Temat: A na Potrójnej pada deszcz...
Zaczęło się jak zawsze, 7.00 pobudka, trzeba wstać. Szybko do sklepu zrobić zakupy,trochę konserw, żubrów i innych niezbędnych do życia na chatce rzeczy. O 10.00 przyjeżdża Bromba z Wojtasem. Razem z córką Anią pakujemy się do auta ,nie bez problemow,nie wiem czemu plecaki się nie chcą zmieścić. Ruszamy w kierunku Wilamowic skąd zabieramy dwie włoszki Beatę i Laurę oraz Paulinę i Dawida.Po drodze zatrzymujemy się jeszcze w Kętach w warsztacie MK,załatwiamy forumowe kapliczkowe sprawy i ruszamy w kierunku Kocierza. No i nareszcie na miejscu, Kocierz Basie, na razie nie pada, ale ciężar plecaków niektórych przeraża i decydujemy się na zmianę trasy. Podjeżdżamy jakieś 2 kilometry w górę asfaltem parkujemy auta i jakimś skrótem ruszamy w kierunku Chatki Pod Potrójną. Spacerek skrótem trwał około 20 minut i już widzimy chatkę. Zajmujemy wcześniej zarezerwowany Hindenburg i robimy przygotowania do obiadu. Kobiety zajmują się jedzonkiem a ja jako jedyny dorosły facet łapię się za siekierę. No i gotowe, zasiadamy do stołu, spożywamy/ kiełbaski białe, kaszanka,żubr, winko domowe/,zapoznajemy się z towarzystwem już tam goszczącym. I nagle pierwsza z niespodzianek, z za chatki wyłania się Grzesiek z synem Pawłem. Dołączają do nas, dokładają pifko Okocim i inne przysmaki. Dyskutujemy... gadamy... i takie tam...Ale w końcu zapada decyzja idziemy do Ani i Rafała. No to ruszamy, a ja po drodze trochę focę, i dowiaduję się od Bromby co jest co..." tam jest Łamana Skała, tam są Gibasy..."no i niestety więcej nie widać, zachmurzone zbiera się na deszcz. Docieramy do Chatki Na Potrójnej, dzieci raczą się herbatką a my na tarasie w towarzystwie gospodyni Ani pifkujemy i delektujemy się ciszą i widoczkami. Wypoczęci ruszamy w kierunku szczytu Potrójnej, niestety zaczyna padać, ale o to druga niespodzianka. Z deszczyku wyłania się Darkheusz albo jak kto woli Dziadek, dalej już podążamy razem. Wchodzimy na szczyt ale niestety widoków zero,leje coraz bardziej. Wracamy do Chatki Pod Potrójną. Trochę zmoknięci docieramy do Lucjana i robimy przygotowania do wieczornej części programu. Na stole znowu pojawia się jedzonko jakieś napoje dla młodszych i dla starszych. Dziadek znajduje gdzieś gitarę...dosiada się Lucjan..." śpiewać każdy może...", rozmowy ,dyskusje...i tak nie wiem do której godziny biesiadujemy. Rano budzi mnie Dziadek i czyjeś chrapanie, chrapanie robi się numerem jeden dzisiejszego poranka,wszyscy są pod wrażeniem dźwięków wydawanych przez Grzegorza śpiącego w Szpakówce. Niestety pogoda do niczego,leje leje... robimy śniadanko, część decyduje się na powrót do domu, ja ponownie zasypiam, a reszta w sali kominkowej używa Dżemu i cuś tam jeszcze... Około południa z tego co zostało robimy obiadek, dopijamy resztki pifka, w chatce zjawia się forumowy przewodnik Tadek, dyskutujemy...gadamy... takie tam. No i czas na powrót, niestety pogoda nie pozwoliła zaliczyć Gibasów, Dziadek z Grześkiem i Pawłem wracają prze Potrójną do Rzyk, a ja z Anią, Brombą i Wojtasem znowu jakimś nieoznakowanym skrótem do samochodu. Krótki ten weekend... ale warto było. Ps zdjęcia już zamieściła Bromba