Temat: pętelka wokół szczyrku, czyli po śląsku
W sobotę wybrałem się z siostrzeńcem do Szczyrku, aby oderwać go od komputera i pokazać mu rzeczywistość.
Na początek zaproponowałem mu Skrzyczne i nie wyjazd kolejką pod którą zaparkowałem ale wyjście szlakiem. Bez żadnego narzekania wróciliśmy się do szlaku niebieskiego i zaczęliśmy podejście na 1257 m Już na wstępnie słoneczko dawało o sobie znać a tu dopiero początek wyprawy. Mimo to dzielnie do góry idziemy. Rozkoszujemy się widokami na dolinę Żylicy. Oczywiście im wyżej tym więcej widoków. Po drodze napotykamy się na mieczyka dachówkowatego. No coś pięknego natura stworzyła. Po zrobieniu kilku fotek krótkim odpoczynku dochodzimy pod osiedle Hondraski a po kilku minutach osiągamy Halę Jaworzyna. Tu rozkoszujemy się omiegiem górskim, który już jest na etapie przekwitania, ale jego zapach wystarczył aby podładować akumulatorki przed najbardziej ostrym podejściem na szczyt. Dobrze że po drodze było kilka wychodni skalnych to było też na co oko zawiesić. Po 2 godzinach podchodzenia dochodzimy na Skrzyczne a tu już zaczęła się cała pielgrzymka turystów z wyciągów. W schronisku szybki zatem posiłek cebulowej i pomidorowej a na deser ciasto i uciekamy z tego przeludnionego terenu. Idziemy na wierch by przypatrzeć się pięknemu naszemu Beskidowi Małemu. Młodemu pokazuje do wyobraźni w którym kierunku jest jego dom.
Szybki rzut oka na Babią i Pilsko oraz na Fatrę. Widać też było dobrze Czantorią i tuż koło niej Łysą Górę na Czechach. Decydujemy się, że nie schodzimy i kierujemy się na Salmopol. Pogoda dopisuje. Teraz się idzie przyjemnie. Lekko w dół a i widoki spore, choć na zdjęciach nie zawsze było odzwierciedlenie. Mijamy kolejno Małe Skrzyczne, Kope Skrzyczańską i po godzince dochodzimy na Malinowską Skałę. Teraz gdy drzewa na całej trasie są ścięte i posprzątane to tylko korzystać z aury. Słoneczko nas już zaczyna piec bo w końcu godziny szczytowania. Pomimio posmarowanych rąk czerwień pokazuje się na skórach. Z Malinowskiej idziemy przez Malinów, gdyż mój towarzysz był zainteresowany atrakcją jaka tu się mieści a mianowicie Jaskinią Malinowską. Drabinka na swoim miejscu pozwoliła nam na minimalne zejście w dół ale bez strojów nie chciało mi się wchodzić i się babrać. Może innym razem. Idziemy sobie dalej spacerkiem na Salmopolską a tu zasilamy się kiełbaskami z grilla Mniam mniam. Po konsultacji z młodszym turystą postanawiamy iść dalej, bo tak mu się to chodzenie spodobało. No to śmigamy przez pasemko Beskidu Węgierskiego - ogólna nazwa dosyć wyrównanego (ok. 900 m n.p.m.) odcinka grzbietu między Kotarzem a Beskidkiem. Grzbiet ten rozdziela dolinę Żylicy ze Szczyrkiem od doliny Węgierskiego Potoku z zabudowaniami Brennej. Młody z niedowierzaniem patrzy jaką trasę przeszedł, ale cóż tak to w perspektywie widać i nie da się tego zmienić . Na polanach i w lesie Kotarza znajdujemy naparstnice purpurową, jak się okazało później jest to jedne z najliczniejszych w Polsce stanowisk. Przepięknie to wyglądało. Idąc dalej przechodzimy przez Hyrcę. Wyczytaliśmy, żę nazywają ten szczyt Beskidem Małym Hmm Ciekawe. Po przejściu przez Hyrcę dochodzimy pod przysiółek Migdały a tu już metodą na przełaj szybko zbijamy wysokość i żeganające nas widoki by dojść do auta. Po drodze jeszcze udaje nam się wypatrzeć wierzbówkę kiprzyce. No i tak po kilku dobrych godzinek docieramy do auta i ruszamy do domu opaleni a nawet spaleni
No to tyle pisania a teraz jakieś fotki
Największą ozdobą naszego Beskidu [...] są jego urocze doliny. Wprawdzie dawno już straciły one charakter pierwotności i dzikości, [...] ale mimo wszystko nie są pozbawione swoistego wdzięku, chociaż wszędzie już widoczne są ślady rąk ludzkich.
- Jan Galicz
