Odp: Kraków trasą Trzech Kopców z zakończeniem w mordowni :)
bardzo ciekawa ta wycieczka po Kopcach
, czekam na Rozdział VII
![]()
I chyba wciągniemy ją Nenuś na naszą spis-listę ![]()
Nie jesteś zalogowany. Proszę się zalogować lub zarejestrować.
Forum Beskidu Małego » Wyprawy pozagórskie » Kraków trasą Trzech Kopców z zakończeniem w mordowni :)
Strony Poprzednia 1 2 3 4 Następna
Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź
bardzo ciekawa ta wycieczka po Kopcach
, czekam na Rozdział VII
![]()
I chyba wciągniemy ją Nenuś na naszą spis-listę ![]()
nena napisał/a:bardzo ciekawa ta wycieczka po Kopcach
, czekam na Rozdział VII
![]()
I chyba wciągniemy ją Nenuś na naszą spis-listę
no trzeba Jolu i koniecznie z przewodnikiem szkolnych wycieczek Trzy Kopce ![]()
Rozdział VII. Krakowiaczek ci ja.
Opuszczamy Zwierzyniec aby przez Salwator w pełnym czerwcowym słońcu kierować się na ostatni już na naszej trasie kopiec , po drugiej stronie Wisły.
Zawsze intrygowała mnie ta nazwa , zwłaszcza kiedy widziałam ją na tablicy frontowej niebieskiego tramwaju . Brzmiała tajemniczo i egzotycznie , jakoś tak południowo-amerykańsko . Salwator.
Teraz wiem , że pochodzi od Salvador de Horta Grioneses, katalońskiego franciszkanina z XVI wieku .
Oto jego CV .
Św. Salwator z Horty (1520-1567)
"Pracował jako szewc. W zakonie pełnił proste obowiązki, sprzątał klasztor, był furtianem, kwestarzem i kucharzem. Zasłynął z charyzmatu czynienia cudów.
Salwator urodził się w Santa Coloma de Farnés koło Gerony, w hiszpańskiej Katalonii, w grudniu 1520 r.
Chodziłam po ulicach Gerony w zeszłym wieku .
Pochodził z ubogiej, religijnej rodziny. Został osierocony już jako dziecko. Po śmierci rodziców wychowywał młodszą siostrę.
W Barcelonie pracował jako szewc. Po usamodzielnieniu się siostry przez pewien czas przebywał w słynnym opactwie na górze Montserrat.
Moje spojrzenie w obiektywie na Monserrat , XX wiek .
3 maja 1541 r. został w Barcelonie przyjęty do Zakonu Braci Mniejszych. Powierzano mu poste obowiązki. Pomagał w kuchni, sprzątał klasztor.
Salwator wyróżniał się prostotą serca i głęboką religijnością. Wiele osób zwracało się do niego z prośbą o duchowe wsparcie i modlitwę, której towarzyszyły cuda. Przełożeni przenieśli go do Tortosy, gdzie 12 lat był kucharzem, furtianem i kwestarzem. Opiekował się chorymi i ubogimi.
Tam również przychodziło do niego wiele osób, prosząc go o modlitwę. Salwator nikomu nie odmawiał pomocy, w czasie modlitwy kreślił znak krzyża na czołach wiernych. Tam również podczas modlitwy dokonywały się cuda. Zaczęto uważać go za świętego. Niektórzy odnosili się do niego z przesadną czcią, co było powodem jego przenosin do kolejnych klasztorów.
Z Tortosy odesłano go - pod zmienionym imieniem - do Reus. I tam cuda dokonywały się. Stamtąd skierowano go do Barcelony i w końcu - na Sardynię, do klasztoru w Cagliari, gdzie zmarł 18 marca 1567 r."
Ówczesny celebryta . Musiał uciekać przed paparazzi .
Co to znaczy , że ktoś jest rodowitym Krakowianinem ?
Otóż to , że jego przodkowie byli łowcami Mamutów na Salwatorze .
Za Wikipedią :
W rejonie Salwatora stwierdzono ślady osadnictwa począwszy od środkowego paleolitu (115-40 tys. lat p.n.e.), a także górnego paleolitu (40-10 tys. lat p.n.e.), kiedy to na wzniesieniu otoczonym wówczas rozlewiskami co zapewniało bezpieczeństwo mieli swoje szałasy łowcy mamutów.
Ostatnio edytowany przez iziel (2011-06-16 09:52:49)
Wiem, że się czepiam
, ale jakoś nie pasuje mi ten franciszkanin iziel. Jak niektórzy wiedzą po łacinie salvator/salvatoris to po prostu Zbawiciel, zaś na Krakowskim Salwatorze (przez w) mieści się Kościół Najświętszego Salwatora, który jest znacznie starszy od Twojego mnicha:
http://pl.wikipedia.org/wiki/Ko%C5%9Bci … w_Krakowie
To chyba prostsze wytłumaczenie?
Nena, Jolanta - wycieczki jak najbardziej, tylko kiedy? (i za ile?
)
Ostatnio edytowany przez piotr (2011-06-16 09:55:58)
Piotr , może masz rację ...... to co ? mam wykasowac ten fragment ?
Piotr , może masz rację ...... to co ? mam wykasowac ten fragment ?
To już zależy od Ciebie, ale dobrze się czyta
Można się też trochę dowiedzieć o Tobie, czyli krótko: tell me your story ![]()
Ostatnio edytowany przez piotr (2011-06-16 10:03:33)
Zostawcie
naprawdę dobrze się czyta, a wasza dyskursyja dojaśnia wszystko
Za ile? za chwilę
![]()
Za ile? za chwilę
![]()
No może nie za chwilę, bo biorąc pod uwagę zakończenia takich wycieczek to niedługo wpadnę w kompletny alkoholowy ciąg
, ale chętnie...
Rozdzial VIII . Bulwaring .
Następny etap naszej trasy wiedzie Bulwarami Wiślanymi . Odpoczynek od ruchu samochodowego , pod mostem łapiemy sekundy cienia .
![]()
Bulwarami ciągnie się arteria dla ruchu rowerowego . Rozciąga się pomiędzy Tyńcem a Niepołomicami . Można nabrać prędkości na odcinku 10 kilometrów . Radzę nie wchodzić na nią choćby stopą , bo krew się poleje . Arteria tętni , a krwinki dwukołowe poruszają się ruchem laminarnym równoczesnie przyśpieszonym.
Nazwy bulwarów doskonale oddają imperiany charakter naszej historii .
na lewym brzegu: Bulwar Rodła, Bulwar Czerwieński, Bulwar Inflancki, Bulwar Kurlandzki,
na prawym brzegu: Bulwar Poleski, Bulwar Wołyński, Bulwar Podolski.
A teraz co ? Od Bugu do Odry ?!..........cdn.
Ostatnio edytowany przez iziel (2011-06-17 09:24:12)
Tak w komentarzu do zdjęcia. Ten taki zamek co widać spod mostu to jest ten słynny Wawel ![]()
Szczerze mówiąc to nie wiedziałem, że bulwarami można dojechać aż do Niepołomic. Czy to pewna informacja? Bo ja widziałem zawsze, że trasy rowerowe kończą się na krakowskim Dąbiu, a to jest jeszcze ho ho jak daleko od Niepołomic... Natomiast trasę Salwator - Tyniec znam doskonale. Piękna długa, płaska jak stół ścieżka rowerowa, dobre kilka km jazdy, nie licząc wcześniejszej po bulwarach na terenie Krakowa. Pod drodze można jeszcze zobaczyć Stopień Wodny Kościuszko, przy którym jest tor kajakowy i kryta pływalnia (bardzo fajna, z natryskami, bąbelkami, w sam raz dla maluchów, ogólnodostępna):
http://pl.wikipedia.org/wiki/Stopie%C5% … %9Bciuszko
A jeżeli chodzi o Benedyktynów w Tyńcu to ostatnio prężnie rzucili się w wir biznesu: w klasztorze jest sklepik z różnymi specjałami typu ziółka, maście na wszystkie choróbska od odcisków i czyraków po nadciśnienie, mydełko klasztorne, a nawet piwo klasztorne hehe
Ostatnio edytowany przez piotr (2011-06-17 08:48:15)
Godosz ![]()
Piotrek , faktycznie , Pani Wikipedia jest w błędzie . W 2008 roku wpisano ścieżkę rowerową do planów turystycznych inwestycji Krakowa . Jest , ale w planach .
Oto wpis na jakimś-tam forum rowerowym :
[doktorek]
Z Krakowa do Niepołomic można dojechac bardzo fajnie rowerem- północnym brzegiem Wisły, koło Przylasku rusieckiego, walami (poczatek fajny "industrialny" pomiedzy osadnikami kombinatu, żeby przejechac musisz troche znac Nowa Hute) lub brzegiem południowym przez Wegrzce Wielkie, Grabie lub Kokotów, Słomirog, Staniatki- warto!
a to kolejny opis aktualnego dojazdu z Krakowa do Niepołomic :
Dla amatorów mocnych i niekonwencjonalnych wrażeń polecić można eksplorację wschodniej, przemysłowej części Nowej Huty. Wyjazd z Placu Centralnego przez Centrum E, dalej trasa wiedzie skrajem Skarpy Nowohuckiej ciągiem pieszo - rowerowym wzdłuż Szpitala Żeromskiego. Ulicą Odmętową przecinamy ul. Klasztorną i polną drogą docieramy do ul. Żaglowej i asfaltowych alejek w Lasku Mogilskim. Wyjazd na stromy wał przeciwpowodziowy prowadzi na ulicę Longina Podbipięty. Stąd widać Hutę Sędzimira w całej okazałości. Wzdłuż ul. Igołomskiej (piekielnie ruchliwa, pełno ciężarówek) po stronie torowiska tramwajowego prowadzi zdezelowana ścieżka rowerowa z lat 50-tych. W Ruszczy można zapuścić się w najdłuższy w Krakowie tunel drogowy (kilkaset metrów, kocie łby, piekielna akustyka, brak oświetlenia, konieczne mocne reflektory w rowerach). Dojazd od północy ulicą Wadowską, od południa - ul. Za Górą i Jeziorko.
Za oczyszczalnią Kujawy można skręcić w prawo, w kierunku Wisły i przez Przylasek Rusiecki wjechać na koronę wałów przeciwpowodziowych. Odcinek przed ulicą Brzeską jest bardzo równinny i zupełnie odmienny od widoków znanych z zachodniej części Krakowa. W ten sposób można dotrzeć do Niepołomic.
Inny dojazd do Niepołomic i Puszczy Niepołomickiej to od ścieżki rowerowej na Skarpie Nowohuckiej zjeżdżamy w ul. Odmętową w kierunku Wisły, dalej przez uspokojoną ul. Zagłoby docieramy do Mostu Wandy i ul. Półłanki w Podgórzu, gdzie dojeżdżamy do skrzyżowania z kościołem.
Do tego samego miejsca z Podgórza można dotrzeć ulicami Lipską, Rybitwy i Christo Botewa lub - zdecydowanie mniej ruchliwymi, ale bardzo krętymi - ulicami Myśliwską i Golikówka. Od ulicy Półłanki dojazd do Niepołomic jest prosty i wymaga tylko śledzenia drogowskazów.
.....jednym słowem " wątpliwaprzyjemność" .
Ostatnio edytowany przez iziel (2011-06-17 09:25:48)
Piotrek , faktycznie , Pani Wikipedia jest w błędzie . W 2008 roku wpisano ścieżkę rowerową do planów turystycznych inwestycji Krakowa . Jest , ale w planach
No właśnie
. Uważajcie na wikipedię. Już pewni politycy się przekonali, że jest nie całkiem tak, jak jest w wikipedii ![]()
Wzdłuż ul. Igołomskiej (piekielnie ruchliwa, pełno ciężarówek) po stronie torowiska tramwajowego prowadzi zdezelowana ścieżka rowerowa z lat 50-tych.
I to jest wielka ciekawostka. Nie wiem, czy ktoś miał okazję być w starej części Nowej Huty, w centrum (nie te wszystkie ohydne slumsy z wielkiej płyty, jak mówią Słowacy "panelaki", które narosły wokoło) i jak się przyjrzy ulicom to tam zobaczy resztki starych ścieżek rowerowych z... lat 50 XX wieku. To jest niesamowite, że 60!!! lat temu ktoś wpadł na taki rewolucyjny pomysł, żeby to zbudować i dzisiaj z wielkim oporem się buduje ścieżki na nowo, często są to atrapy ścieżek, bo jak nazwać coś co jest fragmentem chodnika oddzielonym białą linią? No atrapa, nic innego. A wtedy to były wydzielone ścieżki. Teraz są już oczywiście zdewastowane, stoją na nich samochody, masakra. Ale wtedy to był wspaniały pomysł, rewolucja rowerowa!
Więcej tutaj: http://www.rowery.org.pl/krakow/kombatanctwo.html
Ostatnio edytowany przez piotr (2011-06-17 13:06:01)
Rozdział IX . Kładką przez Wisłę.
Kładka ma kolor niebieski . To dwa wiszące na stalowym łuku pomosty , pieszy i rowerowy .
![]()
Elementem nośnym jest wygięta stalowa rura długości 145 m .
Kładka od początku wzbudzała u Krakowian emocje :
1. Jej montaż oglądało wielu mieszkańców ( znam z filmu na you-tube ) . 700 tonową konstrukcję przymocowano do lewego brzegu Wisły a następnie za pomocą dwóch barek cetymetr po centymetrze przemieszczono rzeką na drugą stronę . Ręczna robota , nie użyto żadnego ciężkiego sprzętu budowlanego .
2. Kładka stała się miejscem deklaracji uczuć dla zakochanych . Na barierze mostu zapięto już setki kłódek z wypisanymi a nawet wygrawerowanymi na nich imionami, inicjałami, wyrazami miłości, datami. Zakochane pary wieszają kłódkę na moście, zatrzaskują ją, po czym wrzucają kluczyk do Wisły. Na znak, że uczucie pozostanie nierozerwalne do końca życia.
![]()
3. Kładka ma wyjątkowo złą prasę . Jakoby uśmierci Podgórze , jego dotychczasowy charakter .
4. Patronem kładki jest zakonnik , Ojciec Bernatek . Słowak , urodziny na Morawach . Teolog i farmaceuta . Przeor Zakonu Benedektynów w Krakowie , ktory w okresie epidemii cholery i ospy oddał zakon na szpital zakaźny a nastepnie wybudował funkconujący do dziś szpital.
Nadanie imienia kładce odbyło się przy sprzeciwie ze strony wielu mieszkańców miasta jak i ze strony radnych dzielnicy XIII, którzy proponowali nazwanie jej Kładką Podgórską lub Kładką Karola.
Jedna kładka przez wodę a tyle emocji .......... cdn.
Ostatnio edytowany przez iziel (2011-06-18 09:41:47)
No i mamy romantyczny wątek w wycieczce po Trzech Kopcach
. Fajny ten pomysł z kłódkami!
, a nazwa „Kładka Bernatka“ bardzo mi się podoba.
![]()
neno , " Romantyczna Kładka Bernatka ", to najpełniej oddaje jej wizerunek w Królewskim mieście . Lekka , nowoczesna , praktyczna , wkomponowana w historyczne dzielnice , bajkowo niebieska . Idealne miejsce na plener zdjęć ślubnych czarno-białych .
Mnie również podoba się to miejsce nad Wisłą . Chyba dzięki jego romantyczności .Tak .
3. Kładka ma wyjątkowo złą prasę . Jakoby uśmierci Podgórze , jego dotychczasowy charakter .
Bzdury, bajdury. Inna sprawa, że za pieniądze na nią wydane (38 milionów zł, przy planowanych pierwotnie 26) można by zbudować sporo km tras rowerowych...
Iziel ten cytowany przez Ciebie opis trasy rowerowej z Nowej Huty do Niepołomic wygląda bardzo ciekawie. Coś mi się zdaje, że niebawem nawiedzę tę trasę ![]()
Ostatnio edytowany przez piotr (2011-06-18 15:50:24)
Piotrek , powodzenia ! Rób fotki ..... i zaraz, zaraz jak to się nazywało ..... taką mapkę z GPS em .
Rozdział X. Kopiec tajemnic .
Uliczkami Podgórza zmierzamy w kierunku ostatniego już na naszej trasie Kopca , Kopca Krakusa.
![]()
Nic o nim nie wiadomo do końca .
Kiedy powstał?
Czy skrywa prochy Kraka ?
Jeśli nie Kraka , to czyje ?
Kto go usypał ?
Czy Krak istniał i jakiego był pochodzenia ?
Czy kopiec jest elementem celtyckiego systemu astronomicznego ?
Jednoosobowe , ostre , proste podejście i jesteśmy na szczycie.
![]()
W pełnym , palącym słońcu padamy na zbocze aby podziwać z daleka naszą trasę i dostrzec zielone szczyty Kopca Kościuszki a za nim Piłsudskiego .
![]()
Zjedliśmy na spułę kanapki Piotrka ( dobre , z serem) i popiliśmy wodą z gwinta . Koniec trasy Trzech Kopców , przed nami mordownia........ cdn .
Wczoraj wstałem „lewą nogą”, tzn. zbyt późno by się cieszyć.
Zawsze tak mam, jak nie wstanę wcześnie rano to „kaplica duchowa” - wszystko się wali.
Postanowiłem poczytać forum, czyli uzupełnić zaległości.
Jestem pod wrażeniem
Iziel piękny styl, piękna relacja
Aż chce się czytać ![]()
Piotr , też niesamowity, zresztą go osobiście poznałem i polubiłem mimo, że (tu się narażę) za Krakusami nigdy nie przepadałem, może to zaszłości w umyśle, gdyż pochodzenie me to:
hanysowo
Mam nadzieję, że parka towarzysząca w wyprawie ze Ślunska przypadła Wam Krakusom do serca ![]()
Iziel, naszego forumowego Piotra nie należy się bać. Od niepamiętnych czasów wszystkich wiesza na drzewie i przy tym strasznie marudzi. Stąd Smerf Maruda, ale jak do tej pory nikogo nie unicestwił i intuicja mówi, że nigdy mu się to nie uda ![]()
Tzw. Strachy na lachy. Chce być maczo ale wystarczy pobyć z nim i wszystko wiadomo ![]()
Dzięki za miłą lekturę
.
P.s.
Może zorganizuje się grupa z BM-u zachęcona przez Was do gościnnej wizyty w Krakowie trasą trzech kopców?
MK , mała errata . Pochodzę z Mazowsza . Od ponad 20 lat mieszkam na jego północnym krańcu , w Makowie Mazowieckim .
Piotra poznałam wirtualnie , na forum ze strony www.wierchy.org .
Michał i Małgosia , para ze Śląska , przypadła nam , Krakusowi i Mazowszance i do gustu , i do serca .
MK , dziękuję Ci za wszystkie miłe słowa .
Może wychodzę przed szereg , ale mam propozycję na zlot za rok . Piotr poprowadzi nas przez Nowa Hutę na kopiec Wandy . Tylko czy to jest po drodze ? .... i czy mordownię na koniec trasy znajdziemy ?
mam propozycję na zlot za rok . Piotr poprowadzi nas przez Nowa Hutę na kopiec Wandy . Tylko czy to jest po drodze ? .... i czy mordownię na koniec trasy znajdziemy ?
Już donoszę, że nie jest to po drodze, a nawet powiedział bym, że jest to bardzo nie po drodze hehe, bo właśnie w ten weekend po wielu latach nawiedziłem ten kopiec. W pobliżu nie ma żadnej mordowni (no chyba, że za mordownię uznamy Stadion Piłkarski "Hutnika" hehe), z jednej strony jest huta (tzn. kombinat), a z drugiej jakieś łąki, a między nimi tory tramwajowe i kopiec, który wygląda bardzo niepozornie i niestety rozczarował mnie marnym widokiem ze szczytu, bo widok na kombinat ograniczają dość mocno drzewa, a centrum Krakowa jest tak daleko, że i panorama miasta jest niespecjalna.
Co do propozycji kopcowania jestem jak nabardziej za, ale może jednak ograniczymy się do trzech już wcześniej opisanych kopców bez nieszczęsnej Wandy? (co Niemca nie chciała)
Ostatnio edytowany przez piotr (2011-06-20 14:37:26)
Rozdział XI . Jak miło się poznać .
Na granicy udaru cieplnego , z fragmentami poparzonej od słońca skóry , odwodnieni , z kilometrami w butach idziemy przez Plac Bohaterów Getta na spotkanie z Małgosia i Michałem .
![]()
Plac wydaje sie pusty , krzyczą tylko rozstawione bezdomne krzesła. " Są , to oni !" Piotr wskazuje palcem na wydajace się nieproporcjonalnie małe , tulące się do siebie postacie , ukryte w labiryncie mebli .
Instalacja ta , to pomnik . Jego zadaniem jest wydawanie jęku " Gdzie oni są ?!" .
Oto co działo się na tym trotuarze z wdepatanym cierpieniem .
"Plac Bohaterów Getta na krakowskim Podgórzu przez wiele lat skrywał rolę, jaką odegrał w eksterminacji Żydów, a marny wygląd zajezdni autobusowej i postoju taksówek raził odwiedzających to naznaczone cierpieniem miejsce. Pierwszą próbą upamiętnienia historii miejsca było przekształcenie (w 1983 roku) apteki, prowadzonej w czasie wojny przez Tadeusza Pankiewicza w Muzeum Pamięci Narodowej - Apteka "Pod Orłem".
Pankiewicz, jedyny aryjski mieszkaniec zamkniętej dzielnicy żydowskiej, prowadził w latach 1941-43 aptekę w samym centrum getta w kamienicy przy placu Zgody 18. Sposób upamiętniania miejsca (jak rozumiał je Pierre Nora) cedujący zadanie przekazywania pamięci na materialnych świadków wydarzeń z przeszłości został twórczo wykorzystany przez pomysłodawców rewitalizacji placu. Opierając się na fragmencie wspomnień Pankiewicza pt. Apteka w getcie krakowskim, autorzy projektu Biuro Projektów Lewicki i Łatak poustawiali na placu rzeźby krzeseł zainspirowane obrazem zanotowanym przez Pankiewicza po ostatecznym wysiedleniu getta w 1943 roku:
"Na Placu Zgody niszczeje nieprzeliczona ilość szaf, stołów, kredensów i innych mebli, przenoszonych już po raz nie wiadomo który z miejsca na miejsce" .
Autor wspomnień podaje, że majątek pożydowski niszczał nie tylko na głównym placu, lecz także przed kamienicami w całym opróżnionym getcie. Ponadto czynnikiem zniszczenia były nie tylko warunki atmosferyczne, lecz również irracjonalne zarządzenia podczas oczyszczania opuszczonych domów:
"Raz dano rozkaz opróżnienia kamienicy pełnej mebli w przeciągu dwóch godzin. Rzecz normalne niewykonalna. Wykonano ją jednak pod osobistym kierunkiem Ritschka, który chcąc zademonstrować swoją gorliwość, kazał meble zrzucać z pięter. Spadały stoły, szafy, łóżka i z hałasem rozbijały się na bruku" .
Figura niesamowitości narzucająca się tu z nieodpartą siłą jest również obecna we wspomnieniach aptekarza. Tuż po wysiedleniu getta, gdy w zakamarkach kryło się nadal wielu tymczasowo ocalałych, Pankiewicz zanotował:
"Ciemno już było, gdy wracałem do apteki, a ciemność potęgowała jeszcze niesamowitość otoczenia. Niebo bezchmurne, księżyc rzucał swój srebrny blask w głąb zabudowań. Puste, ciemne ulice wydawały mi się w tej powrotnej drodze jeszcze bardziej wymarłe. Każda uchylona brama, każde otwarte okno budziło niepokój".
Ślad obecności wprowadza nastrój niesamowitego: jak dom, w którym brakuje gospodarzy, lecz na stole stoją talerze z parującą jeszcze zupą. Bez wątpienia, trudno po latach odtworzyć to napięcie oraz pozbawione nadziei oczekiwanie na powrót mieszkańców, a jednak takie przedmioty codziennego użytku jak krzesła są jej wyraźnym śladem. Uczucie niesamowitości bierze się stąd, że zostały wystawione przed dom (czyli etymologicznie uczynione Unheimlich) , wydane na działanie żywiołów, stając się również dowodem zniknięcia ich właścicieli. Mebel, nieodzowny w codziennym życiu, został wystawiony na kaprysy pogody, gdy tylko znikli jego właściciele.
Zastanawia przestrzenna organizacja pomnika: główne krzesła - pomnik skierowane są w stronę apteki (poza trzema krzesłami skierowanymi ku ulicy Lwowskiej, na której stoi zachowany fragment muru okalającego getto), a co za tym idzie tyłem do Wisły oraz do starej dzielnicy żydowskiej na Kazimierzu, skąd przesiedlono Żydów do dzielnicy zamkniętej (ten układ przestrzenny został odwrócony przez Stevena Spielberga w Liście Schindlera, w której Żydzi przechodzą z Podgórza do Kazimierza, gdzie na planie filmowym umiejscowiono getto). Mniejsze krzesła okalają pomnik i zwrócone są do wewnątrz placu.
Regularnie zorientowane w przestrzeni krzesła przywodzą na myśl scenę, gdzie układ miejsc wyznacza kierunek spojrzenia. Jednakże, analogicznie do Lacanowskiego ujęcia zwrotności spojrzenia, widzieć to także być widzianym. Pankiewicz opisuje scenę deportacji, w której niemiecki żołnierz wszedł na balkon apteki, aby stamtąd sfotografować siedzących na ziemi Żydów. "(...) otwierają się drzwi apteki naciśnięte ręką gestapowców. (...) Z balkonu robią zdjęcia fotograficzne, by móc pokazać światu humanitaryzm narodu niemieckiego, z jakim traktuje się wysiedlanych, a właściwie 'przesiedlanych', bo słowa 'Aussiedlung' nie wolno użyć, podobnie jak nie wolno używać wyrazu 'getto', tylko 'dzielnica żydowska'. Trzask robionych zdjęć - przekręcanie filmów w stalowych, reporterskich leicach... i oszustwo propagandowe skończone" . "
Stojące krzesła to również forma pamięci kinestetycznej, w której odwiedzający mogą przybrać pozę ciała oczekujących na wysiedlenie: "Niektórzy ludzie siedzą już na placu prawie dwa dni, bez wody, bez jedzenia, wśród szalonego upału" - z fragmentu o deportacji 8 czerwca 1942. Z drugiej strony, brak jednoznacznego sygnału czy na wystawionych krzesłach wypada usiąść czy nie. Według autorów realizacji poza krzesłami tworzącymi główną część pomnika inne krzesła po bokach (zwrócone do środka placu) mają pełnić rolę małej architektury miejskiej."
Teraz już w czteroosobowej Ekipie kierujemy nasze stopy na Kazimierz ............. cdn.
Ostatnio edytowany przez iziel (2011-06-20 15:45:22)
Rozdział XII . Uzupełnienie płynów i elektrolitów czyli orzeźwienie ludzi z poczuciem humoru .
Padamy pod parasolami na ulicy Szerokiej , gdzie podają nam kroplówkę z Zimnego Lecha .
![]()
Zimny Lech , Wawel a sprawa polska .
Swego czasu Kampania Piwowowarska zleciała badania, które miały pokazać, czy hasło reklamowe piwa Lech wywołuje spontaniczne skojarzenia z tragiczną śmiercią prezydenta RP .
Przypomnę brzmiało ono : "Spragniony wrażeń? Zimny Lech". Umieszczono je naprzeciwko Wawelu. Nad Krakowem rozpętała się burza .
![]()
Na pytanie, jakie jest pierwsze skojarzenie z kampanią Lecha ?
1. prawie 40 % respondentów odpowiedziało , że orzeźwienie
2. 22 % odebrało kampanię jako przeznaczoną dla "ludzi z poczuciem humoru"
A ty , w której jesteś grupie ?
Rozdział XIII . Uduchowione zapiekanki z zastrzeżonym znakiem firmowym " R " .
To co ? Idziemy dalej , na kolejne piwko . Ale nie na pusty żołądek . Michał i Małgosia prowadzą nas na Plac Nowy , do Okrąglaka . Stajemy na końcu najdłuższej , żeby nie powiedzieć jedynej kolejki po zapiekanki .
![]()
Najlepsze zapiekanki w Krakowie . U ENDZIORA . Nazwa zastrzeżona prawnie z widoczną w kółeczku literką R . Piotrek nie wytrzymuje ssania w żołądku . Idzie do okienka obok , NAMAXA i kupuje konkurencyjną , pozbawioną legendy , znaku firmowego i wyczekującej kolejki bułkę z posypką . Kiedy my posuwamy się w żółwim tempie Piotrek połyka ostatni jej kęs . Konfrontacja organoleptyczna nie dała przewagi tej z literką R .
Zapiekanka jak zapiekanka . Szkoda , że Pan Endzior nie daje serwetek ze swoimi wierszami .
Ostatnio edytowany przez iziel (2011-06-22 13:54:00)
Strony Poprzednia 1 2 3 4 Następna
Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź
[ Wygenerowano w 0.025 sekund, wykonano 9 zapytań ]