 na 12,5 metrów, nakryta jest dziewięciopolowym sklepieniem wspartym na czterech słupach, pomiędzy którymi stoi drewniana, dwuwejściowa bima (rodzaj mównicy).
Na ścianie wschodniej zachowała się bogato zdobiona, stiukowa oprawa Aron ha-kodesz pochodząca z lat 1777–1778, będąca najlepiej zachowaną w regionie Małopolski. Jest to szafa wbudowana w ścianę, w której są przechowywane zwoje Tory - rodały. Jest najważniejszym elementem wyposażenia głównej sali modlitwy. Między nią znajdują się dwie kolumny, oplecione wicią winorośli. W części szczytowej znajdują się dwa gryfy w roli cherubów, symbolicznie adorujące tablice Dekalogu, zwieńczone koroną z napisem „korona Tory”. Cała polichromia zawiera liczne motywy roślinne oraz zwierzęce. Niedawno odkryto fragmenty malowideł na pozostałych ścianach, które postanowiono odsłonić i na nowo odmalować.
widoczna kopuła Bazyliki w Jerozolimie
Obecnie synagoga jest czynnym miejscem kultu, w którym nabożeństwa odbywają się sporadycznie podczas pielgrzymek chasydów do grobów cadyków bobowskich.
Na koniec dnia przejechaliśmy jeszcze przez Pogórze Ciężkowickie zatrzymując się przy słynnych ciężkowickich piaskowcowych skałkach – Skamieniałym Mieście. Ponieważ krótki dzień na więcej już nam nie pozwolił zadowoliliśmy się tylko „Ratuszem” i „Czarownicą”
.
KONIEC
Kochani,
Tylko żeby nie było, że to jakaś psiapsiółkowa zmowa – nie to nie tak - już od dłuższego czasu o tym myślałam, teraz nadszedł odpowiedni moment – ja również chciałam podziękować za administrowanie Forum
. Nie odchodzę z Forum definitywnie, za bardzo Was polubiłam
– nie będę tylko się zajmować administracją. Myślę, że jest wśród nas dużo osób, z nowymi świeżymi pomysłami, które z przyjemnością mnie zastąpią !
, a ja powiem szczerze – odpocznę trochę
. Dziękuję
.
Forum Beskidu Małego » Posty przez nena
[ Wygenerowano w 0.494 sekund, wykonano 5 zapytań ]